Login lub e-mail Hasło   

Wolność błądzenia

Jeśli chodzi o poszanowanie dla różnorodności wyznaniowej czy w ogóle światopoglądowej w obszarze edukacji publicznej jest po staremu, a może nawet gorzej.
Wyświetlenia: 409 Zamieszczono 14/06/2018

W podstawowej publicznej szkole muzycznej mój syn należał do szkolnego chóru. Według dyrektorki szkoły jego głos był w chórze niezbędny. Powiedziała mi o tym, kiedy nie wyraziłem zgody na uczestnictwo syna w występie chóru, jaki miał mieć miejsce w sąsiadującym ze szkołą kościele rzymskokatolickim. Chór miał tam służyć do mszy.

— Ale co panu szkodzi? — pytała mnie dyrektorka, doskonale wiedząc, że choć jestem chrześcijaninem, to nie jestem katolikiem. — To tylko kilka pieśni. A poza tym według regulaminu naszej szkoły muzycznej występowanie w chórze szkolnym to obowiązek i uchylanie się od niego może rzutować na końcową ocenę z zachowania.

Tego już mi było za wiele.

— A słyszała Pani o rozdziale Kościoła od państwa? — zapytałem zdecydowanie. — A o Polsce jako państwie świeckim, neutralnym światopoglądowo? A o bezstronności władz publicznych w sprawach przekonań religijnych obywateli? A może o konstytucyjnym zakazie zmuszania do uczestniczenia bądź nieuczestniczenia w praktykach religijnych?

Dyrektorkę wmurowało.

— Nie miałbym pretensji o występ w kościele, gdyby odbywał się tam przegląd chórów szkół muzycznych lub podobna impreza — kontynuowałem — ale śpiewanie do mszy to ewidentne uczestnictwo w praktykach religijnych, a w przypadku mojego syna nawet w cudzych. A twierdzenie, że brak uczestnictwa syna w tym występie może skutkować obniżeniem oceny z zachowania, to już nic innego jak wymuszanie tego uczestnictwa.

Ostatecznie szkoła musiała ustąpić.

Choć dialog ten miał miejsce jakieś 16 lat temu, to — jak widać — w obszarze edukacji publicznej jest po staremu, a może nawet gorzej, jeśli chodzi o poszanowanie dla różnorodności wyznaniowej czy w ogóle światopoglądowej. Proces katolicyzacji edukacji  postępuje, a od dwóch lat nawet gwałtownie przyśpiesza. Ostatni wykwit twórczości Ministerstwa Edukacji Narodowej w tym obszarze to propozycja pozwolenia katechetom na obejmowanie w szkołach wychowawstwa klas. Czymże to jest jak nie umożliwieniem głównie funkcjonariuszom  największego Kościoła wpływu na wychowywanie nawet tych dzieci, które do tego Kościoła nie należą i które w nauce religii tego Kościoła nie uczestniczą. Wychodzi na to, że czy uczestniczą, czy nie — katecheta wychowawca i tak będzie miał z nimi zajęcia.

Do tego dochodzi propozycja, by poza rekolekcjami wielkanocnymi szkoły „zwalniały” uczniów na rekolekcje adwentowe, a może i jeszcze inne. Używam cudzysłowu, bo szkoła wcale nie puszcza wtedy uczniów samopas, ale wręcz im to uczestnictwo organizuje. Teoretycznie za takie wyjścia całych klas na rekolekcje ma odpowiadać katecheta, ale że klas jest dużo, a katechetów mało, dyrektorzy szkół wyznaczają do tego również innych nauczycieli, w tym takich, którzy nie są katolikami. I znów — czymże to jest jak nie zmuszaniem tych ludzi do uczestniczenia w (cudzych) praktykach religijnych?

Katolicyzacja edukacji publicznej to wycinek, fragment większego obrazu przekształcania kolejnych obszarów życia publicznego w Polsce na modłę wyznaniową, a właściwie monowyznaniową. Prawnego dopasowywania życia wszystkich obywateli — wierzących i niewierzących, a także tych wierzących inaczej niż większość — do ideologii religijnej dominującego Kościoła, czy to w edukacji, czy w handlu, czy w sferze seksu i rodzenia dzieci.

Nie tego uczył Jezus Chrystus. On nie narzucał innym swojego widzenia świata. On z miłością przekonywał, zostawiając ludziom wolność wyboru. Nawet błędnego.

Andrzej Siciński    

 

[Felieton ten został opublikowany w miesięczniku „Znaki Czasu” 4/2018].

Podobne artykuły


34
komentarze: 8 | wyświetlenia: 16753
27
komentarze: 32 | wyświetlenia: 7484
30
komentarze: 6 | wyświetlenia: 14312
19
komentarze: 3 | wyświetlenia: 39565
19
komentarze: 13 | wyświetlenia: 5681
15
komentarze: 21 | wyświetlenia: 6977
9
komentarze: 4 | wyświetlenia: 4827
5
komentarze: 5 | wyświetlenia: 30512
1
komentarze: 0 | wyświetlenia: 7910
39
komentarze: 15 | wyświetlenia: 6526
21
komentarze: 28 | wyświetlenia: 1966
21
komentarze: 18 | wyświetlenia: 1756
18
komentarze: 11 | wyświetlenia: 4406
 
Autor
Artykuł



Tak
Znajoma boryka się teraz z takimi samymi problemami. Czyli chodzeniem na rekolekcje szkoły do kk itp.

Wolność błądzenia - bodajże na wzór skandynawski, pozwoliłbym swojemu dziecku na poznanie innych religii/wyznań, poza dominującą w domu rodzinnym, zwłaszcza w opisanej powyżej sytuacji.
A tytuł w kontekście tekstu powinien brzmieć "zakaz błądzenia".
Dla ciebie miało to charakter uczestnictwa we mszy, a dla syna pewnie tylko uczestnictwa w szkolnym chórze (bez intencjonalnego zaangażowania w ceremonię mszy).

  Hamilton,  17/06/2018

Miałem podobny przypadek. Mój syn chodził do II klasy i na religię. Po jakimś czasie w każdą niedzielę gorąco i nerwowo mnie namawiał bym szedł do kościoła. Okazało się, że ksiądz katecheta krzyczy na dzieci, jeśli któreś z rodziców nie było na mszy. Postanowiłem iść na parafię i porozmawiać sobie z nimi. Nazajutrz spotkałem sąsiada. Wielkie chłopisko jak szafa prawie 2 metry i ze 130 kg wagi. Z g ...  wyświetl więcej

  57kerenor  (www),  18/06/2018

CZŁOWIEK NIEWIERZĄCY, PASTOR ADWENTYSTÓW ANDRZEJ SICIŃSKI!

Pastorze Adwentystów Dnia Siódmego Andrzeju Siciński, napisałeś:

"Nie miałbym pretensji o występ w kościele, gdyby odbywał się tam przegląd chórów szkół muzycznych lub podobna impreza (...) ale śpiewanie do mszy to ewidentne uczestnictwo w praktykach religijnych, a w przypadku mojego syna nawet w cudzych".

A gyby ta

...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska