Login lub e-mail Hasło   

Jeszcze o szczęściu

według buddysty Ajahn Brahm
Wyświetlenia: 56 Zamieszczono 7 dni temu


"Jest taka historia, którą często opowiadam, bo ma dużą moc, to historia o kimś, kogo spotkałem w singapurskim Instytucie Zdrowia Psychicznego. To profesor, który jest szefem na oddziale schizofrenii. Kiedy zapytałem go, w jaki sposób leczy schizofrenię, odpowiedział: „Nie leczę już schizofrenii” – a to był ordynator oddziału! Zapytałem: „To, co robisz?”, a on powiedział: „Zgodnie z tym, czego nas uczyłeś, leczę inną część pacjenta, tę, która nie ma schizofrenii”. Jeśli to rozumiecie, to zrozumiecie dzisiejszą mowę. Nie będzie o leczeniu problemów, które mamy w życiu. Będzie o leczeniu innej części życia. Szczęśliwej części. W ogrodzie można albo wyrywać chwasty, albo po prostu zasadzić więcej kwiatów. Jak wolisz uprawiać swój piękny ogród? A co do wyrywania chwastów, to jeśli ma się wielką świątynię na kilkaset akrów, to jest to ogromny teren, ale wtedy można zasadzić kwiaty, jest to świetne zajęcie i działa. Ten profesor, kiedy go zapytałem, jakie ma wyniki, odpowiedział: „O wiele lepsze niż w leczeniu konwencjonalnym”. To naprawdę działa.
Dlatego dziś nie będę mówił o problemach w życiu, o niepokojach, lękach i o wszystkich okropnych rzeczach, które przytrafiły wam się w życiu. Dziś będę mówił o tej drugiej stronie życia: o podążaniu za szczęściem i o zachwycaniu się światem. Jest taka stara historia, której chyba nie opowiadałem od lat. Mówi o otwieraniu drzwi swojego serca, ale nikt z was chyba nie będzie jej pamiętał, bo to bardzo stara historia.
Pamiętam, jak w młodości próbowałem znaleźć cel i sens życia. Miałem szczęście, mimo że pochodziłem z biednej rodziny. Wtedy było więcej czasu, nawet jeśli trzeba było chodzić do szkoły. Zawsze dobrze sobie radziłem w szkole, wcześnie odrabiałem pracę domową. W wakacje było dużo czasu. Kiedy nie byłem zajęty zabawą i rozrywką, spędzałem czas na zastanawianiu się, co chcę robić w życiu, szczególnie, gdy byłem na studiach. Miałem wtedy mnóstwo czasu.
Dużo tego czasu spędzałem na wyjazdach do północno-zachodniej Szkocji, gdzie znajdowały się najbliższe dzikie tereny. Zabierałem ze sobą namiot, kuchenkę turystyczną i przez kilka dni zostawałem w górach. Po prostu cieszyłem się tą piękną samotnością i spokojem. Pamiętam, jak pewnego dnia, właśnie na północnym-zachodzie Szkocji, szedłem drogą tuż nad brzegiem morza i był to jeden z tych cudownych letnich dni w Szkocji. Było ciepło, niebo było idealnie niebieskie, a ocean wyglądał wspaniale. Była to ta część wybrzeża, gdzie jest mnóstwo małych wysepek, rozsypanych aż po horyzont. To był absolutnie doskonały moment i cieszyłem się każdą sekundą tego doświadczenia. Chłonąłem tę chwilę. Był piękny dzień bez chmur i bez deszczu. Nie miałem nic konkretnego do zrobienia, więc szedłem beztrosko przed siebie, idealnie szczęśliwy. Aż do chwili, gdy zobaczyłem samochód zaparkowany na poboczu. A droga była naprawdę pusta, czasem tylko pojawiał się mieszkaniec, którejś z okolicznych wiosek. Zobaczyłem ten samochód i moją pierwszą myślą było, że ten ktoś pewnie też podróżuje i postanowił się zatrzymać, żeby podziwiać widoki. Ale kiedy podszedłem bliżej i zajrzałem do środka przez okno, wiecie, co zobaczyłem? Faceta czytającego gazetę. Pomyślałem: „Co ty do diaska robisz, czytasz gazetę?? Kiedy tuż obok jest tyle piękna, spokoju, życia i szczęścia!”. Co on czytał? Czytał o wojnach. Czytał o recesji w gospodarce. Czytał o korupcji w rządzie. Czytał o przegranej swojej drużyny piłkarskiej. O tym czytamy w gazetach. A tuż po drugiej stronie tej gazety, może kilka milimetrów dalej, była piękna, cicha, spokojna, pyszna przyroda w pełnej krasie. Pamiętam, że pomyślałem, że powinienem wziąć nożyczki, wkraść się do jego samochodu i wyciąć dziurę w gazecie, tak żeby zobaczył, co się dzieje po drugiej stronie tych artykułów o wadach świata i błędach, i żeby zamiast tego spojrzał na piękno. Nie, żeby zobaczyć, co jest nie tak – to było w gazecie – ale żeby zobaczyć szczęście po drugiej stronie. I to stało się dla mnie świetną metaforą tego, czym jest życie.
Dlaczego czytamy gazety i wypełniamy swoje umysły problemami świata? Muszę przyznać, że kiedy sam czytam gazetę – zapytajcie mnichów, to potwierdzą, bo widzieli – to zawsze zaczynam od komiksów. Zawsze. Zaczynam od tej wesołej części, bo czemu nie? Podążając za szczęściem, dostrzegamy, że wokół jest tyle piękna, ale w naszej naturze leży skupianie się tylko na problemach, na schizofrenii świata zamiast na tej drugiej stronie, na podążaniu za szczęściem w życiu, za jego pięknem. Wokół było tyle piękna, a ten facet był zajęty czytaniem gazety. I pomyślałem sobie: „Co za marnotrawienie życia”.

Fragment z mowy Ajahn Brahm. Fotki Marcina

Podobne artykuły


11
komentarze: 22 | wyświetlenia: 867
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 1121
10
komentarze: 11 | wyświetlenia: 713
9
komentarze: 44 | wyświetlenia: 997
9
komentarze: 27 | wyświetlenia: 543
9
komentarze: 18 | wyświetlenia: 671
9
komentarze: 56 | wyświetlenia: 632
9
komentarze: 13 | wyświetlenia: 671
9
komentarze: 3 | wyświetlenia: 614
8
komentarze: 5 | wyświetlenia: 476
8
komentarze: 15 | wyświetlenia: 766
8
komentarze: 4 | wyświetlenia: 764
8
komentarze: 2 | wyświetlenia: 538
8
komentarze: 25 | wyświetlenia: 607
8
komentarze: 18 | wyświetlenia: 839
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy






Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska