Co można zmienić w polskich szkołach?
|
|
|
Można w nich zmienić bardzo wiele i bardzo szybko. W dostatku nie trzeba ponosić zbędnych kosztów, wystarczy tylko bardziej efektywnie wykorzystywać zasoby i usprawnić...
|
|
Wyświetlenia: 1.775
|
Utworzony: 20/06/2009
|
Ta funkcja wymaga zalogowania. Jeżeli jeszcze nie posiadasz konta, załóż je korzystając z przycisku przy formularzu logowania w górnym panelu.
Wstaw poniższy kod na swoją stronę, a odwiedzający będą mogli przeczytać ten artykuł bezpośrednio na niej.
Kod:
Można w nich zmienić bardzo wiele i bardzo szybko. W dostatku nie trzeba ponosić zbędnych kosztów, wystarczy tylko bardziej efektywnie wykorzystywać zasoby i usprawnić pewne procesy. Ale po co zmieniać to co jest dobre (dla wszystkich, tylko nie dla ucznia)? Bo zmiany oznaczają postęp, a postęp oznacza lepszą przyszłość. Dlaczego więc zarządcy placówek edukacyjnych do stopnia średniego nie potrafią skutecznie wprowadzać pożądanych zmian, a skupiają się tylko na działaniu doraźnym?
Problem nie leży tylko w zarządzaniu poszczególnymi placówkami, ale też w budowie systemu polskiej edukacji. Dlatego zanim zacznie się wprowadzać poważniejsze zmiany w szkołach trzeba zreformować system. I to nie w taki sposób, jak to się robi obecnie, zmieniając zakres materiału egzaminu maturalnego, czy ciągłość nauki na zajęciach historii. Tu trzeba fundamentalnych zmian i określenia pewnych zasad. Niestety jest to obecnie niemożliwe, ze względu na brak chęci ze strony ustawodawcy. Niemniej jednak niektóre zmiany da się wprowadzić bez ingerowania w prawo. O tym właśnie jest ten artykuł. Dlatego postanowiłem przedstawić listę najważniejszych zmian, które (moim zdaniem) trzeba przeprowadzić zarówno na szczeblu ustawy jak i można je przeprowadzić w konkretnych placówkach edukacyjnych. Mam nadzieję, że większość z nich za jakiś czas zostanie wdrożona do systemu szkolnictwa, co z pewnością zwiększy jego efektywność.
Zmiany, które trzeba wprowadzić w systemie edukacji
1. Podejście do ucznia – powinno być kompletnie inne. Moim zdaniem ucznia (a raczej jego rodziców) trzeba traktować jak klientów, a nie kogoś, kto i tak musi skorzystać z usług edukacji. Niektórzy myślą, że edukacja jest bezpłatna, więc uczniowie mają się podporządkować bez żadnych sprzeciwów. Otóż, za edukację młodego pokolenia płaci starsze pokolenie (nie tylko rodzice) w formie podatków. Dlatego mamy prawo domagać się gospodarności w zarządzaniu tymi pieniędzmi. Niestety system redystrybucji nie pokazuje prawdziwego płatnika. Gdyby rodzice płacili bezpośrednio szkołom cała sytuacja wyglądałaby inaczej i zarządcy musieliby się liczyć z klientami. Dobrze wygląda to na przykładzie szkół językowych – płacisz i usługa zostaje wykonana, a gdy masz jakieś zastrzeżenia wystarczy krótka rozmowa rodzica z dyrektorem, aby problem został rozwiązany. Gdy w szkole publicznej rodzic chce rozwiązać jakiś problem… w każdym razie jest to wielkie oburzenie, że „(…) ktoś ma czelność przychodzić, bo niby jest jakiś problem. Jaki problem? U nas nie ma problemów.”. Gdyby szkoły zgodnie z zasadą wolnej konkurencji musiały się starać o pieniądze potencjalnych uczniów i nie dawałoby to gwarancji, że wybiorą oni tę placówkę na cały cykl edukacyjny, to uczniowie mogliby być traktowani jak np. w salonach operatora telefonii komórkowej – indywidualnie. To jest o wiele lepsze podejście, wytwarza więź pomiędzy dostawcą (marką) a odbiorcą.
2. System finansowania placówek – może zrobienie czegoś na wzór OFE z systemu edukacji byłoby nieodpowiedzialne, ale system śledzenia pieniędzy konkretnych podatników (rodziców) powinien być. Wtedy można by zrealizować postulat pierwszy – wiadomo, kto płaci. Poza tym finansowanie powinno być rozłożone na dwa stopnie: podstawowy (ilość pieniędzy na jednego ucznia jest stała dla wszystkich placówek) i dodatkowy (dodatkowe pieniądze dla najbiedniejszych palcówek, dla zdolnych uczniów, za jakość obsługi – oceniane niezależnie). Dzięki temu efektywniejsze placówki dostaną więcej. A efektywność oznacza lepsze traktowanie ucznia i rodzica a także wydajniejszy proces nauki.
3. Podstawa programowa – o niej można dużo mówić. Może po prostu powinna być bardziej spójna? Bo w realnym świecie „program” to jedno, nauka to drugie. Dla nauczycieli ważne jest, aby zrealizować „podstawę” i nic więcej. Uczniom zależy tylko na wiedzy, która przyda się w życiu. A obecnie są bombardowani informacjami, które nie mają żadnego odniesienia do rzeczywistości, a prawdopodobieństwo ich wykorzystania w przyszłości wynosi statystycznie ponad 1:10.000. Są przecież, gdzieś granice ogólnego kształcenia. Ogólnie oznacza ogólnie a nie dokładnie. Szczególnie, gdy są to już ostatnie lata edukacji w systemie szkół. W dodatku podstawa programowa na każdy rok powinna (moim zdaniem) być homogeniczna dla całego okresu edukacji i jednocześnie podzielna, co oznacza, że każdy rok można zrealizować w innej placówce bez ponoszenia nakładów na nadrabianie braków wiedzy.
4. Restrukturyzacja personelu – coś, co powinno być już dawno zrobione. Przede wszystkim należy podnieść wynagrodzenia nauczycielom. Powinni zarabiać co najmniej dwa razy więcej, jeśli chcemy, aby jakość świadczonych przez nich usług była wysoka i aby angażowali się w swoją pracę. Bo jak do tej pory to „pensja” nie zachęca do niczego, a przecież powinna być elementem motywującym. Po drugie należy odmłodzić kadrę. Młodzi ludzie mają większe szanse na zrozumienie młodzieży i są w stanie efektywniej przekazywać swoja wiedzę. Osoby starsze i młodzież łączy zbyt duża luka wiekowa, aby mogli oni efektywnie współpracować. Poza tym „stara gwardia” mimo swojego doświadczenie nie zawsze jest nastawiona na współpracę, a raczej na „poddanie się ich woli”.
Zmiany, które można wprowadzić w poszczególnych placówkach już teraz
1. Usprawnienie obiegu informacji – podstawa do zmian w każdej placówce. W większości obieg informacji przebiega przez kanały nieoficjalne, czyli między układami koleżeńskimi, zamiast przybrać bardziej oficjalną formę. Chodzi oto, aby kadra zarządzająca interesowała się tym, co dzieje się w placówce na poziomie odbiorców (uczniów). I choć obecnie nie jest w tej materii źle, to niewielkim kosztem może być jeszcze lepiej. Można ewidencjonować uczniów szkoły biorącej udział w różnych konkursach, olimpiadach, turniejach i jeśli ci przechodzą do kolejnych etapów, można im pomóc, np. kupić książki do biblioteki o tematyce danego konkursu, zakupić sprzęt sportowy lub zwrócić pieniądze za wyjazdy. Można też utworzyć listę osób, które mają jakieś problemy i im pomagać (głównie chodzi o problemy socjalne), a nie reagować, gdy często jest już za późno. Poza tym usprawni to pracę sekretariatu, który często na prośbę dotyczącej podstemplowania jakiegoś dokumentu odpowiada: „proszę zostawić i przyjść jutro”. Pomoże to też wykryć, którzy uczniowie wnoszą najwięcej wartości dodanej dla szkoły i odpowiednio ich nagrodzić, a tych, którzy wnoszą jej najmniej, odpowiednio zachęcić do aktywniejszej działalności.
2. Redukcja zbędnych etatów – szczególnie administracyjnych. Zdarzają się sytuacje, gdy są 3 sekretarki, a żadna z nich nic nie robi. Osobiście uważam, że dobre zaplanowanie ich pracy pozwoli tę liczbę zmniejszyć do dwóch i nawet przy największym natłoku informacji te dobrze zorganizowane osoby sobie poradzą. Są też nauczyciele (często na wcześniejszej emeryturze), którzy pracują na np. 3/18 etatu. Zamiast przydzielić to komuś z aktywnych zawodowo nauczycieli to zatrudnia się ich często „po znajomości”. I tak oto daje się pracę, a zmniejsza ogólną efektywność placówki. A przecież dobry rozkład zajęć to zarówno korzyść dla ucznia i nauczyciela (który pracuje w kilku szkołach, choć nie powinien, ale zmusza go do tego sytuacja majątkowa). Na szczęście część szkół realizuje ten postulat i stara się o efektywność zatrudnienia.
3. Zachęcanie do niezależnych inicjatyw – nie tylko uczniów, nauczycieli, ale też inne organizacje związane z edukacją, np. kuratoria. Wydaje się niemożliwe? A jednak – inicjatywa może iść w każdym kierunku, a wartościowe pomysły naprawdę mogą być realizowane nie tylko z inicjatywy wyższej instancji albo wewnątrz placówki. Wydaje mi się, że szkoły są miejscem, skąd mogą wypływać ciekawe inicjatywy prosto od uczniów, które mogą być potem czymś ciekawym, wydarzeniem na skalę regionu. I tu można pokazać prekursora – II LO w Białymstoku, którego dyrektor zachęcił prezydenta miasta do organizacji koncertu dla laureatów i finalistów olimpiad i turniejów. Nie wiem jak to jest w innych częściach Polski, ale takie inicjatywy są raczej rzadkością, a szkoda.
4. Inwestycja w kapitał ludzki – pięta achillesowa części placówek. Nie dbając o uczniów przyczyniają się do powstawania negatywnej opinii o tych palcówkach (pomijamy takie szkoły, do których trafia tzw. „trudna młodzież”) przez co te mają problemy z rekrutacją, ze względu na mniejsze zainteresowanie taką placówką. Często próby dementowania nie pomagają. Dlatego szkoła powinna wytworzyć więź z uczniem na takiej samej zasadzie jak buduje się przywiązanie do marki. Dzięki temu absolwenci sami będą zachęcali do wyboru tej szkoły młodszych znajomych. I to obniża koszty reklamy. Niektóre szkoły wykorzystują strategie budowania marki, choć nie w taki sposób jak robią to przedsiębiorstwa, co jest błędem.
5. Wspieranie kreatywności i innowacyjności – niewiele zarządzający placówkami maja w tej sprawie do powiedzenia. Ogranicza ich niestety podstawa programowa i wytyczne MEN. Ale i ten problem da się rozwiązać – wystarczy stworzyć interesujące zajęcia dodatkowe, które będą nastawione nie na „produkcję” finalistów i laureatów, ale dobrych pracowników. Oznacza to doskonalenie tych elementów wiedzy z danego przedmiotu, które będą później wykorzystywane zawodowo. Oczywiście dotyczy to szkół średnich, co też może wydawać się niepotrzebna na tak wczesnym etapie życia. Otóż, im wcześniej tym lepiej. Poza tym to całkiem dobra promocja placówki: „pomagamy nie tylko zdać maturę i dostać się na studia – pomagamy być konkurencyjnym.”.
Wymieniłem wyżej wszystko co uważam, za ważne, ale może nie najważniejsze. Bazuje na własnych doświadczeniach z systemem szkolnictwa i systemach organizacyjnych szkół, które ukończyłem. Wiem, że są to informacje niepełne i często jest zaznaczony tylko mój punkt widzenia, co sprawia, że artykuł jest subiektywny. Być może w innych częściach Polski stosuje się opisane przeze mnie propozycje zmian, jednak tam, gdzie ja mieszkam, postępuje to raczej niemrawo. Jednak porusza on sporo płaszczyzn organizacyjnych szkolnictwa, które wymagają dyskusji. A odpowiedzą na te pytanie jest chęć zmian, kreatywność, zaangażowanie i uczynność ludzi ze szkołą związanych. I miejmy nadzieję, że ta odpowiedź będzie pozytywna dla kolejnych pokoleń.
Podobne artykuły
Powiązane tematy
 |
Ad 1. "Gdyby rodzice płacili bezpośrednio szkołom cała sytuacja wyglądałaby inaczej i zarządcy musieliby się liczyć z klientami." - I tak i nie. Szkoły to nie sklepy. Istniałaby realna pokusa, aby w celu przyciągnięcia uczniów (ich pieniędzy) szkoła zanizy standardy kształcenia - bo wazniejsze będzie utrzymanie się na rynku - a nie sama jakość kształcenia. Obserwuje się to już teraz w przypadku bardzo wielu prywatnych uczelni wyższych. To przedsiębiorstwa do robienia pieniedzy, zś jakośc kształcenia jest rzeczą marginalną. I wszystkim to odpowiada, bo liczy się tylko papier. Ad 2. Bardzo nieprecyzyjnie Pan to formułuje. Raz stwierdza Pan, że dodatkowe pieniądze poszłyby do placówek biedniejszych - a zpkt 1 wynika, że biedniejsze to gorsze (bo rodzice nie posyłają tam dzieci) - to znów, że do "efektywniejszych" A le coż to oznacza? Jak i kto ma oceniać "jakość traktowania" klientów czyli rodziców? Nie podał Pan tu niestety konkretów, tylko zbiór niejasnych, pobożnych życzeń. Ad 3. Sporo w tym racji, ale: rzeczy w 100% przydatnych życiowo/zawodowo uczyą się uczniowie terminujący w zawodzie. Szkoła ogólna, jak nazwa wskazuje uczy ogólnie, bo młody człowiek często jeszcze w ostatnich latach szkoły średniej nie wie, jakie studia wybierze, zatem ścisłe profilowanie (poza technikami, które już przecież istnieją) jest niecelowe. Ad 4. "Po drugie należy odmłodzić kadrę" a cóz to znaczy? wydusić starych? Pozwalniać ich? Znów przyznaje racje ale nie całkowicie. Często doświadczeni pedagodzy lepiej potrafia dotrzec do młodziezy niż "zółtodzioby" zaraz po studiach. W nauczaniu, przypomnę, chodzi o nauczanie, a nie o koleżeńskie układy uczeń-nauczyciel. tyle komentarza do cześci pierwszaj artykułu. |
 |
ad Ad.3, Z tym kształceniem w szkołach zawodowych/technikach, że tam się niby uczy tego co przyda mi się w życiu to też taka bzdura i puste słowa. Sam uczę się w technikum i mam masę zbędnych pierdół w szkole. Technik informatyk musi się uczyć obliczać masy molowe związków, przeprowadzać reakcje utleniania itp podczas gdy ta wiedza jest mi do niczego nie potrzebna i nie przydatna. Na biologi muszę wiedzieć jak przebiega cykl Krebsa, mam takie bzdurne przedmioty jak Wiedza o Kulturze gdzie uczę się czym się różnił Michał Anioł od Breniniego a z kolei ten od Santiego. Uczeń technikum ma 2 lekcje tygodniowo matematyki (która zawsze była jednym z najważniejszych przedmiotów w technikach poza przedmiotami zawodowymi) bo brakuje czasu ale ma również 2 lekcje WOKu i 2 godziny religii. |
 |
Proszę dokładnie przeczytać, co napisałem. To mało eleganckie, ale zacytuję sam siebie: "rzeczy w 100% przydatnych życiowo/zawodowo uczą się uczniowie terminujący w zawodzie" - to znaczy uczniowie bezpośrednio przyuczani do zawodu w zakładzie lub u rzemieślnika. Konczyłem technikum, (chociaz dość dawno temu) i faktycznie nie miałem wówczas woku, biologii itp. Między innymi dlatego uważam, że polska szkoła od lat stacza się po równi pochyłej. |
 |
Faktycznie troszkę źle zrozumiałem co miał Pan na myśli. Tyle, że poza tą przydatną wiedzą uczymy się masy bzdur przydatnych ale nie w naszych dziedzinach. A czasem na lekcjach zawodowych zamiast uczyć tego co powinni to nauczyciel wychodzi i uczniowie grają w CS'a, Warcrafta i inne gry (ja na szczęście trafiłem na takich co wyciskają z nas wszystko co się da żeby nas nauczyć zawodu). Pozdrawiam |
 |
A ja pozwolę sobie odpowiedzieć: W pkt. 1 chodzi oto aby wyeliminować z pozycji płatników ludzi, którzy nie mają dzieci etc., czyli aby podatki an szkolnictwo płacili sami rodzice. Jednocześnie chodzi oto, aby był widoczny rzeczywisty płatnik, czyli nie "Państwo" a "Podatnik - rodzic". Jednocześnie trzeba zauważyć, że żadna z opcji nie jest wolna od wad. Niestety nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy jeśli wszystkie szkoły będą w prywatnych rękach to zasady wolnorynkowe uregulują dostęp do nich. Nie wiemy, czy jeśli wszystkie uczelnie byłyby prywatne, dostęp do nic nie byłby uregulowany. Skoro aby się dostać na lepsze uczelnie trzeba lepiej zdać maturę to uważam, że dbałyby one o poziom kształcenia dalej. Bo przecież nie mówię, aby zlikwidować egzaminy. Podsumowując, uczeń zdaje egzamin i wybiera szkołę na zasadach takich jak obecnie, a różnica jest tylko taka, że nie wykorzystuje pośrednika w płatnościach jakim jest państwo (tzn. w sensie fizycznym wykorzystuje, ale działanie na zasadzie przejrzystej redystrybucji - "moje pieniądze idą za mną"). "Biedniejszy" może mieć wiele znaczeń. Biedniejszą placówką może być szkoła na wsi, jedyna w okolicy 25 km, do której tak czy inaczej pójdą uczniowie. Ma to właśnie zapobiegać likwidowaniu takich placówek. Niestety nie mnie oceniać, jak można obiektywnie ocenić efektywność placówek. Moim zdaniem nigdy nie będzie to w 100% obiektywne. Ale skoro da się ocenić poziom zaspokojenia potrzeb konsumenta, to można wykorzystać zdobycze marketingowców. Tylko, że kończąc szkołę zawodową zwykle uczeń nie zdaje matury i nie idzie na studia. A uczniowie szkół średnich też pójdą do pracy tylko później i często wiedzą co chcą robić. Poza tym podstaw konkurencyjności na rynku pracy można uczyć zarówno lekarza, prawnika, czy inżyniera. W teorii realizuje to przedmiot zwany Podstawy Przedsiębiorczości, ale to jest stanowczo za mało. "Starym" można zapewnić dodatkowe kursy w ramach przekwalifikowania. Do tej pory była wcześniejsza emerytura i było w miarę przyzwoicie. Ja uważam, ze nie każdy kto ma 55-60 lat dogada się z młodzieżą. A niektórzy raczej idą w innym kierunku. Poza tym z moich doświadczeń wynika, ze młode osoby (no nie bezpośrednio po studiach, a tak około30stki) są w stanie nie tylko nauczyć przedmiotu ale i zrobić to w dobrej atmosferze. |
 |
Co do jednego można być pewnym: system edukacji wymaga już od paru lat restrukturyzacji i unowocześnienia. |
 |
A mi zabraklo 2 bardzo waznych rzeczy: -obecnie uczy sie dzieci czytac a nieuczy sie szybkiego czytania, -kaze sie uczniom duzo zapamietywac a nieuczy sie zadnych mnemotechnik |
 |
Fakt, lecz trzeba też stwierdzić, że "szkoła" głównie wymaga, a nie uczy jak spełniać te wymagania. I to w sumie rozwija kreatywność uczniów, niestety powodując dodatkowe koszty. I chyba takie jest założenie. Albo wynika to z niewiedzy pedagogów na temat tychże technik. Ja dzięki temu wypracowałem własne metody nauki, ale potem kazało się, że bardzo wiele osób tak postępuje. Czy praktycznie - strata czasu. |
 |
Co do punktu 1 od razu przyszły mi na myśl dwa kontrargumenty. Raz - płacenie na szkołę wiązałoby się z dodatkowymi kosztami dla rodziców, co uderzyłoby w biedniejszych. Pieniądze, które z podatku szły na szkolnictwo, mogłyby zasilić konto innych instytucji. Ostatecznie wszyscy płaciliby taki sam podatek, a ci, którzy mają dzieci, dodatkowo na szkołę. I dwa - nie popadajmy w paranoję. Ponad 1% podatku idzie na kościół katolicki i inne związki wyznaniowe, dlaczego więc mają za nie płacić ateiści? Takich przykładów można wymienić o wiele więcej. Co do punktu 2. z drugiej części - w zupełności się zgadzam. Ukończyłem liceum, w którym stworzono takie etaty, jak "pani od frekwencji" (oprócz tego, że na pierwszych lekcjach nauczyciele sprawdzali obecność, kobieta chodziła po klasach, sprawdzała poprawność sprawdzenia frekwencji, spisywała nieobecnych uczniów i dzwoniła do ich rodziców), "pani od jeżdżenia z uczniami na konkursy i olimpiady" (jak sama nazwa wskazuje). |
 |
Ale tu nie chodzi oto, aby płacić z własnej kieszeni, tylko aby placówka wiedziała, ze to są pieniądze rodziców, a nie Państwa. Niestety często dochodzi do takiego rozmycia i postrzega się płatnika inaczej... Argument bardzo słuszny. To trochę moja wina, źle sformułowałem ten punkt 1. Z drugiej strony, większość (nawet biedniejsi) dopłacają do dodatkowej edukacji swoich dzieci. Czemu nie można by wprowadzić kilku zasad wolnorynkowych w ramach redystrybucji podatków? |
 |
co do pierwszej części można polemizować, bez punktu 4-go, ale z drugą częścią się zgadzam. O ile w wyniku kryzysu wszystkie pensje mają iść w dół, tak nauczyciele dostaną podwyżkę 5%. Ale to i tak za mało jak na ludzi, którzy w dużym stopniu wpływają na dzieci / młodzież. Artykuł wg mnie jest bardzo dobry, choć nie zgadzam się z niektórymi tezami. |
 |
Z tego tekstu wynika, że młodzież garnie się do wiedzy. Ale starzy nauczyciele tudzież system im to uniemożliwia. Rozbawiłem sie do łez. Nasączoną nimi chusteczką wymyłem stumetrowy korytarz. Nie wiem gdzie mieszka autor tego artykułu, ale z pewnością nie w Polsce. Może to było niebo? Edukacja wymaga usprawnienia, to fakt. Wolałbym jednak, aby zajeli sie tym fachowcy. Tylko w tym kraju to raczej nie uchodzi. |
 |
Jak widać, nie każdy musi od razu negować wszystko i wszystkich. Naprawdę są ludzie, którzy chcą się uczyć, a motywują ich różne cele. Może faktycznie, większość nie chce się uczyć, więc w takim razie usprawnijmy to dla mniejszości. Aaa, przepraszam, to już by nie była demokracja :) |
 |
Prościej byłoby popracować przez miesiąc w którymś publicznym gimnazjum, czy technikum. Idealizm ci od razu przejdzie i kupisz sobie dwururkę. Tym niemniej pozdrawiam. |
 |
Moja mama pracuje w gimnazjum, uczy matematyki i tamtejszą młodzież można określić mianem zbioru wszystkich, których nigdzie indziej nie chcieli. I choć nie jest super a praca jest naprawdę ciężka to mama nie narzeka. Chyba to zamiłowanie do zawodu. Ja nie zamierzam reformować szkoły, ja chcę tylko nagłośnić problem. Bo w przyszłości nie mam zamiaru pracować na zasiłki dla tych, którzy sobie nie poradzili, albo bać się o swoją własność itp. Kraju też opuszczać nie zamierzam. Może to idealistyczne, ale chyba każdemu powinno zależeć an rozwoju, czyż nie? |
 |
Artykuł jest źle napisany. Naprawdę ciężko się w nim połapać czego dowodzą komentarze. Jest w nim tyle błędów, że nie wiadomo od czego zacząć. Najgłupsze jest chyba twierdzenie, że nie trzeba nowych kosztów a zaraz potem postulat aby podnieść dwukrotnie pensje. |
Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
|
 Proszę czekać...
|
|
Autor
Podejmuję tematy spekulacji na rynku walutowym oraz inwestycji giełdowych. Często zajmuję się także ... (więcej)Podejmuję tematy spekulacji na rynku walutowym oraz inwestycji giełdowych. Często zajmuję się także problemami natury egzystencjalnej. Zarówno z punktu widzenia młodej osoby jak i bardziej doświadczonej, chociaż na taką nie wyglądam :)
Artykuł
Rekomendowany: 0 razy
Czytający on-line: 1
Licencja:
Wszelkie prawa zastrzeżone
Odwiedza nas 1.200.000 osób miesięcznie!
|