Login lub e-mail Hasło   

Maltretujący ojciec uniewinniony. "Brak przekonujących dowodów"

Przemoc w rodzinie dopiero teraz wydaje się być piętnowana z odpowiednią stanowczością. Jeszcze kilkanaście lat temu ściganie domowych tyranów wydawało się niemożliwe.
Wyświetlenia: 194 Zamieszczono 21/02/2018

Nauczycielka jednej ze szkół podstawowych w powiecie trzebnickim zauważyła u siedmiolatki ślady, mogące świadczyć o pobiciu. Sińce na twarzy dziewczynki wydawały się niepokojące, dlatego też pani Katarzyna* niezwłocznie skontaktowała się z dyrektorką placówki. Rozmowa z dzieckiem dla doświadczonych pedagożek nie pozostawiała cienia złudzeń – Malwinka* została pobita w swoim domu.

Mimo iż uczennica nie podała żadnych szczegółów powstania obrażeń, konfabulowała w oczywisty sposób ogólnie tylko informując o „zabawie na podwórku i że wpadłam na murek”. Ani pani Kasia ani jej szefowa nie miały żadnych złudzeń co do źródła obrażeń: pobicie. W trybie natychmiastowym do szkoły zostali wezwani rodzice.

Młode małżeństwo już na pierwszy rzut oka nawet dla niedoświadczonej osoby wyglądało dziwnie. Wyjęci nieomalże z żurnala świata mody rodzice, tracili natychmiast swój dobry wizerunek już po kilkunastu chwilach rozmowy. Pani Kowalska* i jej mąż różnili się od siebie diametralnie jeśli chodzi o charaktery, choć ubrania nie pozostawiały wątpliwości – w ich domu nie ma biedy.

Zapytani przez dyrektorkę natychmiast zaczęli kluczyć, a mama Malwinki wyłączyła się z dyskusji na samym jej początku. Widać było, że w domu rządzi Patryk, silnie zbudowany i epatujący samczą wręcz pewnością siebie mężczyzna. Jego starannie niedogolona, wypieszczona twarz to zmieniała się a to w jeden znak zapytania, a to układała we współczującą podkówkę, a to zastygała w zaciekawieniu czy zgrozie. Aktorskie talenty przystojniaka wydawały się oczywiste.

Rozmowa nie wniosła, jak należało się spodziewać, niczego nowego jeśli chodziło o domniemane ślady pobicia dziecka. Matka uczennicy zaprzeczyła, by w jakikolwiek sposób stało się to w rodzinie, podobnie jak i ojciec dziewczynki, w triumfujący sposób widzący swoją przewagę w tej dyskusji. Wszyscy: i rodzice, i córeczka oświadczali, że siniaki na twarzy i ramionach siedmiolatki powstać mogły jedynie w czasie jej zabawy na podwórku.

Takie podanie faktów w żaden sposób jednak nie przekonało ani pani Katarzyny, ani jej szefowej. Po pożegnaniu rodziców obie kobiety, widząc bezsens zawiadamiania policji i kuratorium zwróciły się do pani Nowak*, szkolnej pedagożki, z prośbą o zwrócenie szczególnej uwagi na – ich zdaniem – pokrzywdzoną dziewczynkę.

W 2012 roku policja** zanotowała prawie 77 tysięcy zgłoszonych przypadków przemocy w domu. Należy wliczyć w to nie tylko przemoc w stosunku do małoletnich, ale także do współmałżonków, rodziców, dziadków i innych osób spokrewnionych zamieszkujących pod wspólnym dachem. W statystyce ofiar przodują niestety kobiety – jest ich ponad 51 tysięcy. Małoletni – ponad 19 tysięcy. I mężczyźni w liczbie około 7,5 tysiąca.

Podejrzanych o przemoc było aż 51531 osób. Z czego znacznie ponad połowa (dramatycznie przeważają mężczyźni) znajdowała się pod wpływem alkoholu. Skutkiem działań policji, sądów i innych organów ponad pół tysiąca dzieci zostało umieszczonych z dala od zagrażających im środowisk. Zostali przygarnięci przez rodziny zastępcze, placówki opiekuńcze, dalszą rodzinę.

Po niecałym miesiącu Malwinka znów stawiła się w klasie z wyraźnymi śladami przemocy. Podkrążone oko, znacznej wielkości sińce na szyi i obu ramionach nie pozostawiały wątpliwości co do charakteru „nabycia’ tych obrażeń. Zarówno pani Kasia jak i jej szefowa we współpracy ze szkolną pedagożką nie zastanawiały się ani chwili. Zgłoszono na policję podejrzenie o pobicie małoletniej, a przybyli do szkoły funkcjonariusze natychmiast zadecydowali o konieczności obdukcji lekarskiej dziecka.

Po zaledwie tygodniu sprawa trafiła do III Wydziału Rodzinnego i Nieletnich w miejscowości T. Według oświadczeń rodziców Malwinki, znów ich córka przewróciła się w czasie zabawy. Ale przeczyły tym oświadczeniom zarówno opinia lekarska, jak też doświadczenia nauczycielek, obeznanych w czasie swej długoletniej praktyki ze wszelkimi chyba możliwymi do uświadczenia przez rozbrykane dzieci kraksami i ich skutkami.

W czasie dwóch rozpraw sąd zadecydował, że nie ma znamion wyczerpujących pojęcie przemocy w rodzinie. Nauczyciele, jako świadkowie w sprawie, musieli odpowiedzieć między innymi na następujące pytania: - Czy widział pan/pani w sposób bezpośredni, jak małoletniej Malwinie K. zadawano jakiekolwiek ciosy mogące spowodować wymienione w lekarskiej obdukcji numer XXX./2014 uszkodzenia ciała?

Czy świadek widział, kto mógł zadać małoletniej obrażenia, skutkujące powstaniem opisanych w rzeczonej obdukcji obrażeń? Jak często Malwina K. pojawiała się w szkole ze śladami mogącymi świadczyć o naruszeniu jej nietykalności cielesnej? Dlaczego świadkowie nie złożyli zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa do właściwego sądu już za pierwszym razem od podjęcia podejrzeń?

Szalę oddalenia pozwu dopełniły zeznania matki dziecka, jej ojca i samej dziewczynki, przesłuchanej przy drzwiach zamkniętych w obecności biegłych. Sąd nie dopatrzył się wyczerpania znamion przemocy domowej, ani jakiejkolwiek przemocy wobec małoletniej Malwiny K. Nie wzięto pod uwagę w stopniu nawet minimalnym (ocena nauczycieli występujących jako świadkowie w obu procesach) ich opinii, dystansując je (również według ich opinii) idiotycznymi pytaniami o to, czy widzieli w domu podejrzanych Kowalskich przemoc wobec małoletniej.

W uzasadnieniu sąd powołał się na brak jednoznacznych świadectw ze strony osób powołanych przez oskarżenia na świadków, również podparł się znakomitą wręcz opinią środowiskową rodziny Kowalskich, zebraną przez wywiad środowiskowy. Sprawę umorzono wobec braku dowodów świadczących o możliwości dokonają przestępstwa.

Malwina K. nadal uczy się w swojej szkole. Grono pedagogiczne jest wyrokiem załamane. Triumfuje ojciec dziewczynki, który samotnie, bez udziału żony uczestniczy w każdej wywiadówce organizowanej przez wychowawczynię klasy. Wyzywająco ubrany, ze szpanerskim stylem bycia właściwym bardziej latynoskim macho niż polskim ojcom, daje odczuć nie tylko pedagożce, ale także wszystkim rodzicom klasy, że od niego i od jego rodziny wara. W myśl zasady: „Nadepnij mi na odcisk, a ja utnę ci nogę”.

Jerzy Wilman, Inn Media Pl

* Imiona i dane osób w tym reportażu zmienione

**Źródło: http://www.statystyka.policja.pl/portal/st/944/50863/Przemoc_w_rodzinie.html

Podobne artykuły


17
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1443
14
komentarze: 33 | wyświetlenia: 1103
14
komentarze: 60 | wyświetlenia: 806
14
komentarze: 21 | wyświetlenia: 1060
13
komentarze: 93 | wyświetlenia: 372
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 651
13
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1124
13
komentarze: 68 | wyświetlenia: 478
13
komentarze: 25 | wyświetlenia: 861
12
komentarze: 72 | wyświetlenia: 456
12
komentarze: 144 | wyświetlenia: 1009
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 666
12
komentarze: 4 | wyświetlenia: 601
12
komentarze: 5 | wyświetlenia: 725
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska