Login lub e-mail Hasło   

Katastrofa w Tajdze Tunguskiej

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.paranormalne.pl/index.php?aut(...)e&id=60
Dnia 30 czerwca 1908 roku w Tajdze Tunguskiej miało miejsce zagadkowe wydarzenie. Po dziś dzień nauka nie jest zgodna co do wersji wydarzeń, które nastąpiły tego dnia.
Wyświetlenia: 10.569 Zamieszczono 25/02/2007
Fragment książki Arnolda Mostowicza "My z Kosmosu".

Dnia 30 czerwca 1908 roku o godzinie 7.17 w Tajdze Tunguskiej miało miejsce zagadkowe wydarzenie. Po dziś dzień nauka nie jest zgodna co do wersji wydarzeń, które nastąpiły tego dnia. Może nie tyle wersji wydarzeń co przyczyny tego wybuchu. Na początku naukowcy twierdzili, że nad rzeka Podkamienna Tunguska eksplodował meteoryt. Potrzeba było dokładnych badan aby stwierdzić, ze nad Syberia nie eksplodowało sztuczne ciało kosmiczne. Nad Tunguska eksplodował statek kosmiczny - twór obcej cywilizacji. Ale po kolei...



Owego ranka nastąpił potężny wybuch, tak silny, ze detonacja była słyszalna w promieniu 800 km. Ludzie znajdujący się wiele kilometrów od epicentrum przestali na chwile słyszeć. Sejsmografy na całym świecie odnotowały drgania o niespotykanej dotąd sile. Wielka chmura pokryła cale niebo a na region tunguski spadł czarny deszcz. W Antwerpii niebo zapłonęło jak podczas wschodu słońca, w Heidelbergu noc stała się tak jasna jak w Petersburgu a w Londynie na błękitnym niebie pojawiły się nagle czarne chmury.

Różne przyczyny, czy to polityczne, czy tez może po prostu brak odpowiednich środków technicznych spowodował opóźnienie w badaniach tej katastrofy. Dopiero w 1921 roku w pierwsza poważną wyprawę badawcza ruszył Leonid Kulig (od 1920 roku zajmował się badaniami meteorytów). Do wyruszenia w rejon katastrofy tknęły go artykuły w gazetach rosyjskich. Przeczytał tam relacje naocznych świadków, którzy widzieli "wielki, święcący obiekt o blasku tak silnym, ze nie można go było obserwować gołym okiem. Przez jakieś 10 minut przedmiot ten opadał ruchem powolnym, miał zaś formę święcącej rury, tzn. kształt wyraźnie cylindryczny..." Ludzie także widzieli płomienie oraz słyszeli wyraźne detonacje, poprzedzające pojawienie się ognia. Wszyscy świadkowie byli zgodni, ze obiekt leciał z południa na północ.



Dnia 13 kwietnia 1927 roku Kulik dotarł do miejsca katastrofy. Ujrzał on mianowicie olbrzymie połacie lasu powalone potężnym podmuchem. Bliżej epicentrum drzewa były także osmalone lub wypalone - potwierdzało to wszystko jedna z teorii dotycząca wybuchu jądrowego. Jak wiadomo powszechnie wybuchom atomowym towarzyszy fala żaru (jeden z naukowców obliczył, że temperatura podczas wybuchu wynosiła około 90 tys. stopni!). Jednakże co dziwniejsze, wśród drzew opalonych znajdowały się drzewa z nieopalonymi gałęziami. Jest to dowód na to, iż lasu nie ogarnął zwykły pożar a ogień pojawił się w wielu miejscach naraz. Wszyscy naukowcy byli zgodni co do tego, ze wybuch nastąpił na wysokości od 3 do 5 kilometrów nad ziemia, co całkowicie wyklucza upadek meteorytu. Częściowo wyklucza to także kometę. Po wybuchu świadkowie zaobserwowali olbrzymi słup dymu (być może był to grzyb jaki powstaje po wybuchu atomowym, ale świadkowie nie byli tego w stanie w ten sposób określić). Słup dymu miał wysokość około 20 km (grzyb atomowy w Hiroszimie miał od 12 do 15 km). Należy dodać iż w dniu katastrofy nad Syberia, sejsmografy na całym świecie zarejestrowały efekty sejsmiczne jakie nie zdarzają się w przypadku uderzenia meteorytu. W końcu meteoryt nie był by w stanie wywołać zmiany w polach magnetycznych i grawitacyjnych Ziemi. Co jeszcze przemawia za wybuchem atomowym? Pasterze zauważyli, ze ich zwierzęta cierpią na nieznana chorobę skory. Ponadto rośliny i drzewa wykazywały zmiany popromienne. Ponadto radioaktywność w centrum wybuchu była znacznie większa.

Wszystkie powyższe fakty wskazują na to iż był to wybuch o charakterze jądrowym. Teren zniszczony wybuchem obejmował 3100 km kwadratowych (w Hiroszimie 46 km). Radzieccy specjaliści obliczyli ze wybuch w tajdze był 1500 razy silniejszy od tego w Hiroszimie. Coś jeszcze? Po próbnych wybuchach w Alamogordo naukowcy znajdowali stopione szkliwo przypominające zielona ceramikę (nazwano to "Trinit"). Ekipy znalazły identyczne kawałki szkliwa w centrum wybuchu w tajdze.

No cóż. Powstały dwie ciekawe teorie. Pierwsza mówiła o cząstce antymaterii, a druga o "czarnej dziurze" (gdyby to była prawda, czarna dziura mogłaby przewiercić się przez skorupę ziemska i poszybować dalej w kosmos). Na szczęście (dla mnie? dla nas?) radzieccy naukowcy odrzucili obie teorie. Jakby nie było w żadnym z przypadków świadkowie nie oglądali by przez 10 minut szybujący obiekt. Na podstawie posiadanych wiadomości, obliczono ze obiekt poruszał się z szybkości ok 3 km na sekundę.

Naukowcy zauważyli kolejna dziwna rzecz : zniszczenia terenu rozkładały się bardzo nierównomiernie rysując jakąś "dziwna figurę". Jeden z naukowców stwierdził, iż jest to wynikiem tego, ze to co eksplodowało znajdowało się w jakimś pojemniku jego struktura spowodowała taki właśnie rozrzut (kierunek był spowodowany niejednorodnością zbiornika). Jakieś dowody? Znaleziono maleńkie kulki w rejonie wybuchu, które są z pewnością pochodzenia pozaziemskiego. Składają się one z krzemianu i magnetytu. Połączone one były w bryły przypominające kiście winogron. Oczywiście rozległy się glosy mówiące o tym ze zostały przywleczone przez meteoryt lub kometę. Jednakże obalono i to, gdyż na kulkach znaleziono ślady kobaltu, niklu, miedzi i germanu! Był to najlepszy dowód na to, iż kulki pochodzą z obiektu sztucznego, który nie mógł powstać sam z siebie (ktoś go musiał celowo zrobić).

To wszystko jednak małe miki (jak mawiał Dobrowolski)! Naukowcy zaczęli patrzeć na lot obiektu z wykorzystaniem wiedzy dotyczącej pocisków rakietowych. Opierając się na geografii zniszczeń, stwierdzili ze lot obiektu musiał być wolniejszy niż szybkość jakiegokolwiek naturalnego ciała kosmicznego. W obliczeniach wyszło iż obiekt tunguski mógł mieć szybkość około 2500 km/h (mniej więcej jak współczesny odrzutowiec - meteory poruszają się szybkością 15-20 km/ sekundę). Prędkość to jedno. Druga, ważniejsza sprawa, to tor lotu (zeznania świadków i geografia zniszczeń). Kolejne ekipy ustalały, że: obiekt leciał z południowego zachodu na północny wschód lub też z południowego wschodu na północny zachód. No i co? I jedno i drugie... Okazało się, ze obiekt w trakcie lotu zmienił kierunek ze wschodniego na zachodni... Ziegel pisał, iż obiekt zatoczył łuk o długości 600 km. Czegoś takiego nie jest w stanie wykonać żaden obiekt naturalny. To jeszcze tez małe miki. Wchodząc w ziemska atmosferę obiekt dokonał manewru wykonywanego przez współczesne statki kosmiczne powracające z kosmosu. Aby wejście powiodło się, każdy obiekt musi wchodzić w atmosferę pod kątem + 6 stopni w stosunku do linii horyzontu. Obiekt ma do dyspozycji pas 6 km do wykonania tego manewru. Przypadkowe trafienie w ten korytarz jest NIE możliwe. Po raz pierwszy świadkowie zauważyli obiekt na wysokości 130 km nad ziemia a wiec właśnie we wspomnianym korytarzu...

Już mi się nie chce Cię dalej przekonywać. Posłuchaj lepiej tego co mi się tak bardzo podoba, pod czym ja podpisuje się wszystkimi rękami i członkami tez. Ta piękna proza pochodzi z książki Baxtera i Atkinsa :

"Ranek. Na wielkiej wysokości, nad Oceanem Indyjskim wdziera się w ziemska atmosferę przybyły z kosmosu potężny obiekt. W bardzo rozrzedzonych, górnych jej warstwach, wszystkie manewry przebiegają w sposób przewidziany. Niczym nie powstrzymany pędzi ów obiekt na spotkanie z Ziemia..

Obiekt jest kosmicznym pojazdem. Jego kadłub ma kształt cylindryczny. Waży tysiące ton. Przybył z głębi wszechświata, napędzany energia jądrowa, z szybkością - prawdopodobnie - zbliżoną do szybkości światła.

Zbliżając się jednak do Ziemi pojazd znalazł się nagle w niebezpiecznej sytuacji. Może jego system napędowy zaczął wadliwie funkcjonować, albo może popełniono jakiś nawigacyjny błąd w przygotowaniu lądowania. W reaktorach rośnie temperatura. Urządzenia mające zabezpieczyć przed krytyczna sytuacją, mogącą doprowadzić do reakcji łańcuchowej, przegrzewają się i topnieją.

130 km nad powierzchnia Ziemi system nawigacyjny pojazdu kieruje go wzdłuż tego samego korytarza, który w kilkadziesiąt lat później zostanie odkryty przez nasza naukę i będzie wykorzystany w celu umożliwienia wszystkim astronautom bezpiecznego powrotu na Ziemie. Wejście w ten kanał musi być niesłychanie precyzyjne, aby z jednej strony zabezpieczyć pojazd przed przegrzaniem się, a z drugiej - przed odbiciem się z powrotem w pustkę kosmosu. Kierując się tym kanałem pojazd kosmiczny zmniejsza szybkość. W ciągu kilku sekund, podczas gdy jego zewnętrzna powłoka wchodzi w kontakt z gęsta warstwa atmosfery, temperatura tarcia wzrasta do 3000 stopni. Pojazd zaczyna się żarzyć. Jego blask jest bardziej oślepiający niż blask Słońca.

Fala uderzeniowa powietrza znajdującego się pod wielkim ciśnieniem rozciąga się daleko przed pojazdem. Za nim rozciąga się ogon roztopionych cząstek powłoki chroniącej przed gorącem. W środkowej Syberii ogłuszający grzmot detonacyjny wywołuje panikę wśród mieszkańców małych wiosek i pojedynczych zagród - jedynych osiedli w tym bezludnym kraju. Silna fala balistyczna wyprzedzająca pojazd kładzie pokotem drzewa, wali namioty pasterzy, odrzuca ludzi i zwierzęta jak pyłki prochu.

Na wysokości trzech kilometrów nieznane istoty znajdujące się wewnątrz pojazdu podejmują korekturę lotu. Skręcają ze wschodu na zachód, ponad zalesionymi płaskowyżami Syberii Środkowej, zapewne z myślą o ratunku.

Ten manewr był ich ostatnim aktem. Topią się ściany miedzy komorami napędowymi. Paliwo jądrowe osiąga ponadkrytyczną gęstość, co natychmiast wywołuje reakcję łańcuchowa. W ułamek sekundy później wszystko eksploduje. Potworny żar rozpłomienia niebo i spala wszystko w rejonie 50 kilometrów.

Potem ogień gaśnie. Pozostaje czarna chmura, która ludzie długo jeszcze obserwować będą w atmosferze. Pozostaje spustoszona tajga, jedyny po dziś dzień świadek wybuchu, kryjący skrzętnie tajemnice wydarzenia, które mogło gruntownie zmienić bieg naszych dziejów."

Niestety bieg dziejów nie został zmieniony...

 

Podobne artykuły


23
komentarze: 9 | wyświetlenia: 3819
22
komentarze: 29 | wyświetlenia: 1674
9
komentarze: 2 | wyświetlenia: 37619
7
komentarze: 2 | wyświetlenia: 1052
32
komentarze: 12 | wyświetlenia: 34845
28
komentarze: 16 | wyświetlenia: 5433
27
komentarze: 38 | wyświetlenia: 155484
20
komentarze: 11 | wyświetlenia: 3033
19
komentarze: 6 | wyświetlenia: 2370
18
komentarze: 1 | wyświetlenia: 10205
18
komentarze: 5 | wyświetlenia: 9527
17
komentarze: 3 | wyświetlenia: 11014
16
komentarze: 3 | wyświetlenia: 54735
13
komentarze: 6 | wyświetlenia: 85828
 
Autor
Dodał do zasobów: paranormalne.pl
Artykuł
Dodatkowe informacje



  mks,  26/06/2008

Bardzo dobrze przygotowany artykuł. :)
Co do treści nie jestem przekonany, bo całe to zdarzenie mogło być próbą jądrową czy niezwykłym splotem przypadków, który do dziś rozpala wyobraźnię wielu ludzi. Nie będę dyskutować o tym, czy to co się tam stało było rzeczywiście feralnym lądowaniem obiektu pozaziemskiego. Być może kiedyś się tego dowiemy, być może nie.
Mimo sceptyczności artykuł fajny. ;)

Arnold Mostowicz elegancko opisał zdarzenie. Warto mu poświęcić trochę uwagi. Nigdy nie wiadomo co się jeszcze wydarzy.

  MZT,  27/08/2008

W lipcu tego roku w gazecie "świat nauki" pojawił sie artykuł właśnie o tej katastrofie z okazji 100lecia;] i było tam opisane jak włoscy badacze sobie poradzili z tym problemem. Badają oni jezioro które prawdopodobnie jest kraterem po uderzeniu, a wybuch spowodowała kometa spadająca. Nie chce sie tu rozpisywać bo teraz sobie szczegółów nie przypomne, ale warto zajrzeć zanim sie położy krzyżem pod wyjaśnieniem z UFO itp.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska