Login lub e-mail Hasło   

O różdżkarstwie słów kilka...

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://archiwum.wiz.pl/2001/01011700.asp
Kosztem 400 000 marek przeprowadzono w Niemczech zakrojone na szeroką skalę naukowe badania różdżkarstwa.
Wyświetlenia: 4.130 Zamieszczono 17/08/2008

ANDRZEJ KAJETAN WRÓBLEWSKI OPERACJA STODOŁA

 

 

Kosztem 400 000 marek przeprowadzono w Niemczech zakrojone na szeroką skalę naukowe badania różdżkarstwa. Był to najobszerniejszy, i najbardziej szczegółowy program badawczy ze wszystkich dotychczas wykonanych w tej dziedzinie. Co przyniósł?

Badania rozpoczęły się w 1986 roku, kiedy Ministerstwo Badań i Technologii RFN (Bundesministerium für Forschung und Technologie) przydzieliło 400 000 marek zespołowi fizyków i biologów z Monachium. W Niemczech szerzyła się wtedy wiara w szkodliwe dla zdrowia straszliwe "cieki wodne", na które jedynym lekarstwem miało być korzystanie z usług różdżkarzy, umiejących je identyfikować i oferować przeróżne zabezpieczenia. Już dużo wcześniej w niektórych krajach przeprowadzono podobne badania różdżkarstwa, które świadczyły, że nie ma ono żadnych podstaw naukowych. Jednak rząd RFN nie zawahał się przed uruchomieniem nowego wielkiego i kosztownego programu. Oczekiwano bowiem, że przyniesie on jednoznacznie przekonywającą odpowiedź. Ze względu na miejsce testów, które odbywały się w specjalnie zaadaptowanym, wielkim budynku, używanym przedtem jako stodoła (niem. Scheune), badania te nazwano "Scheunen Experimente".

Przebieg testów

Głównymi wykonawcami programu byli H.-D. Betz i R. Kulzer - fizycy z Uniwersytetu w Monachium oraz H. Wagner z Instytutu Biologii Farmaceutycznej Uniwersytetu w Monachium. W badaniach brali także udział H. L. König - fizyk z Politechniki w Monachium oraz J. Trischler z Instytutu Medycyny, Informatyki i Badań Systemowych w Neuherbergu. Warto podkreślić, że wszyscy oni byli zwolennikami różdżkarstwa, przekonanymi o realności tego zjawiska.

Na parterze stodoły umieszczono rurę, w której płynęła woda, przy czym położenie rury można było losowo zmieniać. Na piętrze, około 5 m nad rurą, testowano różdżkarzy, których zadaniem było ustalenie, w dowolny sposób, położenia rury z płynącą wodą. Testy prowadzono, stosując metodę "podwójnie ślepą" (double-blind), to znaczy sami eksperymentatorzy, znajdujący się razem z różdżkarzem na górnej kondygnacji, także nie mieli pojęcia, jak przebiega rura, nie mogli więc swym zachowaniem nawet podświadomie udzielać żadnych wskazówek.

Do testów zgłosiło się ponad 500 kandydatów, święcie przekonanych o swych różdżkarskich zdolnościach. Wszyscy przystąpili do badań dobrowolnie. Przed rozpoczęciem próby każdy różdżkarz mógł przetestować swój sprzęt i odczucia w sytuacjach, kiedy położenie umieszczonego piętro niżej "cieku wodnego" było mu znane. Dopiero gdy różdżkarz uznawał, że jest odpowiednio przygotowany, przystępowano do badań, w których miał odgadywać położenie rury z płynącą wodą.

Po wstępnych testach wybrano najlepszych 50 kandydatów. Czterdziestu trzech spośród nich wykonało łącznie ponad 800 testów. W każdym teście różdżkarz określał położenie rury, które zmieniało się zgodnie z liczbami przypadkowymi generowanymi przez komputer; następowało to wzdłuż dziesięciometrowej bazy z dokładnością decymetra tak więc położenie to wyznaczała liczba z przedziału 1-100. Każdy test składał się zwykle z 10 prób, przy czym wynikami były pary liczb: rzeczywiste położenie rury oraz położenie odgadnięte przez różdżkarza.

Podkreślmy ponownie, że eksperymentatorzy byli bardzo przychylnie nastawieni do testowanych kandydatów i starali się im ułatwiać zadanie. Tak więc, pozwalano różdżkarzom sygnalizować wszelkie czynniki, które zakłócały im pracę, i przerywać test, jeśli tylko kandydat wyrażał takie życzenie.

Wyniki testów

Materiał z doświadczeń "Operacji Stodoła" stanowił zbiór par liczb, który można było poddać standardowej analizie statystycznej. Po kilku latach ogłoszono raport końcowy, w którym badania podsumowano dwoma wnioskami. Pierwszy z nich brzmiał: "Częstość sukcesu (tzn. prawidłowego odgadywania położenia "cieku wodnego" przyp. AKW) przeciętnego różdżkarza w przeprowadzonych testach była mała i w większości wypadków niemożliwa do odróżnienia od przypadkowej".

Natomiast drugi wniosek: "Kilku różdżkarzy osiągnęło wysoki stopień sukcesu, którego nie można wytłumaczyć przypadkiem", wzbudził ożywioną dyskusję na łamach periodyków naukowych (głównie Naturwissenschaften w latach 1995-96) oraz w Internecie.

Łatwo zrozumieć, że z matematycznego punktu widzenia wyniki uzyskane w "Operacji Stodoła" można analizować tak samo jak wyniki zabawy, w której ktoś stara się odgadnąć liczbę wygenerowaną losowo przez komputer. Osoba o zdolnościach nadprzyrodzonych potrafiłaby zawsze lub bardzo często wykonać takie zadanie - w literaturze paranaukowej można przecież spotkać wiele doniesień o podobnych wyczynach. Rzecz w tym, że z podstawowych praw rachunku prawdopodobieństwa także wynika możliwość uzyskania całkiem przypadkowego sukcesu. Zatem problem sprowadza się do oddzielenia ewentualnego realnego efektu od probabilistycznego tła. Zagadnienie to jest omówione w ramce poniżej.

Spośród wyników uzyskanych w "Operacji Stodoła" przedstawiamy dwa wykresy. Na pierwszym podane są wszystkie wyniki ponad 800 testów (ryc. 1), na drugim 3 testów (ryc. 2) uznanych za najlepsze. Na obu wykresach na osi poziomej odłożone zostały rzeczywiste położenia rury z płynącą wodą w chwili testu, a na osi pionowej położenia ustalone każdorazowo przez różdżkarzy. Gdyby różdżkarze rzeczywiście potrafili ustalać położenie "cieku wodnego", to punkty powinny się układać wzdłuż przekątnej. Jak widać, na pierwszym wykresie rozmieszczenie punktów jest całkowicie równomierne, tak jak wynika z rozkładu przypadkowego. To właśnie było podstawą sformułowania pierwszego wniosku przez autorów eksperymentów. Ale wniosek nr 2 oparli oni na wyselekcjonowanych "najlepszych" testach, których wyniki przedstawia drugi wykres. Istotnie, widać na nim pewne grupowanie się punktów wokół przekątnej. Jednakże, jak dowodzą krytycy, tak nieznaczne grupowanie jest także zgodne z tym, czego można oczekiwać na mocy praw rachunku prawdopodobieństwa. Zgadzamy się z tą krytyką, ponieważ można ją poprzeć prostymi eksperymentami liczbowymi.

Tysiąc razy zero równa się zero

"Operacja Stodoła" była kolejną nieudaną próbą naukowego udowodnienia realności zjawiska różdżkarstwa. Podobne eksperymenty i testy podejmowano od dawna. Już w 1917 roku Departament Spraw Wewnętrznych USA wydał druzgocącą opinię na ten temat. Napisano w niej, że po tylu nieudanych badaniach i próbach "...powinno być dla każdego oczywiste, iż dalsze prowadzenie przez Służbę Geologiczną Stanów Zjednoczonych testów różdżkarskich poszukiwań wody, ropy czy innych minerałów byłoby marnotrawieniem funduszy publicznych".

Trzydzieści lat temu szeroko zakrojone testy różdżkarstwa przeprowadzono w Wielkiej Brytanii na zlecenie Ministerstwa Obrony. Przyniosły one negatywne wyniki - trafienia różdżkarzy były zgodne z przypadkiem. Wyniki tych badań szczegółowo opisano w Nature w 1971 roku.

Organizowano także parokrotnie testy z udziałem i wsparciem finansowym telewizji. W marcu 1979 roku pod Rzymem czterej słynni różdżkarze włoscy: Forga, Fontana, Stanziola i Senatore ubiegali się o nagrodę w wysokości 10 000 dolarów za wyznaczenie kierunku wody płynącej na wybranym polu testowym. Testy te organizował i nadzorował niestrudzony tropiciel pseudonaukowców, James Randi - Amerykanin, zawodowy iluzjonista, który m.in. zdemaskował Uri Gellera - słynnego przed laty zginacza łyżeczek siłą woli. Test zakończył się całkowitym niepowodzeniem włoskich autorytetów różdżkarskich, mimo ich wcześniejszych butnych publicznych wypowiedzi, że nagrodę mają już właściwie w kieszeni.

W 1992 roku podobne eksperymenty z udziałem telewizji przeprowadzono w Kassel, w Niemczech. Wzięło w nich udział trzydziestu różdżkarzy z Niemiec, Austrii, Danii i Francji. Tym razem zakopano pół metra pod ziemią rurę, do której za pomocą odpowiedniego zaworu można było kierować duży strumień wody. Położenie rury było znane uczestnikom, a ich zadanie polegało na stwierdzeniu metodą różdżkarską, czy w danej chwili woda w rurze płynie, czy nie. Przed przystąpieniem do właściwych testów każdy uczestnik miał dziesięć prób "otwartych", w których wiedział, jak jest naprawdę. Wszyscy zgłosili się dobrowolnie i każdy był pewny sukcesu, ale i tym razem wyniki były całkowicie zgodne z rachunkiem prawdo- podobieństwa.

Przypomnijmy na koniec, że już od kilku lat nikt nie potrafi uzyskać nagrody w wysokości 1 mln dolarów za udowodnienie jakichkolwiek zdolności paranormalnych, w tym zdolności różdżkarskich! A jednocześnie różdżkarze za niepomiernie mniejsze sumy ciągle bałamucą skołowanych ludzi.

Badania polskie

Próbę naukowego zbadania efektu różdżkarstwa podjęli u nas niedawno prof. dr hab. Henryk Szydłowski i dr Przemysław Kiszkowski z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wyniki swe przedstawili m.in. na łamach Wiedzy i Życia nr 2/1999. Napisali tam: "Dwadzieścia lat temu postawiliśmy sobie za cel naukowe udowodnienie zjawiska radiestezji. Zabraliśmy się do pracy z ogromnym zapałem. Po latach badań nasza wiara w radiestezję musiała ustąpić sceptycyzmowi".

Jeszcze wcześniej, w latach 1981-83, Jerzy Stobiński przeprowadził w Krakowie na terenie parku Jordana, systematyczne badania nad zdolnościami różdżkarskimi, w których wzięło udział 87 różdżkarzy. Zadanie polegało na znalezieniu przebiegu dwóch rur żelaznych o średnicy 25 cm, ułożonych równolegle do siebie na głębokości 1.5 m. Badania mogły być wykonane dowolną techniką i w dowolnym czasie. W drugim teście próbowano odnaleźć położenie lnianego worka wypełnionego monetami. Wyniki odgadnięć były całkowicie zgodne z rachunkiem prawdopodobieństwa.

Nie wspominamy tu oczywiście o wielu "badaniach" prowadzonych bez dostatecznej obiektywnej kontroli. Przynoszą one zawsze bardzo pozytywne wyniki. O takich "badaniach" czasem informują mniej poważne środki masowego przekazu i biuletyny stowarzyszeń różdżkarzy. Te informacje nie mają żadnej wartości naukowej.

"Odpromieniowany" Sejm

Na fali wzrostu popularności pseudonauki i zabobonu ożywili swą działalność w Polsce także różdżkarze. Chcąc wzbudzić w klientach wrażenie, że chodzi o poważną dziedzinę naukową, wolą się oni nazywać radiestetami. Za pomocą różdżek i wahadełek potrafią oczywiście za odpowiednią opłatą znaleźć wszędzie okropne "cieki wodne" i sprzedać ekrany "odpromieniowujące". Nie wiadomo, ilu ludzi w Polsce dało się już na to nabrać. Różdżkarzom powodzi się w Polsce całkiem dobrze, a ich niewątpliwym triumfem było organizowanie co roku targów różdżkarskich w auli Politechniki Warszawskiej. I chociaż władzom tej uczelni chodziło o podreperowanie skąpego budżetu opłatami za wynajęcie sal, w opinii wielu osób targi takie nie przystoją tej uczelni. Taki błąd odrobić jest trudno.

Mająca swą siedzibę niedaleko Warszawy firma o szumnej nazwie "Laboratorium Badań Radiacyjnych" zachwala płytki chroniące przed promieniowaniem żył wodnych:

  1. W polu dipolowym płytki (...) wyróżnić można dwanaście wymiarów przestrzeni.

  2. Każdy wymiar przestrzeni generuje specyficzny rodzaj energii i specyficzny rodzaj oddziaływań.

  3. Przyrządy skonstruowane do pomiarów w przestrzeni czterowymiarowej nie są przydatne do pomiarów w przestrzeniach o wymiarach wyższych.

Do rozpoznania rzeczywistości, w której żyjemy, potrzeba więc oswojenia się z co najmniej dziesięcioma wymiarami przestrzeni przewidywanymi przez teorię strun lub dwunastoma wymiarami wykrytymi metodami biodetekcji oraz taką samą ilością rodzajów energii i rodzajów różnych oddziaływań..."

Chociaż właściciel firmy i autor tej reklamy podpisuje się jako "mgr inż.", to jednak każdy, kto liznął choć trochę fizyki, zauważy bez trudu, że przytoczone zdania są pseudonaukowym bełkotem. Ale w tej reklamie jest kilka mądrze brzmiących słów, na które ludzie dają się nabierać.

Dają się zresztą nabierać nie tylko jednostki, lecz także poważne instytucje. W 1997 roku Kancelaria Sejmu RP zleciła wspomnianej firmie "przeprowadzenie badań natężenia radiacji... i zastosowanie odpowiednich zabezpieczeń w pomieszczeniach Marszałka Sejmu, Wicemarszałków Sejmu, Przewodniczących Klubów, Ministra-Szefa Kancelarii Sejmu i Z-cy Szefa Kancelarii Sejmu".

Nie wątpimy, że eksperci firmy wykryli w Sejmie szkodliwe "cieki wodne" i inne straszności oraz umieścili tam wszędzie odpowiednie zabezpieczenia w postaci "dwunastowymiarowych" płytek. Historia ta mogłaby być nawet wesołym elementem w zbiorze ludzkich dziwactw, gdyby nie fakt, że poszły na to pieniądze podatników, a więc nas wszystkich. Szkoda, że przedstawiciele naszego Sejmu nie wzięli sobie do serca wniosku, który rząd USA sformułował już w 1917 roku.

Czy rozsądek weźmie górę?

Mimo negatywnych wyników, jakie przynosiły na świecie i u nas wszystkie poważne badania różdżkarstwa, nadal można usłyszeć historie o tym, jak to różdżkarze znajdują cieki wodne, neutralizują śmiertelnie szkodliwe ich promieniowanie, odszukują zaginione osoby, a nawet potrafią wskazać za pomocą wahadełka trzymanego nad mapą terenu ukryte skarby i złoża oraz zaginione osoby.

Jim Enright z University of California (San Diego) napisał w zakończeniu swego krytycznego artykułu na temat "Operacji Stodoła" (Naturwissenschaften, tom 82, s. 36-369, 1995), że "Eksperymenty te są nie tylko najobszerniejszymi i najbardziej starannie wykonanymi naukowymi testami różdżkarstwa, ale jeżeli rozsądek weźmie górę także przypuszczalnie ostatnimi, wykonanymi w tej dziedzinie".

Przyszłość pokaże, czy rzeczywiście rozsądek weźmie górę, ale trudno się spodziewać, aby wykrywacze "promieniowania cieków wodnych" nagle stracili popularność. Wszak naiwność ludzka nie zna granic.

Tymczasem możemy tylko radzić każdemu, kto zamierza skorzystać z usług różdżkarza, by go zapytał, dlaczego do tej pory nie zdobył miliona dolarów oferowanych przez Fundację Randiego!

Testujemy różdżkarskie zdolności komputera

Każdy, kto ma komputer i prosty arkusz kalkulacyjny, np. EXCEL, może łatwo przeprowadzić testy odpowiadające na pytanie, czy wyniki z "Operacji Stodoła" były zgodne z przypadkiem. Wystarczy skorzystać z procedury generowania liczb losowych.

Aby zbliżyć eksperyment komputerowy do tego, co działo się podczas "Operacji Stodoła", należy generować po kolei dwadzieścia liczb losowych, a następnie przedstawiać wyniki w postaci wykresu, na którym na pionowej i poziomej osi odkładamy każdą z dziesięciu uzyskanych par liczb. Każde dziesięć par liczb losowych odpowiada jednemu testowi "różdżkarskiemu" naszego komputera. Gdyby komputer miał zdolności różdżkarskie, to wyniki naszego testu powinny się układać na przekątnej, ponieważ w każdej parze liczb losowych pierwsza byłaby równa drugiej.

Autor wygenerował łącznie 4000 par liczb losowych, co odpowiada 400 testom . Ich łączny rozkład na wykresie, jak należało oczekiwać, jest równomierny, ponieważ liczby z założenia są losowe, nieskorelowane.Jednakże w poszczególnych testach, na które składało się - przypomnijmy - tylko po 10 par liczb losowych, występowały znaczne fluktuacje. Występowanie podobnych fluktuacji jest całkowicie zgodne z prawami rachunku prawdopodobieństwa. Tak więc, sam fakt uzyskania przez któregoś z różdżkarzy testowanych w "Operacji Stodoła" wyniku, w którym część liczb układała się w okolicach przekątnej wykresu, nie świadczy jeszcze o tym, że testowany uczestnik miał różdżkarskie zdolności odnajdywania płynącej wody. O tym mogłoby świadczyć dopiero występowanie tego efektu znacznie częściej, niż to wynika z czystego przypadku.

Jak zdobyć milion dolarów

Niestrudzony tropiciel i wróg pseudonauki James Randi założył fundację, która przeznaczyła 1 mln dolarów dla człowieka potrafiącego udowodnić, że jest obdarzony zdolnościami paranormalnymi: różdżkarskimi, telepatycznymi, psychokinetycznymi itd. Warunkiem uzyskania nagrody jest wykazanie tych umiejętności przed komisją, w której skład wchodzą poza naukowcami także profesjonalni iluzjoniści. Sam Randi jest świetnym iluzjonistą i już wielokrotnie demaskował ludzi, którzy za pomocą iluzjonistycznych sztuczek przekonywali publiczność o swych nadnaturalnych zdolnościach. Warunki ubiegania się o nagrodę zostały ogłoszone publicznie i każdy może się z nimi zapoznać w Internecie na stronie Jamesa Randiego www.randi.org/research/challenge/index.html. Dla chętnych kandydatów podajemy również adres pocztowy fundacji: The James Randi Educational Foundation, 201 S.E. 12th St (E. Davie Blvd), Fort Lauderdale, FL 33316-1815, U.S.A. Adres poczty elektronicznej: randi@randi.org

Andrzej Kajetan Wróblewski jest profesorem na Wydziale Fizyki UW. Zajmuje się też zwalczaniem pseudonauki, czemu poświęcił część książki pt. Prawdy i mity w fizyce

 

Podobne artykuły


21
komentarze: 9 | wyświetlenia: 9551
24
komentarze: 36 | wyświetlenia: 12969
72
komentarze: 23 | wyświetlenia: 162617
28
komentarze: 17 | wyświetlenia: 2711
27
komentarze: 4 | wyświetlenia: 6547
20
komentarze: 7 | wyświetlenia: 2307
29
komentarze: 67 | wyświetlenia: 8469
16
komentarze: 1 | wyświetlenia: 5883
17
komentarze: 6 | wyświetlenia: 3150
25
komentarze: 37 | wyświetlenia: 2451
23
komentarze: 4 | wyświetlenia: 22471
22
komentarze: 16 | wyświetlenia: 5242
18
komentarze: 15 | wyświetlenia: 3561
 
Autor
Artykuł
Dodatkowe informacje



Tyle, że niemiecki eksperyment udowodnił, że różdżkarze nie są w stanie wykryć rury z wodą pod podłogą.

Nie badał wykrywania tzw. cieków wodnych. Zatem cały eksperyment jest wielkim oszustwem. I niczym więcej.

Woda w gruncie sączy się przez piach, a różdżkarze i bez eksperymentu wiedzą,że wykrywanie miejsc na studnie to co innego niż wykrycie nawet rzeki podziemnej czy rury kanaliz

...  wyświetl więcej

Nie, no sorry, ja już wiem, że ty wiesz wszystko najlepiej :-))

A z ciekawostek dorzucę, jeszcze, że radiesteci sami zauważyli już wieki temu, że wykrywanie wody w pewnych miejscach, np takich które są uczęszczane przez dużą ilość przypadkowych osób jest trudniejsze i daje częstsze pomyłki... Nawet jak nie wiedzą, że miejsce jest przechodnie. Warunki badania odgrywają sporą rolę. Na cmentarzach też bywają problemy z badaniami:) Może to strach przed duchami:) W ...  wyświetl więcej

Dlaczego?

  liwa,  16/10/2010

zgadzam się !!! poznałam zasady pracy tzw. radiestetów.... ludzi "specjalnych"... o zgrozo !

Ale to ja sie pytam jaka to siła, energia (niewykrywalna) wprowadza je w ruch :-))
Czy kiedykolwiek i gdziekolwiek w ogóle osiągnięto w tej dziedzinie jakiekolwiek nie budzące wątpliwości sprawdzone wyniki? Odpowiedź brzmi nie.
Natomiast F. Capra stwierdził, że "zjawiska parapsychologiczne występują tylko poza granicami myśli naukowej i zanikają, w miarę jak ich obserwacja i analiza ...  wyświetl więcej

A zacznij-że to badać w końcu! Kto tu jest fachowcem od fizyki? I tylko nie mów - jak wiele tzw. "autorytetów", że bzdurami nie będziesz się zajmował... :)) Co masz do stracenia? A udowodnij, że ta cała radiescezja - to lipa :).Do roboty, do roboty!

Mam powtarzać wykonane już doświadczenia? :-))

Biofizyka chociaż formalnie już istnieje, jeszcze nie tak dawno była uważana za pseudonaukę uprawianą przez dziwaków i mitologów. A teraz nawet się rozwija.

Do badań nad zjawiskami radiestezji trzeba umysłów interdyscyplinarnych. Ze znajomością biologii, geologii, fizyki kwantowej, psychologii i kilku innych pewnie jeszcze. Nie są to zagadnienia dla mechanicystycznych kartezjanistów. Takic

...  wyświetl więcej

I w tym właśnie jest pies pogrzebany - potrzeba tu ludzi nauki interdyscyplinarnej, o otwartych umysłach i nie "postawosklerotyków" - o co niełatwo, niestety.

A ja myślałem, że dzięki postępom Alzheimera o sklerozę coraz łatwiej. A jak się kilka lat temu zdziwiłem strasznie. Jak przeczytałem na stronach Nihońskich kto kieruje tzw. Japońskim Stowarzyszeniem Reiki. Bo myślałem że Japoński szaman jakiś albo czarownik. A tu nic z tych rzeczy. Prezydentem Reiki jest japoński i owszem, ale profesor medycyny na renomowanym uniwersytecie. Z dorobkiem w najnowsz ...  wyświetl więcej

Ojojojoj! Prema... Właśnie dlatego, że coraz więcej sklerotyków - tych psychosomatycznych i tych mentalnych, to coraz trudniej o tych bez miażdżycy mózgu. O sklerozę więc w Polszcze jest najłatwiej - w odróżnieniu od wielu innych krajów. Czasem wyborny towar i na najwyższych uczelniach za półdarmo znajdziesz...

Jednego jednak ciągle pojąć nie mogę - przecież ludzie nauki powinni być z zasa

...  wyświetl więcej

Zjawisko poddaje się badaniu i pozwala na gromadzenie wiedzy o nim samym, tyle, że jego natura nie jest do końca wyjaśniona. Wiele takich zjawisk się wykorzystuje w praktyce i nikomu to nie przeszkadza. Najwyżej poprawia się kolejne teorie... Dziwne, że niektórzy nie mogą tego pojąć. Nikt nawet nie wie jak ludzki mózg się uczy i zapamiętuje wiedzę, ale ludzi się do szkoły pędzi żeby się uczyli... A za 30 lat się okazuje, że to nie była wiedza, tylko ŁYSENKIZM. I masz naukę:)

Gdy w grę wchodzi czynnik ludzki warto sprawę zweryfikować z maksymą Big Dana udającego kaznodzieję w filmie "O Brother, Where Art Thou?" - "It's all about the money, boys!". To może tłumaczyć, dlaczego za radiestezję biorą się inżynierowie i naukowcy, być może sfrustrowani niedocenianiem ich naukowych osiągnięć, w kategoriach prestiżu i finansów, w porównaniu do pseudonaukowców. Mając autentyczne ...  wyświetl więcej

Stefan Siudalski radiestera z praktyką godną pozazdroszenia (18lat) sam zadał sobie pytanie na które również sam sobie odpowiedział.

"Czy można samemu nie mając właściwości radiestety sprawdzić działanie ekranu?

Dość pewnym wskaźnikiem czy zakłócenia radiestezyjne występują czy nie, a więc także czy ekran działa czy nie jest paprotka..."

A tu masz paru uzdrawiaczy:

"Voltoterapeuta": "...mój zabieg trwa około 10-15 min. To wystarczy, bo ja mam 22 milivolty między dłońmi". "Usunąłem guzy nowotworowe u około dwustu osób".

"Glinoterapeutka": "Wykonuję okłady z glinki zielonej. Leczę nowotwory".

"Czakroterapeuta": "Do czakry podstawowej wchodzę tylko mentalnie, gdyż znajduje się ona w kroczu". "Syn zadzwonił do

...  wyświetl więcej

  liwa,  26/01/2012

Jacek, ja niestety uważam calą tę bio.. i radiestezje,( jak to dumnie brzmi) za szarlatanerię, oszustwa i nic wiecej. Siła perswazji jest mocna u niektórych pseudo-miszczów (dla mie takimi są MISZCZAMI), nie jednokrotnie nadanego tytułu przez samego siebie, z własnym podpisem na świadectwie rekomendacji, dyplomie i innych.
Masakra! Tragedia!
BIZNESIK i nic wiecej!

  abadonna  (www),  28/08/2008

Panie Jacku,
Właśnie przeczytałem tekst, który Pan zamieścił, a następnie wypowiedzi obrońców czarodziejskiej różdżki i niemniej czarodziejskiego wahadełka. Zastanawia mnie jedynie fakt, że krytycy nie zwrócili uwagi na pewną arcyciekawą rzecz. A mianowicie: wszyscy radieszuści zostali poinformowani o procedurze eksperymentu, i KAŻDY z nich ZGODZIŁ się na taką, a nie inną jego formę. Nikt t ...  wyświetl więcej

Proszę zwrócić uwagę na zarzuty wobec racjonalnego podejścia: skostniałość poglądów - i wiele takich, a jak się zachowują zwolennicy "czarodziejskiej różdżki"? Choćby nie wiadomo ile eksperymentów przeprowadzić, to jeśli wyniki będą odbiegać od ich oczekiwań i poglądów, zostaną skrytykowane. Nie pozwolą sobie wytłumaczyć nieracjonalności ich "teorii" i racjonalności wyników doświadczeń. A nauka ni ...  wyświetl więcej

  abadonna  (www),  28/08/2008

Panie Jacku, jak ja to dobrze znam :-) Może zechce pan rzucić przy okazji okiem na to: http://eiba.pl/1snl ?
Czyż to nie przecudny przykład pseudonauki?

Serdeczności

  liwa,  26/01/2012

"promowanie szamanizmu i hochsztaplerstwa wynika z ignorancji, bo tylko taką formę spychania świata współczesnego w otchłań średniowiecza jestem skłonny zrozumieć.
W 100% ZGADZAM SIĘ ! Podpisuje sie prawą i lewą ręka.



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska