Login lub e-mail Hasło   

Sprawa o kryptonimie: ”Kukułcze jaja”

Do komisariatu milicji w Karpaczu zgłosiła się kobieta, która poinformowała dyżurnego sierżanta M. Kobrę, że chce zgłosić gwałt dokonany na niej przez żołnierza armii radzieckiej
Wyświetlenia: 645 Zamieszczono 17/09/2018
I. początek śledztwa

1 lipca 1949 r do komisariatu milicji w Karpaczu zgłosiła się kobieta (a właściwie jeszcze dziewczyna), która poinformowała dyżurnego sierżanta Mieczysława Kobrę, że chce zgłosić gwałt dokonany na niej przez żołnierza armii radzieckiej. Mieczysława, przyzwyczajonego do zgłoszeń poważnych aktów szabrownictwa, kradzieży, rozbojów, ewentualnie znalezienia czy odkopania pocisków, czy zagubionych bomb, tak rozśmieszyło dokonane zgłoszenie, że pozwolił sobie na niewczesny żart, że przecież „oddanie się żołnierzowi, to akt patriotyzmu”. Dziewczyna rozpłakała się i wybiegła z komisariatu.

28 sierpnia 1949 r komendant milicji w Karpaczu Józef Malinowski, dostał poufną informację od dowódcy radzieckiej administracji wojskowej okręgu II, oddział w Karpaczu, że w parku znaleziono radzieckiego żołnierza przywiązanego do drzewa, który wykrwawił się na śmierć, po nieumiejętnym wykastrowaniu mu jąder. Dostał rozkaz natychmiastowego podjęcia „tajnych” czynności śledczych i codziennego meldowania o postępach śledztwa. Komendant Józef Malinowski, podobnie jak załoga posterunku milicji w Karpaczu, wywodził się z wojska i nie miał zielonego pojęcia o prowadzeniu kryminalnego dochodzenia, więc po naradzie z prokuratorem Stanisławem Nockiem, postanowili pchnąć sprawę wyżej, do komendy powiatowej milicji w Jeleniej Górze.

Komendant milicji w Jeleniej Górze Bogdan Piotrowki wysłał do Karpacza śledczego Mariana Kalisza, który miał zrobić wstępne rozpoznanie i zapoznać się z tą sprawą. Miał pod wieczór zameldować komendantowi Bogdanowi Piotrowskiemu , czy ta sprawa na pewno podlega ich jurysdykcji. Śledczy Marian Kalisz, po zapoznaniu się ze sprawą i jej możliwymi reperkusjami, pojechał z powrotem do Jeleniej Góry, gdzie zameldował komendantowi B. Piotrowskiemu, że ta sprawa to istne „kukułcze jajo” i poradził , żeby czasem nie zgodził się na przejecie tej sprawy. Trzeba wziąć komendanta J. Malinowskiego na ambicje i wmówić mu, że z takim doświadczonym prokuratorem jak Stanisław Nocek, poradzi sobie ze śledztwem. Albo niech zgłosi sprawę jeszcze wyżej, do komendy wojewódzkiej milicji we Wrocławiu.

Komendant J. Malinowski, nie dał się wziąć „pod włos”, ale „władzy wyższej” nie mógł się sprzeciwić, wymógł więc tylko na komendancie powiatowym milicji, przeprowadzenie jego ludźmi śledztwa w jednostce wojskowej zmarłego żołnierza. Sekcja zwłok nic nowego do śledztwa nie wniosła, żołnierz zmarł z upływu krwi, po nieumiejętnym wykastrowaniu (uszkodzeniu tętnicy żylnej w pachwinie) w nocy z 14 na 15 sierpnia. Wywiad w jednostce wojskowej zmarłego, także nie przyniósł żadnych istotnych informacji, poza jedną , że szeregowiec Iwan Kaliczenko był lubiany i bardzo lubił kobiety. Jednak dopiero odnalezienie dowodu bezpośredniego, przybitych gwoździem do drzewa w parku podsuszonych jąder, ruszyło sprawę do przodu?.

II. Śledztwo

Komendant J. Malinowski, zwołał naradę całej załogi posterunku, z prokuratorem Stanisławem Nockiem. Radziecka administracja nie żartowała i wymagała pilnego postępu w śledztwie, bo tymczasem sprawa plotkarskimi kanałami już się rozniosła i rozrosła do niebywałych wręcz rozmiarów (głoszono, że jakieś „Amazonki”, po oddaniu się żołnierzom, obcinają im jaja. Administracja, obawiała się , że może dojść do jakiś rozruchów, czy samosądu żołnierzy jednostki wojskowej na niewinnych cywilach. Na naradzie zastanawiano się, w jakim kierunku powinno iść śledztwo, jakie zdarzenia i fakty wziąć za pewnik, trop prowadzący do zabójcy czy zabójczyni, nadano też sprawie kryptonim „Kukułcze jaja”. Ustalono, że Mieczysław Kobra będzie zastępcą śledczego i jednocześnie koordynatorem śledztwa zbierającym, kompletującym i protokołującym wszystkie udostępnione informacje, przesłuchania i wyniki dochodzeń w tej sprawie, że śledztwem pokieruje komendant J. Malinowski, przy pomocy prokuratora Stanisława Nocka.

Prokurator Stanisław Nocek, zwrócił uwagę zebranym, że mało wiadomo o zmarłym żołnierzu i zaproponował nieoficjalne śledztwo w jednostce radzieckiej kogoś, kto dobrze zna język rosyjski i na co dzień obcował z żołnierzami Armii Czerwonej. Na ochotnika zgłosił się Mieczysław Kobra, któremu zlecono zadanie zaprzyjaźnienia się (a miał tęgą głowę), z kolegami zmarłego żołnierza i dowiedzenia się, co mogło być powodem takiego potraktowania denata.

Mieczysławowi Kobrze, trzy dni zabrało zdobycie  (po pijaku) tych informacji. Dowiedział się od kolegów zmarłego, że był on niezłym jebaką i w pogoni za kobietami, nie raz dopuszczał się gwałtu. Gdy po wyleczeniu kaca Mietka, komendant J. Malinowski zwołał następna naradę, ustalono nowy kierunek śledztwa – znalezienie kobiet pokrzywdzonych (zgwałconych) prze denata i przesłuchanie ich i ich partnerów (mężów) na okoliczność alibi w czasie (dniu) popełnienia przestępstwa. Przewertowano księgi zgłoszeń, jednak nie znaleziono żadnego zapisanego zgłoszenia gwałtu, dokonanego przez żołnierzy radzieckich.

Sprawdzono też księgi zgłoszeń przestępstw rozbójniczych w powiecie, jednak i tam nie było żadnego zgłoszenia dotyczącego dokonania gwałtu przez żołnierzy Armii Czerwonej. Śledztwo znowu utknęło w miejscu i komendant J. Malinowski zastanawiał się czy nie zwrócić się o pomoc do województwa, do komendy milicji we Wrocławiu. Wtedy prokurator Stanisław Nocek zwrócił uwagę komendantowi J. Malinowskiemu, że polska milicja z zasady nie rejestruje przestępstw dokonanych przez żołnierzy radzieckich, gdyż trudno byłoby wyegzekwować sprawiedliwość, od administracji radzieckiej.

Komendant zwołał więc następną naradę załogi posterunku, aby podpytać załogę, czy były zgłoszenia gwałtu przez żołnierzy radzieckich, nie wpisane do oficjalnej księgi zgłoszeń przestępstw. Okazało się, że było kilka takich zgłoszeń, jednak żaden z funkcjonariuszy ich nie zanotował, nikt też nie pamiętał imion i nazwisk, ani miejsca zamieszkania poszkodowanych, zgłaszających gwałt. Także Mieczysław Kobra przypomniał sobie zgłoszenie gwałtu sprzed dwóch miesięcy i teraz żałował, że nie zapytał o nazwisko poszkodowanej. Okazało się, że te zgłoszenie było najświeższe, więc postanowiono iść tym tropem.  Wykonano nieporadny portret pamięciowy poszkodowanej i rozesłano milicjantów, aby spisali i przesłuchali każdą, chociaż trochę podobną do portretu kobietę do 35 lat. Dlaczego do lat 35, to już była tajemnica prowadzącego śledztwo.

Podobne artykuły


17
komentarze: 17 | wyświetlenia: 1836
15
komentarze: 27 | wyświetlenia: 1212
14
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1108
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1222
13
komentarze: 2 | wyświetlenia: 590
13
komentarze: 45 | wyświetlenia: 1560
13
komentarze: 9 | wyświetlenia: 728
13
komentarze: 2 | wyświetlenia: 525
13
komentarze: 32 | wyświetlenia: 826
13
komentarze: 2 | wyświetlenia: 871
12
komentarze: 10 | wyświetlenia: 931
12
komentarze: 1 | wyświetlenia: 427
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 521
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 637
12
komentarze: 2 | wyświetlenia: 333
 
Autor
Artykuł



A zakończenie... .

Normalnie, to musiał znaleźć się winny, bo czynniki wschodnie się dopominały i władze zwierzchnie też. To wciskali to przestępstwo komuś niewinnemu, ale często z kartoteką i sąd udawał, że we wszystko wierzy, bo bał się nie wierzyć i zaklepywał to dużym wyrokiem. Z zasady w takich sprawach nie można było zmaleć winnego, znaczy tego prawdziwego, bo byłby on też ofiarą, a wiadomo, że to był akt impe ...  wyświetl więcej



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska