Login lub e-mail Hasło   

Zima jest od tego, żeby było zimno

Najpierw o „moich zimach”, a potem o obecnej zimie i społeczeństwie.
Wyświetlenia: 1.093 Utworzony: 25/01/2010

Nie cierpię zimy. A właściwie nie tyle zimy ile zimna. Dlatego, że namarzłem się w swoim życiu całkiem sporo. I kiedy dzisiaj słyszę narzekania tak wielu ludzi (często nawet wiekowych) na wszystkich właściwie: drogowców, rząd, samorządy i kogo tam jeszcze, nie mogę wyjść z podziwu. Zupełnie jakby wszyscy oni przybyli z innej planety. A przecież bywa tak w naszym kraju dość często. Choćby dlatego, że mieszkamy tu gdzie mieszkamy, a nie np. na lazurowym wybrzeżu.

Niebardzo pamiętam zimę 78 roku. Z prostego powodu: w domu były piece, w piwnicy węgiel, a w pracy niewielka, ciepła hala produkcyjna. Pamiętam jedynie najpierw niespodziewane, później planowe braki w dostawie energii elektrycznej, co było dość uciążliwe, szczególnie w pracy gdzie musiano przerywać produkcję.

Zimno było tez w okresie początku stanu wojennego. Wtedy jednak, choć już w innym miejscu i wykonując inną pracę i często musiałem przebywać na mrozie, większość czasu spędzałem w cieple. Później było jednak inaczej.

Choć nie pamiętam, czy był to sam początek 83 czy 84 roku, to tej zimy nigdy nie zapomnę. Zaczęło się w noc sylwestrową. Do Sylwestra temperatura oscylowała, w okolicach zera. Nocami spadała o parę stopni. I w sylwestrową noc spadła do minus 20. i poniżej. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie brak jakiegokolwiek ostrzeżenia. Służby meteorologiczne kraju kompletnie zawaliły sprawę i prognozy były zupełnie „zwyczajne”. Znów pracowałem w innym miejscu. Unieruchomionych wtedy zostało wiele samochodów. Kierowcy w zakładach pracy, po powrocie do pracy zastawali porozrywane „bloki” w samochodach dostawczych i ciężarowych, a uruchomienie tych „ocalałych” aut graniczyło z cudem i trwało… i trwało. Moje miejsce pracy sąsiadowało z przedsiębiorstwem transportowym „Transbud”. Kiedy już pouruchamiano wszystkie możliwe Kamazy, Iveko, Steyr’y i inne Jelcze, pozostawiano je na chodzie przez kilkanaście nocy. Ich garażem był bowiem plac manewrowy i było to konieczne. Temperatura sięgała nocą minus 27., 29. Stopni.

Tym razem mój kontakt z mrozem i śniegiem w czasie pracy stanowił spory kawał „szychty”. Kompletnie ekstremalne warunki pracy: z gorącego piekła „przeskok” na siarczysty mróz i odwrotnie. Praca na mrozie polegała na mocowaniu się, za pomocą kilofa z czymś, co nie tak dawno było fajnymi, bo lekkimi i sypkimi kawałami koksu a tu będącym ogromną, twardą bryłą zmarzliny. W zwykłych roboczych rękawicach palce rąk marzły niemiłosiernie a palce stóp zdawały się nie istnieć. Zacisnąwszy zęby wytrzymywało się najwyżej kilkanaście minut. Trzeba było się ogrzać. A trzeba było tego koksu całkiem sporo. Natychmiast po zwiezieniu odpowiedniej ilości, wracało się do rzędu kilku długich na ponad 3 metry kotłów, zmagać się z piekłem gorącego ich wnętrza i wywalanego z nich równie gorącego żużla. I kompletnie spocony i gorący znów wychodziłem na mróz, aby przejść do kanciapy, usiąść chociaż na chwilę. Bo za chwilę spowrotem, jak w kieracie. I choć mróz nieco zelżał, uciążliwy był przez cały niemal styczeń i luty. Już później, po raz pierwszy w życiu, choć byłem człowiekiem bardzo szczupłym i nie uważanym za osiłka, mogłem sam do siebie powiedzieć: „No, chłopie! Jesteś jednak twardzielem!” Byłem wtedy z siebie naprawdę dumny.

Późniejsze zimy były lżejsze, choć niemal co roku zdarzało się kilka, kilkanaście dni siarczystych mrozów. Pod koniec lat 80-tych, znów w innym miejscu, idąc do pracy musiałem przejść spory kawałek przez las. I pamiętam dni (wieczory) tak mroźne, że po wejściu na halę moje okulary stawały się natychmiast kompletnie oblodzonymi kawałkami szkła. Ale wtedy, zimy i nie tylko, to była absolutnie wyższa szkoła jazdy, jeśli chodzi o szkołę życia – pracę.

Zupełnie ciepłe były zimy w latach 90-tych i później. I myślę, że dlatego ludziom wydaje się wszystko takie niezwykłe. A że drogowcy nie odśnieżają, że rząd nic nie robi, że samorządy, elektrownie i w ogóle wszyscy dookoła mają to gdzieś. Tymczasem nawet u nas takie mrozy, a przedtem śnieg, jak w tegorocznym styczniu, choć się zdarzają to ich skala jest wyjątkowa. Jak wszędzie w Europie i w USA.

I mają prawo łamać się drzewa, których leśnicy nie ścinają zwalając na energetyków, co powoduje pozostawanie bez prądu tysięcy ludzi. Mają prawo zdarzać się awarie takie jak ta w „Dolnej Odrze”. Mają prawo pękać torowiska kolejowe, całymi latami niewymieniane, mają prawo zamarzać bezdomni, którzy w obliczu zniewolenia przez nałóg odmawiają umieszczenia ich w ciepłym miejscu. Mają prawo drogi pozostawać nieodśnieżone, skoro pługi i piaskarki tkwią w korkach.

T o jest natura a z naturą się nie wygra, jeśli ona tak postanowi. A naturze pomaga jakże często głupota i nieodpowiedzialność ludzi. Ludzi, którzy dziś narzekają a wczoraj…

Oto po noworocznym weekendzie, na zakopiance utworzył się kilkudziesięciokilometrowy korek z powodu… jazdy na letnich oponach jakiegoś sylwestrowego kierowcy – debila. Łamiące się drzewa pozbawiają prądu tysiące ludzi, bo nie wiadomo kto miał je ściąć, leśnicy, czy energetycy. Tory pękają, bo kolej, to… kolej właśnie (jaka jest, każdy widzi). Elektrownie ulegają awarii, bo trzeba pracować w ekstremalnych warunkach na ekstremalnych parametrach, to zawsze jest ryzykowne (wiem coś o tym),Itd., itp. To jest życie i nie jest to wina ani jakiegoś samorządu, ani rządu, ani energetyka, ani drogowców. Najwyżej, i to nie zawsze, ludzi.

Najbardziej mnie dziwi roszczeniowa postawa wielu (tak wielu) obywateli w stosunku do państwa. A bywa, że to biedne państwo nic nie może zrobić w danej sytuacji. Jak ściąć drzewa, jeśli nie można tam dojechać. Jak rozładować korek, gdy na drodze kupa jest idiotów. Oczywiście państwa (najlepiej rządu) wina jest taka, że dróg jest mało i są złe, a drzewa powinien ściąć minister (tylko który?) Sople z rynny powinna ściągnąć gmina, albo prezes spółdzielni itd., itp.

Ciekawy jestem co by było, gdyby sople zdjął lokator, otwierając wieczorem okno i kiedy nikt nie idzie na dole, po prostu trącić je ręką, albo sztylem od miotły. Co by było, gdyby górale nie bronili swoich paru metrów ziemi jak niepodległości, umożliwiając rozbudowę drogi. Co by było, gdyby na kolei, dyrekcja zastosowała zdrowe zasady gospodarowania, nie niepokojona przez związki zawodowe?

Przypominają mi się czasy komuny. Ciężko było, ludzie nie kochali władzy. Ale po prostu sami, dla siebie, robili wszystko, aby żyło im się łatwiej, nie oglądając się na państwo.

Dziś ludzie są na tyle „wolni” i niepodlegli, że do sądu trafiają sprawy o połamane wiaderko i szczekanie psa.


Poleć artykuł:  Ustaw jako status na GGWrzuć na Wykop.plDodaj na Śledzik.plOpublikuj na Facebook
Podobne artykuły
43
wyświetlenia: 3902
42
wyświetlenia: 1862
33
wyświetlenia: 1374
32
wyświetlenia: 2742
31
wyświetlenia: 3808
30
wyświetlenia: 3221
29
wyświetlenia: 1887
26
wyświetlenia: 1229
25
wyświetlenia: 1132
Powiązane tematy



Podpisuję się pod tym tekstem "obiema ręcyma".

Punkty dla autora artykułu: 100

I ja.

> Ciekawy jestem co by było, gdyby sople zdjął lokator, otwierając wieczorem okno i kiedy nikt nie idzie na dole, po prostu trącić je ręką, albo sztylem od miotły. <

Hura! Spełniłem obywatelski obowiązek, szczotką, tydzień przed przeczytaniem. Duma mnie rozpiera;-)))

Punkty dla autora artykułu: 100
  andrzejS,  25/01/2010

No, proszę, proszę Andrzeju;)))
I nawet telewizja nie musiała przyjeżdżać z interwencją;D

Niemoc, albo "tumiwisizm" zwykłych ludzi przybiera już karykaturalnych rozmiarów.
Pozdrawiam i dziękuję Wam za punkty

Przecież ludzie tak powinni postępować z soplami. Wiem. Zwisają z dachu (i nam także), ale co się z tymi soplami stanie, kiedy od niego się uwolnią? Wtedy jest płacz, że nikt nie chciał tragedii... Zawsze każdemu powtarzam: "Sprzątaj za du.ą". Masz frajdę żyć? Daj też radość życia innym ludziom. Pozdrawiam andrzejS.

  Ivi  (www),  25/01/2010

:( nie lubię zimy:(

  Layo  (www),  25/01/2010

"korek z powodu… jazdy na letnich oponach"
Co Ty, to nie są letnie tylko uniwersalne opony. Obrażasz debila twierdząc że na letnich jeździ. On ma UNIWERSALNE OPONY. Na uniwersalnych można wszędzie przecież i po wszystkim. A głupi każdy kto zmienia opony co pół roku.
Po tym jak jakiś dzielny i oszczędny kierowca wjechał swoimi uniwersalnymi oponami w mój zaparkowany samochód miałam przez ostatni tydzień okazję przesiąść się do wypasionego samochodu terenowego. Na śniegu, w lesie, 6 km terenówką 4x4- niezła perspektywa. Wyobrażałam już sobie jak sunę 80 km/h po wyrównanych śniegiem bezdrożach.... na uniwersalnych oponach - jak się okazało. Moje piękne marzenia zamieniły się w tygodniowy koszmar wiecznie tańczącego samochodu. Pozdrawiam wszystkich idiotów którzy uważają że uniwersalne się do czegoś nadaje.

Punkty dla autora artykułu: 100

Na takie warunki to raczej łańcuchy, albo ratrak. :D

  Layo  (www),  25/01/2010

Swoim, na zimówkach 60 pomykam bez strachu :) lepiej niż w mieście po piasku, soli i śniegu wymieszanych do kupy. To jest kolejny temat do poruszenia, bo mało kto wie, że po ubitym śniegu dużo bezpieczniej się jeździ, niż po tej bryi pozostawionej po niby odśnieżaniu. Pod warunkiem oczywiście, że się ma zimówki

  oculus,  25/01/2010

Ja też nie lubię zimna, trzy tygodnie temu było tu gdzie mieszkam w Norwegii -30 a dzisiaj jest na +.:)

Punkty dla autora artykułu: 100
  Layo  (www),  25/01/2010

U mnie teraz: -22.3

  Ivi  (www),  25/01/2010

u mnie tez nie ciepło

yle do wiosny

  andrzejS,  25/01/2010

Dlatego też, tak niesamowicie obśmiane niedawno w mediach nieodśnieżanie jakiegoś miasta (jakiś burmistrz stwierdził, że to zupełnie niepotrzebny wydatek), nie uważam za aż taki głupi.
Poza tym, wiem np., że sól, to istna katorga, dla np. psów. Wiem też, że sypanie piasku bez opamiętania, to kolejne, potęzne koszty na wiosnę: udrożnianie kanałów burzowych.
Moim zdaniem, należałoby zastanowić się nad zjawiskiem totalnego odśnieżania", pozostawiając odśnieżanie przed domem, klatką schodową, sklepem, itd.

W zasadzie się z Panem zgadzam, ale...
1. Drzew nie może ściąć byle kto, bo na to trzeba mieć pozwolenie - biurokracja, więc nie ważne, czy ktoś chce czy nie, to i tak nikt bez pozwolenia nie może;
2. Dróg publicznych również nie można sobie samemu asfaltem zalewać, więc pozostaje jedynie od państwa wymagać, ażeby było na nich bezpiecznie i nawiasem mówiąc, chyba niespecjalnie wymagamy skoro są w takim stanie w jakim są; płacimy podatki i kupując benzynę i pracując, po to żeby drogi były;
Zgadzam się natomiast, że czekanie aż gmina usunie nam sople z okien to bzdura oraz z tym, że ludzie zaczynają wymagać, ażeby wszystkie obowiązki przejęły za nich odpowiednie instytucje. Złe jest nieudostępnienie 'kabli' by sąsiad mógł samochód odpalić, czy zasypywanie jego bramy wjazdowej śniegiem gdy usuwamy go spod naszej furtki.

Panie Andrzeju, świetny artykuł.... też nie przepadam za zimnem, więc mam propozycję, by ci wiecznie narzekający wymusili na władzy wydanie dekretu zakazującego zimie odwiedzać nasz kraj....:)
Pozdrawiam i punktuję

Punkty dla autora artykułu: 200

Eh, tez nie lubie zimna, kocham slonce wiec mam nadzieje, ze sie doczekam, az u nas beda rosly banany ...
Bardzo fajny tekst Panie Andrzeju :) Pozdrawiam slonecznie i cieplo w ta zimna zime brrrr

  Gamka  (www),  25/01/2010

Panie Andrzeju , ja również nie cierpię zimna ,a tutaj nic nie zapowiada aby w najbliższych dniach było inaczej ...zapowiadają zamiecie i wiatry......... brrrr
To choć troszkę pocieszenia, że jeszcze u nas nie jest tak źle.....
"Sasza z Moskwy telefonuje do kolegi Fiodora na Syberię.:
-Słyszałem,że tam u was sroga zima.
-Jaka sroga,raptem -25 stopni-odpowiada Fiodor.
-Tak ? A ja słyszałem , że -60?
-No tak, ale to chyba na dworze....< .........na nasze szczęście mamy tylko te -25 na dworze :)
Pozdrawiam bardzo gorąco Gamka

Punkty dla autora artykułu: 100
  andrzejS,  26/01/2010

Świetny dowcip, Pani Gamko;)))

Dziękuję:)

nie lubię zimy, bo w zimie zawsze mocno chorowałam, teraz dopada mnie jeszcze czasem katar, nie znoszę tego, marzę o tym, żeby zamieszkać w ciepłym kraju

Właściwie, to ja lubię zimę. Ale wyłącznie białą. Nie błotno - szaroburą. Co prawda, wyznaję to z pozycji podziwiacza, nie urobionego robola. Jakoś potrafię zabezpieczyć się przed mrozem na tyle, by nie szkodził nawet podczas dłuższego łażenia. Obecne kilkanaście minusków, połączone ze słońcem - no, cóż piękniejszego?

A co do zimowych butów w samochodzie... Po jednorazowym incydencie podczas takiej sobie zimy, jeżdżę wyłącznie na "całorocznych" cały rok. I jakoś nie mam problemów. Nie nosi mnie po jezdni, nie spowalniam nikogo i nie mam kłopotów (zbytnich) w rozsądnym śniegu. Mimo, że w ciągu ostatnich dwóch tygodni przemierzyłem trasę ze Śląska do Białegostoku, oraz drugą do Wolsztyna.

Ale cholera mnie czasem trafia. Gdy debil (bywają!) pyta: "Kiepsko się jeździ, co?"
Jeśli mam humor, odpowiadam łagodnie: "Nie kiepsko, debilu, tylko inaczej". Bo zimą jeździ się ani gorzej, ani lepiej - jeździ się właśnie inaczej. Zimowo:
- inaczej się wysprzęgla,
- inaczej się hamuje (raczej bez hamulca),
- inaczej się skręca,
- inaczej się zwalnia i przyśpiesza.
Po prostu jeździ się inaczej. Zimowo. Wtedy jest bardzo przyjemnie. Też zimowo.

Jako stary zgred dodaję: kiedyś, hej, dawno temu, uczyli tak jeździć. Żeby debile wiedzieli coś więcej, niż debilna mantra "wolniutko!"

Punkty dla autora artykułu: 100
  feniks57,  27/01/2010

"Jako stary zgred dodaję: kiedyś, hej, dawno temu, uczyli tak jeździć. Żeby debile wiedzieli coś więcej, niż debilna mantra "wolniutko!" - podpisuję się pod tym . Dodam jeszcze jedno : wmawianie , że opony " zimowe " dają " przyczep " prawie jak latem to moim zdaniem prowokowanie wypadków. Na oblodzonej drodze tylko od kierowcy i jego umiejętności prowadzenia samochodu zależy bezpieczeństwo. Kiedyś nie było opon zimowych i transport nie stawał z powodu ich braku , a jezdnie były zaśnieżone i oblodzone nie gorzej niż teraz.

  tomeh  (www),  26/01/2010

Taka zimna jak powinna być. choć nieprzyjemna na ciele to piękna w kolorach.

"Przystanek Alaska" - tam była ale! zima, ale ludzie byli jacyś tacy ciepli, interesujący, wspierający się nawzajem. Może dlatego ten serial tak się podobał?
Oglądam właśnie po raz kolejny mój ulubiony francuski film "Jeszcze dalej niż północ", którego bohater zostaje dyscyplinarnie przeniesiony do pracy z ciepłego południa Francji na zimną północ w okolice Calais. Jedzie tam wrogo i niechętnie nastawiony, ale spotyka ludzi, którzy otaczają go życzliwością i przyjaźnią. A kiedy po dwóch latach ma stamtąd wyjechać, to sprawdza się na nim tamtejsze powiedzenie:
Ten, kto tu przyjeżdża, płacze dwa razy: pierwszy raz na początku, a drugi - kiedy ma stamtąd wyjechać.

Pani Ewo,wspaniale! A zima w artykule to kaszka z masłem o której tak srogo pisał autor,kiedy mu dala we znaki,bo to była komunistyczna zima.Miałem siedem lat i z ojcem jeździłem po drzewo na przełomie 1940-41 roku.Na kresach mroź dochodził wtedy do 40o stopni.A tutaj tyle ambarasu.fakt,ze nowe pokolenie,cieplarniane ,a Polscy zwykle narzekają.,a chwalę autora,ze zachęca do zrywania sopli.Pozdrawiam Panią i daję

Punkty dla autora artykułu: 140


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 
Autor
Artykuł

Akcja Lubię czytać!


O EIOBA
Artykuły
Odkrywaj
Publikuj
Społeczność
Książki
Statystyki
Użytkownicy online: 465
Zarejestrowani: 17.879
Komentarze: 43.586
Artykuły: 9.546
EIOBA Świat

© 2005-2010 grupa EIOBA. Wrocław, Polska