Login lub e-mail Hasło   

Przywiązania błędne a właściwe

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://swami-center.org/pl/text/ecopsych(...).shtml/
O "przywiązaniu" w szerokim znaczeniu tego słowa.
Wyświetlenia: 142 Zamieszczono 16/01/2019

Termin filozoficzny "przywiązanie" oznacza stan mocnego i długotrwałego „przytwierdzenia" człowieka jego własnymi indrijami do jakichś obiektów. Mogą to być rodzice, dzieci, małżonkowie, obiekty pociągu seksualnego, pieniądze, dobra luksusowe, wysoki status w społeczeństwie, ulubiona praca, przyjaciele, własne ciało, gry hazardowe, niektóre rodzaje pożywienia, napoje alkoholowe, tytoń, inne trucizny ...

Widzimy więc, że przywiązania mogą być ewidentnie szkodliwe, nie koniecznie szkodliwe, ale także dość pozytywne na pewnych etapach rozwoju człowieka. W końcu właśnie te ostatnie niekiedy każą nam się „rozruszać” w naszych przejawach życiowych, przy czym na wysokim poziomie emocjonalnym. Jest znacznie gorzej, gdy człowiek nie jest w ruchu, żyje sobie leniwie.

Spójrzmy na analogię: samochód, statek - przecież można nimi kierować tylko wtedy, gdy poruszają się względem otaczającego substratu; przy braku asnego ruchu - poprowadzić gdzieś, skręcić, zawrócić ich jest skrajnie trudne lub wręcz niemożliwe.

Podobnie jest z człowiekiem: jeśli żyje aktywnie - nawet jeśli nie ma na razie prawidłowego rozumienia sensu swojego życia i swojego Najwyższego Celu - ale jego ruch pozwala Bogu na stworzenie dla niego wielu sytuacji szkoleniowych. Tylko wtedy się rozwija, przygotowując się do kolejnych wspinaczek duchowych.

...W literaturze religijnej można spotkać postacie niby pozytywnych bohaterów, którzy nagle porzucili troskę o swoje rodziny i odchodzili na zawsze, aby prowadzić życie pustelnicze, w nadziei na osiągnięcia duchowe. Zostało to przedstawione w tej literaturze, jako godne naśladownictwa „zerwanie przywiązań”.

Jednak tak nie jest! Zrywanie w ten sposób „przywiązań” nie tylko nie jest uzasadnione z punktu widzenia etyki, ale także bezsensowne. Przywiązania powinny być nie zrywane przez "akty wolicjonalne", lecz zastępowane. Należy starać się pokochać Boga! Trudno to zrealizować od razu. Jednak trzeba wyznaczyć sobie taki cel, prosić Go o pomoc. Wtedy miłość do Boga może wzrastać, w miarę tego, jak zgłębiamy Go dociekliwym umysłem poprzez książki, rozmowy duchowe, przez osobiste zwracanie się do Niego z prośbą, aby ukazał, przejawił Siebie, pozwolił odczuć Jego Miłość, uświadomił poprzez Objawienie... To właśnie będzie prawidłowym - na początek - rozlokowaniem swoich indriji.

Potem, gdy zaczynamy odczuwać realną wzajemność miłości - progres we wzajemnych relacjach idzie jeszcze szybciej, miłość stopniowo zamienia się w pasję, w nowe przywiązanie... A to nowe - prawdziwe - przywiązanie-pasja stopniowo zastępuje wszystkie inne.

...Żyłem właśnie w ten sposób. Będąc wychowany w ateistycznym środowisku, dopiero w wieku 27 lat usłyszałem o realności istnienia Boga. Jednak w tamtych latach nikt nie mógł mi wyjaśnić, co kryje się za tym słowem. Prawosławie dało mi pierwsze mistyczne doświadczenia, ale jasnej odpowiedzi na pytanie „Kim jest Bóg?” tam nie było: Bóg Ojciec został tam po prostu zgubiony, mimo to, że właśnie On był główną postacią w Naukach Jezusa Chrystusa. Książki dały pewne poszerzenie widnokręgu, ale w tamtych latach nie spotkałem ani jednej, w której wszystko byłoby napisane tak szczegółowo i przejrzyście, jak w tej.

Nigdy nie miałem ucieleśnionego Guru - Mistrza duchowego, znającego całą drogę do Boga. Widocznie wtedy dookoła ich w ogóle nie było. Zresztą jest to po części dobre, ponieważ istnienie wcielonego Guru, z jednej strony, owszem, umożliwia szybkie i łatwe otrzymywanie wyjaśnień i praktycznych technik pracy nad sobą. Jednak z drugiej strony, obcowanie z Nim kształtuje przywiązanie do Niego, jako formy cielesnej - a nie do Boskiej Świadomości; w tym przypadku nie jest to cel najwyższy, lecz pośredni, i nie wszyscy uczniowie w tej sytuacji są w stanie przestawić się na Cel Najwyższy, na Świadomość Boga Ojca.

Bóg od razu wyznaczył mi - naukowcowi, który miał już solidne doświadczenie w badaniach naukowych - Cel Najwyższy: Samego Siebie w całej Pełni Uniwersum.

I zakochałem się w Nim.

A potem wszystko było bardzo proste: ja, jak to mówią, „poszedłem przebojem". Ruszyłem do Niego. Za mną podążali Inni ludzie - mnóstwo osób, zmieniających jeden drugiego. Jednak nie mogli wytrzymać mojej prędkości, mojej intensywności. Zatem ktoś odchodził spokojnie, ktoś się buntował, domagał się "specjalnej" miłości do siebie, nie otrzymując - zaczynał nienawidzić. Ktoś zdradzał, czyniąc podłości, ktoś oczerniał, nawet publicznie. Ktoś okradał. Znaleźli się nawet tacy, którzy zabijali moje ciało.

Jednak podążałem dalej, nie oglądając się, nie zakochując się w ludziach i nie angażując się w sprzeczki, nie mszcząc nawet za podłe, brutalne morderstwo, chociaż poznałem imiona moich morderców. Nie pozwalałem sobie na zatrzymanie się z powodu „przywiązania" do mojego "honoru", prestiżu, w końcu do mojego ciała.

Nigdy nie miałem odpłatnych uczniów, którym bym sprzedawał swoją najwyższą wiedzę. Miałem przyjaciół, których bardzo kochałem. I dawałem im siebie, swoje doświadczenie duchowe, żyłem dla nich i dla Boga. Przecież nie mogłem... sprzedawać im swojej miłości za pieniądze! Nagrodą za pomoc - były ich sukcesy.

Bardzo ich kochałem. Ale jeśli odchodzili, to od razu o nich zapominałem, gdyż nie byłem do nich „przywiązany".

Nigdy nie zrobiłem - zupełnie szczerze! - ani najmniejszej próby zawrócenia do siebie kogokolwiek, kto odszedł ode mnie. Wręcz przeciwnie, zachęcałem ich do odejścia - aby nie przeciążać brzemieniem wiedzy, która byłaby na razie ponad ich siły.

Niektórzy odchodzili, przestając mnie rozumieć - Bóg przyprowadzał innych, którzy byli bardziej przygotowani... Kochałem ich jeszcze mocniej, ponieważ bardziej mnie rozumieli... Ale mimo wszystko nie „przywiązywałem” się do nich: miałem miłość naczelną - miłość do Boga!

Bez względu na to, że mnie obrzucali błotem zawistnicy, zdrajcy, oszczercy - wyszedłem zwycięsko ze wszelkich sporów: Bóg przyjął mnie do Siebie, nauczyłem się stapiać z Nim w Objęciach Miłości. Zwyciężyłem! Pokonałem nie kogoś innego. Nie! Zwyciężyłem, nie sprawiając nikomu cierpień, pokonałem samego siebie, stając się innym: takim, jakiego potrzebował Bóg.

Zwyciężyłem i wzywam was do tego samego Zwycięstwa!

Za pomoc w osiągnięciu Zwycięstwa jestem wdzięczny Bogu i wszystkim tym, którzy podążali razem ze mną, którzy mnie kochali i nienawidzili, bowiem poprzez was Bóg wzbogacał mnie i korygował moją drogę przez życie. Pokój wam wszystkim!

Podobne artykuły


17
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1427
103
komentarze: 232 | wyświetlenia: 49091
20
komentarze: 18 | wyświetlenia: 6177
21
komentarze: 16 | wyświetlenia: 1828
19
komentarze: 13 | wyświetlenia: 3721
37
komentarze: 19 | wyświetlenia: 4291
34
komentarze: 12 | wyświetlenia: 3515
16
komentarze: 14 | wyświetlenia: 1784
34
komentarze: 17 | wyświetlenia: 6469
39
komentarze: 19 | wyświetlenia: 6942
31
komentarze: 83 | wyświetlenia: 4617
31
komentarze: 143 | wyświetlenia: 16681
 
Autor
Dodał do zasobów: Irina Lewandowska
Artykuł

Powiązane tematy





"Bóg przyjął mnie do Siebie, nauczyłem się stapiać się z Nim w Objęciach Miłości."
Znam doskonale powody powstawania takich błędów jednak ciągle je popełniam. ( 2 x się )
Pozdrawiam

@pokrzywiony: Dziękuję.

@Irina Lewandowska: :)

"indrijami" - co to jest ?
Chodzi chyba o "swoimi wewnętrznymi siłami" ?
"otaczającego substratu;" - powinno być np względem otoczenia.
"akty wolicjonalne" - chyba akty woli ?

@Koriolan: Indrija (Indriya) to swego rodzaju "macka". Koncentracja uwagi przez jakikolwiek narząd zmysłów lub umysł na jakimś przedmiocie jest właśnie podobieństwem wyciągania do niego takiej "macki". Przenosząc koncentrację na inny obiekt, człowiek w ten sposób odłącza i przemieszcza swoją indriję.
Umysł także tworzy swoje indrije, gdy dana osoba myśli o kimś lub czymś. Dotyk obcych indriji jest odczuwalny przez osoby o rozwiniętej wrażliwości.

@Irina Lewandowska: Indrija (Indriya) to swego rodzaju "macka".
Coś w rodzaju czujnika, receptora ?

@pokrzywiony: "macki" jak np. u ośmiornicy.

@Irina Lewandowska: Ręka jak u człowieka, takie troszkę bliższe ciału i ludzkiemu rozumieniu ?
Choć ciało eteryczne przyjmuje dowolne formy ;)
Ręka jak i macka posiada też receptory, dzięki którym nie łapie tego co jest zbyt gorące i nie miażdży tego co zbyt kruche :)

@Irina Lewandowska: trochę się zastanowiłem nad tłumaczeniem słowa indrija. Może być macka lub przylgą ale w polskim jest to najczęściej fizyczna część i najczęściej zwierzęca
Duchowa Maćka to źle brzmi. Najlepiej indrija przetłumaczyć jako przywiązanie. Wtedy rozwój duchowy to pozbywanie się przywiązanie do rzeczy, ludzi, zdarzeń itd.

  Koriolan,  16/01/2019

"prosić Jego" - bardziej po polsku będzie prosić Go.

@Koriolan: Już jest po polsku. :)

Tekst ok
Idę tą samą drogą :-)))



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska