Login lub e-mail Hasło   

Ogień z nieba nad Wrocławiem w 1241 roku. Cud czy mistyfikacja?

Wyjaśniam jedną z największych polskich historycznych zagadek! Dotyczy ona pojawienia się ognia z nieba w czasie najazdu Mongołów w 1241 roku.
Wyświetlenia: 435 Zamieszczono 05/05/2017

...

http://www.marek-sikorski-autor.blog.pl

.

  Jedną z największych sensacji w dziejach Śląska była tzw. cudowna obrona Wrocławia podczas najazdu Mongołów w 1241 roku. Jak głoszą historyczne źródła, modlący się na murach obleganego miasta bł. Czesław, dominikanin, sprowadził ogień z nieba, który przepędził najeźdźców. Zdarzenie to przez wiele poprzednich stuleci uważano za prawdziwe. Znane jest ono ze średniowiecznych źródeł, nowożytnej hagiografii i historiografii oraz wielu dzieł sztuki. Współcześnie traktuje się je jako legendę, mistyfikacje lub wydarzanie niemożliwe do weryfikacji.

*

http://www.eioba.pl/files/user65540/a253701/obraz2-66c1db7338af0381211d8b0610.jpg

Sikorski Marek, Błogosławiony Czesław. Patron Wrocławia, Nowa Ruda 1993

*

Wybrane moje publikacje na temat bł . Czesława, Mongołów i tzw. cudu z ogniem:

Sikorski Marek, Błogosławiony Czesław. Patron Wrocławia, Nowa Ruda 1993;
ten sam, Kaplica błogosławionego Czesława we Wrocławiu, „W drodze”, nr 6, rok 1988;
ten sam,”Poszli jako psi oparzeni’.Tajemnica ognistego cudu,
“Zeszyty Muzeum Filumenistycznego” ,2, 2002;
ten sam, Studien zur Ikonographie der Grabkapelle des Seligen  Ceslaus in Breslau,
Archiv für schlesische Kirchengeschichte”, Band 47/48, 1990;
ten sam, Wrocławska Apokalipsa, „Wiadomości Kulturalne,” nr 12/13 , 1997;
ten sam, Globus igneus. Błogosławiony Czesław, Mongołowie i cud z ogniem,
Bystrzyca Kłodzka 2005.
...

http://www.eioba.pl/files/user65540/a253701/obraz1-593a3f162c4c1072503a174160.jpg

Marek Sikorski, Globus igneus. Błogosławiony Czesław, Mongołowie i cud z ogniem,
Bystrzyca Kłodzka 2005.

...

WYJAŚNIAM ZAGADKĘ HISTORYCZNĄ!

O co chodzi z tym ogniem nad Wrocławiem?

 

    W średniowieczu i w czasach nowożytnych opowieść o pojawieniu się tzw. cudownego ognia nad Wrocławiem traktowano bardzo poważnie aż do takiego stopnia, że w czasie zbierania materiałów do procesu beatyfikacyjnego zdarzenie to stało się jednym z najważniejszych składników wpływających na przeprowadzenie beatyfikacji, a także zostało oficjalnie uznane za prawdziwe przez ówczesny Urząd Apostolski Kościoła.

Dziś to zdarzenie traktuje się jako legendę, a nawet wytwór fantazji i mistyfikację. Niestety, ale tak też pisali o tym współcześnie: dominikanie, kościelni historycy oraz inni badacze i autorzy.

   Mimo że historia z tzw. cudem ognistym nie pasuje do racjonalnego współczesnego świata; jednak kryje ona w sobie pewne treści natury religijnej i politycznej, których ranga należała do najważniejszych problemów średniowiecznej i nowożytnej Europy, bowiem chodzi tu o tragedie i zagrożenie dla świata, jakim były najazdy mongolskie, a później dramat turecki. W tym kontekście należy odbierać powstanie legendy o cudzie z ogniem i w tym duchu interpretować jej trwanie od średniowiecza aż po czasy współczesne. Nie należy jej dyskwalifikować i nazywać legendą lub czynić ją przedmiotem bajecznych opowieści.

Kryje ona bowiem w sobie nie fakty, lecz pewne uniwersalne symbole epoki, w której istniało zagrożenie egzystencji Europy ze strony nie tylko Mongołów ,ale też potęgi tureckiej.

   Traktowanie historii o cudzie z ogniem jako zwykłej hagiograficznej legendy jest niedostrzeganiem wielowiekowej tradycji antypogańskiej w kulturze religijnej, wynikającej z idei obrony chrześcijańskiej Europy przed tragicznym w skutkach zagrożeniem, jakim był islam, Turcy i Tatarzy. Zaznaczyć trzeba, że w historiografii istniała pewna paralela między najazdami Mongołów w średniowieczu a zagrożeniem tureckim i tatarskim w czasach nowożytnych. Piekło i zniszczenia dokonane przez Mongołów w XIII wieku porównywano do zagrożenia tureckiego.

 

Co pisał kronikarz Jan Długosz o tym zdarzeniu z ogniem, Czesławie i Mongołach?

 

   O Mongołach jako okropnych wyznawcach islamu pisał nasz dziejopis Jan Długosz: „Dzicz barbarzyńska, Tatarzy wyznający sprośne i bluźniercze nauki fałszywego Mahometa, nieprzyjaciele chrześcijan zarówno z czynów jak i z imienia...” ( Mongołowie tak naprawdę to przyjęli islam trochę później, a o tym nie wiedział Długosz, a nawet mylił ich z Tatarami, podobnie jak wielu innych historyków).

Dlatego też przeciwwagą a zarazem znakiem wiary w Opatrzność chroniącą chrześcijaństwo przed tym zagrożeniem miał stać się cud z ogniem dominikanina Czesława.  

   Z kultami świętych powiązane były, obok historii o męczeństwie i ascezie, zawsze opowieści o tajemniczych zjawiskach, nadzwyczajnych zdarzeniach oraz cudach. Niektóre z nich urosły do rangi szczególnych wydarzeń i stały się najważniejszą treścią kultu religijnego. Kiedyś uznawano je za prawdziwe zdarzenia dziś w większości są traktowane jako legendy. Z takim zjawiskiem spotykamy się w przypadku trwającego od XIII wieku kultu Czesława. Tym najważniejszym zdarzeniem z jego życia, dziś zwanym tylko legendą, była cudowna obrona Wrocławia podczas najazdu Mongołów w 1241 roku. Wtedy to dzięki wstawiennictwu Czesława, jak głosiły źródła historyczne, pojawiło się z nieba ogniste zjawisko, nazywane słupem ognistym lub kulami ognistymi, względnie, jak mówią inne źródła, jako jedna kula ognista z silnym, rażącym blaskiem. Niezwykłe zjawisko tak wystraszyło najeźdźców, że odstąpili od oblężenia Wrocławia. Przekazy o tym zdarzeniu i trwanie przez stulecia przekonania o jego prawdziwości wpłynęły znacząco na kult Czesława i stały się najważniejszym jego składnikiem. Czesława czczono jako wybawiciela od nieszczęścia, jakim był najazd Mongołów w 1241 roku. W dziełach sztuki poświęconych tej postaci, w różnych przedmiotach kultu jak relikwiarze, a przede wszystkim w programie ideowym kaplicy grobowej błogosławionego Czesława przy wrocławskim kościele dominikańskim oraz w różnych dokumentach źródłowych i literaturze hagiograficznej na pierwszym miejscu eksponowano tenże motyw cudownego zjawiska ognistego.

   Jan Długosz w „Rocznikach” poświęcił wiele miejsca najazdowi Mongołów w 1241 roku. Jego zdaniem najazdy Mongołów były karą za grzechy.    Oczywiście ten surowy pogląd o przyczynie nieszczęścia, jakie nawiedziło Polskę, jest typowym dla średniowiecza moralizatorskim sposobem interpretowania historii, a najazd Mongołów w 1241 roku uważano powszechnie w Europie za rodzaj kary i to w kategoriach apokaliptycznych, zagrażających całemu chrześcijaństwu i będących zapowiedzią przyjścia Antychrysta.

W podobnych kategoriach Długosz pisząc o najazdach mongolskich, doszukiwał się w tych wydarzeniach zrządzenia boskiego. Rozumiał on losy świata i człowieka jako teren ingerencji Boga na podobieństwo Starego Testamentu – w kategoriach kary, nagrody i cudu. Jako pierwszy w historiografii pisał o tym
tzw. cudzie Jan Długosz w „Rocznikach”: „Gdy Tatarzy już parę dni oblegali Wrocław nie próbując go zresztą nawet szturmować, Czesław z zakonu kaznodziejskiego, rodem Polak i pierwszy przeor klasztoru św. Wojciecha, który wraz ze swymi braćmi i innymi wiernymi schronił się był do ogrodu, modlitwami swymi ze łzami zanoszonymi do Boga odpędził oblegających. Gdy bowiem trwał on na modlitwie, oto ognisty słup od Boga posłany stąpił z nieba na jego głowę i dziwnym blaskiem, nie dającym się opisać, oświecił miasto i jego okolice. Cudowne to zjawisko tak przeraziło Tatarów, że tracąc odwagę w sercach odstąpili od oblężenia, a nawet uciekli”.

Mowa jest tutaj o pierwszym przeorze Czesławie (zm. 1242 r.) i jego cudzie, który stanowiąc pewną historyczną osobliwość, należy do największych sensacji i tajemnic średniowiecznej historii. Wtedy dzięki gorliwej modlitwie Czesława ukazał się z nieba ogień, który przepędził najeźdźców. To zdarzenie opisane przez Jana Długosza należy do najstarszych przekazów na ten temat.

Skąd zaczerpnął Długosz informację o tym cudownym zjawisku, trudno dziś powiedzieć. Inne źródła historyczne też mówią o tym zdarzeniu z ogniem, lecz wspominają pojawieniu się kuli ognistej tzw.  globus igneus.

 Smutne słowa Jana Długosza o Polakach

    Jan Długosz w „Rocznikach” poświęcił wiele miejsca najazdowi Mongołów w 1241 roku. Jego zdaniem najazdy Mongołów były karą za grzechy Polaków:

„Bóg rozdawca dobrotliwy miłosierdzia i łaski, rozgniewany sprośnym Polaków nierządem, bezbożnymi i sromotnymi czynami, którymi przeciw Majestatowi zawinili, popełniając mnogie zdrożności i zbrodnie, wzbudził i uzbroił na nich Tatarów, naród dziki i barbarzyński”.

Oczywiście ten surowy pogląd o przyczynie nieszczęścia, jakie nawiedziło Polskę, jest typowym dla średniowiecza moralizatorskim sposobem interpretowania historii, a najazd Mongołów w 1241 roku uważano powszechnie w Europie za rodzaj kary i to w kategoriach apokaliptycznych, zagrażających całemu chrześcijaństwu i będących zapowiedzią przyjścia Antychrysta.

W podobnych kategoriach Długosz pisząc o najazdach mongolskich, doszukiwał się w tych wydarzeniach zrządzenia boskiego. Rozumiał on losy świata i człowieka jako teren ingerencji Boga na podobieństwo Starego Testamentu – w kategoriach kary, nagrody i cudu.

Przykład krytycznego stanowiska wobec tzw. cudu z ogniem

Wielu dawnych historyków krytycznie traktowało historię tzw. cudu z ogniem. Taki  pogląd przedstawił m.in. biskup Adam Naruszewicz (1733 – 1796), historyk i poeta, autor napisanej w duchu oświeceniowego krytycyzmu Historii narodu polskiego:

„...Było mniemanie, że na prośby i modły świętego Czesława, ucznia i naśladowcy świętego Dominika, który w konwencie wrocławskim był przełożonym, zesłało niebo na obóz niewierny i miejsce okoliczne słup jakiś ognisty, który okropnemi połyskami i jakoby zabojem postacią zatrwożone Mongoły od zamku usunął. Badacze natury i jej tajemnic twórczą ręką na użytki ludzkie sporządzonych, przypisują to zorzy północnej, której się dzicz lekkowierna ulękła, jako wpływów na zieymny okrąg nadpowietrznych nieświadoma, a Opatrzność też na prośby sługi swojego zrządzić mogła, że ten przyrodzenia skutek niewinny z siebie i nieszkodliwy, stał się płochych a okrutnych umysłów kaźnią i rozgromem”.

Oczywiście wtenczas, kiedy pisał o tym Naruszewicz, wierzono w dziwne zjawiska przyrodnicze, które objawiały się w postaci ognia.W II połowie XVIII wieku Stanisław Duńczewski w książce „Wiadomości osobliwe o meteorytach to jest o dziwnych atmosfery geokozmiczney spektrach...,”przedstawił wiele przykładów, niektóre na granicy mitologii, mówiących o deszczach i gradach ognistych, o spadającym ogniu z nieba, a nawet podał daty i miejsca takich zdarzeń, na przykład: w 1304 roku w Brandenburgii, w 1535 roku na Śląsku w Oławie, w 1621 roku w Lipsku, czy w 1647 w Buchowie. W tym dziele opisane są też przykłady pojawiania się ognia nad ludźmi. Duńczewski nazywał to „ogniem liżącym”, który występował nad głową lub w jej okolicy i jego zdaniem Aleksander Wielki miał niekiedy taki ogień.

Bł. Czesław nie był jedyną postacią powiązaną z ognistym zdarzeniem

Ognia pojawiającego się nad głową można doszukać się w wielu życiorysach świętych i pod tym względem motyw ognia nad głową Czesława nie jest jedynym przykładem w hagiografii. W „Żywotach Świętych” Piotra Skargi, wielce poczytnym dziele wydawanym wiele razy od końca XVI wieku i bardzo popularnym w XVII i XVIII wieku spotykamy kilka przykładów postaci świętych, nad głowami których, podobnie jak u Czesława, pojawił się ogień, kula ognista lub słup ognisty:

  1. św. Małgorzata królewna węgierska: „A iż nie rychło gdy sobie przyszła, rzekły iej siostry: Oto masz ogień na głowie”.
  2. św. Grzegorz Wielki, papież: „Lud pilnie wszędzie i starosta szukał, a nie mogąc go naleść, do pana Boga się udali, który im przez słup ognisty na to miejsce, gdzie siedział, z nieba spuszczony, wskazał Grzegorza świętego”.
  3. św. Gertruda, dziewica: „...raz gdy się u ołtarza za świętego Syrta męczennika modliła koło nad nią ogniste i iasne przez pół godziny stało i kościół wszystek oświeciło”.
  4. św. Ambroży, biskup: „Nim legł na łóżku mąż święty wykładał Psalm 43, a iam to pisał co mówił y patrzyłem, mówi Paulinus, a owo ogień jakby tarcza głowę jego pokrył i przez usta weń wszedł y był twarz jego iako śnieg y potem do swey postawy przyszła”.
  5. św. Marcin, biskup: „A gdy msze miał suknia oną pod spód obleczony koło ogniste z iego głowy wychodzące z promieniami iasnymi z wielkim podziwem niektórzy widzieli .

 O co tak naprawdę chodziło z tym ogniem nad Wrocławiem?

      Motyw ognia nad głową Czesława pochodzi nie tylko z Biblii, ale też z hagiografii. Czesław nie jest jedyna postacią w kręgu dominikanów polskich, nad głowa, którego pojawiła się kula ognista. W XVII wieku dominikanin Paweł Ruszel w dziele poświeconym św. Jackowi pisał o bracie Stanisławie Koluszko, któremu podczas modlitwy nad głową pojawiła się  kula ognista. Zapewne był to znak łaski bożej, w rozumieniu dominikańskich hagiografów. Ogień jest  biblijnym symbolem łaski i dlatego dostępowali go święci, a pochodzi to z opisu zesłania Ducha Świętego na Apostołów.

Średniowieczny hagiograf dominikanin Perygryn z Opola w kazaniu o Eliaszu podkreślił: „A kiedy Eliasz pomodlił się spadł ogień z nieba, trawiąc drwa i ofiarę. Eliasz oznacza każdego człowieka, na którego, dzięki jego modlitwie, zstępuje ogień, to znaczy Duch Święty ...”.

Do tego fragmentu kazania z końca XIII można odwołać się, wyjaśniając genezę pochodzenia motywu ognia nad głową Czesława.

To właśnie w tradycji dominikanów ogień nad głową traktowano jako  znak mocy boskiej, dlatego świętych porównywano do Eliasza. A przecież Dominika i Czesława nazywano Eliaszem. Stąd wykorzystano takie skojarzenia w opisie cudu z Mongołami pod Wrocławiem w 1241 roku, który zdaniem dominikanów był cudem na miarę wiary Eliasza. Nie inaczej dominikanie epoki średniowiecza i nowożytnej mogli interpretować wydarzenia historyczne, niż w sposób teologiczny i biblijny.

Blasel i Schulte, najbardziej krytyczni badacze dziejów kultu Czesława, nie doszukali się treści teologicznych w interpretacji cudu z 1241 roku i dlatego uważali to wyłącznie za legendę i wytwór fantazji Jana Długosza i Bzowskiego. Podobnie twierdził Silnicki:

 „W związku z tym otoczyła późniejsza legenda św. Czesława blaskiem cudu i cudem sprawionego ocalenia miasta, ale w źródłach współczesnych nie znajduje to potwierdzenia i wynikało chyba z przypisania Czesławowi faktu znanego z żywota św. Marcina – pojawienia się kuli ognistej nad jego głową”.

Ich zdaniem miał Długosz rzekomo zobaczyć we Wrocławiu, w kościele św. Marcina, obraz przedstawiający tego świętego. Miał na nim być namalowany
z wizerunkiem kuli ognistej. Ponieważ tenże kościół znajdował się na terenie zamku wrocławskiego - miejsca obrony w 1241 roku, więc Długosz przyjął, że chodzi tu o Czesława i dopisał historię o ogniu.

Oczywiście istnieje związek między ogniem św. Marcina a ogniem Czesława. W oficjum brewiarzowym z 1494 roku było napisane: „orante et sacramenta ad deum offerente Beato Ceslao, pro hostium aversione, globus igneus, sicut de Beato Martino legitur apparuit”.

Schulte i Blasel uważali, że w przypadku Czesława doszło do pomylenia go ze św. Marcinem i na bazie przekazu obrazowego o nim i tekście z oficjum utworzono legendę o cudzie w 1241 roku.

Ewald Walter wyjaśnił, że inaczej przecież przedstawiano św. Marcina jako biskupa, a bł. Czesława w habicie dominikańskim. Oprócz tego Długosz pisał o słupie ognistym, a Bzowski o kuli ognistej, a to jednak różnica.

Dlatego nie mogło dojść do całkowitej pomyłki. Wspomniany tekst z oficjum mówiący, że z podobnym zjawiskiem spotykamy się w historii św. Marcina, nie musi być do końca argumentem potwierdzającym, że cud Czesława jest fikcją opartą o życiorys św. Marcina. W hagiografii może to mieć inne znaczenie. Porównywanie ze sobą różnych świętych nie służyło pokazywaniu genezy ich historii, lecz wzmacniało jej wiarygodność. Dominikanin O. Andrzej Spież pisał, że Schulte i Blasel nie dostrzegli filiacji motywów hagiograficznych - typowego zjawiska w pisaniu żywotów świętych. Autor ten podaje jeden przykład z hagiografii dominikańskiej z XIII wieku z dzieła Vitae Fratrorum, że pewien zakonnik wyróżniający się świętością otrzymywał z nieba nad swoją głowę kulę ognistą. W rzeczywistości tych przykładów można znaleźć więcej. Podobne zdarzenie z ogniem z nieba opisał w XIII wieku dominikanin i biskup Jakub z Voragine w Złotej Legendzie, w legendzie na dzień świętych Prota i Jacka (innego od naszego polskiego Jacka – przyp. autora): „Ogień zaś z nieba spadł i spalił Malencję oraz jej domowników...”.

Nie istnieje też żadna pewność, czy rzeczywiście we wrocławskim kościele św. Marcina znajdował się obraz przedstawiający św. Marcina.

Natomiast do udowodnienia jest fakt, że mógł tam znajdować się obraz przedstawiający bł. Czesława, zwłaszcza, że kościół ten miał być według tradycji miejscem jego cudu w 1241 roku. Śląski dominikanin Reginald Nepomucen Gross potwierdził, że w 1730 roku widział tam tablicę z inskrypcją mówiącą o bł. Czesławie. Prawdopodobnie mogła to być tablica inskrypcyjna z obrazu. W zwyczaju było, że pod obrazami umieszczano inskrypcje. W „Żywocie błogosławionego Czesława” wydanym we Wrocławiu w 1863 roku,
a więc około 50 lat przed ukazaniem się krytycznych prac Schultego i Blasela, zostało o tym obrazie napisane i to jest wystarczający argument:

„W starożytnym kościele śgo Marcina na tumie w Wrocławiu, gdzie Czesław pierwsze nauki swój miewał i o ocalenie miasta Boga gorąco błagał, jest wielki obraz, jak Czesław, wówczas przeor wrocławski, najświętszą Ofiarę ołtarza sprawuje, i o tę cudowną łaskę błaga, jaką uczynił Bóg przez on słup i kule ogniste na ocalenie miasta a zniszczenie i odpędzenie dzikich wrogów jego”.

Cud Czesława z kulą ognistą nie jest fantazją Długosza i Bzowskiego, lecz uosobieniem wielkich religijnych i politycznych treści tylko przez pryzmat symboliki religijnej, a nie myślenia racjonalnego, należy go interpretować. Cud ten należy rozumieć jako symbol tragedii, jaką był najazd Mongołów w 1241 roku, a także jako wyraz wiary w pokonanie zła. Mongołów uważano jako wysłanników piekła, Tatarów za straszne łotrostwo - jak pisał Stryjkowski, a Turków jako największych wrogów chrześcijańskiej Europy. Tego rodzaju zagrożenia utożsamiano z treściami biblijnymi i wymiarem apokaliptycznym.   Dla podkreślenia rangi tych treści wykorzystywano motywy biblijne do interpretacji wydarzeń historycznych. Stąd też w cudzie Czesława z ogniem nie należy szukać legendy hagiograficznej, lecz symbolu ratunku przed zagładą, przed jaką chrześcijaństwo stanęło w obliczu zagrożenia ze strony Mongołów i Turków.

Historia cudu Czesława z ogniem w 1241 roku osiąga rangę symbolu polskiego przedmurza chrześcijańskiej Europy, podobnie jak męczeńska śmierć Henryka Pobożnego. Jest ona też częścią wielowiekowej tradycji antymongolskiej w hagiografii i sztuce polskiej.

 

Wyjaśnienie zagadki  tzw. cudu z ogniem nad Wrocławiem

    Dominikańskie źródła historyczne oraz dominikańska hagiografia posługiwały się motywem kuli ognistej. Dominikanie byli bardzo wierni temu tematowi, pisali o nim we wszystkich swoich dziełach, w których wspominano o Czesławie. Kula ognista miała swoje utrwalone miejsce w ich hagiografii, ale też w ikonografii, w wielu przedstawieniach Czesława w sztukach plastycznych.

Motyw globus igneus u dominikanów sięga średniowiecza. W jednym z rękopisów znajdujących się kiedyś w klasztorze Dominikanów we Wrocławiu, zostało napisane, że gdy Czesław modlił się na murach oblężonego przez Mongołów miasta, pojawiła się kula ognista, która przeraziła i przepędziła Mongołów. Chodzi tu o „Księgi regestrów” z 1477 roku, w których na stronie 10 znajdowała się notatka: „Beatus Ceslaus natione Polonus una cum Sancte Dominico una cum sancte Jacinto ( ...............). Ipso namque stante globus igneus super caput eius apparuit, quo praefates Tartarorum legiones fuga praesidia assumpserunt abeuntes civitatem intactam dimisserunt”.Jest to najstarszy znany dokument dominikański mówiący o cudzie z kulą ognistą.

Z roku 1494 pochodziło oficjum brewiarzowe ku czci Czesława, w którym w lekcji 8 napisano o kuli ognistej.

Dominikanin Abraham Bzowski, w Annales Ecclesiastici, wydanym w 1616 roku oraz w dziele Propago divi... wydanym w 1606 roku, pisał o kuli ognistej: „Globum igneum super caput Ceslai orantis...”.

Na podstawie Bzowskiego o kuli ognistej pisał hagiograf Joannes Rechac w dziele De sanctis et illustribus personis Ordinis Praedicatorum, wydanym w 1650 roku: Globum igneum super caput Cesali conspectum fuisse ab hostibua aiun.”.

Bzowski jednak był przekonany, że była to kula ognista, mimo że w dziele Tutelaris Silesiae z 1608 roku, pisząc o niej wspominał też innych autorów: Długosza i Kromera, którzy pisali o kolumnie ognistej. Bzowski podał w Tutelaris Silesiae barwy opis tego zdarzenia: „Starszliwi Tatarzy, przebiegłwszy Ruś oraz całą Polskę, zabijając i paląc wszystko wzdłuż i wszerz, dotarli również na Śląsk, gdyż żadni obrońcy nie potrafili ich zatrzymać. Oblegali Wrocław, główną twierdzę tej ziemi. Pod naporem wroga, w obawie przed ogniem i mieczem, wrocławianie porzucili miasto i schronili się na zamku. Nie wiedzieli, nieszczęśni co mogłoby ich obronić. Rzeka? Tą mogli wrogowie przejść. Mury? Te umieli Tatarzy niszczyć ogniem. Żołnierze? Tych nie było. Zwracają oczy na Czesława, który był wówczas w mieście, i tym wielkim zagrożeniu życia oraz mienia błagają o pomoc. Ten, pod wpływem nalegań, odważył się na przedziwny czyn; niby drugi Mojżesz, który powalił Amalekitów wyciągnięciem ramienia. Oddał się cały modlitwom i złożył się w świętej ofierze za wszystkich. A kiedy zstąpił na mury zamku, aby swoją piersią, która osłaniała tarcza wiary, bronić uciśnionych przed wrogiem, oto płomień łagodnego i kojącego światła stąpił na niego z nieba i otoczył w postaci kuli jego głowę. Kule te natychmiast zauważyli w swoim obozie wrogowie, a ponieważ wielu nich zabiła, w obawie przed śmiercią odstąpili od oblężenia”.

Co ciekawe, Bzowski porównuje Czesława do Mojżesza, który wyzwolił naród żydowski. W Biblii jest mowa o podobnym cudzie dokonanym przez Mojżesza:

„Ogień też wyszedł od Pana i pochłonął owych dwustu pięćdziesięciu mężów, którzy ofiarowali kadzidło” (Lb, 16, 17).

Tego rodzaju porównanie postaci historycznej do biblijnej pokazuje nam wyraźnie wykorzystanie motywów biblijnych dla podkreślenia osoby, w tym przypadku Czesława i rangi wydarzenia.

Czyżbyśmy mieli tu do czynienia jedynie z transformacją motywów biblijnych w interpretacji zdarzeń historycznych, czy może rzeczywiście zdarzyło się coś niesamowitego podczas oblężenia Wrocławia przez Mongołów, co można przyrównać jedynie do obrazów biblijnych?

Groza mongolskiego najazdu zapewne głęboko wryła się w świadomość dominikańskich teologów, by obronę Wrocławia potraktować w kategoriach Apokalipsy. Nie jest to bezpodstawne, gdyż w XIII wieku dominikanie głosili wzdłuż i wszerz koniec świata i nadejście Sądu Ostatecznego. Prawie cała chrześcijańska Europa tego czasu drżała ze strachu przed zbliżającym się rychłym końcem świata. Jako jeden ze znaków końca świata w ówczesnym przekonaniu miało być pojawienie się demonów śmierci – jeźdźców apokaliptycznych. Groza i lęk przed Mongołami ugruntowała przekonanie, że czas końca nadszedł. Stąd też Mongołów nazwano wtedy jeźdźcami piekielnymi (nazwa Tatarzy pochodzi od greckiego słowa tartaros – piekło).

Stąd też w tradycji dominikanów doszło do utożsamienia apokaliptycznych biblijnych motywów z rzeczywistością. Być może z tego właśnie powodu apokaliptyczny motyw ognia został przejęty przez dominikanów dla zinterpretowania tragicznego wydarzenia, jakim był najazd Mongołów. Zwróćmy uwagę na pewne zbieżności między opisem zagłady z Apokalipsy, a zdarzeniem podanym przez tradycję dominikańską: „I ruszyli na ziemię jak długa i szeroka, i otoczyli obóz świętych i miasto umiłowane. I spadł z nieba ogień, i pochłonął ich” (Ap 20,9). Tradycja dominikańska porównywała swoich świętych z postaciami biblijnymi i z ich czynami. Tak pisał o tym w XVII wieku dominikanin Paweł Ruszel, który świętych dominikańskich nazwał biblijnymi prorokami. Podobnie pisał dominikanin Fabian Birkowski w 1623 roku, a św. Jacka nazwał „trąbą apokaliptyczną”: „Taka była trąba Jacek ś. w tych krajach północnych ustawicznie grzmiąca o sądzie Pańskim”. Tradycja dominikańska nazywała Czesława drugim Eliaszem: „Dass er Feuer erweckte; Der gleichen wissen wir gethan von Ceslao, welcher wie ein anderer Elias durch sein kraefftiges Gebett Feuer vom Himel lockte, dadurch die Feind in die Flucht getrieb.

Prorok Eliasz przecież dokonał wręcz czegoś podobnego jak legendarny opis cudu z ogniem: „Odpowiadając Eliasz rzekł do dowódcy pięćdziesięciu wojowników: „Jeżeli jestem mężem bożym, to niech spadnie ogień z nieba i niech pochłonie ciebie i twoich pięćdziesięciu”. I spadał ogień z nieba i pochłoną go wraz z jego pięćdziesięcioma” (2 Krl 1, 10-12).

Oblężenie Wrocławia przez Mongołów i cud z ogniem dominikanie traktowali jako znak czasu. Zostało to przez nich zinterpretowane w kategoriach biblijnych bez względu na to, co właściwie się zdarzyło. Paralelność opisów biblijnych i legendy o Czesławie wyraźnie wskazuje na bezpośrednią inspirację z Biblii. Zresztą w Piśmie Św. w wielu miejscach, oprócz znanej wszystkim historii zniszczenia przez ogień Sodomy i Gomory, zostało napisane o podobnym zdarzeniu z zesłaniem ognia na grzeszników: „Na bezbożnych zsyła deszcz rozżarzonych węgli i siarki, a wicher jest udziałem ich” (Ps 11,6); „I zagrzmiał Pan na niebiosach, a najwyższy wydał głos swój ... grad i węgle ogniste. Wypuścił strzały swe i rozproszył ich, wypuścił liczne błyskawice i ich w zamęt” (Ps 18, 14-15); „Pan w gniewie swoim pochłonie ich, a ogień ich pożre” (Ps 21, 10). 

Dominikanom zależało na propagowaniu historii o cudownej obronie Wrocławia dzięki wstawiennictwu Czesława. Dominikanin Seweryn z Lubomla, specjalnie wyznaczony przez zakon do przeprowadzenia procesu kanonizacji św. Jacka, która miała miejsce w 1594 roku, w dziele „De vita et miraculis et canonizationis Sancti Hyacinto”, podkreślając zasługi dominikanów w obronie wiary przed zalewem niewiernych, pisał o cudzie Czesława, podając właśnie zdarzenie z kulą ognistą. Zaznaczyć należy, że okres, w którym odbyła się kanonizacja św. Jacka, należał do czasu wielkiej aktywności dominikanów na rzecz propagowania zwycięstwa nad islamem, a w tym zwycięstwa nad Tatarami i Turkami. Pisarze dominikańscy i inni hagiografowie polscy wielokrotnie pisali o cudzie z kulą ognistą dokonanym przez Czesława.

Podany wyżej materiał pochodzi z mojej książki pt. Globus igneus.Błogosławiony Czesław, Mongołowie i cud z ogniem, wydanej w 2005 roku. W opublikowanym wyżej tekście przypisy usunąłem, proszę sięgnąć do książki!

***

 

*

Wszelkie prawa zastrzeżone

...

"SEN DZIWNY I STRASZNY " TO MOJA NAJNOWSZA KSIĄŻKA.
JEST TO ZBIÓR OPOWIADAŃ O TRAGICZNYCH ,
SMUTNYCH  ORAZ WSTRZĄSAJĄCYCH SPRAWACH CZŁOWIEKA.

więcej o tym na stronie:

www.groza-fantazja.blog.pl

.

.

Podobne artykuły


10
komentarze: 55 | wyświetlenia: 1078
10
komentarze: 14 | wyświetlenia: 1212
10
komentarze: 2 | wyświetlenia: 761
6
komentarze: 48 | wyświetlenia: 260
6
komentarze: 55 | wyświetlenia: 1273
5
komentarze: 60 | wyświetlenia: 622
124
komentarze: 52 | wyświetlenia: 141369
118
komentarze: 23 | wyświetlenia: 237166
91
komentarze: 20 | wyświetlenia: 109926
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Iskra tego ognia pochodziła z drewnianej drabiny co się śniła Jakubowi. W świętego Mikołaja ludzie przestają wierzyć
w wieku 8 - 10 lat. A te bajki o bozi są niezniszczalne.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska