Login lub e-mail Hasło   

Wojtek ma dobre życie

– Mogłeś sobie żyć spokojnie. I po co to wesele?
Wyświetlenia: 719 Zamieszczono 03/05/2017

Wojtek ma dobre życie

...

Mój skromny utwór dedykuję Wszystkim,
którzy nie odróżniają fikcji od prawdy i cierpią z tego powodu!

...

  W Burgrabicach, niewielkiej wsi blisko granicy polsko-czeskiej, mieszkała sobie rodzina Walendziaków. Andrzej Walendziak pracował kiedyś w spółce wodnej, a teraz rozpoczął żywot emeryta. Jego żona Maria też została emerytką; wcześniej sprzątała w szkole. Na stare lata Walendziakowie postanowili żyć zdrowo, ekologicznie i produkować żywność. Zaczęli uprawiać własne warzywa, hodować swoje kury i przymierzali się do chowu świń.

Walendziakowa kupiła na początek jednego prosiaka. Sprowadziła go na wiosnę, umieściła w świeżo wybielonym chlewiku i pilnie dbała o przyszłe mięso na stole. Świniak rósł sobie spokojnie i pani Maria dogadzała mu z każdej strony.

Raz zakupiła specjalną zdrową paszę, innym razem sprowadziła nienawożone kartofle, a zdarzało się, że częstowała świnkę cukierkami. Nawet zauważała, że to zwierzę było nie tylko mądre, chociaż to świnia, ale i sympatyczne. Postanowiła zwierzaka jakoś nazwać, bo uważała, że skoro świnia jest zadowolona, dobrze rośnie, więc można by ją po ludzku potraktować. Świna otrzymała imię Wojtek. Została tak nazwana specjalnie, bo w rodzinie nie było nikogo, kto by się tak nazywał, więc nikt nie mógłby w przyszłości zgłosić jakichś pretensji.

Wojtek, czyli świnia, zapewne tego nie zrozumiał, ale z czasem przy wypowiadaniu tego imienia, coś tak sobie po świńsku chrząkał.

– Ach, Wojtek, ty masz naprawdę dobre życie. Czysty chlewik, zawsze świeżą wodę i codziennie dobrą karmę. Niejedno zwierzę mogłoby ci pozazdrościć – często tak gadała do siebie i do świni jej właścicielka.

Wojtek przybierał na wadze i z czasem stał się prawdziwie okazałą świnią, czyli knurem [samiec świni domowej zdolny do użytkowania rozpłodowego – przyp. autora].

Nawet swego czasu weterynarz podziwiał ów okaz świńskiego zdrowia i jego imponującą masę ciała. Zdarzało się, że niektórzy gospodarze przychodzili oglądać zwierzę, a na wsi rozpowiadano, że taki knur to może uszlachetnić, przez rozpłód oczywiście, wszystkie wiejskie świnie i też te w okolicy. Okazało się, że Wojtek pochodził z dobrej rasy. Sporo świń na wsi miało okazję poznać jego zalety i wskutek tego narodziło o się tutaj wiele porządnych świń.

Wojtek to knur, a jak knur no to poważna świnia, dlatego jej właścicielka dbała o niego, a i traktowała niemalże po ludzku. Chyba Wojtek to czuł, bo wbrew potocznym opiniom zwierzęta czują wiele, lecz nie potrafią okazać w tak wyrafinowany sposób jak ludzie. Co by tu o zwierzaku nie mówić, był to okaz szlachetnej świni, jeśli o świniach można coś szlachetnego powiedzieć.

W każdym razie Wojtkowi powodziło się dobrze w tym chlewiku z czystą wodą i pożywną strawą. Tak bardzo zaimponował Walendziakowej swoją świńską godnością, że z czasem zaczęła zapominać, że jest to okaz przeznaczony na mięso. Skoro świnia miała imię ludzkie, więc i po ludzku ją traktowano. Gospodyni sprzątała chlewik regularnie i raz nawet umyła szamponem świnię i to takim damskim – ładnie pachnącym. Mało kto w domu rozumiał tę relację kobiety ze świnią, jej uczucia do tego zwierzęcia.

Los jednak płata czasami figle, a fortuna kołem się toczy, czasami tragicznie. Oto córka Walendziakowej, Anna, postanowiła wyjść za mąż, a jej małżonkiem miał zostać inżynier Wojciech Madejewski. A na wsi jest tak, że jak ma się ktoś żenić, to i wesele spore się robi. Wyznaczono termin ślubu, dano na zapowiedzi i spokojnie czekano na ten szczęśliwy czas godów weselnych. Zaproszono gości, przygotowano dobre jedzenie, a i o wódce nie zapomniano. Tylko jedna rzecz się nie sprawdziła. Zbyt mało zamówiono mięsa na ucztę weselną. Przy tym rzeźnik się nie spisał, za małą świnię zarżnął, a bez szynki i kiełbasy oraz salcesonu to nie ma na wsi zabawy weselnej. Bo chłop jak popije, to nie je ciastek, frytek i chipsów, lecz o pieczystym marzy – taki to zwyczaj.

Oko Walendziaka chciwie spoglądało na świnię w chlewie. Knur Wojtek to dobry okaz – i tłusty, i wagę miał stosowną, więc problem byłby z głowy, gdyby z niego szynkę, baleron i salceson oraz wędzone kiełbasy zrobiono. Chcąc nie chcąc, trochę się wahał, lecz postanowił wezwać rzeźnika. Tak się złożyło, że pojawił się on w czasie, jak Walendziakowa pojechała z córką na zakupy, bo czegoś tam im do tego wesela brakowało.

Rzeźnik podciął gardło świni, powiesił głową w dół, aby ściekła z niej cała krew. Następnie rozpruł brzuch nożem, wydobył wnętrzności, a całą świnię, już wtedy martwą i sztywną, polał wrzątkiem. Potem zeskrobał z sierści i tuszę pociął na kawałki. Zaczęła się też druga część rzeźnickiej operacji kulinarnej, bo zaczęto robić kiełbasy, szynki i balerony.

No i rozpoczęło się wesele. Najpierw ślub w kościele, a potem zabawa w domu. Jak już sobie chłopi pojedli i z młodą panną potańczyli, to Walendziakowa usiadła zmęczona przy stole. Naprzeciwko niej siedział jej zięć – Wojciech Madejewski, tu jak na ironię losu zdrobniale Wojtkiem zwany.

Jego teściowa siedziała smutna i trochę zapłakana, a ludzie myśleli, że to z powodu wydania za mąż córki, bo to niby już do innego należy. A ona siedziała przy weselnym stole, tuż naprzeciwko zięcia i kilku dużych półmisków z szynką, baleronem, kiełbasą i salcesonem.

– Ach Wojtek, miałeś dobre życie, a teraz tylko pospolitą świnią się stałeś – mówiła zapłakana Walendziakowa i rękę wyciągnąwszy w stronę mięsiwa, wskazując na półmiski, jeszcze coś dodała. – Mogłeś sobie żyć spokojnie. I po co to wesele?

Inżynier Wojtek Madejewski rozzłościł się mową teściowej i wstawszy z krzesła, krzyknął na nią.

– O co tu chodzi?! Do świni się mnie tu porównuje! Coś czuję, że źle skończyłem, żeniąc się, bo od świń mnie już na samym weselu wyzywają! – walnął pięścią w stół i odszedł.

Nikt nie zrozumiał, o co tu poszło, bo ludzie zbyt dużo popili, a Walendziakowa, siedząc lekko podpita przy stole naprzeciwko półmisków z mięsem, dalej płakała.

– Ach Wojtek, co z ciebie zrobiono, skończyłeś jak zwykła świnia! Nie mogę na to patrzeć!

...

Na temat autora zob.: www.marek-sikorski-autor.blog.pl

 

Podobne artykuły


24
komentarze: 13 | wyświetlenia: 1533
16
komentarze: 14 | wyświetlenia: 1044
15
komentarze: 9 | wyświetlenia: 866
15
komentarze: 17 | wyświetlenia: 1760
15
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1261
14
komentarze: 1 | wyświetlenia: 902
14
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1370
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 959
13
komentarze: 8 | wyświetlenia: 2463
13
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1196
13
komentarze: 8 | wyświetlenia: 897
13
komentarze: 23 | wyświetlenia: 1029
13
komentarze: 11 | wyświetlenia: 1065
13
komentarze: 15 | wyświetlenia: 955
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 702
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Masz pan plusa i ode mnie, ale odpowiedz mi pan na pytanie( pytam szczerze i bez ironii),czy ten pan(czerwony krawat)ukazujący się od 35 sekundy( tu linkhttps://m.youtube.com/watch?v=(...)2BXMPpc ) ma z pańską osobą coś wspólnego?

@szubrawiec:
Kliknąłem na podany przez Pana link i zobaczyłem takie coś:CZERWONY TULIPAN - Sekret Kardynała Richelieu.
Nie mam z tym nic wspólnego.
Pozdrawiam!
MS

"Psy patrzą na nas z szacunkiem, koty z pogardą, a świnie jak na równych sobie". - Winston Churchill
Z reguły życie świni jest lepsze niż człowieka tyle, że krótkie.

  chensolo,  29 dni temu

http://www.nikeneo.com/nike-du(...)75.html Cheap Nike Mens Shoes Shoes For Sale
http://www.nikeneo.com/size-14(...)12.html Buy Size 14 15 16 Mens Shoes online
http://www.nikeneo.com/nike-ca(...)62.html Nike Casual Shoes Mens Online Outleta

  chensolo,  22 dni temu

http://www.nikeneo.com/womens-(...)96.html NikeLunar4.0
https://www.mkfeel.fr/ michaelkors
https://www.coachx.fr/ CommandepascherCoachDrawstring



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2017 grupa EIOBA. Wrocław, Polska