Login lub e-mail Hasło   

View - Fatigue

...
Wyświetlenia: 521 Zamieszczono 01/03/2019

Megalopolis, jak wskazywała na to sama nazwa - było miastem ogromnym. 

Miastem wciąż rozwijającym się, wciąż pochłaniającym więcej i więcej przestrzeni - niepohamowanym w swej żądzy konsumpcji. 
Wszystko czego dotknęły szpony tego industrialnego potwora, rodem z koszmarnych snów dawno już zmarłych proroków.... - stawało się jego częścią, fragmentem ciężko kroczącego zeitgeistu, końca ery złudzeń ludzkich intencji.
Do tego kim są, co do swoich aspiracji. 
Lecz by dostrzec słoneczny ideał na horyzoncie codzienności, warunkiem jest posiadanie wzroku.
Spojrzenia - które można nazwać własnym.
Nie produktu - przywłaszczonej idei jednej z niezliczonych marek, fabrycznie stworzonej ideologii życia. 
Należało posiadać oczy widzące zależności...
 
Henra półleżała na wygodnej sofie, w przedsionku laboratoryjnym jednego z wielu pięter budynku WorldGenetics. 
Wykończona po całym dniu pracy, oddychała powoli z przymkniętymi oczyma. Jej rude włosy, rozrzucone w nieładzie skrzyły się w kolorowych światłach dekoracji ściennej. 
W pomieszczeniu panował przyjemny półmrok oraz niemal zupełna cisza. 
Tylko nieco zbyt chłodny powiew klimatyzacji powstrzymywał Henrę przed przekroczeniem granicy snu. Spoglądając na podświetlany cyferblat zegarka, przewróciła się na drugi bok.
Było późno - nieco później niż zwykle. Dni pracy samoczynnie stawały się dla niej dłuższe, tym bardziej im mocniej była zaangażowana.
Przedmiotem jej badań było stworzenie wyzwalacza zmiany postrzegania upływu czasu - czegoś co bardzo przydałoby się jej ostatnimi czasy. 
 
Ziewnęła, masując się po szyi. Instalacja artystyczna naprzemiennie raziła jej oczy kalejdoskopem kolorów. 
- Do wszystkiego widocznie można się przyzwyczaić - pomyślała, w rozmarzeniu przymykając powieki. 
Czuła zmęczenie rozchodzące się po całym ciele jak nieustępliwe fale ogromnego oceanu. Oceanu, którego istnienie starała się ignorować. 
Mówił do niej bez słów, niemym bólem, napięciem bezsennych nocy. Skarżył się na brak dotyku, na pominięcie, na nieuwzględnienie.... 
Wstała. 
Miasto budziło się do życia, na przekór planom wszystkich przedwcześnie zmęczonych. Bezgłośnie podeszła do szyby, jak zwykle wpijając oczy w bezkresny widnokrąg. 
Megalopolis nie żyło własnym życiem - nigdy więc nie było zmęczone. Trwało, odtwarzając samą siebie w zaklętej egzystencji. Codziennie od nowa, co noc od początku. 
I tak bez przerwy, bez wytchnienia - oddychając stalowymi płucami, płacząc toksyną fałszywych łez, śmiejąc się zgrzytliwie i brzydko. 
Niebo nieraz ciemniało tak iż żadna gwiazda nie mogła przebić grubej warstwy pyłów. Tylko krwawo uśmiechnięty księżyc, protestował mającej nadejść przyszłości. 
Widziała twarz odbitą w szybie, półprzeźroczystą jak zjawa - jej chłodny, nieczuły dotyk nie był w stanie dotrzeć do spozierającego na nią widma sukcesu.  
Zarys ciała wpisany w rozmazaną wizję tysięcy możliwości, każda z nich nęcąca własnym światłem, próbująca zwrócić uwagę - być tą jedyną, której poświęcić można siebie. 
 
Do mieszkania wróciła taksówką, obserwując z bezpiecznego dystansu niespokojne życie ulicy. Miała wrażenie że mimo pędu, nic zasadniczo się nie zmienia. 
Ludzie wierni swojej pracy, zarabiający pieniądze, starający się poprawić swój byt, zapewnić przyszłość swoim dzieciom - polepszyć wszystko co można polepszyć, lecz bez większego planu, na oślep, na opak. Pełni dobrych chęci, z ustami wypełnionymi po stokroć wyświechtanymi frazesami mającymi zapewnić im iluzję ciągłości tego udawanego bytu. 
Złapała się za czoło, pulsujące tępym bólem - wyraźnie sygnalizując że nie tędy droga.  
Pomyślała o niedawnym wywiadzie i sesji. Jutro powinno ukazać się wydanie z jej udziałem. Jutro będzie sławna. 
Jutro, jutro, jutro. 
- Oddałabym jutro za jedno dziś - myślała, zerkając na śledzący ją księżyc.
 
...
Kto powiedział że życie musi być smutne? Że piękne są w nim tylko chwile? 
- Cóż, z pewnością musiał być to kłamca. 
 
Sonia Banks starała się żyć zgodnie z maksymą głoszącą że to nie życie jest złe - tylko podejście do niego. Nie była też na tyle próżna, by twierdzić czym życie jest.
Często patrząc na Adama, zaczęła dostrzegać bezsensowność słów. Ich nieprzerwany potok próbujący zastąpić realną rzeczywistość, wykrzywić postrzeganie, skupić uwagę na jednej z ich wizji. 
Z kieliszkiem wina w ręku, tańczyła boso na puchatym dywanie. Włosie przyjemnie łaskotało w palce, wysokiej klasy głośniki odtwarzały ulubioną muzykę, której wibracje przenikały jej ciało. 
Rozpostarła szeroko ramiona, obróciwszy się w kółko kilka razy. Śmiejąc do siebie, snuła wyobrażone całuny szczęścia, będąc żywym przykładem na to że sukces nie jest z nimi tożsamy.
Spojrzała z nienawiścią na widok w oknie, zaskoczona intensywnością emocji zawartych w w swoich jasnych oczach. 
- System! - rzuciła w powietrze - wizualizacja nr 23, poziom skupienia 84%, głośność normalna - odtwarzaj w zapętleniu. 
Przestrzeń przed nią zamigotała - z tysięcy świetlnych fragmentów wyłoniła się sylwetka postawnego mężczyzny o ponurej twarzy. 
Pociągnęła łyk z kieliszka. Hologram był idealny - Adam stał przed nią jak żywy, przywołany gdzieś z głębi wyobraźni na jej wyraźne życzenie. 
- Sonia... - rzekł doppelganger, wiernie imitując oryginał - ...przyszedłem do ciebie by ci coś wyznać - kontynuował. 
Zarumieniła się, nalewając kolejny kieliszek z prawie pustej już butelki. 
- Przyszedłem tu by wyznać... - powtórzył, gładząc dłonią szczeciniasty podbródek - ...że nie jestem tym za kogo mnie masz. 
Nigdy nim nie byłem i nie mogę być. Obraz zafalował, złudzenie mówiło dalej a Sonia słuchała, znając dobrze każde kolejne słowo. 
- Przestań się łudzić że kiedykolwiek coś z tego może być. Potrzebuję cię, jednak nie jako kobiety - tylko jako wykonawczyni moich planów. 
Twoje emocje są mi zbędne, nie mam z nich profitu - przeszkadzają, mieszają w idealnej relacji jaką ze sobą mamy. 
Adam Garoute pokręcił głową - pogódź się z tym i żyj swoją pełnią. Ja jestem człowiekiem skończonym. 
Nie potrzebuję dla siebie nikogo. 
 
Wino częściowo straciło swój smak, lecz piła dalej. 
 
- Sonia.... - powiedział sobowtór, wiernie imitując oryginał - ...przyszedłem do ciebie by ci coś wyznać....
 
 
...
 
"Routeroux"  - Głosi wielki czerwony napis, wyświetlany na oknach jednego z najwyższych wieżowców, znajdujących się w ekskluzywnym dystrykcie ósmym. 
Prestiż, szyk, elegancja oraz nienachalne bogactwo znajdujące odbicie raczej w przydatności aniżeli zbędnych ozdobnikach. 
Dla Garoute'a wysoka jakość była tym co słońce i deszcz dla roślinności. Produkt który tworzyła jego firma musiał posiadać w sobie cząstkę tej energii - która bez wysiłku i naturalnie napawała świat życiem. 
"Sieć" - Następny krok ludzkości, niemal dojrzały już potomek narzędzia jakimś niegdyś był internet - o którym mówiło się że łączył ze sobą ludzi pomimo czasu i przestrzeni. 
Sieć była już czymś innym - termin "łączenie" - stał się przestarzały, stracił swoją akuratność. Jego za ciasne na obecne czasy znaczenie - musiało zostać zastąpione. 
"Przeniesienie" czy też "Inercja Totalna" - takie określenia zahaczały o prawdziwe znaczenie cybernetycznej ewolucji, rozprzestrzeniającej się na zmęczony sobą świat - na powrót nadając mu świeżości. 
Objawieniem dla religijnych, wyzwoleniem dla poszukujących sensu, ucieczką dla niedopasowanych - Sieć była tobą, stawała się tobą, wnikała w ciebie ucząc się twoich pragnień, twoich przyzwyczajeń, twoich snów... Oferowała lepszy świat, aktywnie pokazując ku niemu stopnie. 
Wystarczyło tylko chcieć. 
Twarz tej rewolucyjnej zmiany miała rysy Adama Garoute'a - ochrzczonego medialnym mianem - "Pierwszego człowieka postępu"
 
- Dużo imion, dużo pieniędzy, mało prywatności, jeszcze mniej czasu. 
 
Twarz ta odbijała się teraz w nieskazitelnej szybie sali konferencyjnej głównej siedziby Routeroux. 
Była to twarz człowieka zmęczonego, patrzącego na świat smutnymi oczyma okalanymi siecią wczesnych zmarszczek. 
Ubrany w idealnie dopasowany garnitur od najlepszych projektantów, włosami ułożonymi przez najzdolniejszych wizażystów, z butami wypolerowanymi na błysk - stał odwrócony plecami do swoich pracowników, patrząc w rysujące się za oknem miasto. Czuł te wszystkie utkwione w nim badawcze spojrzenia, tuzin oczu wbitych w jego garnitur. 
Westchnął cicho, uśmiechnąwszy się do siebie. Odbicie znikło w słonecznym blasku. 
 
- Zaczynamy - rzekł, zwracając się do apostołów biznesu chciwie czekających na jego słowo. 
 
 
...
 
Dokładnie dwie godziny, sześć minut i trzydzieści cztery sekundy później - stał sam na czubku swojego wieżowca, obserwując targane przez wiatr chmury. 
Dziwacznie podświetlone przez słońce, rzucały cienie swoich konturów. Chwilowe, nieprzewidywalne. 
Odetchnął z ulgą, nie wiedząc sam z jakiego powodu. Być może dlatego że w takich momentach nie musiał być swoją marką. 
Tylko osobą.
Jedną z wielu spoglądających na miasto, tego uroczego popołudnia. Starał się nie myśleć o tym że mającą miliardy na koncie oraz prawdopodobnie rozpoznawalną w całym cywilizowanym świecie... 
- Ego... - pomyślał, trąc palcami powieki, aż nie ujrzał tysiąca rozbłysków - to samotność jaka przychodzi nam, ludziom - całkowicie naturalnie. 
Klatka mieszcząca jaźń, samookreślenie, limit... Przekleństwo ciągnące się od zarania czasu. 
Wiatr uderzył w niego, burząc doskonałą fryzurę, wysiłek wyćwiczonych palców wizażysty. Poluzował krawat i rozpiął guziki marynarki. 
Miał ochotę krzyczeć, krzyczeć tak by słyszano go w całej Sieci. By ktoś odpowiedział na jego ryk i wypuścił z tego więzienia. 
Ponieważ klucze dawno już wyrzucił. 
Spojrzał na siatkę, labirynt splątanych ulic majaczących daleko na ziemi. 
- Może gdzieś tam są, leżą w jakiejś ciemnej uliczce. Może ktoś je znalazł, podniósł i schował. 
Zacisnął ręce na barierce aż pobielały mu knykcie. 
 
- Może ktoś je schował...  
 
Pogładził odrastający zarost - Ale to głupie... 
Słońce tworzyło coraz więcej cieni.
Wiatr rozrywał obłoki, kąsał je aż do anihilacji, do momentu w którym traciły kształt, do momentu w którym można by nazwać je sobą.
 
Skupił się, zimna kropla potu pociekła mu po czole. Otworzył lewe, bioniczne oko, aktywując w nim Sieć. 
Prawe trzymając zamknięte, rozejrzał się po przestrzeni Megalopolis. Setki tysięcy nazw, miliony informacji z prędkością światła docierały przez nerwo-złącza do jego mózgu. 
Oko, niemal białe od jarzącego się blasku - pochłaniało wszystko na co padł jego wzrok. Mózg normalnego człowieka załamałby się już z chwilą aktywacji tej technologii... - jednak on nie był normalnym człowiekiem. 
Zmniejszył przepływ danych i skierował spojrzenie na ruch uliczny, na twarze przechodniów, na ich ekspresje. 
Bio-dostęp do Sieci, posiadała mniej więcej jedna trzecia przechodniów. 
Nie ważne czy aktywny, czy nie - skupiwszy wzrok na wybranym obiekcie, Adam mógł odbierać większość danych pochodzących z ich ciał. 
Poziom hormonów, stan kondycji fizycznej czy też listę zakupów do zrealizowania.... Mógł niemal przenieść się i na jedną chwilę być jednym z nich, nie posiadać twarzy ani imienia. 
Być każdym i nikim, wszystkim i wszędzie... - odchrząknął - Jeszcze nie wszędzie.
Jeszcze jest czas.  
Dezaktywował tryb obserwacji a oko powróciło do normalnego, spłowiałego koloru. 
Ręce trzęsły mu się lekko, nadal nie mógł przebywać w tym trybie za długo. Stanowił on zbytnie obciążenie dla ciała i groził całkowitym wyczerpaniem. 
Lecz dostrzegł coś ciekawego, wysiłek nie poszedł na marne. 
 
To coś, a raczej ktoś, bo była to osoba - nazywała się Henra Avens i jej zdjęcie znajdowało się na pierwszych nagłówkach dwóch z trzech największych serwisów informacyjnych. 
Była to fotografia z wywiadu udzielonego dla Vogue UE. 
Ubrana w akademicki mundurek, na tle czerwonego napisu korporacji WorldGenetics - uśmiechała się lekko do obiektywu. 
Nagłówek oznajmiał: "Nadzieja..." - nie doczytał jaka. 
 
Spodobały mu się jej niebieskie oczy.
 
 
 
 
 
Txt & stuff: Henear
................................................................................................
 

Podobne artykuły


16
komentarze: 7 | wyświetlenia: 1167
14
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1018
14
komentarze: 8 | wyświetlenia: 1045
14
komentarze: 10 | wyświetlenia: 1184
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 870
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 1158
12
komentarze: 3 | wyświetlenia: 833
12
komentarze: 24 | wyświetlenia: 1115
12
komentarze: 6 | wyświetlenia: 800
12
komentarze: 2 | wyświetlenia: 986
11
komentarze: 2 | wyświetlenia: 767
11
komentarze: 8 | wyświetlenia: 696
10
komentarze: 40 | wyświetlenia: 689
10
komentarze: 14 | wyświetlenia: 818
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 756
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Jeszcze warto tu czasami zajrzeć. :)

  seta1212,  08/03/2019

Pozwalasz oceniać tylko fragmenty ale i to zaskakuje. Porażające studium samotności i stanu narastającego zagrożenia.Szokujesz...))

@seta1212: Dzieki, kłaniam się.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska