Login lub e-mail Hasło   

Czy Fed jest prywatny

Odnośnik do oryginalnej publikacji: http://www.mises.pl/849
Aktualny kryzys poza ogólną dewastacją na giełdach, która przełoży się wkrótce na tak zwaną „gospodarkę realną”, niesie ze sobą także jakieś poz...
Wyświetlenia: 2.053 Zamieszczono 22/10/2008

Aktualny kryzys poza ogólną dewastacją na giełdach, która przełoży się wkrótce na tak zwaną „gospodarkę realną”, niesie ze sobą także jakieś pozytywy. Jednym z nich jest ogólny spadek zaufania do instytucji banku centralnego i uszczerbek dla naiwnej wiary w to, że jest w stanie poprowadzić do stabilizacji gospodarki. Jeśli ostatnie sto lat papierowego pieniądza mogłoby nas czegoś nauczyć, to z pewnością tego, że w pełni pusty pieniądz wcale nie przynosi braku kryzysów gospodarczych, lecz nawet prowadzi do ich nasilenia. W dodatku każdy kolejny kryzys zdaje się być gorszy od poprzedniego.

W tych okolicznościach na popularności zyskuje krytyka znacjonalizowanego pieniądza, który jest regulowany przez banki centralne na całym świecie. I faktycznie ogromna część winy za obecny bałagan spoczywa na barkach intelektualnych ojców i założycieli banków centralnych. Niemniej jednak krytyka banku centralnego może przybierać rozmaite formy. Jedną z nich, nietrafioną, w przypadku ataku na amerykański bank, jest teza, iż jest on „bankiem prywatnym”.

Zwolennicy tej tezy jako dowód na to podają argument, że Fed (czyli właśnie amerykański bank centralny) jest „posiadany” przez banki prywatne. Szczególnie na tym lubią kapitalizować skrajni lewicowcy, uznając, że całemu kryzysowi jest winny wstrętny wolny rynek i posiadany prywatnie bank centralny USA. Gdyby bank ten był państwowy, powiadają, sterowany przez władzę, wtedy sytuacja byłaby dużo lepsza. Niektórzy jeszcze próbują wmawiać, że Fed wyzyskuje państwo amerykańskie, ponieważ posiada wiele obligacji państwowych i kiedy przychodzi moment ich wykupu, to pieniądze z budżetu muszą wpłynąć na konto banku amerykańskiego.

Tymczasem, gdy wejdziemy w sprawy głębiej, okaże się, że sytuacja nie jest taka prosta. Cóż bowiem oznacza teza, że bank centralny jest „posiadany” przez banki komercyjne? A więc oznacza to, że banki mają w nim „udziały”. Ale czy faktycznie ten bank funkcjonuje jak normalna spółka akcyjna?

W spółce takiej poszczególni akcjonariusze dysponują siłą do zmiany zarządu, zmiany polityki prowadzenia firmy. Mogą de facto zdecydować o tym, aby wypłacić sobie wyższe pensje, albo zdecydować o tym, gdzie pójdą wypracowane przez spółkę nadwyżki.
Czy bank centralny USA jest taką spółką? Oczywiście nie. Działalność tego banku jest ściśle regulowana przepisami ustawowymi. To, że istnieją „udziały” zgodnie z tym prawem (które posiadają prywatne banki) nie czyni od razu banku prywatna spółką, gdyż te „udziały” różnią się zasadniczo od tych w spółkach akcyjnych. Na przykład nie można nimi handlować albo dawać pod zastaw pożyczek prywatnych. Ich posiadanie nie umożliwi wymiany zarządu, ponieważ zarząd banku centralnego wybiera władza ustawodawcza w Stanach i prezydent. Posiadanie tych „udziałów” nie oznacza również, że można zmienić statut banku, albo zmienić poziom przyznawanych zarobków poszczególnym uczestnikom systemu (te wynoszą ustawowe 6 procent).

Faktycznie Fed posiada wiele obligacji państwowych i faktycznie w momencie daty ich spłaty budżet państwa ma wpłacić pieniądze dla Fed. Ale dodajmy jeszcze jeden istotny fakt. Amerykański Fed, podobnie jak polski NBP, czy inne banki centralne, ma oddać wypracowaną nadwyżkę dochodów do… budżetu państwa. Czyli de facto państwo w ogóle prawie nie płaci za obligacje, jeśli te posiadane są przez bank centralny. Chociaż początkowo płaci za nie, to potem pojawia się to w zyskach banku centralnego, które ustawowo mają znaleźć się z powrotem w budżecie. I to jest coś, co jest określone jasno prawem. Udziałowcy Fed nie mogliby zmienić tego faktu. Tymczasem w prawdziwie prywatnej spółce mogliby przecież na spotkaniu akcjonariuszy doprowadzić do całkowitej zmiany polityki.

Amerykański bank centralny jest instytucją państwową. Instytucją regulowaną ściśle przez relacje polityczno-budżetowe. I chociaż zaangażowani są w nią finansiści i wielcy biznesmeni robiący pieniądze na państwowej kasie, i chociaż jest odpowiedzialny za kryzys, to zgodnie z prawem spółek nie można go nazwać „prywatną instytucją”.

Radio Olsztyn, 20.10.2008
Tu można posłuchać.

Zobacz też

Podobne artykuły


17
komentarze: 15 | wyświetlenia: 3365
25
komentarze: 9 | wyświetlenia: 25367
24
komentarze: 13 | wyświetlenia: 3553
16
komentarze: 6 | wyświetlenia: 2145
25
komentarze: 9 | wyświetlenia: 2155
23
komentarze: 22 | wyświetlenia: 3335
22
komentarze: 11 | wyświetlenia: 9514
19
komentarze: 11 | wyświetlenia: 2535
153
komentarze: 44 | wyświetlenia: 130436
33
komentarze: 27 | wyświetlenia: 2898
20
komentarze: 7 | wyświetlenia: 2362
6
komentarze: 4 | wyświetlenia: 16281
39
komentarze: 30 | wyświetlenia: 28994
17
komentarze: 7 | wyświetlenia: 1282
9
komentarze: 12 | wyświetlenia: 1302
 
Autor
Dodał do zasobów: Grzegorz Rossa.
Artykuł




Brak wiadomości


Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2018 grupa EIOBA. Wrocław, Polska