Rok pełen wrażeń jak z bicza strzelić-przeleciał .Szacunek u dzieci i rodziców dodawały animuszu. Maleńka wieś oddalona od zgiełku miasta była namiastką mojego dzieciństwa , czułem jej puls życia sercem i myślałem Na wiosnę w sadzie postawię małą pasiekę(kolo miczurinowskie)Rożne inwestycje kołatały w głowie .Siedziałem pochylony nad Wallenrodem Mickiewicza i zastanawiałem jak ucielesnić jego idę tu i teraz? Pracuję w strukturach,których nienawidziłem, próbowałem uciec na zachod i mam na pamiątkę -kulę w ramieniu. Noszę płaszcz na dwóch ramionach.Mam jakby dwie i więcej twarzy1Trzeba kłamać aby przetrwać,a szczerość nie popłaca. Gorzko to doswiadczyłem organizując ucieczkę z wojska. Ale czy jestem szczerym dla siebie?Nocne koszmary wyciągały pazury i budziły ze snu a, każdy napotkany mundur wzbudzał niepokój.Nie bylem więc pewny śiebie chociaz drugi rok żyłem na zrehabilitowanej wolnosci.Ale dzieciaki ich rodzice rozpraszały ponure wspomnienia.. Nie bylem wprawdzie ich gwiazdą przewodnią,ale potrzebowali mnie na co dzień. Dzieciaki po LEKCJACH NIE CHCIALY WRACAC DO DOMU,a rodzice przesiadywały godziny w kancelarii. Pisałem podania i prośby do czynników partyjno- rządowych o ulgi podatkowe, przedterminowe zwolnienie krewnych z więzienia i odroczenie służby wojskowej.I to dodawalo mi otuchy i pewnosci siebie. Bywało,ze wracałem opóźnionym autobusem z niedzielnej balangi ,a dzieci nie zależnie od pogody i pory roku na przystanku stały skulone w gromadkę jak kuropatwy i czekały na moj przyjazd.. Snieg im prószył na czapeczki .Na mój widok rozjaśniały im buziaki ,z rozwartymi ramionami jak ptaki fruwały na spotkanie. I brały się za dłonie i szliśmy na skróty ścieżką przez zagajniczki śpiewając nasz hymn "tańcowała igła z nitką. Woźna na ganku zmiatała śnieg i uśmiechając się na nasz widok powiadała"dzięki Bogu zguba się odnalazła" Przynosiła garnek gorącego mleka z miodem i nalewała nam do szklanek. I to mnie zobowiązywało być dla nich człowiekiem z otwartym sercem. Kierownik szkoły , nauczyciel i intelektualny doradca dla mieszkańców od wszystkiego w jednej osobie -czy to nie za wiele-zadawałem sobie pytanie. Napawało to jednak faceta w wieku 24 lat dumą. Tylko babcia od Aldonki była lepsza,znała przepis na lekarstwa od siedmiu boleści i nikomu go nie zdradzała,a ja potrafiłem tylko pisać podania i prośby,chodzić na wycieczki i las zamieniać w klasę,a na falach jeziora rysować dzieciom bajki o świteziankach,rusałkach i w miarę ucieleśniać morzenia mojego dzieciństwa,KIEDY BOSY BIEGALEM DO LASU PO BOROWKI,BY NA STOLE WIGILIJNYM BYLO CO POSTAWIC. Medytacje o przeszłości i przyszłości przerwało głośne stukanie w drzwi. Przez szybę zobaczyłem zaśnieżony daszek z orzełkiem i serce z zakołatało jak ptaszek w klatce. Czyżby znowu chcą mnie aresztować,ale za co?Nerwowo szukałem klucza i odruchowo chciałem ociekać przez okno ,jak wtedy z automatem .Ale za drzwiami spokojny głos rozwiał niepokój.Jestem lenniczy i chciałem się zapoznać. Bez ceregieli postawił na stole półlitrową czystą kapslowaną,a obok położył pieczoną dziczyznę .a dubeltówkę oparł na parapecie okna. No to zaczynamy zebranie partyjne. Jestem Jurek,a ty Szymon i wiem to już od dawna .No to siup w nasz partyjny dziób. Gul gul i musztardówki były puste. No to jeszcze na drugie kopyto,a potem to już na spokojnie delektując się popijaliśmy jak przedwojenni szwagrowie w żydowskiej knajpie. Leśniczy wygłaszał referat na okoliczność środowiska ,a ja słuchałem , dolewałem gorzały i protokołowałem w pomięci jego słowa. Nalewka babuni rozwiązała mu całkowicie język , hamulce moralne tez rozluźniła. Gadał jak najęty. Podkręciłem knot w zakopconej lampie i zasłoniłem firanki. A on patrząc na okno,zaczął mówić o duchach. Okna skrzypiały i w kancelarii fruwały zeszyty-,kiedy mnie nie było,.a kiedy
byłaś wszedłem w słowo-to łózko skrzypiało. Tak dawałaś im czadu,ze się rozwaliło i musiałem go spalić . Tak było,każda gziła się jak bura suka i za sztanca trzymała by tylko tu być. Ale mam trzy gromady i dwie duże parafie.,a w spodniach tylko jednego robola.. Teraz we dwóch to z nimi pohulamy. Na pierwsze to i owo pojedziemy za przejazd kolejowy. Tam dwie dziewuchy. Starszą rypię od kilka miesięcy,ojciec bierze drzewo z lasu,a córka płaci w naturze. A druga będzie twoja,osiemnastoletnia dawno nie prawiczka,cztery klasy szkoły podstawowej.Tabliczki mnozenia nauczysz ją w lozku waląc trzy rzay po trzy razy i jeszcze raz nad ranem . Słyszalnym ,ze duchy szkolę omijają, okno nie skrzypią-powiedzial rozpinajc guziki w mundurze.Tak,omijają -odpowiedzialnym. Sam już nie wiem co z tymi duchami jest-westchnął i wychylił łyczek nalewki. To samo myślę co ty,chociaż w dzieciństwie na Kresach duchów balem się bardziej niż wilków -powiedziałem w zadumie i myślami znalazłem się na glinianym piecu,kiedy za oknem szalała zamieć,a rodzice byli poza domem. Nie myślałem ,ze jesteś za Buga-wyrwał mnie z zadumy. Mówisz poprawnie. Ale tej ostatniej nauczycielki co nago leciała w nocy to mi zal, była patriotyczna,co i raz z wisielca robiła powstańca. Do leśniczówki od niej wracałem wypompowany do cna.
Na stole obok książki leżała deklaracja o przyjecie do PZPR. Jurek spojrzał na nią i powiedział,ze podobną wypełniał siedem lat temu i teraz ma święty spokój,opłaca składki,glosuje na tak i nikt go nie nazywa czarną reakcją Płaci składki,podnosi rękę na tak. Nie krytykuje ,a potakuje..Wiedziałem już to po wyścigi pokoju wokół gromady,ale odpowiedziałem ,ze deklarację dał sekretarz 'polewaj" miesiąc temu ,a zabieram się do niej jak pies do jeża .Podpisz ją,nie chodzi o jakość im tylko o ilość"Muszą wykonać gromadzki plan werbunku członków . Dla partii nie jest ważne co myślisz,tylko ,ze ją akceptujesz,a ona ma monopol na wszystko ,jest twoim duchem świętym. I jak chcesz na powierzchni żyć miej to na uwadze. Po czym wychylił do dna ostatni kieliszek nalewki spojrzał na fosforyzującą tarcze zegara "Wołga""i powiedział zakładając na ramie dubeltówkę:"kończymy nasze zebranie."Jutro mam gości z powiatu ,przed snem pomysł o naszej dalszej przyjaźni. Uścisnął dłoń Zamknąłem drzwi i dołożyłem kilka polanek do pieca ..Pod poduszką leżał niemiecki bagnet. znalazłem go w okopie, na trzeci dzień po przyjeździe do Polski, a teraz na wszelki wypadek był moją obroną..Leżałem w łóżku z rękoma pod głową i porządkowałem wnioski z tego spotkania.;.Sztamę z nim trzymać opłaca się z prestiżowych względów,ale nie pozwolić tylko by wszedł w zakamarki mojej duszy..Był w wieku gospodyni księdza Jana Magdy. .I kiedy tylko o niej wspomniałem leśniczy wyleciał z głowy,a pojawiła się ona jak wtedy, na pochyłym drzewie zakryła oczy i na brzegu jeziora dosiadała mnie namiętnie aż do dna. I błogi nastrój jak pierzyna otulał, a w piecu trzaskały dopalające się drewienka i jakoby pachniały sosną. Do okna zaglądał za za chmur księżyc i rzucał podłużne promienie po podłodze i razem z nim zaglądały kołyszące się gałęzie rozłożystej lipy. .Naga Magda na rzęsach nuciła mi lubieżną kołysankę i jak anioł unosiła w senne marzenia. A lampa już dawno zgasła i w piecu żarzyły się tylko małe płomyki i rzucając światełka na drzwi oświetlały zakopcone jej szkiełko. I nie widziałem czy to jawa czy sen Ale kiedy poczułem między nogami lodowaty dotyk i przed oczyma zobaczyłem pochyloną białą postać zdrętwiałem z przerażenia,ze to duch jednak i po mnie przyszedł i żałowałem ,ze o nitce i igle księdzu na spowiedzi nie powiedziałem ,a duch pochylał się i chłodną rękę pchał coraz wyżej i wtedy jakąś nadzwyczajną silą na oślep- ugodziłem ducha bagnetem. Zaskowytał przeraźliwie i osunął się obok łózka,Zerwałem się z pościeli i zamierzałem ugodzić jeszcze raz,ale wtedy usłyszałem błagalny głos kobiety:nie zabijaj mnie proszę. Księżyc oświetlił jej twarz i poznałem,ze to była ta ,co nie miała dzieci,a przychodziła na każde zebranie rodzicielskie. Szarpnąłem za prześcieradło,które udawało ducha i wtedy z ramienia jej pociekła krew na podłogę. Bagnetem rozerwałem na kilka części prześcieradło i zabandażowałem nim ramię tak jak mnie uczono w szkole oficerskiej podczas zajęć sanitarnych. Przestała jęczyć,a tylko dygotała jak galareta i nie mogła wstać z odłogi. Zapaliłem lampę,a ona wciąż siedziała. Wytarłem bagnet z resztek jej krwi i stałem nad nią jak kolek w plocie i nie wiedziałem co dalej począć,a bagnet w dłoni błyszczał złowieszczo i ona znów zaczęła skomleć" ,daruj,daruj, jesteś taki dobry".Jak się tu dostałaś -wykrztusiłem. A ona wyjaśniła,ze przez okienko w piwnicy .Byłat bardzo szczupła i cienka w pasie. I wcieliłem się w śledczego który mnie cztery lata temu zakutego w kajdany przesłuchiwał , bil po twarzy , zrzucał z krzesła i nazywał szpiegiem zgniłego imperializm! Podniosłem jej głowę na wysokość swojego wzroku i krzyknąłem patrz mi w oczy! Chcesz żyć na wolności to mów jak na spowiedzi,a le żachnąłem się,gdyż pamiętałem skutki szczerości swojej spowiedzi ,więc dodałem- mów żebym uwierzył,a potem sobie się wyspowiadasz po bożemu. I zaczęła plącząc opowiadać dlaczego to robiła,dlaczego nie chciała by w tej szkole kto ktokolwiek dzieci uczył. Posadziłem ją na krzesło i słuchałem długiej opowieści,a smutkiem chwytała za serca. Wynikało z niej,ze jest Warmiaczką, w 1945 roku jej matkę i młodszą siostrę w tej szkole przez trzy doby gwałcili żołnierze ,jej udało się uciec,ugryzła za przyrodzenie porucznika i wyskoczyła przez okno ,a kiedy wojsko odjechało wróciła z lasu , na ławkach szkolnych leżały dwa nagie ciała .W wiosce nie było żywego ducha i wtedy grzebiąc ich w szkolnym sadzie znienawidziła Polaków. A przecież czekała na nich cala rodzina, mimo namowy nie ciekała razem z Niemcami. a potem nie chciano jej wypościć z kraju..Nie nadałem tej sprawie dalszego biegu .Tak jak igła z nitką została moją tajemnicą ,aż do dnia tego. Znałem machinę sprawiedliwości tamtych czasów z własnych doświadczeń i gdyby trafiła w jej tryby zostałaby zmiażdżona , konałaby latami za kratkami..
Rano po tym wydarzeniu woźna przyniosła do pokoju drewienko i świeże mleko. stawiając Konefkę na podłodze zauważyła plamy krwi .Co się stało-zatrwożyła się Nic nadzwyczajnego-krew pociekła z nosa. I cala już wieś wiedziała,ze mnie z nosa krew leciała. A babka od Aldonki przyniosła specjalne nalewki od nosa i chrypki,były znakomite.Warmiaczka po tygodniu od tego wydarzenia poprosila bym napisał jej prozbę o zezwolenie na wyjazd z Polsi. . W 1958 roku wyjechała,zastawiła mnie modlitewnik w języku staropolskim po babce.Zegnając sie całowała mnie i całowała ,a łzy jej jak paciorki leciały po twarzy. Potem z Berlina przychodziły od niej pocztówki ,a na nich figurowała ta sama data , przypominała zimny dotyk między nogami i zakrwawiony bagnet Kiedyś szef powiatowego urzędu bezpieczeństwa rozmawiając o dawnych duchach, zapytał się z uśmiechem .,a czemu otrzymujesz pocztówki z jednakową datą ? .Odpowiedziałem,proszę zapytać się duchów.-wy macie dostęp wszędzie . . Za Gierka do Niemiec Wschodnich Polacy jeździli do pracy i na handel,a ja pojechałem na zaproszenie do Berlina ..Na spotkanie wyszla stara,chuda z pomarszczoną twarzą kobieta , wyglądała jak duch w operze. Prowadziła mnie po rękę,a obok nas grupa młodych i starych Niemców klaskała w dłonie i szwargotała Maine Gott. Maine Gott"Mój Boże, mój Boże W prezencie od niej do Polski przywiozłem motorower "Simson"Żegnając się na Aleksander Plac prosiła,by o tych co lezą w sadzie szkolnym nikomu nie mówić. Słowa dotrzymałem. W wieku emerytalnym tam dopiero pojechałem. Szkoła stała zaniedbana z powybijanymi szybami,a drzwi były zabite deskami I tylko lipy były te same i pachniały jak w tedy lipcowym miodem,Jakiś pan idąc drogą zapytał kogo szukam .Odpowiedziałem szukam śladów mojej młodości. W sadzie szkolnym nie było drzew owocowych i moich uli,ale stała za to duża kapliczka za napisem "wybacz im Jezu".Ufundowała ją-jak się dowiedziałem od nowych mieszkańców wsi-jakaś zwariowana stara Niemra A ja widziałem ,ze to uczynił duch. .Pamiętał o swojej matce i siostrze młodszej ,którym życie zabrali żołnierzy tylko dla tego,ze one czekały na nich i nie uciekały razem z faszystami.