Wyznanie byłego buddysty
|
|
|
Do buddyzmu mam duży sentyment, gdyż pomógł mi wyrwać się z ateizmu i trafić do Chrystusa.
|
|
Wyświetlenia: 1.181
|
Utworzony: 13/11/2009
|
Ta funkcja wymaga zalogowania. Jeżeli jeszcze nie posiadasz konta, załóż je korzystając z przycisku przy formularzu logowania w górnym panelu.
Wstaw poniższy kod na swoją stronę, a odwiedzający będą mogli przeczytać ten artykuł bezpośrednio na niej.
Kod:
Zostałem wychowany w ateistycznej rodzinie i przez ateistyczną szkołę. Miałem bardzo silnie ugruntowany światopogląd, oparty na teorii ewolucji i tak zwanym naukowym postrzeganiu świata. W co wierzyłem? W to, że świat jest mroczny, bezwładny, bezcelowy i nieświadomy. Człowiek jest przypadkowym wytworem ewolucji, która spowodowała, że z martwej materii powstały istoty żywe, a z istot żywych istoty świadome. Wszystkie zachowania człowieka da się wytłumaczyć prawami doboru naturalnego i instynktem przetrwania.
Czym jest ludzka świadomość? Efektem działania materialnego mózgu. Wraz ze śmiercią mózgu zginie i ona na zawsze. Wszelkie pytania o sens i cel procesów, które przebiegają w świecie, są źle postawione. To tylko ludzie roją sobie o jakimś celu i sensie. Obiektywnie niczego takiego nie ma. Człowiek istnieje, ale równie dobrze mógłby nie istnieć. To kwestia przypadku.
Pusty świat
Mimo że w pełni podzielałem ateistyczny światopogląd, byłem przekonany, że nie wyjaśnia on świata do końca. Że potrzebna jest jeszcze jakaś refleksja. Nad czym? Rzeczywistość postrzegam tylko z perspektywy bycia mną. Całe moje doświadczenie to moja własna świadomość i samoświadomość. Wraz z moją śmiercią zniknie świat. W każdym razie przestanie istnieć z punktu widzenia tej jednej jedynej perspektywy, która jest mi dostępna.
Kim jestem? Łamałem sobie głowę nad tym pytaniem. Ateiście nie jest łatwo na takie pytanie odpowiedzieć. Raz postrzega on siebie jako świadomą istotę (niejako od wewnątrz), a raz jako przedmiot (od zewnątrz). Teraz istnieję i postrzegam, mówi ateista, a kiedy umrę, to znaczy, że pewna świadomość została wyłączona, po prostu znikła ze świata, który istnieje dalej. Taka żonglerka pojęciem człowieczeństwa, które jest raz podmiotem, a raz przedmiotem, nie zadowalała mnie. Chciałem się dowiedzieć, kim jestem, kim będę po śmierci, jak wygląda świat, kiedy nikt na niego nie patrzy. Jak będę postrzegał świat, kiedy zniknę? Będę nicością? Co to jest?
Nie można myśleć o świecie, na który nikt nie patrzy. Obserwator, świadomy obserwator jest konieczny. Jednak zgodnie z ateistycznym światopoglądem świadomość to zupełnie nieistotny rozbłysk pośród całkiem nieświadomego, martwego świata. Jak wybrnąć z tej sprzeczności?
Odsiecz
Odpowiedź na pytanie „kim jestem?” odnalazłem w buddyzmie. Moja odrębna świadomość jest istotnie nietrwała, ale posiadam też prawdziwą „naturę Buddy”, którą dzielę ze wszystkimi odczuwającymi istotami. Ta „natura Buddy” jest również naturą Kosmosu. Świat jest Umysłem Buddy, jest świadomy, a ja mogę dzięki medytacji połączyć się z tą wieczną, kosmiczną świadomością. Rozpocząłem więc praktykowanie zen.
Szybko przekonałem się jednak, że buddyzm ma wady. Adepci muszą przyjmować obcą im zupełnie, dalekowschodnią kulturę, obce duchowo rytuały; sutry (buddyjskie pisma) są przegadane. Ale to wady pomniejsze. Dwie najważniejsze są takie: Jeśli świat jest Kosmiczną Świadomością, Umysłem Buddy, to dlaczego buddyści odrzucają istnienie osobowego Boga Stwórcy, a przynajmniej są wobec Niego zupełnie obojętni? Dlaczego uważają, że ta Kosmiczna Świadomość jest bezosobowa? I druga: Jeśli mam doskonałą naturę Buddy, to po co muszę medytować? Po co mam zdobywać coś, co już mam? Cóż zresztą mam? Bezosobową naturę?
Chrystus jest rozwiązaniem
Na szczęście buddyzm wyprowadził mnie na tyle daleko z ateistycznego umysłowego zaścianka, że byłem gotów przyjąć chrześcijaństwo. Łatwo zauważyć, że Chrystus dużo lepiej niż Budda odpowiada na pytania, które sobie stawiałem.
Świat nie jest bezsensowny i bezcelowy, gdyż stworzył go Bóg. Tą Osobą Boga, która stworzyła świat, jest Chrystus. Zbawczą śmiercią Chrystusa już jestem odkupiony. Nie muszę medytować, gdyż odkupienie jest darem. Bóg jest doskonałym Kosmicznym Umysłem, a ja mogę się z tym Umysłem połączyć dzięki Chrystusowi. On jest bramą, przez którą przychodzimy do Ojca; jest Drogą, Prawdą i Życiem.
Apostoł Paweł mówił: „żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus”, „w nim wszyscy żyjemy, poruszamy się i bytujemy”.
Mam kontakt ze Źródłem Wszelkiego Życia, które samo zechciało mi się objawić. Nie muszę już pytać, kim jestem. Mam Ojca w niebie.
Marek Błaszkowski
[Autor jest adwokatem i doktorantem Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Artykuł ukazał się w miesięczniku "Znaki Czasu" 11/2009].
Podobne artykuły
Powiązane tematy
 |
"(...)Raz postrzega on siebie jako świadomą istotę (niejako od wewnątrz), a raz jako przedmiot (od zewnątrz).(...)" Coś takiego nazywa się zazwyczaj KŁAMSTWEM, a w tym konkretnym przypadku również dezinformacją. Proszę nie ubierać własnych poglądów w szaty cudzej ideologii. Proszę poprawić ww. fragment lub będę zmuszony artykuł odrzucić i/lub poprosić o "wsparcie" administrację portalu. |
 |
Panie Piotrze, nie będę poprawiał tego fragmentu z dwóch powodów. Po pierwsze, to nie mój tekst, a Pańskie domniemanie, że "ubrałem własne poglądy w szaty cudzej ideologii" jest błędne. Po drugie, moja wiedza o buddyzmie jest zbyt ogólna, żebym chciał na jego temat wdawać się z kimkolwiek w dyskusję. Zapewniam Pana natomiast, że Pańską uwagę przekażę niezwłocznie autorowi tekstu z prośbą o ustosunkowanie się. Kilka tekstów tego autora o jego rozumieniu - lub jak Pan woli nierozumieniu - buddyzmu ukazało się na salonie24.pl. Zachęcam do zapoznania się z nimi. |
 |
Gdyby zadał pan sobie trud przeczytania mojego komentarza w całości, wiedziałby pan że nie chodzi mi o zrozumienie lub niezrozumienie buddyzmu, lecz o "malowanie" FAŁSZYWEGO obrazu ateistów, postrzegających ludzi jako przedmioty. Warto czasem czytać to co poniekąd firmuje się publicznie własnym nazwiskiem. Na łaskawą reakcję, pańską lub autora, nie mam zamiaru dłużej czekać. Odrzucam. |
 |
Pana komentarz przeczytałem w całości, choć rzeczywiście nie przeczytałem kontekstu zacytowanego przez Pana zdania, stąd mój błędny wniosek, że chodziło Panu o buddyzm, a nie ateizm. Po Pana obecnym komentarzu wnoszę jednak, że mimo wszytko Pan nie rozumie autora. Zarzuca mu Pan, że maluje fałszywy obraz ateistów, "postrzegających ludzi jak przedmioty". Autor pisze nie tyle o tym, jak ateiści postrzegają innych ludzi, co o tym jak ateista postrzega siebie samego. Zdanie następne po zacytowanym przez Pana to wyjaśnia. Poza tym autor napisał to pod wpływem własnych doświadczeń, jako były ateista. Jedyne co można by mu było zarzucić to rozciągnięcie własnego doświadczenia na wszystkich ateistów, ale żeby zaraz kłamstwo... Niezależnie od powyższego, dziękuję Panu za uargumentowanie swojej decyzji o odrzuceniu tego artykułu. |
 |
Jeśli patrzeć na tych najsławniejszych ateistów jak Stalin, Pol Pot czy Hodża to uwaga o postrzeganiu ludzi jako przedmiotów jest nader słuszna. Tyle, że przedmiotowe traktowanie ludzi w wypadku takich wodzów wynika zapewne bardziej z ich psychopatii oraz pozycji politycznej niż z ateizmu. Nie mniej psychopatyczni są kibole lejący jak leci kogo popadnie, a się pod stadionem nawinie... |
 |
Jeśli patrzeć na znanych wierzących, jak Torquemada, Jacob Sprenger, Heinrich Kramer, czy Alojzije Stepinac, każdy wierzący to prymitywny, spragniony krwi "obcych" i "heretyków" psychopata. Dostrzegasz analogię? A propos kibiców, pamiętasz religancką histerię z kibicami w tle po śmierci Wojtyły? |
 |
Jakże bym miał nie dostrzegać. Jedni drugich warci, psychole -:) |
 |
Odpowiedź autora, Marka Błaszkowskiego, na zarzuty darkwatera: Atak darkwatera świadczy o braku elementarnej wiedzy filozoficznej. Był taki filozof Immanuel Kant, który odkrył, że nasze "ja" jest "ja transcendentalnym", znajduje się poza sferą dostępną poznaniu empirycznemu. Jest to "ja" od strony podmiotu postrzegającego. Człowiek może też pojawiać się w świecie jako fenomen (czyli przedmiot postrzegania w terminologii Kanta). Jako fenomen (czyli przedmiot) jest badany przez medycynę na przykład abo psychologię. Transcendentalne "ja" bywa też transcendentalnym "ty", jeśli spotykamy się z kimś drugim w relacji. To, że człowiek jest raz przedmiotem poznania, a raz podmiotem (transcendentalnym "ja", transcendentalnym "ty"), którego nie da się uchwycić w żadnym empirycznym doświadczeniu, podkreślał nawet ojciec nowożytnej filozofii analitycznej Ludwig Wittgenstein. "Ja transcendentalne" jest niepoznawalne. Zdaniem niektórych w tym ja napotykamy Boga jako Ty (a także w "ty" innego człowieka). Opisane w artykule rozterki związane z funkcjonowaniem człowieka w zamiennej roli podmiot-przedmiot, są udziałem praktycznie wszelkiej refleksji filozoficznej. Być może darkwater nie jest zainteresowany dokonywaniem takiej refleksji. Nie powinien jednak łączyć ignorancji z agresją. M. |
 |
Proszę wyjaśnić rozczytanemu w Kancie koledze iż na człowieka nie można patrzeć jak na przedmiot, i to niezależnie od wyznawanego światopoglądu. Tak bowiem zabawnie się składa że "przedmiot" ten jest nośnikiem dla żywej, odczuwającej istoty, podobnej do "ja" patrzącego/oceniającego. Istnienie lub nieistnienie duszy nieśmiertelnej i bogów w żaden sposób nie zmienia faktu że TU i TERAZ oglądam CZŁOWIEKA a nie manekina. Warto czasem zejść z transcendentnych wyżyn pomiędzy śmiertelników i zobaczyć jak wydumane zasady sprawdzają się w praktyce. Co do ataku ad hominem, czy muszę cytować Kanta z pamięci aby zauważyć oczywistą bzdurę wygłaszaną ex cathedra? |
 |
Kolejny komentarz odautorski Marka Błaszkowskiego : Darkwater myli obecność człowieka w świecie jako fenomenu (przedmiotu), która jest niekwestionowana z "traktowaniem człowieka jak przedmiot". To "traktowanie" nie jest już zagadnieniem teorii postrzegania lecz etyki. Tu znów muszę się odwołać do Kanta, który sformułował słynny imperatyw kategoryczny. Druga część tego imperatywu brzmi: "nigdy nie traktuj człowieka jak środek do celu tylko zawsze jak cel". Widzę, że Darkwater pomylił moje rozterki poznawcze z etycznymi. Ja próbowałem znaleźć odpowiedź na pytanie "kim jestem?". Problem z tym pytaniem jest taki, że kiedy zaczynam nadawać sobie jakieś cechy to już w tym momencie przestaję być tym, który poznaje (podmiotem), a staję się poznawanym (przedmiotem). Inaczej mówiąc wymykam się samemu sobie. Zdaniem Kanta jest to nie do przezwyciężenia. Dlatego np. Istnienia Boga nie da się empirycznie udowodnić. Bóg jest "ideą regulatywną" obecną w naszym "transcendentalnym ja". Wracając do etyki. Można powiedzieć, że uderz w stół, a nożyce się odezwą. Na gruncie powszechnej wśród ateistów etyki utylitarystycznej człowiek jest notorycznie traktowany jak środek do celu (własnej przyjemności) z pominięciem jego uczuć i w ogóle jego podmiotowości. Warto byłoby powrócić do lektury Kanta. Nigdy nie traktuj człowieka jako środka do celu. Nigdy i nikogo. Od tej reguły nie ma wyjątków. |
 |
"Można powiedzieć, że uderz w stół, a nożyce się odezwą. Na gruncie powszechnej wśród ateistów etyki utylitarystycznej człowiek jest notorycznie traktowany jak środek do celu (własnej przyjemności) z pominięciem jego uczuć i w ogóle jego podmiotowości." Dokładnie o to mi chodziło. Z jednej strony bredzimy o wyjątkowości każdego człowieka, jego niepowtarzalności, z drugiej tych którzy nie pasują ładujemy do zgrabnego woreczka z napisem "ateiści-utylitaryści" i z całej siły walimy w ten worek młotem krytyki. Bo przecież to niedobrzy ludzie są, a tak pozatym to dla ich własnego dobra, a nuż przejrzą na oczy i się nawrócą na jedyną słuszną drogę? ;) Notabene dążenie do celu (mojej przyjemności) nie wyklucza traktowania drugiego człowieka jak człowieka właśnie, nie przedmiot. Jakaż to tajemnicza reguła zabrania podążać dwóm, lub więcej, osobom ku wspólnemu celowi? Czy zdaniem Autora moja przyjemność musi automatycznie oznaczać cudzą krzywdę? |
 |
Ten haniebny artykul, to typowy przyklad, jak katolicy probuja sie "bronic" przed buddyzmem, wypisujac bzdury na jego temat i wyciagajac jedyny sluszny wniosek, ze katolicyzm jest lepszy od buddyzmu. Niestety, ja jestem buddysta prawie 20 lat i nigdy nie spotkalem takich bzdur w buddyzmie, jakie wypisuja o nim katolicy podajacy sie za rzekomych buddystow. Bylem katolikiem, wiec moge sam porownac katolicyzm i buddyzm. Prosze poczytac moje teksty na EIOBA o buddyzmie. Oto inne przyklady oczerniania buddyzmu przez katolikow w Polsce : http://www.opoka.org.pl/varia/(...)ta.html http://www.naszdziennik.pl/ind(...)y61.txt |
 |
Dlaczego używa Pan tak ostrych słów? Nawet gdyby ten artykuł zawierał informacje, z którymi Pan się nie zgadza, to czy Budda zalecał tak ostre traktowanie innych? Zdaje się, że mówił dużo o łagodności, unikaniu sporów i obelżywej mowy. Poza tym, czy naprawdę nie widać, że autor do buddyzmu odnosi się - co zresztą wyraźnie napisał - z sympatią? |
 |
Nigdy Gościu nie byłeś buddystą, tylko marnym jego obserwatorem. Widocznie nie zasługiwałeś na to, by dostąpić choć cząstki tego co Budda. Przekaż Andrzeju to autorowi tekstu. |
 |
Tekst interesujący.Bardzo.Stąd punktowany.Tu uwaga: komentarze, większość komentarzy to po prostu jad, obrażanie ludzi myślących, wierzących inaczej.Za grosz kultury. I dlatego Eioba, którą z założenia lubię oddala się ode mnie...Nie jestem w stanie znieść agresji tych nietolerancyjnych, złych, nie posiadających żadnych argumentów, tylko inwektywy komentatorów.Pozdrowienia. |
 |
Możesz podać jakieś przykłady, czy zwyczajnie ćwiczysz palce, wpisując pozbawione znaczenia literki? Rozumiem że minusy które tak hojnie rozdzielasz, świadczą o przepełniającym cię duchu tolerancji? :) |
 |
Drogi Lechu, Twoje teksty nie są odwiedzane ani też nie są punktowane,oceniane i komentowane i dltego przemawia przez Ciebie gorycz. Napisz wreszcie coś ciekawego i interesującego. Pozdrawiam i życzę sukcesów na Eiobie.:) |
 |
Oculusie, jesteś tu osiem dni i tylko to tłumaczy to, co napisałeś o Lechu:-/ |
 |
oculus się pomylił i to strasznie, Lech jest w top 10! Mam wrażenie, że zmieniły się zasady głosowania, w kierunku dłuższego zalegania w oczekujących, więc dopomagam:)Pozdrawiam |
 |
Pozwolę sobie zabawić się w adwokata diabła, i zauważyć że użytkownik LechGalicki Zarejestrowano: 30/07/2009 pomimo 78 artykułów na swoim koncie posiada zaledwie 4.599 punkty a jego artykuły były wyświetlane 8.302 razy. Przyzna pan że nie jest to wynik szczególnie imponujący, zwłaszcza uwzględniając fakt że wyświetlenie niekoniecznie równa się przeczytaniu. Merytoryczna jakość zarówno artykułów jak i komentarzy LG to również zupełnie odrębny temat. Za przykład tej jakości może posłużyć komentarz użytkownika LG pod tym artykułem. |
 |
78 artykułów w tak krótkim czasie, to jest dopiero wyczyn:) |
 |
@mu Cóż, ja preferuję jakość ponad ilością. Przykładowo pierwszy tekst LG, utworzony 30/07/2009 - ilość wyświetleń - 31, ilość "przeczytań" - jeden nieistniejący Bóg raczy wiedzieć. Takie wyniki może i dobrze świadczą o płodności umysłu, ale jakości płodów wystawiają raczej mierne świadectwo, zwłaszcza użytkownikowi który ocenia teksty innych w kontekście "punktacji", patrz ww. komentarz pod tym artykułem. |
 |
Dobry wyczyn to jest 10x bez wyciągania w jedną noc , droga Pani Magdaleno.:) |
 |
Dziękuję. Skierowane do Pana Andrzeja Sicińskiego. |
 |
Dziękuję.Na ręce Pani Magdaleny Undro. |
 |
Współczuję. Adresat:Pan Piotr Grunt. Proszę także o zaprzestanie zajmowania się moją osobą - kategorycznie. We wszystkich sferach. Wszelkie Pańskie " komentarze " i zachowania w stosunku do mnie , to wielki afront. Wybaczam, ale nie zapomnę.Gwarantuję także całkowite wykreślenie Pana z listy osób (choć w minimalnym stopniu) znanych mi i nie reagowanie na Pańskie prowokacje.Żegnam. |
 |
Twoje prośby, nakazy i zakazy traktuję tak jak na to zasługują, ciepłym parabolicznym. Jeśli uważasz że naruszam regulamin, zwróć się do administracji. "Gwarantuję także całkowite wykreślenie Pana z listy osób...." Prowadzisz taką listę? Cóż, ja nie wyrażałem zgody na przetwarzanie przez ciebie moich danych osobowych, tak więc dobrze że GWARANTUJESZ wykreślenie, daruję ci ... tym razem. :) Syndrom męczennika w zaawansowanej postaci, to moja opinia o tobie, jeśli cie to interesuje. A bzdury w twoich artykułach i komentarzach zamierzam wytykać palcami w dalszym ciągu, brak twoich odpowiedzi oszczędzi mi tylko zbędnej pisaniny. |
 |
a tu ani ilości ani jakości w Twoim wykonaniu darkwater... |
 |
W twoim zaś nawet sensu niet. A tak konkretnie to do czego pijesz? |
 |
Aby zaś uniknąć posądzenia o pustosłowie, przykład innego użytkownika: Użytkownik andrzejS http://www.eioba.pl/andrzejs Zarejestrowano: 13 dni temu 3 artykuły (słownie: TRZY) punktów zaś bez mała tyle samo co szanowny pan Galicki z ponad siedemdziesięcioma tekstami na koncie. Być może będę odosobniony w tej opinii, ale moim skromnym zdaniem wymownie świadczy to o twórczości obu panów, choć w obu wypadkach o czymś krańcowo innym. Ze swej strony ten wątek uważam za zakończony. |
 |
A Tobie Andrzejku, to mama czytała Eiobe na dobranoc i jesteś tutaj od jej powstania?.:) |
 |
Tekst niestety z buddyzmem nie ma za dużo wspólnego. Wszelkie rytuały zwłaszcza w zen są wtórne i ostatecznie trzeba "zabić Buddę". Częsty sposób dyskredytowania w dwóch zdaniach buddyzmu przez chrześcijan, raz nawet byłem na odczycie niby o zen, gdzie takie coś zaserwowano! Ciężko o autentyczne zrozumienie między religiami, gdy serwuje się taką celową dezinformację lub autorowi brak samokrytyki by przyznać się, że niestety zbyt dużo nie zrozumiał. Autentycznie zainteresowanym polecam: http://www.eioba.pl/a108276/pr(...)_myslec A wojownikom: http://www.eioba.pl/a109874/dl(...)duchowy |
 |
Ten haniebny artykul, to typowy przyklad, jak katolicy probuja sie "bronic" przed buddyzmem, wypisujac bzdury na jego temat i wyciagajac jedyny sluszny wniosek, ze katolicyzm jest lepszy od buddyzmu. Niestety, ja jestem buddysta prawie 20 lat i nigdy nie spotkalem takich bzdur w buddyzmie, jakie wypisuja o nim katolicy podajacy sie za rzekomych buddystow. Bylem katolikiem, wiec moge sam porownac katolicyzm i buddyzm. Prosze poczytac moje teksty na EIOBA o buddyzmie. Oto inne przyklady oczerniania buddyzmu przez katolikow w Polsce : http://www.opoka.org.pl/varia/(...)ta.html http://www.naszdziennik.pl/ind(...)y61.txt |
 |
Bardzo ciekawy tekst. Przeczytalem go z zainteresowaniem. Dziekuje Autorowi i Panu Andrzejowi za umieszczenie go na portalu. Wg mnie podstawowa jego zaleta jest autentycznosc, gdyz Autor pisze o sobie i o swoich doswiadczeniach a nie o jakichkolwiek, przepraszam " wydumaniach " . Co do niektorych komentarzy... Czasem lepiej jest milczec. Pozdrawiam Punkty dla autora artykułu: 100
|
 |
> Co do niektórych komentarzy... Czasem lepiej jest milczeć. Trafił Pan w dziesiątkę. W imieniu autora i własnym dziękuję za punkty i dobre słowo. |
 |
Fantastyczne! Oto byłem ateistą, ale nie do końca bo szukałem czegoś więcej, więc zostałem buddystą bo tam co prawda nie było Boga ale wydawało mi się że jest coś. Jednak później dostrzegłem że nie jestem w stanie pojąć tego że nie ma nademną Pana i wróciłem do Chrystusa, co nadało wszystkiemu sens. Dlaczego wróciłem do Chrystusa? Bo jest pan Polakiem a tu wszyscy od najmłodszych lat jesteśmy poddani indoktrynacji, tu nam się wmawia że Bóg musi być bo tylko jego świat ma sens (ciekawe jaki?). Czy czegoś dowiodłem? Chciałem dowieść wyższości wiary chrześcijańskiej a dowiodłem że jestem ograniczony i zamknięty, kościół odwalił kawał dobrej roboty gdy uzależniał mnie od Boga-kościoła. Te kajdany trzymają do dziś. Tak w moich oczach wygląda autor. Gratuluję, jeżeli dało mu to ukojenie. Chylę też czoło przed uzależniającą działalnością kościołów, to właśnie wmawianie że coś musi być, że to coś cię kocha, komuś zależyna tobie to najlepsza droga do uzależnienia umysłu. "Świat nie jest bezsensowny i bezcelowy, gdyż stworzył go Bóg. Tą Osobą Boga, która stworzyła świat, jest Chrystus. Zbawczą śmiercią Chrystusa już jestem odkupiony. Nie muszę medytować, gdyż odkupienie jest darem. Bóg jest doskonałym Kosmicznym Umysłem, a ja mogę się z tym Umysłem połączyć dzięki Chrystusowi. On jest bramą, przez którą przychodzimy do Ojca; jest Drogą, Prawdą i Życiem."- ciekawe? Jak do tego dojść? Proste, przestań pytać, przestań myśleć, uwierz, zawierz, poświęć, oddaj . Potem już tylko czekaj na kolejną działkę, która będzie coraz droższa a jak zaczniesz myśleć to przestaniemy cię kochać i Bogu przestanie na tobie zależeć i będziesz samotny i opuszczony - więc wierz i nie pytaj. Jaki sens ma stworzenie świata przez Boga? Proszę odpowiedzcie, po co doskonała istota stworzyła świat i zarządała aby tylko ludzie oddawali jej cześć a jeżeli nie będą tego robić to trafią do piekła/niebytu a ci którzy znajdą łaskę będą mogli oddawać też cześć i chwalić Pana po śmierci/zmartwychwstaniu przez resztę swojej egzystencji. |
 |
> Dlaczego wróciłem do Chrystusa? Bo jest pan Polakiem a tu wszyscy od najmłodszych lat jesteśmy poddani indoktrynacji, tu nam się wmawia że Bóg musi być bo tylko jego świat ma sens (ciekawe jaki?). Na początku artykułu autor uprzedza, że nie tylko był ateistą, ale również pochodził z rodziny ateistycznej. Prywatnie wiem, że z wielopokoleniowej rodziny ateistycznej, co oznaczało wychowanie bez jakiegokolwiek wpływu, jakiegokolwiek Kościoła. O jakiej indoktrynacji, w przypadku autora, Pan mówi? |
 |
"Mimo że w pełni podzielałem ateistyczny światopogląd, byłem przekonany, że nie wyjaśnia on świata do końca.". Byłem ZA a zarazem PRZECIW. Podziwu godna konsekwencja, jej przejawy dostrzec można w całym dalszym tekście. Rzecz dość charakterystyczna dla twórców "salonowych", ale to tak na marginesie. |
 |
Panie Piotrze język polski już nie używa czasu zaprzeszłego i dlatego WSZYSTKIE przeszłe stany oddaje się jednym czasem - przeszłym. Dlatego autor napisał, że "w pełni podzielał ateistyczny światopogląd", by zaraz napisać, iż "był przekonany, że nie wyjaśnia on świata do końca". Nie widzę w tym niekonsekwencji, a następstwo. Najpierw był w pełni przekonany do ateizmu, a potem pojawiły się wątpliwości, które narastały, aż przyszedł czas na zmianę światopoglądu. Wszystko to miało miejsce w przeszłości, ale nie musiało mieć miejsca w jednym czasie. Stąd Pana ironia jest zupełnie niepotrzebna. |
 |
Moja ironia może i jest niepotrzebna, natomiast pańskie wyjaśnienie niewiele ma wspólnego z wymową tego zdania. "MIMO że w pełni podzielałem ateistyczny światopogląd, byłem przekonany, że nie wyjaśnia on świata do końca." Powyższe zdanie jednoznacznie wskazuje na "równoczesność" obu przekonań. Naprawdę nie trzeba być językoznawcą aby to dostrzec. "Pomimo ateistycznego wychowania, uważałem że świat to nie tylko materia" - sformułowane w ten sposób nie pozostawiłoby miejsca na domysły i interpretacje. Tak więc jest albo "po mojemu", albo autor powinien popracować nad precyzją wypowiedzi. Dla miłośnika Kanta nie powinno to być trudne. |
 |
Skoro już wchodzimy w domysły: "co autor miał na myśli" - to proponuję następującą interpretację zdania: "MIMO że w pełni podzielałem ateistyczny światopogląd, byłem przekonany, że nie wyjaśnia on świata do końca." Autor nie znał lepszej niż ateistyczna koncepcji na świat. W pełni tą koncepcję wyznawał. To tak jak w naszym "zindoktrynowanym" społeczeństwie - może tą koncepcję poznał też na drodze indoktrynacji :). Jednak autorowi nie wystarczały koncepcje ateistyczne do zrozumienia całości świata. Myślę, że na wiele pytań koncepcja ateistyczna odpowiada: "nie wiem, ale się dowiem - to kwestia czasu, ewolucji itp.". Dlatego nie bardzo rozumiem niezrozumienia dla pana Marka. To jest pewien kłopot każdego człowieka (nie tylko ateisty) i to skłania ludzi do poszukiwań. Dla niektórych odpowiedź na pytanie o życie, wszechświat i wszystko to 42. :) |
 |
@AZ Zaprzeczasz sam sobie. Skoro "koncepcja ateistyczna" mu nie wystarczała, to nie mógł jej "wyznawać". Swoją drogą co za obrzydliwy zlepek słów, jak można wyznawać jakąkolwiek koncepcję? Drugim punktem twojej wypowiedzi który stanowczo mi się nie podoba jest ukryte w tekście wartościowanie. Sugerujesz że "ateizm" już autorowi nie wystarczał, więc przeszedł na nowy wyższy/lepszy/pełniejszy poziom. Naukowa, czy jak wolisz "ateistyczna" koncepcja świata nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania, przynajmniej obecnie. W przeciwieństwie jednak do wszelakich koncepcji religijno-mistycznej natury "nie udaje" że daje odpowiedzi na WSZYSTKIE pytania, JUŻ, TERAZ. Co do 42, maszynie zadano niewłaściwie sformułowane pytanie. :) |
 |
Z większości tych komentarzy wynika, jakoby wszyscy przeciwnicy autora tego artykułu nigdy sami wcześniej nie poszukiwali - po prostu mamy w Polsce najwyraźniej ateistów, buddystów, ateistycznych-buddystów, zoroastrystów czy satanistów z dziada pradziada. Oni swoją wiarę w nieistnienie Boga Stwórcy wessali po prostu z mlekiem matki. Sami nie szukali, nie pytali, nie myśleli, no i najwyraźniej dlatego "nie robili nigdy pod tym względem błędów". Dlatego tak strasznie potępiają, kogoś, kto szukał, błądził, powstawał, dalej szukał. Oni widac sami nie musieli szukać i wybierać i nigdy nie mieli wątpliwości. Szczęśliwcy! Do pozazdroszczenia! |
 |
Co innego określić siebie jako "poszukującego" a co innego przedstawić sekwencję swoich "wiar" |
 |
Lord Jim z powieści Conrada myślał o sobie, że duszę ma szlachetną i że gdy zajdzie potrzeba, stanie godnie wobec życia. I trudno było mu znieść świadomość, że w obliczu śmierci, niestety, po prostu stchórzył i zostawił na pastwę losu kilkaset ludzkich istnień. Dla mnie ten artykuł pokazuje nie sekwencję, a ciągłośc, przebytą drogę. I umiejętność przyznawania się do błędów. To sporo kosztuje. "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono" . Pozdrawiam |
 |
W podanym przez ciebie przykładzie bohater zakłada coś a priori, jak się okazuje nieco na wyrost. Tekst pod którym toczy się ta dyskusja napisany jest a posteriori, więc można się pokusić o spójność narracji i związki przyczynowo-skutkowe. Podany cytat zmieniłbym na "Tyle wiemy o sobie, ile się sprawdziliśmy". |
 |
Wg. mnie, właśnie pojęcia typu "sens życia" i inne, skłaniają ludzi do wiary. Nauka nie może odpowiedzieć na te pytania, odpowiada na nie religia. Sęk w tym, że nie ma ŻADNYCH podstaw, aby na nie odpowiadać. Ostatnio także zauważyłem, że coraz więcej ludzi wierzy wg. zasady "Bóg tak, kościół nie". No cóż, gdy pod naporem argumentów zrozumie się sprzeczności w KK, odrzuca się go, jednak wiara w boga zostaje(strach przed piekłem, odpowiedzi na pytania o sens życia). @ewagor Wygodnie jest wierzyć i na jakiekolwiek pytanie móc odpowiedzieć, że "bóg tak chciał". Cały artykuł prowadzi do tego fragmentu: "Na szczęście buddyzm wyprowadził mnie na tyle daleko z ateistycznego umysłowego zaścianka, że byłem gotów przyjąć chrześcijaństwo. Łatwo zauważyć, że Chrystus dużo lepiej niż Budda odpowiada na pytania, które sobie stawiałem. Świat nie jest bezsensowny i bezcelowy, gdyż stworzył go Bóg. Tą Osobą Boga, która stworzyła świat, jest Chrystus. Zbawczą śmiercią Chrystusa już jestem odkupiony. Nie muszę medytować, gdyż odkupienie jest darem. Bóg jest doskonałym Kosmicznym Umysłem, a ja mogę się z tym Umysłem połączyć dzięki Chrystusowi. On jest bramą, przez którą przychodzimy do Ojca; jest Drogą, Prawdą i Życiem." Co, wg mnie jest, delikatnie mówiąc, pozbawione sensu. PS. Witam wszystkich. |
 |
Witaj. Oczywiście że zacytowany fragment jest bzdurą, przecież to Latający Potwór Spaghetti stworzył świat i wszystko na nim. Wiem to, bo sam mi o tym powiedział, Jego Makaronowa Doskonałość przemówił do mnie wczoraj z talerza. :) |
 |
>Wygodnie jest wierzyć i na jakiekolwiek pytanie móc odpowiedzieć, że "bóg tak chciał".> Witaj, "Sar". Zapewniam Cię, jako człowiek wierzący, nie jest wygodnie wierzyć. Łatwiej w pewnym sensie jest nie wierzyć. Jeżeli wiara jest w człowieku naprawdę zinternalizowana, determinuje jego życie i stawia przed koniecznością dokonywania wyborów, czasem cholernie bolesnych i trudnych, takich, które ośmieszają wierzącego w oczach innych ludzi lub narażają go nawet na śmierć. A w chwili prawdziwego cierpienia nie wystarcza 'Bóg tak chciał", bo to nie jest odpowiedź. Zresztą, ja nigdy komuś, kto tak cierpi, czegoś takiego nie powiem. |
 |
A ja zapewniam Ciebie, że wiem co mówię, byłem kiedyś wierzącym. "stawia przed koniecznością dokonywania wyborów" Np. jakich? "A w chwili prawdziwego cierpienia nie wystarcza 'Bóg tak chciał", bo to nie jest odpowiedź. " Tutaj się zgadzamy, jednak bardziej chodziło mi o wyjaśnienie np. stworzenia świata, wszechświata etc. Łatwiej jest po prostu stwierdzić, że bóg stworzył to wszystko, niż przeprowadzić cholernie trudne badania, które wymagają ogromnej ilości wiedzy i czasu. |
 |
Bzdury. Artykuł nie wyjaśnia absolutnie nic. Zaznaczony brak logiki w Buddyzmie jest niczym w porównaniu z rozmiarami braku logiki w Katolicyzmie. Całość brzmi standardowo jak to u nawróconych - Bóg jest, bo ja po ciężkich trudach go odnalazłem. Poza tym tradycyjnie obraża innych ("ateistyczny umysłowy zaścianek"). Szkoda moich palców na stukanie w klawiaturę. Przede wszystkim żałuję jednak, że to przeczytałem i tylko zepsułem sobie humor na wieczór. |
 |
> Poza tym tradycyjnie obraża innych ("ateistyczny umysłowy zaścianek"). Proszę odróżnić stosunek do określonej ideologii od stosunku do jej wyznawców. Można szanować ateistów, jednocześnie uważając i twierdząc, że ich ideologia jest "zaściankowa". |
 |
Jak dowodzą całkiem niedawne wydarzenia, darzenie "szacunkiem" chrześcijan nic nie pomaga, jeśli uważa się że Biblię napisała grupka naćpanych wesołków. Mam nadzieję że czytelnie przedstawiłem analogię. Warto byłoby również pokusić się o poparcie opinii o "zaściankowości" jakimś dowodem/przykładem. |
 |
> ...Mam nadzieję że czytelnie przedstawiłem analogię. Czasami za Panem nie nadążam, więc gdyby Pan był łaskaw wyłożyć mi to tak bardziej łopatologicznie, to będę wdzięczny:-). A co do przykładów "zaściankowości" ateizmu, to autor szeroko to uzasadnia w wielu artykułach o swoim stosunku do ateizmu publikowanych m.in. na salonie24.pl i w znakachczasu.pl. |
 |
Nazwanie twórców Biblii "grupką naćpanych/pijanych ludzi" (lub podobnie - nie pamiętam dokładnego cytatu) zasługuje w tym kraju na dochodzenie prokuratorskie. Nazwanie ateistów/ateizmu "zaściankowymi", bez podania JAKICHKOLWIEK do takiego twierdzenia upoważniających przesłanek, zbywa pan pustymi frazesami. Rozumiem fakt że nie jest pan autorem tego tekstu, ale rozpowszechniając gniota trzeba się liczyć z krytyką, czyż nie? |
 |
Slowo "zaciankowa" ma znaczenie pejoratywne i jest niejako obrazliwe wiec prosze nie byc obłudnym twierdzac ze jest inaczej. I ewidentnie widac ze mialo to na celu umniejszenie ateizmu wobec buddyzmu zeby potem wyniesc katolicyzm nad buddyz. jesli ktos czytal o neurolingwistyce zobaczy tu pewna manipulacje. @darkwater spoko komentujesz ale poluzuj troszke ludziom czasem warto odpuscic male bledy zeby ludzi nie dolowac bo w dzisiejszych czasach mamy takie delikatne ego ;) |
 |
Więc uznaj że mam poczucie misji, a jest nią hartowanie ludzkiego ego. :) |
 |
Ech... Od dłuższego czasu na Eiobie w większości same artykuły o religiach i religiach to już się męczące robi -.- Jedni udowadniają rację drugim i na odwrót, i tak bez końca... |
 |
Szanowny Panie Marku Błaszkowski, bardzo prosze, aby nie rozpowszechnial Pan publicznie falszywych informacji na temat buddyzmu w kontekscie Pana prywatnego osobistego nawrocenia na chrzescijanstwo, bo wydaje mi sie to byc nieetyczne. Jezeli, jako doktorant teologii porównawczej Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, ma Pan tak fundamentalnie bledne informacje na temat buddyzmu, to ciekawi mnie, jak dlugo byl Pan buddysta i co to dla Pana znaczylo w praktyce? I w jakim okresie Panskiego zycia to bylo? W szkole podstawowej? Nie wiem jak dlugo i z kim Pan studiowal ten pseudo-"buddyzm", o ktorym Pan pisze? Czy moze powolac sie Pan na powaznych buddystow, ktorzy mogli by zaswiadczyc, ze rzeczywiscie byl Pan buddysta, jak dlugo, i w jakim okresie Panskiego zycia to bylo? Dziekuje. http://www.eioba.pl/a114430/wy(...)wskiego |
 |
Trochę mnie zastanawia zaprezentowana w tym artykule motywacja do przejścia z Buddyzmu na Chrześcijaństwo. Generalnie zrozumiałam to tak " Po co mam się doskonalić w Buddyzmie, jak w Chrześcijaństwie już jestem doskonały" - za dużo lenistwa i próżności Panie autorze. Czy faktycznie nierozumne wbicie sobie do głowy, że się już jest doskonałym wypełnia pustkę?Czy raczej w nią wtrąca? |
 |
Z autora tekstu był równie kiepski ateista co buddysta. Autor pisze przez pryzmat własnej "mapy przekonań" i uogólnia ją do całego społeczeństwa ateistów. Buddyzmu też nie zrozumiał, chyba go wcale nie praktykował tylko się tekstów naczytał i uznał, że to głupie bo nie ma boga osobowego. |
Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
|
 Proszę czekać...
|
|
Autor
Artykuł
Rekomendowany: 2 razy
Czytający on-line: 1
Licencja:
Wszelkie prawa zastrzeżone
Odwiedza nas 1.200.000 osób miesięcznie!
|