Login lub e-mail Hasło   

Tajemnice Istnienia, cz. 11

Część jedenasta – Samoobserwacja i samokontrola, czyli pierwsze kroki do świadomego istnienia. Panuje przekonanie, iż najlepiej i najskuteczniej uczymy się na własnych bł...
Wyświetlenia: 3.047 Zamieszczono 05/02/2007

Część jedenasta – Samoobserwacja i samokontrola, czyli pierwsze kroki do świadomego istnienia. 
 

Panuje przekonanie, iż najlepiej i najskuteczniej uczymy się na własnych błędach. Jest w tym dużo prawdy, ale tego typu nauka jakże często w nieuchronny sposób powiązana jest z bólem i ze łzami. Czy rzeczywiście, aby rozwijać się, musimy cierpieć, opanowując w ten sposób coraz to nowsze arkana przejawionego istnienia?

Spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie. Jak już wcześniej zaznaczyliśmy (patrz: część ósma cyklu „Tajemnice Istnienia”), bardzo ważnym krokiem w rozwoju samoświadomości jest dostrzeżenie automatyzmu naszego codziennego działania i związanego z nim samoczynnie przebiegającego procesu duchowego rozwoju. Uświadomienie sobie ograniczeń, generowanych przez nasz „zrobotyzowany” świat, budzi natychmiast pragnienie wyjścia poza  te bariery i wejścia w bardziej świadome tworzenie i doświadczanie tworzonej przez nas samych rzeczywistości.

Oczywistym jest, że aby przekroczyć jakiekolwiek ograniczenia, wcześniej trzeba dobrze je poznać.  Przyjrzyjmy się zatem typowym uwarunkowaniom naszego ziemskiego wcielenia. Już podczas porodu mają miejsce pierwsze traumatyczne przeżycia – dla rodzącego się dziecka następuje diametralna zmiana środowiska z bezpiecznego schronienia w organizmie matki na obce, zupełnie nieznane mu otoczenie. Do tego dochodzi przecięcie pępowiny i związana z tym zasadnicza zmiana sposobu oddychania – pierwszy wdech jest niezwykle trudny. Wraz z pierwszym oddechem uruchamia  się instynkt przetrwania i od tego momentu niemowlę zaczyna odróżniać praktycznie dwa stany: gdy jest mu dobrze (wówczas jest spokojne) i gdy jest mu źle (wtedy płacze) – tego też typu reakcje będą mieć miejsce również i w całym dalszym jego trójwymiarowym istnieniu.  

Na obecnym poziomie rozwoju ludzkości, człowiek w większości przypadków rozwija się  w całkowicie samoczynny sposób, charakteryzujący się unikaniem cierpienia i dążeniem do coraz to nowszych przyjemności –  mechanizm ten łatwo zauważyć, zarówno u dorosłego człowieka, jak i u małego dziecka. 

Dziecko rośnie szybko i jeszcze szybciej „wchłania” w siebie otaczającą je rzeczywistość, chcąc wszystko poznać i zrozumieć.  Warto podkreślić, iż właśnie w tym okresie tworzy się ta część „oprogramowania” człowieka, która ma zasadniczy wpływ na całe jego dalsze życie. Skąd pochodzą te tak znaczące, wbudowywane w umysłową konstrukcję dane?

Dziecko przejmuje je bezpośrednio od swoich rodziców, praktycznie bezkrytycznie wchłaniając w swoją psychiczną strukturę rodzinne wzorce, przekonania i poglądy,  akceptując je jako naturalne i oczywiste – widać tu, jak rodząc się w konkretnej rodzinie, „oczami” tej rodziny zaczyna ono postrzegać otaczający je świat.

W miarę upływu czasu, również i lokalne środowisko przekazuje dziecku reprezentowaną przez siebie cząstkę zbiorowego umysłu. Wyjście poza  rodzinne wpływy (przedszkole, szkoła, itp.) dostarcza mu nowych jakościowo treści, generując tym samym kolejne zmiany w dziecięcym aparacie postrzegania przejawiającej się wokół rzeczywistości.

Bardzo istotnym czynnikiem, znacząco kształtującym ludzkie schematy istnienia, są różnorodne środki masowego przekazu (głównie telewizja), a także wszelkie formy interaktywnej rozrywki – powszechne preferowanie w telewizji, również w programach dla dzieci, przemocy, agresji, siły, kultu pieniądza sprawiają, iż dziecko przejmuje brutalną wizję świata z telewizyjnego ekranu, uważając ją za jak najbardziej naturalną i normalną. W ten sposób kształtuje się psychofizyczna struktura młodego człowieka, potrafiąca aktywnie uczestniczyć w obecnej, pełnej brutalności rzeczywistości z podświadomą gotowością czynienia aktów przemocy. Paradoksalnie więc, powszechnie dziś dominujący komercjalizm codziennego istnienia, zamiast uprzyjemnić i ułatwić ludzką egzystencję, w prostej linii prowadzi do degeneracji młodego pokolenia z jednoczesnym utrwaleniem oraz pogłębieniem tych niekorzystnych zmian w zbiorowym, genetycznie uwarunkowanym umyśle.

Opuszczając rodzinny dom (szkoła, studia, praca itp.), młody człowiek przenosi się w nowe dla siebie otoczenie, w którym zaczyna podlegać oddziaływaniom innych, niż dotychczas, frakcji zbiorowego umysłu. W stosunkowo krótkim czasie adoptuje się w tych nowych realiach, próbując zająć w nich jak najbardziej dla siebie korzystną pozycję. W okresie tym chęć do poszerzania swojego życiowego terytorium narasta, potem pęd do nowych zdobyczy maleje i człowiek coraz bardziej odczuwa potrzebę stabilizacji, wyciszenia oraz podświadomej oceny dokonanych w swoim życiu osiągnięć.

W większości przypadków człowiek automatycznie porusza się po wyznaczonych przez jego otoczenie drogach. Co jest tego przyczyną?

Na pewno istotne jest to, iż nie kwestionuje on narzuconych mu praw, obowiązków, zakazów i nakazów, honorując w ten sposób obowiązujące schematy istnienia, uznawane autorytety oraz opiniotwórcze paradygmaty. Co jednak sprawia, iż prawa te w sposób tak niezwykle efektywny ujawniają się z całą mocą w życiu poszczególnych jednostek?

 

Dzieje się tak dlatego, ponieważ człowiek nie rozwija się w sposób świadomy, nie kontroluje dokonywanych postępów i nie wyznacza następnych do osiągnięcia rozwojowych celów, lecz w „uśpieniu” przechodzi przez znaczną część ziemskiego istnienia, boleśnie obijając się o kolejne efekty swojej ziemskiej twórczości, przemieszczając się w ten sposób po drodze samoczynnego rozwoju samoświadomości. 

Jak już wcześniej zaznaczyliśmy, we wczesnym dzieciństwie normy prawne przekazują nam nasi rodzice. Dowiadujemy się z nich, co nam wolno robić, a co nie, co jest dobre, a co złe. Wartościowanie to opiera się zarówno na znajomości i zrozumieniu przez naszych rodziców obowiązującego prawa, jak i na tradycji, a także na normach moralnych, obowiązujących w rodzinie oraz danym środowisku. Te pierwsze poznane przez nas zasady wartościowania otaczającej nas rzeczywistości praktycznie pozostają nam na całe dalsze życie, stanowiąc  sobą zasadniczy punkt odniesienia w przeprowadzanej analizie rozgrywających się wokół wydarzeń.

Przypomnijmy sobie, co powiedzieliśmy wcześniej na temat zbiorowego, genetycznie uwarunkowanego umysłu, a w szczególności na temat mechanizmu przekazywania powszechnie akceptowalnej wiedzy poszczególnym jednostkom, a jasnym stanie się fakt, iż to właśnie zbiorowy umysł, ze wszystkimi swoimi frakcjami, trzyma w ryzach i w stosunkowo sztywnych ramach rozwój samoświadomości człowieka. Zdobycze współczesnej cywilizacji, a w szczególności systemy prawne i religijne, są efektem twórczych wysiłków poszczególnych frakcji zbiorowego umysłu. Opracowywane na przestrzeni wieków normy i reguły porządkują nasze życie, ustawiając je w cywilizacyjnych ramach, zaś systemy wierzeń, zaspakajają potrzebę spojrzenia na życie z perspektywy wieczności. Bez ich walorów etycznych, moralnych, światopoglądowych bardzo trudno byłoby funkcjonować człowiekowi, poruszającemu się po ścieżce samoczynnego rozwoju samoświadomości. Religie, stanowiące w istocie bardzo ważną drogę rozwoju duchowości, dają wiarę, nadzieję oraz pocieszenie w pełnym trudów codziennym życiu, a także w istotny sposób uzupełniają naukę, nie będącą jeszcze w stanie odpowiedzieć na najbardziej egzystencjonalne pytania człowieka: np. „kim jestem ?”, „skąd przychodzę ?”, „dokąd zmierzam ?” Nauka i religia mają ze sobą więcej wspólnego, niż powszechnie jest to uznawane – jedna opiera się na teorii, zaś druga na wierze. W miarę upływu czasu teorie zmieniają się, przekształcając w ten sposób oblicze nauki – również i wiara ulega modyfikacjom, tym samym pozostawiając trwałe ślady na obliczu religii. Zarówno nauka, jak i religia w zasadniczych tematach bronią się przed zmianami, ulegając w ten sposób hamującym i stabilizującym własnościom zbiorowego umysłu. W efekcie prekursorzy nowego spojrzenia na życie często wyśmiewani są przez tzw. autorytety naukowe, zaś ich prace i poglądy określane są mianem „fantastyki”, nie mającej odzwierciedlenia w poznanej, zmierzonej, zważonej i nazwanej już rzeczywistości oraz w uznawanych teoriach, dotyczących „rzetelnej przecież” wiedzy. Podobnie jest i z  religiami – własności zbiorowego umysłu powodują, iż wyjście poza znane reguły, obowiązujące w danej wierze, narusza stabilność jej dotychczasowych struktur, co przeważnie spotyka się z oporem i niechęcią wyznawców danej religii, broniących nienaruszalności jej zasad.

Przyglądając się krótkiej historii naszej cywilizacji, wyraźnie widać, że nowe naukowe spojrzenie, po wielu często dramatycznych zderzeniach, w końcu toruje sobie drogę do powszechnej akceptacji, zostaje uznane, utrwala się, by w dalszej kolejności bronić swoich „racjonalnych” pozycji przed napierającymi, jeszcze nowszymi teoriami. Tak zawsze było, jest i jeszcze długo będzie. Cechą charakterystyczną życia jest zmiana. Bez zmiany życie praktycznie nie mogłoby istnieć. Wszystko, co istnieje, ma fazę wzrostu, stabilizacji i rozpadu. Gdy „nowe” nadchodzi, „stare” broni się (usiłując utrzymać w obowiązującym jeszcze społecznym porządku stabilizujące układ „ujemne sprzężenie zwrotne”), „nowe” w końcu wygrywa (zamieniając „ujemne sprzężenie zwrotne” na „dodatnie”), rośnie, stabilizuje się (znowu funkcjonuje „ujemne sprzężenie zwrotne”), w efekcie kostnieje i staje się „starym”, które znowu broni się przed wypierającym go właśnie „nowym” i przegrywa („dodatnie sprzężenie zwrotne”) itd. Proces ten dostrzec można wszędzie, począwszy od życia pojedynczej komórki, poprzez życie człowieka, istnienie wielkich cywilizacji, aktualność poglądów naukowych, aż do życia gwiazd, galaktyk i całego wszechświata, bo przecież „jak na górze, tak na dole”.

Podobne zjawisko, choć znacznie wolniej przebiegające, dostrzec można również i w religijnych wierzeniach. Aby to lepiej sobie uświadomić, zapoznajmy się z zamieszczonym poniżej przykładem.

W ciemnym labiryncie, w podziemnych jaskiniach żyła niegdyś duża grupa ludzi. Przebywając w ciemnościach, nie znali oni ciepła słońca, szumu drzew, powiewu wiatru. Jednak w bardzo starych podaniach ludowych posiadali odrobinę wiedzy, dotyczącej życia poza labiryntem na powierzchni ziemi. Nie mogąc odnaleźć drogi wyjścia z niezliczonej ilości podziemnych korytarzy, modlili się do Boga z prośbą o pomoc. Bóg wysłuchał ich w końcu i skierował do labiryntu swojego posłańca, który wcielił się pośród nich z misją niesienia pomocy zagubionym i bezradnym osobom. Wysłannik Boga zaczął nauczać ludzi, ukazując im, jak w praktyczny sposób mogą rozpocząć podróż do wyjścia z ciemności oraz dał im latarnię, aby łatwiej i szybciej mogli poruszać się na swojej powrotnej drodze. Nie wszystkim spodobały się jednak nauki Posłańca, zaś rządząca hierarchia dostrzegła w nich wręcz zagrożenie dla swojej jakże wygodnej pozycji – aby zapobiec znaczącym przemianom w życiu podziemnej społeczności, Posłańca oskarżono o zdradę, osądzono i skazano na śmierć. Po jego śmierci, co światlejsi uczniowie podjęli temat swojego Mistrza, zabrali latarnię i wyruszyli w drogę ku wyjściu z labiryntu. Początkowo posuwali się szybko, jak dzieci ciesząc się z uzyskiwanych postępów, lecz wkrótce zaczęli spierać się o to, kto z nich jest ważniejszy i kto z nich ma rację, interpretując słowa Nauczyciela. Nie mogąc dojść do porozumienia, część z nich oddzieliła się i poszła swoją drogą, a ci, którzy pozostali, aby uporządkować posiadaną wiedzę i ujednolicić możliwości jej rozumienia, wprowadzili do niej swoje poprawki i korekty, poprzez dogmaty określili zakres interpretacyjny tematu oraz poprzez nakazy i zakazy ustawili ramy poruszania się w tematyce, przekazanej pierwotnie przez Nauczyciela – w wyniku narzuconych przez siebie reguł i ograniczeń nie byli już w stanie dalej kontynuować powrotnej podróży, zatrzymali się więc, a otrzymaną od Nauczyciela latarnię zawiesili na ścianie, modląc się do niej, jako do wizerunku samego Boga. I w ten sposób przerwali swoją podróż i błagając o pomoc, dalej oczekują powrotu Mistrza wierząc, że ten powróci i jeszcze raz poprowadzi ich ku wyjściu z labiryntowej krainy ciemności.

Jak już wcześniej zaznaczyliśmy, domeną samoczynnego rozwoju samoświadomości jest unikanie cierpienia i dążenie do przyjemności – motywacje tego typu są głównym motorem napędowym ewolucyjnego przekształcania świadomości całych społeczeństw, które w podświadomy sposób dążą do swojego przetrwania w jak najprzyjemniejszych warunkach codziennego istnienia.  Takie podejście bardzo często powoduje życie jednych kosztem drugich, sprzyja powstawaniu przekonań, że aby wygrać, ktoś  musi przegrać, aby żyć lepiej, ktoś musi żyć gorzej, aby coś dostać, ktoś musi to stracić. Takie podejście łatwo dostrzec nie tylko w życiu poszczególnych osób, ale również w funkcjonowaniu większych społeczności, włącznie z międzynarodową polityką walki o terytorialny, ekonomiczny i światopoglądowy byt.

 

Samoczynnie ewoluując, poprzez przychodzące z zewnątrz doświadczenia, człowiek uczy się, emocjonalnie zapamiętuje przyjemne oraz bolesne sytuacje i w efekcie dąży do powtarzania tych pierwszych oraz unikania tych drugich – w ten sposób rozbudowywuje swój wewnętrzny, podświadomy program, pozwalający na coraz lepszą orientację w  obszarze wygenerowanej przez siebie samego rzeczywistości.  

Nieuświadomiony proces doświadczania poprzez „przyjemności i cierpienia” trwa dotąd, aż człowiek zaczyna zadawać sobie pytania, dotyczące jakości własnego życia, stopniowo przechodząc w doświadczanie poprzez „mądrość” na ścieżce kontrolowanego procesu rozwoju samoświadomości.

Cechą charakterystyczną samoczynnego procesu rozwoju samoświadomości jest  automatyczne reagowanie na docierające zewnętrzne bodźce zgodnie z treścią posiadanych, wewnętrznych zapisów. Inaczej mówiąc, w tego typu sytuacjach otrzymywane informacje interpretowane są przez podświadomość na podstawie posiadanych, wewnętrznie wbudowanych schematów – efektem tego jest emocjonalna, prawie natychmiastowa reakcja na przejawiającą się wokół rzeczywistość. W przypadku tym rola uświadomionej analizy zdarzeń, poprzez logiczne pole świadomości, jest praktycznie żadna. W większości tego typu sytuacji mamy do czynienia z dwubiegunową, skrajnie selektywną oceną odbieranych danych typu: „dobre – złe”, „tak – nie”, „prawda – fałsz”, „lubię – nienawidzę”, „akceptuję – potępiam” itp. – człowiek  porusza się tu w automatyczny sposób po znanym sobie gruncie, bezkrytycznie dopasowując do niego jakościowo nowe, a zatem mało rozpoznane sytuacje.

Samoczynna przemiana jest procesem  powolnym i na dłuższą metę bardzo kłopotliwym. Znacznie szybciej i o wiele  przyjemniej można ewoluować i rozwijać się w sposób bardziej świadomy. Analizując nasze działania, poddając ocenie jakość naszego istnienia, dochodzimy do wniosku, że tak naprawdę funkcjonujemy w nierealnym świecie, wielokrotnie  przeżywając zaszłe już wcześniej zdarzenia (żyjemy w przeszłości), albo też „przenosimy się” w przyszłość szacując, co może się jeszcze wydarzyć - w efekcie nie mamy czasu na życie ,,tu i teraz’’, a teraźniejszą realność zamieniamy na sen w dawno już minionej przeszłości lub w niedoszłej jeszcze, prognozowanej przyszłości.

 

Uświadamianie sobie przemian, związanych z kontrolowanym procesem rozwoju samoświadomości, zaczyna się wraz ze zrozumieniem kosmicznego prawa, mówiącego o tym, iż nasze życie (w tym również i przyszłość) tworzymy tylko i wyłącznie w teraźniejszości, a więc ,,tu i teraz’’.  

Poddając świadomej analizie nasze bieżące myśli, uczucia, słowa i czyny, znacznie przyspieszamy proces wewnętrznej przemiany. Jeszcze lepsze ewolucyjnie efekty uzyskamy wprowadzając pomiędzy zewnętrzny bodziec, a naszą nań reakcję (jak już wcześniej zauważyliśmy, przeważnie reakcja jest natychmiastowa i zgodna z wewnętrznymi wzorcami, stanowiącymi dorobek naszego dotychczasowego istnienia - w takiej sytuacji wnioski wyciągamy ze skutków naszych automatycznych reakcji, co niejednokrotnie wiązać się może z bardzo bolesnymi przeżyciami) element świadomej analizy sytuacji oraz wybór przemyślanej reakcji, będącej odpowiedzią na zaistniałe zewnętrzne wydarzenie. W takim przypadku wyciągamy wnioski z przemyśleń dotyczących analizowanej sytuacji i dzięki temu unikamy „kształcących cierpień”, będących bezpośrednim następstwem automatycznych, uwarunkowanych wcześniejszymi przeżyciami  reakcji (oczywiście w takiej sytuacji ulegają również zmianie nasze wewnętrzne zapisy).

Jak z powyższego wynika, uświadomiony rozwój wiąże się w niektórych sytuacjach z pozbawieniem podświadomości funkcji automatycznego pilota oraz przekazaniem tych czynności w „ręczne sterowanie” logicznej, potrafiącej modyfikować wewnętrzne programy, świadomości.

Aby to lepiej zrozumieć, prześledźmy poniższy przykład.

Załóżmy, iż spotykamy kogoś po raz pierwszy i ten ktoś sprawia na nas bardzo dobre wrażenie, jest sympatyczny, pogodny i przyjaźnie nastawiony do całego świata. Ponieważ jest to nasz pierwszy kontakt z tym człowiekiem, to w naszej podświadomości wytwarzamy sobie bardzo pozytywny jego obraz. Gdy po raz drugi spotykamy go, to jego widok uaktywnia w  podświadomych zbiorach wewnętrzny zapis, nastrajający nas przychylnie do tej osoby. W przypadku samoczynnego procesu rozwoju samoświadomości zapis ten traktujemy jako faktyczny wizerunek napotkanego człowieka uważając, iż taki jest on naprawdę, natomiast w uświadomionym oglądzie własnych reakcji zdajemy sobie sprawę, iż obraz ten wynika z poprzedniego, jednorazowego zapisu i nie może stanowić całości wykładni osobowościowej oceny tej osoby. Różnica jest tu zasadnicza – w jednym przypadku twierdzimy, że dokładnie taka jest ona w rzeczywistości, zaś w drugim, że nasza jej ocena wiąże się z jakością naszych wewnętrznych zapisów, dotyczących ocenianego tematu.

Załóżmy dalej, iż po pewnym czasie ponownie spotykamy tę osobę, lecz tym razem jest ona pełna gniewu i nieprzyjemnego nastawienia do całego świata. Będąc na ścieżce samoczynnego procesu rozwoju samoświadomości twierdzimy, iż pomyliliśmy się, co do tej osoby, która właśnie pokazała swoje „prawdziwe” oblicze i że taka  (zdecydowanie niedobra) naprawdę jest w rzeczywistości. Jedna chwila wystarczyła, aby bieguny ocen (pozytywny i negatywny) zamieniły się miejscami. W przypadku ścieżki obserwowalnego procesu rozwoju samoświadomości, przed wydaniem osądu analizujemy całą sytuację i dochodzimy do wniosku, iż właśnie poznaliśmy kolejny aspekt osobowości tego człowieka, oczywiście nie przekreślając wartości dotychczasowych, uzyskanych o nim informacji. Takie podejście znacznie poszerza horyzonty naszego myślenia, wzbogacając spektrum możliwych do uświadomienia rodzajów doświadczeń i życiowych sytuacji.

Poruszając się po ścieżce świadomego rozwoju, człowiek zaczyna zadawać coraz więcej pytań, dotyczących jakości i sensu życia, a także pojawia się u niego coraz silniejsze pragnienie wyjścia poza obszary „znanego”. Związany z dokonującym się rozwojem, wewnętrzny ból oraz nie pozwalający o sobie zapomnieć intrygujący niepokój stają się coraz bardziej odczuwalne – zanikają dopiero po wejściu człowieka na odpowiednią dla niego drogę poznania i zrozumienia, i ponownie powracają, jako sygnał i impuls do dalszych, istotnych świadomościowych przemian.  Następstwem tego typu wewnętrznego odzewu może być zagłębienie się przez człowieka w obszary filozofii wyznawanej religii, może też rozpocząć on poszukiwania w obrębie innych religii, bądź też zainteresowania swoje skierować w stronę dziedzin powszechnie uznawanych za tajemne (np. parapsychologia, numerologia, astrologia, tarot, itp.), a więc potencjalnie zawierające poszukiwane wartości. Studiując ezoteryczną wiedzę, tym samym zaczyna budować nową, własną wizję otaczającej go rzeczywistości.

I chociaż rozwój duchowy, w przypadku kontrolowanego procesu rozwoju samoświadomości, przebiega w znacznie bardziej uświadomiony już sposób, to i tu również człowiek poszukiwania swoje kieruje na zewnątrz, oczekując od innych wiedzy, autorytetu, a także gotowych schematów, pozwalających na prawidłowe interpretowanie otaczającej go rzeczywistości. Jedną z charakterystycznych cech tego etapu rozwoju jest „wchłanianie” przez człowieka ogromnych dawek „ezoterycznych” informacji z nadzieją na dotarcie do źródeł duchowego przewodnictwa i w końcowym efekcie do „oświecenia”.  

W miarę dokonywanych postępów, pojawia się coraz większe rozczarowanie jakością pozyskiwanej od zewnętrznych autorytetów wiedzy i człowiek staje się coraz bardziej gotowy do wejścia na indywidualną drogę  własnego rozwoju, na której poszukując Prawdy, zwraca się o nią sam do Siebie samego.

Cdn.

Powyższy artykuł, opracowany został przy wykorzystaniu książki Waldemara Witkowskiego „Tworzenie Rzeczywistości – praktyczny podręcznik obsługi człowieka”, której treści zainspirowane zostały naukami Jezusa, wiedzą Hermesa i filozofią „Stwórców Skrzydeł”.

Podobne artykuły


71
komentarze: 38 | wyświetlenia: 168459
40
komentarze: 10 | wyświetlenia: 49629
15
komentarze: 6 | wyświetlenia: 20797
21
komentarze: 10 | wyświetlenia: 8294
66
komentarze: 158 | wyświetlenia: 417603
13
komentarze: 8 | wyświetlenia: 3986
13
komentarze: 1 | wyświetlenia: 5891
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 2903
13
komentarze: 5 | wyświetlenia: 11666
40
komentarze: 41 | wyświetlenia: 154906
36
komentarze: 10 | wyświetlenia: 92956
35
komentarze: 12 | wyświetlenia: 59863
10
komentarze: 1 | wyświetlenia: 2792
10
komentarze: 2 | wyświetlenia: 2600
10
komentarze: 4 | wyświetlenia: 6343
 
Autor
Artykuł



  oldml,  15/03/2008

Cały cykl (15 części) oceniam wysoko i dobrze by było, żeby wszedł do katalogu.

P.S. Może ktoś jeszcze doda ocenkę?



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska