Login lub e-mail Hasło   

Miasto, które zmieniło bieg historii (5)

Okres gomułkowski nie był okresem terroru. Mimo to społeczeństwo było bardzo posłuszne.
Wyświetlenia: 336 Zamieszczono 03/06/2017

Gdańsk - Miasto, które zmieniło bieg historii 

Praca we flocie była dochodowa. Pensje marynarzy nie były wysokie, ale praktycznie wszyscy dorabiali tzw. biznesem, czyli drobnym handlem międzynarodowym i kontrabandą.

Marynarze budowali sobie wille, czyli najczęściej niewielkie domki w peryferyjnych dzielnicach.

Już pod koniec lat sześćdziesiątych zauważyłem pewną charakterystyczną różnicę między Krakowem, Warszawą a Gdańskiem. W Krakowie prestiż dawały tytuły, w Warszawie wysoko postawione znajomości, a w Gdańsku pieniądze.

Trzeba wziąć pod uwagę, że w tych czasach tytuły i znajomości niekoniecznie przekładały się na zasoby finansowe. Posiadacze starych tytułów hrabiowskich czy książęcych zostali wydziedziczeni przez komunistów.

Nowe tytuły - to naukowe: mgr – prosty szlachcic, dr- hrabia, czy prof.- najwyższy stopień nie zawsze dawały wysokie dochody.

Antyinteligenckie przekonania Gomułki przekładały się na niskie pensje tzw. pracowników  nieprodukcyjnych.

Warszawskie znajomości, to też bardziej poczucie ważności i pseudowpływu na stan państwa, niż korzyści finansowe (zupełnie inaczej niż dzisiaj). Gomułka był ascetą, żył bardzo skromnie i tegoż wymagał od otoczenia. Pensje rządowe nie były specjalnie wysokie. Gdy w latach sześćdziesiątych byłem przypadkiem w mieszkaniu wicedyrektora departamentu, zobaczyłem niewielki lokal w oszczędnościowym budownictwie, dosyć skromnie umeblowany. Zupełnie średni, może raczej marny prywatny samochód. Ogólnie poziom zamożności niewiele ponad przeciętną.

W Warszawie i okolicach dorabiali się głównie tzw. badylarze, czyli rolnicy prowadzący tzw. działy specjalne, np. uprawę warzyw, albo kwiatów, a także inna prywatna inicjatywa, drobny handel prywatny, wytwarzanie przedmiotów z plastiku.

Rolnictwo było w znacznej części prywatne, ale dochody z uprawy zbóż, ziemniaków, buraków itp., a także z hodowli, były raczej skromne. Jedynie uprawy szklarniowe, a później sadownictwo dawało wysokie dochody.

Jednak np. w Warszawie, badylarze i inni prywaciarze traktowani byli pogardliwie i nie należeli do tzw. towarzystwa.  Mimo tego, że przeważnie byli najbogatsi.

W Gdańsku było inaczej. Marynarze dominowali. Marynarze to wtedy oznaczało także handlarze i przemytnicy. Nie było pogardliwego stosunku do prywatnego dorabiania się. Raczej wręcz przeciwnie.

Okres gomułkowski nie był okresem terroru. Mimo to społeczeństwo było bardzo posłuszne.

.

Ludzie chodzili gremialnie na pochody pierwszomajowe, choć większość bardzo tego nie lubiła. Właściwie nie wiadomo, co groziło za nie pójście na pochód pierwszomajowy. Może złe słowo kierownika, może jakieś pominięcie, czy opóźnienie przy awansie, tzn. podwyżce pensji o dolara, (słownie jednego dolara miesięcznie). W sumie nigdy nie słyszałem, żeby ktoś się skarżył, że został ukarany za to, że pierwszego maja nie manifestował swojego przywiązania do komunizmu. Byli tacy, co nie chodzili. Mało ich było, ale byli.

Podobnie było z tzw. wyborami, potem skromniej nazywanymi głosowaniem. Wybór to był właściwie jedynie taki, czy pójść na wybory, czy nie pójść.

Zanim nadszedł dzień wyborów, każdy uprawniony miał tzw. patriotyczny obowiązek udać się do punktu wyborczego i sprawdzić, czy jego nazwisko figuruje na liście wyborców. Prawie wszyscy chodzili sprawdzać listy wyborcze. Ja nie chodziłem ani sprawdzać listy, ani na późniejsze wybory. Nie spełniałem swojego „patriotycznego obowiązku” i nic złego mnie za to nie spotkało.

Często jednak słyszałem, że jeżeli nie pójdę, to nie dostanę się na studia, nie skończę studiów, nie dostanę pracy itd. Ponieważ dostałem się na studia a potem je skończyłem, ludzie uważali, że kłamię. Byłem na wyborach (głosowaniu), tylko nie chcę się do tego przyznać.

W dniu głosowania każdy dostawał jedną kartkę, na której było np. 10 nazwisk kandydatów, z czego np. 7 pierwszych na liście było na miejscach mandatowych. Można było wejść za kotarę i skreślić któregoś z siedmiu pierwszych. Oznaczało to, że głosuje się na pozostałych sześciu i kandydata z niemandatowej ósmej pozycji.

Jeśli ktoś wrzucił do urny kartkę, na której nikogo nie skreślił, to oznaczało, że głosuje na pierwszych siedmiu kandydatów.

Do takiego głosowania, do znudzenia zachęcała prasa, radio i telewizja. (Hasło: „Głosuj bez skreśleń na listę Frontu Jedności Narodu”)

Wyniki podawano takie: Frekwencja ponad 99%, kandydaci z miejsc mandatowych ponad 99% oddanych głosów każdy.

Wydaje się, że te wyniki były prawdziwe. Jeżeli gdzieś naciągnięte to może o 1%.

Po głosowaniu (wyborach) pokazywano w telewizji głosujących przywódców partyjnych, oraz wyjątkowo, tego dnia, głosujących biskupów i kardynałów. Przy innych okazjach nie pokazywano ich prawie nigdy.

Komisja stawiała ptaszek przy nazwisku każdego, kto przyszedł sprawdzić swoje nazwisko na liście wyborców, drugi ptaszek przy nazwisku każdego, kto zagłosował. Były podejrzenia (nie wiem, czy prawdziwe), że komisja może stawiać trzeci ptaszek, przy nazwisku każdego, który udał się za kotarę, aby coś skreślać (ewentualnie dopisywać, czy wymienić kartkę, co oznaczało głos nieważny). Głosów nieważnych, jak ogłaszano, był ułamek procenta.

Te ptaszki wystarczyły, żeby ponad 99% społeczeństwa, w którym zwolennicy socjalizmu byli w mniejszości, karnie udawało się do urn wyborczych. Miałem na to zjawisko swoje określenie – durny idzie do urny.

Ogromny wpływ na wewnętrzną historię Polski miała wojna z 1966 roku między Izraelem, a sąsiednimi państwami arabskimi, tzw. wojna sześciodniowa.

Stany Zjednoczone opowiedziały się po stronie Izraela. Nie miały innego wyjścia. Musiały się liczyć z amerykańskimi Żydami. W tej sytuacji Związek Radziecki ujął się za Arabami (oczywiście), a polskie władze musiały zrobić to samo, co Związek Radziecki. Też nie miały innego wyjścia.

Jeżeli Związek Radziecki jest za Arabami, to przeciwnicy komunizmu powinni być po stronie Żydów. Tak uważał mój ojciec. Ja miałem dużo wątpliwości co do takiego stanowiska. Sprawa jest bardzo niejasna i to do dzisiaj.

Wydawało mi się, że ojciec zachowuje się tak samo, jak podczas zawodów sportowych oglądanych w telewizji, w których zawsze dopingował przeciwników drużyny radzieckiej. Wyjątek robił tylko dla przypadku pojedynków między ZSRR i NRD.

Poglądy szarych obywateli dotyczące konfliktu arabsko – żydowskiego nie miały żadnego znaczenia. Co innego poglądy sekretarzy partyjnych, ministrów, albo bardzo ważnych profesorów.

A tu, jak się okazało później, niektóre osobniki pochodzenia żydowskiego nie umiały zająć internacjonalistycznego stanowiska i z całą mocą opowiedzieć się po stronie Arabów.

Jak się zachowywali, tego nie wiadomo do tej pory. Może nie wypowiadali się w ogóle w tej sprawie (co świadczyć mogło o ukrywanych sympatiach), albo wyrażali zbyt mało entuzjazmu przy popieraniu Arabów (co mogło świadczyć o tym samym). Może nawet ktoś odważył się jawnie zadeklarować proizraelskie sympatie. W każdym razie Gomułka zauważył, że dzieje się coś niewłaściwego.

Póki co społeczeństwo nic na ten temat nie wiedziało.

Do publicznej wiadomości nie dochodziły informacje o różnicach poglądów w kierownictwie Partii. Kierownictwo wielokrotnie, demonstracyjnie, pokazywało, że jest jednomyślne. Wszelkie decyzje rodziły się bez żadnych dyskusji, i od razu były jedynie słuszne.

Można się zastanawiać: - Jak to w ogóle możliwe, aby naprawdę nigdy nie było żadnych dyskusji?

Myślę, że nawet wysoko postawieni mogli obawiać się wyrażania własnego zdania. Dyskusje były szczątkowe, a odważnych dyskutantów niewielu.

I tak zbliżał się rok 1968.

Cdn

.

Adam Jezierski

.

Podobne artykuły


10
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1182
9
komentarze: 2 | wyświetlenia: 990
33
komentarze: 99 | wyświetlenia: 7354
25
komentarze: 18 | wyświetlenia: 4090
23
komentarze: 42 | wyświetlenia: 3317
22
komentarze: 20 | wyświetlenia: 1798
20
komentarze: 22 | wyświetlenia: 1442
20
komentarze: 7 | wyświetlenia: 1695
19
komentarze: 11 | wyświetlenia: 1895
18
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1613
18
komentarze: 30 | wyświetlenia: 62065
17
komentarze: 4 | wyświetlenia: 8953
16
komentarze: 6 | wyświetlenia: 3136
 
Autor
Artykuł



"Okres gomułkowski nie był okresem terroru. Mimo to społeczeństwo było bardzo posłuszne".

Zabici w Gdańsku w 1970

Jerzy Matelski, ur. 14 III 1943, dźwigowy, pracownik Stoczni Gdańskiej im. Lenina, zm. 16 XII 1970
Stefan Mosiewicz, ur. 7 V 1948, pracownik Stoczni Gdańskiej im. Lenina, zm. 16 XII 1970
Andrzej Perzyński, ur. 12 I 1951, pracownik Stoczni Gdańskiej im. Len

...  wyświetl więcej

  Hamilton,  04/06/2017

@Adam Jezierski:
całe szczęście, że krzyknąłeś NIE PRZYŁĄCZAĆ SIĘ ONI NIE POMOGLI NAM W 1968. MY IM TEŻ NIE POMOŻEMY I że rektor Staliński cię poparł. I że krzyknąłeś ROZEJŚĆ SIĘ Ofiar byłoby z 10 X więcej. Student pierwszego roku, a jaki spryciula. Widać już wtedy byłeś wybitnym strategiem, politykiem i przywódcą. Mój rektor, świnia, nie chciał mnie słuchać nawet na V roku.

@Hamilton Starszy:
Na V roku to niejaki Paweł Adamowicz był rektorem Uniwersytetu Gdańskiego. (dokładnie prorektorem).
Dziś jest prezydentem Gdańska i dowodem na to, że z cudownych dzieci czasem wyrastają super nieudani dorośli ...-:)))

@Adam Jezierski: Zacząłeś studia w 1970 r, a w 1990 r byłeś już na V roku studiów.? No, tak to jest z tymi cudownymi dziećmi.

@Hamilton Starszy:
Paweł Adamowicz będąc studentem V roku na Wydziale Prawa Uniwersytetu Gdańskiego został prorektorem UG.
Ja rozpocząłem studia na Politechnice Gdańskiej w roku 1969 i ukończyłem w roku 1975.
PS. Dawno zaważyłem, że nie umiesz czytać ze zrozumieniem. Czy masz maturę?

  Hamilton,  04/06/2017

@Adam Jezierski: miałem mieć maturę, ale mama kozy nie zaprowadziła do liceum, bo jej było szkoda i przepadło. Dlatego jestem taki mało wybitny.

@Hamilton Starszy:
Dostałeś ode mnie + za poprawną samoocenę ...-:)))

  Hamilton,  04/06/2017

@Adam Jezierski: jestem zaszczycony. Pozytywna ocena z rąk wybitnego pedagoga cieszy, napawa dumą i pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Każdy członek PZPR miał swoje zdanie, ale się z nim nie zgadzał. Podobnie jest dzisiaj. Poseł dostaje rano sms i wie więcej. Odważnych dyskutantów też na lekarstwo. A jak się już znajdą to przestają być członkami PIS. To się nazywa dobra zmiana. Taki powrót do korzeni i tradycji. Wstają z kolan. Po mszy i wizycie u prezesa.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska