Login lub e-mail Hasło   

View - Amnesia

...
Wyświetlenia: 692 Zamieszczono 29/12/2018

Zapada zmrok. 

Jej ulubiona pora dnia. Cienie wkradają się w zaułki ulic, kryjąc wszystkie niedoskonałości dnia.
Nocą wszystko wydaje się piękniejsze. 
W nocy nie potrzeba wielu słów, szukając porozumienia. Wystarczy tylko zamknąć oczy i pogrążyć się w marzeniach. 
Opadać coraz głębiej i głębiej ku miejscu pozbawionemu strażnika, światu, który kreuje się sam. 
Gdy złudzenie staje się faktem, gdy przestaje istnieć granica pomiędzy wiedzą a wiarą. 
W chwili gdzie wszystkie serca biją jednym rytmem, ten realny równie dobrze mógłby spłonąć. 
 
Czasami tak jest. 
Czasami tak jest że nie możesz przestać marzyć. Nie chcesz obudzić się i stawić czoła temu kim jesteś... widziany w świetle dnia. 
Nocą można być całkowicie sobą, nocą wszystko jest doskonalsze. 
Zamiast słów - ciepło dotyku. W miejsce strapionych oczu - czucie. 
Gdzie nie istnieje fałsz, gdy skazani jesteśmy na siebie. 
Będąc prawdziwie razem. 
 
Gdy zginie obserwator, cała reszta podąży wraz z nim. 
 
Znasz to uczucie? 
Tą jednosekundową panikę, tą nagłą realizację z coraz szybciej narastającą pewnością że to w co wierzyłaś...
Było kłamstwem. 
 
To na czym opierałaś swój świat, to w co wierzyłaś i z czym wiązałaś nadzieję. 
Słusznie masz wrażenie że kolejne "ja" umarło. Że zmarnowana została kolejna szansa na życie.
Niezrealizowana. Gorzka. 
 
Aż w końcu nadzieja umiera jako ostatnia. Zamiast krzyku rozkoszy, zostaje potępieńczy jęk. 
Zostałaś sama. Nielogiczna, rozchwiana, podła. 
Dziwka rzeczywistości, kurwa na smyczy marzeń. 
Tak, tak. Zachodzi słońce pogrążając świat w ciemności. 
Kolejny nieudany dzień. Dzień oczekujący końca. 
 
Zapada zmrok. Lubiła tą porę dnia. 
Nocą wszystko wydaje się piękniejsze. 
 
 
...
 
"Amnesia" budzi się, rażona nagłym błyskiem. 
Przybyli ci pragnący zapomnienia. Ci niespokojni, głodne duchy nieudanej przeszłości, dzieci urazów, które zamieniły nadzieję na szczęście w bezpieczny cynizm. 
Przekraczając próg "Amnesii" zostawiasz za sobą swoje przywiązania, swoje problemy, swoje "ja" - Imię, nazwisko, społeczną pozycję. 
Nieważne kim byłeś wcześniej, liczy się to że tu jesteś. Czemu tu jesteś? Jak się tu dostałeś? 
Pytania przestają istnieć. Pytania przestają płynąć, ten nieustanny nurt umysłu, każący ci pogłębiać zwykłe koleiny, zanika, wyparowuje. 
Na początku możesz czuć zdezorientowanie.
Na czym oprzeć siebie? 
Lecz zamykając oczy na siebie, dostrzegasz innych. Także tu przyszli. Ich powód znikł, widzisz jak pustka odbita w ich oczach, opuszcza je. 
Widzisz jak wracają kolory, jak skóra odzyskuje rumieńce i blask. 
Widzisz piękno ciał, które odrzuciły ciężar. Uśmiechów bez świadomości świata, będącego wrogiem.
 
Pulsujące światła barwnych reflektorów, muzyczne wibracje ogarniające każdy punkt przestrzeni. 
Jesteś i cię nie ma.
To takie proste, takie zwyczajne a jakże niedostępne dla człowieka tego wieku. 
 
Wieku cudów techniki, czasów ciągłej pamięci. 
Czy sami wybraliśmy taki świat? To samo-potępienie za cenę wygody. 
Gdy uciekamy, zamiast zbliżać się do siebie. 
 
Mówili o niej że nie ma serca. Że chyba nawet nie jest człowiekiem. 
Ci, którzy podczas Amnesii, zdołali zachować iskrę świadomości, przysięgali że widzieli jej uśmiech. 
A może było to zaledwie senne marzenie? 
Nigdy nie mieli się dowiedzieć.
 
...
Stiepanov szedł powolnym krokiem ulicami miasta. Wiatr rozwiewał jego włosy, których nie chciało mu się związać. 
Zresztą czuł się podobnie. Po co nadawać czemuś pozory - myślał, obserwując zapalające się świata w oknach budynków - gdy w środku nie ma żadnego uczucia? 
- Lub inaczej, gdy uczucie jest ale równie dobrze mogłoby go nie być - ponieważ widzieć coś a posiadać, to dwie różne odległe sprawy. 
Mówili na niego - "Geniusz". Równie często, gdy myśleli że nie słyszał, dodawali - "dupek". 
Kopnął pordzewiałą puszkę po coli. Ten dystrykt nie zaprzątał sobie głowy porządkiem. 
 
Narastające wrażenie że miasto zmienia się wraz z jego emocjami, ciągnąc go dalej i głębiej w stronę jego mroczniejszej części - potęgowało się. 
- Tak chyba jest, gdy przestaje słuchać się logiki. Uczucia ciągną w dół, obarczają mnie swoim ciężarem. Ograniczają widoczność dróg, którymi mogę pójść. 
Zawsze tak było. Mimo kolejnych wygranych, mimo triumfu nad gorszymi od siebie. 
Zawsze ta powracająca samotność, zmieniająca się w spojrzenie. 
Zacisnął pięść. Wiatr przybierał na sile, przynosząc ze sobą odległy dźwięk alarmu. 
 
 
Stiepanov dalej pogrążał się w czarnych myślach, nie bacząc na to dokąd zmierza. 
Widział żebrzących ludzi, których nie stać było na zapewnienie sobie schronienia. Pogrążonych w wirtualnym świecie, Sieci - będącej ucieczką. 
Ucieczką od widoku w lustrze. Kłamstwem, stającym się rzeczywistością. 
Ulotnym marzeniem tych słabych głupców. 
 
Andriej płonął, pozbywając się empatii. Wyrzekając się współczucia dla tych ograniczonych zwierząt. 
Dla ich braku wyobraźni, pustce zapełnianej wytworami cudzej. 
Pomyślał że tak przejmuje się świat. Cicho. Niezauważenie. 
 
I tak właśnie znajdujesz siebie, stojącego w mroku. 
 
 
...
 
Profesor nie rozpoznawał twarzy swoich rozmówców. 
Tożsamość tych ludzi była mu obca, jednak temat ich pytań - już nie. 
Wiedział że popełnia błąd, wracając do tych czasów. Jednak zawsze miał problemy z powstrzymywaniem ciekawości. 
A jak to mówią... 
 
- Tak więc, jesteśmy bardziej niż zainteresowani ścisłą współpracą z panem, profesorze. 
Odchrząknął, wpatrując się w ciemne szkła ich okularów. Cała ta scena, równie dobrze mogłaby być parodią "Matrixa" - gdyby nie to że siedzący przed nim ludzie byli śmiertelnie poważni. 
- Wasza oferta jest bardzo szczodra i mile łechce moje ego... - jednak nie mam w zwyczaju dzielić się wynikami swoich badań z ludźmi nie podających nawet nazwy swojego pracodawcy. 
Widzicie więc panowie, że coś tutaj do końca nam się nie zgadza. 
Spojrzeli po sobie i po krótkim milczeniu, podjęli - Jesteśmy reprezentantami potężnej, międzynarodowej korporacji zajmującej się kreatywnym wykorzystaniem bio-inżynierii w celach społecznych. 
- Nie wyglądacie panowie na zbyt kreatywnych. 
Zmarszczyli brwi, przypatrując się mu zza szkieł. 
Profesor stłumił w sobie chichot. 
- Moja odpowiedź brzmi, "nie". Przynajmniej dopóki wasz pracodawca nie pofatyguje się do mnie osobiście - wstał. 
"Agenci" wstali również w dokładnie tym samym tempie.
Czuł na sobie ich wzrok. 
Byli na ostatnim piętrze jednej z restauracji dla v.i.p-ów, - miły gest, jednak... - dookoła spokojnie jadły różne, mniej lub bardziej znane medialne osobowości. 
Rzucanie pogróżek na spotkaniu w takim miejscu, pozbawione było sensu. Jakiekolwiek zwracanie na siebie uwagi, pociągnęło by za sobą realne skutki. 
Kto wie czyje oko śledziło ich ruchy. 
Jeden z agentów, skrzywił twarz w czymś przypominającym serdeczny uśmiech. 
 
- Rozumiemy. Przekażemy odpowiedź.
Naszemu zleceniodawcy zależy na pozyskaniu ludzi pana pokroju. 
Proszę oczekiwać szybkiej odpowiedzi.  
 
Po czym wyszli, nie oglądając się za siebie. 
- Chyba naprawdę wróciłem... - powiedział cicho, słysząc w tle śmiech beztroskich ludzi. 
 
 
......
Noc. 
Samotna sylwetka młodego mężczyzny. Płonące śmietniki, brud i podgryzające ludzi szczury. 
Chyba zabłądził. Nie korzystał z Sieci. Nie dziś. 
Dziś chciał być sam ze swoimi myślami. Nierozproszony przez czyjś pogląd czy spojrzenie. 
Jednak błąkał się, bezmyślnie mijając kolejne zaniedbane i na wpół opuszczone przecznice. 
Skryci w cieniu obszarpańcy obserwowali jego chód, sposób w jaki stawia kroki. Szukali oznak słabości, oznak strachu. 
Nie umieli oni tworzyć.
Nie dla nich była przyszłość, ponieważ nie da się budować na niepewności. 
Nie widzieli w nim kogoś wartego zaczepki. Wystarczył im widok ciągnącego się za nim cienia. 
 
 
Andriej zaczynał odczuwać chłód nocy. Smród ulicy osiadł na jego ubraniu i włosach. 
Dystrykt 13-ty. Porzucona część miasta, skreślony potencjał możliwości. 
Jego dzielnice pozbawione były blichtru, jakiekolwiek marzenia zostały w nim wyśmiane. 
Nikt o zdrowych zmysłach nie osiedlał się w takim miejscu. Lecz jeśli się w nim urodziłeś... - szanse na uniknięcie patologii były bliskie zeru.
Ludzie wyklęci; dłużnicy, przestępcy, alkoholicy i ćpuny. Oraz ich dzieci.
Dzieci ulicy, ofiary industrialnej rewolucji, która musiała skądś czerpać życiodajne soki. 
Stiepanov czuł się dziwnie dobrze, obserwując to otoczenie. 
Nie to że czuł się lepszym - bo to było oczywiste. Czuł dziwne przyciąganie, sterujące jego ruchami. Wabiące go głębiej i dalej. 
Może było to skrywane pragnienie poddania się. Odpuszczenia wszystkich swoich zmartwień. 
Pogrążeniu się w nicości, tak jak ludzie dookoła niego. 
Bo przecież jest coś wyzwalającego w odrzuceniu nadziei. 
 
...
 
Dzielnica dziewiąta. Neonowy napis. 
"Amnesia"
 
Budynek wyglądał na nocny klub. Wyróżnia się z otoczenia, brakiem śladów upadku. 
Wokół ani żywego ducha, dziwna cisza. Może dźwięk muzyki na granicy słyszalności, dochodzący zza metalowych drzwi. 
Szept. Czerwone światło padające na jej sylwetkę. 
 
Drobnymi palcami bawi się perłowym naszyjnikiem.
Ubrana w czarną sukienkę, przygląda się uważnie jego reakcji. 
Widzi swoje emocje odbite w jej oczach, a może tylko mu się wydaje. 
 
Dziewczyna milczy, nie wydając z siebie żadnego dźwięku. 
Równie dobrze mogło by jej tu nie być - myśli, przyglądając się jej bladej twarzy. 
 
Żadne z nich nie zaczyna rozmowy. Trwają tak w zawieszeniu, patrząc na siebie. 
Myśli Stiepanova prześcigają się rozproszone, poszukując odpowiedzi na pytanie, które wcale nie zostało zadane. 
Nie zamyka oczu, obawiając się że dziewczyna zniknie gdy tylko mrugnie. 
Nie wiedzieć kiedy, wykonał krok w jej kierunku. Skinęła zachęcająco, usuwając z pola jego widzenia. 
 
Prowadziła go dalej w mrok tej niepokojącej budowli, otwierając drzwi za drzwiami. Kierując się przejściami, których sam nigdy by nie znalazł. 
Wiedział że równie dobrze może prowadzić go na śmierć, lub ku czemuś jeszcze gorszemu. 
Poruszała się z gracją, tak inna od wszystkich mieszkańców tego dystryktu.
Nie zadawaj żadnych pytań. 
Wsłuchiwał się w jej obecność, która była lepszą odpowiedzią niż słowa. 
Muzyka narastała, widział błyski kolorowych świateł, ziemia pulsowała wibracją. Czuł dziwny zapach, wypełniający płuca. 
Wdychał go, zastanawiając się czy nie wpada w pułapkę. Czy nie jest prowadzony jak owca na rzeź, przedtem uspokajana by nie wierzgać się w chwili śmierci. 
 
W końcu wyszli na większą przestrzeń, piętro obszernej sali wypełnionej setkami osób.
Stała, oparta o barierkę, górując jak księżyc na morzem ludzi. 
Przyglądając się każdej rodzącej się fali, natychmiastowo zaspokajanych pragnień. 
Gdy podszedł do niej, odezwała się, nie odwracając twarzy.
 
- Jest coś wyzwalającego w odrzuceniu nadziei. 
 
 
 
 
 
 
.................................................................................
 
 

Podobne artykuły


16
komentarze: 7 | wyświetlenia: 1156
14
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1176
14
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1010
14
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1039
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1133
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 865
12
komentarze: 24 | wyświetlenia: 1104
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 828
12
komentarze: 2 | wyświetlenia: 979
12
komentarze: 6 | wyświetlenia: 796
11
komentarze: 2 | wyświetlenia: 762
11
komentarze: 8 | wyświetlenia: 689
10
komentarze: 10 | wyświetlenia: 596
10
komentarze: 14 | wyświetlenia: 809
10
komentarze: 21 | wyświetlenia: 504
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





narastający suspens przykuwa uwagę...mistrzowskie klimaty



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska