Login lub e-mail Hasło   

Uniwersalny Umysł cz. VII

Zakończenie.
Wyświetlenia: 1.160 Zamieszczono 04/02/2017
"Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się Ty, który czytasz te słowa - czym jest świat i kim jesteś ty sam.
Czy potrafisz podać realną różnicę pomiędzy snem a jawą? Wspomnieniem a rzeczywistością.
Całe twoje życie stanowiło przypadek, ciąg zdarzeń nad którym nie miałeś władzy.
Twój los spleciony z losem innych, twoje ciało utkane z ciał innych. Twoja świadomość... stworzona przez świat.
Czy potrafisz się oddzielić, sprawić by zanikła różnica pomiędzy tym co jest a tym co być może?
Jaką masz pewność że to co widzisz jest prawdziwe. Jesteś pewien że nie wymyśliłeś sobie tego wszystkiego?
 
Że świat w którym żyjesz nie jest tylko urojeniem?"
 
Fragment "Uniwersalnego Umysłu"
Własność Andre Ampere.
 
.
 
Wszyscy słyszeli pukanie do drzwi. 
 
Natalie wytrzeszczyła oczy, ściskając Manon za ramię.
- To on; powiedziała.
Michael podniósł się z dywanu, momentalnie trzeźwiejąc. Manon wbiła w niego intensywny wzrok; zrozumiał.
Gestem nakazał wszystkim ciszę, sam wstając ostrożnie. Harry obserwował jego kroki gdy podchodził do drzwi.
Nie czuł się zbyt dobrze, serce biło mu szybciej niż zwykle a teraz na dodatek nieprzewidziana sytuacja która nie wiadomo jak się potoczy.
Jeśli Natalie nie świrowała z śledzącym ją mężczyzną, mogli mieć poważny problem; instynktownie sięgnął po komórkę.
Natalie przegryzła wargę, resztki ogarniającego ją snu rozpłynęły się w nowej, powoli zaczynającej przypominać koszmar, rzeczywistości.
Michael spojrzał przez wizjer i westchnął ciężko, obracając się twarzą do nich.
 
- Kto z was głupki zamawiał pizzę?
Harry przeklął, uderzając się w czoło spoconą ręką.
- Przepraszam was, kompletnie o tym zapomniałem.
Natalie spiorunowała go wzrokiem, jej twarz wyrażała żądzę mordu. Harry skulił się, blednąc.
- Ja...
- Ok, nic się nie stało co? Manon położyła dłoń na ramieniu Natalie, powstrzymując ją przed rzuceniem się na Harry'ego.
- Masz szczęście że jestem głodna - odburknęła, zła na siebie.
Michael zaśmiał się otwierając drzwi.
Dostawca pizzy nie miał najlepszej miny, na zewnątrz panowała ulewa a on musiał czekać aż jakieś durne dzieciaki w końcu pofatygują się do drzwi.
W dodatku nie mógł pozbyć się dziwnego wrażenia że ktoś go śledzi. Na szczęście jeszcze parę godzin i koniec.
Uśmiechający się czarnoskóry chłopak zawołał kogoś z wewnątrz. Blady grubasek pojawił się w przejściu, obdarzając go neurotycznym spojrzeniem nienaturalnie rozszerzonych źrenic.
Pieprzona młodzież; pomyślał dostawca, przeliczając wręczone mu przez niego pieniądze.
- Reszta dla pana; rzekł grubas zamykając drzwi.
Przynajmniej napiwek był solidny.
Dostawca wyszedł z klatki klnąc na nie przestający padać deszcz, nieostrożnie stawiając stopę.
Zakołysał się, przed upadkiem powstrzymało go czyjeś silne ramię.
- Dziękuję; rzekł do brodatego mężczyzny.
Ten nie mówiąc nic tylko skinął głową, obdarzając go przyjaznym spojrzeniem intensywnie niebieskich oczu.
 
.
 
Manon ściszyła muzykę, dochodziła dwunasta w nocy, Harry pochrapywał na kanapie wciąż trzymając w ręku kawałek niedojedzonej pizzy, Michael w wielkich słuchawkach leżał na dywanie przesłuchując nagrań z jej mp3, ciężko było powiedzieć czy śpi.
Podeszła do mocno zalanej Natalie, dziewczyna uśmiechnęła się do niej głupkowato.
- Niezła ze mnie idiotka co?; zapytała.
- Myślę że mniejsza od Harry'ego...
- No tak; Natalie zachichotała; słyszysz jak chrapie?
- Ciężko nie słyszeć. Mam nadzieję że uspokoiłaś się już trochę?
- Tak ale..
- Nie myśl teraz o tym, jest piątek, właściwie sobota a my jesteśmy tu razem z chłopakami.
- Obaj śpią. Jakim cudem jeszcze trzymasz się na nogach, Manon? W życiu nie wypiłam tyle grzańca.
- Mam mocną głowę. Przesuń się troszkę.
Tak lepiej.
- Dobra z ciebie przyjaciółka.
- Może... Czego tak bardzo się boisz, Natalie?
- Nie wiem czy chce ci się tego słuchać. Mi samej się nie chce, ale ta historia nie chce mnie opuścić, nieważne co robię.
- Możesz mi powiedzieć, słyszałam wiele dziwnych rzeczy.
- ...po prostu boję się... świata. Przeraża mnie to że codziennie muszę wstawać i uczestniczyć w tym przedstawieniu, nawet jako gwiazda, jako ta "popularna".
Mam trochę nie po kolei w głowie jak zauważyłaś, praktycznie nie znałam ojca który opuścił mnie jak miałam może ze trzy lata.
Po prostu zostawił mnie z matką na pastwę losu, jest i drugiego dnia już go nie było. Ani słowa wyjaśnienia.
Mama ciągle płakała, nie rozumiała co się stało. Nie byliśmy za bogaci, a po ojcu ślad zaginął, dosłownie.
Jakoś sobie radziliśmy, choć nie było za wesoło. Do domu przychodzili jacyś ludzie, mama zawsze zamykała mnie wtedy w pokoju i kazała się bawić.
Dopiero później zrozumiałam... jak żałosne była i jakim skurwysynem był mój ojciec. W końcu znalazła sobie jakiegoś frajera na stałe, nawet się z nim ożeniła.
Natalie zaśmiała się ironicznie. Adoptował mnie, kłopoty pieniężne się skończyły a ja przyjęłam jego nazwisko.
Jednak to co zostało to nienawiść do ojca... może do mężczyzn? Przynajmniej tak stwierdziła moja psychoterapeutka.
...Jezu, ty wciąż tego słuchasz.
- Też nie miałam lekko.
Wiesz...ważne jest to że jesteśmy tu i teraz, razem. Przeżyłyśmy złe chwile ale już ich nie ma, przeszłość jest martwa.
Nie musimy dłużej się bać skoro wiemy że sobie poradzimy.
- Może i masz rację ale ja...
- Śpij. Będę czuwać.
- W sumie to trochę przypominasz anioła...; powiedziała, pogrążając się we śnie.
 
Manon poprawiła jej koc po czym rozglądnęła się po pokoju. Michael przewrócił się na drugi bok, słuchawki zsunęły mu się z uszu, Harry nadal chrapał na kanapie.
W tle leciała tylko ściszona muzyka.
Na prawdę mam mocną głowę; pomyślała. Za oknem wciąż kropiło, nieliczne latarnie rzucały światło na opustoszałą ulicę.
Zasunęła żaluzje i zmieniła płytę w odtwarzaczu na składankę "Nouvelle Vague".
Pierwsze takty "Friday night, Saturday morning", towarzyszyły jej gdy kładła się spać na materacu.
Zasypiając myślała jakie to wszystko... dziwne.
 
.
 
Obudziło ją pukanie do drzwi. Przetarła oczy, myśląc że nadal śpi.
Znów śnił się jej górski horyzont i czekający na nią młody mężczyzna, tym razem trzymał w dłoni kwiat.
Wstała, kierując się do drzwi po omacku, zła na nocnego przybysza.
Zawahała się, przez framugę drzwi przenikało intensywne światło.
Spojrzała przez wizjer, jednak nie mogła niczego dostrzec, światło było zbyt jasne.
Nie wiedząc do końca co czyni, przekręciła klucz w zamku ,otwierając drzwi.
 
Widok zaskoczył ją.
Znikła gdzieś schodowa klatka, znikły numery mieszkań, pozostały drzwi tonące we wszechogarniającym białym świetle.
Tysiące drzwi, być może prowadzące do innych światów.
Przestąpiła próg własnych, unosząc się w przestrzeni.
Obejrzała się przez ramię, wejście do jej mieszkania zniknęło, mieszając się z tysiącem innych.
Spojrzała na swoje dłonie, biły niebiańskim blaskiem, zdała sobie sprawę że jest naga.
Że jest tu sama.
 
Płynęła dalej, poprzez pustkę, mijając niekończący się ciąg drzwi, niektóre z nich były otwarte, do niektórych trzeba było zapukać.
Zajrzała do jednych z nich.
 
Nieboskłon przecinały błyskawicę a powietrze zasnute było pyłem, ziemię rozrywały eksplozję a ludzie mordowali się wzajemnie wznosząc okrzyki ku chwale boga.
Zatrzasnęła je, płynąc dalej.
 
 
Kolejne z nich, zamknięte; spojrzała przez dziurkę od klucza.
Zieleń lasu, pod rozłożystym drzewem w pełni rozkwitu siedziała rodzina.
Ojciec uśmiechał się z miłością patrząc na zabawę swojej małej córki.
Żona trzymała ją za rączkę, wskazując na jakiś obiekt poza zasięgiem wzroku.
Manon nie mogła dostrzec ich twarzy ani na co wskazuje kobieta.
Widziała tylko ich szczęście.
Dziewczynka wymsknęła się z objęć matki i pobiegła w kierunku błękitnego nieba.
Ojciec poruszył się nerwowo.
- Manon, zawołał; wracaj do nas!
 
Oderwała się od drzwi, i tak były szczelnie zamknięte.
A klucz do nich, wyrzuciła sama już dawno temu
 
Płynęła dalej, unosząc się w przestrzeni, czując i będąc pustką, widziała wszystko.
 
Ktoś klepnął ją w ramię. Obróciła się.
Przestrzeń znikła ustępując miejsca niemożliwemu do opisania kalejdoskopowi zdarzeń i obrazów.
Wśród nich stał Andre, kręcąc głową z niedowierzeniem.
- A więc jednak udało ci się tu dostać, Manon.
Nie przypuszczałem że cię tu spotkam. Bardzo niewielu tu dotarło, jesteś jedną z nich.
- Nic nie rozumiem. Mówiłeś że jesteś martwy.
- Martwy!?; zapytał ze śmiechem.
Nie nazwałbym się martwym.
Zacisnął dłonie, dodając po chwili;
- ...żywym również. A ty?; zapytał wskazując na nią; co Ty tu robisz?
- Przeczytałam twoje wspomnienia.
- A, tak. Pamiętam.
- Gdzie my właściwie jesteśmy, czy to sen?
- Wszystko na to wskazuje, czyż nie?
- Dość teorii i zagadek, mów prawdę.
 
Twarz Andre przestała wyrażać jakiekolwiek uczucia.
Znajdujemy się wewnątrz Uniwersalnego Umysłu. Przecież czytałaś moją książkę.
- ...
- Tak, mi też ciężko było w to uwierzyć na początku, ale to minęło gdy zrozumiałem że początku nie ma.
Gdy przestałem utożsamiać się z tym kim byłem.
Twarz Andre poruszyła się, zaczynając rozpadać na fragmenty zza których przezierało tło zniekształconych wspomnień, uczynków oraz zdarzeń.
- Nie jesteś Andre, człowiek którego znałam był inny.
- Manon, głupiutka, jak mogłaś go znać gdy nie znasz samej siebie, wciąż uciekając...
- Nie uciekłam, zostałam pomimo wszystko. Nawet gdy myślałam że dłużej już tego nie zniosę.
Myślałeś kiedyś chociaż co czuła twoja rodzina gdy ją zostawiłeś?
- Owszem. Jednak rzeczy po upływie czasu tracą swoje pierwotne znaczenie, jesteś wciąż młoda, Manon...
- Za życia również tak mówiłeś.
Twarz Andre rozsypała się a wraz z nią reszta jego ciała.
 
Zostało tylko wspomnienie które jednak także znikło, ustępując trwającej od zawsze pustce.
 
 
Zamknęła oczy, przywołując poprzedni sen.
Świeży powiew wiatru rozwiał jej włosy, wypełniał sobą płuca.
Łany zbóż falowały wszędzie wokół, słońce świeciło na niebie.
Tym razem była w stanie dostrzec twarz wędrowca.
Zaczęła biec.
Epilog.
 
 
Manon spacerowała po mieście wolnym krokiem, wieczór zbliżał się powoli.
Lubiła takie chwile, gdy mogła zagubić się, udać w nieznane dotąd miejsca.
Siąpił lekki deszcz.
Skręciła w boczną, starannie wyłożoną brukiem uliczkę.
W ciężkim cieniu starych kamienic znajdowało się muzeum sztuki - jak głosiła zaśniedziała tabliczka nad wejściem.
Przeskoczyła nad szarymi schodami, wchodząc do środka.
Muzeum było puste, sprawiając wrażenie zapomnianego. Na ścianach wisiały nie znane nikomu obrazy, artystów których sztuka nie doczekała się większego rozgłosu.
Kustoszka minęła ją, niezadowolona, widocznie chciała już zamykać.
Manon rozejrzała się, w jednym z korytarzy jednak ktoś był. Lecz sprawiał wrażenie nieobecnego, wpatrzony w obraz jaki miał przed sobą.
Nie widziała ani jego twarzy ani obrazu który tak przykuł jego uwagę.
 
Podeszła powoli za plecy mężczyzny nie czyniąc żadnego hałasu.
- Podoba ci się?; zapytała.
 
 
 
 
 
 
txt; henear
 
.................................................................................
 
P.S kontynuację tej historii można przeczytać na moim blogu, dokładnie w cz.6
 
 
 
 

Podobne artykuły


24
komentarze: 12 | wyświetlenia: 1430
16
komentarze: 13 | wyświetlenia: 997
15
komentarze: 16 | wyświetlenia: 1665
15
komentarze: 8 | wyświetlenia: 829
15
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1191
14
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1290
14
komentarze: 0 | wyświetlenia: 861
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 906
13
komentarze: 8 | wyświetlenia: 841
13
komentarze: 22 | wyświetlenia: 932
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 813
13
komentarze: 14 | wyświetlenia: 870
13
komentarze: 11 | wyświetlenia: 1000
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 948
13
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1147
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Koriolan,  04/02/2017

Hmm ...
Wolał bym byś tu umieścił całość ...

  Henear,  05/02/2017

@Koriolan: Obie są samowystarczalne.

  seta1212,  21/02/2017

Czekam na cd. I hope, że cd będzie równie ciekawe..



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2017 grupa EIOBA. Wrocław, Polska