Login lub e-mail Hasło   

Miasto, które zmieniło bieg historii (3)

Propaganda rozbrojeniowa była ważnym elementem życia politycznego w PRL.
Wyświetlenia: 366 Zamieszczono 28/05/2017

Przeczytaj najpierw: >>>

Miasto, które zmieniło bieg historii.

Miasto, które zmieniło bieg historii (2)

.

Pod koniec lat pięćdziesiątych mój wujek miał iść na przeszkolenie wojskowe rezerwistów. Przeszkolenie miało trwać miesiąc czy sześć tygodni. Wujek był bardzo niezadowolony z tego, że dostał powołanie. Powiedział wtedy do mnie: „Ty to masz dobrze. -Zanim dorośniesz, będzie rozbrojenie i nie będziesz musiał iść do wojska”. Powiedział to zupełnie poważnie i ja to dobrze zapamiętałem.

Propaganda rozbrojeniowa była ważnym elementem życia politycznego, ludzie wierzyli w takie rzeczy. Ja początkowo też w to wierzyłem. 

Zacząłem wątpić gdy miałem 10 czy 11 lat. Przecież, myślałem, na całym świecie jest mnóstwo wojskowych zawodowych, generałów, oficerów. Co oni mieliby robić, gdyby wojsko zostało zlikwidowane? Oni do tego nie dopuszczą. Wojny nuklearnej może nie będzie, ale wojsko nie da się zlikwidować. Wkoło powtarzane hasło propagandy rozbrojeniowej głosiło, że za pieniądze, które świat wydaje na zbrojenia, można byłoby wprowadzić ogólny dobrobyt, zlikwidować głód, wyprodukować mnóstwo towarów, wybudować mieszkania dla wszystkich itp. Nikt nie protestował przeciwko tym twierdzeniom. Wydawało się, że wszyscy tak uważają.

Dopiero kiedy rzeczywiście dorosłem i wojsko istniało nadal (co prawda ja poszedłem na studia i z wojska byłem zwolniony), zacząłem inaczej myśleć.

Dla wojska pracowała ogromna część gospodarki, setki milionów ludzi na całym świecie. Niektórzy, ci z zakładów zbrojeniowych wyłącznie dla wojska. Inni częściowo, np. producenci elektroniki, huty, ale praktycznie prawie wszyscy, nawet np. producenci mebli czy papieru. Rozbrojenie to ogromny szok dla gospodarki, wielkie bezrobocie, konieczność dokonania czegoś, na co wtedy nie było odpowiedniego słowa, a dziś jest: RESTRUKTURYZACJA ! - Restrukturyzacja na niesłychaną skalę, o nieobliczalnych skutkach społecznych. Takiego czegoś nie można zrobić od razu, ani szybko, trzeba poczynić odpowiednie przygotowania. Pieniędzy nie da się po prostu przerzucić na np. walkę z głodem. Zamiast jakichś konkretnych przygotowań i choćby planów, powtarzano kilka chwytliwych sloganów.

Z mojej analizy wynikało jasno, że propaganda rozbrojeniowa służy wyłącznie ogłupianiu ludzi, jest zasłoną dymną i elementem walki psychologicznej.

W końcowych latach pięćdziesiątych i na początku lat sześćdziesiątych zdarzały się częste przypadki paniki wojennej. Ludzie wykupywali towary ze sklepów. Robili zapasy na wypadek wojny. Kiedyś w czasie wakacji, które spędzałem u dziadków, babcia kupiła 50 kg soli kuchennej w związku z wojną, mającą wkrótce się rozpocząć. Dowiedziałem się wtedy, że podczas okupacji najbardziej dotkliwie odczuwano brak soli właśnie. Dziadkowie mieszkali w małym miasteczku. Wokoło były bardzo urodzajne ziemie. Ludzie dawali sobie radę z zaopatrzeniem w żywność, ale brak soli był niewątpliwie dotkliwy.

Często pojawiały się także plotki o wymianie pieniędzy. Pamiętano wymianę z roku 1950, podczas której komuniści okradli prawie całe społeczeństwo.

Paniki wojenne skończyły się chyba po podpisaniu układów o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej i o zakazie prób jądrowych w atmosferze.

Układy te zostały nam przedstawione jako wielki sukces Związku Radzieckiego, i początek procesu rozbrojeniowego.

Przyczyna zawarcia układu o nierozprzestrzenianiu była jasna. Zdobycie broni jądrowej przez małe państwa, groziło jej użyciem w konfliktach lokalnych.

W sprawie zakazu prób w atmosferze kłamano jak z nut. Prawdziwą przyczyną było wielkie skażenie środowiska na skutek wybuchów. Radioaktywne chmury powodowały radioaktywne deszcze, nawet w miejscach bardzo odległych od poligonu atomowego. Dane o poziomie skażeń były ściśle tajne. Tego typu wiadomości nie publikowano.

Na początku lat sześćdziesiątych mój ojciec, który pracował w Instytucie Ochrony Środowiska, zakazał nam, swoim dzieciom, kąpieli w Zatoce Gdańskiej. Powiedział, że wyniki badań wykazują, że kąpiel grozi wystąpieniem chorób zakaźnych, wysypki itp. Oficjalnie wiadomości na temat zanieczyszczeń Zatoki podano 10 lat później, już w czasach gierkowskich. Dopiero wtedy zaczęto zamykać plaże. Ale za Gierka, te informacje też były cenzurowane.

Pod koniec lat pięćdziesiątych pojawiła się w Gdańsku telewizja. Właściwie nie był to początek telewizji, lecz jej powrót. Telewizja była w Gdańsku tuż przed wojną i podczas wojny. Mało kto dzisiaj o tym wie. Mowy Hitlera były oglądane na telewizorach umieszczonych w oknach sklepów na Długim Targu. 

Początkowo nadawali tylko jeden program przez kilka godzin dziennie. Jeden dzień w tygodniu, chyba w poniedziałek, nie było telewizji w ogóle. My, jako jedni z pierwszych, mieliśmy telewizor w domu. Wtedy tych, co mieli telewizor w domu, było niewielu. Ludzie gromadzili się przed szybami wystawowymi sklepów, w których wystawione były telewizory. Z pierwszego okresu największe wrażenie zrobiły na mnie transmisje z Olimpiady w Rzymie w 1960 roku.

Władze, od początku, traktowały telewizję jako narzędzie propagandy. Udoskonalali metody. Wprowadzali nowe. Po kilkunastu latach doprowadzili do groteskowego absurdu - tak zwanej propagandy sukcesu.

W latach sześćdziesiątych kupowano i czytano bardzo dużo gazet. Dzienniki były raczej ogólnodostępne. Walka trwała o tygodniki i miesięczniki. Istniał system teczek (tak nazywano odkładanie gazet dla klientów w kioskach). Dobrze było wyrobić sobie znajomości w kiosku. Zawsze było więcej chętnych niż egzemplarzy gazet, mimo, że nakłady były ogromne.

W tych gazetach nie było zbyt wiele ciekawego.

W dziennikach, niezależnie czy był to dziennik partyjny czy bezpartyjny, ogólnopolski czy regionalny, większość tekstów była identyczna, co do słowa, te same jedynie słuszne fakty i komentarze. Największe różnice były na stronie sportowej, gdzie każdy dziennik mówił własnymi słowami. Najczęściej czytałem tylko ten dział i tytuły w pozostałych.

Trochę inaczej było w tygodnikach. Dyskusje dotyczyły głównie trzeciorzędnych problemów. Poza tym istniał system tzw. pisania między wierszami, i robienia oka do dobrze zorientowanych czytelników.

Właściwie, było to bez żadnego znaczenia. Głównym celem przemycanych aluzji była poprawa samopoczucia autorów, którzy chcieli mieć moralne alibi, że nie są takimi wielkimi świniami, skoro udało im się przemycić prawdę.

Do czytelników docierały, niemal wyłącznie, jedynie słuszne opinie.

Z punktu widzenia czytelnika gazet, można było nabrać przekonania, że władza jest monolitem. Wszelkie decyzje podejmowane są przez aklamację. Nie ma żadnych różnic poglądów.

Nikt nie czyta nieaktualnych gazet, a warto. Nic tak dobrze nie uczy sceptycyzmu. To nie dotyczy jedynie gazet z okresu komunizmu.

Pierwsza połowa lat sześćdziesiątych była okresem nudy i marazmu w polityce. Nie istniała żadna sensowna opozycja. Ludzie posłusznie wykonywali polecenia władz mimo, że nie stosowano terroru. Systematycznie utrwalało się przekonanie, że PRL jest wieczny i nic nie można zmienić.

Dyskusje polityczne odbywały się „u cioci na imieninach”. To był to żelazny punkt programu. Jako dziecko chodziłem z rodzicami na tego typu imprezy. Mogłem sobie posłuchać.

W stosunku do okresu stalinowskiego, postęp był duży. Nie było paragrafu za szeptaną propagandę. Takie dyskusje nie groziły już więzieniem.

W rodzinie i w środowisku znajomych moich rodziców, nie było zwolenników socjalizmu. Między dyskutantami były różnice w nasileniu niechęci. Szczególnie jeden wujek oskarżał komunistów dosłownie o całe zło świata. Gdy się zagalopował i powiedział coś w rodzaju, że komuniści doprowadzili do gradobicia (nie to dokładnie, ale coś równie absurdalnego), ojciec występował w obronie logiki, a to znaczyło niestety, obronę komunistów. Ojciec bardzo nie lubił chodzić do tego wujka. Kłócili się z mamą o to, ponieważ wujek był z mamy rodziny.

Ludzie przeciwni socjalizmowi, czynnie socjalizm wspierali (Panujący w PRL ustrój nazywano wtedy socjalizmem. Komunizm to był cel, do którego zmierzaliśmy). Ludzie pracowali, starali się zrobić coś pożytecznego. Zrobić coś dobrze nie było łatwo. Wymagało wysiłku. System społeczny i ekonomiczny utrudniał najprostsze rzeczy. Trzeba było się namęczyć, żeby zrobić cokolwiek z sensem.

To wszystko miało wielki wpływ na nasze, czyli dzieci, wychowanie.

Ludzie dosyć młodzi (pokolenie naszych rodziców) przeżyli wojnę i okres stalinowski, ale ludzie starsi przeżyli dwie wojny. Niektórzy z naszych rodziców np. ci, którzy pochodzili z Wolnego Miasta, byli zmuszeni służyć dwóm totalitaryzmom. Najpierw faszyzmowi, a potem komunizmowi.

Rodzice przygotowywali dzieci do życia w socjalizmie. Równocześnie, (np. w przypadku moich rodziców), starali się zaszczepić przekonanie, że socjalizm to zło.

Najlepiej było, żeby dzieci zbyt wiele nie wiedziały. Dzieci są szczere, gadatliwe. Jak będą za dużo wiedziały, mogą sobie zaszkodzić w szkole, mogą także zaszkodzić rodzicom. Powiemy im, jak będą starsze. Tak rozumowali i postępowali prawie wszyscy.

Kiedyś, dowiedziałem się przypadkiem, że po 1956 każdy mógł zaznajomić się ze swoją teczką w UB. Ojciec przeczytał tam, że ma drobnomieszczańskie poglądy oraz, że jak coś wie, to nikomu nie powie. Raporty pisał kolega z pracy, który udawał przyjaciela. Taka opinia nie groziła ojcu więzieniem, ale uniemożliwiała awans w pracy.

Cdn.

Adam Jezierski

.

Podobne artykuły


27
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1994
21
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1566
20
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1463
18
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1740
17
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1415
9
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1376
7
komentarze: 0 | wyświetlenia: 569
23
komentarze: 16 | wyświetlenia: 32520
22
komentarze: 16 | wyświetlenia: 7546
21
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1737
13
komentarze: 14 | wyświetlenia: 7632
10
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1198
 
Autor
Artykuł




Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska