Pan od wuefu
|
|
|
To też człowiek, chociaż każdy nim pomiata.
|
|
Wyświetlenia: 2.741
|
Utworzony: 06/01/2010
|
Ta funkcja wymaga zalogowania. Jeżeli jeszcze nie posiadasz konta, załóż je korzystając z przycisku przy formularzu logowania w górnym panelu.
Wstaw poniższy kod na swoją stronę, a odwiedzający będą mogli przeczytać ten artykuł bezpośrednio na niej.
Kod:

Każdy ma swojego pana od weuefu. Pan od wuefu to sportowiec. Codziennie rano robi sześćdziesiąt pompek, sześćdziesiąt brzuszków i wypija butelkę niegazowanej wody. Nie tym razem. Zaspał, bo dzień wcześniej czytał tomiki poezji Szymborskiej. Wsiada w swoje biedne i ciasne autko. Pan od wuefu niewiele zarabia. Toteż autko musi niewiele palić. A pan od wuefu niewiele jeść. Śpieszy się. Za osiem minut ma prowadzić lekcję. Ktoś znowu zajechał mu drogę. Nie miota się i nie przeklina. Zawsze stara się zachować spokój. Opanowanie to podstawa - uważa. Zajeżdża na szkolny parking. Ostrożnie, by nie porysować. Nie stać by go było na nowy samochód.
Dzieci już na niego czekają. Miał trudną drogę. Jechał najszybciej, jak tylko mógł. One się nawet nie przebrały. Zdjąć ubranie, założyć koszulkę i spodenki - co to za filozofia? - myśli. Krzyczy. Czytał gdzieś, że dobry pan od wuefu musi krzyczeć. Dużo krzyczeć w każdym kierunku. Muszą się go bać, nawet gdyby sam wolał być lubianym. Chciałby się zaprzyjaźnić, ale kto bałby się kumpla. Wbrew sobie pozostaje panem od wuefu.
Przebierają się 12 minut. Tyle, co on miał rano, aby się pozbierać i przyjechać do szkoły. Dydaktyczna klęska? Nie – myśli – taka jest dzisiejsza młodzież. Tu pogadać, tam się powygłupiać. Minuty niechcianej lekcji mijają. Pan sprawdza obecność. Nazwiska w dzienniku napisane są stylem lekarskim. Przekręca nazwisko za nazwiskiem. Skąd ich się tu do cholery tylu wzięło?! Dzieci śmieją się, że ich pan od wuefu nie potrafi czytać. Wczoraj czytał „Tutaj” Szymborskiej. One tej książki nawet na oczy nie widziały. Taki kawałek chleba, trudno - uważa. Jednym trafia się miękkie ze środka, innym sama skórka. Jemu przypadła piętka.
Prowadząc lekcję zwraca uczniowi uwagę na niezasznurowanego buta. On gra dalej. Udaje, że go nie słyszy. W końcu przerywa grę. Uczeń rzuca jakieś kąśliwe hasło. Wszyscy się śmieją. On jednak nie słyszał. Po co mu zwracałem uwagę – myśli – mógł się potknąć i teraz leżałby z rozwalonym kolanem i to z niego wszyscy by się śmiali. W książce na studiach pisało, że grać z rozsznurowanym butem nie można. Oni tych książek nie widzieli.
Pan od wuefu zawsze najbardziej lubi kujonów. Lubi ich, choć patrzą na niego z pogardą intelektualistów. Co najmniej profesorów. Dla nich jest tylko głupim panem od wuefu. Co on zrobił? Skończył studia wychowania fizycznego, a teraz użera się z dziećmi. Przed nimi stoi cały świat. A ci wszyscy wyprzedzeni przez niego kandydaci na uczelnię? A te cztery tytuły uniwersyteckiego mistrza w ping-ponga? Nieważne. Oni śmieją się, że jest jednym z nauczycieli mających tytuł magistra. Phi... Magister? Też mi coś!
Podobno każdy ma jakiś talent. Odkryty, czy też nie, ale ma. Pan od wuefu w młodości śpiewał. Przez krótki czas chodził do szkoły muzycznej. Śpiewał w kościelnym chórze. Swoim falsetem zachwycał braci w wierze. Pamięta te twarze pełne podziwu. Był wtedy dumny jak nigdy. Nawet triumfując w zawodach sportowych. Teraz drży z obawy, że o jego talencie z dzieciństwa dowiedzą się uczniowie. Twardy pan od wuefu nagle zmalałby w ich oczach. W szatni toczyłyby się zażarte dyskusje na temat jego płci. Już i tak wystarczą te obelgi, które codziennie słyszy, siedząc w swoim ciasnym posiłku za szatnią. W szatni każdy kpi z pana od wuefu. On powtarza tylko w myślach: nieprawda. Często udaje, że nie słyszy. Pogłaśnia wtedy radio i sięga po codzienną gazetę.
Wraca tym samym autkiem. Tymi samymi ulicami. Do tego samego malutkiego mieszkania. Mieszkanie małe, ale czynsz wysoki. Doliczając opłaty ze media, zrównamy się z pensją nauczycielską. Pana od wuefu nie stać na własne tomiki. Wypożycza je ze szkolnej biblioteki. Czyta, bo czytać lubi. Gdy był mały, mama codziennie czytała mu krótkie opowiadania. Teraz nie czyta już opowiadań. Woli wiersze. Kiedyś nawet sam coś pisał. Dał do oceny koledze ze studiów. Wyśmiał go. "Kto to widział, żeby wuefista wiersze pisał?!" - mówił. "Ty się lepiej Wojtek sztangą zajmij!". Gdyby wtedy wiedział, jak skończy. "Czy wszyscy czterokrotni zwycięzcy zawodów uniwersyteckich w ping-pona kończą właśnie w ten sposób?" - niemal codziennie zadawał sobie pytanie.
Pan od wuefu ma tylko jeden dres. Markowy. Dzieci śmieją się, że ciągle chodzi w tym samym. Dba o niego. Codziennie go pierze. Gdy nie czyta, ani nie pierze, słucha. Słucha muzyki klasycznej. Ceni Bacha, Mozarta i Chopina. Bacha najbardziej. Niby osiłek w dresie, a takie upodobania. Muzykę ściąga z sieci. I co z tego, że okrada nieboszczyka? On wolałby być okradany, niż zapomniany. Zresztą za co by je miał kupić?
Przed zaśnięciem jeszcze raz sprawdza dres. Czy nie ma żadnej plamy, czy nie ma żadnej dziury. W zeszłym miesiącu chodził z dziurą pod pachą. Przez cały tydzień! Dziury nie widział. Słyszał tylko śmiechy. Od pierwszego do siódmego dnia. Nikt mu nie powiedział. Może się bali, może nie chcieli sobie psuć zabawy. Teraz woli uważać.
Patrzysz na niego i myślisz: worek mięśni. To przecież pan od wuefu. A kto powiedział, że nie może być wrażliwy? Pan od wuefu chodzi spać samotnie. Nikt nie czyta mu opowiadań. On zasypia i marzy. O czym marzy pan od wuefu? Żeby wydać własny tomik poezji.

Podobne artykuły
Powiązane tematy
 |
Panie Tomaszu ,znam kilku Panów od WF u ....są to cudowni ludzie i nauczyciele .Ja nie spotkałam się z takimi określeniami ....to tez jest człowiek ciepły, romantyczny a ma tylko taki zawód ...Pozdrowienia dla wszystkich Panów od wuefu :))) Gamka Punkty dla autora artykułu: 55
|
 |
Jako takich ciepłych i romantycznych starałem się też ich ukazać. Problemem jest jednak postrzeganie polskiego nauczyciela. Najjaskrawszym przykładem wydaje mi się właśnie pan od tego lekceważonego przedmiotu. |
 |
No sama nie wiem.... Znałam i znam panów od w-fu i zawsze byli to ludzie bardzo energiczni, lubiący dzieci i młodzież, potrafiący z chęcią i humorem organizować im ciekawe zajęcia, tworzący z zapałem zespoły, które startowały w zawodach, lubiani jako wymagający trenerzy i dobrzy starsi "kumple". W szkołach byli doceniani, ponieważ szkoła lubi chwalic się osiągnięciami uczniów i nauczycieli, również w sporcie. Po pracy w szkole mieli swoje dodatkowe zajęcia związane ze sportem, również przynoszące dodatkowy dochód. Po prostu lubili to, co robią. Może ten pan, który chyba minął się ze swoim powołaniem, zmieni zawód. |
 |
Ten WFista chyba naprawdę nie nadaje się na WFistę. Miałem stycznośc z wieloma WFistami podczas mojej nauki w podstawówce, gimnazjum i technikum i naprawdę byli to spoko ludzie ;D I nie trzeba krzyczec na uczniów, aby czuli oni do nauczyciela respekt |
 |
pan od wuefu moich dzieci na początku podstawówki był jeszcze panią od wuefu, dzieci się przyzwyczaiły, rodzice też, świat się zmienia, problemy też się zmieniają, jest ok :-) |
 |
A ja w Niemczech widziałam 80-letnią panią, która pilotowała samolot - w czasie wojny ta "pani" była pilotem w Luftwaffe, odznaczonym żelaznym krzyżem przez Hitlera za bohaterstwo. Fakt - nie dziwi nic. |
 |
Ale zauważcie jaki ten tekst jest zabawny momentami :D Bynajmniej dla mnie, przypomina mi się Pan od Wuefu z czasów gimnazjum, co miało miejsce jakieś 5-6 lat temu. "Pan od wuefu ma tylko jeden dres. Markowy. Dzieci śmieją się, że ciągle chodzi w tym samym. Dba o niego." Ten tekst rozbawił mnie do łez :D |
 |
Skąd ja to znam ;D Jestem w gimnazjum i też mam pana od wf-u, który ma jeden, jedyny granatowy dres z Reeboka. Ogólnie jest taki jak opisany powyżej przypadek (z wyjątkiem muskułów- pan A. to malutki człowiek od 5 lat trenujący jogę) Jest ciągle wyśmiewany. Dzięki temu artykułowi, zrobiło mi się go żal... Tak samo jest z panią od Angielskiego. Spoko babka, wszystko z nią można załatwić. Inaczej jest na lekcjach. Na ,,angliku" można robić wszystko: od gadania po jedzenie. Pani M. nie raz przyłapała mnie na jedzeniu paluszków. Miała wtedy dobry humor i rzekła: - Klaudia! Ty jesz, a ja nawet śniadania nie jadłam! (podeszła i wyciągnęła mi z plecaka 3 paluszki i je zjadła;)) Można ją z nią pożartować, ale kobieta nie potrafi tłumaczyć, a przez brak dyscypliny, nikt nic nie potrafi z obcego języka. Oby więcej takich artykułów! Brawa dla autora! ;D |
 |
ja tam zawsze darzylem sympatia WF-istow :) |
 |
Strasznie podoba mi sie ten tekst. ;) Przypomina mi się pewien pan o wuefu. Można powiedzieć, że jest niemal identyczny jak ten z opowiadania. Świetny tekst. |
 |
Przyjemnie się czyta. Kojarzy mi się z moim nauczycielem matematyki. Klasa rzuca w niego kredą, przekrzykują go, śpiewają na lekcjach na całe gardło idiotycznych pioseneczek tupu: "Straciłaś cnote" itp... :P Jest biedny, chodzi ciągle z walizeczką w której wszystko sobie sortuje i układa, telefon ma strasznie stary, ale funkcjonalny i wytrzymały. Nokia ^^. Uczniowie zdobyli jego numer i wydzwaniają z zastrzeżonego żeby wychodził z lekcji.Ciągle chodzi w jednej koszuli, jednej marynarce z wielkimi dwoma łatami na łokciach. W tych samych spodniach. Dziw, że ma obrączkę. Z nosa wystają mu włosy (mnie to potwornie brzydzi xD) co oczywiście robi z niego obiekt kpin. Autko ma małe. Chyba "Cieńkusia". Był przypadek, że przenieśli mu je na drugi parking. Uczniowie, oczywiście. Wdają się z nim w dyskusje, wyzywają nie raz, rzucają obelgi. Można usłyszeć komentarze: "Moje skarpetki są droższe od tej pana walizeczki" i tym podobne. A tak naprawdę, pan Tadzik to strasznie fajny człowiek :) Gdy mieliśmy przechlapane z powodu zachowania na matematyce zmówiliśmy się z klasą, że będziemy cicho ten jeden raz. Nauczyciel wchodząc się uśmiechnął i zadał pytanie, czy aby nie pomylił klas. Całą lekcje się z nami śmiał, opowiedział kawał, z którego śmialiśmy się na maxa. Na to on spalił buraka i skomentował: Wiem, że śmiejecie się nie z treści, tylko z tego, że spaliłem. Śmiech jeszcze głośniejszy. Nagle wszyscy, którzy do tej pory mówili, że to debil, nie umie tłumaczyć zrozumieli w lot cały materiał danej lekcji. Wszystkim matematyka się podobała. Po lekcji podeszłyśmy do pana Tadeusza z prośbą, czy mógłby szepnąć dobre słówko na nasz temat poloniście, naszemu wychowawcy (chciał się zrzec naszej klasy z powodu naszego zachowania) na temat naszego zachowania. Zabawnie się uśmiechnął, przygiął kolana podnosząc wskazujący palec do góry i przekomicznym głosem: aaa... da się zrobić! Szkoda, że to trwało jedynie jedną lekcje. Naprawdę szkoda. Później nie było aż tak źle, jak na starcie, ale nie było też tak super. Czasami gramy z nim na zastępstwach w kalambury i ogólnie jest git. Osobiście uważam go za strasznie dobrego człowieka. Minusy stawiał tylko w ostateczności za zachowanie. Był dla nas dobry aż zadość. Właśnie dzisiaj wystawił mi piąteczkę na półrocze, z czego jestem niezmiernie dumna :D Z kolei moi wuefiści są inni od opisanego powyżej ;) Jeden - Pan Marcin, dorabia w zakładzie karnym, biedny nie jest, włoski na żel i jazda :P Kumpluje się z uczniami, spokojnie można powiedzieć do niego: siema ziomuś, na co odpowie Czeeeeeeść ..imie.. :) pozytywny człowiek, który czasami jednak przesadza ze swoimi "super śmiesznymi opowiastkami" :D Kolejny, pan Mariusz jest instruktorem siatkówki i pływakiem. Całkowicie łysy, z czego potrafi żartować. Młody, energiczny. Niestety, dziewczyny ze szkoły ubzdurały sobie go nie lubieć, bo on sie na nie niby obraża. Nic dziwnego, jak nei hcodzą na siatkówkę, a na zawody jechać chcą. :P Ogólnie koleś jest ok ;) Z kolei Styku to wredniarz jakich mało. Do wszystkiego się przyczepia. Nie znam go za dobrze, więc się nie rozpiszę :P Ponoć chłopaki go lubią. Ja w nim nic do lubienia nie widzę :D Więcej takich artykułów, uwielbiam czytać rzeczy w tym stylu:) Punkty dla autora artykułu: 250
|
 |
Tekst bardzo zgrabnie napisany, lekko się czyta i faktycznie oddaje sytuację niektórych wuefistów, z tym, że jeśli to worek mięśni, to jeszcze nie jest źle. |
 |
Dobry artykuł, wielu nauczycieli wf'u to bardzo fajni ludzie, szczególnie gdy chcemy się poradzić np. jaki sport warto uprawiać w naszym wypadku. Niestety są w dzisiejszych czasach często lekceważeni i obrażani. Tylko warto też wspomnieć, o drugiej grupie Panów od wuefu, tych, którzy woleliby znaleźć się w wojsku a nie w szkole a swoje niespełnione ambicje odreagowują na uczniach. Głównie tych, którzy nie są tak sprawni jak ich rówieśnicy lub po prostu nie są zainteresowani wyczynowym uprawianiem sportu. |
 |
Bardzo przyjemny tekst. Rzadko zwraca się uwagę na to, co czuje WFista. Bo jednak typowym nauczycielem nazwać go trudno. Mam tylko dwie uwagi jeżeli chodzi o język. Po pierwsze, wsiadamy DO samochodu/auta ( nie W samochód ). A po drugie, w "ksiąźce na studiach" coś było napisane, a nie pisało (; |
 |
Na mnie oni nie robili żadnego wrażenia . . . nie imponowali mi wcale tak jak historycy czy matematycy. Do szkoły chodziłem tylko dlatego, bo to był przymus, a liceum musiałem odbębnić z innych powodów . . . edukacja zwisała mi. Nie miałem kompa i netu to się biegało na wf i mimo toksykomani przeżyłem niejednego sportowca, a i przez głupotę mógłbym już swoją w grobie leżeć (wolałbym krematorium bez mszy żadnej i pogrzebowego cyrku, bo co mi z mojego ciała jeśli nastąpi śmierć kliniczna czy końcowy brain death). Dałbym swoje narządy na przeszczep, a ciało do zjedzenia dla kanibali, które to mięsiwo zamarynowaliby i zjedliby palcami, sztućcami, pałeczkami czy też jak zwierzę z miski czy też ziemi, a sadło przetopili na smalec i zmieszali z psim na podbicie odporności. Wracając do wychowania fizycznego to bujdą jest ganianie młodzieży skoro tego nie chcą . . . jak każdy chce to sam se zadba o swoją kondycję fizyczną co niekoniecznie idzie w parze z kondycją moralną - tak spotkałem podłe ciała pedagogiczne z gwizdkiem i stoperem na klacie obrośniętej oraz wyprostowanej posturze niczym komandos, zbyt napiętym ego oraz zawyżonej samooceny czy władzy (psychicznej przewadze?) posiadanej na o zgrozo jeszcze 'nieukształtowanymi' ludźmi (co wcale nie znaczy, że nieposiadającymi większej wiedzy, niż ich prześladowca skryty pod postacią pedagoga obmacujący 14-letnie dziewczynki, poklepujący po zadzie by fikołek lepiej wyszedł . . . a za plecami handlujący narkotykami, syntetyki w postaci tabletek czy pijący alkohol jak i niepotrafiący utrzymać związku małżeńskiego (więc po co się żenił?), a były takie przypadki, że pedagodzy stawiali oceny lepsze by oddano na nich głos czy brali numer pesel demoralizując przyszły kwiat młodzieży. Cały szkolny koszmar mam już za sobą, lecz do śmiechu mi nie jest bo koszmarne lekcje wychowania fizycznego śnią mi się po nocach. Pan od wf dal się nawet na 'sztucznego bączka' z dłoni nabierać i biegł do okna otwierając je chcąc wywietrzyć wyimaginowany smród (Pawłow badał psy, a ja robiłem badania na nauczycielach na przełomie XX i XXI wieku. Było w tym odrobinkę judzenia, głupoty młodzieńczej,a le głównym opóźniaczem był brak posiadania I C. Dla mnie oni byli jak BOT y z gry bez uczuć. Tak samo jak trenerzy z małych miasteczek widzący w każdym przyszłego mistrza świata w czort wie jakiej dyscyplinie . . . sportu. Jedno co lubię oglądać to wypadki ludzi na maszynach czy to motory czy auta. Show to jest nieziemskie choć niskich lotów niczym 'beczka śmierci' szalonego cyklisty jadącego w kółko. To były złote czasy dla rozrywki - imponowało mi to jak się miało z 6 lat . . . a teraz jak się wspomina te widoki mimo deficytów pamięciowych i konfabulacji po alkoholu to przeszywa hebefreniczny śmiech, lecz nie tęsknota za tym wszystkim, bo czasy były toksyczne. Każdy Pan od wf jest tatusiem, więc trzeba spojrzeć zawsze na syna jego, bo potomstwo dziedziczy po nim zapał do sportu jak i humanistyczne ciągotki (o dziwo status społeczny sam zdobywa jego 'nielot' bez wspomagania czy rodzinnych podpórek. Ci panowie od wf to jednak się młodzieżą tak strasznie nie przejmowali . . . nie pytali o sterydy w wieku dojrzewania, zajęcia sportowe pozalekcyjne czy też o ulubionych piłkarzy und koszykarzy. Pany od wf największymi katami byli zawsze dla t o k s y k o m a n i a k 'ów to na nich się wyżywali i stawiali płoty jedynek - czy to była zwykła zazdrość czy też podłość tego już nie wiem i się nie dowiem. Fakt, że to było społeczeństwo wykluczone cyfrowo to i bardziej teraz to wszytko można podpiąć pod teorię ewolucji i ma się ich rozkład osobowościowy jak na patelni. Pedagog od sportu sprzedający w szkolnym sklepiku pączki, batony, oranżadę gazowaną z barwnikami i chips 'y to zakrawa o dietetyczną patologię. Te mordy niestety napotykam na swej drodze jeszcze i oni wszyscy mnie przeżyją na bank, albo i mojego starego też. Sport wyczynowy jest rozrywką dla masy, rekreacja dla elit, a brak jakiejkolwiek aktywności fizycznej czy minimalny w nią wkład wcale nie prowadzi do destrukcji organizmu jeśli przestrzega się podstawowych zasad żywieniowych (kury samemu hoduje i kurczaki odrąbując im łby siekierą czy waląc dla świni obuchem w łeb od siekiery i potem nóż w serce dla zwierzęcia w t r z ą s a w k a c czy paraliżu - zwierzęta bez sterydów and witaminizacji i na koniec rytualne napicie się ciepłej krwi. KWIK KWIK świniaczku. Niczym Sweet T o o t rozwalający szwadrony rzezimieszków Pan od wf u pokazywał swoją dominację wśród grona anty sportowców, którzy lepsze zajęcia mieli, niż piłka nożna, koszykówki wszelakie czy bieganie niczym dureń w kółko bez sensu i celu żadnego . . . ot na czas (o napadach epilepsji czy chowaniu się jąder w podbrzusze (obydwu) podczas zimowych kąpieli na tarzanie w gumofilcach, którego zassał śmierdzący i podgniły muł zanieczyszczonej rzeki nawet komisja wojskowa nie wykryła). Korzyść z tych Panów od wf jest nijaka na dłuższą metę, bo przecież kto chce w piłę za młodu pokopać czy też na starość to se pokopie czy to w piwnicy czy w . . . okopie . . . pomyśl sobie najpierw chłopie, bo Ci piwsko cale zaraz wyżłopie. Nie będę tu się rozpisywał po internetowym podszywaniu dla zgrywy, przejmowaniu czyjejś cybernetycznej nick' w e j historii ale tak się może stać jak Pan od wf za dużo nasmrodzi to sam se pętlę ukręci u uczniaków swoich. Jedni by wymigać się z klasówek tarzali się jak wieprze wietnamskie w błocie i o dziwo osłabili swój rozum miganiem się z lekcji co było oznaką zwykłego lenistwa i podatności na podburzania prowodyrów w grupie. O dziwo tym urwisom młodzieżowym życie dopisało historie tragiczne . . . jestem przerażony jak ich słucham i co widzę, a ich Panowie od WF kroczą dumnie jak lordy utrzymując formę sprzed 13-14 lat. Swojego 'Waldusia Kiepskiego' każda klasa chyba ma. Największy mój błąd, który popełniłem to rozpijanie alkoholami kolegów, którzy smaku tej trucizny nie znali . . . gdy zrozumiałem, że mogę być przyczyną ich zgonu w przyszłości dopada mnie straszna niemoc i wyrzuty sumienia, że z tych grzecznych chłopców zrobiłem degeneratów społecznych i wykoleiłem te 'wagony bogactwa' i rozumu. Chłopcy Ci pałali się sportem - ogrywali co prawda młodszych od siebie, oglądałem ich wszystkich w akcji i zazdrościłem szybkości, techniki kunsztu dzielenia się podaniami (nie wszyscy). Teraz Ci piłkarze są wrakami człowieka . . . brzuchy wiszą (chorobowa tkanka odłożona z rozstępami, a kiedyś była piękna krateczka na brzuchu, a w oczach pozostał tylko 'wytrzeszcz' i chęć napicia się alkoholu w weekend na wesele, imieniny czy też inne pijackie spotkania rodzinne dla podtrzymania kontaktów społecznych jak i nie znania innych sposobów na rozładowanie stresu). To, że mnie boli serce np. to arytmia lub po amfetaminie miałem bóle, a teraz to powikłania pogrypowe i zapalenie mięśnia sercowego (dzięki wiki sam się może teraz każdy zdiagnozować tyle, że leków na receptę sam sobie nie przepisze). Destruktywne myślenie o zgonie też ma plusy, bo docenia się każdą sekundę życia . . . wypitą kawę czy wypalony papieros przy telenoweli . . . |
Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
|
 Proszę czekać...
|
|
Autor
Na świat przyszedł w oddalonych o 298 km od Konina Wadowicach.
Artykuł
Rekomendowany: 4 razy
Czytający on-line: 1
Licencja:
Wszelkie prawa zastrzeżone
Odwiedza nas 1.200.000 osób miesięcznie!
|