Uwielbiam wysłuchiwać opinii o Anglii tych, którzy są tu pierwszy raz, a im krócej tym lepiej. Takie szybkie, na gorąco przekazane wrażenia są często o wiele bardziej cenne niż spostrzeżenia tych, którzy się tu już mocno zasiedzieli. Za
trzy dni obchodzę swoje pięciolecie w Wielkiej Brytanii i wiele rzeczy traktuję już automatycznie, na zasadzie "tak jest i tak ma być" a i dziwi mnie praktycznie bardzo niewiele.
Toteż zdziwiło mnie nieco mnie zdanie Agnieszki, mojej koleżanki z podstawówki, którą dzięki pewnemu portalowi spotkałem po dwudziestu latach na jej krótkim wypadzie na Wyspę. "W ogóle nie zauważa się tu błota. Cały dzień łaziłam po Londynie w deszczu i mam zupełnie czyste kozaki". Cóż, nie pamięta wół...
Z perspektywy człowieka, który już tu trochę mieszka, w tym zdaniu zaskoczyło mnie głównie to, że w Londynie padało. Cała reszta to święta prawda i niemal aksjomat: można chodzić cały dzień w deszczu i być jedynie mokrym - i dalej czystym. Jest jeszcze ciekawiej. Kiedyś dowiedziałem się, że na wolnym miejscu niedaleko mojej firmy powstanie hurtownia mleka. Wiadomość przyjąłem z niepokojem nie tylko dlatego, że nie cierpię krowiego soczku, a nade wszystko jego zapachu; wyobraziłem sobie ten bajzel związany z wykopami, ślady błota na jezdni, co w deszczowym klimacie wkrótce stanie się przekleństwem. O informacji wkrótce zapomniałem. Przypomniałem sobie dopiero, gdy zobaczyłem zdjęcia z otwarcia na pierwszej stronie lokalnej gazety. Tak na marginesie, słowo mud, oznaczające błoto, usłyszałem w Anglii stosunkowo późno i dotyczyło ono... konsystencji i siły pitej przeze mnie kawy.
Innym razem zostałem w niedzielny poranek przebudzony przez uderzenia młota pneumatycznego w chodnik. Z pianą na pysku wypadłem przed dom, wyobrażając sobie gigantyczny bałagan, jakieś porozwalane rury czy też inny armageddon. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem, że dostanie się zaworu gazowego tkwiącego gdzieś pod ziemią zabiera służbom jakieś dwa, góra trzy metry kwadratowe, gustownie odgrodzone barierkami od reszty ulicy.
Zastanawiałem się nad przyczyną tego niezwykłego porządku w dziedzinie budownictwa. Dopytywałem się o kary, które grożą niechlujnym budowlańcom. Owszem, są takie, choć nikt, organizując miejsce budowy, o nich nie myśli. Prędzej o BHP, bo jeśli coś się stanie z winy budowniczych, to firmę mogą rozłożyć odszkodowania. No i oczywiście strach przed behapowcami, bo tu inspektor BHP może zamknąć budowę. Nie przyszła mi do głowy tylko jedna rzecz: a może oni naprawdę porządek mają we krwi?

Wymiana rur na głównej ulicy w Highbridge. Roboty odbywały się etapami, by nie zablokować jezdni i minimalnie tylko zredukować płynność ruchu. (fot. autora)

Jedyny raz w tym roku, kiedy na ulicach panował dziki bałagan, i to też zaledwie przez trzy godziny. Atak zimy w południowej Anglii (fot. guardian.com)
Źródło: http://kicior99.blox.pl/2009/09/Bordello-inglese.html
Autor: kicior99