Login lub e-mail Hasło   

Czego nauczyła mnie szkoła?

Wyniki 12 lat w szkolnej ławce...
Wyświetlenia: 34.458 Utworzony: 29/03/2009

- Szybkie przystosowywanie się do nowych warunków.

 Jak tego ważnego przedmiotu nauczano? Co 3 lata nowa szkoła, nowa miejscowość, nowa klasa i nauczyciele( uroki wsi:), w międzyczasie zmiany nauczycieli w środku roku( w gimnazjum czterech wychowawców przez 3 lata...), spadochroniarze itd. Bardzie ambitni nauczyciele potrafili wielokrotnie zmieniać swoje wymagania, metody nauczania i podejście do nas w zależności od nastroju...

-Organizacja czasu wolnego.

 Jako zdolna uczennica nudziłam się niezmiernie,więc nauczyłam się walczyć z nudą tak aby się nie wydało - przydatne w pracy:)

 Aby nie nudzić się na przerwach poświęcałam je na odrabianie lekcji i ewentualną naukę - perfekcyjna organizacja = maksymalny możliwy czas wolny po szkole.

-Radzenie sobie z trudnymi ludzmi- sztuka olewki i uniku.

 Spadochroniarze, szkolni terroryści, wredni nauczyciele itd - aby za mocno nie oberwać warto poznać techniki olewki i uniku, czyli w odpowiedniej chwili zniknąć z powierzchni ziemi. Przydatne w dorosłym życiu gdy szef szuka ofiary chętnej wykonania niewdzięcznej roboty...

-Wielka Improwizacja.

 Nie chodzi wcale o Mickiewicza, ale o trudną sztukę lania wody przy odpowiedzi na kompletnie obcy temat lub czytanie z pustej kartki wypracowania o którym się zapomniało, a polonistka sobie ubzdurała wyrwać mnie do odpowiedzi... Przydatne podczas dyskusji w towarzystwie, sesji na uczelni lub pracy gdy przełożony wymaga wiedzy w której są spore dziury,,,

-Czytanie i pisanie.

 Szkoda,że uczą tylko podstaw- czytasz nędzne 250słów/min i wystarcza, ale wzięłam się za siebie i już w gimnazjum 500słów na minutę nie było problemem i to bez płacenia komukolwiek- dobijało to nauczycieli typu: macie pół godziny na przeczytanie rozdziału...

 A co do pisania to z przymusu opanowałam nawet tajemną sztukę kaligrafii... Gdy trzeba było napisać usprawiedliwienie, zwolnienie itp - idealne pismo mojej mamy bywało przydatne, a i dla znajomych moje zdolności bywały bezcenne - teraz już nie potrzebuję tej zapomnianej sztuki i piszę tylko na kompie...

-Unikanie bezowocnego wysiłku.

 Byłam otyłym dzieciakiem, więc WF to był koszmar zaniżający mi średnią, więc załatwiłam sobie zwolnienie... W LO ćwiczyłam, bo nie oceniano wyników biegania tylko aktywność i chęci:)

 Nie warto uczyć się wszystkiego- np. geograficzka w gimnazjum wymagała obkucia ilości mieszkańców w 50 największych miastach świata i 50 z Polski - i na co to komu?! - dobra ściąga w takim wypadku nie jest zła...

 Jak podpadniesz nauczycielowi to mimo wiedzy na pięć i tak dostaniesz tróję więc masz jeden przedmiot mniej do nauki i bez zbędnego męczenia się masz tą tróję i nauczyciel jest uszczęśliwiony - przykre, ale prawdziwe...

 Zawsze warto przekalkulować czy opłaca się męczyć czy też nie i jak nie to szukam bocznego wyjścia - tego mnie uczono tyle lat i nadal się to przydaje...

-Kłamstwo na zawołanie...

 Nie lubię kłamać i twierdzę,że to nic dobrego, ale niestety... Większoś prac pisemnych zmusza do wygłaszania nie swoich opinii- za inwencję twórczą " po za kluczem"- szmata, za odpowiedź inną niż nauczyciel oczekuje - podobnie, tylko u nielicznych wolno było mieć swoje zdanie.

  Kłamstwo bywa realniejsze... Młodszy brat miał kolkę- nie spałam cały weekend, bo trzeba się nim opiekować - nauczyciel nie wierzy i do odpowiedzi - szmata. Następny raz "szczerze" przyznaję się do przeimprezowania weekendu - ok, siadaj...

 W domu też lepiej było ściemnić niż przyznać się do niektórych spraw ( oby mój mały nie musiał tego robić...)

 Jak człowiek zmyśli dobrą bajkę wszystko przejdzie gładko - prawda gorzej,więc wnioski oczywiste... Zrozumiałam to chyba,aż za szybko...

-Czytanie streszczeń.

Logiczne- czytasz książkę to rozumiesz ją po swojemu, czyli inaczej niż mówi święty "kulcz". Czytasz dobre streszczenie- wiesz dokładnie to co masz wiedzieć. Książki czyta się wyłącznie dla siebie- nie do szkoły! Ew dla nadgorliwych: książkę rok wcześniej( bez przymusu:), streszczenie przed zajęciami...

- Super technika: ZZZ(Z) !

Zakuj, zdaj, zapomnij ( dla starszych jeszcze zapij!). Jedyna technika pamięciowa jakiej uczy szkoła( chyba,że coś się zmieniło to przepraszam i gratuluję!)

-Pierwszy biznes.

 Nie masz siana- jesteś ofiarą i tyle! Nie zgadzając się na to zaczęłam zarabiać sprzedając swoje cenne umiejętność- lewe usprawiedliwienia, odrabianie prac domowych za lepiej dofinansowanych kolegów, nawet zdobycie i sprzedawanie ksero przyszłych sprawdzianów już z wpisanymi odpowiedziami... Teraz mi aż głupio, ale doświadczenia biznesowe pozostały...

 PS. nigdy nie wpadłam, a na pierwszego kompa zarobiłam - tak się uczy uczciwej pracy...

-Zdobywanie akceptacji otoczena.

 Trudna dla mnie umiejętność, ponieważ mimo,że się w domu praktycznie wcale nie uczyłam, lekcje odrabiałam na kolanie wyniki miałam bardzo dobre i łatwo dostawałam tytuł kujona,a to bardzo źle.

Więc próbowałam różnych sztuczek: specjalnie dostawać gorsze stopnie, nie zgłaszać się do odpowiedzi, itd - źle się z tym czułam i małe efekty...

Więc inaczej: podpowiadać, dawać spisywać - pomogło - byłam potrzebna,ale niestety nic więcej...

Dostosowanie - nie lubiłam mody, telenowel, muzyki pop, imprez, więc nawet nie miałam o czym z rówieśnikami rozmawiać- dostosowanie się do nich było niewykonalne...

I kiedy się poddałam, przestało mi zależeć to stał się cud - zaakceptowano mnie!!! Szkoda,że dopiero w liceum- tam po prostu praktycznie wszystcy byliśmy takimi odrzutkami z gimnazjum( bez obrazy...) Ale teraz wiem,że muszę być sobą i tylko sobą:)

-Dostosowanie się do odbiorcy wypowiedzi.

 Mimo braku jakichkolwiek wskazówek szybko załapałam w jaki sposób, w jakim tempie i jakim tonem oraz używając jakich słów osiągnę najlepsze rezyltaty wobec konkretnych osób... Ostatnio dowiedziałam się, że to się nazywa mądrze programowanie neurolingwistwczne czy jakoś tak...

-Czasem warto odegrać blondynkę.

 Z natury odpowiednio wyposażona we włosy koloru blond i niezły iloraz inteligencji nauczyłam się skutecznie odgrywać rolę "typowej blondynki".

-Życie nie jest uczciwe, sprawiedliwe ani proste i zdrowiej się z tym pogodzić.

 Do tego wniosku doszłam gdzieś w drugiej klasie podstawówki a reszta tylko to potwierdzała.

 

Czego jeszcze?

-Angielskiej gramatyki bez umiejętności mówienia.

-Pisania pod klucz i wyłączenia kreatywności przy omawianiu lektur

-Zapamiętywania setek zupełnie bezużytecznych informacji i skutecznego ich usuwania

-Pełen cykl mejozy i mitozy, oraz rozmnażania płazińców

-Ściągania trygonometrii i wszelkich wzorów których nie chciało mi się uczyć

-Z chemii pamiętam jak uzyskać etanol i nitroglicerynę, ale tylko na papierze, bo dośwadczeń żadnych nikt nam nie chciał pokazać i próbowaliśmy w domu...

-Z religii pamiętam księdza, z którym dało się rozmawiać naprawdę o wszystkim i kuria wysłała go na misje do kazachstanu,aby dalej nie mógł uczyć i mówić:"nie wiem" gdy nie orientował się w temacie  lub "to wybór waszego sumienia i rozumu" gdy poruszaliśmy sprawę prezerwatyw...

-Kiedy opłaca się siedzieć w ławce, kiedy iść na wagary a kiedy lepiej "zmajstrować" chorobę...

 

Czego nie udało się mnie nauczyć?

- Posłuszeństwa wobec urojonych autorytetów, chyba że ktoś na miano autorytetu zasłużył,ale i wtedy nie bezkrytycznie.

- Ślepego przestrzegania bezsensownych regulamniów i przepisów.

- Zaniku samodzielnego myślenia, chociaż tak bardzo się starali.

- Jakimś cudem nie dotarło do mnie,że czytanie jest męką której należy unikać.

- Działania zawsze według narzuconych schematów, mimo że często miałam przez to kłopoty.

- Nadal istnieje dla mnie ta pączka, pyra, szneka i bimba:)

- Nadal nie dotarło do mnie że ciekawość świata jest tylko dla przedszkolaków.

- Ciągle nie wierzę że błędy są złe.

- Bezmyślnego zakuwania - no sory, mój mózg pracuje i to po swojemu!

- Braku inicjatywy i kreatywności, choć wiem że sporo mi zabrali...

 

I to by było na tyle jeśli chodzi o moje osiągnięcia szkolne - czyli mimo wszystko czegoś można się nauczyć, ale czy napewno o taką wiedzę chodziło? Czemu końcowa lista wymagała takiego wysiłku? I czemu jestem dumna z takiej porażki systemu? A może to tylko ja widziałam to w taki sposób? Może mam nieobiektywne spojrzenie na szkołę ( dopiero kilka lat minęło) ? Mogę opisać to tylko z mojego punktu widzenia...


Poleć artykuł:  Ustaw jako status na GGWrzuć na Wykop.plWrzuć na twitter.comOpublikuj na Facebook

Podobne artykuły





1. „Jako zdolna uczennica nudziłam się niezmiernie” - system równa do średniej. W klasie są osoby zdolne bardziej i mniej. Nauczyciel musi uczyc tak, aby każdy zrozumiał. Dla uzdolnionych są dodatkowe zajęcia (kółka), olimpiady itp.
2. „Aby nie nudzić się na przerwach poświęcałam je na odrabianie lekcji i ewentualną naukę” – Czy to znaczy, że przerwa jest zbędna? Uczeń na przerwie ma zjeść, i odpocząć psychicznie przed kolejną lekcją.
3. „Spadochroniarze, szkolni terroryści, wredni nauczyciele itd - aby za mocno nie oberwać warto poznać techniki olewki i uniku, czyli w odpowiedniej chwili zniknąć z powierzchni ziemi. Przydatne w dorosłym życiu gdy szef szuka ofiary chętnej wykonania niewdzięcznej roboty...” – bardzo malownicze, może jakieś przykłady? Konkrety? Poza tym Faktycznie: „olewki” i „uniki” to jest to, czego powinni uczyć się młodzi ludzie! Trochę rozumu Autorko.
4. „Wielka Improwizacja” – chętnie posłucham jak Pani improwizuje na temat: „cechy podzielności liczb pierwszych” – ot taki przykład z Eioby. Popada Pani w głupotę.
5. „Szkoda,że uczą tylko podstaw- czytasz nędzne 250słów/min i wystarcza, ale wzięłam się za siebie i już w gimnazjum 500słów na minutę nie było problemem i to bez płacenia komukolwiek- dobijało to nauczycieli typu: macie pół godziny na przeczytanie rozdziału...” – patrz punkt 1.
6. „Gdy trzeba było napisać usprawiedliwienie, zwolnienie itp.” - faktycznie, oszustwo to powód do dumy. Gratuluję.
7. „Byłam otyłym dzieciakiem” – no i wreszcie wiadomo skąd te wszystkie kompleksy. Brak akceptacji siebie przerzucono na atak wobec środowiska. Typowe.
8. „Byłam otyłym dzieciakiem, więc WF to był koszmar zaniżający mi średnią, więc załatwiłam sobie zwolnienie... W LO ćwiczyłam, bo nie oceniano wyników biegania tylko aktywność i chęci:)” – system uznaje, że zdrowy nastolatek lub dziecko, jest w stanie „wyrobić” określoną normę. Norma jest tak ustawiona, że jak jej ktoś nie wyrabia, to znaczy ,że ma deficyty rozwojowe (nie jest zdrowy) – stąd kompleksy patrz punkt 7.
9. „Jak podpadniesz nauczycielowi to mimo wiedzy na pięć i tak dostaniesz tróję więc masz jeden przedmiot mniej do nauki i bez zbędnego męczenia się masz tą tróję i nauczyciel jest uszczęśliwiony - przykre, ale prawdziwe...” – a cóż to za bełkot? Dlaczego jeden przedmiot mniej? Według Autorki za wiedzę na poziomie 3 dostanie się 1, więc dlaczego jeden przedmiot mniej do nauki? Tym bardziej trzeba się uczyć! Trochę logiki by się przydało, no ale jak się ze szkołą jest na bakier, to i z jej nauką także. Współczuję.
10. „Większoś prac pisemnych zmusza do wygłaszania nie swoich opinii- za inwencję twórczą " po za kluczem"- szmata, za odpowiedź inną niż nauczyciel oczekuje - podobnie, tylko u nielicznych wolno było mieć swoje zdanie.” - Nauczyciel uczy tego, czego uczy i tę wiedzę egzekfuje. Inwencję twórczą proszę zostawić na własne blogi, bo dojdziemy, że 2x2 =7, to też jest inwencja twórcza, hę? Nauczyciel ma to respektować?
Przyznam, że dalej artykułu nie czytałem, bo jasne jest, że nie jest to obiektywna wypowiedź, tylko wypociny sfrustrowanej swą otyłoscią, zakompleksionej nastolatki.
A może droga Autorko po prostu wybrałaś nieodpowiednią szkołę?

Przeczytałam Twoje komentarze i chcę za nie szczerze podziękować. Ciekawe wnioski, nie zgadzam się z większością,ale szanuję Twoje poglądy- dają naprawdę interesujące spojrzenie na artykuł.

2. To znaczy, że prace domowe są na takim poziomie, że wystarczy przerwa na ich odrobienie.
3. Autorka nie wspomina, że to źle, że się tego nauczyła.
4. Brak logiki. Przecież matematyka nie ma być przedmiotem improwizacji więc nie masz prawa jej oczekiwać. Określone umiejętności są przydatne w określonych sytuacjach. To, że umiesz gotować, nie znaczy, że będziesz gotował kamienie z sosem ze skarpet.
6. Tu chyba poszła mała ironia (autorki).
7. Ja też nie byłam zbyt szczupła i nie mam kompleksów ani problemów z samoakceptacją.
8. No otyłość to choroba więc o co chodzi? A co z uśrednianiem? Ona marnowała czas na lekcji podczas gdy matoły czytały jeden rozdział pół godziny. Niech na wuefie inni biegają wolniej? Poza tym ja zwolnienie z wuefu też miałam, bo moim zdaniem warunki na sali były skandaliczne i nie miałam ochoty się zabić o krzywe klepki podłogowe. W ogóle wuef nie powinien się liczyć do średniej. Jak wiadomo średnią liczy się biorąc pod uwagę takie same elementy. Nie liczy się średniej sumując ilość parówek i much, bo co będzie wynikiem? Ocena z wuefu jest za sprawność, nie za wiedzę w przeciwieństwie do innych ocen.
9. Chyba taka zależność wynika z twojego myślenia nie z myślenia autorki. Nie napisała, że dostajesz "dwie oceny w dół". 3 za wiedzę na poziomie 5 to nie do końca to samo.
10. Ty udajesz czy o drogę pytasz? To jest jasne, że chodzi o "co poeta miał na myśli" . Czemu wrzucasz, nie po raz pierwszy, przedmioty ścisłe i humanistyczne do jednego worka. Wiadomo, że jak ktoś pisze 2x2=7 to nie umie. Co innego, jeśli inaczej interpretuje np. wiersz niż nauczyciel, chyba ma do tego prawo, i to już nie wchodzi w zakres wiedzy. Wymagać można znajomości założeń epoki, biografii autora, znajomości stylu itp. ale nie wykucia interpretacji na pamięć.

  Eart,  30/06/2009

mój imiennik a taki głupi, szkoła ma wychowywać a nie nauczać, wiedza książkowa nie jest w 90% do NICZEGO przydatna, teoretycznie ma ciekawić i pokazywać świat, szkoła jako organ daje jeszcze jedną lekcje tzw. koleżeństwo uczymy się obcować z ludźmi żyć we wspólnocie. jedyne przedmioty z sense m to wf < społeczeństwo to grubasy trzeba ich ruszać. I może informatyka chociaż jest ona na taki nikłym poziomie że pewnie niczego nie uczy. Ale teraz przydały by się łagry a nie szkoła, zero dyscypliny, poziom zerowy to obraz polskiej szkoły.

  dex1993,  09/01/2010

Po pierwsze chciałbym zauważyć, że jest Pan osobą bardzo ZUCHWAŁĄ. Krytykować innych każdy potrafi-to naprawdę nie świadczy o Pana inteligencji.
Po drugie założę się, że również Pana nazywano kujonem i tego typu "przyjemnymi" przezwiskami, dojrzał Pan i zaczyna się odgrażać-niestety na osobach Bogu ducha winnych.
Po trzecie - Autorka sama mówiła w artykule, że może być nieobiektywna, więc niech jej Pan tego nie wypomina.
Po czwarte system jest rzeczywiście niedoskonały, jak wszystko-nie ma ideałów. Autorka chciała o tym wspomnieć-skoro uważa Pan inaczej to nie nauczył się pan właściwie oceniać sytuacji.
Po piąte zbyteczna ironia w pańskim wydaniu nie świadczy o wysokim ilorazie inteligencji, tylko brakach w wychowaniu. (biorąc z Pana przykład, ślę pozdrowienia dla Pańskich rodziców)
Po szóste, kończąc swoją wypowiedź, chce zauważyć, że również Pan dokonuje błędów- i to tak prostych jak pisownia słowa "egzekWować" - napisał Pan "egzekFować".

Tak sobie wzorowo radzi zdolny, samodzielnie myślący uczeń / -ica / i jeszcze innym pomoże. To super! Celujący od belfra za świetny art! Miałem więcej problemów, ale jak bym spotkał taką koleżankę, łatwiej by mi było.

  sci,  29/03/2009

Zgadzam się z powyższymi komentarzami, ale autorka ma racje.
Szkoła właściwie nic nie daje, informacje nie przydadzą nam się w życiu, a potrzebnych musimy się uczyć na własną rękę. Chodzimy tam tylko po papierek ew. podstawowe informacje. Przez to wszystko szkoła staje się męczarnią.
Program powinien być elastyczny, zawierający podstawowe i przydatne rzeczy z przedmiotów, a resztę programu powinni dobierać sobie indywidualnie uczniowie.

Jeżeli nawet szkoła Pana/Panią nic nie nauczyła, to przynajmniej pokazała czego w życiu szukać (lub czego unikać) zatem czegoś jednak nauczyła. A poza tym ciekawym, kto nauczył Pana/ Panią pisać i czytać? Ja tam szkoły sobie chwalę nauczyłem się tam tego, co robię obecnie i z czego mam chleb i co daje mi radość, więc proszę nie wyrokować tak kategorycznie, ze nic tam się nie mozna nauczyć, bo to nie prawda. Przypomina mi się przysłowie: "kto chce, to i u złego nauczyciela się nauczy, a kto nie chce, temu i mędrzec nie pomoże" W mocy pozostaje moje stwierdzenie: może źle wybraliście szkoły?

  sci,  29/03/2009

Zły wybór? Nie, był to przemyślany wybór.
Ma pan racje, dowiadujemy się podstawowych informacji, ale to zaledwie część materiału.
Co jest bardziej przydatne dla kogoś kto planuje iść na studia o kierunku humanistycznym, dodatkowe lekcje hist, wosu, polskiego, ang czy fiz, chem, mat (częściowo)? Są przedmioty przydatne, gdzie przydać może część materiału (Po, wos, biologia, geografia) ale to tylko część i moim zdaniem uczenie się czegoś (ZZZ) nam nieprzydatnego jest bezsensu.

"A kto nie chce.." - Cały czas mam na myśli LO, niektórzy nauczyciele myślą, że ich przedmioty są jedyne i najważniejsze, dodając do tego ogrom materiału ze wszystkiego robi się jeden wielki..
A większość materiału, tym bardziej tego która nas nie interesuje ucieka pod koniec szkoły.

No cóż, zgodzę się, że programy nauczania są przeładowane nadmiarem wiadomosci ale:
1. Jak sama nazwa pokazuje liceum jest ogólnokształcące - uczy wszystkiego, a zarazem niczego. (ja kończyłem technikum, bo miałem to szczęscie, że od razu po podstawówce wiedziałem, kim chcę być i co robić w życiu). W klasie jest ok. 30 osób, nie da się dogodzic wszystkim. Ale dopiero po skończeniu liceum wie Pan/ Pani co jest interesujące, a co zbędne (dla Pana/Pani). Nie da sie dopasować programów nauczania do każdego ucznia indywidualnie - to nie jest mozliwe. Nauczanie zbiorowe zawsze jest uśrednieniem i pewnym kompromisem. Zainteresowania mozna rozwijać we własnym zakresie i kontynuować na studiach.
2. Człowiek wykształcony powinien posiadać zasób wiedzy ogólnej, nie tylko takiej, która jest mu potrzebna, ale również takiej "mało ciekawej" aby mógł lepiej odnaleźć się w róznych życiowych i społeczno-towarzyskich sytuacjach.
3. Nie muszę chyba Panu/Pani wyjaśniać zasady działania systemu szkolnictwa, a w szczególności zasad oceniania i promowania uczniów. Jak coś jest mało interesujące i nie wiążę z tym przyszłości, to nie uczę się tego
"na maxa" tylko na trójkę (teraz jest nawet dwójka), a skupiam się na tym co mi odpowiada.
4. szkoła nigdy nie aspirowała do tego, aby nauczyć młodego człowieka wszystkiego. Uczy podstaw i pokazuje dalsze kierunki. Wybór nalezy do nas.

  maciekr,  30/03/2009

"2. Człowiek wykształcony powinien posiadać zasób wiedzy ogólnej, nie tylko takiej, która jest mu potrzebna, ale również takiej "mało ciekawej" aby mógł lepiej odnaleźć się w róznych życiowych i społeczno-towarzyskich sytuacjach."

Kocham ten argument. Tak prawdziwy, i fałszywy zarazem... Kiedy go słyszę w moim otoczeniu (IT), pytam: "Kiedy ostatnio rozmawiałeś z kimś o rozmnażaniu drożdży czy replikacji RNA?" Zawsze odpowiada mi milczenie...

Prawda jest taka, że dodawanie, odejmowanie, pisanie i czytanie powinny być wymagane na wejściu do podstawówki... Podstawówka powinna uczyć wszystkiego, gimnazjum też (choć powinno być już profilowane), zaś liceum pokazywać nam od strony praktycznej, o czym teorii będziemy się uczyć na studiach - human całkowicie beż matmy czy fizyki, mat-inf bez historii czy WOSu. Ciężko mi zliczyć czas jaki w sumie zmarnowałem w szkole, a większość sztuki, jaką latami szlifowałem na praktycznie każdym przedmiocie - to jak nic nie robić, żebym wyglądał na bardzo pochłoniętego zajęciami :

Nasze szkolnictwo nie wymaga zmian, a kompletnego 'restartu'. Dziś po 12 latach nauki nie umiesz nic, a po 17 nadal nie masz doświadczenia. Nie wiele jest krajów tak zrąbanych :/

  maciekr,  30/03/2009

Niewiele oczywiście :P
Tego mnie akurat nauczyli :D

maciekr, Niestety nie wszyscy wiedzą co chcą robić juz od najmłodszych lat. Młody człowiek ma różne pomysły na życie. Czasem zmina je dosyć często. Zamknięcie młodego człowieka w szkole profilowanej już od młodych lat, to pomyłka. Jeżeli uczeń zechce zmienić zapatrywania co do swej przyszłości, to będzie musał zmienić szkołę? W mieście (dużym) jest to jeszcze mozliwe, ale na wsi? To nierealne profilować już w gimnazjum. Licea w sensie "ogólniaki" powinny zniknąć, bo to faktycznie niepotrzebne rozdrabnianie. Choć i na tym etapie zdarzają się tacy, co nie wiedzą, co chcą robić w życiu. Powtarzam po raz kolejny: Trzeba uważniej wybierać szkoły (te pogimnazjalne) dla zadecydowanych są technika.

No cóż, ja tam wśród swoich znajomych z branży IT mogę porozmawiać zarówno o historii, jak i o podzielności liczb pierwszych więc to żaden argument :)

  ulmed,  30/03/2009

Jestem za tym, by szkoła przestała być przymusowa. Jestem za tym, by była płatna. Uczyć się powinni ci którzy chcą się uczyć, a ci co wagarują i nudzą się, do domu. Społeczeństwo płaci za 'utrzymanie miejsca w szkole' dla nich zupełnie bez sensu. Szkoda kasy.

Podpisuję się obiema rękami. Należy znieść obowiązek szkolny i to całkowicie. Nie szanuje się tego, co otrzymuje się za darmo lub nawet do czego jest się przymuszanym.

Gdyby nie była przymusowa to zapewne chodziła by nie liczna część społeczeństwa, które chodzi obecnie.. i wszystko by się posypało.

a co z ludzmi ktorzy nie mieli by pieniedzy a chcieliby sie uczyc ?
proponujesz powrot to sredniowiecza ?

Do średniowiecza nie wrócimy, bo się nie da. Dla zdolnych, lecz biednych są (powinny być) stypendia, państwowe i prywatne. Uczyć się można pracując - jako dorosły. Pomóc może rodzina. Kredyty (studenckie już istnieją) Jest naprawdę bardzo wiele mozliwosci finansowania. Fundacje, pracodawcy i ..."termin" czyli przyuczenie do zawodu. Nie każdy musi mieć maturę. Widać co się dzieje obecnie, matura i studia dostępne dla wszystkich, w efekcie mamy uczonych głąbów, którzy kończąc rózne szkoły nic nie potrafią.

nie ma obowiązku, jest tylko obowiązek wykazania się wiedzą, a jak zostanie zdobyta to już jest sprawa rodziców, potem trzeba to zdać czy jakoś inaczej się wykazać - kuratorium decyduje... powtarzam - nie ma obowiązku chodzenia do szkoły

yłam w szkole bardzo dawno temu i widze że nic się nie zmieniło, dalej ta sama męka, ja byłam raczejdobra uczennicą ale system wysiadywania po 45 minut w jednej pozycji to jest mord na mojej psychice do dzisiaj, no chyba że coś czytam w necie albo komentuję ;)

Otóz, to nie do końca prawda. Obowiązek szkolny istnieje i to do 18 roku zycia. W przeciwnym razie (jezeli szkoła zawiadomi policję) rodzice dostaną upomnienie, a nastepnie mandat. Inną sprawą jet, że szkoły (dyrekcja) tego nie robią.
Na nauczanie indywidualne trzeba mieć zgodę kuratorium.

"Pierwszy biznes.

- Nie masz siana- jesteś ofiarą i tyle! Nie zgadzając się na to zaczęłam zarabiać sprzedając swoje cenne umiejętność- lewe usprawiedliwienia, odrabianie prac domowych za lepiej dofinansowanych kolegów, nawet zdobycie i sprzedawanie ksero przyszłych sprawdzianów już z wpisanymi odpowiedziami... Teraz mi aż głupio, ale doświadczenia biznesowe pozostały...

PS. nigdy nie wpadłam, a na pierwszego kompa zarobiłam - tak się uczy uczciwej pracy..."

Autorka to zakompleksiona dziewczyna, ktora dla podbudowania samej siebie zdzierala kase ze swoich kolegow z klasy. W tej wypowiedzi nie ma nic co by wskazywalo na tak podkreslane przez autorke dostosowanie sie do sytuacji - skoro bylas outsiderem to sie tego nie nauczylas, albo jestes osoba aspoleczna wiec nie tobie to oceniac.
Zdzieralas kase z kolegow zamiast isc do uczciwej pracy - skoro bylas taka madra w szkole i po zajeciach mialas tyle czasu wolnego, moglas uczyc ludzi z nizszych klas, innych szkol, jednym slowem dawac korki - to jest uczciwa praca a to co robilas Ty to czysty wyzysk - CHYBA NIE ZA BARDZO CIE LUBILI, BYLAS OUTSIDEREM - NIE DZIWIE SIE, SAM BYM CIE OUTSIDE'OWAL W KLASIE.

"-Życie nie jest uczciwe, sprawiedliwe ani proste i zdrowiej się z tym pogodzić.

Do tego wniosku doszłam gdzieś w drugiej klasie podstawówki a reszta tylko to potwierdzała."

Jezeli sie z tym pogodzilas to jestes zwyklym sfrustrowanym szarakiem.
Zycie nie jest uczciwe, sprawiedliwe ani proste, ale mam to w dupie i staram sie je upraszczac, a o swoje walczyc.

"- Super technika: ZZZ(Z) !

Zakuj, zdaj, zapomnij ( dla starszych jeszcze zapij!). Jedyna technika pamięciowa jakiej uczy szkoła( chyba,że coś się zmieniło to przepraszam i gratuluję!)"

Nigdy nie kulem i nie zapominalem - nawet do matury sie nie uczylem (60% mata i 70% fiza) - uczyc sie trzeba ze zrozumieniem i dla siebie.

P.S.: Uwazasz sie za taka madra, jaka to zdolna bylas, jak sobie poradzilas, jakie to przemyslenia masz po 12 latach nauki, a nie wspomnialas nawet, czy mialas jakis kolegow, przyjaciol.
Pewnie ich nie mialas wiec szkola byla pieklem.

Z twojej wypowiedzi wnioskuje, ze nalezalas do tych zakompleksionych, ale jednoczesnie uwazajacych sie za lepszych:

wszyscy zli ja najlepsza, ale dlaczego to oni sa szczesliwi, przeciez sa glupsi, to niesprawiedliwe, ja im pokaze kiedys!

ŻAL.PL

Pod wieloma względami przyznaję Ci rację, tego co było cofnąć się nie da, ale wyciągnąć wnioski i wykorzystać doświadczenia to i owszem. Wbrew pozorom miałam i mam dobrych przyjaciół, a z kompleksami skutecznie walczę. Dziękuję za Twoją szczerą opinię.

  J.Sz.,  30/03/2009

O tym czego autorkę nauczyła szkoła widać najlepiej po dzisiejszych wyświetleniach artykułu. Rano ok. 8,30 było ich 300 a teraz ponad 12 000 i do wieczora pewnie przybędzie następne tyle.

wykopefekt

  lisc,  30/03/2009

uczymy się na błędach a szkoła nam w tym pomaga bo pójście tam to błąd

No właśnie. To potwierdza, że szkoła powinna być dla chętnych, a obowiązek szkolny należy znieść.

należy czy nie należy, i tak nie zostanie zniesiony

  Emilithu,  30/03/2009

NIE ZJEDZCIE TYLKO TEJ NASTOLATKI! :) Jak to się mówi, teoria nie jest już teorią jeśli znajdziesz w niej jakieś wyjątki. Fakt, faktem jest pewny że nasz system nie jest taki zły, jeśli chcesz się uczyć to uczysz , jeśli się ślizgasz to tez to robisz, jeśli cwaniaczysz to cwaniaczysz. Kiedy byłam duuużo młodsza lubiłam chodzić do szkoły nie powiem, czasami obsesyjna fascynacja światem powodowała że szkoła była dla mnie jedyną instytucją która teoretycznie mogła by mi odpowiedzieć na pytania. Jednak z czasem woalka cudowności jaką miałam przed oczami zniknęła i zobaczyłam prawdziwe oblicze tego co się dzieje w naszych szkołach. Sfrustrowani nauczyciele( oczywiście są wyjątki) odbębniają swoje i dostają psi grosz. Uczniowie, ogólnie ta zbieranina była dla mnie bandą oszołomów, nie powiem zabawnych, jednak oszołomów. Oczywiście ja również postanowiłam popłynąć z tą masą. To nie są źli ludzie tylko, tak naprawdę nie mieli przykładu, pewnych lekcji o samym życiu i zachowaniu, stosunku do drugiej osoby. Całą winę nie zrzucam bezpośrednio na szkołę, to również są rodzice media środowisko etc. Z jednej strony czuję się zawiedziona, z drugiej zadowolona. Czy mogło by być inaczej?

Po prostu świetny tekst!

Artykuł na 6. Gdybym mógł to bym dał + ale, że nie mogę to nie dam.
Zgadzam się z Tobą w 100%, szczególnie w tym fragmencie o autorytetach i przestrzeganiu regulaminu.
Pewnego razu mój nauczyciel w-f spytał mnie czemu zawsze muszę kombinować, nie robić tego co mi każą.
Ja: Bo ja jestem małym rewolucjonistą, trzeba w końcu obalić tą komune
wf: Komunę już dawno obalono
Ja:Może i komunę obalono ale komuna w ludziach została
Nie rozumiem tego czemu wszyscy mówią nam, że nauczyciel ma być dla nas autorytetem skoro na ten autorytet sobie nie zasłużył, jak mogę go szanować skoro on mnie nie szanuje.
Jedyne co mi się nie podoba to to, że bezczelnie zdzierałaś kasę z kolegów, ale jak to mawiają "każdy orze jak morze"

Chcę wszystkim podziękować za komentarze!
Nie spodziewałam się takiego zainteresowania moją edukacją:) Mam wspaniałą okazję dowiedzieć się wielu nowych rzeczy także na swój temat. Szczerze- napisałam ten tekst pod wpływem impulsu i skromnie rzecz ujmując- jestem z niego dumna;)
Dzięki temu artykułowi i Waszym cennym opinią widzę pewne sprawy z innej perspektywy...

  pokrec,  01/04/2009

Oo! Myslacy czlowiek! Ale heca, a myslalem, ze takie zjawisko moge poogladac tylko, jak kumpel do mnie wpada. Celne obserwacje z zycia. Gratuluje! I trzymaj tak dalej. Daleko zajedziesz, choc przed Toba jeszcze spory kawal drogi.

Tak czytam komentarze co poniektórych ludzi, którzy, jak to się mówi - "jeżdżą po autorce równo". Osoby krzyczące jaka to ona zakompleksiona jest, czy inne kontrargumenty sformułowane wręcz wulgarnie świadczą o poziomie tych osób. Nie będę wymieniać kto się wypowiadał w ten sposób, bo wystarczy przejrzeć komentarze.

Ja powiem jedno - to jest punkt widzenia autorki, Wy, ani ja jej nie znacie i się zastanawiam jakim prawem można oceniać (jeszcze w tak negatywny sposób), osobę, po kilku zdaniach z artykułu, który jest mocno ironiczny. Jeżeli działać w Wasz sposób, to skomentuję tak: "Widocznie [tu wpisz swój nick] Ty byłeś tym głupszym w klasie, który zbijał się z kujonów i musiałeś płacić za swoje lenistwo przynajmniej pieniędzmi za pracę domową. A pewnie wiele razy się oburzyłeś na kolegę/koleżankę bo Ci nie dała odpisać sprawdzianu. Toż to normalnie wszyscy mają Tobie pomagać i myśleć o Tobie bo Ty jesteś pępkiem świata..." - ale to tylko przykład...

Sporo ludzi jest bardzo niezadowolonych ze szkolnictwa i krytyka, jeszcze zarysowana w ten sposób - moim zdaniem jest bardzo dobra.

  pokrec,  05/04/2009

Celna uwaga. Widac, co robi instynkt stadny. Zabija myslenie. Czlowiek wychowany na czlonka stada przestanie samodzielnie myslec, owszem, "da sobie rade w zyciu", moze nawet zajdzie wysoko na drabinie "spolecznej" jako dyrektor w korporacji, czy polityk, ale tylko dzieki swojemu instynktowi stadnemu. Taki czlowiek NIGDY nie bedzie czlowiekiem wolnym. Ktos, kto byl wyszkolony na czlonka stada zawsze bedzie potrzebowal autorytetu (moralnego, a jakze), zeby nim kierowal. Czlonek stada bez przewodnika sie zgubi. Nie bedzie wiedzial, gdzie rosnie trawa, ktoredy do wodopoju, ani nawet nie bedzie wiedzial, kiedy drapieznik nadchodzi. Za to jak sie pojawi jakis "trend" - niewiele zastanawiajac sie - pobiegnie za stadem. Posluszny trybik - przezuwacz. Jako dyrektor w korporacji taki sie swietnie nadaje - male niebezpiezenstwo, ze wymysli cos oryginalnego i przyniesie to korporcji spore zyski (ale jego kolegom - dyrektorom obetnie po nodze od stolka, bo okaze sie, ze sa niepotrzebni). Stado zawsze stara sie ubic kazdego, kto odstaje od niego, bo nawet nie zdajac sobie sprawy, wypelniaja rozkaz przewodnika (autorytetu moralnego), ktorego pozycja jest zagrozona. Lilith123 bardzo celnie wypunktowala absurdy polskiej (i nie tylko) szkoly ksztalcacej czlonkow stada. Kazdy, kto krzyknie "krol jest nagi" w obliczu rozneglizowanego wladcy owo stado spacyfikuje.
Podobnie wyglada sytuacja w korporacji. Kiedys w takiej pracowalem i nie wytrzymalem dlugo. Co pol roku restrukturyzacja, przeksztalcenia, roszady, zmiany, zmiany, tylko robota, konkretna, czarna robota - nieodmiennie ta sama. Takie mieszanie herbaty bez cukru, zeby robic pozory, ze cukier zostal wsypany. A tymczasem dyrektorzy odchodza i przychodza, czesto po prostu korporacje "wymieniaja sie" skompromitowanymi dyrektorami, o ktorych ich zony moglyby powiedziec "moj maz jest z zawodu dyrektorem". A niech no szary pracownik sprobuje cokolwiek powiedziec o tej sytuacji! Od razu jest gaszony. A jak chodzi po korporacji i wyglada, jakby caly czas pukal sie w czolo i zadawal "glupie" pytania w stylu "dlaczego dwoch dyrektorow z pokojow sasiadujacych prez sciane z drzwiami w dodatku umawiaja sie na spotkanie poprzez sekretarki, goncow i woznych (na sam dol i potem z powrotem w gore po drabinie hierarchii), prywatnie po giodzinach bedac kumplami od kielicha?", to moze byc pewien, ze szybko podwyzki nie zobaczy.
Drapieznik zle sie czuje w stadzie, nawet na przewodnika stada sie nie nadaje. Lew chadza sam a stado to dla niego lodowka z zarciem. To osobnik, ktory ma odwage myslec sam i sam interpretowac fakty, jakie dostrzega. Jemu nie jest potrzebny felieton wstepny przewodnika w ulubionej przez stado gazecie, zeby wiedziec, co myslec o stadzie. Dla niego stado to po prostu jedzonko. I nic dziwnego, ze przewodnik stada wiesza psy po lwie...

Łukasz Brzyszkiewicz. Szanowny Panie, kto publicznie przedstawia swoje... przemyślenia, powinien być gotów na krytykę tychże i to wszystko "w temacie".
pokrec. Jeżeli komuś nie odpowiada życie w "stadzie", to nic nie stoi na przeszkodzie porzucic taki tryb życia i zostać np: pustelnikiem. W Bieszczadach znajdą się bezludne miejsca dobre do zamieszkania. Można zacząć wykonywać jakichś wolny zawód (artysta, architekt itp.), można w końcu zostać dziadem proszalnym i wedrować sobie po kraju (co ja mówię - po Europie nawet) wedle własnego upodobania. Niestety "jak się wlazło między wrony, trzeba krakać jak i one".

  pokrec,  05/04/2009

Ale ja sie miedzy wrony nie pchalem. I nie musze miedzy wronami robic. Mam wolny zawod i wlasna firme... A w Bieszczady sie (jeszcze) nie wybieram. I biada temu, kto bedzie mnie zmuszal do krakania. Jestem wolnym strzelcem, drapieznikiem, i konsekwentnie nazywam stadna glupote - glupota. Bo taka jest prawda.

Cieszę się że ludzie tacy jak Ty istnieją i dają motywację do bycia sobą - bardzo Ci dziękuję za komentarze!

Przyznaję Ci rację- <kto publicznie przedstawia swoje... przemyślenia, powinien być gotów na krytykę tychże i to wszystko "w temacie". > . Ja osobiście cieszę się z wszystkich komentarzy- także tych bardzo negatywnych - po pierwsze mam szansę dowiedzieć się czegoś nowego(co oczywiście nie znaczy koniecznie zgadzać się z daną opinią), a po drugie świadczy o tym że ktoś odważył się mieć swoje zdanie i swój punkt widzenia!
A co do stada- zgadzam się na 99% -osobiście nie czuję się wroną( no cóż- według mnie brzydkie ptaszyska...), wybrałam wolny zawód i publikuję moje przemyślenia, jeśli mam taką ochotę:)
A wrony mogę poobserwować tak z ciekawości...

Super, że można się wypowiedzieć o szkole. Bzdetnie jest, nudno, obleśnie smutno, chyba, że koleżanki i koledzy błysną dowcipem, a więc na przekur sytuacji staramy się wymyślać coś, co nam życie w szkole podhumorzy i nieraz robimy jaja np. księdzu zatknęliśmy karkę za wycieraczkę samochodu: Złamany pedal! Rzucił go kochanek! / jak to w małym miasteczku, każdy o każdym wszystko wie/.

lilith123, mam podobne przemyślenia do Twoich. Tak samo uważam że, w moim przypadku 8+4+5 lat 'edukacji' to czyste marnotrastwo czasu i energii. Robiłem wszystko zgodnie z maksymą Williama Ockham'a 'Na próżno robić więcej, jeśli można osiągnąć to samo robiąc mniej':)

Chociaż teraz, od jakiegoś czasu próbuję zrobić sobie sam uniwersytet, dzięki któremu mógbym się nauczyć czegoś więcej. Moje wysiłki można zobaczyć na www.oledzki.com

Gapiart

Bardzo dobre subiektywne odniesienie do szkoły. Autorka napisała jak ONA się czuła i dobrze, tak wyobcowane jest wiele dzieci a i poczucie zmarnowanego czasu i odmóżdżenia też daje się we znaki. Na konferencjach pedagogicznych czasem ironizuję, że przeżyłam szkołę tylko dzięki wagarom, inaczej padłabym z NUDY.Całe szczęście jest już alternatywa - można w Polsce legalnie spełniać obowiązek szkolny poza szkołą w Edukacji Domowej. Uczy się tak już 500 rodzin w Polsce. Miały dosyć systemowej papki. Bez obaw - dzieci bez 30 osobowej klasy również się dobrze socjalizują. Jest w internecie na ten temat sporo stron i wątków. Mój syn podróżował po Europie i Azji zamiast siedzieć w szkolnej ławce i w ten sposób zdobywał wiedzę. Co roku zdawał egzaminy zgodnie z zaleceniem ustawodawcy. Są rodziny wiejskie, miejskie, małe lub wielodzietne, gdzie rodzice wspaniale animują edukację swoich dzieci. Są też fajne szkoły społeczne i prywatne np. montessoriańskie www.usawickich.pl Całe szczęście jest coraz więcej alternatyw dla koszmarnych szkół publicznych. Pozdrawiam autorkę.

  feowe,  26/01/2010

nie będę się wypowiadać o autorce, bo jej nie znam i nie mogę jej oceniać. natomiast napisała świętą prawdę o polskim systemie szkolnictwa, poziomie nauczania etc, etc... sama jestem w 2 klasie liceum i z tego punktu widzenia mogę śmiało powiedzieć, że w naszym kraju oświata i to co składa się na jej otoczenie, a więc relacje uczeń-nauczyciel, jakość podręczników i metod nauczania (gdzie najwyżej cenioną jest przepisywanie podręcznika do zeszytu) oraz to wszystko o czym wspominałam zdanie wcześniej przedstawia się dość marnie, by nie określić tego jako żałosne. Inna sprawa, że jedyną stroną która wykazuje w szkolnictwie jakąkolwiek aktywność to ministerstwo, które z obłędem w oczach wymyśla coraz to nowsze wizje ulepszonej polskiej szkoły. Szkoda tylko, że nikomu to reformowanie nie wychodzi...

Ciekawe podejście do szkoły. Okazuje się jednak, że szkoła czegoś uczy, chociażby tego jak wygląda życie w dorosłym społeczeństwie. Indywidualizm to coś, co nie jest społecznie potrzebne. Może powodować anarchię. Dlatego dzieci już od małego należy uczyć odpowiedniego sposobu myślenia, lub niemyślenia. Świat powinien być pełen odtwórców i ubogi w twórców. Po prostu wtedy jest łatwiejszy do okiełznania.

Zgadzam się z autorką w całej rozciągłości - może miejscami pewne stwierdzenia rodzą oburzenie, co widać w kilku komentarzach, ale chyba nie obarczymy za to winą młodych ludzi, których stawia się pośrodku skostniałego systemu edukacji i ogranicza się ich ramami, które pozostają niezmienne od dziesięcioleci. Szkoła nie uczy umiejętności, tylko książkowej wiedzy, a wszelkie umiejętności nabyte w szkole to właśnie mniej więcej to, o czym jest tekst. Zgadzam się, że oszustwo (w postaci lewych zwolnień) czy inne tego typu numery są z moralnego punktu widzenia złe - ale jaką alternatywę daje szkoła? Alternatywę nikomu nie przydatnej wiedzy książkowej, wszędobylskiego ,,klucza", ograniczania kreatywności. W moim przypadku wiedza, której używam w praktyce zawiera się w czytaniu, pisaniu, liczeniu i figurach i bryłach. Cała reszta to kwestia otworzenia, w zależności od potrzeb, odpowiedniej książki lub strony www. Zmarnowane 12 lat - patrząc pod kątem ,,edukacyjnym", jednak w dużej mierze dobrze wykorzystane na naukę postaw i zachowań przydatnych w polskich realiach w dorosłym życiu. Głos oczywiście:)

Sądzę, że ten artykuł można potraktować trochę jak humoreskę, tekst kabaretowy uwypuklający pewne wady systemu, których, jak sądzę, wszyscy jesteśmy świadomi. Być może w pewnych miejscach jest grubo przerysowany, więc nie widzę powodu, by linczować autorkę za wyrażanie swoich przemyśleń w ten sposób. Ze swojej strony jestem wdzięczna za głębokie refleksje na temat szkolnictwa w Polsce, okraszone dużą dawką humoru.

Idealnie ^^ 13 lat mojej edukacji /skończyłam technikum/ wyrobiło u mnie dokładnie te same umiejętności. I już myślałam, że moja kreatywność i fantazja umarły. Na szczęście poszłam na studia. Może nie samo szkolnictwo wyższe obudziło te cechy u mnie na nowo, ale mieszkanie w akademiku- jak najbardziej :)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 
Autor
REKLAMY GOOGLE
Artykuł
Dodatkowe informacje
O artykule w internecie



O EIOBA
Artykuły
Odkrywaj
Publikuj
Społeczność
Statystyki
Użytkownicy online: 253
Zarejestrowani: 20.513
Komentarze: 60.143
Artykuły: 11.158
EIOBA Świat

© 2005-2010 grupa EIOBA. Wrocław, Polska