Login lub e-mail Hasło   

Wódz rewolucji nihilizmu

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.medianet.pl/~naszapol/0713/0713skoi.php
Adam Michnik zrobił wszystko, co mógł, by uniemożliwić ukaranie zbrodniarzy komunistycznych, a nawet poznanie przez społeczeństwo ich nazwisk
Wyświetlenia: 2.978 Zamieszczono 12/06/2008

T   Y   G   O   D   N   I   K    

N A S Z A         P O L S K A
    ISSN 1425-1914     Indeks 332453     NR 13 (584)     27 marca 2007  
    
        

W związku z ugodą między Rafałem Ziemkiewiczem a Adamem Michnikiem oświadczam: Adam Michnik zrobił wszystko, co mógł, by uniemożliwić ukaranie zbrodniarzy komunistycznych, a nawet poznanie przez społeczeństwo ich nazwisk. (...) Jednak o jednym chcę cię zapewnić, Adamie, ze mną ugody nie będzie. Możesz mnie więc pozbawić majątku... a ponieważ z tym mogą być problemy - stanowi go bowiem komputer, magnetofon i trochę książek - masz nawet szanse mnie zapudłować. Twoi adwokaci z pewnością pokażą co potrafią. W końcu po coś zbudowałeś "państwo prawa".
Wódz rewolucji nihilizmu
W związku z ugodą między Rafałem Ziemkiewiczem a Adamem Michnikiem oświadczam: Adam Michnik zrobił wszystko, co mógł, by uniemożliwić ukaranie zbrodniarzy komunistycznych, a nawet poznanie przez społeczeństwo ich nazwisk.
Pamiętnego 4 czerwca 1989 r. postawił w "Tygodniku Powszechnym" sprawę jasno: od teraz kryteria moralne zostają zawieszone. Ugoda z komunistami wymaga zapomnienia o wszystkich ofiarach komunizmu - a w każdym razie nieupubliczniania tej pamięci. Ten, kto sobie pozwoli na luksus pamiętania - zostanie za kulisami historii.
Tak właśnie widzi świat Adam Michnik: jako teatr. Ten, kto ma władzę, może nim reżyserować - ale są też inne funkcje: np. suflera, jeśli się bezprawnie poznało zawartość teczek w osławionej "komisji".
23 lutego 1991 r. reżyser sam wystąpił na scenę - w odpowiedzi na dwa senackie projekty ustaw: o zadośćuczynieniu represjonowanym przez komunistów do roku 1956 oraz o (jedynie zapowiedzianym) rozszerzeniu tej ustawy na okres do 1989 r. Wtedy to poseł z Wałbrzycha (którego co prawda nigdy nie odwiedził) porwał się z miejsca. W płomiennej oracji oświadczył, że wstrzyma się od głosu - i wezwał wszystkich, by uczynili tak samo: nie zamierza bowiem sam sobie nadawać przywilejów.
Fakt, że w ramach przywileju otrzymał papier na gazetę i możliwość jej druku - jakoś umknął jego uwadze. Nie spostrzegł też, mimo swego wykształcenia historycznego, że były dziesiątki tysięcy ofiar komunizmu bez porównania gorzej potraktowanych niż on kiedyś.
Abecadło dna podłości
Jego teksty w następnych latach, jeśli traktować je poważnie, osiągnęły dno podłości, jakie wyznaczył w 1946 r. Jan Kott - gdy etykę AK i Szarych Szeregów nazwał "heroizmem głupoty". Przesłanie obu tych znawców honoru polskiego jest identyczne: śmierć frajerom. Nie zawahał się też w 1994 obrzucić błotem Ryszarda Kuklińskiego: W moich więziennych tułaczkach siedziałem z różnymi zachodnimi szpiegami i z pierwszej ręki wiem, że wszyscy oni działali z niskich pobudek... Już w lutym 1992 roku Adam Michnik zwierzył się w telewizji ze swego lęku przed "dyktaturą prawdy". Rok później w rozmowie z Jerzym Waldorffem o narodowej prawicy ustawił sprawę jasno: - Panie Jerzy, albo my ich weźmiemy za mordę, albo oni nas.
W 1992 i 1993 r. przewodził obronie konfidentów, posuwając się do jawnych gróźb pod adresem antykomunistów: - Wielką odpowiedzialność biorą na siebie ci, którzy pod hasłami /.../ lustracji rozbijają kruche państwo polskie. Pragnę ich zapewnić: będzie im za to wystawiony rachunek.
Maskarada odkrywania prawdy
Niezapomniany pozostanie tekst na 40 rocznicę śmierci Stalina - w którym stwierdził, że to ofiary komunistów, jeśli tylko marzy im się jakaś choćby symboliczna sprawiedliwość, są w istocie dziedzicami bohatera jego dzieciństwa. Nikt bowiem, kto kiedyś zerwał w parku kwiaty dla koleżanki, nie ma prawa oskarżać dziś innych winowajców, choćby ci popełnili czyny nieco gorsze: na przykład przez prawie pół wieku rujnowali kraj w służbie najeźdźców, zamieniając stary europejski naród w chanat mongolski.
Wszyscy jesteśmy grzesznikami; nikomu nie wolno nikogo sądzić; oto filozofia trzódki "Gazety" i ich przewodnika. Po co potrzebny jest więc wymiar sprawiedliwości? Och, teatr musi mieć dekorację... maskaradę dla maluczkich. W ramach tej scenografii utworzono więc Główną Komisję do Badania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu. Tyle że jej działalność była farsą - a walnie przyczynił się do tego rząd współtworzony i gorąco popierany przez "Gazetę Wyborczą". Zatrudniała ledwie kilku prokuratorów, a Ministerstwo Sprawiedliwości oznajmiło w 1993 r., że nie jest organem centralnym - i w związku z tym jej pracownicy nie otrzymają dodatków funkcyjnych i służbowych: czyli tym, którzy pracowali w Prokuraturze Generalnej zostaną odebrane. Prokuratorzy nie mieli prawa kierować spraw do sądu, mogli jedynie przekazywać je prokuraturze powszechnej, gdzie lądowały w najgłębszej szufladzie. Nie mieli nawet prawa umarzać śledztw! Prok. Henryk Sowiński, który próbował coś zrobić, wyjawił, że w Komisji nie ma żadnego planu, jest zupełny bałagan i improwizacja.
"Gazeta" decydowała o wszystkim
Prof. Walery Pisarek, dyr. Ośrodka Badań Prasoznawczych Uniwersytetu Jagiellońskiego, stwierdził w "Przeglądzie Politycznym" (nr 1, rok 1997), że do września 1993 r. "Gazeta" dawała szeroko rozumianemu aparatowi i systemowi władzy właściwą i obowiązującą wykładnię rzeczywistości społecznej i politycznej. Nadawała ton 90 proc. mediów. Bez jej wsparcia ani Drawicz i Miazek z TVP, ani Michalski z Polskiego Radia, ani Solorz i Walter nie zdecydowaliby się na tak totalną konfrontację z dziedzictwem "Solidarności", w nadziei, że ich odbiorcy w ogóle przestaną interesować się sprawami publicznymi.
Istnieje coś takiego jak wina zaniechania. Ideowo-polityczny klimat stworzony przez redakcję Michnika powstał także dzięki milczącemu zrozumieniu publicystów, że o pewnych sprawach się nie pisze. W maju 1992 r. z MSW został zwolniony płk. Gabriel Zmarzliński odpowiedzialny za niszczenie esbeckich akt. W lipcu min. A. Milczanowski powołał go na swojego doradcę. W styczniu 1993 r. rząd Suchockiej mianował na zastępcę szefa UOP G. Czempińskiego, przeciw któremu toczyło się postępowanie o niszczenie akt MSW.
Zapalony kibic spokojnego żywota esbeków
"Gazeta" nie widziała w tych nominacjach niczego niestosownego.
Podobnie jak w fakcie, że 23 posłów UW głosowało przeciw odtajnieniu dokumentów UB. Ani w przegłosowanej w 1994 r. ustawie, której wstępny projekt przygotował rząd Suchockiej, o tajemnicy państwowej i służbowej. Według niej każdy oskarżony o zbrodnie komunistyczne, co do którego odpowiednie ministerstwo zaświadczy, że dlań pracował, ma prawo zażądać tajności procesu - a sąd obowiązek ją zarządzić wraz z utajnieniem ich nazwisk.
Dla mieszkańców mentalnego świata "Gazety" kwestia wymierzenia sprawiedliwości zbrodniarzom komunistycznym interesować może tylko "oszołomów". Dopiero 29.09.1994 r. Prokuratura Wojewódzka w Warszawie rozpoczęła śledztwo przeciwko Marii Górowskiej, przewodniczącej sądu, który skazał Emila Fieldorfa, oraz Igorowowi Andriejewowi, który będąc w Sądzie Najwyższym zatwierdził wyrok śmierci - a potem był współautorem haniebnego kodeksu karnego z 1969 r. Oboje otrzymywali do śmierci najwyższą emeryturę: Andrejew miał państwowy pogrzeb z wszelkimi honorami.
Dopiero prywatne oskarżenie Stefana Niesiołowskiego spowodowało proces Humera. Humerowi dodano 16 współoskarżonych - z których każdy po kolei przedstawiał zaświadczenie o fatalnym stanie zdrowia. Przedstawiono im zarzuty z kodeksu z 1932 r. o "występkach", gdyż prokuratura uznała, że nie ma dowodów na to, że byli mordercami - zaś prokuratura powszechna nie chciała uznać tortur za element zbrodni stalinowskiej. Mogli więc dostać maksimum 5 lat.
Rehabilitacja Humera i innych
W 1998 r. na łamach "G.W." Antoni Pawlak dokonał rehabilitacji Humera. Czy z potrzeby serca, czy aby uspokoić pewną piosenkarkę, która chętnie podpisywała właściwe Listy, a która przypadkiem jest bratanicą tego potwora... tego nie wiem. Wiem jednak, że nie sposób zliczyć artykułów w "Gazecie" atakujących IPN i wszystkich historyków ujawniających bezprawia PRL.
Ale głównym dokonaniem Michnika jest przeprowadzenie totalnej relatywizacji oceny PRL. Stworzył obowiązującą poetykę "dyskursu" publicznego: dzięki niezliczonym wstępniakom, przemowom, wywiadom i komentarzom narzucił sporej grupie inteligencji swoje prywatne pojęcia, które organizują mu świat. Przed młodymi ludźmi otworzyły się napoleońskie kariery - o ile zdecydowali się na przyswojenie sobie tzw. filozofii "okrągłego stołu", czyli amnezji historycznej.
Może najlepszym dowodem sukcesów Michnika w tej dziedzinie był jego udział w konferencji historycznej na KUL w 2001 r. - a dokładnie brak reakcji na moralne zrównanie przez niego kilkudziesięciu agentów sowieckich w GL z ponad stu tysiącami patriotów w NSZ. A zdaje się do tego, że siedzący w prezydium /!!/ mówca uważał, iż robi wielki krok w kierunku prawicy...
Towarzyszyły temu apele Lesława Maleszki, by zakazać dystrybucji tygodnika "Nasza Polska", która konsekwentnie podawała przeszłość i koligacje głównych obrońców "układu". Trzeba pamiętać, że w realiach państwa, w którym Nadredaktor doradzał Cimoszewiczowi przy układaniu rządu oraz był w stanie jednym telefonem zablokować omawianie przez rząd Millera ważnej ustawy - w państwie, w którym na każde zawołanie mógł mieć nazwiska 300 "autorytetów" pod dowolnym "listem otwartym" - inicjatywa Maleszki miała szanse realizacji.
"Człowiek honoru", czyli największy żyjący zbrodniarz PRL
W Michniku i jego drużynie /post/komunistyczna szlachta zyskała nie tylko mitologa, który dostarcza jej legitymizacji, ale też - bynajmniej nie należy tego lekceważyć - bezpośredniego obrońcę. Myślę tu o bezwstydnej, wielodniowej kampanii czołowych komentatorów "Gazety" na początku sierpnia 2001 r. w obronie tajności majątków posłów.
Adam Michnik jest głównym odpowiedzialnym za to, na co dobrą nazwę znaleziono jeszcze przed wojną, a która najlepiej tu pasuje: jest to rewolucja nihilizmu. To w wytworzonym przez "G.W." klimacie media Solorza, Waltera oraz różnych Tyczyńskich czy Jakubców uznały słowa "patriota" i "moralista" za wyzwiska. Bardzo długo potrwa nim sformułowanie "człowiek honoru" odzyska swoje brzmienie po tym, jak w opinii Michnika został nim największy po Jaruzelskim żyjący zbrodniarz PRL.
Zresztą już w grudniu 1990 r. nowy towarzysz broni Pierwszego Moralisty RP opublikował w "G.W." swoje głębokie przemyślenia o tym, jak źle jest "dzielić Polaków na lepszych i gorszych". A ludzi, tow. jenierale?
Nie dziwi więc, że na wiosnę 2003 r. "Gazeta", jakby znudzona już koniecznością ciągłego udawania, opublikowała całokolumnowy artykuł pt. "W obronie nihilizmu". Na tym, dziś, poprzestanę: choć oczywiście ten opis działalności Laureata, Autorytetu i Wyroczni można by ciągnąć długo.
Jednak o jednym chcę cię zapewnić, Adamie, ze mną ugody nie będzie.
Możesz mnie więc pozbawić majątku... a ponieważ z tym mogą być problemy - stanowi go bowiem komputer, magnetofon i trochę książek - masz nawet szanse mnie zapudłować. Twoi adwokaci z pewnością pokażą, co potrafią. W końcu po coś zbudowałeś "państwo prawa".
Mam tylko nadzieję, że wykorzystasz swoje wciąż rozległe wpływy i gdy niezawisły sąd wymierzy mi zasłużoną karę - będzie to nasza dobra, stara, białołęcka cela nr 9.
Piotr Skórzyński

Podobne artykuły


71
komentarze: 34 | wyświetlenia: 10881
52
komentarze: 88 | wyświetlenia: 7867
40
komentarze: 24 | wyświetlenia: 5383
27
komentarze: 22 | wyświetlenia: 3342
27
komentarze: 31 | wyświetlenia: 39175
26
komentarze: 15 | wyświetlenia: 4377
22
komentarze: 19 | wyświetlenia: 6766
22
komentarze: 49 | wyświetlenia: 4025
21
komentarze: 11 | wyświetlenia: 4802
26
komentarze: 32 | wyświetlenia: 18364
21
komentarze: 3 | wyświetlenia: 1326
20
komentarze: 5 | wyświetlenia: 2611
20
komentarze: 11 | wyświetlenia: 11376
19
komentarze: 2 | wyświetlenia: 2668
 
Autor
Dodał do zasobów: Grzegorz Rossa.
Artykuł

Powiązane tematy





Moja ocena (2) wynika z faktu, iż to kolejny artykuł w którym obrzuca się kogoś błotem. Czy słusznie? Tego nie mogę stwierdzić.

Kogo?

A. Michnika

To nie błoto, to fakty i to nie wszystkie, więcej mu się należy.

  Mirosław T  (www),  13/06/2008

Zwrot "obrzucić błotem" to ulubiona propagandowa zagrywka obronna, używana przez ludzi związanych ze służbami, którzy pod pozorem "wołania o sprawiedliwość" oraz "wołania o godność" chcą wywołać wrażenie, że osoba polityczna, której przeszłość jest odkrywana (a którą chcą bronić), została "brzydko potraktowana".

Czytałem powyższy artykuł i nie znalazłem w nim faktów, o których nie słyszałe

...  wyświetl więcej

"A spróbuj się z nami nie zgodzić, to Ciebie też obrzucimy błotem". To miało być coś w tym stylu? Może dla tego tylko, że się nie lubię jak w kogoś rzuca się oskarżeniami (ulubiony sport Polaków?) mi też warto wmówić jakieś "tajemnicze powiązania"? Nie za daleko uciekła Twoja fantazja?

Odnośnie faktów: fakty nie pochodzą z mediów. To co usłyszałeś/przeczytałeś w mediach najprawdopodobniej

...  wyświetl więcej

Lubię jasne postawy, zwłaszcza w polityce. Publiczne rozmowy z ludźmi o innych poglądach (np. za pośrednictwem "Komentarzy") dają możliwość wpływania na poglądy czytających. Nie mówię nic nowego, gdyż to "oczywista oczywistość".

. Rozmowy z innymi userami np. "Prema", który jest bardzo wyrazisty, dają szansę nie tyle wpłynięcia na jego zdanie, a pokazania "publiczności", jak mogą rozmawiać

...  wyświetl więcej

Cieszę się Mirosławie, że tak postrzegasz dyskutowanie ze mną jak napisałeś. I jeśli moje komentarze inspirują cię do wyłuszczenia swoich racji w sposób bardziej precyzyjny, to tym większa satysfakcja. A bez różnicy w poglądach czy ocenach zdarzeń nie byłoby dyskusji ani wymiany poglądów.

Dla mnie słowo "Pan" ma najpierw swoje greckie pochodzenie i rogato-zbereźne znaczenie, zatem dystansu

...  wyświetl więcej

Wow! To w PRL-u byli jacyś komuniści? Bo ja myślałem, że ostatniego komunistę odpalili ludzie Stalina. Nazywał się on Trocki czy jakoś tak:) A i ustrój w PRL komuną nie był, jeno z definicji "dyktaturą proletariatu". Oskarżenie o zbrodnie komunistyczne to głupota, bo ani w Polsce ani nigdzie indziej na świecie komunizmu nie zbudowano, nawet w swej istocie budować nie zaczęto. To jak można o zbrodn ...  wyświetl więcej

  Mirosław T  (www),  13/06/2008

Artykuł jest echem powstałym po historycznej już umowie na przełomie lat 80/90, pomiędzy oficjalną władzą reprezentującą upadający system, a "elitami" Solidarności. Dzięki temu porozumieniu oddanie władzy przez PZPR odbyło się bez rozlewu krwi. Ceną tego była akceptacja, że PZPR oddaje władzę, ale SB już nie.
Niestety, ze względu na ogromny obszar tematyczny muszę pisać krótko i wybiórczo. ...  wyświetl więcej

Widzę bardzo cię zainteresował ten artykuł. Masz może jakieś osobiste przeżycia z tamtego okresu? Nie wiem nawet ile masz lat, więc sam rozumiesz moje pytanie...

Jestem przed 50-tką.
Pierwszy raz mężczyzna mnie o to pyta. Dotychczas czasami to robiły koleżanki ;)
Chyba się starzeję, bo zaczynam interesować innych tym co mówię, a nie tym jak wyglądam :)

Proszę nie brać tego do siebie. Lepiej jest żartować i śmiać się, niż płakać i być ponurakiem ;)

Adam Michnik vel Aaron Szechter.
http://www.polonica.net/imag/magd01.jpg



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska