Login lub e-mail Hasło   

Migawki ze szpitala dla obłąkanych

Na psychiczne zaburzenia cierpi podobno jedna czwarta Polaków. Część z nich trafia do tego zamkniętego na cztery spusty miejsca, które niedawno odwiedziłam...
Wyświetlenia: 279 Zamieszczono 12 dni temu

Kruki nad łanem zboża - Vincent Van GoghBudynek, który z zewnątrz wygląda jak twierdza dla skazańców okazuje się być i wewnątrz czymś w rodzaju instytucji karnej - tyle, że ludzie odsiadają tu wyrok nie ze swojej winy. Posępne ściany wysmarowane farbą w kolorze rozmyty beż nastrajają nieco dołująco, ale pewnie tak musi być, pewnie to działa wyciszająco. Ciekawe jak odbierają takie popłuczyny z barw pacjenci z depresją. Bo wszyscy wrzucani są tu do jednego worka śmieci ludzkich jakby. Szpital prowadzi chyba swoistą terapię zastraszania  - chorzy w jednym pokoju bardzo różnią się zaburzeniami - weź się w garść i uciekaj stąd nerwicowcu bo staniesz się jak oni - ci wariaci, którym Bóg odebrał rozum - zdaje się głosić sadystyczne motto tutaj.

Nie wiem jak tu podchodzą do pacjentów lekarze, ale to miejsce robi wrażenie smutnego organizacyjnego chaosu, człowiek nie czuje się tutaj bezpiecznie, nagle słyszę przeraźliwe, wojownicze okrzyki jednego z pacjentów skierowane do personelu. Przerywam rozmowę z osobą do której tu przyszłam - singielką, która obawiała się mężowskiej tyranii i stąd pozostała pracującą kobietą samotną. Pieczołowicie przechowuje zdjęcia swojej wielkiej, jedynej, uparcie niestety żonatej, miłości. Było to lata temu, ale dla niej to wciąż jakby aktualna sprawa. Muzykuje, tęskni za bratem, który pojawia się tu rzadko a jeśli już to z pretensjami o różne sprawy a nie ze swą kojącą obecnością. To jednak nie ludzie a nagłe finansowe zawirowania doprowadziły ją do nerwowego załamania, przynajmniej ona tak twierdzi. Gawędzimy sobie dalej gdy wiadomo już, że skończyło się tylko na słownym ataku. Poznaję wtedy gwiazdę oddziału, która zachowuje się jakby przebojem szła przez życie.

Pierwsza do mnie podchodzi. Wciąż chyba lubi mężczyzn pomimo traumy z ze swoim facetem, który właśnie został ojcem dziecka jej bardzo nieletniej córki - dowiaduję się o tym od innych, sama o tym milczy. Brzydka płeć pomimo wszystko jakby dawała jej jednak siłę i ciągle się zakochuje. Kiedyś pracowała. Jest już mocno po czterdziestce, ale z usposobieniem nastolatki. Lubi markowe ciuchy, kosmetyki, często się przebiera i wszędzie jej pełno. Zaprasza mnie na dyskotekę. Ale kiedy z nią rozmawiam nagle twarz wykrzywia jej taki zupełnie zupełny szloch bezradnego, zrozpaczonego dzieciaka, który odbiera mi mowę. Jestem wtedy z nią na ile potrafię, ale i tak ze swoim problemem pozostanie sama. Nie prześwietlę jej ducha i nie odczuję na sobie jej psychicznych cierpień, one są trochę jak linie papilarne - nie pokryją się z tym co mam czy znam ja. Z czułością mówi o swojej przyjaciółce, którą nazywa swoją matką. I ja będę twoją matką, kiedy będziesz w potrzebie mówi z rozbrajającym przekonaniem. Obok zdjęcia dziecka nosi obrazek Jezusa św. Faustyny - Jezu Ufam Tobie. Bóg jest tu bardzo popularny.

U uroczo uwrażliwionych mężczyzn także - jeden przeprasza mnie parę razy sądząc, że mnie uraził, drugi interesuje się mną tak bezpłciowo, że mnie to ujmuje. Jego wyczuwalna bezinteresowność dotyka mnie do jakiegoś medytacyjnego westchnienia, które przychodzi do mnie wraz z tym człowiekiem. Któregoś dnia dowiaduję się, że rozkochana w miłości gwiazda wyfrunęła stąd w miasto. Nie na zawsze pewnie bo wraca tu raz za razem, ale cieszę się, że poczuła się lepiej. Pamiętam też dobroduszną babcię mówiącą od rzeczy - starszy mężczyzna przychodzący w odwiedziny kraja z troską kanapkę na drobne kawałeczki dla niej. Chcę wierzyć, że to miłość. Coś takiego się przecież czasem zdarza i trwa dłużej niż młodość kobiety. Plecie łagodnie swe bezsensowne opowiastki uśmiechając się do mnie błogo. Dobrze mi w kręgu jej wewnętrznej świetlistości. Kolejny człowiek, który rozpada się tak skandalicznie do części pierwszych niemowlęciu podobnych. Ale babunia nie rozumie chyba gdzie jest i wygląda na szczęśliwą. Znajduje się jakby w innym, niezwykłym stanie świadomości. Święta wariatka. Artystka nieskrępowanych skojarzeń.

Na zdjęciu powyżej obraz  Vincenta van Gogha "Pole pszenicy z krukami". Twórca cierpiał na psychiczne zaburzenia, jak wielu ludzi sztuki.

Podobne artykuły


41
komentarze: 17 | wyświetlenia: 6170
40
komentarze: 9 | wyświetlenia: 87883
39
komentarze: 12 | wyświetlenia: 57881
36
komentarze: 60 | wyświetlenia: 12326
19
komentarze: 19 | wyświetlenia: 2495
32
komentarze: 47 | wyświetlenia: 14030
32
komentarze: 69 | wyświetlenia: 10112
31
komentarze: 68 | wyświetlenia: 10734
30
komentarze: 35 | wyświetlenia: 7747
30
komentarze: 30 | wyświetlenia: 3049
55
komentarze: 83 | wyświetlenia: 10755
31
komentarze: 98 | wyświetlenia: 9124
23
komentarze: 37 | wyświetlenia: 17631
 
Autor
Artykuł



  awers,  11 dni temu

To w naszym kraju temat "tabu". Depresja w Polsce zabija zbyt wielu , a wizyty u psychiatry są wciąż wstydliwym sekretem. Zamiast wspólczucia otrzymać można najczęciej pietno świra. Ale czy trudno tu ześwirować? Gratuluję odwagi, wrażliwości i empatii.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska