Login lub e-mail Hasło   

Przyjaciel na talerzu czyli zwierzęta są do kochania, nie do jedzenia.

Przecież kochamy zwierzęta, ale to nie przeszkadza nam zabijać je i zjadać. Jak to się dzieje, że jedzenia mięsa nie wiążemy z faktem zabijania, z cierpieniem zwierząt?
Wyświetlenia: 2.961 Utworzony: 05/05/2009

Zwierzęta są do kochania, nie do jedzenia - mówi Wojciech Eichelberger w rozmowie z Renatą Arendt-Dziurdzikowską

 

- Czy zwierzęta są do jedzenia?

- Zwierzęta są do kochania, nie do jedzenia.

- Przecież kochamy zwierzęta, ale to nie przeszkadza nam zabijać ich i zjadać, Jak to się dzieje, że jedzenia mięsa nie wiążemy z faktem zabijania, z cierpieniem zwierząt?

- Od dziecka jesteśmy w tej sprawie uczeni hipokryzji. Małe dzieci bardzo kochają zwierzęta. Dziecięca miłość do zwierząt jest naturalna i wszechogarniająca. Gdy byłem dzieckiem, wszystko, co żyje pies, kot, koń, ptak, motyl, robak, ryba, meduza, jaszczurka czy wąż - przedstawiało sobą jakieś zachwycające objawienie. Ku utrapieniu mamy hodowałem z bratem w domu, co się dało. Sporo czasu w dzieciństwie spędzałem na wsi. Pamiętam, jak godzinami przesiadywałem w żłobie u pewnego konia. Uwielbiałem patrzeć, jak zanurza w owies swój wielki pysk, wydmuchuje nozdrzami powietrze i powoli, cierpliwie żuje. To był ogromny pociągowy koń, spokojny i silny. Dobrze było być blisko niego. Moje dziecięce serce pełne było zachwytu i przywiązania do wielu różnych zwierząt. To z nimi przeżywałem swoje pierwsze miłości. Myślę, że niemal każdy dorosły, jeśli mu pamięć dopisuje, odnajdzie w sobie podobne wspomnienia. A mimo to, jak większość dzieci jadłem mięso. Z pewnością któregoś dnia na moim talerzu też wylądowało "mięsko" albo "kotlecik". Dziecko nie wie przecież, skąd się wzięło "mięsko". Nie było świadkiem zabijania tego zwierzęcia. Pyta więc rodziców, co to jest. Wtedy wyraźnie zmieszani rodzice mówią mu, że "to taki kawałeczek cielaczka albo kurczaczka, albo świnki. Dziecko jest zaskoczone, zaczyna mieć pierwsze wątpliwości, pyta zatem, co się stało z tym kurczaczkiem. Czy to znaczy, że został zabity? Wtedy słyszy, że został zabity jakiś inny kurczaczek, nie ten, którego zna i lubi. W ten właśnie sposób uczymy się hipokryzji i podwójnej moralności. Rozpoczyna się w nas proces wewnętrznego rozszczepienia na dwie niemajšce ze sobą nic wspólnego części. Jedna przeżywa w związku ze zwierzętami niestety już nieprawdziwe, egzaltowane miłosne wzruszenia, a druga zachwyca się smakiem mięsa i udaje, że nie ma nic wspólnego z zabijaniem. Już jako dzieci całujemy i przytulamy zwierzątka, jednocześnie nieświadomie uczestnicząc w ich zabijaniu. Świat naszych wyższych uczuć oddziela się całkowicie od świata kuchni i stołu. Zwierzęta, które żyją obok nas i mają swoje imiona, nazywamy przyjaciółmi. Cała anonimowa reszta jest do zabicia i zjedzenia. Zaczynamy żyć podwójnym życiem

- Rozmawiałam niedawno z wrażliwym mężczyzną, właścicielem gospodarstwa rolnego. Ma dużo zwierząt, które - jak twierdzi - bardzo kocha. Te, które zabija, sprzedaje, ponieważ nie byłby w stanie ich jeść. Dla swojej rodziny kupuje mięso w sklepie. I jeszcze jeden przykład. Kilka lat temu byłam w delegacji we Włoszech. Organizatorzy pokazywali nam, dziennikarzom ze Wschodu, nowoczesny zakład przetwórstwa mięsnego. Nigdy nie zapomnę przygnębiającego wrażenia, jakie zrobiło na nas to miejsce. Pracownicy przy taśmach z fragmentami zwierzęcych ciał byli bladzi i apatyczni, niechętnie odpowiadali na nasze pytania. Czuliśmy się jak w grobie. Przez wiele godzin po tej wizycie nie mogliśmy dojść do siebie. A jednak wieczorem na bankiecie niemal wszyscy jedliśmy szynkę parmeńską...

- Tak objawia się owo rozszczepienie, o którym mówiłem wcześniej. Gdy w okolicach trzydziestki zacząłem robić wewnętrzne i zewnętrzne porządki w swoim życiu i m.in. zdecydowałem się na wegetarianizm, bardzo pomógł mi tekst, na który natknąłem się w książce Phiiipa Kapleau "Ochraniać wszelkie życie": "Od setek tysięcy lat z mięsa duszonego w garnku sączy się wywar żalu i nienawiści, którym tak trudno jest położyć kres. Jeśli chcesz wiedzieć, skąd biorą się na świecie nieszczęścia wojen, wsłuchaj się w rozpaczliwy krzyk dochodzšcy z rzeźni o północy". Ktoś mógłby zapytać, jaki jest związek między jedzeniem mięsa a wojną. Myślę, że bardzo wyraźny. Po to, by móc brać udział w szaleństwie wojny i zabijać ludzi, najpierw musimy się wewnętrznie rozszczepić. Tak jak dzielimy zwierzęta na te do kochania i te do zabijania, tak samo musimy podzielić ludzi na tych, których kochamy, i na tych znienawidzonych, których można, a nawet trzeba zabić. Wojna jest tragicznym wyrazem ludzkiego rozszczepienia, którego prototypem może być nasze dziecięce doświadczenie z kurczaczkiem do głaskania i kurczaczkiem do jedzenia

- Chcesz powiedzieć, że jedząc zwierzęta, włączamy się w obieg zabijania, przykładamy rękę do wojen?

-Na ogół nieświadomie, ale tak. Świat jest całością, w której każde zdarzenie nieuchronnie pociąga za sobą następne. A my, ludzie pozostajemy w nieustannym stanie wojny ze światem przyrody. W bezlitosny, bezwzględny sposób, na skalę przemysłową eksterminujemy niewyobrażalne ilości zwierząt, fundując im swoiste obozy koncentracyjne i komory śmierci.

- Gdyby ściany rzeźni były ze szkła, nikt nie jadłby mięsa - powtarza Paul McCartney. Relacje tych, którzy widzieli, jak zabijane są zwierzęta, to horror. "Widziałam świnie niezdolne do chodzenia i stania na własnych nogach, zaciągane siłą do rzeźni; okaleczone zwierzęta, które wlokły za sobš własne wnętrzności" - pisze w książce "Milcząca Arka" Juliet Gellatley, angielska działaczka wegetariańska. Zdarza się, że żywe zwierzęta są obdzierane ze skóry...

-Niestety, to straszliwe cierpienie zwierząt staje się integralnym składnikiem kawałka mięsa lądującym na naszym talerzu. Mięso zwierząt rzeźnych zawiera w sobie nie tylko ogromną ilość adrenaliny, ale także innych toksycznych substancji związanych z ogromnym stresem, jaki przeżywają one na etapie hodowli, w transporcie i w ubojni, jak to się teraz elegancko mówi. Zawiera też środki chemiczne, którymi karmione są zwierzęta, takie jak powodujące szybszy przyrost masy anaboliki i antybiotyki stosowane profilaktycznie przeciw epidemiom zwierzęcym

-Jak to na nas wpływa? Stajemy się bardziej agresywni?

-To też, ale przede wszystkim mniej zdrowi. Gdy 30 lat temu przestałem jeść mięso, poczułem wyraźną zmianę. Stałem się bardziej wrażliwy, cierpliwy, rozumiejący. Nie bez powodu wszystkie tradycje religijne ustosunkowują się jakoś do sprawy mięsa i we wszystkich pojawia się wyraźna sugestia, że niejedzenie mięsa może być pomocne w realizowaniu naszych religijnych, duchowych aspiracji. Także chrześcijaństwo postuluje, żeby przynajmniej raz w tygodniu wyrzekać się mięsa. Po co ten post? Bynajmniej nie po to, aby jak wielu sądzi umartwiać się, lecz po to, aby o siebie zadbać i oczyścić nieco ciało i umysł. Buddyzm idzie dalej i postuluje niezabijanie wszędzie tam, gdzie człowiek może się bez zabijania wyżywić. W hatha-jodze nie sposób przejść bardziej wymagających assanów gdy umysł zatruty jest agresją, a ciało zakwaszone mięsem

- Ale mięso daje poczucie bezpieczeństwa, sytości, ponieważ długo leży w żołądku.

-Przede wszystkim daje iluzoryczne poczucie mocy, siły, panowania nad innymi, bycia kimś szczególnym. Na prymitywnym, atawistycznym poziomie karmi ludzką arogancję, iluzję bycia panami tego świata, którym wolno wszystko zabijać i zjadać

- A co z naszym chrześcijańskim przesłaniem: "Czyńcie sobie ziemię poddaną"? Na autorytet Pisma świętego powołuje się wielu z nas, przekonanych, że zwierzęta są jednak do jedzenia.

-To ulubione, ogólnoplanetarne alibi dla ludzkiego rozszczepionego i zaniepokojonego sumienia. Myślę, że są dwa sposoby rozumienia tego, co znaczy czynić sobie coś lub kogoś poddanym. Pierwszy najbardziej powszechny - charakteryzuje się wspomnianą arogancją pana czyniącego z ziemi i ze wszystkiego, co ona rodzi, niewolnika i poprawiającego sobie w ten sposób kiepskie w istocie samopoczucie. Bo im mniej mamy szacunku dla siebie, tym bardziej pragniemy zdominować innych, tym bardziej potrzebujemy ofiar i poddanych. Źródłem arogancji zawsze jest strach, nieczyste sumienie i utrata szacunku do siebie samego. Ale jest też inne rozumienie słów "czynić sobie poddaną", które wiąże się z odpowiedzialnością i miłością. Jako ludzie obdarzeni jesteśmy inteligencją i samoświadomością. Mamy możliwość uświadamiania sobie własnych wyborów, a także trudnych pytań dotyczących sensu istnienia. Dzięki temu w znacznej mierze losy ziemi, losy przyrody zależą od nas. Mamy władzę. Ale z władzą nieodzownie wiąże się odpowiedzialność. Jeżeli nie przestaniemy schlebiać naszym słabościom i przyzwyczajeniom, naszej chciwości i arogancji, zaszkodzimy światu, za który jesteśmy odpowiedzialni. Zaszkodzimy również sobie, bowiem jesteśmy nieodrodnymi dziećmi tej ziemi i bez niej nie przeżyjemy ani chwili. Tymczasem gigantyczna produkcja mięsa wpływa fatalnie na środowisko. Ogromne połacie lasów tropikalnych zamieniamy w pastwiska. Nie mamy już prawie czym oddychać, ale okazuje się, że potrzeba mięsa jest dla nas ważniejsza niż powietrze. Odchody zwierząt hodowlanych zatruwają wody gruntowe i wydzielają ogromne ilości metanu przyczyniają się do powiększania dziury ozonowej, co sprawia, że dobroczynne dotychczas słońce staje się coraz bardziej niebezpieczne. Udowodniono także, że choroby cywilizacyjne zwišzane są m.in. ze zbyt dużą ilością mięsa w naszej diecie. Takie są niektóre tylko konsekwencje czynienia sobie ziemi poddaną w sposób arogancki i nieodpowiedzialny. Punktem wyjścia dla budowania zasadniczo innej relacji pomiędzy ludźmi i ziemią może być uświadomienie sobie tego, że "czynienie sobie kogoś lub czegoś poddanym" w istocie wiąże się z miłością. Może najbardziej z miłościšą rodzica do dziecka, które jest mu "poddane", a więc zależne od niego w ogromnym stopniu, z czym wiąże się ogromna rodzicielska odpowiedzialność za dziecko. Tak czy owak poddać się, oddać, podzielić sobą, zaufać w pełni drugiej osobie możemy tylko wtedy, gdy jesteśmy z nią w prawdziwej relacji miłosnej, opartej na zaufaniu, szacunku, wzajemnej trosce o siebie i odpowiedzialności. W takim związku nie ma miejsca na zabijanie eksploatację, zniewolenie i wymuszanie ofiar. Tak właśnie powinna wyglądać nasza relacja z ziemią, przyrodą. Czas najwyższy więc, abyśmy na nowo odpowiedzieli sobie na pytanie, co to znaczy "czynić sobie ziemię poddaną" i jak to powinniśmy robić. Byłoby to dla nas łatwiejsze, gdyby okazało się, że ktoś kiedyś pomylił się w tłumaczeniu i że tak naprawdę mamy sobie czynić ziemię oddaną, a nie poddaną.

- Gdybyśmy nie zabijali, nie bylibyśmy w stanie przeżyć twierdzą ci, którzy jedzą zwierzęta. W końcu rośliny też czują.

-To kolejne fałszywe alibi tych z nas, którzy są przywiązani do mięsa. Nie wykluczam, że rośliny czują, ale na pewno znacznie mniej niż zwierzęta. Wystarczy spojrzeć zwierzęciu w oczy, posłuchać jego głosu, żeby dojrzeć nasze wyraźne z nimi pokrewieństwo w sposobie doświadczania radości i trudów życia. Dlatego przecież potrafimy nawiązywać ze zwierzętami tak silne więzi emocjonalne. Z roślinami tak nie jest. Pójdźmy do sadu, zerwijmy jabłko i poczujmy, jak przeżywamy ten rodzaj "zabijania". A później własnoręcznie zabijmy kaczkę albo świnię. Wtedy zdamy sobie sprawę, na czym polega różnica. Nawet zabicie zwierzęcia tak niepozornego i odległego od nas gatunkowo jak żaba jest bardzo bolesnym przeżyciem, jeśli uczynimy to z pełną świadomością. Gdy studiowałem, na zajęciach z fizjologii dostaliśmy polecenie, aby każdy zabił sobie żabę, a potem wypreparował jej serce. Okazało się, ku mojemu własnemu zaskoczeniu,że trzymanie w ręku skazanej na śmierć żaby i przecinanie rdzenia kręgowego, a potem wyraziste odczucie jej wyprężającego się w śmiertelnym skurczu ciała było bardzo trudne i bolesne. Na koniec okazało się, że serce tej żaby odłączone od wszystkiego, zanurzone w fizjologicznym płynie biło jeszcze pół godziny. Byłem poruszony czystością, niewinnością tego bijącego nie wiadomo dlaczego serca. Nigdy nie czułem czegoś podobnego, zrywając jabłko ani wyrywajšc rzodkiewkę. Odpowiadamy za to, czego jesteśmy świadomi. Zabijając zwierzęta, jesteśmy świadomi zabijania to fakt, któremu nie sposób zaprzeczyć. Jednak siła naszych przyzwyczajeń jest ogromna, więc usprawiedliwiamy, jak się własną słabość, niekonsekwencję i hipokryzję.

- Twierdzimy wręcz, że bez mięsa nie da się żyć, że to grozi poważnymi zdrowotnymi powikłaniami.

- Znam 30-letnich ludzi, którzy nigdy w życiu nie mieli w ustach mięsa i mają się znakomicie. Ich matki też nie jadły mięsa, będąc w ciąży czy w czasie karmienia. W polskich rodzinach buddyjskich to zwyczajne. To raczej jedzenie zwierząt jest zagrożeniem dla ludzkiego zdrowia. I ta prawda coraz bardziej się przebija do powszechnej świadomości. Nawet w niektórych gabinetach lekarskich w Polsce można zobaczyć plakaty z piramidš zdrowia, która pokazuje, jak minimalnych ilości mięsa potrzebujemy do życia. Mięso stanowi sam czubek tej piramidy, trzy procent całej naszej diety. Piramidę firmuje Światowa Organizacja Zdrowia. Zasadniczym składnikiem zdrowej diety są zboża, rośliny strączkowe, warzywa i owoce. Ale istnieje ogromny nacisk lobby mięsnego w tę dziedzinę przemysłu zaangażowane sš ogromne pieniądze. Lekarze i instytuty naukowe produkują więc od dziesięcioleci dowody i informacje mające uzasadniać konieczność jedzenia mięsa. Wszystko to wygląda na rozpaczliwą próbę podtrzymania koniunktury i uspokajania sumień konsumentów.

- W Polsce 100 tysięcy ludzi deklaruje niejedzenie mięsa. To dużo czy mało? Według mnie mało, zważywszy na to, jak wiele już wiemy o tym, że jedzenie przyjaciół (Bernard Shaw twierdził, że zwierzęta są naszymi przyjaciółmi, a on nie jada przyjaciół) nie wychodzi nam na zdrowie. Dla wielu z nas jednak ciągle niejedzenie zwierząt byłoby wyrzeczeniem ponad możliwości, strasznym bólem, karą.

- Na spotkaniach z czytelnikami moich książek często słyszę, jakim to wielkim jestem ascetą, bo wyrzekam się jedzenia mięsa. Mówię wtedy, że jest to komplement niezasłużony, że wręcz przeciwnie jestem sybarytą. Nie jedząc mięsa, robię sobie dobrze. Nie czuję żadnego braku. Gdy nasz związek z ziemią, ze zwierzętami jest związkiem miłosnym, wtedy nie jest to żadne wyrzeczenie, lecz najbardziej naturalna rzecz pod słońcem W końcu kto przy zdrowych zmysłach chciałby zjeść swoje dziecko, kochanka lub kochankę? Tak mówi większość osób, które zdecydowały się nie jeść mięsa. Poprawia im się jakość życia, czują się zdrowsze, bardziej w zgodzie ze sobą. Mają spokojne sumienie, bo ich stół nie jest już stołem krwawej i niepotrzebnej ofiary. W dodatku otwiera się bezmiar możliwości dogadzania własnemu podniebieniu. Ludzie nawykli do mięsa są przekonani, że przyrządzenie posiłku z czegoś innego niż mięso jest sprawš skomplikowaną. Wszystko wydaje się tylko dodatkiem do mięsa. Gdy odstawimy mięso, okazuje się, że owe dodatki same w sobie są czymś wspaniałym. Nabierają nieoczekiwanych kolorów i smaków.

- Na świecie rocznie zabija się niewyobrażalną liczbę zwierząt - 24 miliardy. Czy możesz podać jeden powód, dla którego jest to uzasadnione?

-W pewnych sytuacjach jedzenie zwierząt jest uzasadnione. Indianie amerykańscy, którzy nie potrafili albo nie mogli wyżywić się inaczej, jedli mięso zwierząt. Podobnie Tybetańczycy, mieszkańcy buddyjskiego kraju położonego tak wysoko, że nic oprócz trawy nie da się wyhodować, żywią się mięsem i przetworami zwierzęcymi. Przed każdym posiłkiem wypowiadają jednak taką mniej więcej intencję "Ten pokarm powstał dzięki pracy niezliczonych istot. Pamiętajmy o ich trudzie. Tak wiele mamy skaleń. Tak wiele popełniamy błędów. Tak słaby jest nasz wysiłek. Czy zasłużyliśmy na ten dar? Obżarstwo pochodzi z chciwości, bšdźmy powściągliwi. Ten dar podtrzymuje nasze życie, bądźmy wdzięczni. Przyjmujemy ten pokarm, aby osiągnąć drogę Buddy". Osiągnąć drogę Buddy, czyli nie zmarnować życia, dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi. Ci ludzie, jedząc mięso, mają świadomość tego, jakš ofiarę przyjmują. Wiedzą, że jest to ofiara życia. Ofiara dokonana przez istoty czujące, zdolne do przeżywania cierpienia i przywiązane do życia. To zobowišzuje. W naszej kulturze wygląda to zupełnie inaczej. Widząc kotlet na talerzu, nie przeżywamy poczucia bycia obdarowanymi tak hojnie ani zobowiązania, które z tego wynika. Nie umieramy z głodu i moglibyśmy spokojnie wyżywić się inaczej. Ale jemy ciało zabitego zwierzęcia dla kaprysu i z przyzwyczajenia. Smakuje nam, to jemy. A jak nie, to wyrzucamy do śmieci. Jesteśmy rozpaskudzeni nadmiarem wszystkiego, również żywności. Jemy byle jak, czytając gazetę, oglądając telewizję. Straciliśmy kontakt z rzeczywistością, przestaliśmy rozumieć, czym jest jedzenie, a szczególnie jedzenie mięsa. Zapomnieliśmy, jak wielka ofiara się z tym wiąże.

 

ZWIERCIADŁO 10/2002

Przedruk artykułu za zgodą redakcji Zwierciadła.


Poleć artykuł:  Ustaw jako status na GGWrzuć na Wykop.plDodaj na Śledzik.plOpublikuj na Facebook
Podobne artykuły



  jalonek,  05/05/2009

Bardzo się ciesze, ze ktoś w końcu odpowiednimi słowami ujął ten temat

Generalnie ludzie prezentuja dwa odmienne stanowiska wobec zwierzat i ich zjadania.
Jedni twierdzą, ze człowiek jako istota zdecydowanie wyzej rozwinieta od zwierzat, moze nad nimi sprawowac pelna kontrole, w tym hodowac, zabijac i zjadac... Druga strona, ktorej stanowisko podzielam, sugeruje, ze jako istoty o znacznie lepiej rozwinietej swiadomosci i inteligencji, ktore sa swiadome strachu (przed smiercia), cierpienia czy bólu powinnismy oszczedzic go zwierzętą. Jako istoty wyzej rozwiniete otoczy je opieka i wykazac zrozumienie tak jak dorosly opiekuje sie dzieckiem. A juz na pewno nie wykorzystywac podowujac przy tym w innemu stworzeniu wszystko to czego sami tak sie boimy i unikamy za wszelka cene.
Niestety jest tez i trzecia, najliczniejsza grupa, ktora po prostu nie dopuszcza do siebie rozterek na ten temat. Pojawia sie w glowie takiego czlowieka przelotna mysl, ze przeciez swojego psa by nie zjadl... albo ze to co ma na talerzu to te same tkanki, z ktorych sam jest zbudowany. No ale przeciez od dziecka je schabowe... pstryk pilotem i oddaje swoje mysli telewizji jeszcze bardziej splaszczajac swoja swiadomosc... i upodabniajac sie do swini, ktora przed chwila zjadl.

  mysza,  06/07/2009

"No ale przeciez od dziecka je schabowe... pstryk pilotem i oddaje swoje mysli telewizji jeszcze bardziej splaszczajac swoja swiadomosc... i upodabniajac sie do swini, ktora przed chwila zjadl. "

Geniale stwierdzenie. Wtórny debilizm gatunku ludzkiego postępuje :)

Cieszę sie, że pojawił sie artykuł o takiej tematyce.Myslę jednak, że aby ruszyć sumienia ludu należałoby poumieszczać opisy mordu w rzeźniach, jakie są tam na porządku dziennym wraz z odpowiednio dobranymi równie szokującymi zdjęciami.

Punkty dla autora artykułu: 100
  M O,  06/05/2009

Świetny artykuł, daję tyle, co mam :)

Punkty dla autora artykułu: 12

Ostatnio robiąc porządki znalazłem gazete z tym artykułem, fajnie, że teraz więcej osób będzie miało okazję go przeczytać. Thx za punkty ;)

  darayavahus  (www),  07/05/2009

Dobry, rzeczowy artykuł.
Jeden mały błąd: metan nie wpływa na "dziurę ozonową" (ozon niszczony jest przez chlorowcopochodne węglowodorów), jeżeli już, to na efekt cieplarniany - znacznie silniej niż CO2.

Punkty dla autora artykułu: 10
  thelinked  (www),  07/05/2009

Bzdury! Jakby faceta poglodzic tydzien i zamknac w pomeisczeniu z kurą, to by ją zjadł. Jeśli by tego nie zrobił to coś nie tak z jego umysłem. Pozatym kolejny gość z gigantycznym ego, który uważa się za coś lepszego niż roślina, tylko dlatego że roślina nie może zrobić smutnych oczu kiedy ją konsumuje.

1 pkt dla autora z nadzieją że nie będzie wklejać takich żenujących artykułów

Punkty dla autora artykułu: 1

Masz całkowitą rację, w twojej rzeczywistości pewnie są to bzdury. W mojej - nie. Każdy ma swój próg wrażliwości. Tylko jaki ma sens przytaczanie tak głupich sytuacji jak zamykanie się o głodzie na tydzień w pomieszczeniu z kurą, po prostu przyjmij do wiadomości, że są ludzie, którzy zauważyli, że podejmowaniem codziennych wyborów [np odnośnie tego co wkładają do ust] mogą minimalizować swój wkład w cierpienie niczemu niewinnych istot.

Bardzo dobry artykuł, choć tytuł taki niejednoznaczny, he he :-D Dzięki za zamieszczenie :-)

Bardzo naiwny artykuł, czy może raczej wywiad z bardzo naiwnym człowiekiem, przekonanym o swojej niesamowitej wartości.
Jasne, ja też kocham zwierzęta, miałem kiedyś rybki i zółwia, ale jednak - cholibka - jeść coś trzeba. Jak niby taki rolnik ma utrzymać siebie, swoją rodzinkę i te kochane zwierzątka ? Może ma hodować same ziemniaki ? Gdyby jednak ktoś chciał odpowiedzieć "tak", to proponuje rozejrzeć się za ceną ziemniaków a mięsa w skupie...

Zawsze jest wybór w postaci wegetarianizmu, ale nawet wtedy sporo produktów jest pochodzenia zwierzęcego - czyli nadal niezgodnie z filozofią pana Wojciecha Eichelbergera. Pozostaje najsurowsza odmiana wege, czyli jedzenie korzonków, trawy i "tego, co spadnie z drzewa". Powodzenia !

Do Ajmapleja: warzywa i owoce [+świeże z nich soki], kiełki, orzechy, rośliny strączkowe, glony, nasiona roślin oleistych, ziarna zbóż i ich przetwory - ciemne pieczywo, ryż, makarony, kasze + drożdże z wit.B12. Tak wyglądają składniki diety która dla mnie jest idealna, bez ciał zabitych zwierząt ani ich wydzielin ani komórek jajowych. Nie jestem przekonany o swojej niesamowitej wartości, nie mam gigantycznego ego, nie jem ani korzonków, ani trawy ani "tego, co spadnie z drzewa" ani rybek z akwarium ani żółwi a mimo to czuję się świetnie, wyniki krwi mam normalne. Jeżeli dla kogoś wegetarianizm oznacza jedzenie w kółko bułki z dżemem czy makaronu z sosem pomidorowym to raczej szybko dorobi się problemów. Domyślam się że twoja znajomość tematu i doświadczenia w diecie stricte roślinnej są bliskie zeru i dlatego taki komentarz, a wystarczą chęci i odrobina kreatywności w przyrządzaniu pełnowartościowych posiłków.

To super, że taki ekspert jesteś i w ogóle w tym temacie, pewnie kupujesz ekologiczne jajka za 10zł i słuchasz RM ? :)
Nie chce z Tobą polemizować, bo widze że już ci sie agresor włączył, podobnie jak tym wszystkim pseudokatolikom chodzącym co 2 dni do kościoła, a na ulicy fałszywe dziady...

Ale jedna sprawa: czy pomyślałeś o społecznych konsekwencjach niejedzenia mięsa ? Gospodarka, jeszcze większy problem światowego głodu, społeczne następstwa itd itp...Chociażby taka sprawa, jak uświadomienie wszystkich ludzi o takiej alternatywie, jaką daje wegetarianizm.
Mięso towarzyszyło człowiekowi zawsze, towarzyszy i będzie towarzyszyć.
NIE dla bestialskiego zabijania zwierząt w masarniach, NIE dla zabijania zwierząt dla futer czy polowania "dla sportu", TAK dla PO PROSTU mięsa w sklepie.

P.S. A propos wegetarian: zgadza się, nie jestem obyty w temacie na tyle by podejmować rękawicę od takiego eksperta jak ty. Ale wiem na tyle, by wiedzieć co pisze - a ci najbardziej ortodoksyjni wegetarianie jedzą tylko to, "co spadnie z drzewa" :P

Nie jestem ekspertem, nie mam mgr z dietetyki, po prostu zrozumiałem, że jedzenie ma kolosalne znaczenie dla zdrowia, dotarło do mnie jak mało wiem o biochemii swojego organizmu, dlatego postanowiłem to zmienić.
"pewnie kupujesz ekologiczne jajka za 10zł " - chyba nie czytałeś dokładnie poprzedniego postu, bo napisałem wyżej, że nie jem niczego co pochodzi z ciał zwierząt, chyba, że w swoim "nieobryciu w temacie" uważasz jajka za produkt roślinny [sic!]. Na tak rzeczowe argumenty o radiu ma ryja i pseudokatolikach nie bedę odpisywał bo nie ma to kompletnie związku z tematem, miała być konkretna wymiana poglądów, a nie odbijanie piłek na żenującym poziomie.

"Ale jedna sprawa: czy pomyślałeś o społecznych konsekwencjach niejedzenia mięsa ? Gospodarka, jeszcze większy problem światowego głodu, społeczne następstwa itd itp..." No trzymajta mnie chłopy [jak mawia mój przyjaciel] , po tym zdaniu to już sam nie wiem czy robisz sobie jaja czy na prawdę nie masz pojęcia co wiąże się ze spożywaniem mięsa w aspekcie społecznym, etycznym, ekologicznym itd. Zacytuje lekarza weganina, może słowa eksperta bardziej do ciebie trafią:

"Konsekwencje powszechnego spożywania mięsa i nabiału wykraczają daleko poza problemy zdrowotne. Utrzymanie konsumpcji mięsa na obecnym poziomie prowadzi do katastrofy ekologicznej. Mało osób potrafi wyobrazić sobie skalę światowej produkcji mięsa i mleka oraz ocenić jej skutki.
Hodowla zwierząt wymaga intensywnej eksploatacji olbrzymich obszarów ziemi. Dla wyżywienia osoby jedzącej mięso potrzeba dwudziestokrotnie wiekszego obszaru pola niż dla wyżywienia wegetarianina.
W USA tylko kilka % ziemi uprawnej służy do produkcji owoców i warzyw. Natomiast 87% ziemi rolniczej przeznaczona jest dla hodowli zwierząt na mięso. Z jednego hektara można wyhodować 44 000 kg kapusty lub 30 000 kg buraków lub 25 000 kg pomidorów albo marchwi lub 21 000kg cebuli lub 19 000 kg ziemniaków lub 14 000 kg ogórków, a TYLKO 120 kg wieprzowiny lub 47 kg mięsa drobiowego lub 16 kg wołowiny lub 3 kg cielęciny.
Produkcja mięsa na wiele innych sposobów zagraża środowisku naturalnemu: erozja gleby, nadmiernie eksploatowanej, zatruwanej nawozami sztucznymi, pestycydami, herbicydami. Obecnie już 1/3 ziemi uprawnej w USA jest wyłączona z uprawy z powodu erozji gleby. Produkcja mięsa jest także jednym z najbardziej zatruwających wodę przemysłow na świecie [np jedna krowa produkuje 16 razy więcej odchodów niż człowiek. Hodowla zwierzat i ich ubój są największymi konsumentami świeżej wody i największym źródłem jej zanieczyszczenia. Żeby wyprodukować 1 kg mięsa potrzeba 22 700 l wody tyle ile przeciętna rodzina zużywa w ciągu miesiąca. Tysiąc razy mniej wody potrzeba, ażeby wyprodukować 1 kg mięsa niż 1 kg pszenicy [ obejmuje to bezpośrdnie potrzeby zwierząt - pojenie, uprawy roślin przeznaczonych na pasze, zaopatrzenie rzeźni w wodę, do mycia urządzeń, utrzymania rygorów sanitarnych. Hodowla bydła jest bardzo nieekonomiczna, powoduje utratę bardzo dużej ilości pożywienia, podczas gdy na świecie głodują ludzie. Gdyby Amerykanie zmniejszyli konsumpcję mięsa tylko o 10%, byłoby tyle ziemi uprawnej, że można wyżywić wszystkich głodujących ludzi. Musimy sobie uswiadomić, że gros światowej produkcji roslinnej jest przeznaczane na pasze dla zwierząt. Populacja zwierząt hodowlanych w USA spożywa ilości zbórz i soi mogące wyżywić pięciokrotną populację tego kraju."
itd itd nie chce mi się dalej przepisywać, bo domyślam się że i to nie zmieni twojego podejścia do tego globalnego problemu, każdy broni swoich racji - to normalne, ale prosze jak juz poświęcasz czas na pisanie postów, to rób tak, żeby była ciekawa dyskusja bez "agresorów" i innych bzdetnych uwag.
Osobiście nie znam żadnego ortodoksyjnego frutarianina jedzącego tylko to co spadło z drzew, w cieplejszych strefach gdzie drzewa i krzewy obradzają przez cały rok, może i ludzie odżywiają się w taki sposób, w naszym klimacie jest to raczej niemożliwe.

zrobiłem błąd przy cytowaniu *Tysiąc razy więcej wody potrzeba, ażeby wyprodukować 1 kg mięsa niż 1 kg pszenicy

Wczesniej czy pozniej zabijanie i jedzenie zwierzat musi sie skonczyc. Ja nie jem miesa od ponad 15 lat. Nie ma znaczenia czy jesz czy nie jesz. Nie jedzac miesa mozesz czuc sie nawet lepiej i byc zdrowszy, mniej chorowac i byc bardziej odporny na choroby.

Punkty dla autora artykułu: 1000
  indigo,  11/05/2009

Drapieżnictwo jak istniało tak będzie istnieć, to zupełnie normalna rzecz, porządek świata. Ciekaw jestem jaki ten człowiek ma interes (pieniądze?!) w przekonywaniu ludzi, że zabijanie i jedzenie zwierząt jest złe. No tak, mamy przecież modę na wegetarianizm i inne tego typu akcje... Pozdrawiam myślących ludzi, jest nas coraz mniej. Pozdrawiam również osoby używające polskich znaków...

  czaran,  11/05/2009

Uważasz się myślącego człowieka? :D Może więc zacznij myśleć, co piszesz. Drapieżnictwo?? Tak, 'drapieżnictwo', w naturalnej skali występowania dzikusów jest normalną rzeczą, ale czy wśród cywilizowanych ludzi? W takiej masowej, przemysłowej skali? Raczej nie, definitywnie nie. Zresztą, czy ty sam i reszta mięsożerców jesteście drapieżnikami? Macie kły i pazury i latacie po lesie, samodzielnie zabijając swoje pożywienie? Nie, nie bylibyście w stanie, ani fizycznie, ani psychicznie.
Mam dla ciebie i tobie podobnych jedna radę - jedźcie do babci na wsi i weźcie udział w świniobiciu. Jeśli po powrocie będziesz pisał to samo, jeśli twoje serce nie drgnie, to znaczy, że jesteś bezdusznym skurwysynem i zapisz się do specnazu.
Jeśli ktoś nie ma babci na wsi, to zapraszam na wycieczkę do rzeźni. Efekt ten sam - zobaczycie, jakie z was drapieżniki. Zobaczcie, skąd i w jaki sposób kotlecik na waszym talerzu staje się kotlecikiem na waszym talerzu. Nie uciekajcie przed prawdą, poznajcie ją, przecież "to prawda was wyzwoli". Przy okazji, kto to powiedział? :)

najpierw zróbcie porządek z ludźmi, a później ze zwierzyną.
oczywiście znęcanie się jest złe, ale to po przez mięso nastąpił rozwój człowieka, bo wróćmy do praczasów, człowiek by nie miał czasu na tworzenie bo by musiał ciągle w krzakach siedzieć :)

  CJ Warlock  (www),  11/05/2009

Kolejny oszołom nadający się do piaskownicy i grabek, a nie na eioba.pl. W przeciwieństwie do Ciebie (co wnoszę po szybkości odpowiedzi na komentarz) mam pełne ręce roboty, m. in. jako organizator Ogolnopolskiego Tygodnia Wegetarianizmu. Racz więc swoją ignorancję zachować dla siebie, bo takim zachowaniem w tym stadzie posłuchu nie zdobędziesz (a to widać, że niestety bazujesz dość zauważalnie na instynktach stadnych, a nie próbujesz rzeczowo dyskutować). Prymitywnymi uwagami nakarmisz swoje ego, ale nic do świata wartościowego nie wniesiesz.

Obejrzyj tę część filmu "Mad Cowboy" i dopiero potem się ewentualnie wypowiedz.
http://www.youtube.com/watch?v(...)NGP4G0c

Dotychczasowe Twoje komentarze nie mówią nic o przedmiocie komentarzu, leczy wyłącznie o komentującym, i to wystarczająco, aby dalszymi wynurzeniami jegomościa nie przejmować się w ogóle. Strata czasu i cennej energii.

Marionetka wyuczona od najmłodszych lat posłuszeństwa wzorcom promowanym (jawnie i niejawnie) przez korporacje mięsne. Zero wiedzy o rynku, tak w skali globalnej jak i lokalnej. O znajomość marketingu też nie podejrzewam, widząc co i jak komentujący wypisuje. Przykro patrzeć na tak elementarne braki w wiedzy, która, gdyby była obecna w głowie jegomościa, byłaby pożyteczna może jeszcze dla kogoś poza nim samym.

A tak mamy przeciętnego barbarzyńcę, który jeszcze jest zadowolony z tego, że jest barbarzyńcą.

Uwielbia zniewolenie umysłu propagandą przemysłu mięsnego.

Każde stwierdzenie, czy oczywiste, czy bazowane na faktach i naukowej analizie, wykpi i zaneguje tylko dlatego, że jemu nie pasuje bądź dlatego, że demaskuje ono sam fakt, że siedzi po uszy w barbarzyństwie i konsumenckim konformizmie.

Czepił się swego raz wyuczonego (indoktrynowanego) modelu postępowania i boi się go zmienić. Bez żadnych racjonalnych argumentów przeciwko zmianie. Po prostu boi się, że mógłby coś stracić.

Nie dostrzega wpływu wielkiego biznesu na codzienne zachowania nabywcze konsumentów.

Nie uświadamia sobie skali wpływu przemysłu mięsnego na edukację, tzw.wiedzę powszechną, tzw.media content, styl życia.

Nie wie, że 60% rynku mięsnego jest w rękach tylko 4 korporacji, które mają jednak nie 60 a 90% władzy.

Nie wie, że niemalże nie ma polskich zakładów, a wszystkie znane marki polskie są tak naprawdę oddziałami jednej z tych 4 korporacji.

Nie wie, że dla niego i jemu podobnych ignorantów, co rocznie zarzynanych jest 50 000 000 000 zwierząt, co przekracza 8-krotnie liczbę ludzi na Ziemi.

Nie wie, że ta liczba jest zjadana przez ledwie 20% ludności Ziemi.

Nie wie, że to hodowla takiej liczby zwierząt (samego bydła 14 000 000 000) jest bezpośrednią i główną przyczyną głodu i śmierci dzieci w Afryce.

Nie wie, że na każde 2.5, słownie DWA i PÓŁ obiadu mięsnego, jaki spożywa, umiera jedno dziecko w Afryce. W połowie każdego trzeciego posiłku mięsnego zaciera rączki, że to nie on urodził się na czarnym kontynencie, i nie jemu przyszło właśnie umrzeć z głodu... Po czym z radością zwycięzcy przełącza pilotem kanał w telewizorze i dalej nie myśli o skutkach swoich wyborów.

Nie wie, że każda jego zachcianka zjedzenia zwierzęcia, zbędna jego ciału, powoduje WYCINKĘ LASÓW w liczbie 5 m2 na każde 100g kotleta.

Nie wie, że jego niczym nie usprawiedliwiona żądza pożarcia ciała a krwi pochlipania przyczyniła się do zatrucia wody pitnej łajnem z chowu przemysłowego, co spowodowało znaczną redukcję zasobów wody pitnej w stosunku do przewidywanej ich liczby (czytaj: przez takich ignorantów niedługo nie będziemy mieli co pić, a cena wody rośnie).

Każdego, kto wskaże, iż należy MYŚLEĆ zanim się coś kupi (nazywa się to byciem świadomym konsumentem), wykpi i zaatakuje bełkotem. Wściekle oskarży o dyktaturę i narzucanie mu czegoś. Nie widzi, że JUŻ MA narzucone pęta na umysł, których (o z grozo) zażarcie broni, do tego stopnia umiłował sobie bycie posłusznym pachołkiem przemysłu morderczego (mięsnego).

Aż po takich jego wynurzeniach chciało by się rzec: "co to za człowiek, który nawet o siebie samego nie dba, dla siebie lub dla swoich bliskich, aby za wcześnie nie mieli z nim problemów, nie musieli koło niego skakać gdy zachoruje i nie musiał być udręką ani przynosić smutku odejścia zbyt wcześnie". Takie zastanowienie nasuwa się samo.

Bo skoro zwierzęta ma tam, gdzie kończy się jego przewód pokarmowy (lub w jego wypadku ciąg produkcyjno-przetwórczy rzeźni), a siebie tak ponad inne czujące istoty wywyższa, to przynajmniej dla siebie i paru bliskich powinien się częściej zastanawiać, co w siebie pakuje.

I można by tak wymieniać i wymieniać, bo to temat rzeka. Z ignorantami jednak się nie dyskutuje, ignorantów się gasi. W końcu co za pożytek z grochu, kiedy rzuca się nim o ścianę, w dodatku krwią setek niewinnych zwierząt splamioną? Groch lepiej zasiać, przyniesie więcej pożytku. Podobnie jak inne nasiona.

O ile nie znajdzie się jakiś oszołom, który stwierdzi, że zamiast tymi plonami wyżywić setki ludzi, lepiej nakarmić nimi dziesięć zwierząt, które potem zeżre ledwie kilku ludzi.

Nie ma to jak takie wredne, totalnie dominatorskie i z szyderczym uśmiechem poczucie zwycięstwa nad umierającymi z głodu ludźmi, kiedy brało się udział w ukradzeniu im sprzed nosa ich zasobów i zeżarło je, po czym poklepało się po pełnym brzuchu w słodkim poczuciu rozleniwienia, kiedy to tłuszcze nasycone zamieniają krew w substancję o konsystencji margaryny...

Tylko proszę następnym razem nie pisać w takim stanie komentarzy, bo coś słabo taka krew do mózgu dopływa. A poza tym z ludźmi pod wpływem substancji odurzających (zawartych w zwłokach zwierzęcych) nie dyskutuję, bo to bezcelowe.

PS.Przejęzyczenie z tym ZUS-em, miałem na myśli składkę NFZ. Co nie zmienia faktu, że ludzie pożerający zwierzęta (w stopniu, w jakim nigdy do tej pory człowiek w historii nie konsumował zwierząt - nie zapominaj o tym powołując się na historię, i tak zafałszowaną, bo badania dowodzą czegoś trochę innego) doprowadzają się NA WŁASNE ŻYCZENIE do stanu wraków, zatem powinni być leczeni NA WŁASNY RACHUNEK, kiedy po prostu spaśli się zwłokami zwierzęcymi. Moje składki zdrowotne wolałbym widzieć dysponowane mądrze na edukację zdrowotną i PROFILAKTYKĘ, bo jak powszechnie wiadomo, lepiej zapobiegać niż leczyć. W starożytnych Chinach lekarz miał płacone za utrzymywanie ludzi w zdrowiu, a nie od liczby chorych.

Może przydałoby się zreformować system zdrowia pod tym kątem właśnie. Zobaczylibyśmy, ilu lekarzy zaczęłoby nagle alarmować swoich pacjentów, aby odrzucili całkowicie lub przynajmniej zredukowali znacznie liczbę produktów zwierzęcych w diecie. Obecnie lobby mięsne posuwa się nawet do używania nazwisk lekarzy (fikcyjnych albo opłaconych) pod spreparowanymi przez swoje działy marketingu artykułami, mającymi zatuszować FAKTY ukazywane co raz powszechniej przez lekarzy i zwykłe osoby promujące zdrową dietę, czyli weganizm, bądź wegetarianizm.

Punkty dla autora artykułu: 100
  CJ Warlock  (www),  11/05/2009

Powyższy komentarz skierowany był do użytkownika Bartłomiej Marcinkiewicz na jego komentarz:
" "prawa zwierząt = prawa człowieka," Stawianie "zwierzątek" na równi z ludżmi (...) "

Nie wiem, czemu został źle umiejscowiony w drzewku komentarzy.

Cóż pozostaje ciężko westchnąć i spuścić wstydliwie zasłonę milczenia. Z fanatyzmem dyskusji nie ma. Obojętnie pod jaką postacią się przejawiającym, a z powyzszego "steku" idiotyzmów właśnie obraz fanatyka się wyłania. Reagowanie pieniackim zacietrzewianiem i przywoływanie jakichś zmyślonych "badań" na poparcie swych racji jest typowym działaniem "aktywisty", który nabiwszy sobie głowę farmazonami zaczyna w nie wierzyć i chciałby pociągnąć za sobą innych, bo jego zdanie jest jedynie słuszne. A żryjcie sobie nawet i plastik - mam to gdzieś, ale od mojej miski wara oszołomy. Z tego miejsca, znad kolejnego kotleta, ja:trupojad pozdrawiam kiełkożerców.

  jajeczko,  12/05/2009

najbardziej wkurza mnie jak ktoś kogoś od głupów wyzywa, a sam ma brudne ręce, nawet jak ktoś jest wege to i tak kiedyś mięso wcinał, więc nie jest bez winy. Czasami jest bardzo ciężko podjąć jakąkolwiek decyzję nawet tą najprostszą, bo nie wiemy czy nie skrzywdzimy kogoś tą decyzją. W ludzkiej naturze przecie jest wyolbrzymiać by do kogoś dotrzeć :). Więc co jest gorsze jeść mięso czy modyfikowaną roślinkę, czym bardzie zaszkodzimy zdrowiu ?
No jasne ktoś zara powie że gmo jest całkowicie nie szkodliwe :) ale taki mały trik jest, że "Narazie", kto wie jakie potwory się urodzą za jakiś czas. Najpewniejszą metodą jest to co było wypróbowane czyli iść z naturą, naturalnie karmiona świnka , naturalne roślinki, naturalny nawóz od świnek i tak dalej. Jak zabijemy jedną świnkę na jakiś czas to się przecie nic nie stanie co innego marnowanie żywności jak masowe "mordy" :). Pomyślmy jak nie będzie świnek to co chemią ziemia będzie nawożona, ile będzie potrzeba roślinek by wyżywić wszystkich, jakaś symbioza musi przecież być. Wracając do afrykańskich dzieci, dzieci rodziców mają czyli jakiś byt muszą im zapewnić, no to dajcie im łopatę, jestem ciekaw czy wiedzą co to łopata.

z góry przepraszam jeśli kogoś obrażę, ale nie wiem dlaczego roślinożerca kojarzy mi się z krową chyba dlatego, że ciągle miele ozorem :). sorki.

Wreszcie bardzo mądra i przemyślana opinia. W krajach mniej rozwiniętych przemysłowo - jak Polska właśnie, produkcja żywności (obojetnie roślinnej czy zwierzęcej) przebiega jeszcze względnie naturalnie. Miałem okazję pracować za zachodnią granicą w rolnictwie. Tam sypie się kilkucentymetrową warstwę nawozów sztucznych (pod szparagi i ziemniaki, tak konkretnie, ale podejrzewam, że pod inne uprawy też). Wykopany z takiej ziemi "kartofel" zaraz po przekrojeniu robił się siny - smacznego życzę. To ma być ta zdrowa żywność? Wolne żarty! Ziemia uprawna w niektórych rejonach intensywnie wykorzystywanych rolniczo na zachodzie potrzebuje ok. 300 lat leżenia odłogiem, aby powrócić do swej naturalnej kultury. Więc proszę mnie nie przekonywać jakie to jedzenie roślinek jest zdrowe. Owszem zdrowe ale nie uprawianych przemysłowo.

@jajeczko: "Więc co jest gorsze jeść mięso czy modyfikowaną roślinkę, czym bardzie zaszkodzimy zdrowiu ? "
To już sam sobie musisz odpowiedzieć, co jest zdrowsze: nawożone, modyfikowane rośliny czy zwierzęce zwłoki napompowane hormonami wzrostu, antybiotykami, hodowane na nawożonej, modyfikowanej paszy [nie wspominając już o kanibalizmie i gąbczastym zwyrodnieniu mózgu (BSE) czyli karmieniu roślinożernych zwierząt zmielonymi zwłokami ich pobratymców [choć ładniej brzmi "mączka mięsno-kostna"].

"Jak zabijemy jedną świnkę na jakiś czas to się przecie nic nie stanie"
<wow> Szkoda tylko, że grubo ponad 95% populacji konsumujących zwłoki nie zabija sobie jednej świnki na jakiś czas, ba, nie byłoby w stanie samemu pozyskać w taki sposób jedzenia ze względów psychicznych/nerwowych. Wygodniej jest iść do sklepu i kupić już nie "zwłoki" a "szyneczkę" "kaszankę" "salceson" - i jeżeli jesteś jedną z takich osób, to niestety opłacasz ludzi, którzy nie: zabijają jedną świnkę na jakiś czas, ale zabijają świnie, krowy, owce, konie, osły, drób, ryby itd cały czas, non stop. I to jest jeden z najważniejszych czynników, dla których osoby decydują się na zmianę swoich przyzwyczajeń kulinarnych, po prostu nie chcą być już częścią tej machiny mordującej niewinne zwierzęta.

@czaran "to prawda was wyzwoli". Przy okazji, kto to powiedział? :)"

-->NT Ewangelia Jana (8,32)

Niestety pomału zaczyna grozić nam dyktatura wszelkiej maści odmieńców, róznych popaprańców, których trzeba przymusowo tolerować, bo taki jest "trynd", np. pedałów. A teraz do głosu dochodzą i zoofile. Kto chce może sobie "kochać" swoje zwierzątka od przodu, od tyłu i jak tylko chce. Ja zamierzam je zjadać (i tylko te mnie interesują, reszta mnie nie obchodzi). A w świniobiciu brałem udział wielokrotnie i bardzo mi się podobało już od pierwszego razu.

Niestety pomału zaczyna grozić nam dyktatura wszelkiej maści odmieńców, róznych popaprańców, których trzeba przymusowo tolerować, bo taki jest "trynd", np. paranoidalnych zwłoko-konsumentów, wielbiących dyktaturę korporacji mięsnych i podatnych na nią jak naiwne dziecko na reklamę lizaka. A teraz do głosu dochodzą i zoofoby. Kto chce może sobie "bić" swoje zwierzątka (np.konia ;) ) od przodu, od tyłu i jak tylko chce. Ja zamierzam (i nie tylko zamierzam, bo robię to od dawna) bronić praw zwierząt i prowadzić do ich wyzwolenia spod szowinizmu gatunkowego pazernych oszołomów niszczących Ziemię dla zysku (i nie tylko te mnie interesują, gdyż wiem, że prawa zwierząt = prawa człowieka, jako że zakończenie jednego, najpowszechniejszego rodzaju szowinizmu i przemocy (ludzi wobec zwierząt) automatycznie pociągnęłoby za sobą stopniowe zakończenie drugiego rodzaju szowinizmu i przemocy (ludzi wobec ludzi)). A w świniobiciu nie brałem nigdy udziału (mimo możliwości wystąpienia takiej sytuacji) i bardzo mi się to podoba już od pierwszego głębokiego przemyślenia, którego to głębokiego przemyślenia brak jest kluczowym motorem komentarza przedmówcy.

No cóż, ciężar wyrzutów sumienia wskutek mordowania zwierząt przejawia się pod postacią dalszej agresji wobec zwierząt, mającej na zasadzie mechanizmu obronnego zagłuszyć owe wyrzuty sumienia, które w przeciwnym razie mogłyby doprowadzić do zmiany postępowania, obecnie postrzeganej przez ego jako zagrożenie własnego status quo. Nihil novi.

Zgodnie ze współczującym nastawieniem, nie cieszy mnie fakt, iż znaczny odsetek posłusznych konsumentów korporacji mięsnych będzie miało "cardiovascular disease" - http://en.wikipedia.org/wiki/C(...)disease

Tym bardziej nie cieszy, że na ich leczenie kasa pójdzie także z moich składek ZUS, które to pieniądze można by wydać na edukację dotyczącą zdrowej diety.

Warto pamiętać - co dajesz, to wraca do ciebie - mordujesz zwierzęta, to ich zjadane zwłoki mordują ciebie - odżywiasz się i robisz zakupy etycznie i ze współczuciem, to otrzymujesz czyste sumienie i wspaniały bonus w postaci zdrowia.

Animal Liberation NOW!

"prawa zwierząt = prawa człowieka," Stawianie "zwierzątek" na równi z ludżmi prowadzi do zezwierzęcenia tych drugich, a niestety (albo na szczęście) nie do uczłowieczenia tych pierwszych. Oto mamy przykład wojującego zoofila, który nawet pieniądze przeznaczone na emerytury (ZUS zajmuje się emeryturami, a nie leczeniem chorych) przeznaczyłby na własne poronione cele. Jak widać można nie wiedzeć, gdzie się żyje (jak działa państwo), ale nie przeszkadza to w walce o zaprowadzenie dyktatury "kiełkożerców". I kto tu jest agresywny? Człowiek chce mi dyktować co mam jeść i jak robić zakupy nawet. Niedoczekanie! zarzuca mi się zoofobię! Toż to absurd niebotyczny! No ale jak prawa zwierząt przesłaniają komuś zdolność czytania ze zrozumieniem... Wszak napisałem, że lubię zwierzęta - tak je lubię, że palce lizać he, he. Inputuje mi się jakobym zagłuszał jakieś wyrzuty sumienia!?! Otóż informuję, że takowych nie posiadam, a już na pewno nie wtedy, kiedy obżeram się schabowym. A na własne leczenie to ja płacę sam, panie szanowny; po kilka tysięcy rocznie, więc argument nie trafiony.
No i te spiski, wszędzie spiski. Korporacje jakieś itp. a ja kiełbasę kupuję u pani Zofii - pozdrawiam.
"Animal Liberation NOW!" że co? To jakaś organizacja jest? Czy to może tylko takie "komsomolskie pozdrowienie"?
Na szczęście ludzie jedzą zwierzęta od początku świata i do końca świata będą je jedli. amen (albo howgh - jak kto woli)

  CJ Warlock  (www),  11/05/2009

Typowe argumenty wycelowane w próżnię i kolesiostwo zamiast rzeczowej analizy. Podaj konkretne przykłady stowarzyszeń lub pojedynczych obrońców praw zwierząt, w których autentyczna konieczność adopcji zwierzęcia spotkała się ze zignorowaniem.

Następnie wypisz, w jaki sposób pomagasz tym bezdomnym zwierzętom i czy w jakiś sposób edukujesz choćby znajomych, w jaki sposób zapobiegać bezdomności zwierząt.

Naprawdę każda dyskusja zyskałaby walor poznawczy, gdyby była prowadzona za pomocą rzeczowych argumentów, a nie całej masy werbalnych i psychologicznych sztuczek jak argumenty wycelowane w próżnię, presupozycje, uogólnienia, przypisywanie komuś fikcyjnych cech/czynów, ukrywanie oskarżenia za słówkiem "dlaczego", itp.

Inaczej jest to tylko egotyczny i zuchwały, nudny bo wiele razy widziany przypadek "pokazania się" w stylu "ja mam rację i ona jest moja, a moje jest bardziej mojsze niż twojsze". Odsyłam do piaskownicy i grabek, a nie na eioba.pl.

  CJ Warlock  (www),  11/05/2009

Do użytkownika Bartłomiej Marcinkiewicz: odpowiedź na Twój komentarz system umiejscowił w drzewku nieco wyżej. Odsyłam tamże.

  counter,  11/05/2009

Ludzie jedzący ciała zamordowanych zwierząt są trochę wyżej na drabinie rozwoju od kanibali, ale do pełni człowieczeństwa im niestety brakuje. Wegetarianizm wynika właśnie z człowieczeństwa człowieka, z tego co nazywamy potrzebą serca i empatią, ze świadomego wyboru niekrzywdzenia istot, które choć są obdarzone zwierzęcą inteligencją to jednak są istotami odczuwającymi radość i cierpienie tak samo jak człowiek. Ktoś kto przykłada rękę do mordowania zwierząt poprzez stwarzanie popytu na ich martwe tkanki, krew i kości wciąż tkwi na poziomie człekoluda, istoty pierwotnej, gdyż nie rozwinął w sobie cechy świadczącej o człowieczeństwie - empatii. Do bycia w pełni człowiekiem trzeba dorosnąć.
Ktoś napisał o nadciągającej dyktaturze wegetarian. Być może najwyższa na nią pora. Kilkadziesiąt lat temu zamykano w psychiatrykach osoby odmawiające spożywania trupów uważając to za psychiczną chorobę. Dzisiaj w miarę rozwoju świadomości ludzi dyktatura trupojadów przechodzi do niechlubnej historii i oby szkodliwe trupożerstwo jak najszybciej zostało wykorzenione na świecie.

witam
Pisze Bartłomiej Marcinkiewicz ":No i te spiski, wszędzie spiski. Korporacje jakieś itp"
Niestety ale to Pan napisał.
Proszę zaglądnąć do podstawowego podręcznika dla studentów prawa Prawo Handlowe:
"Zewnętrzne formy zorganizowania przedsiębiorców
W rozwoju gospodarczym charakterystyczne są PROCESY TRANSFORMACJI polegające na podziałach , połączeniach , przejęciach ( wrogich lub przyjaznych )
W szczególności charakterystyczne są próby KONCENTROWANIA KAPITAŁU LUB STRUKTUR ORGANIZACYJNYCH. Odbywa się to na podstawie rożnych umów , ale często również USTALEŃ FAKTYCZNYCH.
KONCENTRACJA o której mowa nie zawsze MUSI MIEĆ WYMIAR PRAWNY często właśnie na umownej lub BEZUMOWNEJ ma wymiar czysto faktyczny.
Do najistotniejszych powiązań gospodarczych zaliczamy : HOLDING( powiązanie w pionie ) KONCERN ( powiązanie poziome ). w przypadku holdingu dochodzi , do powiązań które muszą mieć oparcie w czynnościach prawnych i faktycznych i są ich następstwem ( podział , połączenie , utworzenie nowego podmiotu ).
W przypadku KONCERNU podstawą FUNKCJONOWANIA SA UMOWY miedzy powiązanymi strukturami ( jak wcześnie było np.:w formie bezumownej ).
Ponadto możemy wyróżnić KARTELE i TRUSTY. w przypadku KARTELI INSTRUMENTY PRAWNIE ODRYWAJĄ ŻADNEJ ROLI, gdyż najczęściej opierają się na POROZUMIENIACH USTNYCH , NIEFORMALNYCH. Z kolei w przypadku trustu dochodzi do wykupywania akcji ( czynności prawne ) innego przedsiębiorcy) "
I nie ja to wymyśliłem - patrz w "Prawo Handlowe" prof. Andrzej Kidyba str .39 , 40 wyd Beck 2004

Doszukuje się Pan spisków prawdopodobnie z tej przyczyny, iż zaniedbał się Pan intelektualnie i pozostał Pan gdzieś w okolicach lat 70 , 80 minionego wieku.
Obecnie to nie jest już jakąś tajemna wiedzą ale powszechnie znane informacja - może przyczyna jest inna - nie wiem nie moja sprawa - mogę się tylko domyślać.
Dodatkowo można zaglądnąć do Kodeksu Spółek Handlowych i poczytać czym jest spółka dominująca.

Pisze też Pan,że"pewnie kupujesz ekologiczne jajka za 10zł i słuchasz RM ? :) "
Bardzo dobrze,że są ludzie którzy kupują takie jaja - ale dokładnie chodzi o ORGANICZNE.
Dlaczego o tym piszę? I co to ma do jaj ?
CO to ma do jaj ? A to ,że Fritz-Albert Popp udowodnił naukowo ,że jaj kur hodowanych na świeżym powietrzu mają ZNACZĄCO większą zdolność magazynowania światła niż jaja kur hodowanych w klatkach w zamkniętym pomieszczeniu. Taka sama różnica jest widoczna w przypadku pomidorów hodowanych organiczne w porównaniu do szklarniowymi. Żywność mrożona promieniuje słabiej niż świeża , podobnie jak ziemniaki wyhodowane na nawozach sztucznych w porównaniu z wyhodowanymi na nawozie organicznym. Wszelkie rodzaje manipulacji , włącznie z używaniem pestycydów , mają negatywny wpływ na ELEKTROMAGNETYCZNY Stan żywności.
Fritz-Albert POPP , Die Botschaft der Nachrung Zweitausendundeins Frankfurt, 2000
Można jeszcze dodać iż organizm jest bardziej witalny lub zdrowy , tym dłużej elektrony mogą magazynować ŚWIATŁO , energię fotonów . Oznacza to że elektron może dłużej przebywać na wyższej ( dalszej od jądra ) orbicie , pozwalając tym samym atomowi ,KOMÓRCE , NARZĄDOWI i CAŁEMU ORGANIZMOWI reagować sprawniej i elastyczniej przez dostosowanie się do wszelkich zmian.
więcej tutaj:
http://www.biophotonen-online.(...)120.htm
http://translate.google.pl/tra(...)6sa%3DX
http://www.biophotonen-online.(...)ex.html
http://translate.google.pl/tra(...)6sa%3DX
Antyu 007 piszesz" Jedno lobby/mięsne/ zastąpione zostaje drugim /kiełkowym/ "
Zobacz jak ludzie na surowej żywności radzą sobie w Polsce:
http://www.forumveg.webd.pl/fo(...)ffdee5a
i nie jest tak ,że" jest to bardzo często niezdrowe bo przepełnione konserwantami a na dodatek co raz częściej proponuje się żywność genetycznie modyfikowaną i wcale nie tańszą od tej mięsnej "
Tutaj można poczytać do jakiego WYRAFINOWANIA doszłykoncerny przetwórczo mięsne gdy chodzi o NAJNOWSZY sposób utrzymania czerwonej barwy peklowanego mięsa GAZOWANIEM tlenkiem węgla (czadem) Carbon Monoxide :
tutaj znajduje się pdf dot. Carbon Monoxide :"Carbon Monoxide - Masking the truth about meat?":
www.foodandwaterwatch.org/food/pubs/reports/carbon-monoxide/download?id=pdf -
http://www.foodandwaterwatch.o(...)onoxide
http://translate.google.pl/tra(...)s%3DV4f
tutaj można zobaczyć animację edukacyjną:
http://monomeat.advomation.com(...)o-meat/
A tutaj dla wszystkich oponentów wege i zwolenników dań na bazie tkanki odzwierzęcej mała ciekawostka( link podany przez Jędrusia
Animal visuals - Moce Przerobowe w Zabijaniu:
http://www.animalvisuals.org/d(...)?y=2008
pozdrawiam z zielonej góry

Szanowny Panie krzysztofie2. Nie wszystko co mi Pan przypisuje w swoim komentarzu napisałem ja. Proszę o uważniejsze czytanie (nie ja pisałem o jajach po 10 PLN). Cytowanie książek o spółkach handlowych mógł Pan sobie darować. Gdyby zamiast zarzucać mi "zaniedbanie intelektualne" zechciał Pan włożyć nieco wysiłku w zrozumienie tego co napisałem, to pojął by Pan sens moich słów, ale wyjaśnię go Panu, aby Pan nie musiał nadwerężać szarych komórek: Otóż potraktowałem z ironią (ironia to taki zabieg stylistyczny w tym wypadku) demonizowane wyraźnie przez mego ówczesnego adwersarza pojęcie korporacji, stwierdzając, że ja kiełbasę kupuję u Pani Zofii, która to sama (wespół z mężem) "bije" świnie i tę kiełbasę robi. Chciałem tym pokazać, że nie tylko owe demoniczne korporacje mięso przetwarzają. Po drugie primo, jak mawiał klasyk, gdyby Pan zechciał zadać sobie trud i przeczytałby Pan wszystkie moje komentarze (razem wzięte są one krótsze od pańskiego) niechybnie by Pan zrozumiał, że nie mam nic przeciwko wegetarianom. Ba, nawet wiem, że jedzenie warzyw jest zdrowe. Co więcej ja lubię warzywa (bez pomidorów to niemógłbym funkcjonować) Zawsze jednak bedę w opozycji do "wojujących" wegetarian, którzy chcieliby mi narzucić własną dietę (zabronić jedzenia mięsa, co na jedno wychodzi). Napisałem do tych ludzi (wiem, że to głupio cytować samego siebie, ale oszczędzę Panu fatygi intelektualnej: "A żryjcie sobie nawet i plastik - mam to gdzieś, ale od mojej miski wara oszołomy." tak napisałem. I powtórzę to dobitnie raz jeszcze: Wara od mojej miski, ba ja nikomu w nią nie zaglądam. Co do magazynowania przez elektrony światła to się litościwie nie wypowiem... Bardzo pouczające materiały Pan podlinkował, ale pozwoli Pan, że nadal będę kupował kiełbasę od Pani Zofii. Ja mam po prostu te propagandowe filmiki głęboko w... w mięsie. Pozdrawiam.

  acho  (www),  17/05/2009

Zgodzę się, że wegetarianizm ma wiele zalet, ale to co jest tematem artykułu jest po prostu bez sensu. Koleś mówi jak to bestialsko zabijane są zwierzątka, a sam z zimną krwią brutalnie podrzyna łodygę jakiejś roślinie. I nie tłumaczcie się, że wegetarianizm jest zdrowy, lepszy dla środowista bo to nie artykuł o wegetarianiźmie, ale o chyba najbardziej absurdalnym argumencie za.

"Koleś mówi jak to bestialsko zabijane są zwierzątka, a sam z zimną krwią brutalnie podrzyna łodygę jakiejś roślinie. "
Uogólniając człowiek przystosował się do pobierania składników odżywczych albo z produktów roślinnych albo zwierzęcych, więc ma wybór co do źródła białka, tłuszczu, cukrów, witamin itp. Jeżeli przytaczasz taki argument to albo nie widzisz różnicy między podrzynaniem gardła świni a podrzynaniem łodygi roślinie albo nie do końca rozumiesz pojęcie centralnego układu nerwowego.

  Suki,  17/05/2009

Jeśli ktoś chce mieć zamknięte uszy i oczy na fakty a także wyzbył się wszelkich człowieczych uczuć i odruchów to każdą argumentaję może sprowadzić do absurdu, jak np acho. Temat jest poważny. W UK to biją na alarm bo za 10-20 lat nie starczy pieniędzy na leczenie wielkiej ilości otyłych wychowanych na hamburgerach i oczywiście chorób pochodnych od jedzenia mięsa i fastfudów. I tam się o tym pisze codziennie i nie nazywa polityków ani dziennikarzy "popaprańcami". Pomijając wymiar humanitarny w stosunku do zwierząt to po prostu oblicza się społeczne koszty takiej diety. Budżet państwa tego nie udźwignie jak obliczają ekonomiści, dlatego wiedzą że łatwiej i taniej jest propagować nowe wzorce. Dlaczego ludzie dbający o siebie i swoje zdrowie mają płacić za leczenie innych, którzy często z lenistwa kupują przetworzoną żywność i nie chcą zmieniać swoich zwyczajów żywieniowych opartych na reklamie służącej korporacjom do zbijania fortun. Jak widać po niektórych opiniach edukacja w tym zakresie jest bardzo potrzebna. Wielkie podziękowania dla KONRADA za strzał w gorący temat.

  acho  (www),  28/07/2009

Ależ ja nigdzie nie napisałem, że nie popieram wegetarianizmu! Dla mnie argument o tym, że jest to niehumanitarne to absurd i nie trzeba go specjalnie do absurdu sprowadzać.A z tymco napisałeś to się całkowicie zgadzam, mogę jeszcze dodać, że jedzenie mięsa jest nieekologiczne. Bo zwierzęta chowane produkują gazy cieplarniane po obu stronach przewodu pokarmowego, a gdyby obsiać dany obszar warzywami to więcej ludzi się najje niż jak ten sam obszar zostanie obsiany roślinamina pasze dla zwierząt, które ludzie potem zjedzą. A o patologiach typu wrzucanie żywej świni do wrzątku jak czasem lubią w tv pokazywać, to nie ma co wspominać, bo patologia to patologia i nie jest to dla mnie argument że jedzenie jest niehumanitarne, bo w normalnych warunkach zwierzęta mają bardziej humanitarną śmierć niż w naturze gdy zwierzęta leżą żywe a inne drapieżniki zjadają im kończyny itp.

  on_x,  29/05/2009

Jem mięso, nie jestem miłośnikiem zwierząt w potocznym mniemaniu. Nie męczę psa czy kota w mieszkaniu 30m/kw. w bloku na 12 piętrze. Nie ograniczam zwierzakom możliwości wybiegania się czy załatwienia swych potrzeb fizjologicznych, bo akurat nie chce mi się wyjść z domu. Nie zmuszam swego pupila do wykonywania głupich sztuczek i nie pasę go tak by nie mógł chodzić. Nie kastruje kota, bo brudzi w mieszkaniu. Uważam, że zwierzęta powinny żyć na wolności a nie w klatkach czy ludzkich mieszkaniach męcząc się całe życie. I nadal będę jadł mięso. Ja będę nazywany bezdusznym sadystom a tzw. miłośnicy zwierzą będą nadal męczyć swe pupile w imię miłości.

I tu się Eichelberger bardzo myli. Zwierzęta nie są do kochania i jak to się mówi "zagłaskiwania na śmierć" egoiczną miłością swego pana. Nie da się ich zamknąć w klatce i "kochać", bo muszą mieć wolność, aby żyć. Eh, wystarczy popatrzeć na zwierzęta w niewoli... smutne to, apatyczne...

Ale zwierząt nie zjadam, bo to stworzenie co też chce żyć - jak wszystko co oddycha na tej Ziemi. Cóż - roślinki też chcą żyć, ale coś jeść trzeba i już wolę jeść roślinki, żeby nie przelewać krwi innych stworzeń.

  mysza,  06/07/2009

Obieg materii w przyrodzie. Powiem tylko tyle. Mógłbym podważać niektóre fakty z innymi musiałbym się zgodzić, mógłbym bić brawa za trafne stwierdzenia czy obrzucać błotem nieprawidłowe. Cały nasz świat zbudowany jest z jednej materii której nie ubywa i nie przybywa. To co teraz jest roślinką niedługo będzie pieskiem czy kotkiem albo świnką która będzie kiedyś mną który będę kiedyś jakimś grzybem który rozłożą bakterie i drzewko przerobi na liście które zerzrą robaki które wydziobie kura z której ktoś zrobi kiedyś kotleta. Człowiek z natury jest wszystkożerny więc czemu temu przeciwdziałać zwłaszcza że zjadając jabłko zjadam zarazem drzewo, kota, myszę, swoją prababcię, biurko z ery wiktoriańskiej i tysiąc innych rzeczy, zwierzą, roślin, grzybów, bakterii i bezjądrowców. Dlatego proszę o jedno. Ci co jedzą mięso niech je jedzą ci co nie jedzą niech zostaną przy swoim. Nie zmieniajmy się na siłę i nie kłóćmy. Ale przede wszystkim niech nie cierpią zwierzęta zabijane w okrutny sposób. Oddajmy im honor gdy zabieramy ich siłę (czyt. materię) którą w tej chwili dzierżą.

To w jaki sposób zwierzęta mają nie cierpieć, kiedy ci co jedzą ich zwłoki mają zostać "przy swoim"? Jak wygląda oddawanie honoru innym istotom kiedy prawie przy każdym posiłku jako konsumenci jesteśmy ostatnim ogniwem w zwierzęcym holokauście?

  acho  (www),  28/07/2009

Ostatnim ogniwem? To czemu zwłoki się rozkładają?!

Pisząc o zwierzęcym holokauście- miałem na myśli przemysł mięsno-mleczarski, eksploatujący i mordujący miliardy zwierząt rocznie, w celu wyciągania ogromnych pieniędzy od konsumentów, którzy w tym łańcuchu stanowią ostatnie, docelowe ogniwo.

Dno... I 5 metrów mułu nad nim...
Po to ewolucja zabrała nam ślepą kiszkę, żeby mięso jeść. Poza tym, to fajnie ktoś ma, jak przyjacielem nazywa zwierzę... Idź do niego, może przytuli w potrzebie... A roślinki też boli, jak się je je - no i się je zabija! Grzyby też - to jest nieetyczne... A ile bakterii zabija się w bolesny sposób - przecież się je zjada żywcem! Bardziej troszczy się o zwierzaczki niż o zabijane dzieci w aborcji, chorych zabijanych w eutanazji i innych ludzi, którzy giną bez sensu (do analfabetów - sens pisze się przez ,,en").
Za 100 lat ludzie wyginą - z głupoty...

Chyba nie czytałeś całej dyskusji. Odpowiedzi na twój post już się pojawiły, więc nie widzę sensu pisać innymi słowami to co już zostało napisane wyżej:

Zacytuje Counter`a "Ludzie jedzący ciała zamordowanych zwierząt są trochę wyżej na drabinie rozwoju od kanibali, ale do pełni człowieczeństwa im niestety brakuje. Wegetarianizm wynika właśnie z człowieczeństwa człowieka, z tego co nazywamy potrzebą serca i empatią, ze świadomego wyboru niekrzywdzenia istot, które choć są obdarzone zwierzęcą inteligencją to jednak są istotami odczuwającymi radość i cierpienie tak samo jak człowiek. Ktoś kto przykłada rękę do mordowania zwierząt poprzez stwarzanie popytu na ich martwe tkanki, krew i kości wciąż tkwi na poziomie człekoluda, istoty pierwotnej, gdyż nie rozwinął w sobie cechy świadczącej o człowieczeństwie - empatii. Do bycia w pełni człowiekiem trzeba dorosnąć.
Ktoś napisał o nadciągającej dyktaturze wegetarian. Być może najwyższa na nią pora. Kilkadziesiąt lat temu zamykano w psychiatrykach osoby odmawiające spożywania trupów uważając to za psychiczną chorobę. Dzisiaj w miarę rozwoju świadomości ludzi dyktatura trupojadów przechodzi do niechlubnej historii i oby szkodliwe trupożerstwo jak najszybciej zostało wykorzenione na świecie. "

Co do argumentów typu: "A roślinki też boli, jak się je je - no i się je zabija! Grzyby też - to jest nieetyczne... A ile bakterii zabija się w bolesny sposób - przecież się je zjada żywcem!" i "Koleś mówi jak to bestialsko zabijane są zwierzątka, a sam z zimną krwią brutalnie podrzyna łodygę jakiejś roślinie. "

-->Uogólniając człowiek przystosował się do pobierania składników odżywczych albo z produktów roślinnych albo zwierzęcych, więc ma wybór co do źródła białka, tłuszczu, cukrów, witamin itp. Jeżeli przytaczasz taki argument to albo nie widzisz różnicy między podrzynaniem gardła świni a podrzynaniem łodygi roślinie albo nie do końca rozumiesz pojęcie centralnego układu nerwowego.

  acho  (www),  18/08/2009

Chyba nie widzę różnicy, mógłbyś wyjaśnić? Chodzi ci o to, że zwierzęta czują ból? To można je zabijać bezboleśnie, powiesz zapewne, że jednak zwierzęta są zabijane niehumanitarnie? Przyznam ci rację, więc może wypadałoby to zmienić, a nie od razu całkowicie odciąć się od konsumpcji mięsa? To tak jak bym skręcił kostkę i od razu amputował nogę, zamiast po prostu ją wyleczyć. A co do wegetarianizmu, tak jak już wcześniej pisałem, powinno się go promować ze względu na jego inne zalety, bo argument o zabijaniu przyjaciół nie do końca mnie przekonuje.
A powiedz mi jeszcze, jakie jest twoje zdanie na temat spożywania produktów takich jak mleko - które pochodzą od zwierząt, ale nie wymagają zabijania do ich produkcji? Jestem ciekaw.

do acho: hodowla bydła choćby dla samego nabiału niestety też wymaga zabijania zwierząt. Cielęta muszą być zabierane matce i zabijane, żeby nie wypijały mleka przeznaczonego dla ludzi. Jeśli chodzi o jajka - zabieranie ich kurom też jest przez wegetarian uważane za wykorzystywanie zwierząt, bo zabieramy im coś z czego mogłyby się wykluć następne ptaki. Jak widzisz, wegetarianie są tak obłudni, że już nie chodzi im wcale o męczarnie zwierząt, ani o samo ich zabijanie (choćby bezstresowe i bezbolesne), lecz już o zwykłe okradanie ich (nawet gdyby kury i pszczoły żyły sobie w rajskich warunkach). To się nazywa fanatyzm. I jeszcze mają ci wegetarianie czelność powoływać się na zdrowotne, ekonomiczne i ekologiczne aspekty wegetarianizmu, jakby to ich w ogóle obchodziło, zakłamańcy.

Nie jem mięsa, ale nienawidzę wegetarian, którzy na wiadomość o tym że nie jem mięsa dla zdrowia i ekologii oburzają się i mówią, że najważniejszym powodem do przejścia na wegetarianizm powinna być empatia i troska o los zwierząt. Próbują tylko narzucać innym swoją ideologię, nie patrząc na ważniejsze aspekty. Z taką postawą ci fanatyczni wegetarianie nie zyskają sobie zwolenników, zyskają tylko wśród tych, którzy są tak samo nawiedzeni jak oni. Słyszałem że nawet komarów nie zabijają i pozwalają się kąsać, bo uważają to za zgodne z naturą.
Można by rzec, że gdyby zwierzęta mogły oddawać swoje mięsko w jakiś cudowny sposób bez śmierci i cierpienia, to obecni wegetarianie jedliby mięso i tym samym skazywali planetę i zdrowie ludzi na dalsze niszczenie, truciciele!
Chciałbym żeby cała ludzkość nie jadła mięsa, ale nie chciałbym świata samych wegetarian, ponieważ nie zgadzają się oni też ze spożywaniem nabiału i miodu, a to jest nieodłączny element mojego jadłospisu. Precz z nawiedzonymi wegetarianami.
Jarosze TAK, wegetarianie NIE!

  Gamka  (www),  30/12/2009

Gratuluję :) dobry artykuł
pozdrawiam Gamka

Punkty dla autora artykułu: 50

Czy osoby które szukają przyjaciół wśród ludzi a nie zwierząt mogą zwać się jeszcze normalnymi ?



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 
Autor
Dodał do zasobów: konradkostka
4
wyświetlenia: 189
3
wyświetlenia: 91
21
wyświetlenia: 3613
23
wyświetlenia: 6137
28
wyświetlenia: 11249
17
wyświetlenia: 1676
Artykuł
Dodatkowe informacje
Grupy O artykule w internecie


Akcja Lubię czytać!


O EIOBA
Artykuły
Odkrywaj
Publikuj
Społeczność
Książki
Statystyki
Użytkownicy online: 364
Zarejestrowani: 17.876
Komentarze: 43.572
Artykuły: 9.546
EIOBA Świat

© 2005-2010 grupa EIOBA. Wrocław, Polska