Login lub e-mail Hasło   

Piękne pojęcie miłości

Słońce powoli gaśnie, księżyc świeci coraz jaśniej... Jak to się stało, że przed nami otworzyło się niebo?Stoję nieruchomo, ziemia kręci się wokól mnie...
Wyświetlenia: 312 Zamieszczono 13/03/2017

   Też tak macie, że czasem spotykacie parę ludzi i zastanawiacie się jak to jest, że oni są razem? Przecież albo w ogóle do siebie nie pasują, albo jedno ma okropny charakter a drugie jednak z nim jest, albo jedna osoba jest ładna a druga raczej nie specjalnie. I jak to jest, że oni chcą być ze sobą. Jedni mówią, że miłość nie istnieje, że to tylko reakcja chemiczna w mózgu, albo odpowiedni splot wydarzeń, ale co by to nie były, dlaczego jest tak, że pan Adam chce całe życie akurat spędzić z panią Kasią, a nie Bożenką chociażby. Przyjęło się, że to przeciwieństwa się przyciągają…chyba jest to związane z wzajemnym uzupełnianiem się i dopełnianiem. Myślę jednak, że gdy dwoje ludzi ma zupełni inne poglądy w sprawach pierdół to może to w istocie nie przeszkadzać, być zabawne czy urocze, ale gdy rozchodzi się o poważne sprawy, to zasada przeciwieństw może okazać się bardzo problematyczna i pewnie nie raz przyczyniła się do rozpadu związku. Z drugiej strony właśnie, jakieś tam mądre, uczone głowy uważają, że tak naprawdę ludzie dobierają się raczej na zasadzie podobieństw i tożsamych statusów społecznych. To jest wcale nie głupia koncepcja, bo wychodzi ona z założenia, że osoby które wychowywały się w podobnych warunkach ekonomicznych czy społecznych będą mieć podobne aspiracje życiowe, zbieżne systemy wartości i będą umiały wspólnie iść przez życie. W to nawet skłonna jestem uwierzyć. Tak samo też trudne są związki, w których każda osoba pochodzi z zupełnie innej społeczności, z innego kręgu kulturowego, co nie zmienia faktu, że jakoś jednak te osoby się w sobie zakochały, a to czy im to już wyjdzie na całe ,życie czy nie to inna kwestia. Oczywiście według innych, podobno miłość w ogóle nie istnieje i jest to bardziej związane z przyzwyczajeniem i pewną stabilizacją. Czasem jest tak, że jesteś z kimś bardzo długo i zwyczajnie przywykasz już do tej osoby, nie wiesz czy ją kochasz czy nie, ale przywykłeś już do tego, że ona jest zawsze obok i zwyczajnie boisz się destabilizacji jaka pojawiłaby się w Twoim życiu gdyby nagle tej osoby nie było…ale to chyba nie jest serio serio taka prawdziwa miłość. I chyba właśnie wtedy jest tak, że jak tylko pojawi się ktoś inny, to nagle ni stąd ni z owąd jedna osoba kończy związek. Ciekawe jest też stricte naukowe pojące, wedle którego big love to zwyczajnie - C8-H11-N czyli PEA (fenyloetyloamina). Wydzielana w części międzymózgowia stymuluje nasz organizm do przeżywania uczucia miłości. Pojawia się wtedy, gdy nasz mózg wychwyci pozytywne i odpowiadające naszym oczekiwaniom wzorce u naszego potencjalnego obiektu zauroczenia. Co ciekawe występuje ona w czekoladzie. Także dla spotęgowania efektu miłosnej ekstazy niekoniecznie winem, a czekoladkami powinno się opychać Wink  Ciekawa i zabawna jest przy tym wszystkim jeszcze jedna kwestia – dlaczego jest tak, że ludzie przeważnie wymyślają sobie jakiś tam typ idealnego partnera, a potem jak już dochodzi co do czego to wielbiciel brunetek ma blondi żonę, a ta która lubiła pewnych siebie mężczyzn wyszła za mąż za nieśmiałego ciapoczka. Wiem też, że gwałtowne, szybkie zakochania zwykle tak szybko jak się pojawiły nagle znikają, a po wielkiej miłości nagle nie ma śladu gdy euforia ustępuje na rzecz szarej codzienności. Związki wykreowane z wcześniejszej przyjaźni podobno są najbardziej stabilne ale ktoś inny zarzuci im pewnie nudę i brak motyli w brzuch. Motylom zatem zwykłą powierzchowność. Ile ludzi tyle miłości i sposobności na bycie z kimś. Samo bycie z kimś też jest naturalnie przydatne człowiekowi, samotność sama w sobie jest uciążliwa i depresyjna. Człowiek z natury nie chce i nie może być sam. Nie rodzimy się sami i po narodzinach sami nie przeżyjemy, nie spędzamy całego życia samotnie, a i umierając chcemy być z kimś. Nawet osoby duchowne nie wybierają życia w pojedynkę tylko z miłością do Boga. Genetycznie jesteśmy zaprogramowani do tego żeby mieć kogoś przy sobie a dziwne jest tylko to jak to się dzieje, że kogoś znajdujemy, Być może miłość jest tylko wymysłem społeczeństwa, które zmusza do posiadani kogoś, a być może to właśnie liberalne i pozbawione moralności, społeczeństwo rozsynchronizuje naturalną skłonność do dobierania się w pary. . . 

Podobne artykuły


25
komentarze: 84 | wyświetlenia: 2096
17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1104
16
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1787
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 928
14
komentarze: 119 | wyświetlenia: 1019
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 827
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 608
13
komentarze: 21 | wyświetlenia: 911
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 341
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 522
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 308
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 562
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 910
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 691
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1206
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Koriolan,  13/03/2017

Dla mnie artykuł słaby. Wynika to z tego, że w książkach o rozwoju duchowym jest to opisane. Łączymy się z drugą osobą na podstawie 'wyobrażenia' o drugiej osobie. Po pewnym czasie (statystycznie dwa lata) wyobrażenie pęka i związki staje na rozdrożu - zaakceptować rozziew między wyobrażeniem a rzeczywistością, czy nie ?
Jeśli zaakceptujemy to związek trwa chyba, że rozerwie go siła np w p ...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska