Login lub e-mail Hasło   

Czy chrześcijaństwo wprowadza nas w błąd co do natury Chrystusa?

Czy chrześcijaństwo wprowadza nas w błąd? Czy jestem księżniczką zamkniętą w wysokiej wieży, która czeka na ratunek ? Niebo, ziemia, piekło ? Czy Niebo i piekło na ziemi ?
Wyświetlenia: 113 Zamieszczono 19/07/2019

  • 1. chrześcijaństwo uczy nas, że Chrystus przyjdzie ponownie i nas zbawi

  • 2. chrześcijaństwo daje nam Chrystusa jako wzór do naśladowania jednak serwuje nam jego nieprawdziwy obraz

  • 3. chrześcijaństwo na starcie stawia nas w pozycji winnych nie tylko grzechu „pierworodnego” ale także męczeńskiej śmierci Chrystusa

  • 4. - chrześcijaństwo uczy, że dopiero po śmierci „idziemy” do nieba albo piekła

Ostatnio pewne informację na które natrafiłem skłoniły mnie do pewnych rozmyślań. Zaznaczam, że nie chcę nikogo swoim tekstem urazić – sznuje poglądy każdego człowieka i nie chce żadnych postaw oceniać. Chrześcijaństwo jest zbudowane – jakby nie było - na postaci Chrystusa. W Polsce większość ludzi to chrześcijanie – ale religia jest ogólnoświatowa i jak pewien znakomity komik zauważył - „chrześcijanie wygrali” ( kalendarz „światowy” mierzy czas od narodzenia Chrystusa ).

1.

Chrześcijaństwo przemyca nam kilka treści, które – jeśli jesteśmy wychowani w tej religii „od małego” - stają się częścią naszej świadomości i mają ( zapewne ) podświadomy wpływ na nasze życie. Pierwsza rzecz – jesteśmy uczeni i przyzwyczajani, że Chrystus przyjdzie ponownie i nas zbawi. Jaki przekaz nam się utwala? Ja sobie – świat sobie. Hulaj dusza, piekła nie ma. Chrystus przyjdzie – szast prast, pozałatwia wszystko za nas. Ciach i po sprawie. Ja sobie poleże. Ok.

Może tak – a może nie. Może faktycznie tak będzie. Skąd mam wiedzieć ?

Ale tak na chłopski rozum. Czy to rozsądne? Objawienie Św. Jana – szumnie zwane księgą Apokalipsy - Chrystus na białym koniu z mieczem w ręku gromi wszystkich. Napewno mogłoby tak być bo On ma taką moc. Ale czy my jesteśmy za przeproszeniem, księżniczkami zamkniętymi w wysokiej wieży złego czarnoksiężnika żeby nas musiał wybawiać rycerz na białym koniu ?

Czy może ( jak mi się wydaje ) mamy ręce, nogi, głowę, sercę, wolną wolę i możliwości działania?

Normalnie historie o rycerzach na białych koniach, którzy ratują zniewolonych z opresji serwuje się w bajkach – jest to całkiem popularny i znany motyw. A jednak wielu ludzi wierzy w taką samą bajkę serwowaną z ambony i wielokrotnie „odpuszcza” sobie. Mickiewicz pisał:

Bóg sam może świat zniszczyć i drugi wystawić, A bez naszej pomocy nie może nas zbawić.”

Zobaczcie jak było w przypowieści o Synu Marnotrawnym. To Syn podjął decyzję i powrócił do domu Ojca – a nie Ojciec odnalazł go, przyszedł po niego i zbawił. Mamy wolną wolę. Decyzja jest nasza – a za decyzją musi iść działanie. NASZE działanie. Tu nie chodzi o to aby być świętym – ale musimy wykazać dobrą wolę, zaufać Bogu i pozwolić mu się poprowadzić do tego zbawienia - i żyć za życia w „niebie” na ziemi.

Uważam, że przesadna wiara w autozbawienie nie jest słuszna. Powinniśmy aktywnie dążyć do zbawienia naśladując Chrystusa w każdej chwili swojego życia. Bóg zostawił nam instrukcję i wzorzec postępowania. I tu kolejne bardzo istotne pytanie – czy obraz Chrystusa jaki serwuje nam kościół jest prawdziwy? Moim zdaniem nie.

2.

Nauki Chrystusa są niesamowite – jednakże Pismo Święte jest jakie jest. Niekompletne, pozmieniane – gubi sens w tłumaczeniach, przekładach. Ilu dobrych ludzi próbuje naśladować Chrystusa i zostają pożarci przez świat i wilki, które zasady mają za nic? Obraz Chrystusa jest taki jaki rządzący chcą abyśmy mieli za wzór. To w końcu baranek czy lew? Moim zdaniem to LEW i baranek w jednym ( męska i żeńska nergia )  – ale w bajce jaką serwuje nam kościół lwu spiłowano pazury prawie zupełnie. Stał się wzorem dla bladych ministrantów i starszych pań. Gdzie niegdzie możemy jednak natrafić na wzmianki o prawdziwej naturze Chrystusa, który był odbiciem Ojca – a Ojciec – Bóg Najwyższy składa się z dwóch elementów – jest mieczem obosiecznym, buduje i burzy, jest dobry ale i surowy kiedy trzeba. Zobaczcie na scenę gdzie Chrystus uzdrawia w szabat. Już wcześniej ścierał się z faryzeuszami w podobnych kwestiach i miał z tego tytułu „nieprzyjemności”. I co robi gdy nadarza się sytuacja do uzdrowienia w szabat ? Czy zaprzestaje działania, robi coś potajemnie, działa „po cichu”? Nie – on robi jawnie to co słuszne i nie zważa na konsekwencję. Naraża się na konfrontację z przważającymi siłami wroga. Nie boi się. Zmusza wroga aby się ujawnił i określił swoje stanowisko po czym demaskuje go a potem publicznie zawstydza. Czy Chrystus jest dżentelmenem ? Nie, jeśli jesteś w służbie jego wroga. 

Inna sytuacja - gdy łapię sznur i rozpędza handlarzy przyświątynnych, którzy sprzedają zwierzęta na ofiarę. Chrystus przewraca stoły, rozkręca awanturę i rozpędza towarzystwo. Bywa gwałtowny gdy wymaga tego sytuacja. Baranek czy lew? Nadstawianie drugiego policzka ? Myślę, że taki silny człowiek nie używa siły – bo nie musi. Ale używa agresji ( która może się przejawiać jako np. upór, zdecydowanie, stanowczość ). Jest mężczyzną, dobrym – ale niebezpiecznym – takim przed którym drżą wrogowie. To człowiek na którego można liczyć w każdej sytuacji a nie chorągiewka czy „baranek” którego można kontrolować.

Kolejna scena - zobaczcie jakę siłę On reprezentuje. Przychodzą po niego w nocy, jak tchórze – banda rzezimieszków, cała grupa zbrojnych. Chrystus wie, że idą więc wychodzi im naprzeciw.

Kogo szukacie?” mówi. Jego wrogowie odpowiedzieli Mu: „Jezusa z Nazaretu.”

Chrystus odpowiada: „Ja jestem”

Kiedy usłyszeli odpowiedź „cofnęli się i upadli na ziemię”.

Zobaczcie – ten człowiek ma taką moc, że samym słowem rzuca wrogów na kolana. To prawdziwie męska siła – nie opiera się na sztuczkach, magii, nie chowa się za plecy Ojca. Sam w sobie jest siłą.

Ile razy Chrystus działa wbrew ogólnie przyjętym zasadom, opiniom, konwenansom.

Jest burzycielem systemu – sam mówi o sobie, że przyniósł światu „miecz”.

Wielu chrześcijan stało się barankami. Nie piją nie palą, nie przeklinają i nadstawiają ciągle policzek. Z grzywką ulizaną na boczek, po cichutku cyk, cyk, cyk, drobią nóżkami. 

A frustracja narasta. Frustracja z życia jako...baranek. A później u takiego baranka wyłazi ta frustracja w taki czy inny sposób. Prawie zawsze uderza to w rodzinę, najbliższych – albo w samego baranka. Choroba, depresja. Mężczyzna chrześcijanin – znudzony – ma być „miłym gościem”. Kobieta chrześcijanka – zmęczona – ma „służyć”. Ludzie zmęczeni i znudzeni udawaniem kogoś kim nie są, życiem wbrew sobie.

Męska i żeńska energia muszą iść w parze abyśmy mieli "pełnego" człowieka. Lew i baranek muszą funkcjonować obok siebie. 

Ale zostawmy na chwile Chrystusa. Popatrzcie na Boga. Co on stworzył? Piękny ale niebezpieczny świat. Świat uroczych zachodów słońca, rajskich wysp i miejsc dla zakochanych ale także dzikie ostępy pełne niebezpiecznych zwierząt, jadowitych węży czy skorpionów, drapieżników, łowców. Bóg to miecz obosieczny. Dzikie piękno. Myślę, że takimi chciałby nas widzieć. Chrześcijaństwo nas krępuje, zakłada nam wiezy. Nam, którzy stworzeni jesteśmy na obraz Boga, z wolną wolą i możliwością kreacji włącznie z dawaniem życia!!! Czy tacy zniekształceni możemy podobać się Bogu? Nieraz zadajemy sobie pytanie, gdzie Bóg, czemu nic nie robi, czemu mnie nie słucha. Dlaczego Bóg ma Ciebie posłuchać skoro ty sam siebie nie słuchasz i żyjesz wbrew sobie?

On chciałby nas widzieć prawdziwych, spełnionych i szczęśliwych. Zaprasza nas „do nieba” na Ziemi. Takie życie jest możliwe - przecież mamy niesamowitą moc a chrześcijaństwo upycha nas w jakąś formę – niezgodną z naszą prawdziwą naturą. Życie w konflikcie ze sobą samym MUSI skończyć się niepowodzeniem – na tym czy na innym polu. Fałsz prędzej czy później „wyjdzie nam bokiem”.

Świat mami nas „błyskotkami”. Pieniądze, kobiety, sława. Żeby tam dojść i to mieć – bardzo często trzeba zrezygnować z duchowych wartości. Sami już nie wiemy jacy mamy być – i co jest dobre. Jak postępować. Być czy mieć ? A jeżeli być – to kim i jak? „Baranki” przeciwko sobie mają wilki które cechuje brak kręgosłupów moralnych, brak dylematów jakie ma co dzień pełen dobrych chęci ale źle ukierunkowamy człowiek - chrześcijanin. Żeby sobie poradzić w życiu i odnieść sukces ( nie chodzi mi tu o dobra materialne ) mężczyzna musi być lwem – jak Chrystus. Kiedy mężczyzna jest mężczyzną – to kobieta może być kobietą ( co nie wyklucza jej kariery zawodowej czy innej szeroko pojętej wolności ). Wtedy mamy zdrową i kompletną rodzinę, która da dzieciom prawidłowy wzór Ojca i Matki – co jak udowodnił autor książki „Ojcowskie Serce Boga” ( Floyd McClung) jest kluczowe w ich ( dzieci ) późniejszych relacjach z Bogiem. Stereotypowo przyjęło się nazywać Boga Ojcem. W relacjach z nim bardzo ważne jest kim był dla nas nasz ojciec z dzieciństwa. Jeśli to były ciepłe chrześcijańskie kluski – obraz jest zaburzony, jeśli był to kat czy tyran – jeszcze gorzej. Aby łatwiej było dziecku zbliżyć się do Boga - Ojciec musi być jego „podobieństwem”.

Tryb życia jaki prowadzi współczesny mężczyzna jest sprzeczny z tym co podpowiada mu serce i z tajnikami jego duszy. Społeczeństwo nie może się zdecydować jaki właściwie powinien być mężczyzna. Ostatnie kilkadziesiąt lat poświęciło na przedefiniowanie męskości w coś bardziej wrażliwego, bezpiecznego, dającego się kierować – no cóż, coś bardziej kobiecego i teraz karci mężczyzn za to, że nie są mężczyznami. „Gdzie się podziali prawdziwi mężczyźni?” - to stałe menu wszystkich talk-show i książkowych nowości. To społeczeństwo kazało im być kobietami, chciałoby się powiedzieć. Rezultatem jest wymieszanie płci w stopniu, w jakim nigdy dotąd w historii tego nie doświadczono.” Fragment książki „Dzikie Serce” Johna Eldredge, którą bardzo polecam wszystkim.

W osobie Chrystusa mamy gotowy wzór do naśladowania ale musimy się dokopać do prawdy o nim i odrzucić chrześcijańskie „naleciałości”.

3.

Zobaczcie jak utrudniony mamy start ( zakładam, że jeśli jesteście chrześcijanami – to jesteście w tym od małego ) - już jako małe dzieci indoktrynuje się nas o jakimś grzechu pierworodnym, podobno rodzimy się z długiem, jesteśmy winni, źli i w ogóle. A Chrystusa zabiliśmy i powiesiliśmy na krzyżu więc religia miłości, którą na jego cześć wyznajemy – jako znak rozpoznawczy – umieszcza umęczonego trupa na krzyżu – i przypomina nam o tym na każdym kroku – gdzie nie pójdziemy. Jakby tego było mało – rytualnie jemy jego ciało i pijemy jego krew.

A w kościele - żeby nam się utrwaliło klepie się „moja wina, moja wina, moja wina”. Jestem dorosły – moja wina, że tego słucham. Ale dzieci – jaki ślad zostawia to w ich psychice, czyja to wina, że tego słuchają?

Dobry autorytarny władca stara się aby jego społeczeństwo żyło w poczuciu winy – wtedy dużo łatwiej je kontrolować. Jak dla mnie to właśnie robi nam chrześcijaństwo. Wywołuje w nas poczucie winy – i w tym poczuciu nas wychowuje. Po drodze kastruje nas zupełnie i robi z lwów baranki, które to baranki zanudzają kobiety, które od tych smętów same zaczynają nosić spodnie i naśladować mężczyzn i wszystko inne staje na głowie bo równowaga między mężczyzną a kobietą jest kluczowa dla zdrowego społeczeństwa. Pod przykrywką pięknych słów rozsadza się społeczeństwo niszcząc podstawową komórkę społeczną jaką jest rodzina.

4.

No i tu dochodzimy do sedna sprawy. Zaburzone role kobiet i mężczyzn. Wielu nieszczęśliwych mężczyźn wykonujących często jałową pracę której nie znoszą. Chodzą do niej bo muszą, wbrew sobie. By utrzymać pozory męskości, zarobić na rodzinę. Z drugiej strony znudzone mężczyznami kobiety, które z racji wycofania mężczyzn same zakładają spodnie i przejmują męskie cechy co jakby nie było – odbywa się utratą cech kobiecych. To już są indywidualne wybory. Kobieta stając się mężczyzną przestaje być kobietą. Mężczyzna rezygnując z męskich cech przestaje nim być. To kto wychowuje dzieci – i jakie one będą ?

Jeśli mężczyzna nie żyje jak mężczyzna a kobieta nie żyje jak kobieta to są oni oddaleni od Boga i nie żyją „w niebie” tylko albo „na Ziemi” - jeśli mają szczęście – albo „w piekle” ( pamiętajcie, że mamy wiele poziomów nieb i piekieł ). Jan Paweł II mówił, że „piekło to nie miejsce – raczej sytuacja człowieka, który się oddalił od Boga dobrowolnie” ( cytat z pamięci ). Bo czy piekłem ( takim „łagodnym”, zewnętrzny krąg :) ) nie jest życie wbrew sobie? Nie mówimy tego co myślimy, nie robimy tego co chcemy, nie jesteśmy sobą, zakładamy maski aby dostosować się do wymogów społeczeństwa. Sekretarz Gandhiego ( M. Desai ) mówił o nim: „Większość z nas myśli co innego, mówi co innego a robi coś jeszcze innego. Ale nie Gandhi […]. On mówił to w co wierzył i postępował tak jak mówił, dzięki czemu osiągnął harmonię umysłu i ducha.”

Uważam, że po śmierci z naszą duszą dzieję się coś ( bo wierzę w duszę i życie duchowe ) o czym nie mam zielonego pojęcia. Ale uważam też, że żyjąc w harmonii umysłu i ducha możemy osiągnąć ”niebo na ziemi”. Ludzie mają jakieś średniowieczne wyobrażenia o piekle i niebie. Jakieś kotły ze smołą, widły czy anielskie chóry – skąd to się wzięło w ogóle?

Czy niebem na ziemi nie jest żyć w zgodzie z Bogiem, być z nim w obustronnym „kontakcie”, być z piękną, kochającą, kobiecą kobietą ( albo z wspaniałym męskim mężczyzną ), mieć wspaniałe dzieci, pracę, która jest zarazem twoją pasją i przynosi świetne dochody pozwalające na podróże i życie na poziomie – tak żeby starczało na wszystko. Na co dzień żyć w domu na łonie natury otoczony zwierzętami, z własnym ogrodem. Być szczęśliwym, spełnionym itd. etc. Czy to nie jest niebo na ziemi?

Uważam, że możemy to wszystko osiągnąć żyjąc w harmonii ze swoją prawdziwą naturą, w harmonii z naszym Stwórcą, który powołując nas do życia nadał nam pewną formę i specyficzne cechy i rolę. Czy to Jego wina, że odeszliśmy od swojej prawdziwej istoty? Czy to jego wina, że nie żyjemy w zgodzie z sobą samymi? Wydaje mi się, że sami wyrządzamy sobie zło – dzień po dniu.

Wielu ludzi jest nieszczęśliwych ale za swoje problemy obwiniają świat, system, rząd, innych ludzi.

Powrót do harmonii ciała i ducha, do pierwotnych boskich wzorców, jest możliwy. Niech mężczyzna będzie znów mężczyzną a kobieta kobietą. Wszyscy będziemy wtedy bliżej nieba.

Polecam – szczególnie Panom – książkę „Dzikie Serce” Johna Eldredge i „Ojcowskie Serce Boga” Floyda McClunga ( dla wszystkich ). Polecam również wszystkim dwa krótkie filmy o męskiej i żeńskiej energii ( bardzo fajnie przedstawione ):

https://www.youtube.com/watch?v=o0aoJuIHJEI

https://www.youtube.com/watch?v=zrlmpWGOFwQ

Pozdrawiam wszystkich i życzę wszystkiego dobrego.

Podobne artykuły


17
komentarze: 130 | wyświetlenia: 2396
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1173
13
komentarze: 53 | wyświetlenia: 849
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 715
11
komentarze: 137 | wyświetlenia: 664
11
komentarze: 70 | wyświetlenia: 744
11
komentarze: 92 | wyświetlenia: 692
11
komentarze: 37 | wyświetlenia: 541
10
komentarze: 5 | wyświetlenia: 749
10
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1517
10
komentarze: 9 | wyświetlenia: 532
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





Może i nie ze wszystkim się zgadzam, ale artykuł jest ciekawy i pobudza do myślenia. Takie artykuły lubię, na takie głosuję.

@Koro i Krzywy: Możecie odnieść się do tego tekstu? lnteresuje mnie Wasza opinia, ewentualnie Podobnego, ale Mirkowi pewnie się nie będzie chciało.

  Koriolan,  21/07/2019

@szubrawiec: przeczytałem początek.
Autor myli chrześcijaństwo i katolicyzm. Dość gruby błąd przy artykule o religii ...
Rzuciłem czytanie ... Ale zobaczyłem Twój koment i doczytam jeszcze trochę ... Może całość ?
I Co zrecenzuje :-)))

  Koriolan,  21/07/2019

@szubrawiec: sorry ...
Chyba nie dam rady tego przeczytać ...
Autor wyraźnie nie rozumie o co w tym wszystkim chodzi.
Nie rozumie baranka jako symbolu, ani głębszych warstw biblii.
Miliony ludzi interpretuje Biblię lepiej lub gorzej ...
Autor robi to gorzej ....
.
PS
Może się jeszcze zawezmę i przeczytam dalej .,. Ale nie sądzę :-))))



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska