Login lub e-mail Hasło   

Dlaczego ludzie kończą szkołę i nie umieją prawie nic?

Zmiany w systemie oświaty, spotęgowane przemianami obyczajowymi, spowodowały pojawienie się skutków ubocznych. Najważniejszym jest pozbawienie ucznia samodzielności.
Wyświetlenia: 23.046 Utworzony: 10/10/2007

Nie próbuję podejmować jakiejkolwiek dyskusji ze zwolennikami wprowadzanych reform.
Z nimi „podyskutowało” sobie życie. Wystarczy przypatrzyć się efektom.

Po 9 latach nauki (szkoła podstawowa i gimnazjum), przeciętny uczeń umie o wiele mniej, niż dawniej umiał uczeń po ukończeniu 8-letniej szkoły podstawowej.
Uczeń szkoły średniej ma potem o rok mniej czasu na przygotowanie się do matury.

Już teraz głosy wykładowców na wyższych uczelniach są jednoznaczne: poziom wiedzy maturzystów kilku ostatnich latach drastycznie poleciał w dół.
Świeżo upieczonego studenta trzeba przez pierwszy semestr studiów uczyć tego, co powinien znać po szkole średniej.

Dawniej szkoła uczyła mniej więcej tego, co wymagały wyższe uczelnie. Młody człowiek chodził do szkoły, uczył się lepiej lub gorzej, a w ostatniej klasie zaczynał myśleć, co dalej: wybierał odpowiedni fakultet i brał się za przygotowanie do matury i do egzaminów na wyższe uczelnie.

Teraz, jeśli myśli poważnie o studiach, musi już na początku drugiej klasy LO pomyśleć o wyborze przedmiotów, których będzie się szerzej uczył (bo wymaga tego wyższa uczelnia), o korepetycjach lub dodatkowej nauce własnej.
Decyzję o wyborze wyższej uczelni musi podjąć o ponad rok wcześniej.

Zmiany w systemie oświaty, spotęgowane przemianami obyczajowymi, spowodowały pojawienie się skutków ubocznych.
Najważniejszym jest pozbawienie ucznia samodzielności. Tzw. „prawa ucznia” powodują, że jest on psychicznie nieprzygotowany do studiów wyższych.

Jak sama nazwa wskazuje, nauka polega tu na studiowaniu – samodzielnym zgłębianiu wiedzy.
Na wyższej uczelni nikt nie zapyta, czy wszyscy rozumieją, nie będzie powtarzał kilkakrotnie tego, co stwarza problemy studentowi.
Student ma się nauczyć i zdać odpowiednie egzaminy. Jak – to już jego sprawa (są wykłady, literatura).
Egzaminator nie będzie się bawił w wyjaśnianie, co student powiedział dobrze, co źle, i dlaczego wystawia taką właśnie ocenę. Nie jest istotne, czy ten czuje się pokrzywdzony, czy też nie. Wysłuchuje werdyktu osoby, która umie nieporównanie więcej niż on i nie ma żadnych dyskusji.

Jest to sytuacja dokładnie odwrotna do tej, którą wprowadziły reformy w szkole średniej.
Kierunek tych reform jest mniej więcej taki:
„Nauczycielu! Wystawiasz ocenę niedostateczną, a może przyznajesz mniej punktów, niż maksimum? Uzasadnij, dlaczego?”.
Pozycja ucznia jest uprzywilejowana.

Czy można się dziwić, że człowiek (istota z natury leniwa – gdyby tak nie było, nie ułatwiałby sobie życia wynalazkami), korzysta z okazji do nieróbstwa?
Po co ma się ktoś męczyć, starać się zrozumieć, rozwiązywać zadania (zamiast dyskoteki), skoro może wymagać: „nie rozumiem, bo mi tego dobrze nie wytłumaczono!”?
Może wymagać i wcale nie musi tego udowadniać. Założenia reformatorów są jednoznaczne: uczeń jest istotą, która najprawdopodobniej została w procesie nauki szkolnej skrzywdzona – takie mamy reformatorskie top-trendy.

A potem przychodzi matura, którą trzeba zdać samodzielnie.
A potem przychodzą studia, gdzie trzeba być samodzielnym.
I młody człowiek jest bezradny, bo nie umie się uczyć!

Jest przyzwyczajony, że to czy on rozumie, czy też nie, jest problemem innych - tych, którzy go uczą. A tu okazuje się, że świat jest jednak trochę inaczej urządzony. Nie tak jak go w szkole uczono…

Dobrymi chęciami jest piekło wspaniale wybrukowane…
A oni chcieli tak dobrze…żeby się dziecko biedne w szkole nie stresowało…
Więc pytam: a kiedy to biedne dziecko ma się nauczyć walczyć w trudnych sytuacjach, których życie nie skąpi?
Gdy będzie już dorosłym, wychowanym w bezstresowej atmosferze, w pełni ukształtowanym człowiekiem?
Wtedy będzie za późno.

Tekst dedykuję wszystkim zwolennikom bezstresowej (?) szkoły.

Tadeusz Socha 

 

 

Matura z matematyki - informacje i baza zadań


Poleć artykuł:  Ustaw jako status na GGWrzuć na Wykop.plWrzuć na twitter.comOpublikuj na Facebook
Dr. Joe Vitale, amerykański multimilioner, ujawnia swoje najskrytsze tajemnice. - tajemnice-vitale.zlotemysli.pl
Kurs umożliwia skuteczne opanowanie technik negocjacji. Bez wychodzenia z domu, dzięki aplikacjom interaktywnym i opiece nauczyciela. - clkuk.tradedoubler.com
Poznaj magię dwóch kolejnych praw sukcesu - zwyczaju robienia więcej, niż to za co nam płacą oraz korzyści, jakie niesie ze sobą przyjemna osobowość. - prawa-sukcesu-tom9-10.zlotemysli.pl
REKLAMA

Podobne artykuły





Studia też nie przygotowywują do samodzielności.

Ja na studia w ogóle nie narzekam, nie ściągałem od innych (sam dawałem ściągać) i byłem samodzielny :-)

A poważniej, to samodzielności powinni uczyć przede wszystkim rodzice.

  w33z,  02/04/2008

Polskie szkolnictwo to jedna wielka parodia, ale trzeba też zwrócić uwagę na osoby powoływane na stanowiska nauczycieli. Nie tyle problem siedzi w kwalifikacjach, co też w samej psychice pedagoga. Najgorszy syf (że tak to dosadnie określę) panuje w Gimnazjach. Są to szkoły kompletnie niepotrzebne. Wprowadzenie ich było istną katastrofą i załamaniem wszystkiego, co przyzwoite w edukacji. Choć nigdy nie była idealna - dziś jest jedynie tragedią.

Polskie szkolnictwo upadło wraz z wprowadzeniem gimnazjów! Widać to, słychać i czuć. To twór całkowicie niepotrzebny i w zasadzie to dziecko w gimnazjum nie wie kim jest! Niby nie jest już dzieckiem ale jeszcze nie jest dorosłą osobą (choć to niektórym się wydaje!)! Palma więc odbija okropnie! Palenie, picie, że już o narkotykach nie wspomnę! A to wszystko dla szpanu i żeby się "pokazać", że się jest "dorosłym"!
Gimnazjum jako twór martwy - niestety - nie daje żadnego przygotowania do dalszej drogi młodego człowieka. Bo on sam nie wie jeszcze czego chce! Jest zbyt młody, by podejmować życiowe decyzje! Nie mówiąc już o wyborze kierunków studiów czy nauki w innych szkołach zawodowych. Ech, reforma szkolnictwa nie dała nic dobrego, a wręcz przeciwnie - przyczyniła się i przyczynia do produkcji tak zwanych życiowych "analfabetów".

Bo tak naprawdę większość, to nie są NAuczyciele tylko uczyciele.
Uczą, uczą, ale nie Nauczą ;-)

Spotkałem w życiu paru NAuczycieli i dziesiątki uczycieli. System systemem, ale jak ktoś chce NAuczyć, to stosuje metody poza programowe i wtedy są efekty :-)

  adatter,  15/03/2009

Sam jestem uczniem gimnazjum i przyznaję, że rzeczywiście jest to całkiem niepotrzebny "wytwór". Im więcej podziałów (z podstawówki i liceum zrobiły się podstawówka, gimnazjum i liceum), tym gorzej, bo to już nie jest nauka, tylko przygotowywanie do egzaminów do następnej szkoły. W gimnazjum od drugiego półrocza drugiej klasy zaczynają się powtórki do egzaminu gimnazjalnego. Później całe liceum to jedna wielka powtórka do matury. I jak uczniowie mają dużo umieć?

Punkty dla autora artykułu: 2
  graham,  27/06/2008

Witam
Jestem przedstawicielem spolecznosci nauczycielskiej
zgadzam sie z przedmowcami w kwestii gimnazjalnej
GIMNAZYJUM to nic wiecej anizeli:
-wylegarnia ludzi bez ambicji, bez umiejetnosci samodzielnego myslenia (kreatywnosci), ignorantow, malkontentow, egoistow - podatnych na wszelkie zlo srodowiska, czyli narkotyki, alkohol itp.

Kolejnym gimnazjalnym absurdem sa odgorne zarzadzenia od dyrektorow ktorzy wrecz zabraniaja wstawiania NDST (btw slyszeliscie ze juz nie mozna stawiac 1 dlugopisem czerwonym gdyz to uwlacza godnosci ucznia? chociaz z drugiej strony mielibysmy kolorowanke a nie dziennik jako ze niektorzy na polrocze maja po 8 - 12 jedynek) poniewaz nie chca psuc sredniej szkoly. Co wiecej kazdy ma NIBY skonczyc podstawowke i gimnazjum.

DLa mnie men to xxxxx a polskie szkolnictwo to xxxxx. Swiat smieje sie z nas bo mamy najwiekszy odsetek studentow. Tylko z czym do ludzi? Wypindrowane studentki ktore nic nie umieja a swieca tylkiem i makijazem (no chyba ze ktos lubi je zapraszac na hardcore party) tudziez meska rzesza ktora w duzym stopniu tez ma zalosne pojecie o czymkolwiek. Viva PWSZ przykladowo i konczenie studiow na sciagach.

Najgorsze jest to ze takie nic zakonczy proces edukacji z pozytywnym skutkiem i majac znajomosci sprzatnie prace sprzed nosa komus kto naprawde sie staral.

cdn...

PS
mowiac o ndst i czerwonym kolorze mialem oczywiscie na mysli szkolnictwo ponad gimnazjalne

Witam,
zgadzam sie z teza postawiona w temacie prawie w pelni natomiast przyczyn upatruje gdzie indziej - a mianowicie w braku autorytetu nauczycieli. Prawda jest niestety taka ze obecnie nauczycielami w szkolach od podstawowki do liceum wlacznie sa w wiekszosci osoby ktorym sie po prostu nie powiodlo. Nie wykazuja inicjatywy, prawie nigdy nie wykraczaja ponad przecietnosc, sa najczesciej bardziej leniwi niz ich najslabsi uczniowie. Oczywiscie opisuje tutaj moje doswiadczenia (sa one zwiazane z najstarsza szkola w Polsce, wiec sadze ze sytuacja w innych placowkach moze byc jeszcze gorsza), jednak z rozmow ze znajomymi wynika, iz taka sytuacja ma miejsce w przewazajacej wiekszosci przypadkow.
Problem polega na tym, ze nauczyciele sa po prostu pozbawieni autorytetu - niestety z wlasnego wyboru. Bez autorytetu natomiast nie moga zmotywowac ucznia do dzialania, wyznaczyc mu kierunku, swiecic przykladem. I tutaj jest pies pogrzebany. Mam nadzieje ze pokolenie nowych nauczycieli podejdzie do sprawy z wieksza doza zaangazowania i pasji - bo to wszystko nie musi wcale tak wygladac.
Reasumujac - przypuszczam, ze optymalniejszy system wynagrodzen powienien w duzej mierze poprawic sytuacje, poniewaz wyzsze wynagrodzenie pozwala automatycznie na awans spoleczny. Wynagrodzenia natomiast powinny byc uzaleznione od wynikow pracy nauczyciela - wtedy nie powinno brakowac motywacji.

Pozdrawiam serdecznie.
jan Solawa

" Wynagrodzenia natomiast powinny byc uzaleznione od wynikow pracy nauczyciela - wtedy nie powinno brakowac motywacji." - Nie jest tak kolorowo jakby się Panu wydawało. Są szkoły (wiejskie) gdzie miernota uczniów jest wpisana w ich pochodzenie i dziedziczone od pokoleń mozliwości intelektualne. Na większości polskich wsi 15-latkowie już regularnie piją alkohol (i to nie ten wysokogatunkowy) i palą papierosy. Są genetycznie i dziedzicznie słabsi od swoich kolegów w miastach i nauczyciel chocby najlepszy nic tu nie zmieni. w efekcie (mając gorsze wyniki od kolegó z miasta) nauczyciel na wsi bedzie zarabiał mniej. Doprowadzi to do odpływu zdolnych nauczycieli ze wsi, pozostaną miernoty, które swą pracę traktować będą jak karę. Efektem będzie gorsze przygotowanie młodzieży, które spowoduje obniżenie zarobków nauczycieli i tak dalej, kółeczko się zamyka.

Bo to nie jest szkoła, tylko państwowy urząd, który nazwę "szkoła" bezzasadnie uzurpuje.

Takiego zestawu bzdur nie czytałem od dawna. Mam nadzieje, że autor artykułu nie jest nauczycielem, ani wykładowcą, bo tylko można współczuć jego uczniom.
Generalnie autor miesza wiele pojęć, które nie mają ze sobą wiele wspólnego, a na dodatek okrasza je zestawem swoich dziwacznych poglądów.

Owszem, studia to nie jest miejsce gdzie prowadzi się ludzi "za rączkę", ale jeżeli autor przyjmuje zasadę że studia to tylko i wyłącznie nauka własna np. tu:

>"Jak sama nazwa wskazuje, nauka polega tu na studiowaniu – samodzielnym >zgłębianiu wiedzy.Na wyższej uczelni nikt nie zapyta, czy wszyscy rozumieją, nie >będzie powtarzał kilkakrotnie tego, co stwarza problemy studentowi.Student ma >się nauczyć i zdać odpowiednie egzaminy. Jak – to już jego sprawa (są wykłady, >literatura.

...to po co w ogóle studia? Dla papierka? Przecież wszystkiego można nauczyć się samodzielnie! Już nawet nie będę komentował tej arogancji - "jak - to jego sprawa".

Poza tym, pisanie że "są wykłady, literatura" wskazuje jak bardzo autor rozmija się z życiem. Otóż jest wielu wykładowców, którzy potrafią wyciągnąć pytania z kapelusza - z tematów nie omówionych ani na wykładach ani w zalecanej literaturze. Jak rozumiem dla autora jest to normalne, cóż, życzę aby sobie tak "postudiował".
Generalnie zauważę jeszcze, iż czasownik "studiować" nie ma zbyt wiele wspólnego z nauką, co autor by pewnie wiedział, gdyby kiedykolwiek studiował (mam wrażenie że ten człowiek nie skończył żadnej uczelni wyższej).

Ale wracająć do samego artykułu: co prawa ucznia mają wspólnego z niskim poziomem nauczania? W Skandynawii jest chyba jedno i drugie?

>"Dawniej szkoła uczyła mniej więcej tego, co wymagały wyższe uczelnie."
Tak jakby to, czego wymagają wyższe uczelnie było do czegokolwiek przydatne.
moim zdaniem szkoła i uczelnie powinny uczyć tego co potrzebne jest w życiu

Poza tym dawniej wszystko było lepsze, dziewczyny ładniejsze...
Ale akurat z tym, że gimnazja to porażka się zgodzę.

>"Decyzję o wyborze wyższej uczelni musi podjąć o ponad rok wcześniej."
Prawda jest taka że człowiek powinien zacząć się specjalizować, kończyłem dobre liceum, ale wątpię, abym dostał się np. jednocześnie na informatykę, medycynę, historię i fizykę bo materiału do opanowania na poszczególne kierunki jest na prawdę sporo...
Co prawda nowa matura jest chyba trochę łatwiejsza niż dawne egzaminy wstępne (szczególnie matematyka? chociaż chyba i tak musi być jakiś sposób prowadzenia odsiewu?), ale i tak jakoś wątpię aby przeciętny uczeń opanował wiedzę wystarczającą na przygotowanie się do wszystkich kierunków...

>Najważniejszym jest pozbawienie ucznia samodzielności. Tzw. „prawa ucznia” >powodują, że jest on psychicznie nieprzygotowany do studiów wyższych.

może jakieś przykłady na udowodnienie tego steku bzdur?

>Egzaminator nie będzie się bawił w wyjaśnianie, co student powiedział dobrze, co >źle, i dlaczego wystawia taką właśnie ocenę.

czyli nie może poświęcić tych dwóch minut, bo jest takim arogantem? albo ma iście babiloński system oceniania?

>Wysłuchuje werdyktu osoby, która umie nieporównanie więcej niż on i nie ma >żadnych dyskusji.

panie Tomaszu, niech pan zdejmie różowe okulary i nie kompromituje się pisząc taki stek bzdur

>„nie rozumiem, bo mi tego dobrze nie wytłumaczono!”?

w wielu przypadkach uczeń ma rację...

>jest przyzwyczajony, że to czy on rozumie, czy też nie, jest problemem innych - tych, >którzy go uczą.

bo to jest problem tych którzy uczą. jeżeli ktoś nie potrafi przekazywać wiedzy to nie powinien zajmować się nauczaniem

>Więc pytam: a kiedy to biedne dziecko ma się nauczyć walczyć w trudnych >sytuacjach, których życie nie skąpi?

na pewno pan Tomasz, nauczyciel nazista, nauczy biedne dzieci życia..
tak z ciekawości, czego pan uczy? propedeutyki rolniczej? chociaż tytułu przed nazwiskiem nie widać, więc chyba mgr pan nie przekroczył - czyli co, mamy do czynienia ze sfrustrowanym doktorantem? chyba tacy są najgorsi, nic nie wiedzą, myślą że są wspaniali - a gdyby mieli trochę wiedzy to już dawno pracowaliby w biznesie.. a swoje niepowodzenia wyłdowują na uczniach, na których można się zawsze dowartościować... a no i biada jak uczeń zada jakieś pytanie, bo jeszcze wyjdzie na jaw, że wykładowca nie potrafi na nie odpowiedzieć.

Artykuł nie do końca zgodny z rzeczywistym stanem rzeczy w szkołach i widać, że pisała go starsza osoba. Nie chce pisać nic więcej, bo nie chce mi sie dyskutować.

  tktk,  07/09/2008

Niestety, ale jest to prawda. Nie zgodzę się z przedmówcami, iż uczelnie wyższe mają uczyć. Miałem przyjemność ukończyć kilka lat temu studia na jednej z politechnik i o ile rzeczywiście nauka na niej nie ma nic wspólnego z, zacytuję przedmówcę, "życiem", to pytania brane z dalekiego kosmosu jak najbardziej przygoowaniem do życia są.

Muszę przyznać, że wymaganie treści "nie do znalezienia" jest czymś, z czym w pracy spotykam się na codzień. Umiejętność radzenia sobie bez frustracji i stresu z takimi sytuacjami nabyłem właśnie na uczelni. Tam też nauczyć się można zdania egzaminów w momencie, gdy ich treść jest, pozornie, zupełnie z kosmosu wzięta.

Studia natomaist poniekąd są dla papierka. Ale na pewno nie są po to, aby ktoś studenta czegoś nauczył. Może mu wskazać drogę własnego rozwoju i powinien nauczyć szukać rozwiązań problemów, zwłaszcza tych, pozornie, niemożliwych do rozwiązania, we własnym zakresie. Poleganie jedynie na wykładach i literaturze pomocniczej (najczęściej napisanej przez wykładowcę we własnej osobie) i obarczanie wykładowcy winą za "złe wytłumaczenie", to oznaka braku talentu inżynierskiego i znak, że powinno się zmienić kierunek na jakiś trzymający studentów z dala od kreatywności.

W głównej kwestii zgadzam się z autorem, natomiast nie co do przyczyny takiego stanu rzeczy. Uczniowie powinni mieć prawa nie mniejsze, niż teraz. Natomiast nigdy nie może dojść do sytuacji, że ocena niedostateczna jest z jakiegoś powodu niewystawiana. Uczeń uczy się wtedy wymagać wszystkiego od nauczyciela, nie uczyć się samemu i przeżywa bolesny upadek na jakiejkolwiek z lepszych uczelni wyższych, gdyż tam najprawdopodobnije wyleci po pierwszym semestrze bez żadnych wyjaśnień, Jeżeli natomiast przejdzie przez studia, to ów 'kopa' poczuje w pierwszej pracy, gdy stworzy coś zupełnie nie spełniającego standardów jakości.

tktk, popelniasz koszmarne błędy logiczne, juz w pierwszym zdaniu piszesz:
>Nie zgodzę się z przedmówcami, iż uczelnie wyższe mają uczyć.
Jakie jest w takim razie zadanie uczelni wyższych?

Dalej piszesz, że w pracy są rzeczy "nie do znalezienia" - no tak? To może niech szkoła uczy szukać rozwiązań?Gdy w pracy masz problem do rozwiązania - masz generalnie trochę czasu na przygotowanie a na uczelni często zdarza się tak, że wykładowca zadaje pytania z materiału który nie był w ogóle przerabiany - na egzaminie pojawiają się pytania totalnie od czapy...

>am też nauczyć się można zdania egzaminów w momencie, gdy ich treść jest, >pozornie, zupełnie z kosmosu wzięta.
Jak rozumiem tak dzieję się zawsze i wszędzie...

>(...)braku talentu inżynierskiego
są inne zawody i kierunki niż inżynier...

Ech nie ma co dyskutować, panowie inżynierzy z polibudy nie mają pojęcia jak to wygląda np. w takiej Holandii, gdzie rozwiązuje się problemy, robi projekty, a nie zdaje durne egzaminy, które sprawdzają encyklopedyczną wiedzę. Tam uczą rozwiązywać problemy i odpowiadać na pytania na które nie ma odpowiedzi w podręcznikach - ale student robi to w ludzkich warunkach, a nie mając 30 sekund na odpowiedz - bo wykładowca zapomniał przerobić część materiału, albo np. powiedział że będzie obowiązywał później.
Tak wyglądała moja statystyka, wykłady z kobietą, która paplała o teorii - z czego ZUPEŁNIE nic nie wynikało, ćwiczenia zaś prowadziła młoda doktorantka która nie potrafiła rozwiązywać zadań. Generalnie nie wyrobiła się z częścią materiału - więc stwierdziła że będzie obowiązywać na kolejnym kolokwium - jakie było moje zaskoczenie, gdy zauważyłem tematy które miały być omawiane później. Pan inżynier pewnie by i tak podołał...
Taka jest rzeczywistość polskiej uczelni. Nawet będę kontynuował mój przykład - poprosiłem panią profesor o pomoc w rozwiązywaniu zadań "których nie miało być" - co ciekawe zgodziła się i rozwiązała je ŹLE. Już nie mówię o aroganckim i bezczelnym zachowaniu obojga prowadzących - to mi się bardzo kojarzy z metodami proponowanymi przez autora artykułu.

ps. studiuje na uczelni państwowej, "najlepszej uczelnii ekonomicznej w Polsce" wg rankingów - z rozmów ze znajomymi wynika że GDZIE INDZIEJ JEST JESZCZE GORZEJ!

  tktk,  07/09/2008

> Jakie jest w takim razie zadanie uczelni wyższych?

Proste pytanie. Moim zdaniem ich zadaniem powinno być sprawdzenie, czy dana osoba nadaje się do danego zawodu. Nie każdy powinien móc dostać dyplom, choćby dla jego własnego dobra. Ominie go wylatywanie z 5 okresów próbnych pod rząd, co spotkało niektórych moich znajomych.

> Dalej piszesz, że w pracy są rzeczy "nie do znalezienia" - no tak? To może niech szkoła uczy szukać rozwiązań?

Szkoła powinna. Przez mniej uczenia, a więcej wymagania, Wszak czyż jest lepszy sposób uczenia samodzielności? Znam tylko jeden, wysłać do polskiego urzędu w celu założenia firmy ;-)

> są inne zawody i kierunki niż inżynier...

O tym właśnie pisałem ;-) Wszystko co pisałem, ma zastosowanie jedynie do uczelni technicznych, gdyż po prostu nie znam realiów innych nauk i mam zbyt mało informacji, by o nich pisać. Także możesz mieć rację, nie przeczę, po prostu się nie zgadzam.

> Ech nie ma co dyskutować, panowie inżynierzy z polibudy nie mają pojęcia jak to
> wygląda np. w takiej Holandii, gdzie rozwiązuje się problemy, robi projekty,

Projekty robi się i u nas, problemy też się rozwiązuje. Natomiast póki ma to polegać na wykorzystywaniu przedpotopowych rozwiązań wykładanych na naszych uczelniach, nie nauczy to prawie niczego. Niech student sam znajdzie rozwiązanie problemu. Niech nauczy się oceniać, czy jest właściwe. Wymagajmy tego, co NIE jest wykładane... Warunkiem jest tu natomiast jawny sposób oceny i punktacji, znany przed projektem. Wcześniej natomiast mówiłem o egzaminach, nie projektach, gdzie takie założneia się nie sprawdzą i nei sprawdzają. Natomiast znakomicie symulują zebrania project managerów ze swoimi przełożonymi, którzy nie mają pojęcia o tajnikach fachu podwładnego, natomiast są nieskończoną studnią pytań i pewności, że ich własne odpowiedzi są dobre...

System szkolnictwa zły,
uczniowie coraz głupsi,
nauczyciele się nie starają,ale chcą podwyżek.
Prawie wszyscy uczniowie chodzą na korepetycje a już w klasie maturalnej to jest nagminne i nie tak jak kiedyś np.tylko z angielskiego ale ze wszystkiego! Gorzej z tymi, których na to nie stać.A w szkole? Samodzielności brak,zbyt małe pole wyobru dla tych którzy coś 'chcą' sami zrobić,nauczyć się czegoś,bo na lekcjach nauczyciele przeważnie wylewają swoje żale i frustracje,jak to mało zarabiają i jak ciężą prace mają.
Parodia.

Hmm... Przeczytałem ten artykuł oraz komentarze... i zastanawiam się o czym autor w ogóle pisze... Sam chodzę do 4 klasy technikum elektronicznego, więc mogę powiedzieć coś nie coś o tym.

Autor napisał:

"Dawniej szkoła uczyła mniej więcej tego, co wymagały wyższe uczelnie. Młody człowiek chodził do szkoły, uczył się lepiej lub gorzej, a w ostatniej klasie zaczynał myśleć, co dalej: wybierał odpowiedni fakultet i brał się za przygotowanie do matury i do egzaminów na wyższe uczelnie."

Nie wiem co wymagają uczelnie, więc nic nie mówie, ale co do reszty, to ja mam tak teraz. Nie chodzę na żadne korki, fakultet wybrałem w czwartej klasie i będę się przygotowywał do matury... Nie rozumiem czemu autor stwierdził że tak bylo dawniej...

Autor pisze dla mnie nielogicznie:

"Świeżo upieczonego studenta trzeba przez pierwszy semestr studiów uczyć tego, co powinien znać po szkole średniej."

A później:

"Na wyższej uczelni nikt nie zapyta, czy wszyscy rozumieją, nie będzie powtarzał kilkakrotnie tego, co stwarza problemy studentowi."

Stary, zdecyduj się, jak jest w końcu na tych studiach...

Później pisze:

„Nauczycielu! Wystawiasz ocenę niedostateczną, a może przyznajesz mniej punktów, niż maksimum? Uzasadnij, dlaczego?”.

A niby dlaczego ma nie uzasadniać? Zrobiłem coś źle, chcę wiedzieć co, by później nie robić tego błędu. Uzasadnianie nie uwłacza w żaden sposób nauczycielowi, ani nie zmniejsza jego autorytetu, a nawet wręcz przeciwnie

Jeszcze jeden śmieszny cytat:

"Po co ma się ktoś męczyć, starać się zrozumieć, rozwiązywać zadania (zamiast dyskoteki), skoro może wymagać: „nie rozumiem, bo mi tego dobrze nie wytłumaczono!”?"

oję się pomyśleć co by powiedział wicedyrektor, który mnie uczy, gdybym go poczęstował takim tekstem. Raz w 3 klasie robił nam sprawdzian co tydzień z zagadniena z pierwszej klasy i robił go do skutku póki wszyscy się nie nauczyli, czyli jakieś 3 razy... I jakoś go to nie obchodziło że dawno tego nie mieliśmy, czy tego mogło nie być. Powiedział że to jest w programie i to mamy umieć, nie było dyskusji...

Autor napisał:

"Uczeń szkoły średniej ma potem o rok mniej czasu na przygotowanie się do matury"

Człowieku, nie znasz reali polskiej szkoły... Przecież wszyscy i tak się uczą nie wcześniej niż pół roku przed maturą...

"Jest przyzwyczajony, że to czy on rozumie, czy też nie, jest problemem innych - tych, którzy go uczą."

Czytając te słowa buchnąłem śmiechem... I zapytałem sam siebie, o czym piszesz? Moich nauczycieli nie obchodzi, czy ja rozumiem czy nie... Ja mam "tylko" umieć...

Cały czas zestawiasz studia i szkoły ponadgimnazjalne... Po co? Studia to studia, a szkoły średnie to szkoły średnie...
Piszesz też że człowiek jest nieprzygotowany na stres, trudne sytuacje itp. A ja twierdze że (moja) szkoła mnie do tego przygotowuje. Świadczy o tym fakt, że w 1 klasie było 35 uczniów, a w 4 jest 20... albo się dostosowałeś, albo odpadłeś...

Piszesz, że pozycja ucznia jest uprzywilejowana? Zgadzam się, nawet jest taki urząd (?) jak rzecznik praw ucznia...
Sytuacja z mojej szkoły:

Lekcja historii (historyk - rzecznik praw ucznia)

Uczeń: Ale panie profesorze tak nie można! To się nie zgadza ze statutem szkoły!
Historyk: Jak ci nie pasuje, to zgłoś to do rzecznika praw ucznia

***

To mój pierwszy komentarz... więc wyszedł trochę chaotyczny... Pozdro dla autora artykułu. :D

Po przeczytaniu tego „artykułu” przed oczami wykreował mi się obraz autora jako zgorzkniałego starszego pana. Zapewne bezdzietnego starszego pana, który obraz polskiej szkoły zna tylko z telewizji.
Nie do końca mogę się zgodzić z tym, że polska szkoła jest „bezstresowa”. Owszem, zachowanie uczniów i ich stosunek do nauczycieli na przełomie ostatnich lat bardzo się zmieniły. Więc przymiotnikiem „bezstresowy” można określić raczej wychowanie, nie szkołę.

Autor nie podał niestety konkretnymi przykładami swoich bezsensownych argumentów, albo zabrakło mu wyobraźni albo wiedzy.

Autor napisał: „Po 9 latach nauki (szkoła podstawowa i gimnazjum), przeciętny uczeń umie o wiele mniej, niż dawniej umiał uczeń po ukończeniu 8-letniej szkoły podstawowej.”
Zapewne dlatego, moja babcia o znacznie bardziej rozszerzonej wiedzy książkowej po skończonej podstawówce, komentuje moją naukę w taki sposób: -„A czego ty tam się uczysz w tej szkole? Dodawania?” lub –„Ja miałam takie problemy z ułamkami”.
Ja teraz tylko mogę sobie pomarzyć, żeby mieć problemy z ułamkami i z niczym więcej.
Tak, wiem, że autor miał na myśli szkołę podstawową o troszkę wyższym poziomie, niż ta do której uczęszczała moja teraz 90 letnia babcia.
Nie będę się upierać, że gimnazjum to bardzo dobry pomysł, bo niestety takim nie jest. Prawda jest taka, ze nauczyciele chcą przekazać wtedy uczniom znacznie więcej wiedzy niż uczniowie maja ochotę sobie przyswoić. Ja sama wspominam okres gimnazjum jako czas dobrej zabawy zupełnie pozbawiony nauki.

Jednak nie mogę się zgodzić, że „świeżo upieczonego studenta trzeba przez pierwszy semestr studiów uczyć tego, co powinien znać po szkole średniej”. Szkoła średnia wpaja nam wiedzę ogólną, nie przyswajamy w niej tego co będzie nam potrzebne na studiach. Nie wydaje mi się, żeby uczeń politologii potrzebował tych wiadomości których się uczył w LO na fizyce, chemii i biologii. Nie wydaje mi się, że potrzebna mi będzie wiedza o kosmosie i geografii na pielęgniarstwie.

„Dawniej szkoła uczyła mniej więcej tego, co wymagały wyższe uczelnie”- musiałabym tutaj przytoczyć jeszcze raz przykład o babci. Ale zapytam: dawniej czyli kiedy? Moja 14 lat starsza siostra zaglądając przypadkiem do moich podręczników zastanawia się, po co potrzebne są mi te wiadomości. Po to by ich nauka zabrała mi czas na naukę do matury? Od niej, jak twierdzi wymagano niecała połowę tego, czego ode mnie wymagają teraz.

„Na wyższej uczelni nikt nie zapyta, czy wszyscy rozumieją, nie będzie powtarzał kilkakrotnie tego, co stwarza problemy studentowi.”- zrozumiałam, ze w szkole średniej pytają czy rozumiem i tłumaczą przynajmniej parę razy. A tak nie jest, nauczyciel wytłumaczy raz, jeśli nie zrozumiałam mam od tego książki, Internet i tysiące innych źródeł. Nikt nie pyta mnie, czy może nie rozumie z winy nauczyciela, choć tak niejednokrotnie się zdarza (bo niezwykle często nauczycielem nie jest ten kto się do tego nadaje, tylko ten który trafił na to stanowisko przypadkiem). Nikt nie pyta czy wstawić ocenę niedostateczną, czy może nauczę się na następny tydzień- jak zrozumiałam pańska wypowiedz. Niestety nie mam praw do dyskusji. Nie mogę powiedzieć, iż nie rozumiem z winy nauczyciela, bo zaraz tysiące innych głosów nauczycielskich wykrzyczą mi w twarz, że do LO trafiają tylko inteligentni ludzi a skoro mam problemy z rozumieniem, mogę z powodzeniem przenieść się do zawodówki.
A na dyskoteki, o których pan mówił, nie mam zupełnie czasu. W ostatniej klasie szkoły średniej mam problem by uporać się z nauką na codzienne przedmioty, a co dopiero znaleźć czas na naukę do matury. Więc gdzie tutaj zmieścić dyskotekę. A potem przychodzi dyrektor z pretensją, ze wyniki matury próbnej były niezadowalające i nawet nie przychodzi mu do głowy, że my po prostu nie mamy się kiedy do niej uczyć, z góry stoi z założeniem , że nam się po prostu nie chce.

Podejrzewam, ze szkoła o której pan pisze, przyśniła się panu!

hm, do różnych szkół ludzie chodzą, różne studia kończą. Fakt, że niektórzy po skończeniu jakichś wiejskich gimnazjów czy liceów idą na studia i nadal się uczą...na pamięć! No racja, są rzeczy, które trzeba wykuć, ale nie wszystko! Ktoś taki przyzwyczajony do zakuwania, bo go nauczyciel nie oświecił, że są inne metody uczenia się, niezbyt rozwinął zdolność szeroko pojętego myślenia i na studiach kontynuuje bezsens swojej edukacji. Potem nawet dostanie ten dyplom magistra i co z tego?zero umiejętności..w ogóle ten system na studiach, który umożliwia liczbie 90% studentów balangowanie przez większość roku a później przed sesją ogarnianie materiału w trybie ekspresowym obrazuje skuteczność polskiego szkolnictwa wyższego. Jak pisał autor może i dawniej więcej się uczyli w szkołach. Ale to dziś mamy szeroki dostęp do internetu i innych mediów, samemu można dojść do przekonania, że coś się robi nie tak i to zmienić..to w sumie przypomina coś w rodzaju naturalnej selekcji-mądrzejsi, sprytniejsi osiągają więcej..reszta pozostaje w tyle

Świetny tekst, sama prawda, szczególnie zakończenie o studiach i życiu.

Punkty dla autora artykułu: 50

A myślałem, że tylko ja jeden to wszystko zdołałem wypatrzeć. Jakież to było egoistyczne stwierdzenie. Kamień spada mi z serca :)

Punkty dla autora artykułu: 1000
  contra,  14/03/2009

zmiany w szkolnictwie polskim,oczywiscie na znacznie gorsze pod kazdym wzgledem,tak zasobu wieddzy,doboru lektur,oraz materialu nauczania,byly METODYCZNE I PROGRAMOWE,w celu ugruntowania programowego dyletanctwa i ignoranctwa wsrod dzieci i mlodziezy,bo tymi jest najlatwiej manipulowac.To dowod sterowania i celowej manipulacji rzadu,aby spowodowac poglebienie modelu konsumpcyjnego spoleczenstwa,brak kreatywnego myslenia i bezszmerowego spelniania wszystkich regul,w jakich przyszlo nam zyc.Latwiej i sukcesywniej steruje sie narodem nieoswieconym i krotko mowiac glupim,dla ktorego jedyna,najwazniejsza rzecza jest zdobywanie dobr materialnych i pieniadza,jako celu samego w sobie.Nawet malpke mozna nauczyc liczyc pieniadze,pewnie pokusilaby sie nawet o ich wydanie,na jakis prymitywny cel.Czesto porownuje zasoby programow szkolnych moich czasow,czasow mojej corki z obecnymi.Tak sie sklada,ze mam okazje pracy z mlodzieza i jestem ich stanem ignorancji przerazona.Dla nie obecna matura jest po prostu zartem,czesto ja okreslam mianem 'matury dla debili'.Takie bedzie przyszle spoleczenstwo,jesli po drodze nas nie spotka jakis 'koniec swiata' - bezduszne,nastawione konsumpcyjnie,egoistyczne o postawie STS - 'service - to - self'.Wszelkie intelektualne dysputy odejda w cien zapomnienia,ludzie przestana myslec,gdyz sprzeda im sie wszystkie dogmaty swiata,ktore uwalnaja od powszechnego myslenia.To pr<zerazajaca wizja,wiem,ale takie mamy spoleczenstwo,jakie wychowamy jednostki.To zalezy w duzej mierze od szkolnictwa.Jesli brak jest podstaw,trudno rozwijac w sobie Einsteina.Obserwuje takze kadry-sa w stanie totalnej niewiedzy i czasamizdarza sie,ze student,lub uczen przewyzsza 'mistrza' na tym etapie wiedzy a zatem zdarzaja sie jednostki wybijajace,myslace i wyciagajace wnioski,ale to doprawdy rzadkosc.Niestety,kiedys mozliwosc studiowania byla dla wybrancow losu,czyli dla prawdziwych jednostek stworzonych do tego celu.Dzis,nawet ostatni matol ma 'mgr',bo tatulo i mamula mieli kase i zaplacili nieukowi prywatne studia.Potem tacy ida do rzadu,prowadza kampanie,bo takze maja kase a potem ten kraj wlasnie tak wyglada,jakim jest obecnie.To prosty mechanizm.Rosna nam kolejne pokolenia debili,w dodatku preznych i mlodych,wychowanych w dobrobycie,'wypasionych'.niedlugo zaczna nami rzadzic!

Punkty dla autora artykułu: 100

Zgadzam się, wprowadzenie gimnazjum to idiotyzm. Poziom jest dużo niższy, ale mniejsza o naukę. Coś niedobrego dzieje się z dziećmi w gimnazjum, po 8 latach podstawówki nie było takiego "debilizmu". A mówienie , że w liceum jest tak a na studiach tak też nie jest do końca sensowne. Każdy z etapów edukacji jest inny, może od razu dla dzieci w klasach 1-3 wprowadźmy zasadę: nie umiesz - twój problem...? Nie róbmy z 16-latka osoby, która ma się zachowywać jak dwudziestokilkuletni człowiek. Życie jeszcze da mu w kość, dlatego przygotowanie do dorosłości - ok, ale niech będzie to nakierowanie na odpowiednią drogę, a nie wrzucenie na głęboką wodę.

Ale nauczycieli jakich jest coraz mniej. Zamiast tego rozgrywa się walka uczeń-nauczyciel

Rzeczywiście, to uczniowie są winni, iż poziom wiedzy spada, gdyż są leniwymi ludźmi.

  Suki,  30/04/2009

Pani Aleksandro, to bardzo daleko idące spłycenie tematu. Problem jest skomplikowany, ale uczniowie to "plastyczny" i delikatny materiał i dorośli są odpowiedzialni, aby go umiejętnie formować.

Przykro mi to stwierdzic ale to co zostalo tu napisane to stek bzdur. Mam powazne watpliwosci czy osoba piszaca ten artykul miala jakikolwiek kontakt ze studiami a nawet w.w. liceum. Wlasnie po to sa nauczyciele i wykladowcy aby wytlumaczyc dane zagadnienie a nie jedynie wylozyc wiedze i "robta co chceta" Na tym opiera sie nowoczesne szkolnictwo aby zadawac wiele pytan jesli sie czegos nie rozumie i uzyskiwac na nie odpowiedzi.

Witam, nie wiem jak reszta ale ja jeśli sam czegoś nie zrozumiałem to nikt mi tego nie wytłumaczył. Mi się wydaje że, problem leży w tym iż uczniom zależy o wiele bardziej na ocenach które dają akceptacje rodziców niż na wiedzy... a potem na maturze się okazuje że oceny to nie wszystko. Nie będę tu wspominał ilu miałem znajomych którzy oceny mieli świetne a egz gimnazjalny czy też matura była kiepska w ich wykonaniu. Zgadzam się z autorem tego artykułu całkowicie. Choć ja już miałem w technikum przedsmak studiów gdyż uczył mnie wykładowca z AGH. I nie było łatwo muszę przyznać. Całkowicie inny sposób nauki. I moim zdaniem każdy nauczyciel powinien być sprawdzany przez jakaś niezależną komisję pod względem zdrowia psychicznego, niektórzy nauczyciele to się bardziej nadają do cyrku niż do szkoły! Ludziom brakuje myślenia typu: "Jeśli się do czegoś nadaję, to się za to nie biorę." Było by wtedy o wiele lepiej w szkołach. Być może dlatego tak napisałem że w mojej szkole średniej było kilku nauczycieli którzy się całkowicie nie nadawali do swojej pracy. Może w innych szkołach jest lepiej... Pozdrawiam;)

Na pewno Polski system szkolnictwa nie jest doskonaly. Wprowadzenie gimnazjow na takich zasadach jakich sa aktualnie bylo najwieksza porazka.

Polskie szkolnictwo mozna by upodobnic w jakis sposob do niemieckiego gdzie:

jest trojstopnowy system nauczanie w ktorym jest

1. podstawowka
2. gimnazjum- szkola dla najlepszych uczniow
Hauptschule- szkola dla uczniow nie wyrozniajacych sie
realschule- szkola polaczona z zawodowka, dla uczniow z problemami wychowawczymi lub dla uczniow zagranicznych ktorzy nie radzili sobie w hauptschule.
3. szkola srednia

Mysle ze taki system szkolnictwa bylby lepszy w polskich warunkach.
Prawda tez jest ze niektorzy nauczyciele nie maja motywacji do nauki ale w tym przypadku nie jest to do rozwiazania.
Najgorsze dla ucznia jest przemoc w szkole (silniejsi pastwiacy sie nad slabszymi) to potrafi kazdego ucznia zniechecic do nauki poniewaz boi sie przychodzic do szkoly i zdobywac wiedze ktora jest potrzebna. A uczniowie ktorzy twierdza ze szkola truje zycie niech wiedza ze uczymy sie dla siebie nie dla innych i my ze zdobytej wiedzy bedziemy korzystac. Wiem o tym bo przezylem w swoim zyciu szkolnym wiele (2 krotne zamkniecie szkol i polaczenie szkoly zamknietej ze szkola dla trudnej mlodzierzy) nie bylo lekko ale udalo mi sie przetrwac te kilkanascie lat i jestem w miare normalnym czlowiekiem.

Dowcip mowi smutna prawde: "Zle dzieci bija w domu, Dobre w szkole"

Uczy się chemi organicznej, bo musi, uczy się o wojnie secesyjnej bo musi... gówno prawda... rozumiem, ze matematyka, polski i jezyk obcy oraz cos co poprostu człowieka interesuje musi byc, bo musi, nie mozna nie wiedziec nic... chyba nie mozna... (?) ale bez przesady. Świadomego wyboru, z możliwością poniesienia wszytskich konsekwencji, dokonujemy dopiero przy wyborze studiów. A wczesniej?? Kochani rodzice, drodzy nauczyciele, im wczesniej nauczycie Nas, młodych swiadomie wybierac tym lepiej dla Was. Nikt nie bedzie sie uczył tego czego poprostu nie lubi, a jesli bedzie sie uczył to na dlugo nie zapamięta... Dacie nam wybierać, nauczycie nas samodzielnosci. Wtedy każdy bedzie robił to co lubi i jak lubi z pelna swiadomoscia i konsekwencjami. Brawo dla autora arytkułu ;)

Problem polskiej oświaty leży w całym systemie rzutującym na szkolnictwo także, a wszystko tworzą ludzie o odpowiedniej świadomości jak widać po serii MO - z których niezadowoleni byli nauczyciele. Niskie płace dla nauczycieli powodują frustrację i poczucie, że ten ważny zawód jest piątym kołem u wozu... w totalitarnym systemie politycznym.Emerytury nauczycielskie 700 zl średnio to żenujący fakt z polskiej łączki. Szkola nie uczy samodzielnego myślenia? To nie jest akurat gwóżdż problemu polskiego szkolnictwa. W jakimś stopniu uczy.... Educare - oświecać jest rozumiane jako nabywanie wiedzy , zapełnianie umysłu .. a to jest połowa zadania, jakie przynależy do szkoły... Przygotowanie do życia wg wzorów narzucanych przez pedagogów, edukatorów religii, etyki jak widać nie jest efektywne....i tak się kręci ta karuzela.....

Tak naprawdę najwięcej uczy się nie od prowadzących, ale od innych studentów. To jak dobra jest uczelnia zależy od tego jacy ludzie tam studiują. Każdy zdaje to co mu każą, ale do nauczenia się czegoś więcej potrzeba chęci. A nie ma nic lepszego niż usłyszeć od kumpla o jakimś problemie itp. Prowadzący też są ważni, ale nie najważniejsi. Ważne jedynie, aby nie przekazywali błędnych informacji/rozwiązań:-)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 
Autor
REKLAMY GOOGLE
Artykuł
Dodatkowe informacje
O artykule w internecie



O EIOBA
Artykuły
Odkrywaj
Publikuj
Społeczność
Statystyki
Użytkownicy online: 274
Zarejestrowani: 20.412
Komentarze: 59.692
Artykuły: 11.098
EIOBA Świat

© 2005-2010 grupa EIOBA. Wrocław, Polska