Login lub e-mail Hasło   

Lekarzu wylecz się sam

Nie znajdujemy się tutaj, żeby zadowalać innych ludzi lub żeby żyć tak, jak oni sobie tego życzą.
Wyświetlenia: 251 Zamieszczono 7 dni temu

Nie znajdujemy się tutaj, żeby zadowalać innych ludzi lub żeby żyć tak, jak oni sobie tego życzą. Możemy jedynie żyć tak, jak nam to odpowiada i kroczyć własna drogą. Przybyliśmy tu, żeby nasze życie było spełnione i żebyśmy wyrażali miłość na najgłębszym poziomie. Znajdujemy się tutaj, żeby się uczyć i rozwijać i żeby otrzymywać i dawać współczucie i zrozumienie.
Wraz ze zrozumieniem przychodzi przebaczenie, a wraz z przebaczeniem miłość. Gdy dotrzemy do punktu, w którym będziemy mogli przebaczyć wszystkim, którzy nas zranili. znajdziemy się na prostej drodze do tego, by cieszyć się harmonijnymi stosunkami z wszystkimi ludźmi, z którymi stykamy się w życiu.

Miło sobie posiedzieć na ławeczce, popatrzyć w złote promienie słońca i pomyśleć spokojnie o:

Słońce to przejawienie potężnej Istoty - wraz z ciepłem i światłem przesyłającej nam uzdrawiające wibracje uczuć i myśli. Miasto to cichy zabójca - naszła mnie myśl. Zgadzam się - miasta "toną" w negatywnych wibracjach kiepskich myśli i uczuć stłoczonych mieszkańców. 

 Nasze ciało, nasze uczucia, nasze myśli to nic innego jak różnego rodzaju wibracje. Wibracje otoczenia, w którym żyjemy, w oczywisty sposób mają wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie. Miłość, radość, akceptacja  - uzdrawiają a nienawiść, zazdrość, krytycyzm, nietolerancja prowadzą do poczucia winy i samo - ukarania i  powodują różnorakie choroby (fizyczne, psychiczne) Wygląda na to, że za chorobę zwaną rakiem odpowiadają własne negatywne uczucia i własne negatywne myśli - głównie nienawiść, zazdrość.

Uzdrowienie (oprócz pigułek spełniających rolę remediów)  wymaga zmiany własnych uczuć i myśli. (zmiany naszych wewnętrznych wibracji) Medycyna proponuje uzdrowienie przez cierpienie (chemioterapie, naświetlania - czyli przez agresje na własny organizm ). Ta metoda to czyste szaleństwo. Mądrzej jest poznać siebie i wyeliminować źródła choroby w sobie - wyplenić z siebie chwasty - negatywne uczucia i myśli...  Wejdź, proszę do tego lasu  i zrób to:

 

----------------------

 

Rozmowa (fragment) z tekstów J.Krishnamurti

"...Nie wiodła tędy żadna droga. Musiałeś zostawić w dole samochód i pójść ścieżką usłaną sosnowymi igłami. Sójka ostrzegła wszystkich, że nadchodzi człowiek, widać skutecznie, albowiem odnosiło się wrażenie, iż zwierzęta zamarły w bezruchu i uważnie patrzą. Promienie słońca prawie tu nie przenikały . Panował niemal dotykalny spokój. Dwie czerwone wiewiórki, o długich, gęstych ogonach, zeszły z sosny, popiskując i chrobocząc pazurkami. Goniły się wokół pnia, w dół i w górę, oszalałe z radości. Panowało między nimi szczególne napięcie, jakby połączenie zabawy. seksu i figli. Naprawdę radowały się sobą. Ta na górze nagle się zatrzymała i spojrzała na drugą. która nadal biegła, a wtedy i ona zatrzymała się. Patrzyły na siebie, unosząc ogony w górę. kierując zmarszczone noski ku sobie. Ich bystre oczka śledziły siebie nawzajem i każde poruszenie wokół. Fuknęły na siedzącego pod drzewem obserwatora i natychmiast o nim zapomniały. Były zaabsorbowane sobą, niemal czuć było ogromną rozkosz, którą czerpią z bycia razem. Ich gniazdo zapewne znajdowało się gdzieś wysoko. Wreszcie wiewiórki zmęczyły się; jedna wdrapała się na górę, a druga pobiegła po ziemi i zniknęła za pniem innego drzewa. Sójka, czujna i ciekawska, przyglądała się wiewiórkom i człowiekowi siedzącemu pod drzewem, wreszcie i ona odfrunęła, głośno krzycząc. Pojawiły się chmury. Zapewne za godzinę lub dwie miała nadejść burza.

Ona... Pracowała jako psychoanalityk w dużej klinice, miała stopień naukowy. Była młoda, modnie ubrana. Sprawiała wrażenie bardzo napiętej, widać było, że jest ogromnie zdenerwowana. Przy stole wciąż bez potrzeby coś mówiła, wypowiadając w kategorycznej formie swoje opinie, a chyba ani razu nie spojrzała na kwiaty, na podmuchy powietrza wśród liści i na wysoki, potężny dąb. Jadła co popadło, nie interesując się zbytnio stojącymi na stole potrawami. Siedząc wieczorem przy ognisku powiedziała:

"My, psychoanalitycy, pomagamy chorym ludziom przystosować się do społeczeństwa, które staje się chore coraz bardziej. Czasem, choć bardzo rzadko, to się nam udaje. Ale faktycznie każdy sukces jest dziełem samej natury. Przebadałam wielu ludzi. Nie lubię tego co robię, ale muszę zarabiać na życie, a tylu ludzi jest chorych. Nie wierzę, że można im wiele pomóc, choć oczywiście wciąż sięgamy po nowe leki, metody i teorie. Ale, nie mówiąc już o chorych, ja sama usiłuję być inna niż zwykli, przeciętni ludzie."

A czy w samej tej walce o własną odmienność nie jest pani podobna do innych? I czemu ma ona służyć?

"Jeśli nie będę walczyć, nie będę się starać, to stanę się zwykłą, drobnomieszczańską żoną. Chcę być inna i dlatego nie chcę wychodzić za mąż. Ale naprawdę jestem bardzo samotna i ta moja samotność właśnie skłoniła mnie do podjęcia takiej pracy".

Tak więc samotność wiedzie panią. krok za krokiem, do samobójstwa, prawda? Kiwnęła głową; była bliska łez. Czyż wszystkie poruszenia świadomości nie prowadzą do izolacji, do lęku i do tej nieustannej walki o własną inność? Wszystko to stanowi część owego dążenia do tego, by czegoś dokonać, by utożsamić się z czymś innym lub z tym, czym się jest. Większość psychoanalityków postępuje zgodnie z teoriami swych nauczycieli lub wpływowych szkół, modyfikując je jedynie lub dodając nowe akcenty.

"Należę do nowej szkoły; obywamy się bez symboli i faktycznie stajemy twarzą w twarz z rzeczywistością. Odrzuciliśmy dawnych mistrzów i ich symbole, i widzimy człowieka takim. jakim jest. Ale to wszystko znów przeobraża się w nowego rodzaju szkołę, ja zaś nie przyszłam tu po to, aby omawiać te wszystkie typy szkół, teorii i mistrzów, ale raczej by pomówić o sobie. Nie wiem, co robić?"

Czy nie jest pani równie chora jak pacjenci, których próbuje pani leczyć? Czy nie należy pani do społeczeństwa, które jest może jeszcze bardziej chore, które znajduje się w stanie jeszcze większego zamętu niż pani? A zatem chodzi o kwestię o wiele bardziej podstawową, prawda?
Jest pani wytworem ogromnej społecznej presji, kultury i religii społeczeństwa. w którym pani żyje i to ono panią kieruje, zarówno pod względem ekonomicznym, jak i duchowym. Musi pani albo pogodzić się ze społeczeństwem, czyli żyć w nim, akceptując jego choroby, albo całkowicie odrzucić je i znaleźć nowy sposób życia. Jednak niemożliwe jest odnalezienie nowego sposobu bez porzucenia starego. Tym, czego pani faktycznie pragnie, jest bezpieczeństwo, prawda? Oto czego poszukuje myśl - być innym, sprytniejszym, bardziej bystrym i pomysłowym. Czyż w trakcie tego procesu nie próbuje pani znaleźć trwałego bezpieczeństwa? Ale czy coś takiego w ogóle istnieje? Nie można pogodzić bezpieczeństwa i ładu. Bezpieczeństwa nie sposób znaleźć we wzajemnych związkach, w wierze, w działaniach, a ponieważ go wciąż poszukujemy, wywołujemy chaos. Bezpieczeństwo rodzi nieład, a gdy stwierdzamy, że w nas on wciąż narasta, chcemy z tym wszystkim skończyć. W obszarze świadomości, w obrębie jej zewnętrznych i wewnętrznych granic, myśl nieustannie próbuje znaleźć bezpieczne miejsce. A zatem myśl stwarza chaos; ład nie jest wynikiem myślenia. Ład nastaje. gdy chaos niknie. Miłości nie ma w regionach dostępnych dla myśli. Tak jak piękna, miłości nie odda pędzel artysty. Musimy porzucić cały swój wewnętrzny chaos.
Umilkła, zamknęła się w sobie. Nie mogła powstrzymać łez, które płynęły jej po policzkach."

J.Krishnamurti

 

Istnieje na tym świecie wszelka obfitość czekająca wprost, żeby jej zakosztować. Istnieje więcej pieniędzy, niż mógłbyś kiedykolwiek wydać, więcej ludzi, niż mógłbyś kiedykolwiek spotkać, i więcej radości, niż możesz sobie wyobrazić. 

Wszelkie związki są ważne, gdyż odzwierciedlają nasz stosunek do samych siebie. Jeżeli ciągle obarczasz siebie winą za wszystko, co ci się nie udaje, lub nieustannie uważasz się za osobę poszkodowaną, natrafisz zawsze na taki związek, który wzmocni to przekonanie.

Rodzicom, którzy kochają siebie, łatwiej będzie nauczyć dzieci, aby też darzyły siebie miłością. Gdy jesteśmy w zgodzie ze sobą, przez dawanie przykładu łatwiej będzie nam wpoić dzieciom poczucie własnej wartości. Im więcej będziemy pracowali nad odczuwaniem miłości do samego siebie, tym łatwiej nasze dzieci docenią jej wartość.

Jeżeli Twoje życie wypełnione jest miłością i radością, nie słuchaj nieszczęśliwej, samotnej osoby, która mówi Ci, jak żyć. Jeżeli w Twoim życiu niczego nie brakuje, nie słuchaj osób, które nie umieją sprostać własnym kłopotom, a jednak udzielają porad.

Jeżeli inni ludzie mówią Ci, że nie możesz czegoś mieć, a Ty pod ich wpływem rezygnujesz z tego, znajdujące się w Tobie dziecko nie wierzy, że zasługujesz na dobro. Mając Ojca w Niebiosach nie musimy się lękać...

Podobne artykuły


18
komentarze: 3 | wyświetlenia: 801
15
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1600
15
komentarze: 1 | wyświetlenia: 1207
15
komentarze: 6 | wyświetlenia: 997
15
komentarze: 16 | wyświetlenia: 811
15
komentarze: 2 | wyświetlenia: 696
15
komentarze: 7 | wyświetlenia: 657
15
komentarze: 5 | wyświetlenia: 712
14
komentarze: 8 | wyświetlenia: 849
14
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1094
14
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1851
14
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1020
14
komentarze: 4 | wyświetlenia: 936
14
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1019
13
komentarze: 8 | wyświetlenia: 660
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  swistak  (www),  7 dni temu

Bez Boga ani do proga, co dopiero do podprogowych programów inżynierii społecznej i prania mózgów. Dusza wyje z tęsknoty za czułą delikatna, finezyjną Miłością Stwórcy. Rozum ją katuje racjonalizmem i strachem przed śmiercią ciała. J.Krishnamurti jak zwykle nic o Bogu Jego językiem i moralną kalką recept na życie.Pozdrowienia!



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2016 grupa EIOBA. Wrocław, Polska