Login lub e-mail Hasło   

Wstawaj śpiochu!

Przebudzenia są najlepsze. O ile oczekiwane.
Wyświetlenia: 1.055 Zamieszczono 12/02/2017

- Wstawaj śpiochu! Śniadanie! Jacek!

Te słowa, mniej więcej sprzed siedemdziesięciu kilku lat, pamiętam najlepiej. Również babkę, która nieodmiennie budziła mnie przechodząc głosowo płynnie, łagodnie, od piano do forte. Nie bez żalu przecież, gdyż bardzo lubiła patrzeć na śpiącego smacznie wnuczka. No ale szkoła od ósmej, a i śniadanie gotowe.

Teraz, w umieralni, zastanawiam się co wieczór: jak to jest, że w ostatnich latach, dniach, coraz lepiej pamiętam tylko wybrane szczegóły, twarze i wydarzenia z okresu gdy miałem mniej więcej dziewięć, dziesięć lat. Obrazy późniejsze w większości zaginęły chyba już na zawsze, zamazały się całkowicie – w każdym razie są mniej wyraźne niż te, o których mówię. Musi to mieć jakiś związek z osobami, które kochały mnie naprawdę i w szczególny chyba sposób. Jaki?

Babka z pozoru była kobietą twardą i zaradną, choć ta zaradność mogła przecież objawiać się tylko w niezwykle wąskim zakresie możliwości ponurej, komunistycznej rzeczywistości lat pięćdziesiątych. Mieszkaliśmy, żyliśmy razem w pokoiku o powierzchni jedenastu metrów kwadratowych. Szafa, stół, dwa krzesła, maleńki kredens, kuchnia kaflowa, stolik na wiadro z wodą, węglarka. No i dwa łóżka. Babczyne w miarę normalne – moje to przedziwna konstrukcja, zrobiona ze skrzynek po jabłkach i przypadkowych dość, pościąganych skądś desek. Do dziś pamiętam to podstawowe narzędzie babki – piłę ramową z naciągiem sznurkowym – którą operowała co i rusz z dużą wprawą.

To specjalne wyrko było więc samoróbką – wygodną jednak i zbudowaną racjonalnie. U wezgłowia maleńka półka przykryta haftowaną serwetką, na której stało bakelitowe radio lampowe marki „Promyk”, którego słuchałem namiętnie przed zaśnięciem, operując z upodobaniem gałką strojenia w poszukiwaniu dających się zrozumieć audycji Radia Wolna Europa, niemiłosiernie, złośliwie i zapewne z wielkim nakładem sił i środków, zagłuszanych przez komunę.

Podobnie spędzali wieczory sąsiedzi, inni lokatorzy rozsypującej się, przedwojennej kamienicy bez instalacji wodnej i kanalizacji, z ogólnym, koszmarnie obesranym wychodkiem na podwórku. Do tego ogromny, z rzadka opróżniany śmietnik - szczury, karaluchy, a w mieszkaniach upierdliwe pluskwy. W ogóle cała okolica to biedota robotnicza, wiecznie napity, awanturujący się lumpenproletariat. Klasa rządząca przecież, sól ziemi! I tylko gdy któryś sąsiad nieostrożnie nie wyciszył swojego odbiornika, lub po pijaku przysnął przy głośniku, poprzez cienkie ściany niósł się jazgot zagłuszarek i przebijający na tle śmiecia dźwięk zakazanych treści. A gazet, zwłaszcza „Głosu Robotniczego” czy „Trybuny Ludu”, nikt nie czytał. Może - między innymi - dlatego, przez te wszystkie lata, ludzie nie donosili na siebie, nie kablowali do ukochanej wadzy.

Babka dostawała mikro emeryturę po dziadku, który oficjalnie zamarzł gdzieś na Syberii. To nie wystarczało nawet na żałosne utrzymanie dla niej samej, a cóż dopiero na dorastającego chłopaka, szalejącego po okolicy wraz z kolesiami, niszczącego bez opamiętania ubrania i buty. Stąd i nasze wyżywienie nie wystawne – proste, najtańsze. Chleb ze smalcem, barszcz ze skwarkami, albo i nie, rzadko rarytasy – kaszanka, dorsz smażony, kawa zbożowa „Inka”, odtłuszczone mleko. Czasem jarmuszka – jadalna, dziko rosnąca zielenina, którą zbieraliśmy z babką po okolicznych polach. O fructach typu cytryna, pomarańcze, nie było mowy! Zresztą statki z cytrusami, anonsowane z klasową dumą przez radio, zawijały do polskich portów tylko na święta, a owoce trafiały prawie wyłącznie na wybrane, godniejsze stoły. Podobnie kanadyjska lub amerykańska pomoc z UNR-y. Raz tylko, jako chyba wyjątkowo potrzebujący, przytargaliśmy z babką kartonową paczkę, zawierającą tłuszcz sojowy, mąkę kukurydzianą, ziarno. Czekolada, konserwy rybne, czy zwłaszcza mięso z puszki, wyparowały gdzieś w drodze miedzy statkiem a punktem rozdziału. Ale potwierdzić trzeba było komplet.

Babka, by utrzymać nas jakoś, zmuszona była dorabiać. Trochę handlowała jabłkami na rynku, kisiła barszcz który sprzedawała sąsiadkom za grosze, brała posadę dozorczyni. Zimą – a zimy wtedy były prawdziwe – pomagałem babce w miarę sił małego szczyla w rozkuwaniu zamarzniętego rynsztoka, do którego ludność wylewała pomyje. Sama drobna, szczupła kobieta, naparzała wielkim łomem w twardy lód, co chwila odpoczywając. Brałem wtedy ów łom i ledwie mogąc unieść żelastwo, naśladowałem ją udatnie. Zamiataliśmy też chodnik i odśnieżaliśmy pilnie tak, by zdążyć przed sprawdzającym wszystko o szóstej rano dzielnicowym. A ten nie miał litości. Gdy coś nie tak – brud, czy nie posypane piaskiem - wypisywał ogromne mandaty.

Nie chorowaliśmy chyba specjalnie, choć pamiętam dwa przypadki. Pierwszy, to wycięcie migdałów, na które zostałem skierowany przez jakiegoś konowała. Pani chirurg która uskuteczniała zabieg, obiecała, iż jeśli nie będę wrzeszczał z bólu, załatwi mi po zabiegu lody. Raz, jako nagrodę, dwa, jako pożądany, chłodzący poranione gardło specyfik. Więc nie protestowałem specjalnie, kiedy wprowadzała mi do gęby jakieś zimne, stalowe ustrojstwa. Jednak po pierwszym, koszmarnie bolesnym cięciu, nie wytrzymałem i zacząłem drzeć się na cały szpital. Chciałem uciec, ale przecież przezornie przywiązano mnie do stołka. Dalej już szło jej gorzej, więc w złości, w takt moich wrzasków, waliła mnie po piersi jakimiś metalowymi narzędziami. O późniejszych lodach mogłem oczywiście tylko pomarzyć.

Druga historia to moje zapalenie opon mózgowych. Pamiętam też panią hm... doktor, która prócz aspiryny i innych, mniej lub bardziej stosownych leków, przepisała mi kilka maleńkich kawałków twardej, gorzkiej czekolady. Babka wykupiła mi to w aptece i wtedy, pierwszy raz w życiu, poznałem smak czekolady. Całkiem gorzkiej, a więc niesmacznej na tyle, iż do dzisiaj za czekoladą nie przepadam. Również wtedy, jedyny zresztą raz, przeżyłem wejście do tunelu, który był raczej zbliżającą się, powiększającą, jaskrawą plamą świetlną. Wtedy też na krótką chwilę zrozumiałem wszystko: jak i dlaczego działa wszechświat, co my tu robimy, jakie to wszystko w istocie słuszne, dobre i proste. Najwyraźniej przesilenie w chorobie, niemniej świadomość tej chwilowej wiedzy, prostoty wszystkiego, która, ma się rozumieć, ulotniła się po chwili bezpowrotnie, pozostała mi do dziś.

Tak, czy owak, żyło nam się z babką zupełnie znośnie. Używam słowa babka, mimo, iż nawet wtedy, myślałem o niej czulej – była mi przecież opiekunką, babcią! Jednak siermiężność czerwonych czasów oraz fakt, że babka nie rozczulała się nigdy nad sobą ani nawet nade mną – nie używała zmiękczających rzeczywistość słów - skłania mnie do nazywania Jej właśnie babką. Twardo i trochę, a nawet mocno wbrew temu, co do Niej czułem i czuję, ale może niech już tak zostanie.

I tylko teraz, w miarę dziwnego, pamięciowego precyzowania tych minionych sytuacji, myślę sobie, że chciałbym to prawdziwie przeżyć jeszcze raz, ale w taki sposób, by móc naprawić tych kilka drobnych wobec Niej błędów, spełnić kilka popełnionych wtedy zaniechań, okazać babce, babci, więcej przywiązania, wdzięczności, miłości wreszcie. Mniej szaleć poza domem z kolesiami, pomagać bardziej, przytulić czasem. A jeśli istnieje reinkarnacja, to żeby On to wszystko łaskawie umożliwił. Bo może to, co spotyka mnie dzisiaj – nie wykluczam tego – jest rodzajem życiowej, spóźnionej nieco odpłaty za moją dziecięcą bezmyślność? Chociaż nie... To by była kosmiczna przesada, przedobrzenie. On przecież musi mieć wielkie, czujące serce...

Bo za jakież ciężkie grzechy muszę od miesięcy znosić codzienną, upokarzającą obsługę w wykonaniu Krychy? Już samo jej wejście do sali z nową kroplówką, powoduje drgawki i chęć natychmiastowej ucieczki z pola rażenia tych maleńkich, złośliwie zmrużonych oczek. Żałosne resztki siwych włosów stają mi na głowie, język drewnieje, A ona, Krycha, wpada tu wojskowym, energicznym krokiem, omiata pokój twardym wzrokiem, bez słowa, z widoczną odrazą, odpina mi pustą butelkę, zakłada nową. Nawet nie spojrzy na krwawiący od kilku dni wenflon, nie zapyta o samopoczucie, nie poprawi poduszki, Niby zawodowa pielęgniarka, a w istocie zimna gadzina bez serca. I gdyby wizytujący tę umieralnię raz w tygodniu konował pomylił się celowo i zaordynował mi cyjanek, podałaby go bez mrugnięcia. Aż dziw, że nie sięga do kabury i nie wymachuje nabitym naganem nad każdym, dogorywającym tu bezbronnie staruszkiem. Ale nie musi. Wszyscy i tak wiemy, że robi to w swej lodowej wyobraźni i z wielkim upodobaniem.

Cóż... Mam nadzieję, że wreszcie naprawdę nie przetrzymam nocy. Oczy zamykają się same, myśli zamierają, światło ciemnieje. Nawet ten okropny, ciągły ból, łagodnieje... Oby...

●●●●●●●●●●●●

- Wstawaj śpiochu, śniadanie! Jacek – łobuzie jeden!

Podnoszę więc oporne powieki, siadam na łóżku. Przez otwarte szeroko okno zagląda wesolutkie, poranne słońce, świeżo zakwitły bez chwali się tysiącami białych płatków, a pełne energii, bezczelne wróble, szaleją po blaszanym parapecie. Babcia patrzy na mnie i uśmiecha się szeroko. Też się uśmiecham.

- Dzień dobry... babciu. Kocham cię!

Koniec.

1702

Podobne artykuły


25
komentarze: 65 | wyświetlenia: 2093
24
komentarze: 18 | wyświetlenia: 2134
21
komentarze: 44 | wyświetlenia: 1735
20
komentarze: 37 | wyświetlenia: 1178
20
komentarze: 23 | wyświetlenia: 1225
19
komentarze: 38 | wyświetlenia: 1396
19
komentarze: 71 | wyświetlenia: 2241
19
komentarze: 2 | wyświetlenia: 871
18
komentarze: 18 | wyświetlenia: 859
17
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1099
17
komentarze: 9 | wyświetlenia: 11026
17
komentarze: 23 | wyświetlenia: 782
17
komentarze: 47 | wyświetlenia: 1437
16
komentarze: 38 | wyświetlenia: 723
16
komentarze: 6 | wyświetlenia: 954
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  liwa,  12/02/2017

ach ta pamięć.. na stare lata bywa "wybiórcza".. fajnie napisałeś, a niektóre fragmenty znam z własnego życia.. :))

  kolo,  12/02/2017

Brawo! Cofnąłeś mnie w czasie, jakbym znów miał kilka lat......

  golesz,  12/02/2017

Ha. Cofnięcie (pamięciowe) w czasie, to jedno, ale ta podróż w przyszłość...

  kolo,  12/02/2017

@golesz: Coraz częściej zatrzymuję myśli w przeszłosci, tak jak większość starszych ludzi. O przyszłości nie myślę, nie mam na nią wpływu (starość, smierć), ona sama nadejdzie.

  golesz,  12/02/2017

@kolo: I to wielki błąd! Przyszłość, zwłaszcza tę "po", należy sobie możliwie dokładnie zbudować, wyobrażać nieustannie w każdym szczególe, precyzować. To... pewna gwarancja tego, co nastąpi. Oczywiście nie potrafię tego udowodnić, ale tak czuję. Podobnie jak Jacek, doświadczony tą jedną chwilą zrozumienia.

  Koriolan,  12/02/2017

@golesz: hmm ...
Nie jesteś jeszcze stary ...
Jestem za zdaniem @kolo. Życie to nurt, który Cię unosi.
Hmm ...
A patrząc w przeszłość ...
Była taka jaka sobie wymyśliłeś ?

@Koriolan: Nie masz racji, zdając się na nurty życia stajesz się bezwolną kłodą idącą na łatwiznę ...
Za życia wielu ludzi wyrwało się zgubnym nurtom, wykazując własne zdanie i wolę na to kim chcą się stać ..., straceńców wystających pod wiejskimi sklepami popijających piwko, albo wysiadującymi w barach nie brakuje ...
Od tego kim jesteśmy ważniejsze jest to, kim chcemy się stać, golesz ma racje i dobrze czuje :)

@golesz: ... masz racje, dzięki za te parę słów :)

  golesz,  12/02/2017

@Koriolan: Nie mówiłem, że jestem stary. Tym bardziej, iż starość to pojęcie względne i raczej stan ciała - rzadziej umysłu. Po drugie nikt chyba nie jest zadowolony ze swojej przeszłości, dlatego lepiej, i zapewne skuteczniej, kombinować o przyszłości. A przedmiotowy tekst nie jest autobiograficznym, mimo, iż napisany w pierwszej osobie. Lecz to przecież tylko literacki zabieg formalny.

  Koriolan,  12/02/2017

@Mariusz Kajstura: @golesz :
Nie do końca się rozumiemy. Znam przysłowie "z nurtem płyną tylko martwe ryby". Ja mówię o świadomości, która daje Ci wgląd na Twoje zycie i na cel dokąd płyniesz. Świadomość to STAWANIE się nurtem.
Hmm ...
Nie wiem czy się zrozumiemy ale dzisiejszy świat to właśnie efekt TYCH którzy budują własną przyszłość na siłę ... czyli w poprzek nurtu.
/ ...  wyświetl więcej

@Koriolan: Ciekawe :)
http://www.biblijni.pl/Ap,3,14-22 ...
"15 Znam twoje czyny,
że ani zimny, ani gorący nie jesteś.
Obyś był zimny albo gorący!
16 A tak, skoro jesteś letni
i ani gorący, ani zimny,
chcę cię wyrzucić z mych ust."
Nie mowa o ocenie świata, ale o woli bycia czymś więcej niż się ...  wyświetl więcej

  Koriolan,  12/02/2017

@Mariusz Kajstura: też o tym mówię ...
Że nie możesz być NICZYM więcej niz obecnie. Możesz tylko mieć większą świadomość CZYM naprawdę jesteś :-)))

  Koriolan,  12/02/2017

@Mariusz Kajstura: Wpadł mi w ręce tytat z Sedlaka :
" Wszyscy modyfikowaliby otoczenia, tylko Jezus głosił: ’'Ty zmodyfikuj siebie!
Człowiekowi wszystkiego nie dość.' ".
O TO mi idzie :-)))

składnie piszesz to chyba aż tak źle nie jest ...
heh, znowu to szukanie u schyłku czegoś czego nie ma ... lęk przed końcem
trudno większości sobie uświadomić, że jesteśmy jak nawóz ...

  golesz,  12/02/2017

@Dyl Sowizdrzał: Coś niziutka ta Twoja samoocena. Choć przecież niewykluczone, że prawdziwa.

@golesz: może mam mniej pychy od pana ...i nie oczekuję kumulacji niewyobrażalnych bredni, iż przeniosą mnie w nieznany świat po "zamknięciu oczu ostatni raz" Samoocena oczywiście w tej materii niska , świadomość bytu ją wypiera i zniża , zazwyczaj na starość i w chorobie, bólu , ludzie intensywniej zwracają się w pewnych kierunkach...
Panie Golesz życzę powrotu do dobrej "formy" bo ta pisarska jest niczego sobie, pozdrawiam ;-)

  golesz,  12/02/2017

@Dyl Sowizdrzał: Utarło się w sieci, a w każdym razie na Eiobie, iż mówimy sobie na Ty. Niezależnie od domniemywanego wieku interlokutorów. Ale może źle się utarło? Moja forma fizyczna, wiek, mogą mieć związek z wstawianymi tu przeze mnie tekstami o tyle, o ile rzutują na ich jakość... literacką, czytelniczą. Nic poza tym. Mówiąc wprost - historie które tu czasem opowiadam, nie mają żadnego związk ...  wyświetl więcej

@golesz: używając metafor, można by górnolotnie nazwać to co po nas zostanie dosłownie ... dorobek zwiemy spuścizna, a nazywajac po imieniu garść prochu pomieszanych z przeróżnymi bakteriami i robalami to nic innego
jak nawóz... stanowiący podbudowę do rozwoju innego stworzonka, choćby żuka gnojnika ...
Sądziłem, że streszczasz wspomnienia, ponieważ wydają mi się realne i są opisane ...  wyświetl więcej

@Dyl Sowizdrzał: @golesz: W Szwecji wszyscy mowia sobie na ty niezalaznie rangi,
wieku czy tytulu.
Wyjatkiem jest krol do ktorego zwraca sie per: Ers Majestät ...Wasz Majestat.
Ale wielu zwraca sie rowiez do niego per Gustav.To kwestia przyzwyczajenia.
O smierci.....Faraonow balsamowano w nadziei, lub przekonaniu, ze pojda po smierci do nieba,
Poszli ??

@zakrawarski: @zakrawarski: i tak winno być , a co to król ,dzis to smieszne nawet król ... najbardziej gardzę takimi syfilitykami jak sądy i przymus zwracania się do sk... .nów wysoki..."uju" a sądzi cię kmiot, cham, pyszalek i tuman co juz z piz...y wyczłapał się z "kajdanem" na szyi
a poza tym gardzę nakazami i schematami narzucanymi na siłę, ale hołota bez łańcucha i bata by się źle czu ...  wyświetl więcej

  greenway,  12/02/2017

Też miałam niezwykłą babcię. :-) A wszechświat, cóż prawdopodobnie ma wiele niespodzianek, zwłaszcza po drugiej stronie tunelu. ;-)

  Noemi*,  12/02/2017

Przemijanie pokoleń przeraża mnie i fascynuje jednocześnie. Kiedy umiera babcia, człowiek przestaje być małym dzieckiem, zaczyna się martwić o swoich rodziców, patrzy na nich jakoś inaczej, z lękiem i obawą. Teraz, jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmiało, oni stoją w kolejce do wieczności. A potem w tej kolejce jesteśmy my, a jeszcze później nasze dzieci...

@Noemi*: baby ;-) przewietrzcie se szparki i umysły , bo w tej waszej "wie(t) rzności" bozia z "tunelu" wylezie i bedzie musiał/a old spica zaaplikować ... siedzi na chmurze ...

  liwa,  12/02/2017

@Dyl Sowizdrzał: oj Dylu, Dylu (na badylu).. baby to są w nosie.. :)

@Noemi*: "Przemijanie pokoleń przeraża mnie i fascynuje jednocześnie." ...
Przemijanie pokoleń nie jest przerażające, jest czymś naturalnym i koniecznym do zaakceptowania, większe przerażenie budzi zabijanie naturalnej ciekawości i kierowanie jej w ślepe zakamarki ludzkiej wyobraźni, tak by ją zaspokajać plewami , topić w alkoholu, emocjach, itp używkach ..., w taki sposób że nadchodzące po ...  wyświetl więcej

  Noemi*,  13/02/2017

@Dyl Sowizdrzał: Siła twoich argumentów jest powalająca...

  Noemi*,  13/02/2017

@Mariusz Kajstura: Przemijanie i śmierć jest czymś naturalnym, przerażające jest całe spektrum emocji które temu towarzyszą. Kiedy człowiek umiera, kończą się jego cierpienia. Ci, których osieroca, pogrążają się w rozpaczy. Opłakując stratę bliskiej osoby, muszą stawić czoła niezwykle silnym emocjom i trudnym decyzjom. Żałoba to „duchowa rana”. Goi się długo i pozostawia blizny. Śmierć jednego czł ...  wyświetl więcej

@Noemi*: chcesz argumentow ? masz
"Przemijanie pokoleń przeraża mnie i fascynuje jednocześnie. Kiedy umiera babcia, człowiek przestaje być małym dzieckiem, zaczyna się martwić o swoich rodziców" ...
sądziłem ,iz do takich banałów sa zbędne, przemijanie pokoleń ,... naturalna sprawa, ciebie przeraża, świadomość nastolatki czy dzieciaka ? ...dalej , kiedy umiera babcia człowiek przesta ...  wyświetl więcej

@liwa: ;-) dylu na badylu , to jak dyl ...przysiądzie se jajka, ale nie zdarza się to czesto, bo jeszcze az tak nie zwisają ;-)

@Noemi*: Gdyby ludzie rozumieli czym jest Miłość i cielesna śmierć ..., nie przedłużali by sztucznie cierpienia, tak by dewocjonalia się lepiej sprzedawały ... Refleksja nad bytem TAK, lamentowanie na pokaz i grzebanie w gojących się ranach NIE ... Większość cierpienia związanego z odejściem bliskich jest wywoływane sztucznie ..., pewnie to taka narodowa tradycja, grzebania sobie nawzajem w gojący ...  wyświetl więcej

  Henear,  12/02/2017

@golesz: Wydajesz się dość zainteresowany tematyką życia po śmierci.
Każdy inaczej wyobraża sobie raj - jednak zwykle to ponowne spotkanie z ukochanymi.
Oglądałeś może Interstellara?
Jeśli tak, to przypomnij sobie tą scenę
https://www.youtube.com/watch?(...)07EtKYc

No i plus poleciał. Mega spoko :-)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2016 grupa EIOBA. Wrocław, Polska