Login lub e-mail Hasło   

Masz w sobie siłę, czyli moje sposoby na przetrwanie.

Nie trzeba brać udziału w sztuce Szekspira, żeby poznać smak tragedii. P oniżej przedstawiam kilka strategii na przetrwanie. Wszystkie osobiście przećwiczyłam. Kiedy wszystko z...
Wyświetlenia: 819 Zamieszczono 15/02/2018

Nie trzeba brać udziału w sztuce Szekspira, żeby poznać smak tragedii. Poniżej przedstawiam kilka strategii na przetrwanie. Wszystkie osobiście przećwiczyłam.

Kiedy wszystko zawodzi, tworzę.

Kryzys kojarzony jest z bezsilnością, niemożnością wprowadzenia zmiany, pustką. Nie mam tutaj na myśli depresyjnego stanu jednostki. Raczej egzystencjalną sinusoidę, gdzie pod wpływem jakiegoś zdarzenia nagle wszystko się zapada. Traci się grunt pod nogami i choć jeszcze przed chwilą mogliśmy być szczęśliwi i mieć wszystko, nagle zastajemy ruinę... 

W każdym momencie, kiedy czułam się bezsilna, tworzyłam. Znajdowałam w sobie taką przestrzeń, na którą nikt inny nie miał wpływu. Z niej czerpałam inspirację i siłę. Chwytałam długopis bądź siadałam przed klawiaturą i pisałam. Nie dbałam o prestiż i uznanie. Tworzyłam dla siebie. Dla uczucia wolności. Dla wzmocnienia. Dla poczucia, że nadal to ja sprawuję kontrolę nad swoim życiem. 

Kryzys uderza? Dbam o siebie.

W trakcie kryzysu tracimy mnóstwo sił witalnych. Im większy szok przeżywamy, tym mniej mamy determinacji. Często chcemy schować się pod kołdrą i nic nie robić. To swoisty protest przeciwko problemom, które nabrały monstrualnych rozmiarów. Także nasze ciało zaczyna się buntować i pyta: "Po co się starać?"

Kiedy czułam się porażona problemem, jak gdyby sam piorun we mnie trafił, na początku zawsze kończyłam w łóżku. Potrzebowałam samotności i snu. Nie znam osoby, która choć raz nie zareagowałaby podobnie. To taka naturalna reakcja obronna organizmu. Jednak co potem? Ja prędzej czy później wstawałam i "brałam się do roboty". 

A kiedy już stałam prosto, mogłam okazać sobie większą troskliwość. Nie było to łatwe, bo kryzys przysłania sens dbania o cokolwiek. Może dlatego z każdym kolejnym powziętym wysiłkiem czułam się coraz silniejsza. Czasem wystarczył drobny gest: nowy makijaż czy wybranie jabłka zamiast chipsów. Miałam odczucie, że z uśmiechem na twarzy i przyzwoitą prezencją zachowuję godność w sytuacji, w której coś próbuje mnie złamać.

Wszystko się psuje? Nie wstydzę się słabości. 

Kiedy patrzę wstecz, wiem, że tolerowanie słabości dawało mi tak naprawdę siłę. Myślę, że dzięki temu człowiek nie kończy ze sznurem na szyi. Przypominałam sobie o wszystkich znanych mi osobach, które kiedykolwiek zawiodły. W ten sposób jednocześnie uczyłam się wyrozumiałości dla siebie samej. 

Tak... Umieć zaakceptować swoje słabości nie jest łatwo. Uważam, że jest to szczególnie trudne w dzisiejszych czasach, kiedy gloryfikuje się "idealne życie": idealny partner, idealny samochód i dom, idealne ciało. Do pewnego momentu to działa, lecz gdy zastaje nas kryzys, wszystkie te ideały zaczynają nam ciążyć. Jak bańka mydlana pękają i tracą dawny urok. W chwili kryzysu łakniemy nie ideału, lecz pochwały przeciętności. 

Dlatego kiedy chciałam wyjść z dołka, szukałam inspiracji w słabości. Czytałam biografie sławnych osób, które odnosiły sukcesy, ale i porażki. Podziwiałam ich hart ducha i zdolność do regeneracji. Pomocy szukałam w ludziach, stanowiących dla mnie wzór radzenia sobie w życiu (co niekoniecznie oznacza nieomylność). Unikałam jak ognia czegokolwiek, co dążyło do potępienia...  

Nie szukam powodu. Ja jestem powodem. 

Odnoszę wrażenie, że każdy następny kryzys przypomina kolejnego papierosa, po który się sięga, przedtem obiecując: "nigdy więcej". To kopniak od życia, przez który traci się siłę woli, lecz czy nieodwracalnie? Nigdy nie wiadomo, kiedy znów nas coś nie osłabi. A im bardziej jesteśmy już poranieni, tym mniej odporni na ciosy. Być może... 

Dlatego ja nie zakładam z góry: "nic mnie nie złamie". Wolałabym w to wierzyć, ale pozostaję sceptyczna wobec jednostek przeświadczonych o własnej sile. Wielokrotnie się przekonałam, że siła to dar. Można tylko dziękować, że nam jej starczyło. 

Każdy kryzys przeżyłam nie dlatego, że dostałam argument "po co". Instynktownie wiedziałam, że jeśli chwycę się jednej zalety, pojawi się milion innych wad, aby obalić przyjętą tezę. Nie ufam argumentom typu: "jesteś piękna i młoda, nie marnuj sobie życia". Co mają powiedzieć "brzydcy i starzy"? Żaden argument nie musi być dobry, aby przetrwać, jeśli nie przemawia do nas samych. Na mnie działa myśl, że muszę iść dalej.

Iść, czyli żyć.

Na koniec, cytując Winstona Churchilla, dodam ku pokrzepieniu:  "Jeśli przechodzisz przez piekło, idź dalej".

Tak po prostu, ale może tyle wystarczy...

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1414
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 794
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1096
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1047
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 359
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 849
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 640
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 473
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1104
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 679
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 446
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 572
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 654
12
komentarze: 31 | wyświetlenia: 656
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





"Jeśli przechodzisz przez piekło, idź dalej" - piękne. Istnieje nadzieja, że dojdzie się gdzieś, gdzie jest lepiej.

@Janusz Nitkiewicz: "Jeśli przechodzisz przez piekło, idź dalej" ..., a może zatrzymaj się i zastanów dokąd zmierzasz ?
https://www.youtube.com/watch?(...)SmbhtRs

  trebor1,  15/02/2018

@pokrzywiony: " a może zatrzymaj się i ..." spłoń :-)

@trebor1: Czy piekło to to samo co płomienie ?

@pokrzywiony: Też tak można. Gdy jesteśmy w piekle i nie wiemy dokąd idziemy. To też zależy od rozumienia słów "przechodzić przez piekło". Gdy rozumie się je, jako, wejść do piekła, to raczej trzeba byłoby wyjść z tego ciepłego miejsca, jak najszybciej, gdy wie się już, że to piekło. A gdy nie wiadomo w którą stronę iść, to w jakąkolwiek, byle nie stanąć i nie zostać.

@Janusz Nitkiewicz: Zasada zachowania zdrowego rozsądku obowiązuje właściwie wszędzie na ziemi i pod, w powietrzu i wodzie, niestety zachowanie tej zasady nie jest intuicyjne trzeba się tego uczyć i nie każdemu wychodzi.
Wpadanie w Panikę i sekwencje nieprzemyślanych czynności jest szkodliwe zwłaszcza w ekstremalnych okolicznościach.
...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska