Gdyby doszło do tak niewyobrażalnej sytuacji, niezwykle korzystnej pod względem zdrowia narodu, najprawdopodobniej nasz kochany kraj musiałby ogłosić bankructwo. Nie inaczej, mimo ciągłego głoszenia, że „Alkohol szkodzi zdrowiu”, a „Palenie zabija” z punktu widzenia budżetu państwa sytuacja, w której wszyscy piją i palą na potęgę jest o wiele bardziej korzystna niż stosowanie się do zasad zdrowego trybu życia. „Gdzie dowody?”, zapyta niedowierzając Kowalski. Oto i one – powszechnie jawne i dostępne dla wszystkich, na dodatek publikowane każdego roku: „Mały rocznik statystyczny” publikowany przez GUS – wystarczy zajrzeć. Wszystkie przytoczone dalej w tym artykule dane pochodzą właśnie z tego źródła (chyba, że zaznaczono inaczej). Aktualne wydanie rocznika jest dostępne pod adresem: http://www.stat.gov.pl/gus/45_737_PLK_HTML.htm
Zacznijmy więc od zadośćuczynienia wszystkim tym, którzy podkreślają wysokie koszty leczenia osób chorych w wyniku spożywania napojów alkoholowych oraz palenia tytoniu. Roczne wydatki budżetu państwa na ochronę zdrowia wynoszą wszak miliardy złotych (w 2007 roku było to 5,544 miliarda złotych – 2,2% ogółu wydatków (str. 435 rocznika)). Kwota wydaje się zawrotna (oczywiście obejmuje ona całość wydatków na ochronę zdrowia, a nie tylko koszty leczenia osób chorych z w/w powodów). Jednak nawet ta olbrzymia kwota blednie wobec miliardowych zysków.
Po pierwsze – akcyza – czyli podatek od towarów „luksusowych” takich jak alkohol, papierosy oraz paliwo. Wpływy z akcyzy w 2007 roku wyniosły 49,026 miliarda złotych, co stanowiło 20,7% wśród dochodów budżetu państwa (str. 428). Oczywiście znaczną część tej sumy generują opłaty związane z paliwami – co jest „korzystnie” odczuwalne dla budżetu gdy cena ropy na rynkach naftowych rośnie. Nie inaczej, przecież akcyza stanowi stały procent ceny paliwa. Zajmijmy się więc samymi używkami. W 2006 roku Polacy „spożyli” napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe za łączną sumę 43,048 miliarda złotych (str. 185). Oczywiście nie cała ta suma wpłynęła do budżetu. Tylko akcyza (kilkanaście procent dla alkoholu i kilkadziesiąt dla papierosów), podatek VAT (22%) oraz oczywiście pośrednio podatek dochodowy płacony przez firmy produkujące i obracające w/w towarami. Nie muszę chyba mówić, że firmom tym raczej nie grożą niskie zyski (chyba, że jak zasugerowałem w tytule, wszyscy przestaną pić i palić, co jest mało prawdopodobne). Produkcja alkoholu w Polsce ciągle rośnie (wyjątkiem są wina gronowe, ale to nie dziwi – poza tanimi odmianami dla smakoszy nie są specjalnie popularne). W 2006 roku wyprodukowano (str. 206 rocznika):
|
Piwo (powyżej 0,5% alk.)
|
33373 tysiące hektolitrów
|
|
Wino gronowe i wermut
|
1040 tysiące hektolitrów
|
|
Wódki, likiery itp. W przeliczeniu na 100% alk.
|
1024 tysiące hektolitrów
|
Dodatkowo firmy zajmujące się produkcją i handlem alkoholem i wyrobami tytoniowymi zatrudniają tysiące osób, które mogłyby nie znaleźć zrozumienia dla nagłej abstynencji narodu, która spowodowałaby znaczną redukcję zatrudnienia (pozostaje jeszcze przecież import).
Wobec powyższych kwot pozostaje nam podchodzić z dystansem do głoszonych powszechnie haseł prozdrowotnych – widocznie nie zawsze to co dobre dla jednostki jest jednocześnie dobre dla zbiorowości. Pamiętajmy o tym zawsze, zwłaszcza gdy usłyszymy o kolejnej akcji wymierzonej w palaczy – mimo iż sam nie jestem jednym z nich liczę na więcej zrozumienia dla tych, którzy poświęcają się, aby budować dobrobyt narodu.