Login lub e-mail Hasło   

Wyzywam Cię, Ateisto! :)

czy jesteś PRAWDZIWYM ateistą?
Wyświetlenia: 3.147 Utworzony: 10/11/2009

Czytam wiele artykułów ludzi, którzy deklarują się jako ateiści, agnostycy, czy też wierzący - niepraktykujący (swoją drogą brzmi to trochę jak "abstynent - niepraktykujący"). Wielu autorów tych artykułów może nawet chciałoby spotkać Żywego Boga, ale mają wiele pytań, na które nie potrafią znaleźć odpowiedzi. Lwia część tych wywodów ma tytuły "10 pytań do wierzących", "Straciłem wiarę w Boga", "dlaczego nie wierzę". Po drugiej stronie "barykady" są ludzie wierzący. Ci, skolei, piszą artykuły dlaczego wierzenie jest lepsze od niewierzenia, jakie są historyczne, czy też naukowe "dowody". Przepraszam, czy nie można jakoś prościej?

Tytuł tego artykułu może zdawać się dość kontrowersyjny. Ma on "wyzwać" ateistów, aby zmierzyli się z tym, wydawałoby się, ciężkim do zgryzienia orzechem. Czy chcę ateistom coś zabrać? Czy chcę przekonać ich własnymi argumentami? Czy chcę zachęcić ich aby zaczeli chodzić do kościoła? Nie, nie, nie.

Śmieszne jest to, że tak jak w wielu innych dyskusjach (nie koniecznie religijnych), wielu z Was, pewnie nawet w połowie nie przeczyta tego tekstu, zanim skomentuje. Szkoda. Zależy mi na tym, abyście naprawdę, przeczytali chociaż ten jeden artykuł, który jest pisany przez osobę wierzącą (nie ukrywam się z tym).

W zasadzie chcę Ci powiedzieć tylko o jednej, drobnej, prostej kwestii. Zanim o niej napiszę chcę Cię o coś zapytać, więc skup się:

Czy odczułeś kiedyś miłość Boga?

Czy poczułeś się kiedykolwiek o kilka kg lżejszy z racji wybaczonych Tobie win?

Czy widziałeś kiedyś na własne oczy cuda, uzdrowienia?

Czy doświadczyłeś kiedyś na własnej skórze cudu, uzdrowienia?

Czy przeczytałeś kiedyś Biblię, która jest przecież nudna i na pewno nic tam nie ma, bo tak mówią w tv? (pytam o Biblię, a nie o jej obrazkową wersję)

Czy doświadczyłeś kiedyś całkowitej zmiany życia? (180 stopni)

Czy kiedykolwiek zostałeś uwolniony "ot tak" (w jednej chwili) z różnego rodzaju uzależnień?

Jeśli na wszystkie, lub prawie wszystkie pytania odpowiadasz "NIE", to nie dziwię się, że nie wierzysz. Raczej zdziwiłbym się, gdybyś wierzył (chociaż zdaża się to - serio!). W takim razie mam do Ciebie szacunek - jesteś szczery ze sobą i całym społeczeństwem jakie Cię otacza (które przecież ma na Ciebie duży wpływ). Wielu ludzi tylko udaje, że wierzy. Nie są szczerzy nie tylko przed Bogiem, przed znajomymi, ale i przed sobą - to straszna męczarnia - tylko współczuć takim "wierzącym".

Co w takim razie zrobić aby naprawdę uwierzyć?

Czytasz to? Naprawdę? No nie poznaję Cię, mój drogi Ateisto :) Oby Cię nikt nie przyłapał! Mam dla Ciebie dobrą informację - żeby uwierzyć, najpierw trzeba... nie wierzyć, więc jesteś na dobrej drodze. Nie można zacząć biec, gdy biegło się wcześniej. Zaczynamy bieg od marszu lub stopu. Ty jesteś w "STOPIE". To dobra pozycja wyjściowa.

Drugi krok to chęć. Czy chcesz uwierzyć? A co wtedy, gdy się okaże, że Bóg naprawdę jest? Może lepiej nie wierzyć, co? Zastanów się dwa razy. Jedno jest pewne - jeśli teraz się wycofasz, nie będziesz mógł się już dłużej nazywać ateistą. Gdy się wycofasz będziesz po prostu człowiekiem, który NIE CHCE WIERZYĆ. To jest różnica. Człowiek, który nie chce wierzyć jest po prostu tchórzem, albo leniem i nawet nie próbuj mówić mi, że jest inaczej.

Jeśli podjąłeś rękawicę i nadal tu jesteś to znaczy, że prawdopodobnie stoisz przed najważniejszą decyzją w swoim życiu. Spójrz na zegarek, zapamiętaj dzień i okoliczności. Być może będziesz to opowiadać... no dobra - na pewno będziesz to opwiadać (na tym etapie nie musisz się ze mną zgadzać, zaufaj mi!).

Jak TO zrobić? Proste  - potrwa to pewnie kilka minut (to chyba nie jest wiele jak na najważniejszy moment w  życiu, co?) - skiń głowę i wyżal się przed Bogiem (który jest przecież osobą) dlaczego nie wierzysz. Jeśli byłeś ze mną szczery, to z pewnością nie omieszkasz też powiedzieć Bogu, że gdyby istniał, to chciałbyś w Niego uwierzyć. Na pewno nie obraził byś się, gdyby zesłał Ci jakiś znak (zwykle tego nie robi, ale zdarza Mu się - żeby nie było, że nie ostrzegałem). Najważniejsze: Oddaj Mu swoje życie, swoimi słowami. Biblia mówi:

"Jeśli ustami swymi wyznasz, że Jezus jest Panem i w sercu uwierzysz - zbawiony będziesz" Rz. 10:9

ups.. zacytowałem Biblię! Przepraszam, ale zdaje się, że było to kluczowe. Tutaj nie ma żadnych kruczków, przypisów, gwiazdek. Nie ma żadnego "ALE". Jeśli uznasz Jezusa za swojego Pana, czyli oddasz Mu swoje życie - będziesz zbawiony. Bo zbawienie jest z wiary, a nie z uczynków (szok, nie?). W tej krótkiej rozmowie, warto też przeprosić Boga, za swoje dotychczasowe winy. "choćby twoje winy były jak szkarłat - nad śnieg wybieleją".

Zdradzę Ci w tajemnicy, Przyjacielu, że "Bóg się pysznym przeciwstawia a pokornym łaskę daję" (heh, to też z Biblii! coś tam jednak jest...).

Wiem, że wielu ateistów przed uwierzeniem skutecznie odpycha czy to Rydzyk, czy to Watykan, czy to ksiądz z parafii, czy to czy tamto. Nie to jest przedmiotem mojego artykułu. Piszę o Bogu. Tylko i wyłącznie. Jak Go już poznasz, to cała reszta naprawdę nie będzie specjalnie miała wplywu na Twoją wiarę. W końcu piszę o wierze w Boga, a nie wierze w ludzi (to już jest zadanie Boga).

Kończę już mój krótki artykulik, który nazwałem wyzwaniem. Napisałem go bo sam byłem ateistą, byłem też agnostykiem, wierzyłem w newage i jakiś czas w magię, aż.... nie spotkałem  żywego Boga :) Na koniec powiem Ci tylko, że człowiek, który nie słyszy, nie rozumie ludzi, którzy tańczą. Wyciągnij stopery!

ps. nie dam się wciągnąć w komentarzach w dyskusje o teoretycznych aspektach. Głupio jest kłócić się o Tego, który jest Miłością.


Poleć artykuł:  Ustaw jako status na GGWrzuć na Wykop.plDodaj na Śledzik.plOpublikuj na Facebook
Podobne artykuły
Powiązane tematy



Hehehe podejście autora artykułu szczerze mnie rozbawiło :) Nie ważne są rozumowe argumenty, ale szczere spojrzenie w swoje wnętrze i poważne przyjęcie głębokich impulsów do swojej świadomości. To się nazywa Wiarą, która zmienia człowieka, ludzi, państwa, kontynenty! Wiara Góry przenosi, góry absurdu, egoizmu, głupoty i niemoralności. Kto tak czuje, ten po prostu wierzy i rozumowo, nieudolnie próbuje to wytłumaczyć innym, tak jak np. ja... :) i pozdrowionko

Chyba masz rację.Zajrzeć w siebie,to jest sztuka wyższego gatunku,a biblia to kto umie czytać i nauczy się jej wersetów to może nimi manipulować,podobnie jak to czynią z Kowalskim media.Pozdrawiam

„Bóg urojony” to książka brytyjskiego biologa Richarda Dawkinsa. Dawkins zgadza się ze stwierdzeniem Roberta Pirsiga, że „jeżeli jedna osoba ma jakieś urojenia, nazywamy to szaleństwem. Jeżeli wiele osób cierpi na to samo urojenie, nazywamy to religią.” Richard Dawkins tak zcharakteryzował boga Jahwe ze Starego Testamentu:

„Najstarszą z trzech religii Abrahama jest judaizm, który pierwotnie był lokalnym plemiennym kultem wyjątkowo antypatycznego bóstwa cierpiącego na chorobliwą wręcz obsesję na tle restrykcji seksualnych. Ten otoczony smrodem palonego mięsa zwierząt ofiarnych Bóg był przeświadczony o własnej wyższości nad rywalizującymi z nim innymi bogami, podobnie jak o wyjątkowości wybranego przez siebie plemienia pustynnych nomadów. [...] Bóg Starego Testamentu to chyba jeden z najmniej sympatycznych bohaterów literackich: zawistny ( i dumny z tego ), małostkowy i niesprawiedliwy typ, z manią na punkcie kontrolowania innych i niezdolny do wybaczania, mściwy i żądny krwi zwolennik czystek etnicznych, mizogin, homofob i rasita, dzieciobójca o skłonnościach ludobójczych ( oraz morderca własnych dzieci przy okazji ), nieznośny megaloman, kapryśny i złośliwy tyran. Thomas Jefferson miał podobne odczucia, gdy napisał: Bóg Mojżesza to istota o strasznym charakterze - okrutna, mściwa, kapryśna i niesprawiedliwa.”

Laktancjusz, pisarz i apologeta chrześcijański urodzony w Afryce Północnej około 250 roku, w rozdziale 13-tym swojego dzieła „O gniewie Bożym” tak oddaje przemyślenia antycznego filozofa greckiego Epikura:

„Albo Bóg pragnie usuwać zło, ale nie jest w stanie tego uczynić, albo Bóg może to uczynić, ale tego nie chce, albo Bóg nie chce i zarazem nie może tego uczynić, albo Bóg chce i może to uczynić. Jeśli Bóg chce, ale nie może - nie jest wszechmocny; jeśli może, ale nie chce - nie jest wszechdobry; jeśli nie może i nie chce tego uczynić - nie jest ani wszechmocny, ani wszechdobry; ale jeśli chce i może - dlaczego nie usunie zła?”

http://www.eioba.pl/a113654/sy(...)licznej

Budda nie jest większy od Chrystusa, ale do Niego przygotowywał ludzkość. Czy uważasz siebie za większego od Buddy? Bóg Starego Testamentu mógł być źle zrozumiany i zinterpretowany przez swoich wyznawców, a może byli też pośrednicy między Bogiem, a nimi, którzy podobnie jak my błądzili? Większość rzeczy wyjaśnia Rudolf Steiner, warto poczytać, aby poszerzyć swoje horyzonty myślowe. W religii, tak jak i w racjonalizmie istnieją dla człowieka zagrożenia, tak jak wszędzie, a wszystko tak naprawdę zależy od miłości, największej duchowej mocy. Kto jej nie ma, nic nie zyska i wszystko straci, oczywiście w sensie duchowego rozwoju. Zło pojawiło się jako alternatywa, bo od początku istniało Wielkie Dobro - Bóg. Ale zło jest bezsensowne i chociaż tego nie rozumiemy, jest wplecione w Plan Boży pomnażania jeszcze Większego Dobra. Gdybyś był Bogiem, to zrezygnowałbyś z walki przeciwko złu? Ja bym wymyślił strategię, by zło musiało spełnić mój plan, aby osiągnąć cel jeszcze większego dobra, czy dla Boga jest to niemożliwe? Dzięki za ciekawe przemyślenia i pozdrawiam...

Kilka pytań
Czemu mam tłumaczyć bogu czemu w niego nie wierzę, a mam darować taką rozmowę wróżkom i jednorożcom?
Czemu zakładasz, że bóg jest miłością? (przecież wychodzimy z miejsca, w którym nic o nim nie wiemy)
Czemu zakładasz, że bogiem jest ten koleś z Biblii a nie ten z Koranu? Bo słusznie ale niekoniecznie świadomie twój Morfeusz ma całą garść czerwonych pigułek.

" Napisałem go bo sam byłem ateistą, byłem też agnostykiem, wierzyłem w newage i jakiś czas w magię"
Tu nie chodzi o boga czy religie a o zdrowy rozsądek. Jeśli wierzyłeś w newage i magię nigdy nie byłeś racjonalny. Po prostu zamieniłeś jedne urojenia (bo jak nazwać coś co wydawało ci się, że istnieje, a teraz wiesz, że tego nie ma) na inne trochę starsze i bardziej wyrafinowane. Mimo to równie nieracjonalne.

wcale nie musisz nic tłumaczyć. Szczerze mówiąc wiedziałem, że większość czytelników zatrzyma się w pół drogi wymyślając sobie 'ALE'. Wierzę w Boga chrześcijańskiego, bo Go doświadczyłem, i wcale nie musisz mi wierzyć

Artykuł kierowałem do ludzi, którzy chcą znaleźć Boga, ale nie wiedzą jak, a nie do ludzi, którzy nie chcą bo nie.

Nieświadomie całe życie szukałem Boga, i w innych religiach, czy po prostu systemach doświadczałem rzeczy ponadnaturalnych, ale w chrześcijaństwie doświadczyłem prawdziwego, OSOBOWEGO Boga i zbawienia. Dlatego to piszę.

Nawet gdybym dawał 1milion $ dla wszystkich chętnych, to większość by stwierdziła, że jestem oszustem, albo wydaje mi się, że mam tą kasę a jeszcze inni pytali by się dlaczego dolary a nie euro.

Nie musisz, wolna wola! :)

Doświadczyłeś czegoś ok. Magii nie doświadczyłeś? Jak się w newage bawiłeś nic nie czułeś?
Zmieniłeś hobby a z nim zmieniły się twoje przekonania ale siła argumentu za nimi jest taka sama jak kiedy byłeś "magikiem" czy ja to się nazywa.

widzę, że niestety jesteś w tych kwestiach teoretykiem.

Skąd wiesz, czy to, że doświadczyłeś obecności Boga jak twierdzisz, nie jest tylko urojeniem? Rozmawiał z Tobą w języku polskim? Doszło do bezpośredniej interakcji? Czy tylko wszystko rozgrywało się jedynie w kostnej puszce zawierającej kilogram galaretowatej masy? Nie przypisuj swoim urojeniom boskiego znaczenia. Nie wydaje się to normalne.
Zresztą, NIE JESTEŚ W STANIE UDOWODNIĆ KOMUKOLWIEK, ŻE BYŁO TAK JAK PISZESZ, WIĘC NIE MA TO ŻADNEJ WARTOŚCI. Popuszczam wodze fantazji..Ja napisze, że jednorożec nawiązał ze mną kontakt, wyjawiając mi sekret życia, że tak naprawdę to ziemskie życie jest jedyne. Tym samym religie nie mają sensu. Uwierzysz w to?
Podobnie jakiś ziomek na Nowej Zelandii spisze relacje dotyczące kontaktów z jednorożcem, które znajdą ludzie za kilkaset lat i będzie to podstawą ich nowej wiary. Wiary w jednorożca. Czy to ma sens?

22.42; Panie,panie!A mi się objawił...GRYF!I co pan,panie na to???Jehowidzą w tym oczywiście szatana/sam tak z razu miałem!Aha!Za drugim razem pożarł pół kury,wlazł na stryszek do góry...pszenicy sie "przynicował" gdzie potem na tejże kupie swoją "przymocował":ubrałem w wiersz abyście nie popadli w przerazenie,jak ja zobaczywszy TOTO naocznie!/.Po czasie,przemyśleniu i zrozumieniu?EUREKA!Bóg do mnie przemówił!
Co za paranoja powiecie?Cóż,ja wam nato: nawet nie wiecie na jak zagadkowym świecie żyjecie!Ale już ŚWITAaaaania nadszedł czas:nauki opuściły ciemny las!
Ps: Skąd takie zagryficzenie herbowe miast pom.zach?Ano:1000 lat panowania GRYFITÓW!

Ale się uśmiałem przez pierwsze klika akapitów czytałem ten artykuł jak jakiś 'sales letter' i autentycznie robił na mnie takie wrażenie jakbyś chciał mi 'sprzedać' wiarę w Boga. Dobre. I na tym się kończy... Kupa śmiechu jednak była i za to dziękuję. Nie można zacząć biec jak się biegło wcześniej, to fakt, a co jak się właśnie przestało biec, bo się już wcześniej biegło?Doszło się do wniosku, że lepiej nigdzie się nie spieszyć, bo spcerkiem też się dojdzie tam gdzie chce się dojść... To jest ten typ ateisty, o którym autor nie pomyślał, bo takim tekstem trudno jest rzucić wyzwanie komuś, kto wierzył, a przestał...

człowiek który przestał wierzyć, do wiary wróci, tylko, że pytanie brzmi czy przed śmiercią czy po :)

pozdrawiam i dziękuję, za cenny komentarz

  57kerenor  (www),  11/11/2009

Witam Was

Nie ``dziwota`` to, że ateiści tak się właśnie wyrażają. To raczej normalne i myślę Bartoszu, że byłeś na to przygotowany.
Ale raczej nie miej do nich o to pretensji, ponieważ i w tzw. ``chrześcijaństwie``, panuje dosłownie ``demolka`` poglądów.
Wiem, Powiesz i nie bez racji, że w sprawach wiary, musi nastąpić coś, co nazwałbym powołaniem, czy zawołaniem Mistrza (Pana Jezusa).

Jednak patrząc z punktu ateistycznego, to, co ``człowiek pseudo wierzący`` przez wieki im zaoferował?
No, na przykład inkwizycyjne morderstwa i wojny religijne - i nie myśl -, że piszę tylko o katolickich papieżach. Również tak zwani ``protestanci``, mają wiele krwi na rękach.
Dyskusje na forach Biblijnych, też w niektórych wypadkach są ostrzejsze, a ateista spokojnie czyta i się przygląda. I wiesz, co mówi? Że nie chce wierzyć…

Niektórzy, zatem, odrzucają Pana Boga, choć On wcale nie jest winny takiego afrontu.
Ateista Go nie chce, gdy widzi ``Jego wysłanników``, którzy obrażają się wzajemnie.
Oczywiście bzdurą byłoby twierdzić, że wszyscy tzw. ateiści, na powyższej podstawie, odrzucają Pana Boga. Przecież ateista, ateiście nie jest równy. Tam również, choć może mniej widocznie niż ``w religiach``, istnieje różna kolorystyka poglądów.

Ja jestem wdzięczny Panu Jezusowi Chrystusowi, za to, że i w swoim życiu, dostrzegłem Jego Cudowną Obecność.
A tarcia będą zawsze. Przecież należy stawać w Obronie Zbawiciela, w Którego się wierzy, prawda? Stawać w Obronie Pana Boga, a nie chować się pod płaszczykiem, bardzo popularnego dziś określenia, o nazwie ``ekumenia``.
Jednym słowem, przynajmniej na razie, oddzieliłbym ateistów, od tzw. ``ludzi wierzących``. Każda z tych grup nie do końca opiera się na Biblii Swoich Poglądów.
A Pan Jezus i tak Sam ``Chodzi nad Jeziorem Genezaret`` i wybiera Swoich uczniów.
Ja mogę Mu tylko powiedzieć: ``Dziękuję``.

P. S.

W ``Twoim okienku``, przy tytule, widnieje postać z uniesioną ręką. Kto to jest?
Oczywiście nie Pan Jezus, Prawda? To tylko takie ludzkie imaginacje, niezgodne zresztą z II Bożym Przykazaniem. O tym również pisałem między wierszami powyżej.

Napisałeś:
``Człowiek który przestał wierzyć, do wiary wróci, tylko, że pytanie brzmi czy przed śmiercią czy po :)``

To o czym Bartku napisałeś, nie jest Prawdą. Po zakończeniu życia, człowiek będzie leżał w grobie, aż do momentu Przyjścia Zbawiciela. Tak Uczy Pismo Święte.

Pozdro…

Gratuluję tekstu.Napisany w sposób niezwykle spokojny, mądry, przystępny i nie mogący nikogo urazić.Skłonić do refleksji - tak. Myślę, że jeżeli ktoś w swoim komentarzu zarzuci Panu bujanie (także w obłokach), idealizm dziecięcy, albo w sposób agresywny zaatakuje Pana - sam da świadectwo o sobie.Nic to. Oby tak nie było. Niestety będzie.Pozdrawiam Panie Bartoszu.

Punkty dla autora artykułu: 333

Nie dam Ci tej satysfakcji i nie przeczytałem do końca , choć nie jestem ateistą.:)

  placebo,  12/11/2009

A ja niestety przeczytałam do końca i mogę powiedzieć, że jest to tylko kolejny tekst w stylu: " wierz w boga bo tak pisze w biblii' ; "wierz w niego bo ja w niego wierze" ; " uwierz w niego bo jak on jest, to po śmierci bedziesz żyć wiecznie, a jak go nie ma to nic nie stracisz!". Niestety dla mnie to tak właśnie wygląda, jedynie troszkę inaczej opisane.

Niestety jest tak jak się obawiałem, mimo moich zapewnień wielu z Was pisze komentarze nie podejmując wyzwania.

Mówię Wam: truskawka jest słodka! a Wy mi piszcie, że nigdy w to nie uwierzycie, bo jest czerwona, i rośnie na niskich krzaczkach - co innego jakby rosła na drzewach...

Mówię Wam: truskawka jest słodka! a Wy mi piszecie, że mieliście już tyle razy truskawkę w dłoni i jakoś tego nie odczuliście...

Mówię Wam: truskawka jest słodka! a Wy mi piszecie, że dlaczego truskawka a nie kalafior!

Mówię Wam: truskawka jest słodka! a Wy mi piszecie, że nie podałem na to żadnych argumentów

Mówię Wam, bo jadłem - kto zjadł ten wie, kto nie zjadł ten nie pojmie.

Powierz swoje życie Jezusowi a potem pisz komentarze...

Bardzo chętnie skosztuje, ale nie ma tu żadnych truskawek.

Idąc tokiem rozumowania autora mógłbym uwierzyć w każdą paranoję na Ziemi, tylko dlatego, że autor tak chce, bez ŻADNYCH SENSOWNYCH PRZESŁANEK.
Prezentujesz taktykę znaną misjonarzom katolickim, zapisałeś się do jakiegoś kółka różańcowego i szukasz ludzi do "dziesiątek"czy co?

  sci,  12/11/2009

Wierzysz w jednorożce? Pytam poważnie, wielu ludzi je widziało, łącznie ze mną. Wiara w jednorożce jest dobra. Kiedy się w nie wierzy i jest się w trudnej sytuacji one zjawiają się ze swoimi magicznymi rogami i sprawiają, że jest nam lżej, bądź, że choroba znika.

>Czy odczułeś kiedyś miłość Boga?
Odczuwałeś kiedyś ich miłość?

Czy poczułeś się kiedykolwiek o kilka kg lżejszy z racji wybaczonych Tobie win?
Ich magiczne rogi potrafią leczyć także ze zmartwień tego świata, doświadczyłeś kiedyś tego?

Czy widziałeś kiedyś na własne oczy cuda, uzdrowienia?
Czy widziałeś kiedyś, jak za ich zasługą ludzie z dnia na dzień stawali się zdrowi?

Czy doświadczyłeś kiedyś na własnej skórze cudu, uzdrowienia?
A może na własnej skórze doświadczyłeś ich uzdrowienia?

Czy przeczytałeś kiedyś Biblię, która jest przecież nudna i na pewno nic tam nie ma, bo tak mówią w tv? (pytam o Biblię, a nie o jej obrazkową wersję)
Czy wierzyłeś w nie kiedyś chociaż przez chwile? Cały świat stara się ukryć ich istnienie, nie rozumiem dlaczego. Przecież ich magiczna moc pomaga ludziom, więc dlaczego? Czy ludzie chcą zachować ich moc tylko dla siebie?

Czy doświadczyłeś kiedyś całkowitej zmiany życia? (180 stopni)
Czy doświadczyłeś kiedyś całkowitej zmiany życia? (180 stopni)

Czy kiedykolwiek zostałeś uwolniony "ot tak" (w jednej chwili) z różnego rodzaju uzależnień?
Czy kiedykolwiek zostałeś uwolniony (za sprawą ich magicznej mocy) "ot tak" (w jednej chwili) z różnego rodzaju uzależnień?

Pytam poważnie. W moim kraju jednorożce i ich magiczna moc są faktem, dlatego nie rozumiem dlaczego cały świat twierdzi, że one nie istnieją...

świetnie, w takim razie chętnie wybiorę się z Tobą do Twojego kraju. Dla mnie osobiście będzie to przygoda, bo staram się nigdy nie być "na nie", dzięki temu jestem szczęśliwym człowiekiem i wiele cudownych rzeczy nie ominęło mnie choć mogło :) trzymaj się :)

  sci,  12/11/2009

Wierz mi na słowo, że gdyby rodzice wychowali Cię w wierze w jednorożce, to prawdopodobnie stałbyś teraz pod oknem i szukał ich na niebie. Bo o ile istnienie Boga stwórcy, który po akcie tym zostawił ziemię na pastwę losu jest mało prawdopodobne, o tyle wszelkie religie to bzdura. Jeżeli ktoś sam do tego nie doszedł to nie pozostaje mi nic innego jak życzyć połknięcia przez przypadek czerwonej pigułki.

wierz mi, że nie przeczytałeś do końca skoro twierdzisz, że ktoś mnie wychował w tej wierze ;)

  sci,  12/11/2009

Wierz mi, że gdyby nie było wyjątków, to nie byłoby m.in ateistów. Co nie zmienia faktu, że porzucenie wiary jest częstsze niż zmiana. I masz racje, przepraszam. Gdy widzę cytaty z biblii natychmiastowo tracę ochotę na czytanie.

Ale nie powinno mnie chyba obchodzić jak ktoś traci swój czas, prawda? Jeżeli jakieś modły, regułki i pozy sprawiają, że komuś jest lekko na duchu i nadają sens bezsensownemu żywotowi, to chyba jednak nie ma w tym nic złego.

Nawiązując do obrazka wyżej - czyż nie jest zupełnie jak w Matrix-ie? Można połknąć niebieską i żyć w nieświadomości albo czerwoną i zdać sobie sprawę z ciągłej walki tych, którzy znają prawdę.

sci - nie chcę z Tobą walczyć na komentarze czy coś. W zasadzie to dzięki, że piszesz :) reprezentujesz zdanie wielu, dzięki czemu wielu może poznać inne zdanie :) a dyskusja z Tobą to przyjemność! :)

ja wiem jak to wygląda z boku :) nie jestem na to ślepy. Regułki, różańce, klepańce, zdrowaśki. Jestem przeciwny. Nigdzie w artykule nie namawiałem do tego i namawiać nie będę! Pisałem tylko o rozmowie. Rozmowie z Nie-byle-kim. Co więcej - nie pisałem o tym aby rozmawiać codziennie, czy całe życie, a tylko raz, na chwilę, w celach testowych.

Mam znajomych, którzy testują oprogramowanie. Instalują na swoich komputerach naprawdę bzdury... korzyści - częstokroć żadne. Czy naprawdę testowanie Boga jest tak przeraźliwie straszne, odrażające, że wywołuje tak wielkie emocje?

Proponuję napisać list otwarty do administracji eioba: "a on się zaczyna w nas... :(". Nikogo do niczego nie zmuszam - ja tylko proponuję zrobić coś co zmieniło i mnie i wielu moich znajomych, jeden z nich z łzami w oczach powiedział mi kiedyś z wyrzutami: "dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej?".

Pamiętam jak kiedyś się przełamałem i spróbowałem ten obrzydliwie zielony szpinak, okazało się, że jest niezły :)

pozdrawiam Ciebie sci!

  sci,  12/11/2009

Po tych słowach nie mam nawet ochoty na dyskusje. ;(

Skoro wiesz jak to wygląda z boku to chyba nic tu po mnie ;)

Daje za wygraną
Pozdrawiam

nadałeś swojemu artykulikowi tytuł ,,Wyzywam Cię, Ateisto!:)" więc, chyba rzuciłeś rękawicę?? do dyskusji, a teraz wycofujesz się, czyżby odpowiedzi cię przerosły?

Z przykrością przeczytałem kolejny tekst mający czegoś dowieść i po raz kolejny się rozczarowałem. Znowu puste słowa: "Oddaj Mu swoje życie, swoimi słowami. Biblia mówi: "Jeśli ustami swymi wyznasz, że Jezus jest Panem i w sercu uwierzysz - zbawiony będziesz" Rz. 10:9"
Dlaczego mam oddawać komuś moje życie? Dlaczego mam wyznawać że Jezus jest Panem jeżeli tak nie uważam? Po co piszesz "o Tego, który jest Miłością." jeżeli nie potrafisz dowieść że on jest miłością?
Gratuluję że znalazłeś "żywego Boga ", cokolwiek przez to rozumiesz. Jednocześnie współczuję ci że oderwałeś się od racjonalnych argumentów i poświęciłeś się wierze, której brak racjonalności.
PS. Na pytanie o Biblię odpowiem "tak" przeczytałem i to wielokrotnie, na pozostałe "nie"

Nie rozumiem po co starasz się być dowcipny, słabo ci to wychodzi :-(

nie przeczytałeś Biblii ani razu - niech to będzie dowodem dla Ciebie, panie racjonalisto :) wiara to nie wiedza.

W twojej Biblii zapisano iż tylko przez poznanie można znaleść drogę do Boga, tak więc jest to kolejny dowód na to że możesz tam znaleść wszystko. Niby wierzący, kierujący się cywilizacją miłości a wypowiada "fałszywe świadectwo przeciw bliźniemu". Czyżbyś załapał grzech? Zapomniałem, wystarczy jak sobie pogadasz :-)

Nikt Cię do niczego nie zmusza.Nie chcesz, nic nikomu nie oddawaj. Twoja wola. Po co w ogóle czytasz te artykuły, skoro nic w nich nie znajdujesz? Daj sobie spokój...
P.S. Śmieszysz mnie....

Drogi Bartoszu! Normalny, spokojny tekst, który musi wzbudzać ( u niektórych ) emocje. Twoją rolą nie jest przekonywanie. Jak wiesz, przekonywanie nie do Ciebie należy.W ostateczności, decyzja zawsze należy do człowieka. Ma prawo przyjąć propozycje, ale ma również prawo jej nie przyjmować. Człowiek jest wolny. A jak czytam niektóre komentarze, to narzuca mi się biblijny tekst iż nie należy "rzucać pereł przed wieprze".
Pozdrawiam.

  oculus,  12/11/2009

Najpierw trzeba mieć w ręku te diamenty a ja widzę tylko zwykłe kamiory w Waszych łapkach.

Przeczytałem całe i musze przyznać, że jestesm zaskoczny... Że ktoś może traktować ten artykuł poważnie!
Autor niestety baardzo spłycił poziom dyskusji między ateistami i teistami na niekorzyść tych drugich oczywiście...
Nie sądze, żeby zbyt wiele inteligentnych osób podpisało się pod tym...

Pozdrawiam!

Skoro ty się podpisujesz w jakiś sposób pod tym artykułem dodając komentarz , to jak twierdzisz " nie jesteś zbyt inteligentny"

Brawo za zrozumienie, brawo!

  nitka,  12/11/2009

Każdy dąży do szczęścia. To że Ty jesteś szczęśliwy ze swoją wiarą to dobrze.
To że inni są szczęśliwi bez niej też jest dobre.
Jedni żeby coś trenować potrzebuja "wspomagaczy" a inni nie muszą. Sami z siebie lubią po prostu w pocie i zmęczeniu mięśni osiągnąć wymarzoną forme.
Jeśli Ty szczęście osiągasz przy pomocy Boga. Ok. To też wymaga wysiłku i pracy, zapewne. Tlko czemu sądzisz że dla wszystkich tak jest lepiej i że Ty masz racje.
Zawsze zadzwiało mnie przekonanie - ten kto nie wierzy zasługuje na kare, jest zły niedobry.
Może po prostu wierzyć (co moim zdaniem niekiedy jest najtrudniejsze), że każdy człowiek jest dobry z natury?
Czasami masz lekko i przyjemnie a zaraz wszystko się wali.
Rodzimy się, żyjemy czujemy myślimy, każdy na swój sposob radzi sobie z sobą.
Że zacytuje pewien kabaret: "Weszła na ring to dostała w ryj" :)

Jeśli notabene, jak tu ktoś słusznie wcześnie zauważył, w Biblii szukasz odpowiedzi na wszystko co na tej skromnej planecce doświadczemy, to czemu sam się produkujesz zamiast po prostu ładnie i zwięźle zacytować Biblie?
Nawracanie na wiare zdaje się nie do Ciebie należy prawda? Miło że przedstawiłeś swój punkt widzenia ale po co sie z nim narzucać?

Według mnie świetny artykuł. Nasuwa mi się tylko jeden cytat: "Bóg objawia się w rzeczach prostych". Nie w zawiłych teoriach, rozprawach, dogmatach. Przecież jego istotą jest miłość.
Żal mi ateistów. Szanuję ich wybór, ich poglądy, ale uważam, że ich życie bez Boga jest uboższe, że oni sami nie doświadczając nigdy w całym swoim życiu obecności Boga są niekompletni, pragmatyczni.

Skoro szanujesz ateistów, dlaczego ci ich żal?
A mnie się podoba ten idealizm, przyznam troszkę nawiedzony i zmierzający do fanatyzmu. Nawet jeśli wiara wypływa tylko z Twojego wnętrza i nawet jeśli na każde z pytań odpowiesz TAK, na czym opiera się Twoja wiara? Na tym czego jesteś w stanie dotknąć Ty sam, jedyny, wypełniony po brzegi łaską poznania Boga, nie dziw się więc, że wielu Cię nie zrozumie, to ja mowa innym językiem.

a mi żal cb:D

znowu zaczynają mnożyć się konta fikcyjne z naprawdę nic nie znaczącymi komentarzami, ludzie nudzący się przy monitorach, żyjący i czerpiący satysfakcję tylko z możliwości zaistnienia na chwilę pod fałszywym nickiem i małą agresją skierowaną w wybraną osobę.

IMO satysfakcja wynika raczej z "publicznego" zaistnienia, na co z różnych powodów ww. nie mają szans w "realu".

  w84u6  (www),  12/11/2009

Gdybyś rozumiał ateistę, nigdy byś tego tekstu nie poczynił. Odwołujesz się do wyobraźni, więc wyobraź sobie, że twojego boga nie ma, są tylko bogowie pozostałych religi. Wierzysz w nich? Ja tylko nie wierzę w jednego więcej boga niż ty. Gdy zrozumiesz, dlaczego nie wierzysz we wszystkich pozostałych, zrozumiesz, dlaczego ja nie wierzę w twojego. Jesteś ateistą, wszyscy rodzimy się ateistami ;) Na wszystkie postawione pytania odpowiem nie, a te, na które mógłbym odpowiedzieć tak, znam odpowiedż.
Jeżeli wasz bóg gdzieś jest, to jest w Ciszy. A wy jesteście rozwrzeszczanym tłumem maklerów. Pozdrawiam.

Czy Jezus Chrystus jest Bogiem ?

Nie jest.

Czy Jezus opisany w Nowym Testamencie rzeczywiście istniał? Czy Jezus opisany w Nowym Testamencie był autentyczną postacią historyczną? Takie pytanie mogło by wydawać się bluźnierstwem, gdyby nie to, że już w XVIII wieku Constantin-Francois Volney oraz Charles Francois Dupuis znaleźli istotne powody, aby twierdzić, że Jezus nie był autentyczną postacią historyczną. W XIX wieku poglądy te podzielał m.in. historyk i teolog Bruno Bauer. W początkach XX wieku proponentem tej teorii był m.in. filozof Arthur Drews. Obecnie poglądy te propagują m.in. Kenneth Humphreys, George Albert Wells, Earl Doherty, Robert M. Price, Freke i Gandy oraz Tom Harpur. Tom Harpur trafnie zauważył: „How, then, did Christianity begin? Nobody, however learned, really knows for certain. We do know that there was a lot of heated expectation in Palestine before and just after the beginning of the Common Era (C.E.) that Joshua, the fabled hero of olden times, would soon return to lead the Jews to victory and freedom. Joshua is identical to Jesus (Yeshua). It means "God saves." There may have been Jewish mystery cults who thought of Joshua as God's anointed (Christos means just that). Hence they were devoted to Yeshua as Christos. In Greek, that would be Jesus Christ.”

Z czasem coraz więcej badaczy doszło do wniosku, że postać Jezusa opisanego w Nowym Testamencie jest jedynie legendą wzorowaną na wielu wcześniejszych bohaterach z innych mitologii, takich, jak m.in. bóg Mitra. Dzień narodzin Mitry, czyli 25 grudnia został w IV wieku przyjęty jako dzień narodzin Jezusa. Przyjęcie tej daty za datę narodzin Jezusa mogło się wiązać z chęcią wyrugowania pogańskiego kultu. Święto Słońca - dzień Mitry, przypadał na niedzielę. Prawdopodobnie tu należy upatrywać genezy przeniesienia ostatniego dnia tygodnia( żydowskiego szabatu ) z soboty na niedzielę.

http://www.jesusneverexisted.c(...)sh.html

http://www.eioba.pl/a113654/sy(...)licznej

:)

  tired,  13/11/2009

Nie jestem przekonany co do skutecznego wpływu tego artykułu na ateistów. Na pewnych płaszczyznach zgodzę się z autorem. Ludzie boją się szukać odpowiedzi. Nie da się ukryć, że wiara nie podlega (w przeciwieństwie do ateizmu) argumentacji. To podobne do tłumaczenia obiektowi powodów, dla których się go/ją kocha. Wiara opiera się na doznaniach emocjonalnych, dlatego dajmy spokój dowodom. Na większość postawionych przez autora pytań odpowiedziałem przecząco, natomiast na pozostałe mogę odpowiedzieć z np. uzasadnieniem nauki. Przekonywanie innych w sferze wiary/niewiary jest oznaką "ciasnoty umysłowej". Dlaczego? Każdy człowiek jest inny - ten banał wiele mówi.
Znam ogromną ilość argumentów przeciw wierze, ale wystarczy, że powiem: "Nie mam powodu, by wierzyć." Proste.
Potrzeba więcej takich artykułów, więcej głosów sprzeciwiających się idiotycznemu zjawisku na eiobie jakim jest "polemika" obu stron problemu religii, czy też wiary.
A tak na marginesie, Panie Blicki, konstrukcja artykułu powinna być bardziej przemyślana, aby nawet ci ateiści, którzy chcą uwierzyć nie przerywali lektury w połowie.

Aganesu, napisałaś/eś:
>>Żal mi ateistów. Szanuję ich wybór, ich poglądy, ale uważam, że ich życie bez Boga jest uboższe,
>> że oni sami nie doświadczając nigdy w całym swoim życiu obecności Boga są niekompletni,
>> pragmatyczni.
Kiedyś kolega próbował mnie namówić na trawki i inne grzybki ;-)
Jego argumenty były takie same, życie będzie bogatsze, doznania głębsze, świadomość szersza itp...
Jakoś nie uwierzyłem i nie próbowałem, dziś mam bogate życie, świadome, a on . . . . hmm...... zasiłki ;-(

Bartoszu, napisałeś:
>> Mówię Wam: truskawka jest słodka! a Wy mi piszecie, że dlaczego truskawka a nie kalafior!
>> Mówię Wam: truskawka jest słodka! a Wy mi piszecie, że nie podałem na to żadnych argumentów
>> Mówię Wam, bo jadłem - kto zjadł ten wie, kto nie zjadł ten nie pojmie.
Wierzę Ci że jadłeś.
Wierzę Ci że było to słodkie
Pytam tylko, skąd wiesz że to truskawka była?
Jaki masz punkt odniesienia?
Z czym porównywałeś?

cieszę się, że mi wierzysz! to już coś - reszta komentujących zdaje się, że uważają, że napisałem ten artykuł i komentarze "dla zabawy" lub "z przekory" :)

Skąd wiem.. ponieważ to nie był pierwszy owoc, który zjadłem :) jednak wszystkie inne okazały się robaczywe! A ten był pierwszym i ostatnim, który dał mi 100% satysfakcji, szczęścia, miłości, radości itp :) Ponadto spotkałem wielu ludzi z całej polski (i nie tylko), którzy nie znając mnie wcześniej też próbowali.. też truskawki.

Wszyscy opowiadali o tej samej truskawce i wszyscy podobnie się zachwycali. Nikomu nie chcę nic zabrać! Ja chcę się tylko podzielić!

  sci,  13/11/2009

Zapomniałem jeszcze dodać, że nie zgadzam się z treścią.

Panie Bartoszu. Zrobilem wszystko co pan napisal ale ciagle "Szukam boga"... Jak na razie sklaniam sie ku prostocie umyslu. A tak wogule to ludzki umysl od samych narodzin zostaje "zmieszany" z innymi, wiec jego "szczera" wiara moze nie byc taka szczera.

cieszy mnie Twój komentarz! :) Cieszy z dwóch względów: Ktoś poważnie podszedł i przeczytał, a po drugie cieszę, się, że znajdziesz Boga, którego szukasz, a w zasadzie sam zostaniesz odnaleziony :) Prawdą jest, że nasze przekonania mogą być "pomieszane", jednak szczere szukanie, to zawsze szczere szukanie - tego proszę się trzymać - to jedyna droga :)

liczba wyświetleń świadczy o zainteresowaniu

Liczba komentarzy też :-)

to się nazywa kreatywizm

  nitka,  14/11/2009

Zjadłeś swoją truskawkę. I teraz próbujesz opowiadać innym jaka ona była soczysta, doskonała w smaku i jak bardzo Ci smakowała. Tyle, że nie pomyślałeś że ktoś może lubić np. gruszki..soczyste słodkie dojrzałe...?
Poza tym.. zjadając swoją truskawke raczej już nie możesz się nią podzielić w pełni, prawda?
Co najwyżej wspomnieniem o niej.. A większość ludzi sama chciała by doświaczyć smaku tak soczystej i pysznej truskawki! I znaleźć ja samodzielnie w koszu innych podobnych truskawek
Dawanie iwspomnienia o tej Twojej, opowiadanie jaka to była pysznanic - mi i więszości z nas, nic nie daje.
Puste gadanie.

  feniks57,  14/11/2009

Panie Bartoszu, na początku swojego artykułu zadaje Pan kilka pytań , które trzeba potraktować chyba jako test tylko do końca nie wiem czy na wiarę w Boga , wiarę w cuda czy na znajomość Biblii. Odpowiem tylko na jedno pytanie: tak , czytałem Biblię ,a o konsekwencjach przeczytania - później. Następnym Pana krokiem jest przekonanie czytelnika do uwierzenia w to co i Pan wierzy , choć przyznaje, w bardzo wyrafinowany sposób. " W takim razie mam do Ciebie szacunek(...)" , "Czytasz to? Naprawdę? No nie poznaję Cię, mój drogi Ateisto :) Oby Cię nikt nie przyłapał! Mam dla Ciebie dobrą informację - żeby uwierzyć, najpierw trzeba... nie wierzyć, więc jesteś na dobrej drodze. Nie można zacząć biec, gdy biegło się wcześniej. Zaczynamy bieg od marszu lub stopu. Ty jesteś w "STOPIE". To dobra pozycja wyjściowa. " I tu rodzi się pytanie , co z ludźmi którzy wierzyli i po zapoznaniu się ze świętymi księgami przestali ? Znów mają uwierzyć w coś co świadomie odrzucili ? Już wyjaśniam dlaczego tak napisałem. Żyję na tym świecie ponad 50 lat i tak jak większość Polaków od urodzenia byłem poddany indoktrynacji przez kościół kat. Po prostu w wieku kilku miesięcy nie byłem w stanie dokonać wyboru religii. Później I Komunia , bierzmowanie itd. Do czasu , aż dojrzałem do tego, aby samemu zapoznać się bliżej z religią którą się wyznaje. Od tego momentu zacząłem zadawać bardzo niewygodne pytania . I nikt mi nie był w stanie na nie odpowiedzieć , a podpieranie się cytatami z Biblii zupełnie mnie nie przekonuje , bo można je interpretować w dowolny sposób . A i sama historia powstania Biblii budzi we mnie bardzo dużo wątpliwości. Doszedłem do wniosku , iż cała religia którą mnie uczono wyznawać oparta jest tylko na straszeniu wyznawców ( piekło , wieczne męki, itd. itp. ) Więc proszę sobie wyobrazić , że ja przestałem się bać , nawet śmierci. A dlaczego ? W czasie jednej z operacji jakie przeszedłem prawie się udusiłem i przeszedłem na " drugą stronę życia " . Nie będę opisywał wszystkich doznań , ale mogę Panu powiedzieć, że żadnego Boga tam nie widziałem tudzież piekła. I o to jedno , ale jakże istotne przeżycie jestem od Pana bogatszy.
I jeszcze jedno cyt. " Kończę już mój krótki artykulik, który nazwałem wyzwaniem. Napisałem go bo sam byłem ateistą, byłem też agnostykiem, wierzyłem w newage i jakiś czas w magię, aż.... nie spotkałem żywego Boga :) " - ciekaw jestem na jak długo ? Czyżby do powstania nowego nurtu ? Czy nie uważa Pan , że jest chwiejny emocjonalnie i jeżeli pozna Pan coś co Pana zaciekawi to nie porzuci wszystkiego dla nowych idei ?

"Doszedłem do wniosku , iż cała religia którą mnie uczono wyznawać oparta jest tylko na straszeniu wyznawców (piekło , wieczne męki, itd. itp.) Więc proszę sobie wyobrazić , że ja przestałem się bać , nawet śmierci. A dlaczego ? W czasie jednej z operacji jakie przeszedłem prawie się udusiłem i przeszedłem na " drugą stronę życia " . Nie będę opisywał wszystkich doznań , ale mogę Panu powiedzieć, że żadnego Boga tam nie widziałem tudzież piekła."

Chciałem powiedzieć, że jeżeli rzeczywiście czytał Pan Biblię, to odnoszę wrażenie, że nieuważnie. Nigdzie w Biblii Pan nie znajdzie informacji, że po śmierci można coś zobaczyć. Proszę sprawdzić, czy Łazarz po wyjściu z grobu coś opowiadał? (Ewangelia Jana 11 rozdział) Czy cokolwiek zapamiętał? Wiele tekstów świadczy o tym, że po śmierci, do momentu zmartwychwstania (które dopiero przed nami) martwy człowiek nie ma żadnej świadomości. Dedykuję dla przykładu następujące fragmenty: "ponieważ żyjący wiedzą, że umrą, a zmarli niczego zgoła nie wiedzą, zapłaty też więcej już żadnej nie mają, bo pamięć o nich idzie w zapomnienie." (...) Każdego dzieła, które twa ręka napotka, podejmij się według twych sił! Bo nie ma żadnej czynności ni rozumienia, ani poznania, ani mądrości w Szeolu, do którego ty zdążasz. (Koh 9:5 i 10). Również o wiecznych mękach w czyśćcu lub piekle też w Biblii nie ma.
Powyższe zagadnienia wyjaśniam też w moim artykule, który przy okazji polecam.
http://www.eioba.pl/a113680/ki(...)owiedzi

  w84u6  (www),  14/11/2009

Zgadzam się z tobą feniks57, dobrze , że zwróciłeś na to uwagę "Napisałem go bo sam byłem ateistą, byłem też agnostykiem, wierzyłem w newage i jakiś czas w magię, aż.... nie spotkałem żywego Boga" - był wszystkim (prawie) i we wszystko wierzył, jaka może być ocena stanu ducha, lub umysłu człowieka o takiej "podatności na wiarę". I czy był równie waleczny we wcieleniu ateisty, maga jak teraz teisty (bo nie zdeklarował się jako chrześcijanin), czy tylko to płomień neofity, dopuki znowu nie znajdzie jakiegoś kolejnego Sai Babę?

:) cieszę, się, że Pan pisze merytorycznie! To rzadka umiejętność. A propos wątpliwości co do kościoła katolickiego to powiem szczerze, że sam je podzielam - jestem protestantem.

A propos "śmierci klinicznej" to wierzę Panu i ma Pan rację - sam tego nie doświadczyłem. Biblijnie jak się sprawa ma, napisał wyżej Pan Szczepański (za co mu dziękuję).

Na ostatni Pana akapit, i przy okazji na wątpliwości w84u6 odpowiem, że macie rację! Mogę być chwiejny emocjonalnie, mogę być młody! mój tekst mógł też nikogo nie przekonać - i dobrze, wcale nie miał. Ja po prostu piszę o tym, że spotkałem Boga! Napisałem też w jaki sposób :) Jak ktoś chciałby też to pokazałem drogę, ale jeśli ktoś stanie się wierzący to tylko i wyłącznie z Bożej łaski, a nie mojej!

podsumowując - nic nikomu nie udowodnię, nikogo nie przekonam, jedynie mogę polecić coś co doświadczyłem. Daję głowę.

i proszę Was Panowie, nie każcie mi cokolwiek udowadniać, nie ja jestem od tego, od tego jest Bóg! :)

  w84u6  (www),  14/11/2009

To jak się ma tytuł:
"Wyzywam Cię, Ateisto! :)"
do Słownik języka polskiego
"rz. n III
wypowiedź, w której ktoś wzywa kogoś do do podjęcia z nim walki, rywalizacji "

i potem stwierdzenia "proszę Was Panowie, nie każcie mi cokolwiek udowadniać, nie ja jestem od tego" ?
To rejterada ;) Trzymaj się przyjacielu i umacniaj w jednym, bo skończysz jak zacząłeś, jako ateista. Dla zabawy przygotowałem świeżutką debatę , przed odtworzeniem odpowiedz sobie na przedstawioną tezę poczym na koniec zagłosuj ponownie. Postaraj się być obiektywny. ;) http://tinyurl.com/ygp3yhd

bo to jest wyzwanie między Tobą o Bogiem a nie Tobą a mną :) aczkolwiek zauważyłeś słusznie - masz ode mnie plusa :)

>bo to jest wyzwanie między Tobą o Bogiem a nie Tobą a mną <

Artykuł napisał Bartosz Bilicki, nie jakiś Bóg, o którym niewiadomo nawet czy istnieje. A może p.BartoszU, uważa się Pan za kolejnego proroka?

Tendencyjny artykuł, ale czego się spodziewać po osobie, która promuje się jako kreacjonista... Ja wierzę w naukę i nie muszę się tłumaczyć z ateizmu. Za to wierzący, tacy jak ty, powinni się tłumaczyć z tego, że wierzą, np. w gadającego węża żyjącego 300 lat:D Biblię czytałam parę razy w przeciwieństwie do większości katolików, którzy chodzą do kościoła, bo ich tak nauczono i taka jest tradycja ple, ple, ple...
Oczywiście nie wszyscy wierzący tacy są, ale autor raczej tak;-p
I skoro piszesz o Biblii, to chyba ją przeczytałeś, a jak ją przeczytałeś I ZROZUMIAŁEŚ na pewno odkryłeś wiele nieścisłości z tym, co naucza Kościół, a co Biblia. Dla przykładu, skoro ty też cytowałeś: ,,Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w domach modlitwy i miejscach publicznych wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Wierzcie mi, prawdę mówię: otrzymali już swoją nagrodę. Ty, gdy chcesz się modlić, wejdź do twojego pokoju, zamknij się i módl się do twojego Ojca Niebieskiego." (Biblia Mt 6. 5-6)

  sci,  14/11/2009

Ale wtedy nie byłoby kościołów = mniej pracy dla księży = brak składek
Podobnie ma się sytuacja z religią w szkole. Dlaczego nie mogą tego robić nieodpłatnie?

księża na Księżyc

hehe :)

+ nie jestem katolikiem
+ nie jestem kreacjonistą, a kreatywistą :D (to się w ogóle nie tyczy religii)
+ przykro mi to pisać Majka, ale nie przeczytałaś Biblii ani razu. (pewnie się zastanawiasz skąd wiem)

Będąc protestantem, jak sam piszesz, musisz być z definicji również kreacjonistą. Przecież wg. Biblii to Bóg stworzył Wszechświat, a chyba nie uważasz że Natchniona Księga się myli? :)

Liczba odrzuceń artykułu powinna doprowadzić cię do zastanowienia się co z nim jest nie tak. Mały hint, te same uwagi tyczyć się będą również twoich komentarzy.

dzięki za radę! (8:15) ja natomiast polecam Ci sprawdzić ten link: http://www.eioba.pl/topusers

ps w swoim profilu dajesz cytat profesora Kołakowskiego, muszę Cię zmartwić - ateistą był bardzo krótko, zanim stał się wierzącym :)

Przepraszam, nie wiedziałem że mam do czynienia z Rankingowym Onanistą. Na przyszłość informuj o tym fakcie, oszczędzę sobie zbędnych komentarzy. Pisząc o Elvisie widzianym gdzieś tam możesz osiągnąć jeszcze lepsze wyniki. Taki sam potencjał tkwi w żydo-masońskich spiskach szczepieniowych, HAARP i 2012. Do dzieła i powodzenia życzę.

@prof. Kołakowski
Ważna jest myśl a nie człowiek, z natury zmienny i skłonny do błądzenia. Tam myśl wyraża to co wyraża, niezależnie od tego czy autor obecnie leży krzyżem w kościele czy też odprawia czarne msze.

masz ode mnie plusa bo mnie rozśmieszyłeś :)

A ty ode mnie minus, bo mnie zniesmaczyłeś. Wracaj do pracy nad podbijaniem rankingu. :)

tak jest

Spocznij! W tył zwrot! Odmaszerować! :)

W hinduizmie i wcześniej w braminizmie i wedyzmie nie było potrzeby wiary w Boga... Człowiek dostawał środki aby samemu poznać Boga jako Istnienie. Zawsze startował z pozycji niewierzącego i na niej pozostawał. Jeśli poznał, dalej nie wierzył. Bo przecież nie wierzy się w istnienie kogoś czy czegoś co się zna. Albo człowiek doświadczał Boga, albo był ateistą. Nie ma potrzeby wierzenia w Boga, aby poznać Boga. I tak jest w zasadzie do dzisiaj...

Kłamiesz aż ci dym z uszu idzie, ale rozumiem że to kłamstwa dla Większego Dobra, czy coś w tym stylu. :)

hehe!

Autor pisał powyżej o trudnej sztuce merytorycznych komentarzy, proponuje więc najpierw ją opanować, a dopiero potem brać się za pisanie artykułu, skoro nawet krótkie wypowiedzi stoją na tak niskim poziomie :/

@MM
Każdy kto interesuje się choć odrobinę historią, wie że zdanie "W hinduizmie i wcześniej w braminizmie i wedyzmie nie było potrzeby wiary w Boga" to ewidentne KŁAMSTWO, nie poparte nawet cieniem dowodu. Nie widzę potrzeby aby wysilać się na uprzejmości, komentując coś takiego.

Aby uściścić, komentarz odnosił się do Bartosza Bilickiego i wypowiedzi z w stylu: "hehe" czy ":)" jak i całego tego poronionego artykułu.

hehe ... a co, ja nie mogę? :)

wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem :D

minus przy moim poprzednim komentarzu sugeruje chyba że z umiarem u mnie nie za dobrze ;)

Nie wiem, nie ode mnie. Zresztą minusy przy komentarzach to takie subiektywne bezwyrazowe formy wyrażania odczuć innych względem naszych wypowiedzi. Słowem, nie powinny grać żadnej roli w dyskusji, choc niektórym czasem przeszkadzają ;)

Kto mówi, że poznał Boga, ten kłamie, Boga nie można poznać, Budda by Ci to wytłumaczył.
Bóg jest paradoksem i obaj nie macie racji. Trzecie oko to za mało.

Budda gdy odchodził z tego świata powiedział "nadal szukam prawdy" a Jezus powiedział "ja jestem prawdą". Wolę słuchać kogoś kto wiedział co mówi.

  Eart,  15/11/2009

Wierze bo się boję że bóg istnieje, do kościoła nie chodze bo dawno zatracił on swoją pierwotną funckcję i uznawanie go za coś więcej niż przeżytek było by zbrodnią.

pomyśl o innym kościele / denominacji

  oculus,  15/11/2009

Bóg w jakiego wierzą katolicy jest zaprzeczeniem wszystkiego, co nornalne,dobre i sprawiedliwe.
Nie bój się Boga a ludzi się bój, na tym i na tamtym Świecie.

W samej matematyce istnieją problemy nierozstrzygalne i prawdy matematyczne, których nie można udowodnić i to również udowodniono. Więc i w życiu istnieją prawdy, które są prawdziwe, ale nie można na nie znaleźć rozumowego dowodu. Skoro tak jest, to ci co wierzą w jakieś prawdy życiowe i są do nich głęboko przekonani, ale nie potrafią ich udowodnić racjonalnie, to się nie mylą. Impulsy wewnętrzne i intuicje wiary, nie potrzebują dowodu naukowego, a czas ich weryfikacji może sięgać aż do końca naszego świata. Wiara w istnienie Boga nie stoi w sprzeczności z nauką...

Na większość z tych pytań mógłbym chyba odpowiedzieć "tak". Część potraktował bym przewrotnie. Ale część autentycznie.
Co z tego? To jakaś nowa wersja "Czterech praw duchowego życia"?
Słabe.

Mam nadzieje, że nasze życie ma głębszy sens. Ale przekonanie o tym nie wynika z oglądania cudów, uzdrowień i.t.p.
Jeśli moja wiara miałaby się zrodzić z podziwu dla cudów i uzdrowień - zginęła by przez oglądanie bólu i chorób ludzi którzy nie doświadczyli łaski.
Jeśli wygłoszenie "magicznej" formułki, serie wyświechtanych cytatów i strach przed potępieniem ma ze mnie zrobić "zbawionego" to nie udało się. Za mało.

Na swój sposób wierzę w Boga - ale ten mój nie wymaga krwawych ofiar, deklaracji wiary, pojmowania trójjedności, napięcia przed-zbawiennego, przekonywania, że moje jest lepsze - ten mój Bóg mówi tylko - kochaj. Wiem, że to banalne. Ale cóż. Taki jestem.

Jeśli to co napisałeś to jest światłość dla świata to czarno to widzę. Zmień zasilanie - bo niczego tam nie ma.

p.s.
I znowu "perły rozsypane między świnie" i "wiara nie jest rzeczą wszystkich" ;)

p.s.2
pozdrowienia dla "zbawionych"

dzięki za konstruktywną krytykę. Jeśli wierzysz w Boga Biblii to pewnie wiesz, że "bez wiary nie można podobać się Bogu", bez wiary choćby tej najmniejszej.

Dla mnie to co napisałeś o Bogu nie przeczy temu co ja napisałem, nie wydaje mi się, żeby "niczego tam nie było" :)

Cieszę się, że znalazłeś Boga, tego się trzymaj, pozdrawiam :)

wierzyć znaczy zobaczyć , ja na wszystkie pytania odpowiedziałem negatywnie ... ale to żaden wykładnik osoba wierząca też mogła by odpowiedzieć negatywnie

lepiej wierzyć w Boga bo wtedy pójdziemy do nieba :)

A to nie wystarczy duża ilość baloników przyczepiona do ciała? :)

Panie Adamie Szczepański
1. Na pewno nie analizowałem Biblii w taki sposób jak Pan . Z lektury Pana artykułów i komentarzy wywnioskowałem , że jest Pan osobą bardzo wierzącą i pogłębiającą swoją wiedzę na temat wiary którą wyznaje. Komentując mój post chyba przeoczył Pan , że ja pisząc cyt ""Doszedłem do wniosku , iż cała religia którą mnie uczono wyznawać oparta jest tylko na straszeniu wyznawców (piekło , wieczne męki, itd. itp.) " nie powoływałem się na Biblię , tylko napisałem (...)cała religia którą mnie uczono". UCZONO.
2.cyt. " Nigdzie w Biblii Pan nie znajdzie informacji, że po śmierci można coś zobaczyć. Proszę sprawdzić, czy Łazarz po wyjściu z grobu coś opowiadał? (Ewangelia Jana 11 rozdział) Czy cokolwiek zapamiętał? Wiele tekstów świadczy o tym, że po śmierci, do momentu zmartwychwstania (które dopiero przed nami) martwy człowiek nie ma żadnej świadomości." - ponownie przeoczył Pan moją wypowiedź cyt. (....) podpieranie się cytatami z Biblii zupełnie mnie nie przekonuje , bo można je interpretować w dowolny sposób . A i sama historia powstania Biblii budzi we mnie bardzo dużo wątpliwości."
Gdybym był człowiekiem wierzącym tak jak Pan , pewnie nie miałbym zastrzeżeń. Pan wierzy w to co jest napisane w Biblii ( wcale Pana za to nie ganię , to Pana wybór i ja to szanuje ) ja z kolei wiem czego doświadczyłem i to jest dla mnie dowód ( namacalny ) że w tym wypadku Biblia mija się z prawdą . Swoją drogą ciekawy jestem gdyby Łazarz doświadczył tego co ja czy Ewangelia Jana brzmiała by tak samo? Jestem przekonany że nie.W tej chwili śmierć dla mnie , używając języka gier komputerowych , to nie " game over " lecz " next level " i to w momencie odejścia z tego świata , a nie czekanie w niebycie ? na koniec świata?.

  w84u6  (www),  16/11/2009

@feniks57 , teraz rozumię Pański nick ;) mam pytanie w związku z przeżyciem, o którym Pan wyżej wspomniał. Jak Pan wie, lub się domyśla, jestem racjonalistą, i wzwiązku z tym chciałbym spytać czy Pańskie doznanie, czy brał Pan pod uwagę pewne zjawisko związane z procesem "umierania", a mianowicie DMT, tu podaję link, który wyjaśnia o co mi chodzi, jeżeli się Pan z tym nie zetknął http://www.youtube.com/watch?v(...)Ym0ImpU , i trochę bardziej żartobliwie tu http://www.youtube.com/watch?v(...)GaEImF8 Jestem Pańskim rówieśnikiem, więc pytanie jak najbardziej poważne. Jestem ciekaw odpowiedzi, jest Pan pierwszą osobą "on-line" którą mogę o to zapytać. Jeżeli Pan uzna, że naruszam sferę prywatną pańskich doznań, uszanuję to, Pozdrowienia ;)

@w84u6 dzięki za linki , bardzo ciekawe . Jestem na tym forum niejako incognito więc krótko napiszę o moich doznaniach. Po wybudzeniu z narkozy odzyskałem świadomość.Odłączano mnie , jeszcze na stole operacyjnym od aparatury medycznej kiedy nastąpiło całkowite zablokowanie oddechu. Dusiłem się będąc w pełni przytomny. Przeżycie jakiego nikomu nie życzę.Widziałem i słyszałem lekarzy którzy próbowali przywrócić mi oddech. Nie wiem w którym momencie znalazłem się wewnątrz czegoś co przypominało mi wirujący tunel , dość długi na końcu którego widziałem światło o niesamowitym blasku , ale to światło nie raziło . Poczułem spokój jakiego chyba nigdy nie doznam, spokój który nie można opisać słowami bo żadne z nich nie odda tego uczucia. I rzecz którą najbardziej pamiętam , moje całe życie wyświetliło mi się jak film w przyśpieszonym tempie , ale jednocześnie tak jak bym oglądał to poklatkowo ( kłóci to się z logiką ale inaczej nie potrafię tego opisać ). Co jeszcze ważne " tam " nie istnieje czas, nie wiem jak to opisać inaczej. Jednocześnie to światło bardzo silnie " ciągnie " , chce się tam iść i wejść , żadne myśli nie są skierowane aby wracać z powrotem. Pierwszym doznaniem jakie miałem po " powrocie " to była złość , że nie pozwolono mi " tam " zostać. To w skrócie tak wygląda. Moja żona dziwi się nieraz , że pamiętam tak dokładnie całe swoje życie ze szczegółami naprawdę nieistotnymi . A o tym przeżyciu powiedziałem tylko jej dopiero po pół roku od operacji. Nie wiem czy zaspokoiłem Pańską ciekawość , i niech mi Pan wybaczy chaos w opowiadaniu tego wszystkiego. Pomimo upływu czasu od tego momentu nadal na wspomnienie tamtych przeżyć podnoszą się we mnie emocje.
Pozdrawiam

  Ivi  (www),  15/01/2010

może Bóg to właśnie to światło

Przeczytałem na temat tego przeżycia sporo publikacji. Opisują je ludzie z różnych wyznań i w zależności od religii jaką wyznają , każda z tych osób utożsamiała to światło ze swoim bogiem. Cóż , każdy widzi to w co wierzy , a w każdym razie tak to tłumaczy sobie Dla mnie to następny poziom życia , tyle że nie cielesny.Dla mnie życie nie kończy się w momencie śmierci powłoki cielesnej. Dlatego jest mi po tym przeżyciu łatwiej żyć.

  Ivi  (www),  16/01/2010

to dobrze. Lepiej żyć z wiarą ze po śmierci jest coś dalej niż ze w ogole nic nie ma.
Bo jeśli nic by nie było, to jaki sens miałoby życie.
Natomiast ciekawi mnie jak ateiści ustosunkowują sie do genezy powstania człowieka- no bo musi od czegoś/ kogoś pochodzić.Ale od czego?

Wyjaśnienie tego pozostawiamy nauce , a to trochę musi potrwać , wiemy już znacznie więcej niż np.100 lat temu.
Powstają nowe technologie , które weryfikują poprzednie wnioski. A religia oparła się na jednym i jest niereformowalna. Tym bardziej , że nie dopuszcza innej możliwości. Ile np. czasu było potrzeba krk aby uznał , że Ziemia to nie pępek świata , nie jest płaska i nie pływa na żółwiach ? Nauka ma to do siebie , że jest żywa i cały czas poprawia samą siebie.

  Ivi  (www),  16/01/2010

a jakieś subiektywne odczucia lub teorie?

Subiektywne odczucia już opisałem , a co do teorii to chyba jeszcze mam za małą wiedzę i nie chciałbym walnąć gdzieś gafy.

  Ivi  (www),  16/01/2010

:)

  Ivi  (www),  16/01/2010

zaraz lukne na to;)

@w84u6 nie odpowiedziałem jeszcze na Pańskie pytanie odnośnie DMT. Otóż sprawami " życia po śmierci " zainteresowałem się dopiero po moim doświadczeniu i przeczytałem bardzo dużo opinii na ten temat . Okazuje się że jest to dość powszechne zjawisko. Cóż , czas pokaże czy nauka jest w stanie to wytłumaczyć. Myślę , że kiedyś na pewno.

  w84u6  (www),  16/11/2009

Dzięki feniks57, wiem przynajmniej "na czym stoję" :) Z podobnymi zjawiskami zetknąłem się już znacznie wcześniej, początek lat 90-tych w "Życie po życiu" Moody'ego, Waiss'a "Poza czas i przestrzeń", czy czterotom Roberta Monroe "Podróże poza ciałem". Także "Kruchy dom duszy " Jürgena Thorwalda. Bezsprzeczne jest to, że DMT wywołuje podobne, jeśli nie te same efekty. Ale zaraz rodzi się pytanie: zwierzęta (ssaki) też mają szyszynkę, też śnią i mają fazę REM (kto ma kota lub psa to potwierdzi), u gadów występuje narząd ciemieniowy)- czy zwierzęta też mają podobne doznania, czyli czy jest to system "obronny" organizmu przeciw doznaniu śmierci? Nieraz obserwowałem jak śmiertelnie zagrożone zwierzęta (także ludzie) w pewnym momencie przestają walczyć o życie, poddają się choć pożerane są żywcem. To wszystko niezwykle ciekawe, ale to tylko poboczne dywagacje. Jeszcze raz dzięki :)

@w84u6 cyt.(...) czy zwierzęta też mają podobne doznania, czyli czy jest to system "obronny" organizmu przeciw doznaniu śmierci? - też się nad tym zastanawiałem , tylko pytanie , po co, skoro nie mało by być ciągu dalszego ? Czy nie lepiej byłoby w momencie śmierci spuścić gwałtownie kurtynę ?

  w84u6  (www),  18/11/2009

W momencie śmierci pewnie kurtyna.... ale sam proces umierania bywa, że trwa dłużej. Dletego pewnie nie wszyscy mają takie "wspomnienia". Chyba Thorwald opisywał zabiegi i doświadczenia na "otwartym" mózgu, gdzie podrażnienia stref kory mózgowej wywoływało efekt wspomnień jak to nazwałeś "poklatkowy" oraz np. odtwarzanie fragmentu rozmowy, jak z dyktafonu, ilekroć pojawiał się impuls, tylekroć pacjent powtarzał to samo zdanie. Podobnie z omamami wzrokowymi, węchowymi i słuchowymi. Wielu epileptyków doznaje podobnych sensacji przed atakiem.

Czy nie możemy po prostu zaakceptować faktu, że są osoby wierzące i są ateiści - na podobnej zasadzie jak istnieją Azjaci i Indianie. Jedni drugich nie próbują przekonywać. Po co stwarzać sztuczne problemy i kłótnie? Zarówno wśród osób wierzących jak i wśród ateistów są osoby prowokujące kłótnie, ale czy to odnosi się do wszystkich? Czy ateista, który nie ukrywa swoich poglądów, a jest to w Polsce bardzo rzadkie, nie może spokojnie iść ulicą, tylko musi zaraz być atakowany. I sytuacja odwrotna z osobą wierzącą. Żyjemy w XXI wieku, gdzie nauka stoi na takim poziomie, że może dać nam odpowiedź na niektóre pytania; wiara tego nie potrafi. Tam gdzie w nauce jest wielka niewiadoma, tam właśnie rodzi się wiara i religia. Nie wiedzieliśmy jak powstał Wszechświat, dlatego człowiek chcąc poznać tego przyczynę stworzył historię, w którą uwierzyło mnóstwo osób. Obecnie wiemy jak powstał nasz świat, ale nie wiemy co zapoczątkowało to powstanie i w tym miejscu powstaje wiara. Zawsze będzie tak, dopóki nauka nie będzie w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania, że wiara/religia będzie wchodziła w szczeliny między naukową wiedzą jako wypełnienie. Problemem stanie się dopiero fakt, kiedy nauka uzupełni którąś z tych szczelin i wiara wtedy zostanie odsunięta na drugi plan, co będzie skutkowało atakiem. Dlatego apeluję o nie podejmowanie specjalnie żadnych dyskusji czy kłótni. Każdy człowiek ma prawo do wolności sumienia, wyznania i światopoglądu. Jedynie wspólne egzystowanie może doprowadzić do spokoju każdej ze stron.

"Tam gdzie w nauce jest wielka niewiadoma, tam właśnie rodzi się wiara i religia."

"Religie są jak robaczki świętojańskie, potrzebują ciemności, żeby świecić. Warunkiem istnienia jakiejkolwiek religii jest pewien poziom powszechnej ignorancji; ignorancja jest jedynym żywiołem, w którym religia może istnieć."
Arthur Schopenhauer

"Błogosławieni ubodzy duchem..." Sami Wiecie Kto.

Jesteś najbardziej naiwnym człowiekiem na jakiego w życiu natrafiłem.

  dormidor,  18/11/2009

podsumowujac ...
Głupio jest kłócić się o Tego, który jest wytworem ludzkiej wyobrazni, ktorego czcza miliony i mysla ze im pomaga/prowadz etc :)
nice

nie Spamuj !

Witam Państwa
Autor zadał pytania:
"Czy odczułeś kiedyś miłość Boga?
Czy poczułeś się kiedykolwiek o kilka kg lżejszy z racji wybaczonych Tobie win?
Czy widziałeś kiedyś na własne oczy cuda, uzdrowienia?
Czy doświadczyłeś kiedyś na własnej skórze cudu, uzdrowienia?
Czy przeczytałeś kiedyś Biblię, która jest przecież nudna i na pewno nic tam nie ma, bo tak mówią w tv? (pytam o Biblię, a nie o jej obrazkową wersję)
Czy doświadczyłeś kiedyś całkowitej zmiany życia? (180 stopni)
Czy kiedykolwiek zostałeś uwolniony "ot tak" (w jednej chwili) z różnego rodzaju uzależnień?"

...sugerując następnie, że odpowiedzi na nie są swego rodzaju wyznacznikiem zbliżenia do Boga. Zastosował przy tym zręczną metodę manipulacji, co już samo w sobie budzi we mnie niesmak (bo nie lubię jak ktoś tak pogrywa, wolę argumenty zamiast ukierunkowanego wkręcania).
Śpieszę wyjaśnić. Mam na myśli pierwsze pytanie odnośnie miłości do Boga. Chociażby z pracy responderskiej wiem, że pierwsze pytanie (nie odpowiedź!) ma niejako za zadanie ukierunkować myślenie przy rozumieniu następnych pytań i identycznie jest w tym artykule. I tak czytając każde następne pytanie od razu wiem, że - ogólnie - autor każde TAK pragnie przypisać Bogu, próbuje sugerować między wierszami adresatowi, że to Bóg jest odpowiedzialny za każde TAK - swoją drogą szkoda, że Bóg nie bierze juz odpowiedzialności za każde NIE. Odpowiedzi na TAK są z góry obciążone taką autorską nadinterpretacją.
Przyznaję, irytująca jest dla mnie ta wykładnia wierzących dotycząca przyczyn takich a takich zdarzeń. Bo jeśli w życiu mogło mnie coś super miłego spotkać, to mogłoby to być dzięki np. innowiercy czy ateiście czy nawet szczęśliwemu splotowi zdarzeń jak również ja sam mogłem być na tyle przytomny, by pomóc losowi. Cuda, ozdrowienia, nagłe pozbycie się uzależnień - skąd mam wiedzieć, że zasługę mogę przypisać czyjemuś Bogu a nie w porę wziętej aspirynie czy odpornemu układowi immunologicznemu, a równie dobrze mogłem się wyleczyć dzięki seksualnej orgii, gdzie ślinienie się z każdą panną mogło wyjść na złe szalejącemu we mnie wirusowi. Obrzydliwe? Przecież nie chodzi o to, czy to jest obrzydliwe, ale jaki miało udział w tym wyleczeniu.
Sugerowanie ingerencji Boga w nasze DOBRE postępowanie i DOBRE zdarzenia, które nas spotykają jest zwyczajnie infantylne, okraszone nadinterpretacjami, a w tym wypadku nawet nieporadne, skoro krzewiciel wiary w nawet tak banalnej sytuacji jakim jest rzucenie rękawicy ateiście musi manipulować sugestywnymi pytaniami.
Mimo tego sugerującego chwytu, odpowiedź TAK nie budzi we mnie strachu/zastanowienia, że za tym stoi akurat Twój Bóg. Bo siła nadprzyrodzona jest w dalekiej kolejności na wytłumaczenie takiego stanu rzeczy, choć dopuszczam myśl, że mógł mi pomóc mi np. kochający swojego Boga chrześcijanin - ale żyjemy w świecie różnorodności i każdego takiego aktu nie jestem w stanie tłumaczyć ciągle tym samym. I nie będę pewnie odosobniony w tym, ale jest to zwyczajnie logiczne myślenie i wyciąganie wniosków na podstawie obserwacji i doświadczenia......... i właśnie dlatego nie potrafię zaakceptować takiej metody wywodu jaki narzuca autor zadając resztę pytań po pierwszym tendencyjnie ukierunkowanym. Jeśli ktoś manipuluje słowem, to już oznacza pewną niemoc argumentacji (albo moc bezwzględnego przekonania w sprawczą siłę Boga tam gdzie odpowiedź TAK - wtedy pozostaje pytanie, kto na siebie bierze NIE).
To nie jest ucziwe wyzwanie, to jest jakieś wprowadzenie ateisty w spolaryzowaną ideowo dyskusję, w której to on ma udowonić, że słodycz życia i sprzyjający los to nie jest zasługa Boga czy jego wyznawców i do tego ma udowodnić, kto w takim razie za tym stoi (coś w rodzaju: jeśli nie potrafisz udowodnić, znaczy się racje ma ten drugi)
W odpowiedzi na ten artykuł ateiści powinni rzucić pseudowyzwanie - "chrześcijaninie, udowodnij że to co DOBREGO cie spotkało jest zasługą Boga.", zaczynając równie tendencyjnym pytaniem w rodzaju "Czy gdy nie wierzyłeś w Boga, przytrafiło Ci się coć miłego?".
Pozdrawiam

  wujek77,  07/12/2009

Ziewnęło mi się na to wszystko, przepraszam, wybaczycie mi ?

  w84u6  (www),  07/12/2009

Jak dla mnie, w odpowiedzi na takie tematy możesz wypuścić powietrze i z drugiej strony przewodu pokarmowego :)

22.54: Ja i owszem,ale tylko dlatego że jak mniemam ur.w 77?Wąż chiński a to i sem ja:53!
Boga,kochani można/ZROBIONE!/ dowieść w tak ściśle NAUKOWY,...diabelsko wręcz precyzyjny sposób,że...???
Jak tego dokonałem?Za palucha złapałem?Nie,ja GO...odmotałem...???
Tak...jak z DNA znaczy odczytałem: to moja"kopFja"...antypsubrat!

Jestem zdecydowanie osobą wierzącą o poglądach chrześcijańsko-ekumenistycznych. I mimo, że artykuł jest dla mnie oczywistością, muszę się wtrącić.
"Bo zbawienie jest z wiary, a nie z uczynków (szok, nie?)" - w to absolutnie nie jestem w stanie uwierzyć. Może i sprzeciwiam się całej idei Chrześcijaństwa, ale nie wierzę, aby człowiek, który całe życie był dobrym człowiekiem, lecz niewierzącym, miał być potępionym. I nie wierzę też, aby pobożni dewoci i nadgorliwe dewotki, które zachowują się jak ta z bajki Krasickiego (gdyby ktoś nie znał, cytuję na dole), miały być zbawione tylko dlatego, że wierzą, choć są złe.

Cała reszta artykułu jak najbardziej mi się podoba :)

Ignacy Krasicki - Dewotka
Dewotce służebnica w czymsiś przewiniła
Właśnie natenczas, kiedy pacierze kończyła.
Obróciwszy się przeto z gniewem do dziewczyny,
Mówiąc właśnie te słowa "...i odpuść nam winy,
Jako my odpuszczamy", biła bez litości.
Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności!

Mimo, że jestem osobą wierzącą, mam co do religii mnóstwo wątpliwości. Posłużę się przykładem.
Według Biblii człowiek po śmierci jest w stanie nieświadomym i aż do czasu Sądu Ostatecznego właściwie nie istnieje. Dlaczego, wobec tego, proces beatyfikacji czy kanonizacji przebiega na podstawie udowodnionych cudów dokonanych przez zmarłego PO śmierci? Tak było z Janem Pawłem II, mnóstwo ludzi zaczęło zgłaszać swoje doświadczenia z duchem Papieża. Np. mieszkanka kamienicy, w której w czasach studenckich żył Karol Wojtyła, opowiadała o tajemniczych zjawiskach w jej domu, jak np. odkręcanie kranów, czego wcale się nie bała, a czuła bardzo pozytywną energię. Tymczasem wszelkie duchy wg chrześcijaństwa są wykluczone. A więc dlaczego zaraz po śmierci JPII kardynałowie ogłosili "Odszedł do domu Ojca" - przecież wg tej religii nie może znaleźć się w niebie przed Sądem Ostatecznym!
Inna wątpliwość, podstawa, która skłania mnie ku ekumenizmowi, to unikalność wszelkich religii i wierzeń istniejących na ziemi. Każda jest niepodważalna, święta, ma swoje "guru", "lamy", "proroków" i innych. Prymitywne ludy nawet nie słyszały o czymś takim jak Bóg (choć niejednokrotnie mówią, że doświadczają swojego rodzaju duchowości, mimo że nie wiedzą czym to jest). I jak, u licha, można mówić, że człowiek nie wierzący w Jezusa Chrystusa, a będący dobrym, i tak znajdzie się w piekle, bo nie zaufał Prawdzie? To Nowy Testament, a w Starym aż roi się od niedopowiedzeń - w końcu napisał je człowiek, a wyselekcjonowała władza kościelna. A ja nie wierzę w człowieka. Ja wierzę w Boga. A Bóg niech wierzy w ludzi.
Podkreślam kolejny raz - WIERZĘ W BOGA , DOBRO I ŻYCIE WIECZNE. I co dalej? Każde wierzenie ma swoje zalety i wady i nie można powiedzieć, że jedna religia jest niepodważalna i najważniejsza, bo to zwykły egoizm i pycha, a nawet ignorancja. A zresztą i w stosunku do tego zagadnienia poglądy Kościoła ulegają zmianie. Bo człowiek jest nadzwyczaj omylny.

  adam4,  10/01/2010


Należy podkreślić, że nie stwierdzono, by w chwili śmierci dokonywała się w człowieku jakaś gwałtowna zmiana. Wręcz przeciwnie – pozostaje on tym, czym był poprzednio z tą tylko różnicą, że nie ma już fizycznego ciała. Nadal ma ten sam umysł, te same skłonności, zalety i wady. Utrata fizycznego ciała, podobnie jak zmiana ubrania, nie czyni go innym człowiekiem. Co więcej, warunki, w jakich się teraz znajduje, zostały stworzone przez jego myśli i pragnienia. Nie ma mowy o żadnej karze czy nagrodzie, wymierzonej przez kogoś z zewnątrz, pojawiają się jedynie skutki tego, co człowiek czynił, mówił i myślał podczas życia w świecie fizycznym.

Śledząc opis życia astralnego po śmierci przekonamy się, że faktycznie odpowiada on z dużą dokładnością zarówno katolickiej koncepcji czyśćca, jak i greckim wyobrażeniom o Hadesie – podziemnym świecie.

Co stwierdzono, jakimi metodami, gdzie wyniki badań i analizy wyników?

Nikt nie będzie moim Panem, co najwyżej szefem.

A twierdzenie "nie mów jak nie spróbowałeś" jest ostatnią deską fanatyka zmuszającego mnie do wiary.
WIEM, że Biblia to stek bzdur, niedomówień, nieścisłości, a styl pozostawia wiele do życzenia. Mimo, że książka ta została spisana daaawno temu to jednak i tak mogli sie postarać bardziej, skoro byli "natchnieni przez Boga"

I można prosić o wytłumaczenie tego zdania:

Gdy się wycofasz będziesz po prostu człowiekiem, który NIE CHCE WIERZYĆ. To jest różnica. Człowiek, który nie chce wierzyć jest po prostu tchórzem, albo leniem i nawet nie próbuj mówić mi, że jest inaczej.

Tchórz? Leń?
Nie bardzo rozumiem.

przepraszam: wprowadzam poprawkę: tchórz, leń, albo nie rozumie ;)

Wychodzi na to, że nie wierzących lub nie próbujących wierzyć w to co ty, stawiasz z gruntu jako gorszych od Ciebie.
Skoro ja próbowałem przez wiele lat i NIC. To dlaczego mam dalej usilnie próbować?
"Nie" nie zmieni się w "Tak" jeśli długo będę prosił.

Było ciężko ale przebrnęłam przez Twój artykuł. Przyznaje było to dla mnie wyzwaniem bo poczułam się jakby przyszli do mnie świadkowie Jehowy i za wszelką cenę próbowali przekonać mnie do swojej wiary.
Odniosę się tylko go paru wątków zawartych w tym artykule.
"Co w takim razie zrobić aby naprawdę uwierzyć?" - to na to jest jakiś przepis ? wystarczy odpowiednio postępować i wtedy uwierzę, no ciekawe. Później starasz się być dowcipny. I kolejna rzecz
"Czy chcesz uwierzyć? A co wtedy, gdy się okaże, że Bóg naprawdę jest?Może lepiej nie wierzyć, co? " tak może zacznę wierzyć, żeby w razie czego nie zostać na lodzie :). Na koniec już powiem tylko , że mnie przed uwierzeniem odpycha sam Bóg a Rydzyk i reszta tylko tego dopełniają.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 
Autor
Artykuł
Dodatkowe informacje
O artykule w internecie


Akcja Lubię czytać!


O EIOBA
Artykuły
Odkrywaj
Publikuj
Społeczność
Książki
Statystyki
Użytkownicy online: 113
Zarejestrowani: 17.872
Komentarze: 43.561
Artykuły: 9.545
EIOBA Świat

© 2005-2010 grupa EIOBA. Wrocław, Polska