Login lub e-mail Hasło   

O sobie i ojczyźnie

Przemija dzień za dniem,czego wczoraj nie widziałem dzisiaj wiem
Wyświetlenia: 679 Zamieszczono 19/11/2017



Lata lecą .Wzrok mętnieje. Literek nie dostrzegam,ale dzieciństwo jak bożą krowkę na dłoni, mamę z sierpem w srod kłosow zborz,bockow na kominie i pamiętam jak ,ziemię do kołchozu zabrali ,a szablę ułanską ojca połamali,mama świętą dziewicę o ratunek błagała, suchary na Sybir rychtowała ...ale los był łaskaw, na jasnym niebie samoloty pojawiły, bomby rzuciły, strzecha słomiana z gnizdem bocków spłonęła, a czerwonoarmisci na wschod pieszchali,w lasach chronili.

Ojciec obok spalonej chałupy ziemiankę kopał a na kominie bocki gniazda wiły. Czy enkawudzisci ich na białe niedzieie wywiozą -pytałem ojca?
Los - był łaskaw.Bocki powiększyły rodzinę,młode klekatały , z rodzicami na mokradłach zabki połykały,jesienią sejmnikowły i do ciepłych krajow uleciały.A jak znów wrociły , wyjeżdzalismy do drugiej ojczyzny, żegnałem ich ze łzami w oczach.
Na zienmach poniemieckich bocianów i skowronków takich nie spotkałem .
W 75 roku życia stanęłam na ziemi dzieciństwa ,po ziemiance i kominie sladu nie było,rosly klony i brzozki, a pola gdzie świstała kosa ojca i piosenki skowronka rozlegały ugorem stały .Czas wykancza nie tylko nas -powiedziałem sobie smutnie .
Dzis w bujanym fotelu kartki z kalendarza zrywam ,lat nie liczę i w miłośc ojczyzny nie wierzę, oczarowany historią szabli ojca - szarzowalem i pięć lat za to kiblowałem, za ojczyznę giną kmiotki ,a sukcesy zgarniają skurwysyny.
Kiedy patrzę na pisowskich janczarów z kolczykami w nosie i obłędnym wzrokiem -ogarnia przerażenie,dać im broń,a zakatrupią drugi sort do kilku pokolen w stecz,w imię oczywiscie śławetnj miłosci katolickiej i obornie cnoty panny częstochowskiej .
Uśmiecham jednak do siebie,usmiech nic nie kosztuje,a znaczy więcej niż koscielny znak pojednania "i wspamniana miłość ..
Czasu nie zatrzymam , koszmarów przeszlosci nie zlikwiduję, świadomosci Rodakow nie zmienię,świata nie zmienię ale siebie naprawiam- rano - zajmuję kolejkę do łekarza rodzinnego po skierowanie do ortopedy ,a tam połroczna kolejka, do sanatorium dwuletnia. Starość bozia sknocił i nie przeprosił ma polski charakter -czuję to na własnej skórtze .Ale na pocieszenie mam - Annę w jej usmiechu moje zbawienie.

Podobne artykuły


17
komentarze: 109 | wyświetlenia: 1101
15
komentarze: 9 | wyświetlenia: 908
14
komentarze: 10 | wyświetlenia: 617
14
komentarze: 22 | wyświetlenia: 917
13
komentarze: 131 | wyświetlenia: 676
13
komentarze: 20 | wyświetlenia: 2969
13
komentarze: 48 | wyświetlenia: 735
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1244
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 835
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1039
13
komentarze: 4 | wyświetlenia: 722
13
komentarze: 10 | wyświetlenia: 865
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 691
12
komentarze: 14 | wyświetlenia: 498
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Pięknie Szymonie opowiadasz, przy boćkach i mnie łezka się zakręciła:-)...no, a ta Anna?...oj niegrzeczny Szymcio...no, no:-) https://m.youtube.com/watch?v=(...)1zExHoE

@szubrawiec: Miło t o słyszeć,wielkie dzięki za [piosenki i film,serdecznie pozdrawiam

kolejne wielkie dzieki Szymonie za te slowa. lzej zyc kiedy sie to czyta.

@miro von kässelbach: Jesteś mnie super miła,cenię twoje myśli o przeszłych i tych czasach,pozdrawiam



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska