Login lub e-mail Hasło   

Z cyklu: Poradnik Tęczowego Rycerza: Miłość - Wiara - Bóg i człowiek

W tekście są fragmenty tekstu autorstwa pewnego księdza, którego nazwiska niestety nie pomnę - ale tekst był zacny i dziękuje mu za niego.
Wyświetlenia: 236 Zamieszczono 21/09/2017

Zrozumieć człowieka to znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego  nieszczęśliwi

są ci, którzy nie kochają? Człowiekowi łatwiej jest zrozumieć świat wokół siebie niż samego siebie.

 

Dzieje się tak dlatego, że człowiek to ktoś najbardziej niezwykły w widzialnym wszechświecie. Po drugie, gdy człowiek próbuje poznać samego siebie, wtedy staje się sędzią we własnej sprawie, a to utrudnia mu bezstronne i całościowe poznanie prawdy o sobie. Dopóki nie wiemy, kim jesteśmy i skąd (czy od Kogo!) pochodzimy, dopóty nie możemy zrozumieć sensu naszego istnienia ani rozsądnie kierować naszym życiem. Z własną tajemnicą najbardziej borykają się ateiści, gdyż wierzą w to, że są dziećmi przypadku i że nie różnią się istotnie od zwierząt. A ile się muszą potem napracować i napocić, żeby wytłumaczyć sobie ( a jak już sobie uwierzą – to również innym ) – pewne zjawiska zachodzące na świecie niewidoczne „gołym okiem”. I tu też nie ma klucza w ich rozumowaniu ( bądź rządzi nim jakieś prawo, którego mój umysł nie ogarnia w całej swej boskości ) :

Jedne niewidzialne i niematerialne rzeczy są, innych nie ma, np. grawitacja, czas, procenty z lokaty – są, jak najbardziej. Ale już pojęcia jak Bóg, miłość, dusza czy dajmy na to - telepatia – to dla nich abstrakcja, niewytłumaczalne koncepcje.

Nie da się dotknąć, powąchać, zobaczyć – znaczy nie ma, to bajki dla dzieci.

Dlaczego wierzą w te a nie inne koncepcje? Dlaczego jedno akceptują – choć

nie widzieli ale „jest”– a drugie odrzucają – bo nie widzieli – czyli „nie ma”. Zapytani odpowiadają po ewentualnym namyślę – „bo tak”. O argumentacji

nie ma mowy – musieliby sami tworzyć niewidzialne, nieistniejące pojęcia i koncepcje – których nie ma a potem udawać, że one są a oni w nie wierzą.

A ich umysły nie są tak kreatywne - nie rozwijali ich w ogóle - na ogół akceptowali koncepcje już zastane – serwowane im przez rządzących – nie podejmując żadnego wysiłku umysłowego aby zweryfikować tą wiedzę i sprawdzić jej zgodność z prawdą. Jedni wykształcili dzięki temu lepszą pamięć, inni nie – ale szarych komórek żadnym nie przybyło. „Mięsień nieużywany zanika”. Nie rozwijasz się – to się cofasz – bo świat na pewno nie stoi i nie czeka.

Początkowo, dyskusję z takim osobnikiem dają dużo zabawy i radości – ale w ogólnym rozrachunku – jednak martwią – bo zdajesz sobie sprawę, że on to ty tylko „inny”. Inny ty.

Punktem wyjścia w rozumieniu samego siebie jest dla mnie wiara. Wierzę w Boga tak bardzo jak on wierzy w człowieka – czyli we mnie. Wierzę w Boga – a nie w religię i kulty, które to pojęcie pragną sobie chciwie zawłaszczyć. Pragną „mieć” na własność „pojęcie Boga” aby zniewolić Ciebie i narzucić ci koncepcję „Boga” jaką oni chcieliby abyś ty widział. Pojęcia Bóg i Człowiek nie powinny funkcjonować bez siebie – bo są nierozerwalne – rozbite na dwa – stają się abstrakcją. Wiara odsłania człowiekowi nie tylko Boga, ale też samego człowieka. Jak na górze – tak na dole. Poznaj Boga aby poznać siebie, poznaj siebie – aby poznać Boga. Być może nawet już go znasz tylko o tym nie wiesz. Dla wielu był on przyjacielem ale zapomnieli o nim. Zapomnieli o sobie i swoim prawdziwym JA. Stali się czymś innym, zakładają maski – a jeśli nie jesteś sobą – to kim jesteś?

Bóg upewnia mnie o tym, że nie jestem ani rzeczą, ani zwierzęciem, lecz osobą. Kto jest osobą, ten nie mieści się ani w materialnym wszechświecie, ani w samym sobie! Być osobą to być kimś podobnym do Boga! To być kimś nie z tego świata!

A co robi świat – czy raczej ludzie, którzy „myślą”, że „pociągają za sznurki”– robi z Tobą to – co próbuje robić z koncepcją Boga. Czyli dopasować cię do danych potrzeb, sformatować, zaszufladkować – nakleić etykietę i używać zgodnie z wytycznymi. Nie lubisz robić tego co robisz? A kogo to obchodzi? Przyjąłeś ich wersję rzeczywistości – przykro mi. Bóg dał ci wolną wolę ale ty nie wierzysz w jego istnienie – bo go nie widziałeś – więc wolnej woli też nie masz – jej też nie widziałeś – więc ją odrzucasz. I bez użycia pałeczki magika: voilla, mówisz i masz , stało się – nie masz wolnej woli. W zasadzie to nie masz wolnej woli - bo ciebie nie ma – jesteś kimś innym – na co się zgodziłeś albo sam tego chciałeś. Żeby mieć wolną wolę najpierw trzeba BYĆ. Oni powiedzą ci: „pożal się Bogu jak go spotkasz i pozdrów go od nas” – i będą mieli niezły ubaw – a ty się będziesz martwił w drodze z pracy do domu, że nie zrozumiałeś żartu.

Może coś z tobą nie tak ? Oni powiedzą ci szybko co jest z tobą nie tak, wskażą kilka gotowych rozwiązań, sprzedadzą ci leki albo zamkną cię do placówki dla niesfornych – którą sam sfinansujesz - Inny ty którym byłeś - zapłaci w formie podatku.

Tak więc:

Akceptujesz zastany świat „w ciemno” – odrzucasz koncepcje, „niewygodne”

dla rządzących bo powiedzieli ci, żebyś tak zrobił ( a są to koncepcje niewygodne bo nawet potwierdzenie istnienia jednej z nich – obali następne ) a potem choć niewygodnie ci żyć z tym, siedzisz cicho żeby nie wyjść za głupka.

To jest – wszyscy to wiedzą – a tego nie ma – to oczywiste. Aha. Jak oczywiste, znaczy – nie ma. Przyjąłeś. Tresura podstawowa ( nazywana szkołą ) nauczyła cię posłuszeństwa i wykonywania rozkazów. Ty we wszystko uwierzyłeś, coś tam niby czułeś pod skórą, jakieś dziwne mrowienie – ale nie chciałeś wyjść na głupka przed innymi więc siedziałeś cicho. Ludzie często tak odpowiadają zapytani – dlaczego? Dlaczego nie odezwali się widząc albo podejrzewając kłamstwo do którego przekonywana była cała grupa? Widząc niesprawiedliwość, fałsz.

- Bo nie chcieli się skompromitować w oczach innych.

Jakich innych? Przecież on to ty a ty to on. Ty nosisz w sobie boski pierwiastek, on nosi w sobie boski pierwiastek - a inny boski pierwiastek

ma sobie wasz boski pierwiastek. Nie ma JA, nie ma ON, nie ma Bóg – egoiści będą mieli problem.

Wolisz skompromitować się sam w swoich oczach – godząc się z myślą –

jestem tchórzem” - bo martwi cię opinia innych jaką mają o Tobie.

OPINIA INNYCH. Jaka opinia – widziałeś kiedyś jakąś? Teraz przelatuje

za oknem z wywieszonym jęzorem? Jakich INNYCH? Nie ma żadnych innych, tylko my – ludzie, inni ty i ja.

Dałeś dupy synu i będziesz musiał jeszcze raz nadstawić bo Karma wróci,

- to jedna z niewielu rzeczy, której można być dzisiaj pewnym. Jedyna niewiadoma – po jakim łuku będzie wracać. Karma wróci jak się będziesz

akurat najmniej spodziewał. Właśnie schylasz po 5 gr. które ci wypadło na chodnik a tu nagle karma wylatuje zza rogu i bez ceregieli, żadnego kiziu-miziu,

ani nawet buzi buzi – od razu je*ie cię w dupę przy wszystkich. Wstyd ci było gębę otworzyć? Ostrzec całą nieświadomą grupę przed kłamstwem, które im się wciska. Nie ostrzegłeś innych – w których istnienie wierzysz – kara, nie ostrzegłeś siebie – bo „inni ty” to również ty.

Halo…Karma? Podwójne ruch*nie w dupę dla tego pana! Nie musi być na CITO,

nie spieszymy się. Ważne żeby był porządnie wydymany, gdzie i kiedy nie ma znaczenia. Tak jest, dokładnie. Nie, extra sosu nie trzeba. Tylko usługą, którą zamówił – a powiedział wyraźnie – dymanie w dupę dwa razy, tylko to.

Opinia innych – to coś czego nie ma – wyrażone, przez kogoś kogo nie ma.

To więzienie, które sam stworzyłeś, wlazłeś w nie i nie chcesz wyjść – uparcie tam siedzisz mając za nic obietnicę poprawę swego losu i prawdziwe życie. Stałeś się nieufny bo okazało się, że parę rzeczy jednak jest a parę nie ma albo są gdzie indziej niż myślałeś, że są. Stałeś się podejrzliwy bo wokół tylu INNYCH, obserwują cię, patrzą jak nie widzisz i na pewno – napewniusio – mają o tobie OPINIĘ – a ty nie wiesz jaką!!! To sprawia, że odchodzisz od zmysłów ( których raczej też nie masz – bo nie widziałeś ).

A ja i inni Ja i inni ty wiemy:

Nie jestem doskonały, doskonałe jest to w jaki sposób jestem.

I po kłopocie z opiniami.

Moje ciało zostało wzięte z prochu ziemi, ale ja, człowiek, jestem owocem dotknięcia mego ciała przez Boga, który nie jest ciałem - JEST DUCHEM ŚWIĘTYM, NIE MA JEDNEGO OBLICZA, JEDNEGO RODZAJU, JEDNEJ PŁCI

Jest wszystkim. Nie da się go ogarnąć rozumem z poziomu jednostki,

nie da się go zobaczyć w całości, nie ma początku i końca. Naszym zadaniem,

nie jest próbować go zrozumieć, zmierzyć, nazwać. Naszym zadaniem jest kochać Boga i bliźniego swego jak siebie samego – bo jesteśmy jednością – Ja

i Bóg, Ja i Ty – ja po prostu jestem „innym Tobą” – ty zawierasz cząstkę mnie

a ja cząstkę Ciebie. Jesteśmy jednością. Trudno jest ludziom zrozumieć, że robiąc krzywdę bliźniemu – robią ją sobie. A wystarczyło by tylko zrozumieć, że po prostu - konsekwencja czynności nie jest jej bezpośrednim następstwem – rozliczana jest w „przyszłości”, która wtedy jest już teraźniejszością.

A więc robisz krzywdę bliźniemu – teraz w tej chwili, po czym zapominasz o sprawie. Krzywda staję się Tobie – (inne) teraz, w tej chwili – ale nie zostaje rozpoznana jako konsekwencja i następstwo czynu przez nas popełnionego.

Przesyłki z karmą nie przychodzą opisane do kogo, na kiedy, gdzie, ile, czego,

za co, po co – niektórzy sądzą, że takie przesyłki w ogóle nie przychodzą – oni otrzymują je ale nazywają „pechem” albo „szczęściem” – to już zależy od osobnika. Niektórzy niezbyt rozgarnięci ludzie mówią, że jak chcesz nauczyć szczeniaka aby nie sikał w domu – to jak się zsika – wsadzasz my łepek w te siki

i pokazujesz robiąc groźną minę – FE, niedobry piesek.

Może ludzie też potrzebują takiej „zachęty” aby nauczyć się podstawowych zasad, które – choć opisane jasnym prawem – nie są rozumiane.

Przecież to podstawowe prawo zapewniające dobre życie, łatwe w użyciu.

Recepta na szczęście jest prosta – nie rób kuku nikomu, czasem pomóż bezinteresownie – będziesz żył szczęśliwy mają wszystko co ci potrzebne od życia. Grawitacji też nie widać – a jest, działa. A prawo karmy – kara nie nadchodzi od razu – a gdy nadchodzi nie zostaje rozpoznana. Czyli nie obowiązuje – kłamstwo.

Bóg powołał cię do życia, dał ci wszystko co masz. Wszystko co istnieje należy do niego – więc odpłacić mu za możemy tylko miłością. Bóg jest miłością. Obdarzysz Boga miłością – obdarzysz siebie. Jesteśmy owocem miłości ( Boga ) i ludzi.

Osoba – ty i każdy inny ty - to ktoś tak bezcenny, że nawet Bóg nie traktuje człowieka jak swojej własności! Można posiadać wszystko poza osobami. Osoby można jedynie kochać. Nikogo nie stać na „kupienie” czy na posiadanie nie tylko innej osoby, ale nawet samego siebie! Moje ciało, zdrowie, życie nie są moją własnością! Jedyne, co mi wolno, to odnosić się do mojej osoby z miłością.


Człowiek to ktoś wyjątkowy także dlatego, że potrafi myśleć i decydować. Sensem świadomości i wolności człowieka jest zdolność do tego, by kochać i by przyjmować miłość. Tylko osoba może kochać i tylko osobę można kochać. Być osobą to być kimś, w kim wszystko woła o miłość i kto za pomocą wszystkiego, co ma, potrafi miłość wyrażać. Gdy kocham całym sobą, wtedy żadne instynkty, popędy, hormony, feromony czy uczucia nie przeszkodzą mi w troszczeniu się o własny rozwój oraz o rozwój tych, których kocham. Nieistotne stają się „opinie”. Istnienie osoby nie jest zrozumiałe poza miłością, a rozwój osoby poza miłością nie jest możliwy.


Człowiek jest nie tylko kimś wielkim, ale też kimś zagrożonym. Jest kimś, kto potrafi wyrządzić krzywdę nie tylko innym ludziom jak myśli – ale również samemu sobie. Taki właśnie człowiek – niezwykły choć nie bez grzechu i słabości – jest powołany przez Boga do świętości. Niestety, często świętość kojarzy się z cierpiętnictwem, z pokornym dźwiganiem krzyża, a nawet z niechęcią do życia doczesnego. Tak nas nauczono i przypomina nam się na każdym kroku.

Widzisz tego Pana na krzyżu syneczku? Był taki dobry, że mówili o nim święty. Dlatego powiesili go tak żeby wszyscy dokładnie widzieli, najpierw oczywiście go należycie torturowali na oczach wszystkich. Powiesili aby świecił przykładem – żeby ludzie pamiętali o tym, jaki dobry był, ten święty.

Jak się będzie bardzo starać i ciężko pracować to kto wie? Za parę lat może i ty będziesz wisiał gdzieś w jakiej budzie. Ale to zarezerwowane dla świętych.

 

Chrystus upewnia nas o tym, że świętość to najpiękniejsza normalność, jaką może osiągnąć człowiek. To normalność oparta na respektowaniu norm Ewangelii oraz na byciu sobą, życiu w zgodzie ze sobą i miłości – do siebie, bliźniego i Boga. Swoją mocą, mądrością i dobrocią przemieniał On tych, których spotykał. Dawał przykład. Ludzie szlachetni fascynowali się Jego słowami i czynami, a ludzie fałszywi wpadali przy nim w popłoch chociaż on nigdy nic złego nikomu nie zrobił. Człowiek zły wpada w popłoch przy dobrym bo widzi siebie w jego odbiciu, brzydzi się tym widokiem ale to ten, który mu to pokazał jest winny – na niego kieruje swą nienawiść. Nienawidzi go, nienawidzi miłości, nienawidzi siebie..


Święty to ktoś podobny do Jezusa, czyli ktoś dobry i mądry jednocześnie.

To ktoś, kto staje się najpiękniejszą wersją samego siebie. To ktoś, kim fascynują się ludzie dobrej woli i na którego grzesznicy przygotowują zasadzkę. Święty to ktoś, kto w błogosławiony sposób żyje w twardej rzeczywistości. To ktoś, kto jest panem samego siebie. To ktoś, kto jest dla innych mądrym darem, ale kto nigdy nie staje się naiwną ofiarą. Do takiej świętości jest powołany każdy człowiek: każdy wychowawca i każdy wychowanek.

Każdy tak może. Świat byłby rajem.

Tak bardzo boicie się figury trupa na krzyżu?


On zginął bo poświęcił się w imię miłości.

Skoro oddał życie to chciał wam chyba przekazać coś ważnego w ten sposób?

Myślisz, że zrobił to po to abyś stał się jego dłużnikiem, obciążonym winą za jego śmierć? Czujesz się winny jego śmierci ? Tak ci powiedzieli: to grzech pierworodny, zabiliście go - jesteście przeklęci.

A zabiłeś go ?

Nie, ty teraz go zabijasz.

Zabijasz siebie w sobie, nie wierzysz w Boga, nie wierzysz w siebie,

nie wierzysz w miłość. Nie ma cię, nie istniejesz. Zabijasz siebie a przy tym zabijasz cząstkę tego, który oddał życie za miłość, miłość również do Ciebie.

Kochał Boga – kochał Ciebie bo rozumiał, że on to ty, inny on. Jedność.

Dostrzeż w innym człowieku siebie a łatwiej będzie ci go zrozumieć i pokochać.

Zrozumiesz i pokochasz bliźniego, zrozumiesz i pokochasz siebie – pokochasz siebie – pokochasz i poznasz Boga. Bóg jest MIŁOŚCIĄ. MIŁOŚĆ najważniejszym nieopisanym istniejącym prawem. Prawem nadrzędnym mającym moc zmiany wszystkich innych. Miłość przenosi góry. Miłość tworzy nowe życie. To nie domena tylko Boga – dawać życie, kreować rzeczywistość – to coś co może każdy z nas.

Miłość jest dla wszystkich, za darmo.

Wystarczy po nią sięgnąć. To wszystko.

Kiedy sprawy się tak skomplikowały ?

Kochajcie się, nie krzywdźcie bliźnich. Bóg jest w was, zawsze tam był.

Bóg jest miłością. Bądźcie miłością a dostąpicie boskości.

Podobne artykuły


14
komentarze: 11 | wyświetlenia: 821
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 767
13
komentarze: 0 | wyświetlenia: 830
12
komentarze: 2 | wyświetlenia: 657
12
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1297
12
komentarze: 12 | wyświetlenia: 583
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 121
12
komentarze: 18 | wyświetlenia: 1360
12
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1211
11
komentarze: 3 | wyświetlenia: 737
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 507
11
komentarze: 0 | wyświetlenia: 882
11
komentarze: 1 | wyświetlenia: 641
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 788
11
komentarze: 4 | wyświetlenia: 288
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Jejku ...
Ale dużo gadasz. Pogubiłeś się w tym gadaniu.
Moja rada ... Poczytaj "Kurs cudów".

  B777,  23/09/2017

Dziękuje za radę :) "Kurs cudów" to jednak nie moja bajka :) Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego!!!



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska