Login lub e-mail Hasło   

Tanatopedagogika - pedagogika śmierci (2)

„ Wcześniej też trzeba młodym uświadamiać, że są śmiertelni by wiedzieli, że tak winni zacząć życie, jak zwyczajny każdy dzień a mianowicie, jako ty...
Wyświetlenia: 390 Zamieszczono 31/05/2017

Wcześniej też trzeba młodym uświadamiać,

że są śmiertelni

by wiedzieli, że tak winni zacząć życie,

jak zwyczajny każdy dzień

a mianowicie, jako tylko ułamek czasu,

który szybko przeminie.

Z czego pożytek będzie taki,

że nauczą się ulotnemu życiu zbytnio nie ufać

 

            / Jan Amos Komensky /

 

          Szacunek,[1] to cecha kształtowana przez rodziców wraz z rozwojem każdego dziecka. Na pewno najbardziej barwnym jej odzwierciedleniem, pozostaje zachowanie rodziców tegoż dziecka, do jego dziadków. Wynika zawsze z życiowego kresu drogi dziadka lub babci, a stanowi faktyczną sumę pedagogicznego fundamentu całej praktycznej (życiowej) nauki, w jakże praktyczny i na wskroś wizualny czyn. Tym bardziej, iż dożywanie zmierzchu życia na łonie rodziny, rzeczywiście stanowi marzenie zdecydowanej i przytłaczającej większości grona seniorów[2]. Pogłębia to widzenie fakt, iż mimo kolosalnego rozwoju techniki, jak i nauki, człowiek wciąż pozostaje w kompletnej niewiedzy: co to jest śmierć, co ona daje, ewentualnie co proponuje i gdzie naprawdę nas wyprowadza…

          Koniec wieku XX, jak i początek następnego stulecia spowodował, iż społeczny układ świata zaczął ulegać znaczącym choć stopniowym przemianom. Otóż cała ludzkość po doświadczeniach obu światowych wojen, z jednej strony, w znaczący sposób na pewno zbliżyła się do siebie. Z drugiej strony, zobaczyła jakie faktycznie zagrożenie niesie ze sobą płaszczyzna owego zbliżenia. Tak bardzo potrzebny wszystkim rozwój cywilizacyjny, uzupełnił w większości znaczną część ludzkich oczekiwań i zapotrzebowania. „Obdarował” nas jednak przy tym szeregiem straszliwych chorób i zagrożeń, o których nikt wcześniej nie przypuszczał nawet, że w ogóle mogą mieć swoją postać i miejsce. Mało tego, wyposażył ludzkość w istne cuda techniki, służące do powszechnego porozumiewania się, transportu, wizualizacji, udoskonalenia życia codziennego z higieną i modą włącznie, a może przede wszystkim. Wśród tych wszystkich na pewno niezbędnych już w obecnym świecie zmian, nie zastosował jednak, wydawałoby się nawet stereotypowych zachowań i postępowań dla określonych relacji życia powszedniego, a nade wszystko – rodzinnego. Przecież nawet w jakoby „pozbawionym rozumu”, otaczającym nas życiu świata flory[3] i fauny[4], pewne wzorce nie zmieniają się od setek, tysięcy, jeżeli nie milionów lat. Dlatego przewrotnie wciąż próbuje człowiek zmienić je teraz w znaczny sposób w odniesieniu do swojego środowiska…

Edukacja jako unikalny przekaz sumy wiekowych doświadczeń wiedzy i faktów, pewne rzeczy sprowadza do praw stałych i nienaruszalnych. Pewne zasady jednakże, wciąż modyfikuje, poprawia, a nawet stale udoskonala. Patrząc przez ten pryzmat na życie rodzinne, dostrzegamy coraz bardziej wyraźny (o ile nie totalny),[5] postępujący choć powolny stały upadek wartości ogólnoludzkich na rzecz blichtru,[6] ułudnej potęgi pieniądza i wszechwładnego wzajemnego imponowania „tu i teraz” za wszelką cenę. W całej tej prezentacji współczesności, obecna kobieta np. została znów sprowadzona do roli odwiecznej i całkowitej służącej z pogranicza niedawnego jeszcze niewolnictwa, dla jakoby „wyższej rasy” panów (mężczyzn), w znaczeniu wyobrażeniowym i dosłownym. Jej rolę sprowadzono wyraźnie do rodzenia dzieci, zajmowania się domem, służenia i świadczenia wszelkich przyjemności mężczyźnie oraz jego szerokiemu „widzi mi się”. Zatraca się (a może przywraca jak w starożytności) coraz bardziej wyraźny układ tak wymarzonego przez nie partnerstwa. To faktyczne skrajne zboczenie i wypatrzenie kulturowe oraz środowiskowe, postępuje już tak daleko, iż uprzywilejowana grupa męska, zaczyna stosować je jako jedną z naczelnych, jakoby „odwiecznych”, zasad rasy ludzkiej. Powołuje się przy tym coraz częściej na ustalenia nawet doktryn przeniesionych żywcem z czasów zamierzchłej przeszłości, w większości wyznań nawet aktualnego świata – uznanej podległości niewiasty mężczyźnie. Generalnie prawo to wciąż się rozszerza w całym świecie, bez względu na kulturę, rasę, miejsce zamieszkania, kolor skóry, bądź status materialny. Dzięki temu właśnie, próbuje narzucić „nową” (czyżby nawrót do starożytnej klasyki?!) normę społeczną, w postaci powszechnego przyzwalania sobie praw ku dość powszechnej obecnie w szerokim zakresie np. pedofilii,[7] (w Danii np. istnieje całkiem legalnie partia pedofili), jak i obowiązującego w tej części świata zakazu aborcyjnego[8] włącznie. Owa wyimaginowana „wyższość”, jak i całe znaczne już zamieszanie wokół niej, uzasadnia prawem kaduka.[9] Stara się dopuścić do znaczącego głosu i władzy, popularniejszy coraz bardziej wśród wybranych grup społecznych (przeważnie jednak w warstwach o znacznych zasobach materialnych, jak i ponad przeciętnego wysokiego poziomu posiadanego wykształcenia oraz statusu posiadanej władzy) homoseksualizm,[10] jak i biseksualizm.[11]

Wiadomo niestety także, że dopóki istnieje pewne uzasadnione przyzwolenie społeczne na tego rodzaju „atrakcyjne” zachowanie, wciąż ma ono prawo bezwzględnego bytu. Podobnie zresztą na płaszczyźnie postępowania z tzw. płcią piękną – kobietami. Dopóki one same nie zrozumieją istoty głębi takiego „spychania na życiowy margines prawa”, to nikt za nie nigdy nie podejmie ani walki o zmianę sposobu myślenia, ani nawet w najmniejszym stopniu nie upomni się o nie…

Ta jakoby wszechogarniająca nowoczesność i przytłaczająca wprost awangarda,[12] sprowadziła już na współczesne człowieczeństwo szereg postępujących katastrof zdrowotnych i ekologicznych w postaci np. chociażby śmiertelnego zagrożenia chorobowego AIDS, stopniowe uzależnienie coraz młodszych grup społecznych do używek, m.in.: kawy, tytoniu, alkoholu, narkotyków, dopalaczy, lekomanii, stale powiększającej się gamy chorób psychicznych (częściowo nawet pod wpływem coraz większej komputeryzacji ze wszystkimi jej odmianami i rodzajami), ale i wciąż postępujący masowy już niemalże rozwój chorób nowotworowych, rozwijanych głównie poprzez coraz bardziej obowiązujący społeczny pośpiech, strach, wymuszenie i stres.[13] Także wciąż rosnące coraz większe przyzwolenie – zarówno część zgodna, jak i ta poza prawem, na niedopuszczalne eksperymenty żywnościowe, genetyczne, zdrowotne i … na pewno wprowadzają w ludzkie życie coraz większe jeszcze zamieszanie, niepokój, czy strach przed dniem jutrzejszym. Chociażby tylko te powyższe przytaczane argumenty, czynią życie ludzkie coraz bardziej zagmatwane w swoim braku zrozumienia, zagrożone skażeniem biologicznym i coraz bardziej chemicznym, stawiając człowieka w niebezpiecznej bliskości i zasięgu śmierci. Obecnie coraz więcej ludzi, szczególnie młodych, nie chce ani słyszeć o śmierci, ani tym bardziej jej oglądać z bliska. Bilans śmiertelnego żniwa ludzi starszych z końcem wieku XX, według danych Światowej Organizacji Zdrowia, zamykała średnia około 80 % zgonów już na pewno nie w domu rodzinnym wśród swoich najbliższych, ale w sterylnej niemalże ciszy oddalonych i niemych pomieszczeń szpitalnych lub zaledwie zbliżonych do szpitalnych – w hospicjach.

          Zapewne znacznie lepszym rozwiązaniem, stawiającym formalnie zaledwie pierwsze kroki w Polsce, staje się dziedzina medyczna zwana – opieką paliatywną.[14] (nazwa wywodzi się z łac. palliatus – okryty płaszczem; z ang. palliative – łagodzący, uśmierzający ból; miejsca te czasami złośliwie nazywa się także: „przedsionkami śmierci”). W wyraźny sposób znacznie przybliża istotę tej specyficznej opieki, jak i rzeczywisty jej obraz. Otóż stara się nadać postępującej starości, normalnym etapie ludzkiego rozwoju, bardziej „ludzki wygląd”. Tworzy ją sieć placówek o charakterze opiekuńczo – szpitalnym, jako rodzaj „schronisk” dla ludzi faktycznie już umierających, których szpitale niestety tak naprawdę nie chcą. Nie jest to w zasadzie nic nowego, a tylko „nowsza” (bardziej współczesna), forma schroniska dla umierających z roku 1842 zapoczątkowana przez francuską wdowę J.Garnier z Lyonu, wzorowanego na tworzonych po edykcie mediolańskim roku 313 naszej ery tzw. ksenodochiach (łac. „ksenos” – obcy, gość), przemianowanych następnie w łacińskim słownictwie na – hospicja. Początkowo traktowano je jako faktyczne „przytułki” dla umierającej biedoty. Przyjmowano tam, bądź same przychodziły lub „porzucano” w nich osoby nieuleczalnie i śmiertelnie chore na gruźlicę, lub różne wcześniejsze „zarazy”. Zmodyfikowała je w pełni, opracowując do współczesnych wymogów i warunków Angielka – C.Saunders w roku 1967, tworząc pierwszy specjalistyczny ośrodek opieki nad umierającymi w Londynie z powodu choroby nowotworowej (czas i rozwój cywilizacyjny, pozwolił zmniejszyć, a nawet częściowo eliminować ilość zachorowań na gruźlicę, stąd zmiana teraźniejszej kategorii przyjmowanych pacjentów). Z czasem, schorzenia „raka”, zaczęto zamieniać nazwą na mniej drastyczną – tzw. chorobę terminalną, czyli bez wyraźnego terminu mającej nastąpić śmierci. Na ziemie polskie cały pomysł dotarł dopiero jednak w latach 70 wieku XX, umiejscawiając się w Nowej Hucie (obecnie jedna z dzielnic Krakowa) w parafii: Arka Pana. Pierwszych pacjentów przyjęto natomiast już …w roku 1998. Do bezsprzecznie powszechnie stosowanych zasad w takim miejscu zalicza się nade wszystko:

  • przynoszenie ulgi w bólu i innych niepokojących objawach
  • podtrzymywanie wiary w życie, traktując przy tym śmierć jako normalny proces postępującego ku zmierzchu życia
  • nie przyspiesza się tam, ani nie opóźnia nadejścia śmierci
  • łączy jakże różne aspekty psychologiczne i duchowe opieki nad pacjentem
  • oferuje jakże bezcenne wsparcie, ułatwiające pacjentom w miarę możliwości, aktywne życie aż do momentu samego „odejścia” (śmierci)
  • oferuje ponadto fachowe wsparcie i pomoc rodzinom w czasie trwania choroby pacjenta, a następnie w ich własnej żałobie po nim
  • inicjuje tworzenie odpowiedzialnych zespołów ludzkich, wychodzących ku potrzebom pacjenta i jego rodziny, jeżeli zachodzi taka potrzeba
  • bezsprzecznie poprawia jakość codziennego życia pacjenta i jego rodziny, przy umiejętności całego pozytywnego wpływu na przebieg całej choroby aż do jej ostatecznego i smutnego finału
  • ośrodki tego typu, stanowią przy połączeniu różnych rodzajów terapii mającymi na celu przedłużania bądź tylko podtrzymywania życia (jak m.in.: chemioterapia; radioterapia…), lub obejmujących potrzebne badania, swoiste centra badawcze do lepszego i pełniejszego zarówno zrozumienia, jak i postępowania, szczególnie w przypadku ciężkich powikłań chorobowych, jak i występowania zjawiska śmierci.[15]

 

Niestety, obecny świat wciąż chce usilnie pozostawać na etapie (wygodne jest takie wrażenie, szczególnie wobec rosnącej wciąż liczby osób zapadających na coraz bardziej przeróżne schorzenia terminalne), więcej niż głębszego zacofania na płaszczyźnie problematyki śmierci. Otóż mimo wciąż niekończących się prób, jak również stosowania coraz nowszych technologii, człowieczeństwo ciągle niestety nie ma pośredniego, ani tym bardziej żadnego bezpośredniego doświadczenia śmierci. Mało tego, ucząc przystosowania ku śmierci, uświadamiamy sobie nagle coraz bardziej, że faktycznie człowiek pozostaje jedynym, niezaprzeczalnym i najwłaściwszym decydentem odnośnie swojego ciała, a więc i życia. Prowadzone wciąż badania ku potrzebom pedagogiki, udowadniają jednakże nie tylko nagłą potrzebę, ale nawet niezbędną już konieczność przygotowywania do tej roli nie tylko personelu takich ośrodków, ale przygotowania z tej właśnie problematyki wszystkich ewentualnych opiekunów, gdzie występują ludzie zaawansowani wiekowo, choć nie tylko. Sprawa stała się o tyle bardziej skomplikowana, że dopiero w bardzo zaawansowanych latach 90 wieku XX, na wybranych uczelniach polskich podjęto wreszcie formalnie kształcenie medyczne w specjalności – opieka paliatywna.

 

Ś m i e r ć  pod każdą niestety postacią – oddalona czy w bezpośredniej bliskości, w męczarniach czy spokoju, nagła czy oczekiwana, szybka czy bardzo powolna, wciąż po prostu najnormalniej jednak przeraża… Zapewne jedną z głównych przyczyn, może być rozumowanie psychologii w kontekście śmierci. Otóż wtedy tzw. tanatopsychologia, która w dość przystępny sposób stara się wyjaśnić płaszczyznę przekraczania tzw. lęku tanatycznego (lęku śmierci a właściwie – lęku przed śmiercią). Lęku, który najogólniej można scharakteryzować jako – strach przed śmiercią zarówno własną, jak i cudzą. Według uznanej przez naukę klasyfikacji szczegółowej, można w nim wyróżnić:

  • lęk przed umieraniem (tanatofobia - sytuacja zbliża nas do śmierci)
  • lęk przed zniszczeniem ciała po śmierci
  • lęk przed nieskończonością (apejrofobia)
  • lęk o pozostających przy życiu
  • lęk przed gniewem bożym (teofobia)
  • lęk przed nieznanym (głównie przed nieznaną nam, a umocowaną w kontekście wiary religijnej oceną moralną za minione właśnie życie w obliczu Boga)
  • lęk przed pozorną śmiercią (kwestia strachu przed pochowaniem żywcem)
  • lęk o przedwczesną śmierć (najbardziej w czasie, gdy pozostajemy w okresie maksymalnego rozwoju, zaangażowania i twórczości)
  • lęk o wygląd ciała po śmierci
  • lęk przed zwłokami (nekrofobia)
  • lęk przed duchami, demonami (demonofobia)
  • lęk przed określonym rodzajem ewentualnej śmierci (m.in.: w wyniku tortur; wypadku komunikacyjnego; samobójstwa; choroby; morderstwa…)
  • lęk przed śmiercią społeczną (gdy żywego człowieka traktuje się tak, jakby już nie istniał; blokuje mu się celowo wszelki możliwy kontakt interpersonalny w miejscu pracy, zamieszkania, towarzysko…).[16]       

 

Na pewno, ś m i e r ć jako taką odbieramy bezsprzecznie w dwóch najbardziej znanych nam kategoriach: rozumowej, ale i znacznie szerszej oraz głębszej – więzi emocjonalnej. Stąd tak bardzo trudno przygotować teoretycznie, a nawet w połączeniu z bezpośrednią praktyką pedagogiczną opieki i wychowania, „opiekuna” do pracy w ośrodku, gdzie występują chorzy zagrożeni śmiercią – np. ośrodka opieki paliatywnej. Musi on bowiem wciąż rozwijać i udoskonalać swoje postawy społeczno-pedagogiczne wobec tych „specyficznie” chorujących, a właściwie… umierających na jego oczach ludzi. Generalnie takich postaw jest tylko aż pięć:

  1. etap intelektualny

opiekujący poznaje objawy kliniczne, diagnozę, leczenie i rokowane prognozy dla chorego (umierającego)

  1. etap emocjonalny

wzrastająca świadomość ogromu procesu umierania, może prowadzić do poczucia winy i smutku u opiekuna w trosce o „uciekającego” w śmierć pacjenta

  1. etap depresji

opiekun zaczyna na swój sposób przeżywać i opłakiwać umierającego, stosunkując się przy tym i do przyszłej śmierci własnej

  1. etap powrotu do równowagi emocjonalnej

opiekun, jeżeli wytrzymał do tej pory (do tego etapu) i nie odszedł (uciekł) z tej pracy, zaczyna ze zrozumieniem towarzyszyć osobie umierającej, spędza z tym pacjentem więcej czasu, zaczyna także powoli rozmawiać z nim o nieuchronnej śmierci

  1. etap głębokiego współczucia

opiekun coraz bardziej swobodnie rozmawia o zbliżającej się śmierci, rozstaniu i o tym co z nią związane, łącznie z testamentem i pogrzebem.

 

Reasumując całość, należy bezsprzecznie dodać taką uwagę, iż nawet duża część pracowników takich ośrodków czy też domów opieki (pomocy) społecznej, ze znacznym trudem formalnie dociera do trzeciego etapu tej praktyki „ku umieraniu”, nie wyłączając z tego co ciekawe, nawet profesjonalnego „białego personelu”, czyli pielęgniarek i lekarzy… Otwartą pozostaje więc kwestia: dlaczego tak się dzieje? skąd ten brak wiedzy, która tak przytłacza, a może wręcz paraliżuje? dlaczego brak bieżącej i profesjonalnej edukacji w tym zakresie? dlaczego….

 

(Jeżeli odczuwasz niedosyt takiej problematyki, bądź jej pokrewnej, zajrzyj również moim nazwiskiem na: <Salon 24> bądź <eioba.pl> albo mój blog <historia.org.pl>)

 

LITERATURA:

  • Gaines K.S. (red.), Opieka paliatywna, Warszawa 2012.
  • Kopaliński W., Słownik mitów i tradycji kultury, Warszawa 1991.
  • Szymczak M. (red.), Słownik języka polskiego, t. 1-3, Warszawa 1978-1981.

[1] Szacunek – cześć, poważanie, poszanowanie, uznanie. Źródło: Szymczak M. (red.), Słownik języka polskiego, t. 3, Warszawa 1981, s. 389.

[2] Senior – najstarszy wiekiem członek rodziny (ojciec, brat); członek jakiegoś zespołu; najstarszy wiekiem, latami pracy, stażem, itp. Źródło: Szymczak M. (red.), dz.cyt., t. 3, s. 196.

[3] Flora – ogół roślin występujący na określonym obszarze w określonej epoce geologicznej, a także w określonym środowisku ekologicznym: flora bakteryjna, krajowa, podzwrotnikowa, wodna. Źródło: Szymczak M. (red.), dz.cyt., t. 1, Warszawa 1978, s. 598

[4] Fauna – ogół gatunków zwierząt charakterystycznych dla pewnego terytorium, środowiska lub okresu geologicznego; także ogół gatunków danej grupy systematycznej: fauna lądowa, morska, słodkowodna, górska, stepowa, jaskiniowa; fauna plajstocenu, miocenu, epoki lodowcowej; fauna ssaków, ptaków, gadów; fauna lasów, dżungli, stepów, gór, gleby. Źródło: Szymczak M. (red.), dz.cyt., t. 1, s. 577

[5] Totalny – całkowity, powszechny, zupełny. Źródło: Szymczak M. (red.), dz.cyt., t. 3, s. 517.

[6] Blichtr – świetność, wspaniałość czegoś, pojmowane jako cechy zew. nie mające większego znaczenia, niestanowiące istoty rzeczy; to co łudzi, mami. Źródło: Szymczak M. (red), dz.cyt., t. 1, s. 174.

[7] Pedofilia – zaburzenia seksualne polegające na odczuwaniu popędu płciowego do dziecka. Źródło: Szymczak M. (red.), dz.cyt., t. 2, s. 627.

[8] Aborcja, skrobanka – zabieg ginekologiczny polegający na wyskrobaniu jamy macicy w celu usunięcia z niej tkanek płodowych. Źródło: Szymczak M. (red.), dz.cyt., t. 3, s. 242.

[9] Prawo Kaduka – (łac. iure caduco), bez podstawy prawnej; zaborca, przywłaszczyciel opuszczonego mienia, prawo silniejszego. Źródło: Kopaliński W., Słownik mitów i tradycji kultury, Warszawa 1991, s. 448.

[10] Homoseksualizm – pociąg płciowy do osobnika tej samej płci. Źródło: Szymczak m. (red.), dz.cyt., , t. 1, s. 753.

[11] Biseksualizm – zaburzenia popędu płciowego polegające na tym, ze jest on zarówno skierowany ku osobnikom płci przeciwnej, jak i własnej. Źródło: Szymczak M. (red.), dz.cyt., t. 1, s. 169.  

[12] Awangarda – grupa ludzi przodujących , torujących nowe drogi w jakiejś dziedzinie. Źródło: Szymczak M.(red.), dz.cyt., t. 1, s. 104.

[13] Stres – stan mobilizacji sił organizmu, będący reakcją na negatywne bodźce fizyczne i psychiczne (stresory – czynniki zew., fizyczne lub psychiczne uniemożliwiające zaspokojenie potrzeb i wykonywanie zamierzonych zadań, zagrażające jednostce), mogące doprowadzić do zaburzeń czynnościowych a nawet organicznych. Źródło: Szymczak M. (red.), dz.cyt., t. 3, s. 348

[14] Opieka paliatywna – opieka mająca na celu poprawę jakości życia pacjentów i ich rodzin, zmagających się z chorobami śmiertelnymi za pośrednictwem zapobiegania i przynoszenia ulgi w cierpieniu poprzez wczesne rozpoznanie i bezbłędną ocenę oraz leczenie bólu i rozwiązywanie innych problemów fizycznych, psychologicznych i duchowych. Źródło: Gaines K.S. (red.), Opieka paliatywna, Warszawa 2012, s. 2.

[15] Tamże,

[16] Tamże,

Podobne artykuły


11
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1673
11
komentarze: 40 | wyświetlenia: 416
11
komentarze: 32 | wyświetlenia: 425
10
komentarze: 5 | wyświetlenia: 928
10
komentarze: 8 | wyświetlenia: 704
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 309
9
komentarze: 2 | wyświetlenia: 263
9
komentarze: 5 | wyświetlenia: 585
9
komentarze: 12 | wyświetlenia: 447
9
komentarze: 124 | wyświetlenia: 341
9
komentarze: 1 | wyświetlenia: 298
9
komentarze: 7 | wyświetlenia: 559
9
komentarze: 18 | wyświetlenia: 376
9
komentarze: 20 | wyświetlenia: 357
9
komentarze: 4 | wyświetlenia: 544
 
Autor
Artykuł




Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska