Login lub e-mail Hasło   

Queimada Grande. Śmiertelna wyspa Brazylii.

Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się, czy przypadkiem istnieje na świecie miejsce tak przerażające, tak napawające wstrętem, a przy okazji tak śmiertelnie niebezpieczne, że...
Wyświetlenia: 516 Zamieszczono 07/12/2016

Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się, czy przypadkiem istnieje na świecie miejsce tak przerażające, tak napawające wstrętem, a przy okazji tak śmiertelnie niebezpieczne, że aż nie sposób je sobie wyobrazić, to odpowiedź brzmi: Owszem. Istnieje. A jeżeli będziecie na tyle dociekliwi, by zapytać, gdzie ono się znajduje i dlaczego brzmi tak odpychająco, również chętnie Wam odpowiem.

Mowa proszę Państwa o wyspie położonej jakieś 93 mile od São Paulo (w Brazylii), która ma wyjątkowo piękną nazwę A Ilha da Queimada Grande. Nazwa ta brzmi tak zachęcająco, a wyspa sama w sobie wygląda tak urokliwie, że każdy nieświadomy zagrożenia człowiek, który jakimś cudem dostrzegłby ją z daleka, za nic na świecie nie chciałby ponownie stracić jej z oczu, a już na pewno nie przepłynąłby obok niej obojętnie. Gdyby jednak ten sam człowiek zdawał sobie sprawę, co na tej wyspie się znajduje i dlaczego rząd brazylijski wydał absolutny zakaz wychodzenia na jej brzeg, z całą pewnością ominąłby ją szerokim łukiem.

Queimada Grande jest bowiem znana przede wszystkim jako Wyspa Węży. Tak... Dobrze widzicie. Wyspa Węży. Ale to nie jest jeszcze to, czego zapewne się spodziewacie. Bo nie chodzi tu o sam fakt obecności węży na wyspie (występują one na tysiącach innych wysp na całym świecie), ale o fakt, że na jeden metr kwadratowy przypada ich aż pięć! Wyobrażacie sobie? Pięć węży na jeden metr kwadratowy? Co więcej, nie są to jakieś małe wężyki, które ledwo widać pod nogami. Są to jadowite i jedne z najbardziej niebezpiecznych węży Ameryki Południowej o wdzięcznej nazwie żararaka wyspowa. Najdorodniejsze okazy osiągają ponad półtora metra długości. Oprócz tego, są bardzo agresywne. Według statystyki szpitala im. Vitala Brazila w Butantan w Brazylii – prowadzonej w latach 1954–1960 i opracowanej na podstawie 730 leczonych tam przypadków – węże te spowodowały 87,4% ogólnej liczby ukąszeń, a śmiertelność dorosłych w przypadkach nieleczonych surowicą dochodzi do 8–10%. Tak ogromna liczba węży jest w stanie przetrwać na wyspie głównie ze względu na fakt, iż jest ona „przystankiem” licznych ptaków migracyjnych. 

Nikt bez specjalnego zezwolenia nie ma prawa dopływać do brzegu wyspy. W sporadycznych przypadkach zezwolenie na wejście na teren wyspy otrzymują specjalne grupy naukowców. Marcelo Durante – biolog, który odwiedził tę wyspę około dwudziestu razy twierdzi, że pięć węży na metr kwadratowy to być może lekka przesada, ale jeden na metr kwadratowy to zdecydowanie najbardziej optymistyczna wersja.

Takie miejsce, jak się zapewne domyślacie, musi mieć niejedno na sumieniu. Przerażające przypadki związane z ukąszeniami na wyspie aż kipią w głębokim kotle miejscowych opowieści. Mieszkańcy przybrzeżnych miast sąsiadujących z Queimada Grande najchętniej opowiadają dwie z nich.

Pierwsza historia jest historią o rybaku, który zupełnie nieświadomy czyhającego na wyspie zagrożenia, udał się w jej głąb, by zerwać kilka bananów. Oczywiście, został ugryziony. Jakimś cudem udało mu się dotrzeć do swej łodzi, lecz jad już zaczął się rozprzestrzeniać. Jakiś czas później rybak ten został znaleziony na łodzi zanurzony w kałuży krwi. Druga historia związana jest z latarnią, która znajduje się na najwyżej położonym punkcie wyspy. Pewnej nocy, pracujący w niej „latarnik” wraz z żoną i trójką dzieci zostali zaatakowani przez węże, które wślizgnęły się do środka przez okno. Cała rodzina desperacko uciekała w kierunku łodzi, lecz została zaatakowana przez inne węże, zwisające z gałęzi ponad ich głowami. Żaden z członków rodziny nie przeżył.

Jeżeli ktoś z Was jest na tyle zdeterminowany, by jednak na wyspę się udać, istnieje pewien sposób. Nielegalny, co prawda, ale istnieje. Należy się udać do jednego z dwóch miast: Peruíbe lub Itanhaém (położonych około 1.5-2.5 godzin drogi od centrum São Paulo), a następnie przekonać jakiegoś miejscowego z łodzią, by razem z wami udał się na wyspę.

Mniej zdeterminowanym, ale równie ciekawym żararaki wyspowej, sugeruje się odwiedziny w Instytucie Butantã w São Paulo, gdzie można grzecznie poprosić o pokazanie kilku okazów.

Po więcej wrażeń zapraszam na www.isabelfuentesguerra.com

Podobne artykuły


11
komentarze: 32 | wyświetlenia: 578
11
komentarze: 40 | wyświetlenia: 579
11
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1845
10
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1048
10
komentarze: 5 | wyświetlenia: 465
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 606
10
komentarze: 8 | wyświetlenia: 827
9
komentarze: 34 | wyświetlenia: 417
9
komentarze: 12 | wyświetlenia: 558
9
komentarze: 124 | wyświetlenia: 439
9
komentarze: 7 | wyświetlenia: 688
9
komentarze: 36 | wyświetlenia: 526
9
komentarze: 10 | wyświetlenia: 726
9
komentarze: 4 | wyświetlenia: 637
9
komentarze: 20 | wyświetlenia: 538
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  eugen,  07/12/2016

Dobre miejsce ale bolesne na zakończenie życia..
W Polsce lepiej i prościej wybrać się w taką "pielgrzymkę" w Tatry, ale warto zabrać ze sobą miejscową "wodę" tzw Łącką Śliwowicę...



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska