Login lub e-mail Hasło   

Irlandzkie święta

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.mojairlandia.pl/tradycje/tr-wedding.php
Zbiór informacji o popularnych Irlandzkich świętach. Ponieważ ostatnio znaczna ilość naszych rodaków wyjechała tam, warto zapoznać się z tymi informacjami.
Wyświetlenia: 19.715 Zamieszczono 30/10/2006

Celtyckie tradycje

Irlandczycy, Szkoci i inne celtyckie nacje do dzisiaj, pomimo wielu przeciwności, zachowali mnóstwo tradycji i ludowych zwyczajów. Co prawda postępująca cywilizacja zniszczyła wiele z nich, ale potrzeba wyróżnienia się, wyodrębnienia z angielskiej zwierzchności sprawiła, że wiele z nich przetrwało nadzwyczaj długo, czasem wręcz do dzisiaj. W każdym zakątku celtyckiego świata odbywają się uliczne parady związane z jakąś lokalną tradycją, w domach kultywowane są zwyczaje, które przekazywane były przez wiele pokoleń. Co ciekawe, wiele z tych tradycji ukazuje jedność, która kiedyś istniała wśród Celtów - w każdym z dzisiejszych krajów zamieszkałych przez ich potomków odnaleźć można podobieństwa łączące poszczególne święta czy inne okazje do zabawy bądź zadumy. Co ciekawe, niektóre z tych zwyczajów niejako przeniosły się „na zewnątrz”, sztandarowym przykładem jest kojarzone z Ameryką Halloween, które ma swoje odwieczne celtyckie korzenie, także sporo bożonarodzeniowych zwyczajów spotykanych w anglojęzycznym świecie ma swoje irlandzkie korzenie (to jeden ze skutków masowej emigracji Irlandczyków na przestrzeni wieków).

W tym dziale staram się przybliżyć irlandzką tradycję na kilku płaszczyznach. Jedną z nich jest opisanie celtyckiego „Koła Roku” (Wheel of Year) - cyklu dawnych pogańskich świąt, w którym wyróżnić można cztery główne święta - Beltaine, Lughnassad, Samhain i Imbolc - wszystkie one związane były z rocznym cyklem odradzania się i umierania świata natury. Istniały też oczywiście święta solarne, związane z wędrówką słońca po niebie, ale odgrywały one nieporównanie mniejszą rolę. Z każdym z tych świąt wiąże się osobna historia, odrębne zwyczaje do których nawiązania często spotkać można i dzisiaj.

Drugą kwestią są święta współczesne, przede wszystkim Boże Narodzenie i Wielkanoc, które w tak religijnym kraju jakim jest Irlandia, obchodzone są szczególnie uroczyście i radośnie. Z nimi również wiąże się mnóstwo tradycji i zwyczajów - niektóre z nich są nowe, przyniesione często z zewnątrz, a część wywodzi się jeszcze ze starej, mitologicznej wręcz przeszłości. W miarę możliwości, opiszę też i inne tradycje, niezwiązane z datami kalendarzowymi, takie chociażby jak te związane ze ślubem i weselem. Dopełnieniem całości jest prezentacja kilku, w przyszłości może kilkunastu bajek i baśni pochodzących z krajów celtyckich.

 

Beltaine

Beltaine (czasem zwane Beltane, po szkocku Bealtuinn, po mańsku Shenn da Boaldyn, po walijsku Galan-Mai) jest jednym z najważniejszych celtyckich świąt. Źródłosłów tej nazwy jest dosyć niejasny. Na 100% słowo tene oznacza ogień, ale już pochodzenie drugiej części nazwy jest nieznane - być może pochodzi od imienia boga Bela (Belenusa), galijskiego boga pasterzy (choć inni z kolei twierdzą, że był on bogiem ognia i światła) i ta wersja jest chyba najbardziej prawdopodobna. Ale możliwe też jest, że pochodzi ona po prostu od słowa brilliant, czyli „wspaniały” albo też od gaelickiego bil tene, czyli „ognie szczęścia”.

Przypada ono na 1 maja, a ściśle mówiąc zaczyna się wieczorem ostatniego dnia kwietnia, gdyż tak jak wiele innych ludów, tak i Celtowie uznawali, że nowy dzień rozpoczyna się wraz z zachodem słońca. Celtycki rok dzielił się na tylko dwie części: jasną i ciemną, albo ciepłą i zimną - przez pierwsze pół roku rozpoczętego w czasie Samhain dominuje księżyc i jego zimny blask; podczas drugiej połowy króluje słońce i jego ciepłe promienie. Tak jak podczas świąt Samhain tak i w czasie Beltaine granica pomiędzy światem widzialnym i tajemniczymi zaświatami staje się bardzo cienka i bez większych problemów można ją przekroczyć.

Jak to wyglądało...

Według tradycji ogień w domowych ogniskach powinien płonąć nieprzerwanie od czasu Samhain aż do wigilii Beltaine, kiedy to jest on dokładnie wygaszany. W tym czasie piece i kominy powinny być dokładnie wyczyszczone aby były gotowe na przyjęcie nowego ognia, symbolu nowego początku.
Wieczorem druidzi we wszystkich celtyckich krajach rozpalali ognie Beltaine - a był to prawdziwy wywodzący się z zamierzchłych czasów akt magii, ponieważ ogniska rozpalane były po to aby sprowadzić słoneczne światło na ziemię. Największe ogniska rozpalane były ze specjalnie przygotowanego chrustu zebranego przez 3 razy po 3 ludzi z drewna dziewięciu świętych drzew. Kiedy ogień rozpalił się na dobre ogłaszał tym samym tryumf światła nad ciemnością na następne pół roku.

Kiedy cały szczyt wzgórza rozjaśniał się ogniem, ludzie dorzucali gałęzie do świeżo rozpalonego ognia i już płonące obracali nad głowami imitując w ten sposób słoneczne promienie. Jeżeli ktokolwiek planował długą podróż, skakał trzy razy w tą i z powrotem przez ogień na szczęście. Kiedy płomienie już przygasły zaczynały przez nie skakać młode kobiety - po to, żeby sprowadzić sobie dobrych mężów. Nawet ciężarne kobiety przechodziły przez popioły aby zapewnić sobie spokojny poród. Także dzieci przyłączały się do wspólnej zabawy. Kiedy ogień w końcu zgasł, żarzące się jeszcze węgle rozrzucane były wśród wzrastających roślin żeby je chronić przed suszą i chorobami. Każda rodzina zabierała też odrobinę żaru do domu aby rozpalić od niego ponownie domowe ognisko. Ponieważ Celtowie byli generalnie ludem pasterskim, Beltaine było porą kiedy bydło zostawało wypuszczane na swe letnie pastwiska na wyższych zboczach. Stada, dla oczyszczenia, również były przeprowadzane przez święte ognie Beltaine. W końcu w tym właśnie dniu młodzi Celtyccy wojownicy sprawdzali swe umiejętności bojowe w „igrzyskach” Beltaine.

Ale wielkie ogniska to nie wszystko.

Młode kobiety zbierały przez całą noc kwiaty robiąc wianki i wplatając je we włosy. Zbierały też głóg i inne rośliny do udekorowania domów. Mężczyźni w tym czasie szukali i przygotowywali tzw. maypole, czyli pozbawiony gałęzi pień drzewa (najczęściej z brzozy lub jesionu) wbity pionowo w ziemię, przyozdabiany następnie wstążkami i zielonymi roślinami. Na koniec ktoś wspinał się na szczyt i umieszczał tam koronę z kwiatów. Jest to oczywisty symbol falliczny (o czym pisze też Andrzej Sapkowski w swoim leksykonie fantasy), ale nie tylko - oznacza też symboliczny środek świata i symbolizuje jeszcze starszy znak Drzewa Życia.

Beltaine było czasem wzrostu i narodzin, czasem nieposkromionej radości, starzy i młodzi spędzali tę noc w najprzyjemniejszy z możliwych sposobów... Rankiem wszyscy wracali do domów niosąc naręcza gałęzi głogu (majowego drzewa) i różnych wiosennych kwiatów, którymi przyozdabiali siebie, swoje rodziny i domostwa. W drodze powrotnej zatrzymywano się przy każdym domu, zostawiając część kwiatów, otrzymując w zamian najlepsze jadło i napoje jakie dom mógł zaoferować.
Po chwili odpoczynku tańce i zabawa rozpoczynały się ponownie. Jej uczestnicy prowadzeni byli przez Majową Królową wybieraną spośród młodych, niezamężnych kobiet, ona z kolei dobierała sobie „małżonka”, nazywanego często Zielonym Człowiekiem (od dawno zapomnianego starego boga dzikich ostępów). Obwożeni byli przez całą wieś na odkrytym powozie usłanym kwiatami i siedząc na tronie symbolizowali boską parę której jedność symbolizowała święty związek ziemi i słońca.

Beltaine jest obchodzone również jako znak Wielkich Zaślubin pomiędzy bogami i boginiami. Beltaine było tradycyjnym czasem zawierania małżeństw. Celtycką specyfiką było zawieranie próbnych małżeństw, na rok i dzień - jeżeli „małżeństwo” nie sprawdziło się przez ten czas, mężczyzna i kobieta mieli prawo odejść swoją drogą. Dzieci urodzone w dniu święta miały ponoć szczególne szczęście w życiu i w dorosłym życiu cieszyły się wielkim uznaniem.

Zwyczaje...

Co ciekawe, do dzisiaj przetrwało mnóstwo ludowych zwyczajów związanych z tym świętem - i to w całej Brytanii, co świadczy o sile pogańskich obrzędów. Jak wiadomo, ostatni festiwal Beltaine odbył się w roku 1895! na wyspie Arran w Szkocji. Oczywiście w bardzo ograniczonym zakresie, ale zachowane były wszystkie obrzędy związane z ogniem.

Ognie Beltaine można było spotkać w całej Szkocji aż do połowy XIX wieku. Na Szetlandach tańczono wokół ognisk i skakano poprzez płomienie, uważając, że gdy odbędzie się to bez szwanku, ma się zagwarantowane szczęście. Na Szetlandach święto trwało całe trzy dni.

Cloutie Well

Ślady obrzędów Beltaine można zauważyć w legendach związanych z „Cloutie Well” - studni położonej w hrabstwie Inverness w północnej Szkocji. Studnia znajduje się na wrzosowiskach Culloden i znana jest pod wieloma nazwami, takimi jak Tobar Ghorm (niebieska studnia) czy Tobar n'Oige (studnia młodości). „Cloutie” znaczy zaś ubranie, czy raczej łachmany. Stare ubrania są przyczepiane do okolicznych drzew przez pielgrzymów chcących wypowiedzieć życzenie. Studnie miały dla starożytnych Celtów specjalne znaczenie, były źródłami szczęścia, mądrości i dobrego zdrowia. Studnia jest odwiedzana przez Szkotów w pierwszą niedzielę maja, czyli dzień poświęcony słońcu. Ludzie przybywają na długo przed świtem (według tradycji powinni trzymając się z dala od studni przed wschodem słońca, ale nikt już tego nie przestrzega). Przed wypiciem wody ze studni należy najpierw obejść ją trzy razy zgodnie z ruchem słońca i wrzucić srebrną monetę. Na końcu trzeba powiesić na pobliskiej gałęzi kawałek ubrania (dzisiaj używa się do tego zwykłych wstążek) i... wypowiedzieć życzenie :)

Tron Artura

Tron Artura znajduje się na wzgórzu dominującym nad Edynburgiem. Jest to tradycyjne miejsce w którym o wschodzie słońca rozpalane są ognie Beltaine. Do dzisiaj wielu mieszkańców miasta wspina się tam 1 maja aby obserwować wschód słońca.

Majowa rosa

Wzrost wymaga nie tylko słońca ale i wilgoci. Rosa Beltaine zebrana przed świtem była uważana za szczególnie wartościową. Ludzie pokropieni majową rosą mieli zapewnione zdrowie, szczęście a w przypadku młodych dziewcząt, piękno. Do dziś młode dziewczyny w górskiej Szkocji wychodzą o świcie aby przemyć twarz w rosie. Zaś aby zapewnić mleczność krów pasterz opiekujący się krowami zanim opadnie rosa powinien sporządzić linę zrobioną z ogonów szkockich krów i wymówić te słowa:

Bainne an te so shios, bainne an te so shuas, 'nam ghogan mhor fhein

W bardzo wolnym tłumaczeniu: mleko stąd do góry, mleko stamtąd w dół, do mego wielkiego cebrzyka - cokolwiek miałoby to znaczyć :)

Beltaine Bannock

Tak często jak rozpalano ogień Beltaine na szczytach wzgórz, tak samo często przygotowywano specjalne ciasteczka, sporządzone z jajek, mleka i owsa. Robione były ręcznie od początku do końca, nie mogły przy tym w żadnym momencie spotkać się z metalem. Jedno z ciasteczek było poczerniane węglem i wymieszane z pozostałymi. Następnie umieszczano je wszystkie w czapce i wyciągano po jednym. Ten kto trafił na czarne ciastko musiał trzy razy przeskoczyć przez ognisko - jest to prawdopodobnie pozostałość po dawnych ofiarach z ludzi poświęcanych bogom. Podobne pochodzenie ma inny zwyczaj: podczas każdego święta wśród ognisk pojawiał się „głupiec”, którym był przebrany (najczęściej za kozła) mieszkaniec danej społeczności - wierzono, że to na nim skupi się całe możliwe nieszczęście, oszczędzając resztę ludzi (na tym właśnie - na zrzuceniu możliwego cierpienia na kogoś innego - polegała niegdyś istota ofiary).

Elfy (fairies)

Długo utrzymywała się wiara, że w czasie Beltaine elfy, czyli Mniejszy Naród, wychodzą ze swych podziemnych królestw. Aby zwalczyć ich uroki (elfy były oskarżane o wiele różnych niecnych rzeczy, np. kradzież mleka) na zagrodach wieszane były jarzębinowe krzyże a zwierzęta domowe były pokrapiane wodą ze świętych studni. Szczególnie ważne było, żeby w tym czasie nie płonął w domu żaden ogień - pozostałość po zwyczaju gaszenia wszystkich ogni w wigilię Beltaine.

Innym zwyczajem, może nie tak zabawnym ale praktycznym było „naprawianie granic”, co polegało na tym, że obchodzono wzdłuż całą posiadłość i naprawiano każdą usterkę i uszczerbek w ogrodzeniu wymagający korekty.

I jeszcze parę drobiazgów...

Ludzie mieszkający w pobliżu wody robili (i robią nadal) girlandy lub wieńce z kwiatów rzucając je potem w strumienie, jeziora lub rzeki błogosławiąc w ten sposób rzeczne duszki. Sympatycznym zwyczajem jest przygotowywanie „majowego koszyka” wypełnionego kwiatami i prezentami - ofiarowuje się go potem osobie potrzebującej opieki, np starszym lub ciężko chorym znajomym.
Elfy i inne magiczne istoty można zobaczyć! O świcie trzeba tylko zrobić pętlę z jarzębinowego pędu i spojrzeć przezeń na zieloną łąkę :)
Podobno kiedy tego dnia wstaje słońce, ci którzy na to czekają mogą zobaczyć jak trzykrotnie zatacza kółko i dopiero potem wznosi się wysoko nad horyzont.
Można też przygotować „majowy puchar” - wino lub poncz do którego dorzucone są liście pachnących kwiatów (np. marzanny) i wypić go razem z ukochaną osobą.

Coś na koniec

To z tego święta pochodzi tak popularne w Irlandii „wearing of the green”, czyli noszenie na sobie zielonego akcentu - zielone rzeczy nosili już starożytni Irlandczycy na cześć bogów związanych z płodnością i rozwojem, nowym życiem, odnową i ziemią.

Wiele współcześnie znanych legend nawiązuje do tego święta (między innymi historia Marion i Robina z Sherwood, czy Artura i Ginewry. W jednej z wersji opowieści, Ginewra została uprowadzona przez Meliagrance'a właśnie 1 maja, co na pewno nie było przypadkową zbieżnością dat. Ten dzień odgrywa też znaczącą rolę w wielu innych celtyckich legendach sięgających wstecz daleko w czasie, tego dnia miedzy innymi przybył Partholon, przywódca pierwszej inwazji Irlandii. Tego samego dnia mieli też przybywać Dananejczycy i Milezjanie a w walijskich legendach Gwythur pokonał Gwyna.

Nietrudno dostrzec przyczyny dla którego wczesny kościół chrześcijański zwalczał jak mógł święto Beltaine. Nie tylko dlatego, że było to święto pogańskich bóstw, ale też świętowanie swawoli i miłości fizycznej uważane było za grzech śmiertelny. W ramach chrystianizacji i walki ze świętem, maypole zastąpiono krzyżem który zresztą jako inny symbol odrodzenia został przez Celtów powszechnie zaakceptowany.

maypole Wśród mieszkańców Wielkiej Brytanii tzw. May Day jest wciąż popularnym dniem wypoczynku, choć nie jest obchodzony 1 ale 5 maja. Maypole i mnóstwo kwiatów dalej są obecne w czasie tego święta, chociaż samo święto, można by powiedzieć „zdziecinniało”.

Kolorami święta są zwykle: zielony, także żółty, różowy i jasnoniebieski. Do przystrajania używa się głównie kwiatów róż i innych kwiatów, którymi ozdabia się domy i siebie. Spożywa się sałatki, owoce, jagody, ciastka owsiane, różne mleczne przetwory i wina owocowe.

Nazwa Beltaine przetrwała do dzisiaj w języku irlandzkim jako nazwa maja.

Lughnassadh

Lughnassadh to jedno z czterech wielkich celtyckich świąt, wyznaczające zbliżający się koniec lata, obchodzone zawsze pierwszego dnia sierpnia. Do dzisiaj w porównaniu z innymi świętami (Beltaine, Samhain i Imbolc) niewiele pozostało do dziś żywych zwyczajów z nim związanych. Lughnassadh we współczesnym języku irlandzkim nosi nazwę Lunasa, tak też nazywa się cały miesiąc sierpień. Wśród innych narodów celtyckich nazywa się je: Lunasdál (w Szkocji), Laa Luanys (na wyspie Man), Gwl albo Calan Awst czyli sierpniowe święto w Walii. Warto też wspomnieć, że taką nazwę Celtowie odziedziczyli po dawnych pogańskich czasach, później święto to otrzymało swą chrześcijańską nazwę Lammas, o czym później.

Wśród różnych regionów Irlandii krążą też nazwy: Lughnasa, Lughnas, Lunasa, Lucaid-lahm-fada, święto nosi też nieco dwuznaczne miano festiwalu miłości.
Co jeszcze o nazwie: pochodzi ona oczywiście od imienia największego celtyckiego boga, czyli Lugha. Wyzwolił on Irlandię spod władzy ludu Firbolgów pokonując w bitwie ich wodza, jednookiego Balora. Jednak paradoksalnie nie było to święto poświęcone Lughowi, ale jego przybranej matce, Tailtui (wym. telsza).

Była ona kobietą wywodzącą się z królewskiego rodu Firbolgów. W czasie ich panowania nad wyspą, Lugh wtedy w wieku chłopięcym, przebywał na królewskim dworze jako zakładnik i gwarancja pokory ludu Tuatha de Dannan. Tu mała dygresja - dawne życie Celtów związane było ściśle z plemieniem, wszystko zależało od rodziny i od tego jak jeden z jej członków traktował innych. Siłę własnej rodziny można było wzmocnić przez kontakty z innymi rodzinami. Żeby pozyskać łąski rodziny królewskiej oddawano jej na wychowanie syna. A najwyższym honorem było wychowanie królewskiego syna. Odzwierciedlenie tego widzimy w legendach Okrągłego Stołu - król Artur wychowywany był przez Hektora z Dzikiego Lasu, czyli tak jak Lugh z dala od rodziny. To właśnie Tailtui opiekowała się małoletnim przyszłym królem Irlandii. Kiedy Firbolgowie ostatecznie zostali pokonani, Tailtui została zmuszona do ręcznego wykarczowania i oczyszczenia wielkich połaci lasu po to aby zwycięski lud mógł uprawiać na tym terenie zboża. Tailtui nie mogła oczywiście podołać takiemu wysiłkowi i wyzionęła ducha. Kiedy Lugh dowiedział się o tym wpadł w niesłychany gniew, zagroził, że rzuci klątwę, która sprawi, że na wykarczowanych polach nie wyrośnie nic poza chwastami. Przezorni ludzie szybko zebrali plony, a żeby udobruchać swego władcę urządzili wielką fiestę na cześć jego przybranej matki.

Jak to dawniej bywało

Tailtui pochowano pod wielkim wzgórzem nazwanym potem jej imieniem. U jego stóp znajduje się do dzisiaj miasteczko Tailteann (w zangielszczonej formie Teltown) w hrabstwie Meath. Jakkolwiek tego letniego dnia odbywały się różne lokalne imprezy, to właśnie w tym mieście odbywały się, powiedzmy, „centralne obchody” Lughnassadh. Odbywało się tam wiele różnych imprez. Jedną z najważniejszych były wielkie zawody sportowe, zorganizowane odrobinę na wzór starożytnych greckich olimpiad, na których młodzi ludzie popisywali swą siłą i umiejętnościami rywalizując w wielu dyscyplinach, z których bardzo istotne były biegi, ujeżdżanie bydła, hurley, szermierka na miecze oraz wyścigi konne i na rydwanach. Nawiązywało to do jednego z opowiadań z tzw. ulsterskiego cyklu mitologicznego, w którym mowa jest o wyścigu pomiędzy królową Macha i Conorem MacNessą (królowa biegła na własnych nogach, a Conor jechał na rydwanie) - z zupełnie naukowego punktu widzenia miało to symbolizować tajemniczą celtycką Zwierzchność przenoszącą do Zaświatów zmarłe dusze.
Jednocześnie odbywał się wielki jarmark, na którym można było wysłuchać wielu pieśni wędrownych bardów, opowieści przyniesionych z każdego zakątku świata, kupić coś u kupców ściągających niczym pszczoły do miodu z bliskich i odległych krain a cyrkowcy dwoili się i troili żeby zabawić gapiów. Jedna z relacji spisana przez naocznego świadka, średniowiecznego irlandzkiego mnicha mówi co on sam widział: „trąbki, harfy, rogi, dudziarze, skrzypkowie, pieśniarze, gwałtowny tłum, hałaśliwy, przeklinający, wrzeszczący i krzyczący...”
Ta irlandzka olimpiada z czasem nabrała wielkiego znaczenia. W festiwalu uczestniczył sam irlandzki arcykról, czyli Ard Ridh, spisywano wtedy formalne ugody, rozwiązywano polityczne spory i odbywano sądy.
Jednak podobne targi odbywały się na mniejszą skalę w każdym prawie zakątku celtyckiego świata, zresztą był to ku temu czas najlepszy, gdyż wtedy właśnie wojownicy wracali z wojen aby zebrać plony i przygotować ziemię na przyszłe siewy. W jednym z wielu irlandzkich manuskryptów, XII-wiecznym dokumencie zwanym „Księgą z Leinster” możemy znaleźć dokładny opis jarmarku w mieście Carmun w hrabstwie Leinster. Odbywał się on raz na trzy lata, zaczynał się 1 sierpnia i ciągnął przez cały tydzień.

Istniał jednak jeszcze jeden aspekt tego letniego święta, kto wie, czy nie najważniejszy: był to dzień, w którym zawierano wszelkiego rodzaju kontrakty i umowy. Istnieje taka opinia, że wszystkie zawody które się wtedy odbywały miały na celu wyłonienie najlepszych pracowników, którzy bez problemu dadzą sobie radę z ciężką pracą na polach i w obejściu przez cały przyszły rok. Ale, znacznie ciekawszym i bardziej interesującym faktem było to, że wybierano sobie nie tylko pracowników, czyli jakbyśmy powiedzieli parobków, ale także... współmałżonków. Tak, był to jeden z dwóch tradycyjnych dni w którym składano sobie przysięgi wierności. Przy czym oryginalnym celtyckim wynalazkiem były tzw. próbne małżeństwa, zwane inaczej brehońskimi. Trwały one rok i jeden dzień - po tym czasie każda ze stron mogła opuścić swego dotychczasowego partnera i poszukać sobie nowego :) Według zachowanego przekazu wszystko odbywało się w mniej więcej taki sposób:
Młode kobiety i młodzi mężczyźni ustawiali się naprzeciwko siebie po dwóch stronach palisady z wyciętymi małymi otworami w sam raz aby można było przecisnąć przez nie rękę. Po kolei, nie widząc się wzajemnie chłopcy i dziewczęta chwytali się za rękę - od tej chwili stawali się małżeństwem i mogli żyć razem przez następny rok po to, by sprawdzić trwałość związku. Jeżeli nic z tego nie wyszło, para wracała po roku w to samo miejsce i formalnie się rozstawała stając plecami do siebie i odchodząc w przeciwne strony. Co ciekawe taka forma „zawierania znajomości” przetrwała nad wyraz długo i jeszcze w XVIII wieku ów „ślubny targ” w Teltown uważany był za skandalizujący a do dzisiaj angielski zwrot „tailten marriage” oznacza okazjonalny związek miłosny!
Ów zwyczaj składania przysiąg również związany jest z Lughiem, choć może w niezbyt oczywisty sposób. Otóż jego imię wywodzi się od starego celtyckiego słowa „lugio”, oznaczającego dokładnie „przysięgę”.
Podczas święta zawieszone powinny być wszelkie waśnie pomiędzy skłóconymi ludźmi, w taki sam sposób jak to niegdyś uczynili śmiertelni wrogowie - Firbolgowie i Tuatha de Dannan. Pod wieczór na zakończenie festiwalu rozpoczynała się oczywiście zabawa taneczna, na której bawiono się w rytm skocznej irlandzkiej muzyki granej na melodeonie, skrzypcach i flecie. Dość rozpowszechniony był zwyczaj wedle którego wybierano wśród wszystkich zgromadzonych jedną kobietę, sadzano ją potem na tronie i ozdabiano czoło koroną letnich kwiatów, a pod nogi rzucano kwietne girlandy. Pozostali tańczyli wokół niej dotykając girland i odrywając kawałeczki na szczęście.

Odrobina naukowych zawiłości

Imię Tailtiu pochodzi od słowa „tailantiu”, czyli mniej więcej „Wielka Postać zrodzona z Ziemi”, co sugeruje, że pierwotnie była ona personifikacją Ziemi. Tak naprawdę Lughnassadh jest wtórną nazwą, nadaną historycznie zupełnie niedawno, kiedyś całe święto znane było jako „Brón Trogain”, co odnosiło się do... porodu i bólu z nim związanego. Tłumaczenie jest mniej więcej takie, że w tej porze roku ziemia wydaje z siebie swe pierwsze owoce po to, aby jej dzieci mogły żyć. Religia Celtów, tak jak Egipcjan i wielu innych narodów opierała się na cyklu solarnym. Tak więc Lughnassadh związane było przede kalendarz celtycki oparty na kalendarzu znalezionym w Coligney wszystkim ze zbliżającemu się czasowi zbiorów - był to relatywnie szczęśliwy okres w życiu Celtów, kiedy oznaki łaskawości bogów widoczne były gołym okiem. Samo święto jest mocno związane z pojęciem Zwierzchności, często identyfikowanej jako białą klacz, przewija się ona w całej irlandzkiej mitologii. W kalendarzu z Coligney święto oddziela od siebie okresy „Equos”, czyli „czasy koni” i „Elembrios”, czyli „czasy żądań”. Z końmi związane są dwie cetyckie boginie: Rhiannon i Epona - obydwie imiona pochodzą od galijskiego słowa „rigantona” oznaczającego „wielką królową”. Co prawda bardzo rzadko, ale jednak przewija się również wątek Królewskiego Wesela, czyli Banais Rigi, kiedy to król niebios poślubiał ziemię po to aby otrzymać od niej moc niezbędną do sprawowania władzy nad światem. Zaś gry i zawody ku czci zmarłych były szeroko rozpowszechnione w całej Europie - bardzo możliwe, że także starożytne greckie olimpiady odbywały się ku pamięci czynów wielkich bohaterów zmarłych w bitwach. Ofiarowanie części zbiorów bogom i duchom przodków a także zabawa ku ich czci także było powszechną europejską i światową tradycją.

Patrząc pod kątem zupełnie metafizycznym, święto wiązało się z motywem „zranionego władcy” - według legendy podczas wielkiej bitwy na równinie Moytura zginęło wielu wielkich bohaterów, śmiertelnie ranny został także Lugh, bóg światła - od tego dnia jego blask zmniejszał się z każdym dniem, tak jak dzień stawał się coraz krótszy. Działo się tak aż do dnia Samhain, kiedy ostatecznie zostaje unicestwiony z rąk Tanista, swego lustrzanego odbicia, pana anarchii i nieładu. Z drugiej strony Lugh jako bóg żniw (cóż za wszechstronność :) umiera corocznie wraz z zebraniem plonów - związany silnymi więzami z boginią ziemi musi udać się w jej objęcia aby nabrać sił i odrodzić się ponownie wiosną, pokonując ciemności zimy.
W miarę jak mijały stulecia, tradycje związane z świętem Tailte zaczęły się przekształcać w wydarzenia i obrządki upamiętniające nie tylko Tailtiu i obfite żniwa które ludzie zawdzięczali jej poświęceniu, ale także pracę jako taką i poświęcenie ludzi którzy z wysiłkiem starają się zapewnić utrzymanie dla swej rodziny i społeczeństwa.

Chrześcijańską wersją Lughnasadh było Lammas, czyli albo „loaf-mass” (od staroangielskiego terminu oznaczającego czasy zbioru plonów). Tego dnia do dziś wypieka się chleb z mąki z pierwszych zebranych ziaren. Następnie ofiarowuje się go w świątyniach pozostawiając go w bocznych niszach. Lammas pojawiło się po raz pierwszy w okolicy XI-XII wieku, kiedy kościół pragnąc związać bardziej ludzi ze sobą zaadaptował do własnych celów wciąż żywe echa pogańskich zwyczajów. W dawnych czasach tego dnia poddani składali podatki i płacili dziesięcinę.

Zwyczaje

Jednym z zadziwiających zwyczajów, który przetrwał niemalże do dnia dzisiejszego jest ten każący mieszkańcom wsi przyprowadzenie nad brzeg morza koni i ich kąpiel w morskiej wodzie.
Lughnassadh było zaliczane do kategorii festiwali ognia, tak samo jak pozostałe trzy wielkie celtyckie święta. Tak jak i podczas Beltaine rozpalano na szczytach co większych wzgórz ogromne ogniska - ten zwyczaj obowiązywał w wielu irlandzkich wsiach aż do końca XIX wieku. W co niektórych regionach zielonej wyspy starsze kobiety wiązały bydłu czerwone lub niebieskie wstążki na głowach, odmawiając przy tym modlitwy. Żeby zaś pozyskiwane od krów mleko zachowywało zawsze świeżość do udojonego tego dnia wrzucano kłębek krowiej sierści. Z mleka tego przygotowywano następnie specjalny twaróg i ser. Pieczywo wypiekane tego dnia w tradycyjny sposób z przaśnej mąki otrzymywało nazwę „Moilean Maire” i poświęcone było Matce Bożej.
W ogóle warto zauważyć, że pod pewnym względem święto przetrwało do dzisiaj, aczkolwiek przesunęło się nieco w czasie i związane jest ze świętem Wniebowzięcia NMP, czyli La Feill Moire. A jeżeli weźmiemy pod uwagę, że przed wprowadzeniem kalendarza gregoriańskiego przypadało ono niemal dokładnie 1 sierpnia, to wszystko staje się jasne. Dawni Irlandczycy bez oporów przyjęli nową wiarę i nowe zwyczaje widząc w Marii, Matce Bożej boginię ziemi Tailtui, przybraną matkę króla Słońca - Lugha.
Wśród celtyckich narodów Europy tradycje związane ze świętem Lughnassadh są czasem wręcz zaskakująco żywe. Obchodzone jest ono zwykle w pierwszą niedzielę sierpnia, albo tydzień wcześniej. We współczesnej Irlandii jest to tradycyjny dzień „piknikowy”, kiedy całe rodziny wyruszają poza miasta, na wieś, na zielone wzgórza w poszukiwaniu... jagód. Niewielu z nich wie, że czarne jagody były niegdyś symbolicznym darem Matki Ziemi ofiarowanym ludziom w najgorętszą część roku. No i oczywiście wciąż odbywają się różnego rodzaju targi i jarmarki - wszędzie tam gdzie dotarli Celtowie.
W tym dniu w miarę możliwości wciąż spożywa się tradycyjne potrawy (dzisiaj co najwyżej kupione w puszce), takie jak colcannon, czyli specyficzny rodzaj placków z gotowanych ziemniaków, cebuli, czosnku i ogórka z dodatkiem dużej ilości masła i podawanych z gorącym mlekiem. Na deser spożywa się boxty, czyli „inną formę ziemniaka” - są to swego rodzaju ciasteczka smażone na tłuszczu. No i oczywiście nie można się obejść bez jagód, czyli fraocháin - ważne jest tutaj, aby zebrać je samemu. Z zebranych owoców robiło się czasem jagodziane wino, polecane zwłaszcza zakochanym, gdyż podobno... miało w sobie siłę przyspieszania zamążpójścia bądź ożenku :)

Samhain

Samhain (czyli koniec lata, albo święto gasnącego słońca) było starym irlandzkim świętem, a zarazem nazwą pierwszego miesiąca celtyckiego roku. Był miesiącem, ogłaszającym nadejście czasów chłodu i ciemności. Samo święto trwało aż dziewięć dni jak żadne inne nie rozpalało tak wyobraźni Celtów, i tak już pełnej nadnaturalnych sił życia i śmierci. Jak wszystkie celtyckie święta, i to było obchodzona na trzech płaszczyznach. Na poziomie materialnym był to czas na przygotowywanie zapasów na nadchodzącą zimę, gromadzenie ludzi i bydła rozproszonego po wzgórzach i dolinach, czas powrotu do zimowych osad a także najlepszy okres na wzmocnienie nadszarpniętych więzów rodzinnych i towarzyskich. Ten aspekt święta był bardzo praktyczny i potrzebny, nawiązywał do celtyckiej filozofii religijnej, mówiącej o tym, że wszyscy są częścią wielkiego ducha klanowego, przywoływanego właśnie w tej porze roku.

Bycie samotnym lub opuszczonym w tym dniu oznaczało wystawienie duszy na zagubienie w bezładnych Zaświatach. Dzisiaj istota tej części święta zatraciła swe znaczenie dla większości potomków starożytnych Celtów. Na ten aspekt należy spojrzeć z punktu widzenia członków szczepu dla których zły sezon znaczył długi okres głodu, ciężką zimę, której wielu z nich może nie przetrwać.

Z drugiej strony był to czas wewnętrznego skupienia dla ludzi. Dla tej wojowniczej rasy śmierć nigdy nie oddalała się zanadto, nie była takim tragicznym wydarzeniem, jakim jest dzisiaj. To co było bardzo ważne dla tych ludzi to śmierć z honorem i życie w pamięci klanu i bycie wspominanym na wielkim święcie Fleadh nan Mairbh (święto zmarłych), które odbywało się w wigilię Samhain.

Był to najbardziej magiczny dzień w roku, w tym dniu śmierć nie istniała. Podczas nocy, wielka tarcza Skathach ochraniająca świat żywych zostawała opuszczana, pozwalając aby zanikła bariera pomiędzy dwoma światami i żeby siły chaosu wtargnęły do naszej rzeczywistości. Nawet dzisiaj słyszy się opowieści o tym jak nagle rzeczy, bydło i inwentarz domowy przemieszczają się z pola na pole czy też jak „coś” próbuje rozbić okna w domach.

Wtedy duchy zmarłych i tych członków klanu, którzy się jeszcze nie urodzili spacerowali swobodnie pomiędzy żyjącymi. Na ich cześć były przygotowywane jedzenie i rozrywka. W ten sposób klan był jednocześnie przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Ten aspekt święta nigdy nie został całkowicie wykorzeniony przez chrześcijaństwo i przetrwał do dzisiaj w postaci święta Halloween. Dla większości ludzi został przyjęty jako istotę święta Samhain.

I na końcu, trzeci poziom kosmicznego święta, wschód Plejad, zimowych gwiazd, ogłaszał przewagę nocy nad dniem, ciemnej połowy natury rządzonej przez rzeczywistości księżyca. W ciągu trzech dni poprzedzających miesiąc Samhain, Lug - Bóg Słońce, okaleczony w Lughnassadh (inne z ważnych celtyckich świąt) umiera z rąk Księżyca, swojego drugiego wcielenia, które jest Panem Anarchii. Lugh przechodzi przez granice światów pierwszego dnia Samhain. Nowy bóg jest skąpym władcą, pomimo, że świeci jasno na zimowym niebie, nie daje ziemi ani trochę swego ciepła. Nie potrafi ocieplić północnego wiatru, który jest oddechem Staruchy, Cailleach Bheare. Widzimy w tym odwieczną walkę pomiędzy światłem i ciemnością, siłami wzrostu i zagłady, życia i śmierci, ale nigdy dobra i zła. Pomiędzy tymi dwoma istotami, Słońcem i Księżycem leży porządek wszechrzeczy, który stanowi oparcie dla całego życia w naszym świecie. Cykliczna harmonia dominacji każdej ze stron oznacza, że ani życie ani śmierć nie może dzierżyć trwałej władzy nad światem.

Tradycje

Przygotowywanie 'bonfire' - wielkiego ogniska rozpalanego na szczytach pagórkówJedno z tych celtyckich „świąt ognia” jest dzisiaj obchodzone w Burghead w Szkocji, 11 stycznia każdego roku (Nowy Rok według starego, juliańskiego, kalendarza). Znany jest pod nazwą „burning of the clavie”, posiada wiele wspólnego ze świętem Samhain.
Mianem „clavie” określane były niegdyś beczki po śledziach, wypełnione smołą i suchym drewnem. Dzisiaj są to metalowe beczki po whisky, impregnowane kreozotem. Beczka jest przybita do pojedynczego pala - co roku używane są te same gwoździe. Clavie jest zapalana od torfu z paleniska jednego z domów w Burghead przez wybranego wcześniej Króla Clavie. Następnie dziesięciu ludzi (najczęściej rybaków) robi z płonącą beczką rundę wokół ulic miasteczka, od czasu do czasu zatrzymując się przy domach w których mieszkali zasłużeni dla osady ludzi aby ofiarować ich mieszkańcom część tlącej się zawartości beczki, mającej przynieść szczęście na cały nadchodzący rok.
Ludzie przechodzą do kamiennego ołtarza w starym forcie na wzgórzach Doorie, clavie zostaje ustawiona na ziemi i dodaje się doń więcej smoły i drewna, tak że wkrótce całe zbocze pokrywa się blaskiem płomieni, po czym wszyscy rozchodzą się do domów.

W Irlandii i Brytanii ludzie do dziś wierzą, że tego dnia dusze zmarłych wracają na ziemię do wszystkich miejsc jakie znali za życia. Pokój w którym mieszkała zmarła osoba nie może tego dnia być zamiatany ani wycierany z kurzu, bo można przy okazji wymieść i duszę; należy też zostawić dla niej jedzenie. Należy też przykryć wszystkie naczynia z wodą, żeby dusza przypadkiem się w nich nie utopiła. Nie można do niej mówić ani w żaden inny sposób przeszkadzać; poza tym nie można zamykać żadnych drzwi w domu, przez które zmarła osoba często przechodziła. Wszystkie te warunki muszą byc spełnione, inaczej... można poczuć na sobie gniew zmarłych.

Innym zwyczajem, jest tradycja robienia „tumpshie”, czyli latarni z... rzepy. Czubek dużej rzepy jest odcinany a środek wydrążany; następnie wycina się w ściance „czaszkopodobną” twarz. Na końcu zapalana jest w środku świeca. Dzisiaj wszyscy chyba znają ten zwyczaj, tylko z użyciem dyni. Symbolika twarzy śmierci, dusz które odeszły na tamten świat pozostaje ciągle silna.

Ciemność która nadchodzi rozjaśnić może światło i ogień, stąd mamy ognie Halloween, rozpalane na szczytach wzgórz we wszystkich celtyckich krajach. Fizyczne granice świata porządku mogą być przywrócone przez obnoszenie zapalonych pochodni wzdłuż granic posiadłości. W Perthshire świąteczny ogień rozpalany jest z wrzosów i janowca przybranych lnianym płótnem, zatykany na wysokim palu i obnoszony potem po ulicach.

Przebrańcy Jak wspominałem, w Samhain krążą po świecie duchy zmarłych a także mieszkańcy sidhe, sluagh. Na Hebrydach, mary na których było wynoszone ciało zmarłego pali się, aby sluagh nie mogli użyć ich ponownie do wykradzenia duszy. Także wyprawienie się tego dnia poza obręb osady grozi porwaniem przez groźnych mieszkańców Zaświatów. Stąd pewnie bierze się zwyczaj „zmiany oblicza”. Młodzi ludzie zakładają dziwaczne maski lub malują na czarno twarze zanim tego dnia wyruszą w podróż, wszystko po to aby nie zostać rozpoznanym i „zabranym” przez duchy.

W Irlandii wierzono, że wszelka nie zebrana do tej daty żywność nie nadawała się już do spożycia - wiszące jeszcze na gałązkach jagody i inne owoce miły być opluwane i niszczone przez fearies. Żeby zapobiec dalszym zniszczeniom, zostawiano im w miseczkach wodę i jedzenie, a drzwi, dzieci i domowe zwierzęta spryskiwano wodą święconą.

 

 

Imbolc

W celtyckim kalendarzu, święto Imbolc (albo rzadziej Oimelc) obchodzi się 1 lutego, i poswięcone jest Brigidh (Brigid or Bride), bogini która w poźniejszych czasach stała się chrześcijańską świętą. Obchodzone jest kiedy zima, której uosobieniem jest stara kobieta Cailleach, musi ustąpić miejsca pani wiosny, Bigidh - świeżość wzrasta w siłę każdego dnia wraz ze słońcem święcącym coraz wyżej i wyżej, pokrywając ziemię na powrót zielenią.
Obydwie nazwy święta nawiązują do pory, w której owce zaczynają dawać mleko, co oznacza powrót dających życie sił wiosny. W późniejszych latach, kościół zastąpił to święto dniem Candlemas czyli dniem Matki Boskiej Gromnicznej, obchodzonym 2 lutego, czyli dzień później. Potężny wizerunek Brygidy, przynoszącej światło, odciskał swoje piętno zarówno na chrześcijańskich, jak i pogańskich obrzędach. Na większości obszaru Wysp Brytyjskich, luty jest najzimniejszym i najtrudniejszym do życia miesiącem. W starej Szkocji, okres ten nazywany był Faoilleach, miesiącem wilków, albo marbh-mhins, czyli miesiącem śmierci.
Jednak pomimo tego, że ta pora roku była tak zimna i martwa, małe acz uparte oznaki nowego życia zaczynały się pojawiać: rodziły się jagnięta, a deszcz przynosił ze sobą świeżą trawę. Kruki zaczynały budować swoje gniazda a lelki jak powiadano zaczynały śpiewać czystszym głosem. W Irlandii, ziemia była już gotowa przyjąć nowe ziarna, rodziły się cielęta a rybacy zaczynali wyglądać niecierpliwie końca zimowych burz, żeby w końcu znowu wypłynąć na łowiska.

Kuszące jest wyobrażenie sobie tej delikatnej bogini wczesnej wiosny dokładnie tak jak na słynnym obrazie szkockiego artysty, Johna Duncana - "The Coming of Bride": młodej dziewczyny otoczonej wianuszkiem dzieci. Lecz poza jej dziewczęcą niewinnością leży potęga potężnego niegdyś bóstwa, Brighid, której imię znaczy "wywyższona", królowej i bogini-matki wielu europejskich plemion. Znana jest również jako Brigid, Bridget, Brighid, Brighde, Brig lub Bride, niektórzy językoznawcy rozważają nawet pochodzenie jej imienia od sanskryckiego słowa brihati, określającego boskość. X-wieczny glosariusz Cormaca opisuje ją jako córkę Dagdy, "wielkiego boga" ludu Tuatha de Danaan. Określona jest tam jako "kobieta mądrości, bogini, którą adorują poeci, ponieważ jej protekcja była bardzo wielka i bardzo sławna". Ponieważ celtyccy poeci, filidzi, zaangażowani byli też w przepowiadanie przyszłości, Brygid uważana była jako znakomite źródło inspiracji i natchnienie wyroczni.
Mówiono, że ma dwie siostry: Brygid the Physician oraz Brigid the Smith (nie będę tłumaczył obydwu przydomków, gdyż trudno znaleźć ich zgrabne odpowiedniki w naszym języku), ale uważa się generalnie, że wszystkie trzy są aspektami jednej bogini poezji, leczenia i rzemiosła. W innym miejscu opisywana jest jako patronka wszelkich zawodów ważnych dla celtyckich społeczności: barwienia tkanin, tkania i warzenia piwa. Bogini regeneracji i obfitości, uwielbiana jako ta, która dostarcza bogactw natury dla dobra ludzi. Ściśle wiąże się ją z bydłem hodowlanym i udomowionymi zwierzętami. Miała dwa woły Fea i Feimhean, których imiona przeniosły się na równinne obszary w hrabstwach Wicklow i Tipperary. Była również strażniczką Torc Triath, króla dzików, który z kolei oddał swe imię równinie Treithirne w Tipperary. Te trzy totemiczne zwierzęta miały ostrzegać ludzi swym głosem, kiedy Irlandii groziło niebezpieczeństwo. Niektóre irlandzkie rzeki noszą jej imię, tak jak różne miejsca aż do Brevonshire w Walii, Brechin w Szkocji i miasta Bregenz w Austrii, które było stolicą ludu Brygantów. Główną ich boginią była Brigantia, o której sądzi się, że była jeszcze innym aspektem Brigid. Inni Brygantowie, najsilniejszy politycznie związek plemion w celtyckiej Brytanii, swe siedziby mieli w dzisiejszej północnej Anglii, gdzie nazwy własne miast i innych obiektów geograficznych wciąż niosą echo obecności ich bogini-matki.

Z nadejściem chrześcijaństwa, potężna energia pogańskiej bogini zaowocowała powstaniem najbardziej wielbionej świętej, drugiej zaraz za świętym Patrykiem. Ta transformacja dokonała się prawie literalnie w Drumeague w miejscu zwanym "górą trzech bogów". W tym miejscu kamienna głowa Brygid była czczona jako potrójne bóstwo, lecz z nadejściem chrześcijaństwa została ukryta w neolitycznym grobowcu. Później została odkryta w miejscu swego "pochówku" i umieszczona w lokalnym kościele, w którym została "kanonizowana" jako "święta Brygida z Knockbridge". Pomimo iż powstało wiele legend związanych z tą postacią, nie ma żadnych danych świadczących iż była ona postacią historyczną. Świadectwa umieszczone w jej żywotach ukazują to, co James Frazer nazywa "boginią w wyświechtanym płaszczyku". Więcej o świętej Brygidzie przeczytacie na na tej stronie.

Święta Brygida ze Szkocji

W Szkocji Brygida znana była jako "Bride" i tak jak jej pogański pierwowzór panowała nad ogniem, patronowała sztuce i wszystkim pięknym rzeczom. Jako że zapowiadała przyjście wiosny, legenda głosiła, że była akuszerką przy narodzinach Chrystusa. Nazywana była mianem Muime Chriosd, opiekunką Chrystusa, a on sam był "Dalda Brede", wychowankiem Bride. Z tej przyczyny wzywana była w czasie porodu. Szkockie kobiety wzywały Brygid również podczas rozpalania domowego paleniska. Palenisko było nie tylko źródłem ciepła i pośrednio dobrej strawy, ale symbolizował moc słońca sprowadzoną na ludzki poziom i przedstawioną jako ogień.

Święto Brigith

Rzecze się: "od święta Brighid każdy dzień jest coraz dłuższy a noc krótsza". Pomimo tego, że odnosi się to raczej do zimowego przesilenia, uważano, że to właśnie ta bogini sprowadza jasność na świat. W wigilię Le Fheill Bhreghde, stara kobieta, Cailleach, wyrusza w podróż ku magicznej wyspie na której wśród lasów znajduje się cudowna studnia młodości. Z pierwszym blaskiem świtu, wypija łyk wody wypływającej ze żródełka i przemienia się w Bride, młodą i piękną kobietę, która posiada moc przywracania zieleni nagiej ziemi. Inna wersja tej historii mówi, że Bride jest młodą dziewczyną trzymaną w niewoli przez Cailleach całą zimę wśród zaśniezonych zboczy Ben Nevis. Zostaje uratowana przez syna Cailleach, który oczywiscie zakochał się w Bride i uciekł z nią, mimo wysiłków matki, wysyłającej za nimi śnieżne zamiecie.

Nadejście Bride swiętowane było w Highlandach i na Wyspach gorącymi modlitwami i pieśniami. Spośród wielu, do dzisiaj przetrwało zaledwie kilka - "Płaszcz Bride", "Modlitwa Bride" - porzucone muszelki na zapomnianym brzegu tradycji. Jednak dzięki pracy etnografów udało się zapisać kilka dawnych zwyczajów związanych z dniem świętej Brigidth. W wigilię święta Bride młode dziewczęta skręcały ze snopków ludzką postać i ozdabiały ją kolorowymi muszelkami i błyszczącymi kryształkami, razem z przebiśniegami, prymulkami i innymi wczesnymi kwiatkami oraz zielonymi roślinami. Szczególnie wyróżniającą się ozdobę umieszczano w miejscu serca, nazywając ją "gwiazdą przewodnią Bride", nawiązując rzecz jasna do gwiazdy betlejemskiej. Figurka nazywana była Brideag, małą Bride, i obnoszona wokół w procesji młodych dziewcząt ubranych na biało i z rozpuszczonymi włosami, uosabiając ducha czystości i młodości. Każdy dom, który odwiedziły, musiał płacić im "daninę" w postaci kwiatów, bułeczek, sera czy masła, odwdzięczając się Bride wobec jej hojności w obdarowywaniu pożywieniem. Po obejściu wszystkich domów, wracały do tego, z którego wyszły i przez całą noc przygotowywały ucztę na następny dzień. Młodzi chłopcy wkrótce przychodzili stukając do drzwi i pozwalano im wejść za opłatą dla Bride - razem spiewano pieśni, tańczono i bawiono się aż do nastania świtu. Z pierwszym światłem jutrzenki, wszyscy chwytali się za ręce i śpiewali hymn ku czci Bride i rozdawali to co zostało z posiłku wśród biednych mieszkańców osady.

 

Boże Narodzenie

Postaram się w tym miejscu przybliżyć Wam nieco świąteczny klimat w Irlandii. Jest to trochę trudne zadanie, gdyż nie polegam tym razem na własnych doświadczeniach, a jedynie na różnych materiałach, jakie można znaleźć w internecie. Za wszelkie przekłamania serdecznie przepraszam, ale nie wydaje mi się, żeby było tak strasznie źle. A więc do dzieła.

Zarówno same święta jak i przygotowania do niego mają wyjątkowo religijny charakter - chyba jeszcze bardziej niż w Polsce - a jednocześnie bardzo rodzinny. I tak samo większość zwyczajów związanych z tym okresem czasu ma swoje źródła we wsiach i małych miasteczkach - część z nich jest już prawie zapomniana, a wśród miejskich rodzin przetrwały, tak jak u nas w symboliczny sposób jedynie niektóre zwyczaje.

Święta w Irlandii zaczynają się wcześnie, zwykle od wysłania świątecznych kartek i ozdobienia sklepowych witryn na początku grudnia. Dzieci często odliczają dni do świąt według adwentowego kalendarza. Drzewka świąteczne, czyli nasze choinki można kupić w ciągu całego grudnia. Przyozdabia się je kolorowymi lampkami, bombkami i innymi świecidełkami. Niektórzy na czubku umieszczają anioła, inni gwiazdę. Dom ozdabiany jest girlandami, świecami oraz gałązkami ostrokrzewu i wierzby. Nad drzwiami wiesza się wieńce, czasami też jemiołę. Często można spotkać żłóbki symbolizujące Boże Narodzenie, w większej postaci można je spotkać w kościołach.

Tuż przed świętami przygotowuje się ciasta, puddingi i coś co się nazywa „mince pie” (czyli zapiekane w cieście mięso). W przedświątecznych dniach często pije się grzane wino, zwłaszcza po śpiewanych zimnymi wieczorami kolędach. Ludzie często wychodzą na dwór i śpiewając kolędy zbierają pieniądze na różne dobroczynne cele. (Wielu ludzi w Irlandii używa ciepłej whisky na rozgrzewkę).

W wigilię dzieci wystawiają skarpetki, czasem poszewki od poduszek na brzeg swoich łóżek, w nadziei, że rano znajdą w nich prezenty. Dorośli idą w tym czasie na nocną mszę, czyli naszą Pasterkę, robią to zarówno katolicy jak i protestanci. Niektórzy rozpakowują prezenty już w środku nocy! Dzieci zaglądają do skarpetek rano, tradycyjnie znajdując jabłko w palcach i pomarańczę w pięcie. Bardzo często są tam także czekoladowe monety i małe zabawki.

Do świątecznej kolacji zasiada się często już o 3 po południu. Nie ma jakichś specyficznych dań przygotowywanych na tę okazję, ale prawie zawsze znajdzie się na stole wędzony łosoś z chlebem sodowym, sałatka z krewetek lub inne rybne dania. Główne danie jest bardzo tradycyjne: indyk, szynka, sos borowinowy, chleb, parówki, ziemniaki i warzywa. Na deser je się świąteczny pudding z brandy lub rumem i inne smakołyki, w tym owe „mince pie”. Na stole znajdują się też krakersy do przegryzania dań obiadowych. Świąteczne ciasto kroi się tuż przed posiłkiem.
Niektóre rodziny spożywają posiłek dopiero wieczorem, podając jako główne danie przyprawioną wołowinę. Jest ona przyprawiana kilka dni wcześniej, potem gotowana i ściskana. Może być podawana na ciepło, chociaż normalnie spożywa się ją na zimno.

Drugiego dnia świąt rozdaje się podarunki ludziom, z których usług korzysta się przez cały rok: mleczarzom, listonoszom, ludziom wywożącym śmieci, itp., zwykle są to pieniądze, dawniej nazywano je prezentami na „boxing day” (od pudełek, w których je ofiarowywano).

W czasie świąt często wystawiane są dziecięce pantomimy. Zaczynają się w dniu św. Szczepana, w drugi dzień świąt. Co ciekawe, wszystkie postacie żeńskie grane są przez chłopców, i na odwrót. Przystojnym księciem zostaje dziewczynka, Kopciuszkiem czy Królową Śniegu chłopiec. Macochą i złymi siostrami są zawsze chłopcy. Wystawia się zwykle klasyczne bajki, Kopciuszka, Śpiącą Królewnę, Kota w butach. Każdego roku w Dublinie wystawia się przynajmniej dwie pantomimy.
Oficjalnym dniem kończącym święta jest 6 styczeń, święto Trzech Króli.

 

 Przygotowania do świąt

Przede wszystkim robi się wielkie porządki, zupełnie jak u nas, dzieci tradycyjnie wysyła się po gałązki jemioły, wierzby, wawrzynu, ostrokrzewu i innych zielonych jeszcze roślin. Potem robią z nich roślinne girlandy. Poza tym naszywa się listki ostrokrzewu i kolorowe skrawki papieru na lniane płotno tworząc przy tym ozdobne motywy.

Zgodnie z miłą tradycją pocałowana pod dekoracjami z jemioły dziewczyna otrzymuje od chłopców prezenty. Zwyczaj znany skądinąd i u nas :)

Zanikła już prawie tradycja zgodnie z którą ludzie mieszkający na wsi przynosili różne dobra wytworzone przez siebie ludziom z miasta, za co ci odwdzięczali się im tym samym. No i oczywiście, obowiązkowo wręcz należy przygotować „poitin”, czyli rodzaj ziemniaczanego bimbru, na święta musi go zostać przynajmniej kwarta.

 

 Wigilia

Przede wszystkim w miarę możliwości na wigilię wraca się do domu, do rodziny nawet z bardzo daleka. Pracę kończy się najpóźniej w południe, żeby być w domu przed zmierzchem, zgodnie z powszechnym zwyczajem przygotowuje się prezenty dla bliskich - wielu Irlandczyków na emigracji wysyła „list z Ameryki”, zawierający pozdrowienia dla rodziny pozostałej w Irlandii, tradycyjnie zawiera trochę gotówki.

Po południu przeprowadza się ostatnie przygotowania do wigilijnej kolacji. Przygotowuje się gotowaną wołowinę, najpopularniejszą świąteczną potrawę (zwłaszcza w hrabstwach północnych); kiedyś tylko w bogatych rodzinach, a teraz powszechnie przygotowuje się danie zwane „fowl” (dosł. ptactwo, drób). Składa się nań kurczak lub gęś, boczek i baranina, ciasto, pudding i ciasteczka. Obowiązkowo przygotowuje świąteczny pudding. W hrabstwie Wexford przygotowuje „cutlin pudding” - porridge, czyli swego rodzaju owsiankę z dodatkiem pszenicy, cukru, suszonych owoców i przypraw. Formuje się toto w kulę wielkości piłki futbolowej i gotuje. Jeszcze inną potrawą przygotowywaną głównie w Donegalu jest ciasto w kształcie łóżeczka, przyozdabia się je kawałkami ciasta mającymi reprezentować siano w żłobie.

Po zapadnięciu zmroku zapala się wigilijne świece. Duże świece umieszcza w lichtarzykach zrobionych z rzepy lub w cebrzykach wypełnionych otrębami lub mąką, a wszystkie przyozdabia się jemiołą. Pozostawia się je płonące przez całą noc, gasząc je dopiero tuż przed pierwszą mszą. Jedna duża świeca - Mor na Nollag (czyli dosłownie „wielka bożonarodzeniowa”) jest czasem wystawiana na zewnątrz. W wielu domach ku czci świętej Rodziny zapala się trzy świece, często w trójramiennym świeczniku. Co ważne - największą świecę powinna zapalić najmłodsza w domu osoba. Jeśli główna świeca zgaśnie z jakiejkolwiek przyczyny, jest to traktowane jako zły znak - może wróżyć śmierć głowy rodziny. Płonąca świeca powinna stać przy każdym oknie. Dla każdej zmarłej od ostatnich świąt w rodzinie osoby zapala się specjalną świecę. Dzieci podnosi się wysoko do góry, by mogły zobaczyć wszystkie palące się ogniki.

Drzwi w święta pozostawia się otwarte na wypadek niespodziewanych gości a przy stole zostawia się puste nakrycia dla trzech osób i miskę wody, którą mogą pobłogosławić podróżni - wody tej używa się do leczenia. Przed samą kolacją zamiata się jeszcze podłogę.

Wigilia jest dniem postnym, spożywa się głównie dania rybne - dorsze, sztokfisze w białym sosie i ziemniaki. Post kończy się tuż przed północą. Kroi się świąteczne ciasto, pije herbatę, poncz, rozdaje dzieciom słodycze i owoce. W miarę możliwości po kolacji rodzina zbiera się przy kominku. Dzieciom przypomina się, że na każdej igiełce liścia ostrokrzewu - tej nocy i każdej następnej - stoi anioł. Powiada się, że żadna modlitwa odprawiona tego dnia nie pozostanie bez odpowiedzi. Każdy kto umrze tego dnia pójdzie prosto do nieba.

Tradycyjnie odwiedza się groby zmarłych, zostawiając na nich drobne pęczki gałązek wieczniezielonych roślin. O północy oddaje się jeden wystrzał ze strzelby.

Na wsi zwierzęta karmi się kukurydzą lub otrębami, przyozdabia budynki gospodarskie zielonymi gałązkami i dodatkowymi latarniami. Dzieci zaczepiają na krowich rogach wianki z ostrokrzewu. Powiada się, że koguty pieją tego dnia o niezwykłych porach - szczęśliwym znakiem jest usłyszeć go o północy. Zimna pogoda z mrozem lunb śniegiem oznacza łagodną zimę i brak chorób. Kiedy w wigilię pada śnieg, w niebie oskubuje się gęsi z pierza. Uważa się, że wigilia przynosi szczególne szczęście podczas nowiu.

 

 Boże Narodzenie

Pierwszy dzień spędza się w domu w ciszy i skupieniu. Nie odwiedza się domów innych ludzi. Bardzo wcześnie odwiedzane są kościoły, najlepiej zdążyć na mszę przed wieczorem, często na zabiera się na szczęście wiązkę słomy z kościelnego żłóbka.

W wielu miasteczkach odbywają się mecze hurlingu - narodowego sportu Irlandczyków, w których bierze udział ogół mieszkańców. Mecz zwyczajowo rozpoczyna się już u bram kościoła. Inną raczej zanikłą już tradycją jest świąteczne polowanie na zające i turnieje strzeleckie.

Przed obiadem wypija się dla zdrowia trzy łyki słonej wody, po posiłku cały dom zbiera się razem grając, śpiewając i opowiadając opowieści. Nasłuchuje się też cykania świerszcza za kominem - jest to bardzo dobry znak na przyszłość.

Tak jak u nas po domach chodzą kolędnicy, którym za występy daje się przeróżne drobiazgi bądź pieniądze.
No i oczywiście śpiewa się kolędy.

Z drugim dniem świąt związana jest ciekawostka - w Irlandii wierzy się, że kiedy święty Stefan przebywał w ukryciu, mały ptaszek - strzyżyk - zdradził jego kryjówkę. święty został pochwycony i stracony. Dlatego też ten dzień ten zwany jest „dniem polowania na strzyżyki”. Dawniej w tym czasie te niepozorne ptaszki były celem na który polowali mniejsi i więksi chłopcy. Dzieci zbierają także ptasie gniazda śpiewając przy tym „ptasią pieśń”, taką jak ta (kto chce niech czyta):

The wran, the wran,the king of all birds,
St. Stephen's day was cot in the furze
Although he is little his family's grate,
Put yer hand in yer pocket and give us a trate.
Sing holly,sing ivy-sing ivy,sing holly,
A drop ust to drink it would drown melancholy
And if you dhraw it ov the best,
I hope in heven yer sowl will rest,
But if you dhraw it ov the small
It won't agree wid de wran boys at all

Wren Boys

Obnoszą potem gniazda z krzykiem między domami, zbierając do nich pieniądze, które tradycyjnie należy wydać jeszcze tego samego dnia. Chłopcy często przebrani są w dziwaczne stroje lub przynajmniej przyozdabiają ubranie kolorowymi wstążkami. Noszą też ze sobą małe drewniane strzyżyki (czy w ogóle małą ptasią figurkę) - kiedy zostaną źle potraktowani, palą ją pod drzwiami niegościnnego gospodarza, co przynieść ma dla niego nieszczęście na cały rok. Po całym dniu strzyżyk jest zakopywany w ziemi z jednopensową monetą. Oczywiście, żeby mieć szczęście wystarczy obdarować tylko jedną grupę „kolędników”. Ostatnimi czasy w całej zabawie biorą udział też dziewczęta.
Zwyczaj ten nie jest praktykowany w północnej Irlandii, w Munsterze zaś chłopcy często są dowodzeni przez Kapitana, ubranego w wojskowy strój i noszącego miecz. Często towarzyszy mu ubrany w kobiece stroje błazen z baranim pęcherzem na patyku.
Wszystkie te zwyczaje były bardzo długo kojarzone z najniższą klasą społeczną, polowania na ptaki zaś zostały zakazane w połowie XIX wieku.

Drugi dzień świąt często traktowany jest jako dzień postny, dla zrównoważenia wcześniejszego „obżarstwa”. Jednocześnie jest to dzień zabaw i przeróżnych gier.

 

Ślub i wesele

Ceremonia ślubna we współczesnych krajach Zachodu posiada więcej podobieństw niż różnic. Powszechnie zaobserwować można biały strój panny młodej, obrączki, tort weselny, kwiaty, muzykę którą gra się młodej parze - wszystko to są uniwersalne zwyczaje. Ale skąd wszystkie te tradycje przyszły? Skąd wziął się zwyczaj przenoszenia panny młodej na rekach przez próg domu? I dlaczego panny młode noszą kwiaty? Oto kilka bardziej znanych zwyczajów oraz próby ich wyjaśnienia. Wiele z nich ma kilka różnych źródeł, ale te które tu przedstawiam są najbardziej znane. Czasami trzeba cofnąć się w czasie o kilka stuleci, więc ich pochodzenie nie jest jasne, wiadomo tylko, że mają swe źródło w starożytnych przesądach i pogańskich wierzeniach.

IRLANDZKIE PRZESĄDY

W XVIII i XIX wieku Irlandczycy wierzyli, że jeżeli promień słońca padnie na pannę młodą, przyniesie to szczęście młodej parze. Szczęście przynosiło też pianie koguta o poranku w dzień ślubu albo ujrzenie trzech srok. Po ceremonii zaślubin ważne było, aby to mężczyzna, a nie kobieta pierwszy składał życzenia nowożeńcom. Niektóre inne przesądy to:

  • Dobrze, aby w obrączkę wbudowany był birthstone, nawet jeżeli powszechnie kamień ten był uważany jako przynoszący nieszczęście.
  • Kolczyki które nosi panna młoda w dniu ślubu będą jej przynosić szczęście zawsze później.
  • Szczęście przynosi również przypadkowe podarcie sukni ślubnej w dniu ślubu.
  • Dobrze, jeżeli welon założy pannie młodej kobieta, która szczęśliwie wyszła za mąż; źle jeżeli panna młoda założy go sama.
  • Dobrze być obudzonym w dniu ślubu przez śpiew ptaków.
  • Kiedy panna młoda wychodząc na dwór do ślubu spojrzy w słońce, będzie miała piękne dzieci.
WYBÓR DATY

W Irlandii dniem uważanym za szczególnie szczęśliwym do ożenku jest ostatni dzień w roku. Z kolei Childermas Day lub Wszystkich Świętych są dniami wyjątkowo pechowymi. Stary przesąd głosi, że maj to miesiąc szczególnie niesprzyjający ślubom, a to przez skojarzenie z Marią, Matką Boską - pomimo tego jest to jeden z najpopularniejszych "ślubnych" miesięcy zarówno w Irlandii jak i w Ameryce. Szczęśliwy dzień jest słoneczny, deszczowy - pechowy. Także Boże Narodzenie i Nowy Rok są dobrymi dniami. A jeżeli chodzi o dni tygodnia, to stare powiedzenie mówi, że w poniedziałek bierze się ślub dla pieniędzy, we wtorek dla zdrowia, we czwartek dla Boga, w piątek na straty, środa to dzień najlepszy, a niedziela to żaden dzień.

RZUCANIE KWIATÓW

Zwyczaj, wedle którego panna młoda rzuca bukiet kwiatów gościom stanu wolnego sięga XIV wieku i prawdopodobnie pochodzi z Francji. Kobieta, która złapie kwiaty pierwsza wyjdzie za mąż. Odpowiednio, kiedy kwiaty złapie mężczyzna, pierwszy się ożeni.

COś STAREGO, NOWEGO, POŻYCZONEGO I NIEBIESKIEGO

Po angielsku te cztery słowa stanowią rymowankę, która jest skróconą wersją wierszyka pochodzącego z epoki wiktoriańskiej: something old, something new, something borrowed, something blue and a silver sixpence in your shoe. Czasami słowo "stary" reprezentuje więzi łączące pannę młodą z jej rodziną i starym życiem. Zazwyczaj panna młoda nosi jakiś element rodzinnej bizuterii, czasem także suknię ślubną swej matki lub babki. Noszenie czegoś nowego oznacza dobry los i powodzenie w nowym życiu panny młodej. Najczęściej nowa jest suknia ślubna, ale nowa może być jakakolwiek część stroju.

Założenie czegoś pożyczonego, czegoś, co było już noszone przez szczęśliwą panną młodą na jej ślubie ma przynieść szczęście w małżeństwie. Może to być część stoju ślubnego, chusteczka albo biżuteria. Noszenie czegoś niebieskiego nawiązuje do czasów biblijnych, kiedy kolor niebieski reprezentował czystość i doskonałość. Z tego powodu suknie ślubne były ongiś niebieskie, dzisiaj pozostała z tych czasów jedynie niebieska obwódka na dole sukni ślubnej. Srebrna sześciopensówka w lewym bucie panny młodej jest symbolem zamożności. Ma przynieść nie tylko majątek materialny ale też bogactwo szczęścia i radości na całe życie w małżeństwie. W późniejszych czasach sześciopensówkę zastąpiła irlandzka moneta pięciopensowa. Obecnie przyszedł czas na euro, co wielu parom nie wydaje się już być tak romantyczne jak wcześniej.

ŚLUBNE STROJE

Biała suknia śluba tak mocno wrosła w tradycję, że wielu ludzi ni potrafi wyobrazić sobie niczego innego. Jednak to stosunkowo nowy zwyczaj na celtyckich ziemiach. Ślub Anny z Bretanii spopularyzował biały strój w roku 1499. Jednak jeszcze w XIX wieku kolorowe suknie były często spotykane na wiejskich weselach. Wcześniej kobieta zakładała po prostu swoją najlepszą suknię. W odległych czasach to niebieski, a nie biały reprezentował czystość i dlatego czasami dzisiaj panna i pan młody noszą niebieskie opaski na dole swych ślubnych strojów.

WELON

Pochodzenie welonu jest niejasne, ale uważa się, że używano go znacznie wcześniej niż inne elementy ślubnego stroju. Jedna tradycja głosi, że pochodzi z czasów kiedy pan młody zarzucał chustę na głowę swej wybranki - (on schwytał ją, ona złapała jego). Inna z kolei twierdzi, iż zwyczaj pochodzi z czasów aranżowanyh małżeństw, kiedy trzymano twarz panny młodej w ukryciu aż do czasu ceremonii zaślubin, aby pan młody nie mógł wycofać się z małżeństwa dlatego, że nie podobało mu się jej oblicze. Wtedy to ojciec panny młodej oddawał ją panowi młodemu, który podnosił welon i oglądał ją po raz pierwszy. Według jeszcze innej teorii, welon miał chronić pannę młodą przed złymi duchami i urokami, które unosić się miały w powietrzu w dniu ślubu.
Różne te czynniki wyewoluowały w zwyczaj, wedle którego welon zasłania twarz panny młodej przez cały czas ceremonii ślubnej do czasu aż zostaje ogłoszone małżeństwo - wtedy dopiero pan młody podnosi welon i całuje swą świeżo poślubioną żonę.

HONKING HORNS

Inną starą tradycją w niektórych częściach Irlandii jest oddawanie salw ze strzelb i innej broni palnej w powietrze podczas przejścia pary młodej. Rzecz jasne w ciągu kilku ubiegłych stuleci zdarzały się nawet tragiczne przypadki. Uderzanie w klaksony samochodowe podczas procesji powrotnej z kościoła zastępuje oddawanie strzałów.

PRZENOSZENIE PANNY MŁODEJ PRZEZ PRÓG

Jak się wydaje, są dwa wyjaśnienia tej tradycji, według której pan młody własnoręcznie przenosi swą wybrankę przez próg domu. Po pierwsze to sposób na ochronę panny młodej przed złymi duchami, które czają się pod progiem. Drugie wyjaśnienie sięga czasów Rzymskich, kiedy wierzono, że jeżeli nowopoślubiona panna młoda potknie się przechodząc przez próg domu pana młodego, przyniesie to pecha i zaszkodzi małżeństwu. Tak więc przeniesienie panny młodej przez próg zapobieże takim nieszczęściom. Nie jest jednak jasne co się stanie, jeżeli to pan młody potknie się lub upuści swą małżonkę.

TRZECI PALEC, LEWA RĘKA

Tradycyjnie pierścionej zaręczynowy i obrączka noszone są na trzecim palcu lewej ręki. Choć jednak pochodzenie tego zwyczaj u nie jest precyzyjnie określone, jednak są dwa powszechne przekonania co do tego. Jeden nawiązuje do XVII wieku, kiedy podczas kościelnego ślubu ksiądz podczas ceremonii ślubnej dotykał trzech pierwszych palców lewej ręki (wliczając kciuk) mówiąc "w imię Ojca, Syna i Ducha świętego)". Druga tradycja nawiązuje do staroegipskiego wierzenia, wedle którego palec noszący obrączkę jest poczatkiem "vena amoris", żyły miłości, która prowadzi aż do serca, co znaczy, że mając pierścień na tym palcu ma się go najbliżej serca.

OPUSZCZANIE MIEJSCA ŚLUBU

W minionych stuleciach irlandzka panna młoda wracała z nowym mężem do domu inną drogą niż ta którą przybyła do kościoła z ojcem. Zwyczaj ten mógł się narodzić jako próba uniknięcia 'pranks', który często kończył się kidnapingiem, ale symbolizuje również nową drogę życia, którą obrała.

BANNS

Banns of marriage były wymagane na obszarach pod brytyjską władzą, wliczając w to Walię, Szkocję i Irlandię. Zawierało ogłoszenie w kościele na trzy tygodnie przez datą ślubu. Miało to zapobiec małżeństwom zawieranym w pośpiechu i dawało czas na reakcję wszystkim zainteresowanym. Także i dzisiaj wedle obowiązującego w Irlandii prawa istnieje obowiązek poinformowania o ślubie na trzy miesiące przed jego planowanym terminem.

BRIDESMAIDS, BESTMAN

Skład 'opiekunów' panny młodej ma wiele pochodzeń, jedno z nich wywodzi się z czasów anglo-saskich. Kiedy mężczyzna chciał zdobyć żonę, potrzebował do tego towarzyszy - bridesmen lub brideknights. Mieli oni za zadanie upenić się, że panna młoda pójdzie do kościoła a potem do domu pana młodego. Także i ona miała kobiety do pomocy - bridesmaids albo brideswomen.

HANDFASTING

W niektórych miejscach i w niektórych czasach wydaje się, że znaczyło to zaręczyny a w innych właściwe małżeństwo. Wielu interpretuje to jako próbne małżeństwo lub krok poza zaręczyny lecz nie tak trwały jak małżeństwo. Często powtarza się, że handfasting na rok i dzień powinien normalnie prowadzić do właściwego małżeństwa, ale jeżeli obydwie strony zdecydują się odejść, związek zostaje anulowany. Handfasting jest pozostałością czasów przedchrześcijańskich i dawnych reguł zawierania małżeństw. Dzisiaj jest to rodzinna część ceremonii ślubnej, podczas której osoba prowadząca uroczystość pyta "Kto wydaje tę kobietę za mąż?" i zabiera rękę panny młodej z ręki jej ojca i przekazuje panu młodemu. W dawniejszych czasach kapłan zawijał ręce młodej pary w końcówkę swej stuły dla zaznaczenia potrójności małżeństwa: mężczyzna i kobieta połączeni przez Boga. Z Bożą łaską w czasach pojawić się ma inna trójca: matka, ojciec i dziecko. Celtowie zawsze byli dobrzy w obserwowaniu potrójności w naturze. Symboliczne związanie razem w małżeństwo wyewoluowało z wiązania złączonych rąk sznurem albo ozdobnym materiałem zrobionym specjalnie na tę okoliczność.

PIERWSZEŃSTWO NA PARKIECIE

Na wieczornych uroczystościach młoda para tradycyjnie tańczy pierwsza walca. Jednak, jako że taniec towarzyski nie jest oecnie zbyt popularny, tańczy się zwykle do ulubionej romantycznej piosenki. Podczas tańca zwyczajem jest, że pan młody tańczy ze swoją teściową a potem ze swą matką i odpowiednio panna młoda z teściem i ojcem. Na parkiecie podczas pierwszego tańca pojawiają się również świadkowie. Po pierwszym tańcu do tańca zapraszani są wszyscy goście.

PROPOZYCJA ROKU PRZESTĘPNEGO

Prawo każdej kobiety do zaproponowania jako daty ślubu 29 lutego w roku przestepnym sięga wstecz setki lat, kiedy to angielskie prawo oficjalnie nie uznawało tego dnia. Stąd powstało przekonanie, że małżeństwo tego dnia nie ma legalnego statusu.

RZUCANIE CONFETTI

Pochodzenie rzucania konfetti poprzedza czasy chrześcijańskie - pochodzi z pogańskiego zwyczaju obsypywania młodej pary ziarnami zbóż życząc im "owocnego" związku. Wierzono, że żyzność nasion zostanie przeniesiona na parę na którą spadną. Rzucanie ziarnami ryżu ma to samo symboliczne znaczenie. Słowo 'confetti' ma we włoskim ten sam rdzeń co 'konfekcja' i znaczyło do opisania "słodkości" - ziarna i orzechów pokrytych cukrem rzucanych w nowożeńców w opisanym wcześniej celu. W czasach nowożytnych ziarno i orzechy zostały zastąpinone małymi kawałkami papieru, jako tanie substytuty, ale słowo confetti pozostało. Pomimo żywotności tej tradycji, grozi jej wymarcie, jako że wiele urzędów cywilnych jak i kościołów zakazało jej stosowania.

 

 

 

 

 

 

Chcesz pokazać jakiś tekst znajomym? Po prostu wklej go
i przekaż im otrzymany link.
justpaste.it

Podobne artykuły


25
komentarze: 18 | wyświetlenia: 78477
29
komentarze: 40 | wyświetlenia: 3616
19
komentarze: 12 | wyświetlenia: 1119
17
komentarze: 8 | wyświetlenia: 884
17
komentarze: 29 | wyświetlenia: 15453
17
komentarze: 17 | wyświetlenia: 2189
11
komentarze: 39 | wyświetlenia: 1090
9
komentarze: 12 | wyświetlenia: 887
17
komentarze: 38 | wyświetlenia: 2416
25
komentarze: 237 | wyświetlenia: 1370
53
komentarze: 15 | wyświetlenia: 6552
27
komentarze: 8 | wyświetlenia: 6647
26
komentarze: 18 | wyświetlenia: 1051
 
Autor
Artykuł

Powiązane tematy





  Strzyga  (www),  23/03/2011

6 stycznia chyba jest tzw "Little Christmass kiedy to kobieta, która przygotowała prawdziwe święta, ma dzień wolny od wszystkiego.
"Pancake Tuesday był 8 marca :)



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2014 grupa EIOBA. Wrocław, Polska