Login lub e-mail Hasło   

Czarno widzę

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://znakiczasu.pl/czarno-to-widze/
Na początku lat 80. za mały opornik na ubraniu — symbol oporu przeciw władzy — można było wylecieć ze szkoły, stracić pracę, zostać spałowanym przez milicję. Te czasy miały minąć.
Wyświetlenia: 2.343 Zamieszczono 06/04/2017

Zaczęło się od październikowego Czarnego Protestu przeciwko projektowi zaostrzenia prawa aborcyjnego. Polki się zbuntowały. Masowo wyległy na ulice polskich miast w czarnych ubraniach. Gdzie nie mogły, z uwagi choćby na pracę, zakładały na siebie w geście solidarności coś czarnego lub wrzucały swoje „czarne zdjęcia” do internetu. Wtedy władza się ugięła. Dziś widać, że nie całkiem.

Wśród kobiet, które nie mogły wtedy wyjść na ulice, była grupa nauczycielek z jednej z zabrzańskich szkół. Tych dziesięć pań postanowiło przyjść tego dnia do szkoły ubranych na czarno. Nie łączyła ich żadna organizacja czy partia. Połączył je spontaniczny sprzeciw przed meblowaniem im przez polityków życia na modłę katolicką. Prowadziły normalnie swoje lekcje, a w przerwie obiadowej zrobiły sobie wspólną fotkę i wrzuciły ją na Facebooka.

I to był, jak się okazało, błąd. Gdyby sobie protestowały „na czarno” po cichu, może by im to puszczono płazem, ale że postanowiły się tym publicznie pochwalić w wirtualnej sieci, to zarzucono na nie realną sieć zarzutów — o agitację polityczną na terenie szkoły, sprzeniewierzenie się etyce nauczycielskiej, naruszenie obowiązków przez pozostawienie uczniów bez opieki. Kuratorium wszczęło przeciw nim postępowania dyscyplinarne. A smaczku sprawie dodaje fakt, że skargi na nauczycielki napisał ich kolega z pracy — uwaga! — działacz „Solidarności”. Gdyby ktoś nie pamiętał, to taki związek zawodowy, czyli organizacja, która ma się zajmować… ochroną pracowników.

Nauczycielki tłumaczyły, że agitacji żadnej nie prowadziły. Wyrażenie ich poglądów przybrało formę jedynie — że  tak to określę — tekstylną. Na przewie, podczas której zrobiły sobie zdjęcie, nie miały dyżuru, co znaczy, że dziećmi opiekowali się inni nauczyciele, a większość z dzieci i tak była wtedy w stołówce.

Na szczęście komisja dyscyplinarna nie ukarała pierwszej z nauczycielek wezwanej do wytłumaczenia się ze swego zachowania, nie dopatrzywszy się w jej zachowaniu jakiegokolwiek naruszenia obowiązków.

Czy jednak rzeczywiście można tu mówić o jakimkolwiek szczęściu? Czy nieszczęściem nie jest sam fakt, że nauczycielkom w ogóle postawiona takie zarzuty? I za co? W istocie za upublicznienie swoich poglądów na ściśle określoną kwestię — czyli za skorzystanie z konstytucyjnej wolności słowa i światopoglądu.

Pierwsza nauczycielka już odetchnęła z ulgą. Ale czy nie jest skandalem, że w ogóle musiała przez jakiś czas żyć w strachu, że za założenie czarnej bluzki jej cały dorobek zawodowy może zostać zakwestionowany uznaniowym werdyktem komisji dyscyplinarnej kuratorium?

A kuratorium to część władz wojewódzkich, administracji rządowej w terenie. Nie dziwi więc, że wielu komentatorów odebrało te działania jako sygnał ostrzegawczy — by się w przyszłości dwa razy zastanowić przed wzięciem udziału w jakimkolwiek proteście, nawet w tak delikatnej jak ta „tekstylna” formie, bo mogą z tego wyniknąć kłopoty.

A wracając do zarzutu, że już sam czarny ubiór w dzień Czarnego Protestu to agitacja polityczna niedozwolona w szkole. O tym, co w szkole wolno, a czego nie, oraz co wolno, a czego nie wolno nauczycielom decydować powinny ustawy o systemie oświaty i Karta Nauczyciela. Tymczasem ta pierwsza mówi jedynie, że w szkole nie powinny działać partie i organizacje polityczne — co w omawianym przypadku nie miało miejsca. A druga twierdzi wręcz, że nauczyciel obowiązany jest do kształcenia i wychowywania młodzieży „w (…) poszanowaniu Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, w atmosferze wolności sumienia i szacunku dla każdego człowieka”; a nadto — do dbania „o kształtowanie u uczniów postaw moralnych i obywatelskich zgodnie z ideą demokracji, pokoju i przyjaźni między ludźmi różnych (…) światopoglądów”. Wydaje się, że to właśnie te dziesięć nauczycielek z Zabrza (a nie ich oskarżyciele) te obowiązki realizowało.

I ostatnia uwaga. Jeśli dziś można mieć dyscyplinarkę za kolor ubrania, to kto nam zagwarantuje, że jakaś władza nie zabroni nam jutro noszenia w pracy krzyżyka na łańcuszku, trzymania kieszonkowej Biblii na służbowym biurku, by ją czytać podczas przerwy śniadaniowej, czy noszenia tęczowej koszulki?

Olgierd Danielewicz

[Artykuł ukazał się w miesięczniku „Znaki Czasu" 3/2017].

PS 1. W sprawach większości kolejnych nauczycielek z Zabrza postępowania przed komisją dyscyplinarną również zakończyły się ich  uniewinnieniem. Jedno postępowanie jeszcze trwa.

PS 2.  Kilka dni temu wszczęto postępowanie dyscyplinarne wobec wuefisty ze szkoły w Żaganiu za zamieszczenie na Facebooku linku do “Ucha prezesa” i wyrażenie poparcia dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Podobne artykuły


17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1516
16
komentarze: 71 | wyświetlenia: 1014
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 951
14
komentarze: 32 | wyświetlenia: 890
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 794
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 836
13
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1019
13
komentarze: 75 | wyświetlenia: 1223
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 882
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 674
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 830
12
komentarze: 30 | wyświetlenia: 731
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Szkoda, że artykuł nie wypowiada się choć trochę w kwestii meritum "czarnego protestu".
Poza tym, ja też mam wątpliwości co do reputacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a zwłaszcza do sposobu zagospodarowania zdobytych pieniędzy.

@Adam Szczepański: Autor pominął meritum protestu, bo było ono nagłośnione przed media, a i "Znaki czasu" pisały o tym a artykule "Bunt kobiet" w listopadzie 2016 r. A co do WOŚP-u wątpliwości można sobie mieć, jakie się chce, ale tu mamy do czynienia z ograniczaniem wolności słowa. Kolejny wyraźny sygnał władz szkolnych, chcących trzymać w ideologicznych ryzach nauczycieli, próbując ich dyscyplin ...  wyświetl więcej

  tewie,  30/05/2017

Problem nie jest w tym, czy można nosić czarne ubranie w szkole czy gdziekolwiek utożsamiając się z "czarnym marszem", ale w tym, czy embrion to dziecko czy nie. Można zabić czy nie? Nie znam odpowiedzi, zadaję tylko pytanie, bo MATKA czuje - a przynajmniej powinna - że jest w ciąży, że nosi "pod sercem" nowe życie. Ale z doświadczenia - złego zresztą - wiem, że tu nie ma łatwej odpowiedzi.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska