Login lub e-mail Hasło   

Strajkujące dzieci na ulicach wielkiego miasta

Strajk dzieci w Nowym Jorku w roku 1899. Protest ten pozostał w pamięci amerykanów. Czy dzieci mogą wygrać z potentatem prasowym?
Wyświetlenia: 657 Zamieszczono 18/12/2017

Strajk dzieci w Nowym Jorku w roku 1899, to nie był pierwszy, ani ostatni strajk gazeciarzy. Ten strajk był jednak wyjątkowy i pozostał w pamięci amerykanów. Nagrano o nim dwa filmy, był kanwą komiksów, tematem książki i musicalu. Film Disneya z 1992 roku i musical pokazuje pięknych chłopców, którzy walczą z niemoralnym potentatem prasowym. Po kilku zwrotach akcji wygrywają. A głównego bohatera podziwia i zakochuje się w nim, piękna dziewczyna. A jak wyglądało to naprawdę i czy rzeczywiście wygrali? Czy dzieci mogą wygrać z potentatem prasowym? I najważniejsze w tym wszystkim, dlaczego zaczęła się ta wojna?

Przedstawienie przeciwników.

Joseph Pulitzer, był amerykańskim dziennikarzem i wydawcą, urodzonym na Węgrzech (to twórca nagrody Pulitzera, najważniejszej nagrody amerykańskiego dziennikarstwa). W 1883 roku kupił podupadającą, wychodzącą w Nowym Jorku, gazetę "The World". Szybko stała się ona jedną z dwóch najbardziej poczytnych gazet tamtych czasów (obie z Nowego Jorku, druga to "The Morning Journal" Williama Randolpha Hearsta). Pulitzer stał się bardzo bogatym i wpływowym człowiekiem. W czasach bez radia, telewizji, jego gazeta miała zaspokajać głód informacji, ciekawość ludzi, publikować ogłoszenia i reklamy (to główne źródło pieniędzy dla właścicieli gazet), ale ta gazeta miała też „wciskać”/kształtować opinie, jako obiektywne oceny wydarzeń i fakty. Pulitzer wprowadził też innowacje w wyglądzie gazety. Na pierwszej stronie dawał krzykliwe tytuły, wielkie zdjęcia i nagłówki banerowe (odsyłające do artykułów na innych stronach) a w treści gazety umieszczał sensacyjne artykuły, tym przyciągając czytelników (dziś taki układ pierwszej strony stosują wszystkie gazety, w tym internetowe). Tym, którym „użyczał” swojej gazety, dawał do zrozumienia, że sprzedaje się nie samą gazetę i miejsce na jej stronach, ale jej wpływ na ludzi i to na tym zarabia pieniądze wydawca (propagując innych, ich produkty, interesy). Pulitzer mawiał: Prasa ma władzę, bo może kierować ludźmi, mówi im, co mają myśleć i jak głosować..., a w perspektywie, to jego gazeta kształtuje przyszłość miasta.

Gazeciarze, były ich tysiące w Nowym Jorku. Często były to sieroty lub porzucone dzieci, czasem utrzymywały swoją pracą matki i rodzeństwo, ci lepiej zarabiający mieszkali w płatnych noclegowniach, ci źle zarabiający mieszkali na ulicach. Gazeciarzami bywały też dziewczynki i dzieci z „lepszych” domów. Dzieci na sprzedaży gazet mogły zarobić i dla wielu z nich był to jedyny sposób na zarabianie uczciwe pieniędzy. Reklamowali gazety, zachęcając przechodniów do ich kupna, także kupna w sklepach. Wstawali bardzo rano, by kupić gazety i sprzedawać je idącym do pracy. Obszarpańcy poznawali brutalne zasady życia i doświadczali razów od rzeczywistości, w tym tej ekonomicznej, a nie tylko od pogody i kontaktów z różnymi ludźmi. Ilość sprzedanych gazet zależała od miejsca sprzedaży (o te dobre walczono), od chwytliwości tytułów, od jakości tekstów, od wydarzeń na świecie, od pogody. Więcej sprzedanych gazet, to większy zysk, jednak wydawcy nie przyjmowali zwrotu gazet, a gazeta wczorajsza nadawała się jedynie do pakowania towaru. Dzieciaki szukały więc klientów, czasem do późna w nocy, a gdy im nie udało się sprzedać całego towaru, tracili pieniądze.

Obrotny gazeciarz w dobrym punkcie mógł sprzedać dziennie do 100 gazet, jednak takich było niewielu. Ci wyjątkowi zarabiali nawet 50 centów dziennie (miesięcznie zarabiali do 15 dolarów i mogli pozwolić sobie na dobre buty, odzież, wykupienie miejsca w noclegowni). Większość sprzedawała do 50 gazet, ale wielu było takich, którzy sprzedawali 20 gazet dziennie, ci drudzy zarabiali do 25 centów, a ci w kiepskich miejscach nie więcej niż 10 centów dziennie, to dawało im ok. 3 dolarów miesięcznie, ale jedynie wtedy, gdy sprzedawali codziennie wszystkie gazety. Wydaje się to mało, jednak tamtejszy cent wart był dzisiejszą złotówkę. To ci najsłabsi zarabiali do 300 zł miesięcznie, a to było dla nich, już coś.

 

Przyczyna konfliktu

W roku 1898 nadszedł czas dobrej koniunktury w sprzedaży gazet. Nakłady i popyt raptownie wzrosły. Powodem była wojna hiszpańsko-amerykańska (tytuły były bardzo dramatyczne i łatwo było sprzedać gazety). Pulitzer pomyślał, że mógłby zarobić więcej. A mógłby zarobić na gazeciarzach. Pulitzer nie był człowiekiem z empatią. Był twardym biznesmenem, dziś ktoś powiedziałby psychopatą/egoistą. Ceny gazety nie mógł podnieść (czytelnicy przeszliby do konkurencji, albo przestaliby kupować Worlda). Tak samo było z cenami reklam. Postanowił zmienić cenę pakietu gazet dla gazeciarzy. Pakiet 100 gazet kosztował 50 centów, postanowił zwiększyć cenę takiego pakietu do 60 centów, obcinając zysk dzieci o 20%. Aby jego gazeciarze nie przeszli do konkurencji, porozumiał się z innymi wydawcami i oni też zwiększyli cenę pakietu gazet o taką samą kwotę, stawiając „małych dystrybutorów” w sytuacji bez wyjścia. (Na innej amerykańskiej stronie podają, że wydawcy zwiększyli cenę pakietu gazet do 65 centów, a na jeszcze innej, że w czasie wojny hiszpańsko-amerykańskiej podniesiono cenę pakietu do 85 centów, być może cena zmieniała się w czasie i po wojnie zatrzymała na 60 centach?)

Czy gra Pulitzera warta była świeczki? Zabierać dzieciom pieniądze? To trochę niemoralne. To było 10 centów od 100 gazet. Na dzisiejsze ceny, to dziesięć groszy od gazety. Pulitzer umiał liczyć.

Gazeciarze sprzedawali nie mniej, niż czterdzieści tysięcy gazet dziennie, a często dużo więcej. Przed świtem, przybywali do drukarni, przeglądali tytuły i ustalali, ile egzemplarzy uda im się sprzedać. Wychodziła ona siedem dni w tygodniu i przez cały rok. 40x7x64=14,5 tyś dol.

Rocznie dawało to Pulitzerowi co najmniej 15 tysięcy dolarów dodatkowego zysku odebranego z prowizji dzieci (na dziś, to byłoby minimum 15 mln zł). Jak to wygląda, przy dochodach gazeciarzy od 3 do 15 dolarów miesięcznie? Pulitzer wytłumaczył im, dzieciakom, że różnice w zarobkach wyrówna wzrost sprzedaży i większe ich zaangażowanie w pracę. I tak było, zarabiali tyle samo, a może i więcej, ale do czasu zakończenia wojny, która przyciągała uwagę ameryki i nagle nakłady spadły do poprzedniego poziomu. Niektórzy wydawcy obniżyli cenę za pakiet gazet, jednak dwóch potentatów, tego nie zrobiło: Pulitzer i Hearst. Gazeciarze stracili 20% swojego zarobku. Ci, którzy zarabiali do 300 zł miesięcznie, teraz zarabiali do 240 zł, wciąż sprzedając tę samą ilość gazet, dla nich to było, żyć albo nie żyć (ok. 8 zł na dzień).

Początek wojny

Tu pojawia się bohater. Nie jest to Jack Kelly (jak wynikałoby z filmu i musicalu). Przywódcą strajku a i zapewne też jego inicjatorem, był Ślepy Kid - Kid Blink, niewidomy na jedno oko dzieciak-gazeciarz, nazywał się naprawdę Louis Ballatt. Rozumiał sytuację i umiał przemawiać. Zaproponował, aby nie kupować gazet do sprzedaży, a pójść i porozmawiać z Pulitzerem. Chciał przedstawić mu ich punkt widzenia. Jak można przewidzieć, przedstawiciele Pulitzera nie podzielali poglądów gazeciarzy i ich pomysł z rozmową nie rokował nadziei na sukces. Kto chciałby stracić, wyciągnięte od kogoś, piętnaście milionów złotych? Obszarpańcy wybrali przedstawicieli i ci poszli. Jednak ich do Pulitzera nie dopuszczono, a gdy się stawiali, użyto siły i wyrzucono z budynku.

Gazeciarze – Pulitzer 0 – 1

Były dwie możliwości. Mogli pogodzić się z krzywdą, albo sprzeciwić się temu co się działo i zaostrzyć konflikt. Zapewne tamtego dnia Blink powiedział co myśli o zaistniałej sytuacji i przekonał innych do podjęcia walki. Kid Blink występował potem wielokrotnie z charyzmatycznymi przemówieniami. Co mogli zrobić? Wydaje się, że niewiele. Jednak czytali gazety i wiedzieli, że strajkujący pracownicy tramwajów, biją łamistrajków i blokują tory. Poszli w tym kierunku i przygotowali plan na następny dzień (planowane i celowe działanie, było ich głównym atutem).

Następnego dnia przed świtem pojawili się tłumnie przed wejściem do drukarni z tonami gnijących owoców i warzyw, przyniesionymi ze śmietnika miejskiego targowiska. Przekonywali niezdecydowanych i obrzucali wchodzących i wychodzących z gazetami z punktu dystrybucji. Byli uciążliwi, zrobiło się brudno i pokazali swój sprzeciw. Nie musieli bić łamistrajków, gdyż brudnej i cuchnącej, czy mokrej gazety, nikt raczej nie kupi. Nastąpił pierwszy dzień paraliżu w sprzedaży The World. Gazeciarze Pulitzera zniknęli z ulic miasta. Policja nie interweniowała, a jedna gazeta napisała o proteście. Taki był bilans tego dnia.

Gazeciarze – Pulitzer 1 – 1

Następnego dnia sytuacja się powtórzyła, tyle że gazeciarze wywalali z wyjeżdżających z drukarni wozów pakiety gazet i rozrzucali je po dziedzińcu drukarni i ulicy. Wykrzykując hasła: „Nagłówki nie sprzedają gazet. Gazeciarze je sprzedają”, „Jak my nie sprzedajemy gazet, nikt nie sprzedaje gazet”. Pojawiła się policja, jednak w małej ilości, a na jej widok manifestanci zaczęli uciekać. Pierwszą ofiarą po stronie manifestantów został kulawy dzieciak, który z powodu swoich ograniczeń, nie był zbyt mobilny. Ofiara po stronie gazeciarzy wylądowała w przytułku, który przypominał dzisiejszy poprawczak. Jednak zwycięstwo w bitwie, było po stronie gazeciarzy.

Gazeciarze – Pulitzer 2 – 1

Pulitzer nie myślał iść na ustępstwa, a rozwiązać sprawę szybko, zdecydowanie, własnymi „rękami”. Strajkujący też myśleli o tym, co zrobić. Ktoś zaproponował, by wciągnąć do strajku gazeciarzy Hearsta, ktoś że także z innych gazet, które nie obniżyły cen, a ktoś, że wciągnąć wszystkich gazeciarzy w mieście, bo to wyjdzie im na wspólną korzyść. I strajkujący gazeciarze wysłali wici.

Następnego dnia przed świtem, przed bramą drukarni, strajkujących gazeciarzy było więcej niż dzień wcześniej, tłumy. Plan strajkujących był taki sam. Na ten tłum, nie był przygotowany Pulitzer, ale ogólnie był już przygotowany. Wynajął grupę ludzi z pałkami, by obili i rozgonili protestujących. Policja przeganiała natomiast gapiów i nie pozwalała fotografować zajścia. Akcja wydawała się być sukcesem. Duże chłopy z pałkami uderzyli zdecydowanie na tłum dzieciaków, który rozpraszał się pod uderzeniami pałek, uciekali. Na placu pozostało niewielu, tych najbardziej twardych chłopaków. Jednak to nie były dzieci z dobrych rodzin. Te które uciekły, wracały z kamieniami, kijami, deskami… . Nie jest przyjemnie dostać kamieniem w głowę, a chuliganów z każdą chwilą przybywało. Policja znikła i można było fotografować. Wygrały dzieciaki, ale doświadczenia tego dnia i nawet wygrana nie zachęciły ich do kontynuowania tej samej formy protestu i w tym samym miejscu. Nie chcieli bijatyki. Znowu o nich napisano. To raczej był remis.

Gazeciarze – Pulitzer 3 – 2

Następnego dnia i w kolejnych pod samą drukarnią był spokój i faceci z pałkami mieli lekko. Ale atak nastąpił na transporty gazet na mieście. W kolejnych dniach zablokowano nawet most Brookliński na wiele godzin, w tym raz, na cały dzień, manifestując na nim i zatrzymując ruch wraz z dystrybucją gazety Pulitzera dla większości miast Nowej Anglii. Dzieci organizowały wiece. Hearst i Pulitzer wynajęli ludzi, by rozbijali te manifestacje i chronili dostawy gazet. Jednak kilka akcji przyciągnęło ponad 5 tyś gazeciarzy. Były manifestacje pod gmachami redakcji i mieszkaniem Pulitzera. Ofiary w potyczkach z ochroniarzami, były po obu stronach, ale sukces przeszedł na stronę dzieciaków.

Gazeciarze – Pulitzer 4 – 2

Tu jednak nastąpiła zmiana. W czasie niszczenia gazet i blokowania transportu, trudno było zorganizować skuteczną akcję z pałkami, a i siły Pulitzera były za małe. Pulitzer zorganizował spotkanie z Hearstem i innymi wydawcami, i zaprosił na nie burmistrza, przypominając mu, że zbliżają się wybory… . Więc powinni coś wspólnie zrobić z problemem gazet i miał plan. Gazeciarze organizowali wiece i manifestacje. Na zorganizowany wiec miała uderzyć policja i ochroniarze Pulitzera i Hearsta, aresztować przywódców i kogo się da. Resztę wypałować i powtarzać to do skutku. Pretekstem do użycia policji miał być fakt, że wśród gazeciarzy są uciekinierzy z przytułków i sieroty, które powinny trafić do przytułków, a poniekąd są to przestępcy, którzy niszczą czyjąś własność. Można już było zaatakować, akurat spokojnych, nieuzbrojonych manifestantów i to z aparatem przemocy państwa.

Burmistrz znając siłę prasy i czując naciski, zaakceptował plan Pulitzera. Manifestację zorganizowaną przez dzieci zaatakowało kilkuset pieszych policjantów i ochroniarze wynajęci przez gazety. Natomiast ulice idące od miejsca akcji zablokowały konne odziały policji z długimi pałkami. Pogrom był kompletny. Złapani, byli różnie traktowani. Masowo stawali przed sądem i bez obrońcy, hurtowo dostali grzywny z zamianą na areszt. Inni szli do przytułków (poprawczaków raczej), gdy byli sierotami lub bezdomni i mieli po kilka lat. Przywódcom zaproponowano, by stali się łamistrajkami, albo pójdą pod sąd za podjudzanie do niszczenia prywatnego mienia. Wielu po prostu wróciło z manifestacji z przetrzepanym grzbietem, złamaną ręką, czy spuchniętą głową i nie miało chęci powtórzyć tego nieprzyjemnego doświadczenia, nawet z deską w ręku.

Gazeciarze – Pulitzer 4 – 3

Strajk trwał nadal, ale protestujących na ulicach dzieci zdecydowanie ubyło. Policja i ochrona działały brutalnie. Pulitzer i Hearst próbowali zatrudnić jako gazeciarzy dorosłych, ale nie było chętnych. O atakach policji na dzieci nie napisała żadna gazeta w USA. Zadbał o to Pulitzer. Niektórzy ludzie o tym jednak wiedzieli. Atmosfera była cuchnąca, ale zwycięzcą kolejnej bitwy był Pulitzer.

Gazeciarze – Pulitzer 4 – 4

Strajk trwał nadal, ale manifestantów ubyło. Cały strajk dzieci trwał dwa tygodnie. W tym czasie gazeta Pulitzera straciła 2/3 obrotu. O strajku i manifestacjach podobno usłyszał Gubernator Teddy Roosevelt i stanął po stronie gazeciarzy. Być może, to był dobry pomysł, aby gubernator mógł pokazać się w dobrym świetle, aby potem startować na stanowisko prezydenta? Faktem jest, że Pulitzer poszedł na pewien kompromis, też nie opłacał mu się ta walka i chciał jej końca. Cena pakietu gazet pozostała bez zmiany, ale gazeciarze mogli od tego czasu oddawać niesprzedane gazety. Obniżyło to ich ryzyko i ponoszone straty finansowe. Nie musieli już szukać po zmroku klientów.

Wyszedł remis.

Według filmu i musicalu, Pulitzer obniżył cenę za pakiet gazet, a aresztowanych gazeciarzy wypuszczono z więzienia. To pierwsze nie jest prawdą, a czy wypuszczono złapanych z wiezień i przytułków, nic o tym nie ma pewnego, być może? Należałoby głębiej wgłębić się w temat.

W następnych latach w USA zdarzały się strajki gazeciarzy, ale nigdy już tak zorganizowane i efektowne, choć w jednym przypadku manifestanci podpalili redakcję gazety.

Zwróćcie uwagę na twarze dzieci na zdjęciach. Niektóre są twarzami dorosłych, inne są smutne i myślące, inne zaciekłe. Widać na tych twarzach osobowość.

Dziś gazetę Pulitzera przypomina Gazeta Wyborcza (Opiniotwórcza. W okresie tworzenia bańki na rynku nieruchomości (do końca) z całostronicowymi reklamami deweloperów i artykułami, że ceny mieszkań będą rosnąć, a mieszkanie jest bardzo ważne /Wielgo będą rosnąć/), a ogólnie dziś mas-media poszły znacznie dalej. Ich najważniejsze zadanie, to całościowo ogłupić odbiorce, zaburzając jego odbiór rzeczywistości z rozsądnego patrzenia na świat, na postrzeganie „magicznew stylu ich narracji i przywiązać go do siebie iluzorycznymi korzyściami duchowymi.

Mówi się dziś, że media bawią. Tak samo kiedyś przekonywał Pulitzer, mówiąc że dziennikarze reprezentują interes społeczny, ale gazety Pulitzera nie pisały o strajku gazeciarzy (i pewnie o innych sprawach), a w szczytowym momencie konfliktu Pulitzer wpłynął na innych wydawców, by też o tym nie pisali. Ktoś mógłby krzywo spojrzeć na jego gazetę, ktoś inny wyliczyć, ile zarobił na dzieciach, a wizerunek i ilość czytelników, to było dla Pulitzera najważniejsze (aby jego media były opiniotwórcze i dochodowe).

Zdjęcia do art pochodzą ze zbiorów Biblioteki Kongresu. Zdjęcie Ślepego Kida ze strony amerykańskiej Wikipedii

Podobne artykuły


16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 2430
15
komentarze: 25 | wyświetlenia: 2164
15
komentarze: 14 | wyświetlenia: 969
14
komentarze: 14 | wyświetlenia: 2062
14
komentarze: 23 | wyświetlenia: 752
14
komentarze: 8 | wyświetlenia: 976
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 3386
14
komentarze: 59 | wyświetlenia: 592
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 2903
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 539
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





świetny art

Dziękuję za miłe słowa :)

Znakomity artykuł. Każdy. kto uważa, że lewica nigdy nie przyniosła nic dobrego i gadanie o bardziej sprawiedliwym podziale dóbr (czyt. godna płaca za wykonywaną pracę; nie mylić z komunizmem) ideologiczny bełkot, z którego nigdy nic dobrego nie wynikło. Tymczasem ci sami krytycy lewicy korzystają z takich "luksusów" jak normowane godziny pracy, stawki minimalne, świadczenia socjalne (emerytury, u ...  wyświetl więcej

Bardzo ciekawe i wciągające, ale mocno uogólnione, stąd dużo może się mieścić pomiędzy tymi informacjami. Czytając o Pulitzerze, dowiedziałem się (tak pamiętam), że jego matka wyszła za mąż ponownie za także bardzo bogatego człowieka (znajomego byłego męża?) i to ona dała synowi pieniądze na „The New York Word”. Czyli jakby się zgadza, że kupił, ale za jej pieniądze. I z tym, że gazeciarze wygrali ...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska