Login lub e-mail Hasło   

Dzienniki A. Johnsonna. cz.4

As-tu déjà aimé.
Wyświetlenia: 1.050 Zamieszczono 05/11/2016

Mogłabym tak jechać bez końca, bez końca

Bez końca...
 
Który to już dzień? Nowo poznane drogi, nie wiedziała że istnieją. Że mogą, są po mimo.
Spoglądała zza samochodowej szyby przez ciemne okulary. Słońce jeszcze wisiało wysoko na niebie. 
Nie chciała by ten dzień się skończył. Wodziła dłonią po szybie, udając bieg palcami. 
Spojrzała na Aarona. Jego zarost powoli zamieniał się w brodę a on sam wyglądał na zadowolonego choć jednocześnie cholernie zmęczonego. Jedną rękę wystawił w klasycznym geście za oparcie drzwi, drugą trzymał na kierownicy. 
Jego starta, srebrna obrączka rzucała refleksy w świetle słońca.
Wierny - pomyślała. Tylko komu? - spojrzała pytająco w lusterko. 
Niebieski kolor jej włosów zanikał. Ponoć szukano jej. 
Policja. Znak szczególny, śledztwo urwane z braku poszlak?
Ciekawe czy rodzice... przerwała bieg palców. Wyimaginowany ludek pofrunął.
 
Bezzapachowa wypłowiała choinka kołysała się raz po raz gdy przekraczali prędkość.
Pustkowia, lasy, wioski, niezliczone kilometry,spękany asfalt, błotniste drogi i długie wieczory. Przełamywanie ograniczeń, szukanie właściwych dróg.
Wciskało ją w fotel gdy przyspieszał. Robił to specjalnie gdy sprawiała wrażenie zbyt przygnębionej lub zbyt zamyślonej. Zdążyła polubić tego dziwnego mężczyznę co często milczał skupiony na tym co ma przed sobą
Tak jak ona nie chciał oglądać się wstecz.
 
Przez ostatnie dni oddalili się od smutku.
Jak najdalej; myślała wpatrzona w ścigający ich księżyc.
Ufała mu gdy prowadził nocą, radio grało cicho gdy skulona zasypiała na tylnym siedzeniu.
Zatrzymywali się na krótko; na toaletę, paliwo czy hamburgera. Życie w drodze. 
Ciągły ruch, przepis na zapomnienie a może szczęście.
Jedno z dwóch, nieważne.
 
Wcisnęło ją w fotel. No tak...
- Aaron!
 
.
 
 
- Szefowo... 
Jedynym oświetlonym miejscem w hotelowym pokoju było lustro do makijażu przy którym siedziała, wpatrzona w swoją twarz. Siniak na czole już prawie zniknął. 
Zwykle uwielbiała podziwiać swoją urodę, wyobrażając sobie tłumy mężczyzn śliniących się na jej widok. 
Bo i tak było w rzeczywistości. "Składajcie pokłony mojej dupie" - powiedział jej kiedyś Aaron na zakończenie kolejnej sprzeczki.
Bez przesady. Zrobiła dziubek i podkreśliła kredką lawendowy kolor swoich oczu. 
- Szefowo. 
Odwróciła się. Spoglądał na nią z mieszaniną lęku i żądzy. Lubiła przeglądać się w oczach innych. 
Dzięki temu zawsze wiedziała kim jest...
- Mów. 
- Nie znaleźliśmy jeszcze twojego męża ale namierzyliśmy jego niedawne miejsce pobytu. Portier po lekkiej perswazji udostępnił nam nagrania z monitoringu. Mamy zdjęcia dziewczyny. 
- Pokaż mi je. Podał jej kopertę.
Studiowała przez chwilę w skupieniu plik czarno białych zdjęć. Pochodziły z różnych okresów. Długie włosy, zgrabna, przezornie ukryta za ciemnymi szkłami. Jednak na jednym zdjęciu straciła czujność. 
- Imię? 
- Hanna, nazwiska nie znamy. 
Dotknęła kciukiem ust, mrużąc oczy. 
- Zrób kopię tych zdjęć i wyślij policji wraz ze zdjęciem mojego męża, numerem rejestracyjnym jego samochodu....i resztą jego danych, powiedzmy anonimowy cynk od zatroskanego obywatela. 
Tylko ostrożnie. 
Wynajmij również najlepszych detektywów w tym kraju, udziel im wszystkich potrzebnych informacji. Co do dziewczyny... sprawdź listę osób zaginionych, skoro szuka jej policja, skorzystamy z ich bazy. Powinni mieć mnóstwo zgłoszeń. W końcu byliśmy głośni.... Uśmiechnęła się wraz z poczuciem satysfakcji.
Najemnik kiwnął głową, powoli trawiąc to co właśnie usłyszał. 
 
- Co gdy już go znajdziesz? 
- Nie znasz zakończenia wszystkich pięknych historii? 
Będziemy żyć długo i szczęśliwie...
A teraz idź! Krzyknęła.
Chcę zostać sama.
 
Gdy zamknął drzwi, usłyszał stłumiony szloch. 
Musiało mu się jednak wydawać. 
.
 
- ...Jeszcze jeden dzień i odebrałabyś sobie życie...!? 
- ...Teraz gdy o tym myślę, byłam w bardzo złym stanie, nie myślałam logicznie.
- Dystans, co...? Zmienia perspektywę. Palił papierosa przez otwarte okno. Sądząc po coraz gęstszym zabudowaniu wjeżdżali właśnie na przedmieścia.
Siąpił lekki deszcz a szare chmury kłębiły się na niebie. 
Hanna przeciągnęła się na fotelu. 
- Przyda nam się rozprostować nogi. Kiedy zamierzasz się zatrzymać? 
Cmoknął. 
- Właściwie to zaraz. I myślę że chyba to na dłużej. Spojrzał na nią.
Moja żona nie odpuści, prawdopodobnie wysłała za nami prywatnych detektywów, nie wspominając o pierdolonej mafii..! 
Wzdychnął ciężko. Posiada ogromne środki, może sobie pozwolić na każde zwichrowane pragnienie. 
Nie jesteś ze mną bezpieczna. 
- Zauważyłam. 
- I co, nadal chcesz ze mną jechać? Dziewczyno, masz 15 lat. Jesteś jeszcze dzieckiem a ja dorosłym facetem. 
Powinnaś skończyć szkołę, iść na jakieś studia, żyć normalnie...ułożyć sobie życie. 
- Mam 17 lat i nigdy nie żyłam normalnie. 
- Nieważne, może to właśnie czas by spróbować? Wszystko przed tobą, teraz może ci się wydawać że wszystko stracone...ale nie jest to prawda. Nie odrzucaj tego lekką ręką. 
- Teraz grasz zatroskanego rodzica? - rzuciła ze złością. 
- Nie. Zamierzam wylecieć z kraju. Myślę że jeszcze dziś, może jutro. 
Otwarła usta. Zamierzała coś powiedzieć, jednak zamknęła je. 
 
Milczeli wjeżdżając do miasta, Johnsonn znalazł miejsce parkingowe i zgasił silnik. 
Mijali ich bezbarwni ludzie.
- ...i teraz mi to mówisz?; zwróciła się do niego smutnym wzrokiem. 
- Tak. Nie mam innego wyjścia. 
- Nie mam dokąd pójść. Nie mam wielu pieniędzy. Słowa ciężko opuszczały jej gardło.
Zmarszczył brwi pocierając skroń. 
- Zostawię ci trochę pieniędzy, możesz też zgłosić się na policję...
- Wtedy powiedzą rodzicom gdzie jestem! Nie wrócę tam, nie ma mowy...! 
Wyglądał na naprawdę mocno przygnębionego. 
- Więc co? Wylecisz ze mną do obcego kraju, nie znając języka, będąc narażona na cholera wie jakie niebezpieczeństwa... Ah, kurwa... zaklął i uderzył w kierownicę. 
Klakson wystraszył przechodnia, który mijając ich, postukał się w czoło.
- Nie mam nikogo innego. I nie uważam cię za nieznajomego. Nie chcę być już sama i boję się. 
Pociągnęła nosem. Wyglądała teraz jeszcze młodziej. 
Johnsonn zerknął na nią po czym wgapił się bezmyślnie w krople deszczu znaczące szybę. 
Uruchomił silnik. 
- Przemyślimy to w hotelu.
 
Wieżowiec. Jedno z ostatnich pięter. 
Pokój z widokiem na tonące w smogu miasto. 
Spojrzeli po sobie dziwnie, podając fałszywe imiona. 
Gdy Johnsonn poszedł się odświeżyć, Hanna rzuciła plecak obok łóżka i podeszła do ogromnego okna, dotykając czołem zimnej szyby. Pogoda wyraźnie się psuła.
Na zewnątrz musiało być bardzo nieprzyjemnie. 
 
Widziała swoje odbicie na tle panoramy obcego miasta. 
- Dom. Wyszeptała. 
 
 
 
 
 
Tekst: Henear
...............................................................................................
https://www.youtube.com/watch?v=0XigtoNrbM0

Podobne artykuły


24
komentarze: 13 | wyświetlenia: 1672
16
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1494
16
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1380
15
komentarze: 9 | wyświetlenia: 921
15
komentarze: 17 | wyświetlenia: 1877
14
komentarze: 11 | wyświetlenia: 583
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1019
14
komentarze: 23 | wyświetlenia: 1162
14
komentarze: 1 | wyświetlenia: 945
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1059
13
komentarze: 11 | wyświetlenia: 1136
13
komentarze: 14 | wyświetlenia: 318
13
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1250
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 758
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Te kroniki coraz ciekawsze!

@Jan Stasica: Dzienniki. Dziękuję haha.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2017 grupa EIOBA. Wrocław, Polska