Login lub e-mail Hasło   

Chińska sałatka na raka

Badacze z Uniwersytetu Waszyngtona odkryli, że roślina od wieków stosowana w tradycyjnej medycynie chińskiej, a od niedawna także, jako środek przeciwko malarii, może być...
Wyświetlenia: 11.008 Zamieszczono 25/10/2008

Badacze z Uniwersytetu Waszyngtona odkryli, że roślina od wieków stosowana w tradycyjnej medycynie chińskiej, a od niedawna także, jako środek przeciwko malarii, może być potężnym lekiem antynowotworowym, o wiele skuteczniejszym niż stosowana dotychczas chemioterapia, powodującym znacznie mniejsze skutki uboczne.

Roślina ta to bylica roczna, Artemisia annua. Jest znana chińskiej medycynie od 2000lat, a w wielu krajach Azji traktuje się ją jak jarzynę i jada w postaci sałatek. Od kilku lat pozyskuje się z niej także artemizynę — związek, który okazał się skutecznym lekiem przeciwko malarii, zastępującym chininę i pochodne, na które pasożyty wywołujące tę chorobę zdążyły się uodpornić.

Obecnie zespół uczonych stwierdził, że ten medykament, stosunkowo tani i łatwo dostępny, zaopatrzony w dodatkowy związek chemiczny może niszczyć tkanki niektórych nowotworów ze skutecznością wiele razy przewyższającą stosowane dotychczas leki, przy znikomych efektach niepożądanych dla organizmu.

Podczas stosowania chemioterapii największym problemem jest opracowanie metody na dostarczenie leku (będącego w gruncie rzeczy trucizną dla komórek) jedynie do komórek nowotworowych, a oszczędzenie zdrowej tkanki.

Substancja, którą połączono z artemizyną, ma właśnie takie możliwości. Jak twierdzi kierujący badaniami prof. Tomikazu Sasaki z Uniwersytetu Waszyngtońskiego, działa jak agent podkładający bombę pod komórkę nowotworową.

Nowotwory są tak mordercze, ponieważ składają się z komórek organizmu, zatem i lek, i własny układ immunologiczny nie jest w stanie odróżnić ich od komórek zdrowych. W rezultacie leki wywierają równie niszczącą działalność na zdrową tkankę, zabijając jedną zdrową komórkę na każde pięć do dziesięciu komórek nowotworu. Dlatego efekty uboczne chemioterapii są tak poważne i zdarza się, że prowadzą do śmierci pacjenta.

Artemizyna natomiast, w połączeniu z dodatkowym białkiem, niszczyła jedną zdrową komórkę organizmu na każde 1200 zniszczonych komórek nowotworu, co oznacza, że może posłużyć do opracowania leku, który miałby znikome skutki niepożądane i mógł być przyjmowany w dużych dawkach bez obaw o stan pacjenta.

Artemizyna jest wprowadzana do komórek nowotworowych metodą konia trojańskiego. Komórki te mnożą się niepowstrzymanie, a to oznacza, że potrzebują między innymi duże ilości żelaza. Otrzymują je z organizmu. A ponieważ duża ilość jonów żelaza jest toksyczna, komórki tkanki mające na nie zapotrzebowanie tworzą na swojej powierzchni specjalne białka sygnałowe, które są dla organizmu rodzajem ogłoszenia — tu potrzebne jest żelazo! Organizm dostarcza wtedy niezbędny składnik, bezpiecznie opakowany w specjalne białko, niczym kontener. Komórka absorbuje ów pojemnik i dysponuje potrzebnym jej żelazem.

Badacze wykorzystali fakt, że artemizyna, która występując samotnie, i tak jest efektywniejsza od innych leków chemioterapeutycznych, zabijając około 100 komórek nowotworowych na każdą zniszczoną zdrową komórkę, w obecności dużych ilości żelaza staje się toksyczna.

Naukowcy zaopatrzyli jej cząsteczki w związek chemiczny, mający zdolność przyłączania się do białka oznaczającego zwiększone zapotrzebowania na białko [chyba powinno być żelazo — przyp. G. R.] na powierzchni komórki. W efekcie komórka nowotworowa absorbuje całą przesyłkę — białkowe opakowanie, żelazo i artemizynę, która w obecności żelaza uwalnia ogromne ilości zabójczych wolnych rodników. W ten sposób łapczywe zapotrzebowanie na żelazo komórek nowotworowych obraca się przeciwko nim.

Naukowcy przypuszczają, że ponieważ cechy wykorzystywane przez stworzony przez nich lek są generalnie charakterystyczne dla komórek nowotworowych, lek ten może mieć zastosowanie w zwalczaniu niemal każdego rodzaju nowotworu. Na razie przetestowano go z ogromnym powodzeniem w warunkach laboratoryjnych przeciwko leukemii, nowotworom piersi i prostaty.

Opracowany przez nich dodatek do artemizyny został już opatentowany i rozpoczynają się badania wdrożeniowe. Uczeni mają nadzieję, że powstanie lek tani i prosty w stosowaniu nawet w krajach rozwijających się, ponieważ aremizyna jest związkiem łatwo dostępnym.

(Science Daily)

Zobacz też

Podobne artykuły


25
komentarze: 18 | wyświetlenia: 4330
23
komentarze: 31 | wyświetlenia: 2333
21
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1926
17
komentarze: 25 | wyświetlenia: 1480
17
komentarze: 8 | wyświetlenia: 27159
17
komentarze: 35 | wyświetlenia: 2551
15
komentarze: 20 | wyświetlenia: 501
15
komentarze: 78 | wyświetlenia: 1513
15
komentarze: 15 | wyświetlenia: 324
15
komentarze: 37 | wyświetlenia: 1195
14
komentarze: 32 | wyświetlenia: 1074
14
komentarze: 10 | wyświetlenia: 376
13
komentarze: 6 | wyświetlenia: 1518
13
komentarze: 6 | wyświetlenia: 959
13
komentarze: 34 | wyświetlenia: 984
 
Autor
Artykuł



  ulmed,  26/10/2008

Jeśli coś jest tanie i łatwo dostępne to kariery nie zrobi.

Chyba, żeby Pani zaczęła uprawiać.

http://www.aritiherbal.com/Pic(...)034.jpg

  ulmed,  26/10/2008

Aha, oglądałam niedawno w Faktach migawkę o gojeniu ran lnem, oczywiście koniecznie zmodyfikowanym genetycznie! To, że najzwyklejszym lnem można wygoić rany, ni słowa. Takich znanych "ludowej medycynie' jest moc. Niestety za to nie można dostać granta. Dlatego ta chińska artemisia też zapewne musi być pokombinowana. My też mamy swojski piołun i ....



Dodaj swoją opinię
W trosce o jakość komentarzy wymagamy od użytkowników, aby zalogowali się przed dodaniem komentarza. Jeżeli nie posiadasz jeszcze swojego konta, zarejestruj się. To tylko chwila, a uzyskasz dostęp do dodatkowych możliwości!
 

© 2005-2017 grupa EIOBA. Wrocław, Polska