Login lub e-mail Hasło   

Alfabet

Constans niestety.
Wyświetlenia: 299 Zamieszczono 21 dni temu

Alfabet

          Kazio Piekarski był w lokalnym USC tylko młodszym referentem. Czyli nikim. Raz, że szczyl, dopiero co po studiach, a więc jeszcze głupi, dwa, że niedoświadczony fachowo, głównie z uwagi na krótki, zaledwie roczny staż. No i pyskaty coś zanadto, wymowny ponad miarę.

          Kierownik lubił go jednak i tylko czasem sztorcował po ojcowsku. Zresztą był Kazio pracownikiem rzetelnym, sumiennym, a w razie konieczności chętnym do roboty po godzinach. Nie to, co koślawa Kryśka – zabiegana żona i matka dwójki ciągle absorbujących ją małolatów, ponura i szpetna baba, niechlujnie przewalająca tu papiery od kilkunastu już lat.

          I to właśnie Kazio, zupełnie zresztą bezwiednie, stał się gwiazdą światowych mediów, człowiekiem opatrznościowym, zbawcą planety. Ale od początku.

          We wtorek, pierwszy dzień roboczy po świętach Wielkanocnych, drogą służbową trafiło do urzędu kilkukrotnie więcej aktów zgonów niż zazwyczaj. Ten dziwny wzrost, zważywszy na ich standardowe, banalne przyczyny, mógł być również, poza oczywiście wypadkami komunikacyjnymi, samobójstwami, zaczadzeniami, utopieniami, upadkami z wysokości, itp., wynikiem świątecznego przeżarcia lub przepicia, jednak to nie to. Coś tu nie grało. Epidemia jakaś ogólna, czy co? Kierownik dziwił się bardzo, ale na żadne analizy nie było czasu, tym bardziej, że Kryśka zadzwoniła z domu, iż ma tygodniowe na razie zwolnienie lekarskie. Cała więc robota spadła na nich dwóch, zwłaszcza, co trzeba tu jasno stwierdzić, na Kazia. Kierownik bowiem miał na głowie także śluby i całą, związaną z tym dokumentację.

          Od rana więc wklepywał Kazio pilnie te wszystkie dane do urzędowych kartotek, by zgłaszający się później petenci, rodziny zmarłych, mogli otrzymać swoje potrzebne tu i ówdzie dokumenty w miarę bezzwłocznie.

          Pod koniec dnia, gdy już miał się zbierać, ostatni raz rzucił zmęczonym okiem na całościową listę i... oniemiał!

          Imiona wszystkich trzydziestu trzech zmarłych w niedzielę, pierwszego dnia świąt, zaczynały się na „O”; Olgierd, Onufry, Olaf, Ofelia, Otylia, itd., a imiona dwudziestu ośmiu osób zmarłych drugiego dnia świąt, poza dwoma, na „S”; Stefan, Sylwester, Sebastian, Sylwia, Stefania, itd.

          Co to do cholery za rebus?

          Nie miał już Kazio siły roztrząsać tego po całym, przedłużonym zresztą o 3 godziny dniu pracy. Zwinął interes, zamknął biuro i oddał klucze na portierni. Jednak zagadka gryzła go na tyle mocno, iż usnął dopiero grubo po północy.

          Nazajutrz, w środę, liczba wtorkowych zgonów nadesłanych do służbowego przerobienia spadła do ilości standardowej – były to zaledwie trzy akty, z imionami zaczynającymi się na literkę „T”; Tadeusz, Teodor, Teresa. Literowa zagadka najwyraźniej trwała.

          ― To chyba jakiś rozwijający się komunikat? – stwierdził Kazio, szukając u kierownika potwierdzenia hipotezy. – Na razie, po trzech dniach, mamy „OST”. Codziennie jedna literka.

          ― Być może – stwierdził po chwili kierownik – Tylko... od kogo, dla kogo i... proszę ja ciebie...

          ― Jakim... sposobem? – podsunął Kazio.

          ― Właśnie, proszę ja ciebie.

          Na razie były to jednak jałowe całkiem rozważania. Musieli cierpliwie czekać na kolejne akty zgonów, na kolejne imiona, by mieć pewność, by jednoznacznie rozwiązać tę przedziwną szaradę. O ile to nie zwykły, choć bardzo przecież nieprawdopodobny przypadek. Przynajmniej, jeśli idzie o niedzielę świąteczną.

          W poniedziałek, gdy napłynęły kolejne, codzienne akty zgonów, również te niedzielne, mieli pewność. Poza dziwnym ekstremum świątecznym, dobowa liczba zgonów spowodowanych jak zwykle przeróżnymi przyczynami, zawierała się w średniej standardowej – trzy, cztery zgony. Według jednak domyślnej, trwającej zasady prostej szarady. Pierwsze litery imion zmarłych składały się na... słowny komunikat. Od niedzieli świątecznej, do niedzieli następnej, powstało kompletne słowo; „OSTATNIA”. Jakby nie patrzeć... cud! Ewidentnie!

          ― Pan jest bardziej doświadczonym człowiekiem kierowniku – mówi Kazio. – Poza tym... wierzącym, a to ma chyba tu zasadnicze znaczenie...

          ― Też tak sądzę – kierownik drapie się po łysej głowie. – Jednak to chyba dopiero początek, proszę ja ciebie. Musimy odczytać, zaczekać na całość. A że ewidentny cud...? No to wynika wprost z samej, widocznej tu jak na dłoni zasady. Nikt przecież, żaden człowiek, żadna ludzka organizacja, nie jest w stanie spowodować tych... prawidłowości. To musi być coś... coś... proszę ja ciebie...

          ― Mistycznego! – dokończył poważnie Kazio, jak dotąd ateista. – I proszę zauważyć – to świąteczne przewyższenie miało zdaje się na celu zwrócenie jedynie uwagi na istnienie przekazu. A to, że ja byłem tym uważnym, nie ma przecież znaczenia. Zjawisko jest bowiem obiektywne.

          ― Tak – zgodził się kierownik. – Niemniej, to byłeś ty Kaziu i jakby co, masz tu wszelkie prawa autorskie proszę ja ciebie. Sądzę bowiem, iż musimy w końcu powiadomić o tym władze zwierzchnie. I obowiązkowo kościół.

          ― Owszem – zgadza się. Z tym, że ja, dodatkowo jakby, czy odrobinę wcześniej, opiszę to zjawisko w internecie. Żeby w razie jakiegoś formalnego zakazu... nie można było wyciszyć sprawy. Chyba nie ma żadnych przeciwwskazań prawnych?

          ― Nie, o ile nie podasz nazwisk – zgodził się kierownik. – Tylko same imiona, daty i ogólny opis sprawy. Tak, czy owak, musimy czekać na dalszą część cudownego przekazu. Nasze miasteczko małe – zaledwie 20 tysięcy dusz, a gdy zrobi się szum, zwalą się kontrole, komisje... Kto wie, co z tego wyniknie dla nas i... dla miasta, proszę ja ciebie?

          Na tym też stanęło.

          Wieczorem Kazio wpuścił w sieć pierwsze informacje, relacjonując rzetelnie, acz ostrożnie. Podpisał się przy tym własnym nazwiskiem, podał swoje namiary. Sugerował cierpliwość i czekanie na kolejne litery układanki, o których, jak obiecał, powiadomi bezzwłocznie.

          W poniedziałek, jak się rychło okazało, zgonów nie było żadnych, a we wtorek literka „S”. Dotychczasowa więc całość brzmiała: „OSTATNIA S”. A więc brak zgonów, to regularna spacja! Cudowność tym większa, że gramatycznie, ortograficznie poprawna.

          Na tym właśnie etapie rozpętała się burza. Burmistrz, znany w okolicy łapówkarz i trep, pofatygował się do USC osobiście. Po wstępnej, minutowej rozmowie z kierownikiem, wezwano Kazia.

          ― Piekarski jestem, młodszy referent – przedstawił się Kazio chudemu jak patyk, czterdziestoletniemu burmistrzowi.

          ― Piekarski! Bardzo dobrze. Piekarski! Będziesz jęczał jak pański rodzinny poprzednik na mękach – wydarł się burmistrz bez ceremonii. ― Kto pana prosił o wpis na facebooku o przekazie? No kto?

          ― O co chodzi? ― zaperzył się Kazio. ― Nie podałem żadnych tajnych, czy wrażliwych danych. Opisałem tylko cudowne zjawisko, które zresztą trwa. Czemu się tu burmistrz wydziera?

          Burmistrz zreflektował się nieco, jednak nie dawał za wygraną:

          ― Czemu się wydzieram? A komu tu potrzebny szum, ruch bazarowy? Już jadą kontrole z Warszawy i kuria dzwoniła... Komu to służy? Urząd, to urząd i nie należy robić sobie jaj!

          ― Jakich jaj? Każdemu wolno wyrażać swoje poglądy i opisywać wydarzenia. Zwłaszcza takie! Mamy demokrację wszakże, prawda panie burmistrzu?

          ― Ja ci dam gnoju demokrację! ― burmistrz rozgorzał ponownie, tym razem nie na żarty. Aż mu bańki nosem poszły. ― Jesteś zwolniony! Na bruczek! Paszoł won!

          ― Zamknij bucu dziób! ― Kazio, wkurzony już poważnie, też  wydarł się od serca. ― Nie ty mnie zatrudniałeś, nie ty będziesz wywalał. Burmistrz zasrany! Wasza partia już od lat poniżej kreski i dalej, słusznie zresztą, spada na mordę! Spokojniej więc proszę, ostrożniej.

          Burmistrza zatkało i tylko spojrzał bezradnie na kierownika, spodziewając się z jego strony wsparcia. Ten jednak, pod wpływem impulsu niewiadomego pochodzenia, być może wewnętrznej uczciwości, odezwał się spokojnie:

          ― Pan Piekarski ma całkowitą rację. To ja go zatrudniłem, więc tylko ja mogę go zwolnić, lecz jak na razie nie zamierzam tego robić proszę ja ciebie. A wiadomość, opis zjawiska w internecie, są całkiem na miejscu i potrzebne wszystkim jak... tlen! Zresztą rozmawiałem dziś telefonicznie z biskupem i z kolegami z innych miast. Tam dzieje się to samo i wszyscy już wiedzą o przekazie proszę ja ciebie.

          ― Tak panie burmistrzu ― pojednawczo, jakby ignorując chamstwo lokalnego dostojnika, potwierdził Kazio. ― To zjawisko ogólnokrajowe, a może nawet... planetarne. I my odkryliśmy je pierwsi!

          ― A niech was szlag! ― rzucił kościsty burmistrz, chwilowo nie znajdując rozwiązania problemu. Okręcił się na pięcie i wypadł z maleńkiego pokoju kierownika.

          Kierownik i Kazio spojrzeli na siebie, po czym uśmiechając się, uścisnęli prawice.

          Dotrwali jakoś bez zmian i bez żadnej reakcji ze strony burmistrza buraka do następnego poniedziałku, gdy było gotowe drugie słowo. Przekaz brzmiał teraz następująco: „OSTATNIA SZANSA”. To już skłaniało do myślenia, otwierało szersze pole dla analiz. W sieci zagotowało się, internauci dawali upust wyobraźni. Pojawiły się pierwsze doniesienia prasowe, zgłosiła się duża telewizja komercyjna na realizację obszernego wywiadu z obu panami w najbliższy poniedziałek. Lawina zdaje się ruszyła i nic jej chyba nie będzie w stanie zatrzymać.

          ••••••••••••••••••••••••••

          ― Rozmawiamy poważnie i szczegółowo opisujemy własne przemyślenia, proszę ja ciebie? ― kierownik chciał mieć pewność. ― Czy tak?

          ― Absolutnie! ― żarliwie potwierdził dziennikarz prowadzący.

          W maleńkiej sali ślubów, gdzie mieściło się nie więcej niż dwadzieścia krzeseł dla świadków i rodzin wstępującej w związek pary, politurowany mocno stół dla prowadzącego uroczystość kierownika USC i ewentualnie 30 miejsc stojących dla gości, oraz z lekka uschła palma w zapleśniałej, drewnianej donicy, nie można było wetknąć nawet szpilki. Za wspomnianym stołem, przykrytym teraz zielonym suknem, kierownik i Kazio, w otoczeniu kilkunastu mikrofonów. Po drugiej stronie i po bokach czterech operatorów za kamerami na statywach, wokół kilka jaskrawo świecących lamp i przede wszystkim zwarty, niecierpliwy tłum przedstawicieli różnych stacji krajowych oraz zagranicznych. Regularna konferencja.

          ― W takim razie proszę pytać ― kierownik kiwnął głową.

          ― Dobrze. A więc na dziś przekaz brzmi... ― dziennikarz mówił do kamery; ”OSTATNIA SZANSA ROZLICZAM ZA”. ― Zgadza się? ― odwrócił się do kierownika.

          ― Owszem ― przyznał kierownik.

          ― I co panowie o tym sądzicie?

          ― Cóż... ― ostrożnie odezwał się Kazio. ― To jest... Słowo. Ewidentne, najprawdziwsze Słowo. Boże!

          ― Pan jest wierzący?

          ― To nie ma nic do rzeczy! ― Kazio podniósł lekko głos. ― Mówimy o faktach, o Przekazie. Zwięzłym i jasnym. Niekompletnym jeszcze, ale już można o nim co nieco powiedzieć. A dla pańskiej wiadomości... jestem..., byłem... ateistą. Teraz, od tygodnia... zmieniam się.

          ― Kazio, e... pan Kazimierz, to... proszę ja ciebie, solidny nad wyraz, młody pracownik ― wtrącił kierownik. ― Dotąd zatwardziały, że tak powiem, ateista. Ale bynajmniej nie wojujący.

          ― Czy w grę może wchodzić... oszustwo?

          ― Jak pan to sobie wyobraża? ― Kazio zdumiał się szczerze. ― Czy ktokolwiek, choćby najpotężniejsza ludzka organizacja, mógłby powodować naturalne w większości, podkreślam ― NATURALNE zgony, według literowego szablonu? Alfabetu? Jak niby miałby to robić? W dodatku w skali całego kraju?

          ― A ja jestem wierzący od... od urodzenia ― dodał kierownik. ― I praktykujący katolik! ― podkreślił dumnie. ― I mówię wam, proszę ja ciebie, że On, w całej swej dobroci i cierpliwości, daje nam ostatnią szansę. Jasno, bezpośrednio!

          ― Szansę na co?

          ― Na... poprawę, na prawdziwe nawrócenie, na... zbawienie. A to co się dzieje, to jest dowód.

          ― Tak jest ― dopowiedział Kazio. ― To niepodważalny, porażający wręcz dowód na istnienie... Stwórcy. A przynajmniej Opiekuna. I On, Opiekun, mimo swojej nieskończonej do nas empatii, mimo całego dla nas umiłowania, stracił w końcu cierpliwość. Zwłaszcza w obliczu słania tu, od tysiącleci, kolejnych Próśb, Ostrzeżeń, Komunikatów. Ileż w końcu można? A my, jak ostatni głupcy, ciągle mamy te Przesłania gdzieś. Całkowicie Go rozumiem!

          Na sali zapadła grobowa cisza. Tak jasne i tak hm... religijne postawienie sprawy wobec w większości lewackich przedstawicieli lewackich mediów, wywołało coś w rodzaju niesmaku, a nawet odrazy. Dziennikarze jednak, choć zapewne wielu z nich tak naprawdę, w skrytości serca, było osobami wierzącymi, lub przynajmniej sympatyzującymi, funkcjonowali w określonej, narzuconej przez swoich szefów konwencji ateizmu nachalnego. Stąd i często przesadna, demonstracyjna agresja antyreligijna, tak mile widziana u tych którzy płacą. Dobrze płacą.

          ― I co teraz? ― z końca do cna wypełnionej sali ślubów padło w tej ciszy proste, zaskakująco niewinne pytanie.

          Odpowiedział kierownik: ― Teraz czekamy na odczytanie całego Przekazu i... zastosowanie się do niego. Każdego z nas, indywidualnie. Bo od tego zależy nasza osobista i zbiorowa, proszę ja ciebie, przyszłość, dalsze losy tego nadto pokręconego, gnijącego i bezmyślnie okrutnego świata.

          ••••••••••••••••••••••••••

          Po kilku dniach Przekaz znany był już w całości i brzmiał: ― ”OSTATNIA SZANSA ROZLICZAM ZA ROK”. Potwierdzone przez setki USC z całego kraju imienne zależności literowe ustały, wszystko wróciło do normy. Przynajmniej, gdy idzie o statystykę zgonów. Słowo zostało odczytane, zrozumiane, rozgłoszone na cały świat. Nadszedł czas refleksji, zmian. I to się zaczęło. Szybko, z dnia na dzień, na całym tym padole łez, przybywało nawróconych, zapełniały się opustoszałe dotąd kościoły, błyskawicznie zmieniały się na lepsze relacje między ludźmi. Rozdawano niechlubnie zdobyte majątki, znacząco spadła przestępczość ― praktycznie ustały gwałty, liczba aktów terroru malała, wojny zaczęły samoistnie wygasać. Kazio, jako bohater internetu, całą dobę spędzał na wyjaśnieniach, na odpowiedziach, na przyjmowaniu gratulacji.

          Jednakże, abstrahując od jasnego, precyzyjnego Słowa, tego, czy innego rodzaju, w innej formie, jednak podawanych nam od tysięcy lat przeróżnych Przekazów, mówimy tu przecież o kondycji ludzkiej, o naszej francowatej, niezbywalnej w żaden sposób naturze, o tym co w nas głęboko siedzi i co nas tak naprawdę nakręca. A przynajmniej znaczącą procentowo część.

          Nie wszyscy więc Słowo przyjęli, nie wszystkim było ono w smak.

          Kazio i Kierownik zostali podstępnie, pod byle pretekstami, wywaleni z roboty, władze centralne założyły rodzaj embarga i zakazu na jakiekolwiek wypowiedzi urzędników, szefostwa medialne zwiększyły presję na swoich ludzi, co spowodowało obłędny przyrost „uczonych” dyskusji i „naukowych” wywodów kontestujących prawdziwość, czy domniemywaną słuszność Słowa. W końcu zaczęto rezygnować z jakichkolwiek publikacji i audycji na ten temat. Sprawa, pod nawałą bieżących wydarzeń, została stopniowo i umiejętnie wyciszona, w efekcie praktycznie przez ogół zapomniana. Zgodnie z chętnie stosowanymi regułami, tym specyficznym, lewackim alfabetem. Wszystko, w ciągu zaledwie kilku miesięcy, zaczęło wracać do ustalonej przez tysiąclecia normy. Liczba „nawróceń” spadła, kościoły znów stawały się zimne, puste, bezsensowne.

          Inaczej mówiąc, Słowo, w swojej początkowej oczywistości i niekwestionowanej słuszności, w efekcie końcowym trafiło w pustkę. Jak zwykle zresztą. Całkiem na zasadzie wizji, czy oczekiwań Poety:

           „Mów do mnie jeszcze... Za taką rozmową tęskniłem lata...”.

          ••••••••••••••••••••••••••

          Tymczasem minęły kolejne Święta Wielkiej Nocy, za kilka dni rocznica pełnego odczytania Przekazu. I jak na koniec kwietnia, wyjątkowo coś chłodno, coraz chłodniej. Wszędzie...

 

Koniec ― 1706

Chcesz pokazać jakiś tekst znajomym? Po prostu wklej go
i przekaż im otrzymany link.
justpaste.it

Podobne artykuły


25
komentarze: 14 | wyświetlenia: 2785
22
komentarze: 30 | wyświetlenia: 1448
21
komentarze: 44 | wyświetlenia: 1986
20
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1389
19
komentarze: 38 | wyświetlenia: 1604
18
komentarze: 23 | wyświetlenia: 1444
17
komentarze: 20 | wyświetlenia: 992
17
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1286
17
komentarze: 8 | wyświetlenia: 19466
16
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1165
16
komentarze: 34 | wyświetlenia: 1748
16
komentarze: 18 | wyświetlenia: 1419
15
komentarze: 37 | wyświetlenia: 827
15
komentarze: 71 | wyświetlenia: 2793
15
komentarze: 20 | wyświetlenia: 715
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





No, prąciem ja ciebie, intrygujące, że się tak wyrażę.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2017 grupa EIOBA. Wrocław, Polska