Login lub e-mail Hasło   

Twórczy „Stres” motorem ewolucji człowieka

Chrystus mówił:„kto nie bierze swego krzyża a idzie za mną–nie jest mnie godzien” i ten cytat dobrze oddaje przesłanie tego tekstu. W życiu ten krzyż może przybierać różne formy
Wyświetlenia: 47 Zamieszczono 25 dni temu

Twórczy „Stres” motorem ewolucji

W artykule „Niebo” i „piekło” na Ziemi - w kontekście Interpretacji wieloświatowej kończę tekst stwierdzeniem „problem dziś – to okazja do wzrostu jutro” i to zagadnienie chciałem trochę rozwinąć. Nie chcę wchodzić w ewolucję gatunków – skupię się bardziej na człowieku – a konkretnie – jego duchowym aspekcie.

Nasza cywilizacja rozwija się bo lubimy ułatwiać sobie życie. Bolał nas ząb – wynaleźliśmy proszek przeciwbólowy. Kamienie uwierały nasze ciało podczas snu – wynaleźliśmy posłania. Ciężko było nam dogonić zająca – wynaleźliśmy łuk. Twórczy „stres” z powodu trudności / niedogodności powodował, że ludzkość wznosiła się na wyżyny i ewoluowała. Podane przeze

mnie przykłady dotyczą jednak narzędzi, sprzętów i innych „zabawek”. Technika rozwijała się ze względu na potrzeby człowieka. Sam człowiek zatrzymał się w jakimś punkcie swojej drabiny i zaczął się degenerować.

Technologia dała nam uproszczenia, ułatwienia – maszyny zaczęły za nas pracować, komputery – myśleć. W pewnym momencie – to maszyny zaczęły robić maszyny i komputery bo dla człowieka stało się to już niezrozumiałe ( poza nielicznymi – w skali globalnej - wyjątkami ).

Maszyny i komputery wszystko uczyniły łatwiejsze. Starożytność – bez maszyn – dała nam wspaniałe dzieła, wybitną sztukę. Tamci ludzie bez wątpienia używali swoich boskich darów.

Dziś świat sztuki i nauki obfituje w niezliczoną i nieprzebraną ilość tworów i publikacji – ale zauważcie, że jeśli książki – to na ogół książki o książkach, które były napisane kiedyś ( ciągle odnosimy się np. do Platona czy Arystotelesa ), jeśli sztuka – to bazuje na starożytności. A nauka ?

Im dalej dochodzimy, jeśli chodzi o podstawy istnienia - tym bardziej się okazuje, że nic nie wiemy, że wszystko na czym się do tej pory opieraliśmy to bujdy a starożytni wiedzieli od nas więcej i do pięt im nie dorastamy.

Skąd taka stagnacja ? Zatrzymaliśmy się w rozwoju. Rozwija się technologia a ludzie się cofają.

Mamy już wszystko aby zapobiec zwykłym codziennym wyzwaniom więc przestaliśmy być twórczy – robimy głównie udogodnienia udogodnień albo ulepszenia ulepszeń. Mamy tabletki na stres, narkotyki, alkohol i cały przepotężny przemysł rozrywkowy oparty na kulcie ciała, który pozwola nam o stresie zapomnieć. Weź sobie pigułkę, popij whiskey i popatrz jak skaczą te cycuszki chłopie. Likwidujemy ten twórczy „stres” z naszego życia a zamieniamy go na niepokój.

Stres jest niezdrowy kiedy jest długotrwały – np. związany z kredytem we frankach. Małe dawki codziennnego stresu – jeśli podejdziemy do niego w kreatywny, „twórczy” sposób ( traktując go jako szansę do rozwoju ) pozwoli nam się rozwinąć, wzrosnąć. Przykłady z życia codziennego: czasem zamiast nawigacji użyć mapy, albo zapytać o drogę i spróbować samemu trafić. Policzyć coś w głowie albo w inny sposób – zamiast korzystać z kalkulatora. Wejść po schodach zamiast wjechać windą. Zagadać nieznajomą dziewczynę I tak dalej. Takie drobne „wyzwania” możemy sobie robić na każdym kroku. Nie będzie jakiegoś super skoku ale jak takie drobiazgi wejdą w nawyk to po jakimś czasie jest odczuwalny wzrost. Ćwiczyć – nie tylko ciało – ale także umysł.

Dla odmiany – czasem trochę utrudnić sobie życie.

Pisząc artykuł „Jak powinna przebiegać modlitwa aby nie zanudzić Boga” skupiłem się na kontemplacji pozytywnych emocji i odczuć ale jednocześnie zdałem sobie sprawę jak ważne w naszym życiu są te niechciane, stresujące sytuację i związane z nimi uczucia.

Jesteśmy uzależnieni od dobrego samopoczucia i zrobimy wszystko aby je utrzymać. Bronimy się przed odczuwaniem negatywnych emocji a to one powodują nasz wzrost. Często w naszym życiu odczuwamy emocję, które sprawiają, że czujemy niekomfortowo – więc zaczynamy ich unikać – co sprawia, że mają one nad nami „władzę” i nie jesteśmy prawdziwie wolni. W danej sytuacji zachowujemy się inaczej niż normalnie byśmy się zachowali – co powoduje dysonans w naszej podświadomości – stajemy się mniej „spójni” jako Ja.

Moim zdaniem, powinniśmy przeżywać i odczuwać negatywne emocje. Integrować je i wyciągać z nich wnioski. Nie bronić się – a przyjmować z otwartymi rękami. Brać „na klatę”. To uczyni nas mocniejszymi. Sprawi, że będziemy lepsi, odporniejsi. Przecież skąd biorą się traumy ?

To efekty wyparcia emocji. Nie jesteśmy w stanie sobie z czymś poradzić więc izolujemy to w naszej osobowości i to sprawia, że nie jesteśmy w pełni sobą. Możęmy się duchowo wzmocnić i zmierzyć się z traumą aby odzyskać wolność. Zobaczcie – jaką krzywdę robimy sobie kiedy zamiast pracować z emocjami uciekamy np. w antyderesanty.

Oczywiście – są sytuacje gdy na krótką mętę mogą być potrzebne takie pomocnicze substancję –

ale długofalowo – to przecież dla nas katastrofa. Bronimy się w ten sposób przed przeżyciem niechcianej emocji, tym samym tracąc osobistą wolność a dodatkowo – uzależniamy się fizycznie i psychicznie od „leku”, który wcale nie usuwa problemu – tylko czasowo go „przykrywa” a gdy się go znów „odkrywa” ( odstawiając „leki” ) okazuje się, że problem bardzo urósł.

Nie bójmy się tych negatywnych emocji. Przeżywajmy je. Jest gorzej ? Odsuńmy się na chwilę od świata – dajmy sobię czas na wejście „do środka”, na zrozumienie, przeżycie i zintegrowanie tych odczuć. Nie bójmy się poczuć niekomfortowo. „Co nas nie zabije – to nas wzmocni” - sama prawda. Emocje napewno nam krzywdy nie zrobią – więcej złego zrobimy sobie unikając ich i odwracając się plecami od problemu.

Zobaczcie – na przykładzie Chrystusa, który tu na Ziemi wziął na siebie tyle stresu ile było do wzięcia i według starożytnych podań gdzie jest dzisiaj? Siedzi „po prawicy Ojca”. Wiedział po co tu idzie, jak sam mówił, wiedział, że będzie zdradzony, niesłusznie oskarżony, a w tym wszystkim osamotniony itd. Wziął na siebie bardzo dużo, przeszedł to i „ewoluował” ( uogólniam tu i nie chce nikogo urazić swoimi dywagacjami ). W książce „Pasja” była opisana scena gdy Chrystus w jaskini przeżywał „zło” świata – doświadczał negatywnych emocji w skali jakiej nie da się zmierzyć. Książka przedstwia scenę gdy płakał krwawymi łzami - jednak wiedział i rozumiał, że aby pójść dalej, by pchnąć świat do przodu – by dokonała się zmiana – to „zło” którego doświadczał było potrzebne.

Chrystus mówił: „kto nie bierze swego krzyża a idzie za mną – nie jest mnie godzien” i ten cytat ( pisany z pamięci ) dobrze obrazuje i podsumowuje ten tekst. W naszym codziennym życiu ten krzyż może przybierać różne formy. Nie unikajmy tych trudnych sytuacji, emocji.

Nie odwracajmy się od problemów, nie rezygnujmy z uczuć powodowani strachem czy dyskomfortem. Mówi się, że Bóg nigdy nie daje nam więcej niż jesteśmy w stanie udźwignąć.

Daje nam tyle – ile jest nam potrzebne aby pójść „wyżej”, rozwinąć się. Przeżyjmy to i wyciśnijmy z tego ile się da – dla naszego własnego dobra. Pozdrawiam czytelników.

Podobne artykuły


17
komentarze: 50 | wyświetlenia: 1717
17
komentarze: 71 | wyświetlenia: 1832
16
komentarze: 15 | wyświetlenia: 1128
14
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1053
14
komentarze: 15 | wyświetlenia: 975
13
komentarze: 16 | wyświetlenia: 973
12
komentarze: 53 | wyświetlenia: 693
12
komentarze: 0 | wyświetlenia: 1040
12
komentarze: 8 | wyświetlenia: 889
11
komentarze: 70 | wyświetlenia: 587
11
komentarze: 37 | wyświetlenia: 423
11
komentarze: 9 | wyświetlenia: 603
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska