Login lub e-mail Hasło   

Czym szprycowali się nasi pradziadkowie?

Eter, morfina, wino zmieszane z kokainą… Substancje psychotropowe cieszyły się na przełomie XIX i XX wieku ogromną popularnością. W ich użyciu przodowali artyści, twierdz...
Wyświetlenia: 347 Zamieszczono 29/03/2017

 


U schyłku XIX wieku niezwykle popularnym środkiem odurzającym by absynt. Na ilustracji fragment obrazu Alberta Maignana "Zielona Muza" (źródło: domena publiczna).Eter, morfina, wino zmieszane z kokainą… Substancje psychotropowe cieszyły się na przełomie XIX i XX wieku ogromną popularnością. W ich użyciu przodowali artyści, twierdząc, że rozszerzają percepcję i wspomagają wyobraźnię. Ale to nie znaczy, że nie sięgali po nie także zwykli zjadacze chleba. 

Ostatnie dekady XIX wieku przyniosły wzrost popularności środków odurzających. Zjawisku sprzyjał rozwój chemii i medycyny, które ciągle dostarczały nowych substancji do wypróbowania. Zażywanie było też po prostu w modzie. Modernizm i dekadentyzm królujące na artystycznych salonach Europy szły bowiem w parze z nadużywaniem narkotyków i alkoholu.

Eteromania

Popularnym narkotykiem o działaniu pobudzającym był eter. W początkach XIX wieku mówcy występujący publicznie zażywali go dla poprawy elokwencji. Dopiero potem odkryto przyjemne doznania, jakie dawał. W umiarkowanych ilościach rozgrzewał i poprawiał nastrój. Stopniowo zyskiwał coraz większe grono zwolenników, aż wreszcie pod koniec XIX wieku „eteromania” stała się zjawiskiem powszechnym. Tak pisano o działaniu substancji:

Halucynacje wzrokowe i słuchowe, sny o rajskiej szczęśliwości, rozkoszna dla ucha muzyka, wizje pięknych kobiet i zmysłowych przyjemności i wiele innych złudzeń – oto, co przydarza się ludziom pod jego wpływem.

Eter był prawdziwym zbawieniem dla pacjentów, którzy musieli poddać się operacji. Jednak szybko stał się dla wielu tanim i łatwo dostępnym środkiem odurzającym. Na ilustracji obraz Ernesta Boarda (źródło: domena publiczna).

Eter był prawdziwym zbawieniem dla pacjentów, którzy musieli poddać się operacji. Jednak szybko stał się dla wielu tanim i łatwo dostępnym środkiem odurzającym. Na ilustracji obraz Ernesta Boarda (źródło: domena publiczna).

Popularność eteru, także w formie płynnej (do picia), utrzymywała się w Polsce jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym. Zjawisko osiągnęło taką skalę, że w 1923 roku Sejm zakazał sprzedaży eteru na cele konsumpcyjne. Pięć lat później rozciągnięto na niego obowiązywanie ustawodawstwa antynarkotykowego.

Wino z kokainą

W 1860 roku z liści koki wyekstrahowano kokainę. Szybko zorientowano się, że nowa substancja dodaje siły i zwiększa wytrzymałość. Zaczęto stosować ją w medycynie… a także zażywać rekreacyjnie czy dla wzmocnienia podczas dużego wysiłku. Regularnie brał ją Zygmunt Freud, który tak pisał o swojej reakcji na porcję narkotyku: Mam siłę lwa, jestem zdrów i wesół.

Kokainę zażywali pisarze przed przystąpieniem do pracy i podróżnicy podczas wypraw. Dawano ją też żołnierzom. Wzmacniano nią także inne, bardziej klasyczne używki: pobudzający narkotyk dodawano… do win. Samą kokainę reklamowano jako „wyjątkowy, łatwo przyswajalny środek pobudzający”.

Najbardziej znanym polskim zwolennikiem wzmacniającej substancji był Stanisław Ignacy Witkiewicz. Uczynił on nawet kokainistą jednego z bohaterów swojej głośnej powieści „Pożegnanie jesieni”, hrabiego Łohoyskiego. Pozyskiwany z peruwiańskiej rośliny narkotyk zażywa zresztą także główna postać „Pożegnania…”, Atanazy Bazakbal, na którego działa ona jak afrodyzjak. Mimo tego kokainiści w latach 20. ubiegłego wieku nie mieli dobrej prasy. Oto, jak ich charakteryzowano:

To najczęściej ludzie dobrze sytuowani, którzy zwykle z narkotykiem zetknęli się po raz pierwszy dobrowolnie pragnąc zaznać nieznanych wrażeń, pomiędzy kokainistami zdarza się dość dużo rozmaitych zboczeń…

Morfina – cudowne lekarstwo

Kokaina była uważana za na tyle bezpieczną, że… stosowano ją też jako środek leczący z uzależnienia od innych narkotyków. Na przykład morfiny, kolejnej popularnej używki przełomu przełomu XIX i XX wieku. Debiutowała ona jako „cudowne lekarstwo” na niestrawność i chorobę serca. Sądzono, że jej wstrzykiwanie jest wolne od złych skutków, jakie dawało zażywanie opium.

Morfina początkowo uznawana była za „cudowny lek”. Jednak szybko stała się prawdziwą plagą. Na ilustracji obraz Alberta Matignona „Morfina” (źródło: domena publiczna).

Morfina początkowo uznawana była za „cudowny lek”. Jednak szybko stała się prawdziwą plagą. Na ilustracji obraz Alberta Matignona „Morfina” (źródło: domena publiczna).

Z czasem odkryto jednak, że morfina nie tylko daje przyjemność, ale szybko i silnie uzależnia. Tymczasem kręgi uzależnionych od niej rosły, a morfinizm stał się modny w kręgach cyganerii artystycznej. W jego szpony wpadł na przykład zapomniany dziś nieco poeta Włodzimierz Stebelski (1848-1891). Zacytujmy fragment jego wiersza pod znaczącym tytułem „Dom obłąkanych”:

Tam dalej w kącie stoi bardzo blada
Dama z wysokiej towarzystwa sfery.
Wzrok idiotyczny naokoło pada,
Dawniej bogaty w blask pogodny, szczery;
Nic nie pamięta, nic nie opowiada
Z dziejów minionych życia swej chimery.
Do obłąkania zeszła mglistych krain
Przez jad trujący morfin i kokain.

Morfinistą był jeden z bohaterów „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej – Teofil Różyc. Brał ją także Stanisław Ignacy Witkiewicz. Wzrost uzależnień od tej substancji przyniosła I wojna światowa. Powszechnie używano wówczas morfiny jako środka znieczulającego. Stosowali ją też chętnie sami lekarze, pracujący przez wiele godzin, zrywający się w środku nocy, by jechać do pacjenta i zmagający się z trudnymi przypadkami. Młodych medyków w zużyciu morfiny wyprzedzali chyba tylko członkowie cyganerii artystycznej…

Morfinistą był między innymi Witkacy (źródło: domena publiczna).

Morfinistą był między innymi Witkacy (źródło: domena publiczna).

Opium zamiast piwa

Inna popularna substancja, opium, była używana jako środek przeciwbólowy, uspokajający, nasenny i odurzający. Przyjmowano ją głównie w postaci nalewki alkoholowej, zwanej laudanum, lub palono. Leki na bazie opium lekarze masowo przepisywali kobietom cierpiącym na bóle menstruacyjne. Podawano je też dzieciom jako środek na kaszel. Uzależnienie od substancji stało się realnym problemem społecznym dopiero, gdy w drugiej połowie XIX wieku rozpowszechniły się też w Europie i USA palarnie opium.

Były to ponure, ciemne pomieszczenia. Wśród oparów dymu, na materacach lub sofach pod ścianami leżeli w dziwnych pozycjach mężczyźni w różnym wieku. Jedni stracili już świadomość pod wpływem narkotyku, inni dopiero trzymali w rękach długie fajki i zaciągali się jego kolejną porcją, by uzyskać upragniony odlot.

Palarnie opium były tak powszechne w XIX-wiecznej rzeczywistości, że aż trafiły na karty powieści. Ich popularność łączono przy tym ze stosunkowo niską ceną narkotyku. Charles Baudelaire, autor rozprawy „Pożeracz opium”, pisał na przykład, że dla robotników z manufaktur opium stanowi najtańszą rozrywkę, gdyż z uwagi na niskie płace nie mogą sobie pozwolić na piwo czy wódkę.

Paryska palarnia opium z przełomu XIX i XX wieku. Ilustracja z czasopisma "Le Petit Journal" (źródło: domena publiczna).

Paryska palarnia opium z przełomu XIX i XX wieku. Ilustracja z czasopisma „Le Petit Journal” (źródło: domena publiczna).

Reymont – sympatyk opium

Wśród Polaków miłośnikami opium byli młodopolscy poeci Jan Kasprowicz, Tadeusz Miciński i Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Używała go także mniej dziś znana poetka Młodej Polski Kazimiera Zawistowska (1870-1902).

To ona przekładała wiersze Baudelaire’a, „opiumisty, alkoholika, haszyszysty, dekadenta”. Sama pisała zresztą oniryczne, narkotyczne liryki. Czasami przenosiła nawet na papier opiumowe halucynacje, jak w wierszach „Lwy” i „O maków purpurowych…”.

Sympatykiem opium był także… Władysław Reymont. Spod jego pióra wyszło opowiadanie „W palarni opium”, w którym pozytywnie opisał doznania związane z zażywaniem tej substancji podczas wizyty w tytułowym lokalu. Dodajmy jeszcze, że opium prawdopodobnie zażywali Juliusz Słowacki i Fryderyk Chopin. Tytułowy bohater poematu „Lambro” Słowackiego to opiumista…

Pozytywnie na temat doznań wynikających z palenia opium wypowiadał się między innymi Władysław Reymont. Na ilustracji portret naszego późniejszego noblisty pędzla Jacka Malczewskiego (źródło: domena publiczna).

Pozytywnie na temat doznań wynikających z palenia opium wypowiadał się między innymi Władysław Reymont. Na ilustracji portret naszego późniejszego noblisty pędzla Jacka Malczewskiego (źródło: domena publiczna).

Haszysz, czyli peace and love

Haszysz, czyli ekstrakt z żywicy konopi indyjskich,  stał się modny w XIX wieku wśród artystycznej bohemy. Do francuskiego „klubu haszyszystów” należeli malarze, jak Eugène Delacroix, i literaci – między innymi Gustave Flaubert, Honoré de Balzac i Victor Hugo. Haszysz palili albo zjadali w postaci konfitury z dodatkiem cukru, przypraw i migdałów, co skrupulatnie odnotował Baudelaire, autor kolejnej cennej rozprawy „Wino i haszysz”.

Wciągnij dym trzy razy, a potem pokój i miłość – napisał Oscar Wilde. Wśród rodzimych artystów w haszyszu gustowali wspomniani poeci Jan Kasprowicz, Tadeusz Miciński i Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Tak pisze o młodopolskim podejściu do opium i haszyszu współczesny zwolennik używek, Kamil Sipowicz:

Nihilizmowi i bergsonowskiemu poddaniu się sile uczuć sprzyjały haszysz i opium. Te dwa wynalazki Orientu za jednym zamachem wrzucały poetę w świat poza mieszczańskimi i filisterskimi normami. Pobudzały w wyobraźni niekontrolowany strumień przeżyć.

Ziołowy odlot na polskiej wsi

Kokaina, morfina, opium i haszysz nie wyczerpują jednak listy specyfików używanych przez naszych pradziadków do odurzania się. Dysponowali oni prawdziwie odlotową apteczką do zadań specjalnych. Lista roślin zawierających substancje odurzające, które jeszcze na początku XX wieku były używane na polskiej wsi, jest imponująca. Można na niej znaleźć  łochynię, czyli borówkę bagienną, tatarak, kopytnik pospolity, chmiel, bieluń dziędzierzawę, lulek czarny, bagno zwyczajne, a także muchomora czerwonego i sporysz. Oczywiście korzystano także z maku i konopi.

Dwóch halucynogennych roślin, bielunia i psianki, próbował najprawdopodobniej Jan Kasprowicz. Wskazują na to tytuły dwóch napisanych przez niego poematów, „Datura Stramonium Bieluń” i „Solanum Nigrum Psianka”…

Nie poprzestawano jednak tylko na surowcach naturalnych, Sięgano także po najróżniejsze chemikalia, takie jak chloral, chloroform, azotyn amylu, arszenik, podtlenek azotu, chlorodyna… Dobre było wszystko, co pozwalało „odlecieć” i oderwać się od smutnej rzeczywistości.

Z rodzimych środków odurzających korzystał prawdopodobnie Jan Kasprowicz. Na ilustracji portret poety autorstwa Jacka Malczewskiego (źródło: domena publiczna).

Z rodzimych środków odurzających korzystał prawdopodobnie Jan Kasprowicz. Na ilustracji portret poety autorstwa Jacka Malczewskiego (źródło: domena publiczna).

Czy zdawano sobie sprawę ze szkodliwego działania tych substancji? Trudno powiedzieć, zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę, że „lecznicze” produkty – syropy, nalewki, pastylki i inne –  z dodatkiem opium lub konopi można było nabyć w każdej aptece.

Alkohol ponad wszystko

Mimo dostępności ogromnej ilości substancji odurzających, najpopularniejszą używką naszych pradziadków – i nieważne, czy byli artystami, czy prostymi chłopami – pozostawał alkohol. To on niezawodnie pozwalał wprowadzić się w stan upojenia, rozluźnienia, euforii lub snu – co kto woli. Zwłaszcza wśród młodopolskiej bohemy alkohol lał się strumieniami…

Pito wino, wódkę, koniak i absynt. Ten ostatni, zwany Zieloną Wróżką, stał się zresztą alkoholowym symbolem tych czasów. Uzależnienie od alkoholu bywało chyba jeszcze częstsze niż nałóg narkotyczny. Do legendy przeszły pijaństwa urządzane w Krakowie przez Stanisława Przybyszewskiego i jego kompanię.

Absynt stał się alkoholowym symbolem przełomu XIX i XX wieku. Na ilustracji obraz "Pijak absyntu" pędzla Viktora Olivy (źródło: domena publiczna).

Absynt stał się alkoholowym symbolem przełomu XIX i XX wieku. Na ilustracji obraz „Pijak absyntu” pędzla Viktora Olivy (źródło: domena publiczna).

Sam Stach – jak pisał dobrze go znający Tadeusz Boy-Żeleński – był alkoholikiem i do herbaty „lał trzy czwarte koniaku”. Stachu (…) cierpiał na wieczny brak pieniędzy. No, chyba że chodziło o alkohol, wówczas kwotę potrzebną na zakup kolejnej flaszki potrafił wytrzasnąć spod ziemi – czytamy we właśnie wydanej książce „W oparach absyntu. Skandale Młodej Polski”.

Picie było w otoczeniu Przybyszewskiego obowiązkiem. On sam przez większą część życia napędzany był alkoholem. Z tego zresztą powodu w gronie jego wielbicieli nie znalazł się Wyspiański, który do pijaństwa żywił silną niechęć. Tymczasem z nałogu Przybyszewskiego pod koniec jego życia los okrutnie sobie zakpił. Podczas ciężkiej choroby lekarze zabronili mu pić. Ale że i jego żona lubiła procentowe trunki, to kupowała wina i likiery, część wlewała choremu mężowi do gardła, a resztę wypijała sama…

Bibliografia:

  1. Iwona Kienzler, W oparach absyntu. Skandale Młodej Polski, Bellona 2017.
  2. Richard Davenport-Hines, odurzeni. Historia narkotyków 1500-2000, W.A.B. 2006.
  3. Kamil Sipowicz, Encyklopedia polskiej psychodelii, Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2013.
  4. Tadeusz Boy-Żeleński, Znasz-li ten kraj?, Zakład Narodowy im. Ossolińskich 2004.

Podobne artykuły


17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1524
16
komentarze: 71 | wyświetlenia: 1034
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 956
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 800
14
komentarze: 32 | wyświetlenia: 894
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 677
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 886
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 837
13
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1020
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 834
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 718
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 480
 
Autor
Dodał do zasobów: milord36
Artykuł

Powiązane tematy





  Hamilton,  30/03/2017

Lipski, a pan Paweł Stachnik wie, że zerżnąłeś jego artykuł bez pozwolenia? Poinformowałem go.

Zgodnie z ustawą, przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór). Dokonałeś ponad 850 kradzieży. Możesz mieć do zapłacenia kilka milionów złotych bojowniku prawa i sprawiedliwości. Skopiuj sobie. Będziesz miał czym szprycować adwokata : ...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska