Login lub e-mail Hasło   

Miasto, które zmieniło bieg historii (9)

Przy okazji zamachu Pinocheta w Chile zdałem sobie sprawę, że tam, gdzie komunizm upadał, np. w Niemczech albo na Węgrzech, w jego miejsce przychodził faszyzm.
Wyświetlenia: 812 Zamieszczono 26/06/2017

.

Gdańsk - Miasto, które zmieniło bieg historii 

.

W pierwszej połowie lat siedemdziesiątych mogło się wydawać, że ludzie zapomnieli o marcu i grudniu. Większość społeczeństwa jest zadowolona ze swojego losu i liczy na to, że towarzysz Gierek spowoduje to co obiecuje. Tzn. że „Polska będzie rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”.

Pewne nieśmiałe protesty odezwały się z okazji wprowadzenia do Konstytucji artykułu o „Wiecznej przyjaźni ze Związkiem Radzieckim”. To jednak zbytnio nie zainteresowało szerszych kręgów społecznych. Konstytucja była zbiorem pobożnych życzeń. Bez żadnego praktycznego znaczenia. Nawet, nie można się było na nią powoływać w sądzie.

Wydawało mi się, że nadciąga wielka katastrofa.

Doszedłem do wniosku, że ta socjalistyczna gospodarka musi zawalić się sama z siebie. Mój sposób rozumowania był następujący:

Bardzo słabe i wręcz marnotrawne firmy nie ulegają likwidacji. Nikt nie bankrutuje. Choćby nie wiem, jak źle działał. Podobnie z kadrami. Bardzo słaby, ale partyjny dyrektor zostaje przesunięty na równoległe stanowisko – dostaje „kopniaka w bok”, albo nawet na wyższe stanowisko - „dostaje kopniaka w górę”. Organizm nie ma możliwości samooczyszczania się. Zgnilizna rozprzestrzenia się. Jest zaraźliwa. Poraża coraz więcej organizmów gospodarczych. System gospodarki planowej ma działać jak mechaniczny zegarek, nakręcany przez najwyższe kierownictwo. Gdyby każdy trybik działał idealnie, wszystko by grało, ale to jest niemożliwe. Każdy zegarek musi się w końcu się zepsuć. Wtedy trzeba go oddać do zegarmistrza. W przypadku gospodarki, oznacza to - rewolucję społeczną.

.

W czasach Gomułki i Gierka stale mówiono o decentralizacji. Do tej pory nie wiem, o co właściwie tzw. kierownictwu chodziło. Oczywiście, żadnej decentralizacji nigdy nie zrobiono. Jeśliby decentralizacja miała oznaczać rozbicie centralnego sterowania i partyjnego monopolu, byłby to pierwszy krok do upadku systemu. Partia mogłaby odzyskać władzę jedynie siłą. Tak to wtedy rozumiałem.

System, tzw. socjalistyczny, był szczególnie odporny na wynalazki i innowacje techniczne.

Dyrektor, nawet naczelny i nawet wielkiego przedsiębiorstwa, był tylko urzędnikiem. Gdyby zgodził się na wdrażanie jakiejś innowacji, to, w przypadku sukcesu, czekała go może pochwała, a może tylko zawiść kolegów. Konkretnie nie wiadomo, ponieważ nie ma przykładów z praktyki. Natomiast w przypadku niepowodzenia, czekał go proces za niegospodarność i malwersacje. Być może nawet kara śmierci.

Pewnym wyjątkiem był przemysł zbrojeniowy. Tam prawie w ogóle nie liczono się z kosztami.

.

Jeżeli system ma upaść, to zachodzi pytanie: kiedy to się stanie? I drugie: co po socjalizmie?

Przy okazji zamachu Pinocheta w Chile zdałem sobie sprawę, że tam, gdzie socjalizm do tej pory upadał, np. w Niemczech albo na Węgrzech, w jego miejsce przychodził faszyzm. To był przerażający wniosek. Do tej pory nie wiadomo, czy na pewno niesłuszny (1998).

Ten wniosek wpłynął później na sposób, w jaki obserwowałem kolejne stadia upadku komunizmu.

.

Tymczasem komuniści wygrali wojnę w Wietnamie.

Wojna w Wietnamie zaczęła się w czasach Kennedy'ego. Była to pierwsza połowa lat sześćdziesiątych. Zawsze miałem mieszane uczucia, gdy chodziło o tą wojnę. Z jednej strony była to walka małego Dawida z wielkim Goliatem. Z drugiej strony Amerykanie, szczególnie na początku, pomagali jedynie armii południowo-wietnamskiej.

Propaganda komunistyczna zawsze była kłamliwa, ale wiadomości o testowaniu przez Amerykanów nowych broni, wyglądały prawdopodobnie.

Gdy wojna się skończyła, Telewizja Polska pokazała bardzo charakterystyczne zdjęcia z komentarzem „Pierwsze czołgi partyzantów Vietcongu wkraczają do Sajgonu”. Te zdjęcia pokazano tylko raz. Przypadkowo je widziałem. Kompromitowały całą linię propagandową. Partyzanci ze swoich kryjówek w dżungli wyjeżdżają kolumną czołgów? - Cały czas sugerowano, że Północny Wietnam nie jest nawet stroną w tej wojnie. Z tej jedynej informacji wynikało, że był stroną i że pomoc międzynarodówki komunistycznej dla Północnego Wietnamu była znaczna.

Tym niemniej: - Informacja ta nie rozwiała moich wątpliwości, co do udziału Amerykanów w tej wojnie.

Był to poligon doświadczalny. Dla obu stron oczywiście. Tzw. teoria domina była pewnym usprawiedliwieniem. Teoria ta mówiła, że po zwycięstwie w jednym kraju trzeciego świata, komuniści rozpoczną walkę w następnym. Po kolei opanują kraje Azji, Afryki, a może także Ameryki Południowej.

Po zwycięstwie w Wietnamie, komuniści opanowali jedynie Kambodżę. Oczywiście nie wiadomo, co by było, gdyby w Wietnamie poszło im łatwo.

Zbrodniczy reżim Czerwonych Khmerów, został potem obalony przez wojska wietnamskie.. Czerwoni Khmerzy pobili wszelkie standardy terroru. Stąd ten paradoks.

.

W pierwszej połowie lat siedemdziesiątych, studiowało w Polsce wielu Wietnamczyków z Północy, między innymi razem ze mną na Politechnice Gdańskiej.

Studenci z Wietnamu byli odizolowani od reszty społeczności studenckiej. Z jednej strony - chyba jednak sami się izolowali, z drugiej, bardziej niż inni studenci zagraniczni, byli narażeni na objawy niechęci o podłożu rasistowskim i politycznym. Bardziej niż Arabowie i Afrykanie.

Z Wietnamczykami miałem bardzo mało kontaktów. W mojej grupie studenckiej nigdy nie było Wietnamczyka. Raz jeden rozmawiałem z Wietnamczykiem na tematy polityczne. Zapytałem się go: - Jak to jest, przecież po stronie Amerykanów walczy także 2 miliony Wietnamczyków z Południa? - Odpowiedział, że zostali oszukani przez amerykańską propagandę.

Swoją drogą warto byłoby wiedzieć, jakie były kryteria kwalifikacyjne na studia w Polsce, kto przyjeżdżał i jakie były i są skutki zetknięcia się tych Wietnamczyków z Polską lat siedemdziesiątych. Nie słyszałem, aby były robione jakieś opracowania na ten temat.

Natomiast teoria domina okazała się prawdziwa. Po upadku komunizmu w Polsce, reżimy w sąsiednich krajach przewróciły się, jeden po drugim, jak klocki domina.

Cdn.

Adam Jezierski

Przeczytaj poprzednie odcinki: >>>Gdańsk - Miasto, które zmieniło bieg historii

.

Podobne artykuły


27
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1602
20
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1257
19
komentarze: 4 | wyświetlenia: 1142
17
komentarze: 9 | wyświetlenia: 1415
16
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1057
8
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1004
71
komentarze: 26 | wyświetlenia: 101365
24
komentarze: 3 | wyświetlenia: 4178
22
komentarze: 9 | wyświetlenia: 57026
21
komentarze: 7 | wyświetlenia: 2031
17
komentarze: 6 | wyświetlenia: 3167
15
komentarze: 0 | wyświetlenia: 9383
14
komentarze: 4 | wyświetlenia: 10574
13
komentarze: 11 | wyświetlenia: 11968
 
Autor
Artykuł



  Mateusz S.  (www),  29/06/2017

Całkiem ciekawe. Nie chcę formułować swojego zdania, ponieważ nie przeczytałem reszty. Być może przeczytam, wtedy się wypowiem.

  lenki  (www),  29/06/2017

Komunizm ma to do siebie, że nie zachęca do żadnej innwacji i inwencji dla dobra ogółu, ale tak by nagrodzić też jednostke. Wszystko jest wyłącznie dla dobra ogółu z pominięciem jednostki tworzącej, zatem wszystkie czynniki motywujące na starcie są skreślane

Bardzo ciekawy artykuł... w wietnamie myślę było dużo więcej czynników niż sam ustró

@lenki:
Każdy system totalitarny, każda dyktatura wprowadza monopol na innowacje.
Prawo do wprowadzania innowacji w Polsce ma obecnie tylko Jarosław Kaczyński.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2017 grupa EIOBA. Wrocław, Polska