Login lub e-mail Hasło   

Lustra

To prawda ...mruknął Puchatek spoglądając w lustro i klepiąc się po brzuszku. Nie liczy się rozmiar. Liczy się puchatość - A.A.Milne
Wyświetlenia: 314 Zamieszczono 19 dni temu

Pozbierał rozsypane dni obiecanki cacanki i odszedł.

Skorzystał z jego – głupca nieuwagi,

lenistwa zmęczonego smutkiem,

zadumy, nonszalancji - okrutnej siostry.

            < < < < < < <

Żegnajcie kamraci, bracia, partacze !

Żegnali się bez żalu...

Razem byli ofiarami,

obrazem, mamidłem, przyczynkiem tamtego

wśród godzin pustych,

pretekstem grzechu, stanem zaniechania.

                     >  > > > > > >

Zawsze obiecywał mu symetrię i zawsze kłamał.

Teraz znów zostawił go z twarzą krzywą od bólu

i niespełnionych dni,

może na pociechę, z dominującymi źrenicami oczu

niespokojnych

z lewej do prawej, wprost.

Konfiguracja rysów zmieniała się jak w złym oświetleniu

a czas był tak bezczelny od trwania,

że jego przypisanie stawało się nieomal stygmatem.

                      > > > > > > >

Nosem dotknął lustra - nawyk niedowiarka

chciał sprawdzić:

zaorana siatka spękań wzdłuż – wszerz - w przekątnych spleciona...

Zawsze miał nadzieję, że to tylko pęknięcia starego szkła,

złudzenia,

że tylko iloczyny spojrzeń płatają mu figle,

pasując do luster,

ostrzegały go o tym migocząc na dnie oczu igłami złotymi.

                               > > > > > > >

Wbił źrenice w odbicie, które przeciągnęło je do innego planu -

starego obojętnego zegara wędrowcy.

Wczoraj widział

jak jego powykrzywiane wskazówki dopełzały

do roku podarowanego awansem,

nadziei przynależnej, jedynej, niepłatnej

przyznawanej za bezcen

aż wielu nie mogło zrozumieć nowej ceny.

                     > > > > > > >

Ta... tak... szeptała twarz – masz – mnie -

jestem najbardziej wierną, bo jedyną, nasyć się mną...

Chciał jej dotknąć ale okrutne lustro

odpowiedziało i tym razem chłodem obojętnym.

Wiedział od zawsze, że obojętność

jest pierwszą, maleńką śmiercią.

              > > > > > > >

Otworzył drzwi żeby zachłysnąć się świtem noworodka

do nóg przyczłapał mu z sąsiedztwa stary, głuchy, zaprzyjaźniony pies

geniusz, on jeden nie znał fałszu.

Pomerdał ogonem i polizał dłoń

pamiętał że dostanie resztę z wczorajszego.

                          > > > > > > > 

Ogłuszone ptaki jeszcze spały.

inne uciekły od huku.

Cofnął się do sieni,

z półki spadła książka.

Otworzył ją - dlaczego ta ?

nie pamiętał jej treści...

Kartki zaszeleściły brakiem odpowiedzi.

@JanuszD.

Podobne artykuły


24
komentarze: 31 | wyświetlenia: 2796
16
komentarze: 20 | wyświetlenia: 889
15
komentarze: 9 | wyświetlenia: 555
15
komentarze: 14 | wyświetlenia: 647
14
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1239
14
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1120
14
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1131
14
komentarze: 17 | wyświetlenia: 1291
13
komentarze: 34 | wyświetlenia: 1161
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 446
13
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1061
13
komentarze: 8 | wyświetlenia: 479
13
komentarze: 67 | wyświetlenia: 1273
12
komentarze: 11 | wyświetlenia: 485
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Wiedział od zawsze, że obojętność
jest pierwszą, maleńką śmiercią.<<< znamienne, chociaż nie zgodzę się, że maleńką. Dla mnie, to już sama śmierć

  sanderson  (www),  17 dni temu

Bardzo ciekawa lektura, brawo!

No cóż Braciszku... połączyłeś piękno i geniusz twórcy z beznadzieją życia. Afrodyzjak dla samobójców?

@Marcin Sznajder: No właśnie Marcinie Mam dylemat..Stawiam na satyrę obyczajową a wychodzą mi elegie. przez co jestem w noworocznej kropce-))



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2017 grupa EIOBA. Wrocław, Polska