Login lub e-mail Hasło   

Dzienniki A. Johnsonna cz. 5

Przystanek ostatni.
Wyświetlenia: 791 Zamieszczono 08/11/2016

Przez okno widać było całe to pierdolone miasto pogrążone w nocy. 

Johnsonn przeniósł ostrożnie pozbawione oparcia krzesło i ustawił je na przeciw migoczącego widnokręgu stopniowo przysłoniętego smogiem z nielicznych kominów.
Hanna spała. Jak zmęczone zabawą dziecko. Spojrzał na nią. 
Wyglądała na bardzo spokojną. W pokoju panowała cisza, tak że mógł słyszeć jej oddech. 
Nie mógł spać przez tabletki. Usiadł więc na przeciw okna na tym niewygodnym krześle i myślał.
Długo. Ponure były jego myśli, zdawały się żywić nim, zżerać go na żywca. 
Zamknął oczy i przez chwilę pozwolił sobie poczuć cały ten ból.
 
Ile to już trwało, to wszystko? Czuję się jedynie aktorem na obcej dla siebie scenie, grając rolę napisaną przez masochistę. Zacisnął pięść. 
Starzeję się. 
Patrzył jak szary dym leniwie unosi się z migających miarowo hut. 
Lidka ty szalona suko, ukochana żono... czy potrafisz poczuć moją nienawiść dla ciebie, gdziekolwiek teraz jesteś?
Pewnie że nie... telepatia jest domeną zakochanych głupców i tak samo jak miłość, nie istnieje.
Wiesz wcale mi to nie przeszkadza wciąż co noc z tobą rozmawiać. Taka jesteś...lepsza? 
Nie. Pokręcił agresywnie głową jakby strząsał jakąś u czepliwą myśl. Ja... 
Nigdy ci nie powiedziałem. Przyjrzał się wnętrzu swojej dłoni. 
Jak to możliwe? 
 
A...no tak. 
 
Która to godzina? Nie mam już sił.
 
 
.
 
Leżała naga na łóżku, odkryta. Patrzyła w sufit niewidzącymi oczyma, obrazy z wolna przemieniały się jedne w drugie.
Bez końca. Bez sensu ani celu. Po prostu były a ona jak bierny świadek zmuszona była je oglądać. 
Światło księżyca wciskało się przez metalowe żaluzje, rozcinając jej ciało.
Im bardziej jej świadomość gasła tym czuła się spokojniejsza. Gdyby tylko można było zapomnieć się na zawsze.
Kogo to głos..czy to mój głos...
Przestać być sobą...Nie musieć być już nikim..z tobą...
Nie to nie ja....
Bo przecież... 
 
 
.
 
- Aaron! 
Otworzył zalepione oczy. - Co, co jest? 
Stała nad nim Hanna, ubrana w białą sukienkę, jej włosy łaskotały go w nos. 
- Wstawaj, patrz jaki piękny dzień!
Złotu słońca udało przebić się przez smog, górowało teraz triumfująco.
Podniósł się, wymięty. 
- O tak...ziewnął. Kolejny wspaniały dzień na planecie ziemia. 
- W rzeczy samej; powiedziała z dziecinnym uśmiechem. 
Nie mógł go nie odwzajemnić, była zbyt urocza.
- I co z tego?
- To z tego, proszę pana że możemy robić dziś wszystko na co mamy ochotę i iść dokąd tylko zechcemy! 
- A to nie tak jak wczoraj i przedwczoraj i...
- Nie, nie. Teraz czuję się inaczej... Jej niebieskie oczy wydawały się błyszczeć w nieznanej emocji. 
Przyjrzał się uważnie i dotknął ręką jej czoła. 
- Co? Uniosła brew w zdumieniu. 
- Sprawdzam czy nie jesteś aby przypadkiem chora. 
- Czuję się świetnie. 
- Okej. Klasnął w dłonie. No to co, śniadanie w nowym mieście? 
- Tak. Tym razem to ja wybieram lokal! 
 
Po dłuższej namowie dał się przekonać co do jednej z hipsterskich kawiarenek z drogą kawą i bezpłatnym internetem. Na papierowym kubku, barista nabazgrał pisakiem; Johnson.
Nie słodził. 
Hanna siedziała zatopiona w komórce, przeglądając internet. Siorbała kawę przez rurkę co niezmiernie go irytowało. 
Powąchał rogalika. Lokal był prawie pusty. W kącie siedział tylko typ wyglądający jak żywcem wyjęty z jednej z detektywistycznych powieści Conana Doyle'a. 
Widać moja paranoia się powiększa.
Typ czytał gazetę, której nagłówek dużymi literami głosił:
"Porwanie w biały dzień. Poszukiwania tajemniczej dziewczyny trwają! "
Pod spodem czarno białe zdjęcie. 
Przełknął ślinę i spojrzał na Hannę.
Śmiała się do czegoś w komórce, kompletnie nieświadoma tego że prawdopodobnie stała się najbardziej popularną dziewczyną w kraju. Typ zmrużył oczy zza gazety a Johnsonn odwrócił się powoli i wgapił w ciemną toń kawy. 
Nagle odechciało mu się jeść. 
- Ej.
Spojrzała zza ciemnych szkieł pytająco, wciąż z uśmiechem błąkającym się po twarzy. 
- Wychodzimy. 
 
 
Na zewnątrz tłum przechodniów mijał sam siebie.
Anonimowi. Na jak długo? 
Kupił gazetę i szybko odszukał właściwy artykuł. Pokazał Hannie. 
Patrzyła długo z beznamiętnym wyrazem twarzy na własne czarno białe zdjęcie. 
- Tajemnicza dziewczyna? Powiem ci że trafili.
- Żarty na bok. Musimy, muszę... Grymas wściekłości przeciął jego twarz. 
Kopnął kosz na śmieci. 
- Co on ci zawinił? 
Potarł czoło, spojrzał w błękit nieba i uspokoił się. 
 
- Lecisz ze mną czy nie? Decyzja należy do ciebie. 
Otworzyła w zdumieniu usta po czym wyszczerzyła się szeroko. 
- Jasne że tak! Dokąd? 
 
Jak najdalej. 
 
 
 
Dwie godziny później stali już gotowi na lotnisku. Oboje w ciemnych okularach. 
Johnsonn wkurwiony a Hanna radosna, niemal tańczyła przebierając nogami. 
- Nie zwracaj na siebie uwagi.
- Oj nie świruj...będzie dobrze; śmiała się. Czemu akurat Anglia? 
- Mam tam przyjaciół. Pomogą nam. 
 
Nam; pomyślała. Wreszcie zostawiam swoje stare życie, całkowicie, od nowa!
Chciała dziękować bogu, przypomniała sobie jednak że w niego nie wierzy. Zakręciło jej się w głowie. 
 
Poczuła jak łapią ją czyjeś silne ręce.
- Nie mdlej mi tu, dziewczyno. 
- Aaron, ja... dzięki. Naprawdę wielkie dzięki. 
- Sobie podziękuj, to twoja decyzja. Przypominam ci również że ściga nas mafia, policja i moja szalona żona. Zapomniałaś..? 
W odpowiedzi tylko zaczęła się głośno śmiać.
- Mówiłem ci nie zwracaj uwagi...
 
Niedługo potem siedzieli już wygodnie czekając aż samolot wystartuje. Johnsonn zasępiony gapił się przez okienko, myśląc czy niczego nie przeoczył. Samochód porzucił, uprzednio pozbywając się rejestracji. 
Będzie musiał załatwić im obu nowe dowody tożsamości gdy znajdą się już na miejscu. Nie stanowiło to problemu, przyda również się broń. Mieszkanie właśnie ogarnia przyjaciel.
Wszystko?
Wszystko, w porządku.
Nie wziął tabletek i pocił się nerwowo. 
 
Poczuł drobną dłoń Hanny na swojej. 
Uśmiechała się do niego. 
Odwzajemnił uścisk a samolot wystartował, wznosząc się w powietrze. 
Na szczęście nikt nie bił braw; pomyślał, obserwując jak oddalając od ziemi rodzi się dystans którego tak potrzebował. 
 
 
 
Epilog.
 
Lidka paliła cienkiego papierosa siedząc z założonymi nogami na hotelowym balkonie. 
Odłożyła telefon z westchnięciem. 
- Strasznie wszystko utrudniasz Aaron; rzuciła w eter. 
I zapominasz że mieliśmy wspólnych przyjaciół. Wyrzuciła niedopałek papierosa przez balkon. 
Przeciągnęła się i weszła do środka. Czekali na nią w gotowości.
- Twoje słowo szefowo? 
 
- Niech sobie leci. 
 
Od miłości uciec się nie da.
 
 
 
 
 
 
Tekst: Henear 
..........................................................................................
https://www.youtube.com/watch?v=KsYTWfl_TXg

Podobne artykuły


24
komentarze: 12 | wyświetlenia: 1430
16
komentarze: 13 | wyświetlenia: 997
15
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1191
15
komentarze: 8 | wyświetlenia: 829
15
komentarze: 16 | wyświetlenia: 1665
14
komentarze: 0 | wyświetlenia: 861
14
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1290
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 906
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 948
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 668
13
komentarze: 11 | wyświetlenia: 1000
13
komentarze: 14 | wyświetlenia: 870
13
komentarze: 8 | wyświetlenia: 841
13
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1147
13
komentarze: 22 | wyświetlenia: 932
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2017 grupa EIOBA. Wrocław, Polska