W 1942 rok. Niemcy jeszcze na froncie wschodnim miażdżyły czerwonoarmistów, a na Kresach rozwijali bazę żywnościową dla swojej armii. Stanowiły ją majątki wywiezionych na Sybir dziedziców. W powiecie Głębockim zarządcą , trzech majątkow byl moj ojciec..Mlodzi ,ktorzy nie chcieli jechac do Niemiec na przymusowe roboty zglaszali sie do pracy u ojca. .Mieli swoje przyzagrodowe gospodarstwa, pędzili bimber ze zboża przeznaczonego na mąkę dla Niemców i handlowali mięsem w miasteczku. A ojciec tylko powtarzał: "synu pamiętaj, żeby wilk był syty i owca cala." Jak to moze byc,ze koza cala- zastanawiałem się. , ale tez klepałem te słowa w domu ,a matka sarkała,”czysty tatuś”. W szkole nauczyciel szarpał mnie za uszy- wołając-"ty brudasie". Jestem czysty jak tatuś ,mama mi to powiedziała! Do domu wracałem z opuchniętym uchem. Brudasa braciszka od tego czasu nazywałem „jesteś czysty jak tatuś". Leciał z nawalonym koksem w portkach do matki i wolał:mamo ,jestem czysty jak tatuś! Ale bawiąc się z dziećmi fornali, pokrzykiwałem, wskazując palcem na stado kóz;” wilk syty i koza cala”. Patrzcie, śmiejąc się mówili robotnicy czysty tatuś, .Tato- co to znaczy „czysty tatuś”? Jak dorośniesz, to sam zrozumiesz, a teraz siadaj na bryczkę ,jedziemy oglądać pola i łąki. Polną drogą jechaliśmy wśród łanów zbóż, w lipcowym słońcu złociły się zwisające kłosy pszenicy. Pachniał dziki kminek i biała koniczynka, a za olszyną słychać było świst kos i śpiew kobiet wiążących snopki. Jedna podeszła do bryczki i prosiła ojca, by do pracy przyjął jej siostrę. Zatrudnionych w majątku nie wysyłano do Niemiec. I dlatego. chętnych było więcej niż etatów. Ale wtedy ojciec mówił masz głowę i chuj, to kombinuj. I zawsze miał pracę dla każdego. Gorzej było ze spaniem .Spali w stodołach na sianie razem kobiety z mężczyznami,a myli się w drewnianych korytach obok studni. Komin w łaźni dymił prawie non stop .Nie tylko tam zrzucano brudy, lecz i palono wszy, na rozgrzanych kamieniach w łachach trzeszczały one głośno, a kobiety piszczały, zasłaniać rękoma swoje to i owo. I czego się wstydzą- wołali chłopi. W stodole same się pchają i do rana dają.
Niemcy wizytowali majątek regularnie, zabierali wymłócone zboże, wyrośnięte owce i kozy. Klepali ojca po ramieniu, a mnie dawali cukierki i mówili "Gut". Odjeżdżali, spiewajac "hajli hajla i machali butelkami bimbru ,a pracownicy stali i machali im rekoma, a potem tea poli jeszcza lepszy bimber z jagod lesnych. Szwabom dawali zwykle gorszy gatunek.. A w nocy przyjeżdżali ak-owcy i tez dostawali swoją dolę, potem szli do dziewcząt na siano i do łaźni. Przez okno oglądalem, jak biegali wokół niej nago i przewracali się z dziewczynami , one nogami fikały i piszczały, Ojciec zabraniał podglądać,chociaż sam gapił aż mu malenkie wąsiki pod nosem poruszały sie jak skrzydełka motyla. Czy tu wilk może być syty i owca cala-zastanowiałem się .A chłopy w stodole odtrącali potem od siebie dziewczęta i psioczyły na akowców””zamiast walczyć,to cipki w łaźni myją naszym babom”A ojciec im na to :cipka nie mydło i wam wystarczy,a one dają tak,zeby wilk był syty i owca cala.Jego filozofię życia zrozumialem dopiero po latach. Lecz niestety ,mając szansę, nie potrafilem w pełni wykorzystac tej mądrosci.
Była tam tez piękna buchalterka ,prowadzila rozliczenie majątku. Z długimi, czarnym włosami wyglądala jak księzniczka z bajki. Nieraz stala nad brzegiem jeziora naga z rękoma wzniesionymi ku niebu i spiewala zydowskie psalmy. Robotnicy przerywali koszenie i gapili się na nią z ukrycia. W nocy na białym koniu przyjeżdżał do niej pan w oficerkach i skórzanym płaszczu. Wtedy biegła mu na spotkanie i całując prowadziła do pokoju za moją ścianą. Przez dziurkę od klucza podglądalem jak tarzali się po podlodze. Nie moglem zasnąc od jej jęku i pisku radosci. Ojciec zwęszył moje zachowanie, wysyłał mnie spać do stodoły z robotnikami, a oni mówili " znów Żydówkę kopci ulań, bo syn z nami". Długowlosa księzniczka zniknęła nagle tuz przed spaleniem getta w Głębokim. Policjanci byli wsciekli, ze nie mogli jej spalic i złozyli na gestapo na ojca skargę. Gestapowcy przyjechali, popili bimbru, wystrzelali połowę krukow w pobliskim lesie, a ojcu zostawili okrągły granat wielkosci gęsiego jajka. Miejsce buchalterki zajął chudy dryblas, grał na bałałajce i uczył mnie pisać po polsku. Nie lubilem go, poniewaz smierdzial i nad rzeką sciągał mi majtki. Nim zdazylem powiedzieć o tym ojcu, zniknął nagle, ale wkrotce wrócił z radzieckimi partyzantami i spalił majątek .Za ujęcia go wyznaczono nagrodę,35 litrów spirytusu i beczkę nafty.,lecz nim go ujęto spalił jeszcze szkoły , młyny i plebanię. Od tego czasu folwarki pilnowała białoruska policja. W Zalesiu majątku pilnował mój wujek Szymon. W czarnym mundurze z granatami za pasem i mauzerem na ramieniu wyglądał groźnie. Nienawidził bolszewików. Jego siostrę, tak jak moją mamę, zgwałcił ten sam enkawudzista, podskubywał i naganem podnosił jej spódnicę na jego oczach. Wstąpił do policji by się mścić nad nimi. Kiedy przyjechałem tam do ojca , stal na warcie , przy szosie prowadzącej do Głębokiego. Podniósł mnie wysoko , przytulił i powiedział: „zuch ,sam przyszedłeś do ojca przez takie lasy i nie bałeś się ani wilków ,ani partyzantów. Wujku-- daj postrzelać...Zdejmował z ramienia karabin , przykładał mi kolbę do ramienia,wprowadzał nabój do lufy i rozkazywał: „strzelaj. .Naciskałem spust, rozlegal si e huk,a odrzut kolby przewracal na ziemię! Pewnej nocy partyzanci ,przecięli druty kolczaste wokól pałacu i granatami podpalili zabudowania. tego majatku Odział policji osłaniając nas i pracowników szosą wycofywał się do Głębokiego,a kiedy nadeszła pomoc, majątek był w ogniu, palące się bydło i świnie wolało przeraźliwie o ratunek,a partyzanci galopowali do lasu. Na kolczastej rozwalonej bramie wisila drewniana tabliczka z napisem”śmierć zdrajcom, a obok pętla dla ojca.